Witam wszystkich i proszę o poradę co mam zrobić. Jestem mężatką od ponad 5 lat i chce rozwodu ale nie wiem jak się za to zabrać. Opowiem jak to wszystko wygląda. Z mężem znałam się ok 3 lata przed ślubem i był wtedy zupełnie inny niż po ślubie. Po ślubie przez ok rok było fantastycznie, potem stracił pracę i trzeba było zacisnąć pasa. Jednak gdy rozpoczął nową pracę zaciskanie pasa się nie skończyło a przynajmniej dla mnie. Ja nie pracowałam a mąż niestety trzymał pieniądze. Zaczęło się od wypominania że po co mi kolejna bluzka, że za dużo używam perfum bo flakonik starcza na miesiąc (perfum za 30 zł). W końcu doszło do takiego absurdu że idąc do sklepu po zakupy musiałam przynosić rachunek i oddawać resztę. Paliłam papierosy już przed ślubem ale po zaczęła mu przeszkadzać ilość papierosów jaką palę i musiałam ją ograniczyć o połowę. Mimo że zarabiał sporo (bo ok 3-4 tys. miesięcznie) zawsze słyszałam że nie mamy pieniędzy cytuję: "na głupoty". Gdy zaczynałam się buntować to słyszałam że przecież dostaję na to co mi potrzebne więc o co mi chodzi? Oczywiście przy znajomych i przyjaciołach pokazywał jaki to jest szczodry i dawał wszystko co chciałam co później w zaciszu domowym wypominał. W końcu jednak się postawiłam się i powiedziałam mu że tak nie chce żyć i chce rozwodu. Było to 2 lata temu. Od tamtej pory trochę się zmieniło. Zaczął dawać mi więcej pieniędzy i przestał tak skrupulatnie rozliczać. Zaczął natomiast mówić "co o mnie myśli" - zaczęły się teksty typu: "jesteś głupia", "popie.... ci się we łbie", "nic nie potrafisz sama zrobić". Zaczął się mną wysługiwać: weź zadzwoń do urologa i umów mnie na wizytę, albo weź mi podaj napój (który stał obok niego a ja byłam w drugim pokoju) i do tego ciągłe pretensje: "nie zrobiłaś tego", "nie zrobiłaś tamtego". Znów zaczęłam się buntować i słyszałam: i tak siedzisz w domu i nic nie robisz ale pieniądze to byś chciała. Oczywiście wszystko działo się w domu że tak powiem bez świadków. Jakiś rok temu otworzyłam własną firmę która niestety nie przynosi dochodu i on dalej mnie utrzymuje. I wszystko musi być zawsze tak jak on chce: na wakacje jedziemy tam gdzie on chce, do knajpy na pizze idziemy wtedy gdy on chce, z imprezy wychodzimy kiedy on chce. Choć w tym ostatnim przypadku różnie bywa bo choć nie imprezuje często to jak zacznie pić to nie może przestać do póki nie zobaczy dna ostatniej butelki albo już jest w takim stanie że stanie na dwóch nogach sprawia problem. On problemu nie widzi i jak twierdzi: za swoje pieniądze pije i czasem mu się to należy. Tylko że mi to nie za bardzo odpowiada. I co do imprez to ja zawsze muszę być kierowcą, jego kierowcą: ja nie mogę się napić piwa bo nie będzie miał kto prowadzić - tak jest na każdej imprezie, czy ze znajomymi czy rodziną. Do tego zaczęły dochodzić kłótnie o seks: gdy ja chciałam to on był zajęty przeglądaniem stron internetowych a gdy on chciał to ja jakoś nie miałam ochoty (choć nie wiem czy ktoś miałby ochotę słysząc że jest się debilem, albo że "się spasłaś"). Do tego muszę podkreślić że nie mamy dzieci - on nie chciał. Przed ślubem mówił że narazie nie chce mieć dzieci i ja to rozumiałam ale minęło 5 lat a on dalej nie chce mieć dzieci a i ja nie chce mieć ich z nim. Pożycie jednak całkiem nie ustało: razem mieszkamy, on dalej mnie utrzymuje i raz na jakiś czas uprawiamy seks ale ja nie chce tak dłużej żyć. Chce być przez partnera szanowana a teraz tego nie dostaje i raczej już to się nie zmieni. Poza tym nic do niego nie czuje, no może z wyjątkiem przyzwyczajenia. Chce się rozwieźć ale nie mam żadnych dowodów na to że tak mnie traktował. Druga sprawa że on się nie godzi na rozwód: uważa że wszystko z jego strony jest ok a to ja mam jakiś problem i jak to powiedział "nie da mi rozwodu". Czy mam jakieś szanse na uwolnienie się od niego (pytam o sposoby zgodne z prawem)? Co mam zrobić? Pomóżcie błagam, bo już nie daję rady w tym toksycznym związku.
