Moje małżeństwo się rozpada. Wszystko zaczęło się gdy M stracił pracę, obecnie pracuje ale zarabia dużo mniej. Mamy podpisaną rozdzielność majątkową, która miała być tylko na papierze a stałą się faktem. Po opłaceniu zobowiązań, i raty kredytu nie zostaje mu dużo na życie.
Niebawem pójdę na macierzyński i planuje po nim wrócić do pracy. Obawiam się, że to się skończy prywatnym żłobkiem i albo pokryje wszystkie koszty sama. Albo zostanę w domu na wychowawczym, tylko kto mnie utrzyma? Chciałam nadmienić ze w tym czasie mój M spłaca sobie raty za mieszkanie i w razie rozstania zostaje z częścią spłaconego kredytu i odchowanym przeze mnie dzieckiem. Zaproponowałam mu żeby przepisał mi połowę mieszkania, ja będę dokładać się do rat co mu da wolną gotówkę na dziecko, ale się na to nie zgadza. Rozmowa z nim kończy się waleniem głową w mur. Nie wiem czy takie problemy są normalne w małżeństwie. Często zbywa mnie absurdalnymi rozwiązaniami, na przykład, że on sprzeda mieszkanie i pójdziemy na wynajem, albo razem wybudujemy dom na pod miastem. Wszystkie te rozwiązania mają swoje duże minusy co mi skutecznie zamyka usta i wszystko zostaje tak jak jest. Co ja mam zrobić? w domu ciągłe awantury, są oczywiście jeszcze inne problemy. Ostatnio usłyszałam, że gdyby nie jego mieszkanie to musiałabym wynajmować, a tak płacę tylko czynsz i rachunki. Czy odpuścić dla świętego spokoju spłacać mu część raty i liczyć na to, że wszystko jakoś się ułoży? Bo ma racje ja nie mam dokąd iść, wiec gdyby nie on musielibyśmy wynajmować.
Podobne tematy
Moje małżeństwo się rozpada. Wszystko zaczęło się gdy M stracił pracę, obecnie pracuje ale zarabia dużo mniej. Mamy podpisaną rozdzielność majątkową, która miała być tylko na papierze a stałą się faktem. Po opłaceniu zobowiązań, i raty kredytu nie zostaje mu dużo na życie.
Niebawem pójdę na macierzyński i planuje po nim wrócić do pracy. Obawiam się, że to się skończy prywatnym żłobkiem i albo pokryje wszystkie koszty sama. Albo zostanę w domu na wychowawczym, tylko kto mnie utrzyma? Chciałam nadmienić ze w tym czasie mój M spłaca sobie raty za mieszkanie i w razie rozstania zostaje z częścią spłaconego kredytu i odchowanym przeze mnie dzieckiem. Zaproponowałam mu żeby przepisał mi połowę mieszkania, ja będę dokładać się do rat co mu da wolną gotówkę na dziecko, ale się na to nie zgadza. Rozmowa z nim kończy się waleniem głową w mur. Nie wiem czy takie problemy są normalne w małżeństwie. Często zbywa mnie absurdalnymi rozwiązaniami, na przykład, że on sprzeda mieszkanie i pójdziemy na wynajem, albo razem wybudujemy dom na pod miastem. Wszystkie te rozwiązania mają swoje duże minusy co mi skutecznie zamyka usta i wszystko zostaje tak jak jest. Co ja mam zrobić? w domu ciągłe awantury, są oczywiście jeszcze inne problemy. Ostatnio usłyszałam, że gdyby nie jego mieszkanie to musiałabym wynajmować, a tak płacę tylko czynsz i rachunki. Czy odpuścić dla świętego spokoju spłacać mu część raty i liczyć na to, że wszystko jakoś się ułoży? Bo ma racje ja nie mam dokąd iść, wiec gdyby nie on musielibyśmy wynajmować.
Dość dziwny i specyficzny "układ", by wygląda - gdyby nie związek małżeński - na to, że wynajmujesz u niego mieszkanie, płacisz mu za czynsz, media, nosisz jego dziecko, a on spłaca kredyt. Za jakiś czas, jeśli się ...rozstaniecie (a w takich Waszych "relacjach" brałbym to pod uwagę) zostaniesz bez niczego, a on ze swoim mieszkaniem. Nie rozumiem Twojego sformułowania: "(on w razie rozstania zostaje) ... z odchowanym przeze mnie dzieckiem". Jak to rozumieć?