Podobne tematy
Mąż dostał nauczkę od życia gdy był bez pracy, a więc bez kasy. Skoro teraz załapał się do jakiejś roboty to ma przed oczyma wizję posuchy. To że teraz pracuje nie oznacza że nie należy oszczędzać.b To tak jak u chomika zbiera zapasy na zimę.
Pomyśl tak na chłodno. Jeżeli teraz straci tę pracę to możecie znowu być bez środków do życia.
No i reasumując. Jeżeli z tego powodu chcesz się rozwieść to widać że ty wcale go nie kochasz.
Kasa dla ciebie jest ważniejsza niż mąż.
Co do seksu............
Nie zawsze facet może i musi. Czasem potrzeba do tego sprawnej ręki kobiecej .........
Właściwie to szukasz dziury w całym. Mąż ci się znudził i po ptokach.
Czarno widzę to twoje małżeństwo. Już się chcesz rozwodzić.
Pewnie za chwilę spotkasz jakiegoś starego znajomego, zaczniesz mu się żalić na męża zamiast z mężem porozmawiać i wtedy znajomy zacznie cię pocieszać aż zdradzisz męża.
A wtedy będziesz skamleć że popełniłaś wielki błąd, że znajomy (czytaj - kochanek ) cię omotał i zmanipulował, a w ogóle to wina męża że się nie starał, że nie dbał o ciebie.
Zamiast mówić ci "moja piękna" to on ci wypomina pulchne kształty...........
Ogarnij się kobieto, idź do pracy, zajmij się sobą poćwicz trochę, jakiś ruch zrób w celu przypodobania się mężowi.
Zacznij z nim rozmawiać o wszystkim co dotyczy was.
Zamiast się żalić na forum, zacznij od rozmowy z mężem. Nie na zasadzie wymówek i pretensji, ale rozmowy jak partnerka z partnerem.
W głowie ci się przewraca.
Aha. A toksyczny związek to sama stwarzasz.
Anitko,
Dlaczego nie pracujesz?
Anitko przede wszystkim poszukaj pracy żeby nikt ci nigdy już nie wypominał, że żyjesz nie za swoje.Mąż oczywiście zachowuje się nieciekawie, no i nie chce mieć dzieci, a ty chyba chcesz.To bardzo ważny argument.Poza tym ja nie widzę problemu z rozwodem.Składasz pozew,radzę wybrać dobrego prawnika i chyba lepiej będzie jak się rozejdziecie, bo choćby kwestia posiadania dzieci bardzo was różni.Ty dostaniesz na pewno alimenty na siebie, ale uwaga - tylko na 5 lat lub do czasu, gdy wyjdziesz po raz kolejny za mąż.
Też mi się wydaję, że te powody trochę błahe.
Skoro tylko on pracuje to mógł Cię ograniczać z perfumami czy ciuchami (no bo flakonik perfum miesięcznie to wydaje mi się dużo).
Co innego jeśli Cię ograniczał w podstawowych rzeczach potrzebnych do egzystencji.
Zresztą, idź do pracy to rozwiążą się Twoje problemy z kasą. Dlaczego nie zamkniesz firmy skoro nie przynosi profitów?
Widzisz jakakolwiek szansę na poprawę tej sytuacji?
A za swój wygląd weź się sama dla siebie, a nie żeby przypodobać mężowi.
Ależ miłe panie. Jej już wywietrzał miłość do męża. Ona by si zabawiła, popiła alkoholu, wydawałaby kasę na pierdoły.....
Ona się chce rozwieść, bo nie kocha męża. Pora zabrać swoje zabawki i iść do innej piaskownicy.
Pewnie mieszkanie jest męża, więc to ona musi się spakować i pójść. Tylko dokąd ?
No chyb ŻE JUŻ CZEKA NA NIĄ JAKIŚ "NOWY MODEL" W ZASTĘPSTWIE ZA MĘŻA.
A tak to wygląda. Że coś nowego na horyzoncie to z mężem pora się rozwieść.
Anitko przede wszystkim poszukaj pracy żeby nikt ci nigdy już nie wypominał, że żyjesz nie za swoje.Mąż oczywiście zachowuje się nieciekawie, no i nie chce mieć dzieci, a ty chyba chcesz.To bardzo ważny argument.Poza tym ja nie widzę problemu z rozwodem.Składasz pozew,radzę wybrać dobrego prawnika i chyba lepiej będzie jak się rozejdziecie, bo choćby kwestia posiadania dzieci bardzo was różni.Ty dostaniesz na pewno alimenty na siebie, ale uwaga - tylko na 5 lat lub do czasu, gdy wyjdziesz po raz kolejny za mąż.
Zbyt delikatnie traktujesz małżeństwo skoro tak ją namawiasz do rozwodu z powodu błahostek.
Mąż na razie nie chciał dzieci. Stracił pracę, dopiero się gdzieś zahaczył i nie wiadomo czy to nie "umowa śmieciowa" czyli taki układ na pół czarno.
Facet myśli trzeźwo, ale żonka to jakaś z Harlekina wzięta.
Chciałaby milionera, księcia z bajki i służby do podcierania.
Na jej miejscu poszedłbym nawet za 1200 czy 1500 do jakiegoś sklepu.
Nawet byle gdzie żeby mieć na waciki czy na perfumy.
Chociaż uważam że czysta woda i trochę mydła dają więcej urody niż przepocony zapach perfum.
9 2015-07-11 19:56:31 Ostatnio edytowany przez Anitka1988 (2015-07-11 20:03:10)
artagnan być może nie napisałam jednej ważnej rzeczy - mąż nie miał pracy tylko przez 5 miesięcy i od tamtej pory pracę ma nieprzerwanie. Firmy nie mogę zamknąć bo jak mówi mój mąż cytuję: "jest mu potrzebna". On chce żebym przynosiła pieniądze ale gdy mówię mu że chce iść do pracy to słyszę: przecież masz firmę. Raz przez 3 miesiące pracowałam z nim w jednej restauracji - on jako kierowca, ja na barze i jak dostałam wypłatę to też miałam przez niego powiedziane że mogę na to i tamto wydać ale na to i to już nie mogę. I nie chodzi o to że chce ciągle wydawać kasę na wszystko: jeśli dla kogoś zakup np. klapek na lato raz w roku to za dużo to rzeczywiście przesadzam. Mi chodzi o to w jaki sposób on mnie traktuje a nie ile pieniędzy mi daje czy nie daje. Czy normalne jest to żeby się prosić swojego męża o pieniądze i funkcjonować nie mając przy sobie ani grosza dosłownie? Przy czym jak wspomniałam zaciskanie pasa skończyło się tylko dla niego - jemu nie szkoda wydać na alkohol czy ubrania dla siebie ale szkoda mu wydać na mnie. I jeśli normalne jest obrażanie partnera to ja rzeczywiście mam siano w głowie. Nie chce żeby ktoś mnie nosił na rękach tylko żeby miał do mnie szacunek - chce mieć prawo do tego aby móc współdecydować a nie tylko biernie się podporządkowywać. I to że firma nie przynosi zysków nie znaczy że siedzę w domu - pracuję tyle że u siebie codziennie od pon do soboty od 10 do 18. Mąż ma zawsze uprane, ugotowane i posprzątane - a co ja mam w zamian? Pretensje o wszystko. I jeśli chodzi o przyjaciela to nie wierzę w przyjaźń między facetem i kobietą bo jak sam zauważyłeś do czego innego prowadzi. I mylisz się bo mieszkamy u mnie (i żeby było jasne z moim tatą który pokrywa opłaty za media a mój mąż zapełnia lodówkę) a on ma gdzie pójść do ma też swój dom. I nie potrzebuje mieć kochanka do tego aby oczekiwać że ktoś mnie będzie szanował. A jeśli ty uważasz że takie traktowanie drugiego człowieka to może postawił byś się na moim miejscu - żeby twoja kobieta trzymała pieniądze i żebyś się jej prosił o 5 zł na piwo i wysłuchiwał że jesteś debil i świnia? Jak byś się czuł? Pewnie zaje...ście, to chyba właśnie lubisz.