Trochę to wszystko pogmatwane. Moim zdaniem jesli macie "rozdzielność" i on to tak respektuje - wypada to rozszerzyc na wszystko, czyli pół na pół: czynsz, opłaty, rachunki, żywność, bieżące wydatki, opiekę nad dzieckiem... I z tego, co każdemu zostaje - przeznacza na "swoje" (mąż na raty kredytu SWOJEGO mieszkania). Inne, obecne rozwiązanie jest dość kontrowersyjne, bo wygląda na układ, który na początku wypowiedzi zasugerowałem...
Ogólnie dzielimy się rachunkami po połowie, czynszem tez, nie jasno napisałam przepraszam. Jednak w każdej awanturze jest wypominanie ze to jest za mało.
Co do opieki : M ma on dziecko z poprzedniego związku, któremu poświęca bardzo dużo czasu, zwalnia się wcześniej z pracy itp. To powoduje, że większość czasu ja będę się naszym dzieckiem zajmować, chodzić na L4 itd. Musi o konkretnej godzinie jechać po dziecko i je odwieźć, wiec naszego dziecka nie będzie odbierał z żłobka. W weekendy nie może, iść do pracy, żeby dorobić, bo przyjeżdża do nas jego dziecko. Po porodzie, moja mama będzie mi pomagać, bo ona teraz najlepszy zarobek w pracy, a do pracy musi chodzić, żeby zarobić na alimenty. Po prostu dla świętego spokoju, ja będę musiała w większym stopniu zająć się wszystkim. Trudno, tak wyglądają moje realia, mój M będzie miał dwójkę dzieci. Jednak nie wiem jak rozwiązać problemy finansowe, uważam że powinien mnie dopisać do tego mieszkania, cały czas słyszę że jestem materialistką itp. Dlatego się zastanawiam czy na pewno dobrze robię, że naciskam? bo według niego to ze jestem L4 i odpadły mi premie to nic, ze na macierzyńskim będę miała 80% tej marnej pensji, to nie ważne, ze w razie czego będę dziecko utrzymywać sama tez nie istotne. No i w ogóle to wszystko wygląda jak bym męża miała tylko na papierze. Co ja powinnam zrobić? wiem, że to wszystko nie wygląda dobrze...
W efekcie rozwodu twój M będzie miał jeszcze jedne alimenty na drugie dziecko, jeszcze jedno dziecko które będzie odbierał o ustalonej godzinie ze żłobka czy przedszkola.
Jeszcze długo nie będzie miał wolnych sobót i niedziel, bo będzie je spędzał zamiast z jednym to z dwójką dzieci.
Ale za to ty będziesz mogła w soboty podjąć dodatkową pracę dzięki czemu uzyskasz premię a co za tym idzzie będziesz miała wyższe pobory...........
Podjęliście decyzję o intercyzie.
To wiąże się z dzieleniem to jest twoje, to jest moje.
Więc z logiki wynika że koszty musicie łożyć po równo.
Skoro jest intercyza więc mieszkanie może być tylko na jedną osobę, ciebie lub jego.
Ale koszty kredytu dzielicie pół na pół.
O co ci właściwe chodzi ? Chcesz ratować związek, czy facet ci się znudził i masz kogoś innego na oku.
Kobieta w ciąży jest pełna sprzeczności i frustracji. To normalne zjawisko. Po prostu ciężarna kobieta tak ma.
Więc może weź coś na to rozwolnienie i jak zajmiesz się tematem w łazience pomyślisz weselej o obowiązkach w małżeństwie
Rozdzielczość majątkowa jest i dobra i zła. Ale nie zwalnia od odpowiedzialności za związek.