A gdyby mąż mi się znudził jak mówisz to racja - znalazła bym sobie kochanka i dalej żyła z mężem i rozwód nie byłby mi do niczego potrzebny. Gdybym leciała na kasę jak mówisz to siedziałabym cicho i robiła swoje. Ale tak nie jest. I jesli chodzi o seks to nie wymagam żeby było 4 razy po 2 razy ale dlaczego ja mam spełniać tylko jego potrzeby? Dlaczego moje potrzeby w tej kwestii muszą być ignorowane?
zbytdelikatna kwestia dzieci bardzo nas różni - jesteśmy 5 lat po ślubie i nawet się o nie nigdy nie staraliśmy a latka lecą. Mam w nieskończoność czekać aż on przyjdzie i powie: kochanie zróbmy sobie dziecko? Mogę się na to nie doczekać. Ale nie tylko o dzieci tu chodzi. Nie chce od niego żadnych alimentów ale jeśli chodzi o podział majątku to nie chce stracić tego co jest moje tzn było jeszcze przed ślubem. Jeśli chodzi o majątek to mój jest znacznie większy niż jego i byłam głupia że nie postawiłam na swoim w kwestii intercyzy (ja chciałam, on nie). Nie chce nic od niego ale swojego też nie oddam. Tylko nie wiem jak w sądzie udowodnić że nasz związek tak wyglądał? Nie mam żadnych dowodów, świadków... tylko słowo przeciwko słowu:/
Madowa co do wyglądu to wcześniej robiłam coś i dla siebie i dla niego. Od ślubu w ciągu 3 lat przytyłam jakieś 8 kilo ale półtora roku temu postanowiłam coś zmienić i na dukanie schudłam 12 kilo w ciągu 3 miesięcy (od czasu diety przytyłam 1 kilo). Teraz w tej wadze czuje się dobrze i uważam że nie ma za bardzo co zmieniać. Fakt płaskiego brzucha to nie mam ale fałd tłuszczu też nie. Jak mówią znajomi: wyglądam ok, niczego mi nie brakuje ale też niczego nie mam za dużo. Dla męża jednak jestem spaszona mimo utraty w sumie 11 kilo. Przy czym ja mu jego kilogramów nie wypominam a dodam że Adonisem to on nie jest.
Przyznam się że kasę u mnie w domu trzyma akurat żona. I dobrze mi z tym.
Ileś tam lat przeżyliśmy razem i wcale nie w zgodnej atmosferze. U nas to jak we włoskim małżeństwie.
Każde z nas ma swoje racje i ich broni, czasem nawet za głośno. Ale ręcznie żadne z nas nie stara się wytłumaczyć.
Co do rozwodu...........
To taki dziwny mechanizm. Słowo rozwód nastraja wrogo do siebie obie strony. I ten wcześniejszy okres słodkości zamienia się na kielich goryczy. W ferworze walki ze sobą strony zapominają o tym dlaczego się pobrali.
Nie myślę akurat o dzieciach. Myślę o tym że chcieli być ze sobą, że się kochali i pragnęli siebie.
W tym co piszesz nie widać chęci bycia z nim. Przebija wrogość. Nie szukasz pomocy w sposobie rozwiązania konfliktu, ale jak i gdzie uderzyć przeciwnika.
Nie traktujesz go jak partnera. Traktujesz go jako zło które istnieje w twoim życiu. Za chwilę stanie się twoim śmiertelnym wrogiem.
Ktoś tu napisał że możesz dostać nawet na siebie alimenty w razie rozwodu ale przez 5 lat, albo do momentu gdy ponownie wyjdziesz za mąż.
Moim zdaniem miłość nie polega na braniu rozwodu po 5 latach małżeństwa bo mąż stał się sknerą.
Tu u ciebie wyraźnie widać że nie rozmawiacie ze sobą o tym co tworzycie.
Małżeństwo to taki dziwny stwór, którego nie nauczają w szkole.
W małżeństwie to tak jak w życiu, uczysz się poznawać przez cały czas.
Siebie, partnera, swoje dzieci. I uwierz mi, ale tej nauki nigdy nie wystarczy. Bo życie ciągle weryfikuje nasze marzenia i pragnienia.
Zmusza nas do dostosowania się do tych zmian.
Niektórym brak do tego cierpliwości i..................chcą rozwodu.