5 2015-07-13 14:06:53 Ostatnio edytowany przez neutrino (2015-07-13 14:08:43)
Artagnan po pierwsze jest różnica pomiędzy intercyzą, a rozdzielnością majątkową. Po 2 poczytałam trochę twoich postów i uważam, że jesteś sfrustrowany i oceniasz ludzi jedną miarką. Zgadzam się z tym co napisałeś, ze rozdzielność ma swoje dobre i złe strony i na dzień obecny zmagam się z konsekwencjami moich decyzji. Jednak ja po połowie, to koszty utrzymania dziecka chyba tez. Nie znasz mojej historii, ani tego ile lat jestem z mężem, ani co dlatego związku poświeciłam, żeby go budować. Jednak jak widać sytuacja się zmienia i zasady gry tez. Gdybym nie kochała męża nie starałabym się znaleźć rozwiązania. Nie zastanawiałabym się nad sobą, nad nim... Poza tym nie znasz mojego męża i aniołkiem to on nie jest. Ostatnio poważnie zastanawiają mnie jego intencje, wobec mnie. Pewnie twoim zdaniem powinnam się zamknąć i utrzymywać najlepiej wszystkich łącznie z sąsiadami, a potem jeszcze im za to podziękować. Po następne zdaje sobie sprawę jakie będą konsekwencje rozstania dla niego jak i dla mnie, ale nikt go do ślubu ani dziecka(tak jak mnie) nie przymuszał. Poza tym na chwilę obecną, to że będzie kolejne dziecko za którym będzie tęsknił (dziecko za nim tez) skłania mnie do tego żeby dać sobie spokój. Bo skoro mówi się A to potem powinno się B ..Jednak nie żyjemy w epoce naszych dziadków, gdzie trzeba godzić się na wszystko.
Poza tym na chwilę obecną bez dodatkowej pracy stać mnie na utrzymanie dziecka samej, tylko czemu sama mam to robić?
Rozśmieszają mnie takie naiwne teksty.
Na początek jest wpis "czy już mam się rozwieść, czy jeszcze poczekać n lepszą okazję"
Potem po wpisie np. d'Artagnana wylewa się na niego pomyje i wyjaśnia że nie znacie mojego życia, mojego męża, ile ja dla niego zrobiłam.....
Odpowiadam że nic poza ochotą rozwodu.
7 2015-07-14 08:59:06 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-14 09:23:55)
Artagnan po pierwsze jest różnica pomiędzy intercyzą, a rozdzielnością majątkową. Po 2 poczytałam trochę twoich postów i uważam, że jesteś sfrustrowany i oceniasz ludzi jedną miarką. Zgadzam się z tym co napisałeś, ze rozdzielność ma swoje dobre i złe strony i na dzień obecny zmagam się z konsekwencjami moich decyzji. Jednak ja po połowie, to koszty utrzymania dziecka chyba tez. Nie znasz mojej historii, ani tego ile lat jestem z mężem, ani co dlatego związku poświeciłam, żeby go budować. Jednak jak widać sytuacja się zmienia i zasady gry tez. Gdybym nie kochała męża nie starałabym się znaleźć rozwiązania. Nie zastanawiałabym się nad sobą, nad nim... Poza tym nie znasz mojego męża i aniołkiem to on nie jest. Ostatnio poważnie zastanawiają mnie jego intencje, wobec mnie. Pewnie twoim zdaniem powinnam się zamknąć i utrzymywać najlepiej wszystkich łącznie z sąsiadami, a potem jeszcze im za to podziękować.[ Po następne zdaje sobie sprawę jakie będą konsekwencje rozstania dla niego jak i dla mnie, ale nikt go do ślubu ani dziecka(tak jak mnie) nie przymuszał. Poza tym na chwilę obecną, to że będzie kolejne dziecko za którym będzie tęsknił (dziecko za nim tez) skłania mnie do tego żeby dać sobie spokój. Bo skoro mówi się A to potem powinno się B ..Jednak nie żyjemy w epoce naszych dziadków, gdzie trzeba godzić się na wszystko.
Poza tym na chwilę obecną bez dodatkowej pracy stać mnie na utrzymanie dziecka samej, tylko czemu sama mam to robić?
Z tymi sąsiadami to Cię już zdrowo poniosło. Takie dramatyzowanie nic Ci nie da, a stres tylko Ci zaszkodzi.
Jeżeli dobrowolnie nie będzie łożyl na dziecko, co należy Ci się jak psu buda, to masz prawo podać go do sądu o alimenty w czasie trwania małżeństwa. Jego obowiązkiem jako męża i ojca jest utrzymać Cie w czasie ciąży i potem, gdy sama nie masz dochodów lub niewystarczające. Może nie będzie chciał cyrku w sądzie i jednak da. Jak to wpłynie na Wasz związek...nie wiem. Ale tak dziwnej relacji może już nic nie zaszkodzi.
A kredyt na Twoim miejscu bym odpuściła. Po co masz spłacać połowę, skoro i tak nie nabędziesz prawa. Ma rację z tym, że wynajem kosztowałoby Cie sporo, ciesz się, że masz dach za opłaty tylko. A że nie swój...tak sobie to "łóżko poscielilas "...