Z innym będzie słodko przez kolejne 5 lat a potem znowu ta sama polka.
Więc moja rada na koniec. Jak się ma to co się ma, to należy o to zadbać. Postarać się.
Nikt nie każe ci na siłę forsować swoich pragnień. Ale można porozmawiać.
Piszesz o seksie, że jest kiepsko. Bo ty chcesz, a on nie bo jest zajęty.
Potem on chce to ty mu focha i nie masz ochoty. Zagrywka dziecka.
Rozmowa, pieszczota, miły uśmiech na twarzy. To nie pokazanie uśmiechu do złej gry.
To tylko zmiana nastroju z napiętej sytuacji do rozluźnionej atmosfery.
Co do alkoholu....
Sam nie piję za często, ale jak siadam to siadam i nie ustępuję pola walki.
Zdarza mi się to co prawda raz na kilka lat. Mam czasem ochotę na kieliszek wódki, czy koniaku.
Piwa nie lubię, wino też mi nie smakuje.
Nazywam to "transfuzją" i wtedy następnego dnia mam niewielką domieszkę krwi w alkoholu, ALE JAK MAWIA MOJA ŻONA ZAŻYWAM TRUCIZNĘ NA WŁASNE ŻYCZENIE.
Wiele w tym sensownego co piszesz nie ma. Rozumiem że temat rzeka i trzeba czasu i dni żeby wylać wszystkie żale.
Ale.............
Czy warto szukać dziury w całym ?
Masz dużo racji w tym co mówisz tylko jak mam z nim rozmawiać skoro on nie chce? On uważa że wszystko jest ok, mimo że ja uważam inaczej. Gdy zaczynam rozmowę np na temat tego gdzie pojedziemy na wakacje to słyszę że tu i tu i koniec, nie ma dyskusji. Gdy mówię że np ja bym chciała gdzieś indziej to słyszę że mi się w dupie przewraca, albo że jestem pier...nięta. Gdy zaczynam mówić dlaczego tak do mnie mówi to słyszę: ale o co ci chodzi? I nie chodzi o to pewnie jak zaraz zripostujesz że mi się kanary marzą bo nie. Ja chce np. gdy jedziemy w góry pochodzić trochę po nich, zobaczyć coś a on nie bo cytuję: nogi mnie bolą. Jeśli chodzi o zbliżenia (nie tylko w łóżku) to gdy podchodzę do niego żeby tak zwyczajnie się przytulić, albo mówię mu że tego potrzebuje to słyszę: odejdź, przeszkadzasz mi, jestem zajęty (przeglądając allegro). Więc o jakiej czułości mam mówić? Ja nie czuje się kochana, tylko jak przedmiot, który jest mu do czegoś potrzebny a z przedmiotami przecież się nie rozmawia. A jak sam zauważyłeś bez rozmowy nie ma nic. I masz racje nie kocham go już - i nie chodzi o to ile czasu jesteśmy małżeństwem ale o to jakie ono było i jest. W małżeństwie kłótnie się zdarzają i wręcz są potrzebna bo potem można się pogodzić ale gdy tego godzenia się nie ma i są same kłótnie? Co to za małżeństwo? To prawda ostatnio tzn od jakichś 9 miesięcy w ogóle ze sobą nie rozmawiamy bo albo on nie ma czasu bo jest zajęty albo jest zmęczony i nie ma ochoty. On przychodzi do domu z pracy, je obiad i siada przed laptopem.
A co do picia - ty imprezujesz tak ostro raz na parę lat - mój mąż przynajmniej raz w miesiącu, czasami częściej. Gdy widzę że ma już "w czubie" to podchodzę do niego, biorę na bok i proszę żeby trochę zastopował ale on to ma w dupie i potem muszę się użerać z nieprzytomnym mężem. Ja mu nie bronie pić w ogóle tylko proszę o trochę umiaru. I tak jak prosząc o wszystko słyszę odpowiedź: jesteś jeb...ta, będę robił co będę chciał albo w dupie ci się przewraca.
Ja nie chce tak żyć. Nie chce do końca życia być pomiatana i wyzywana. Nie zrobiłam nic żeby sobie zasłużyć na takie traktowanie.
U ciebie to twoja żona trzyma pieniądze ale pewnie gdy chcesz albo potrzebujesz na coś to za bardzo prosić się nie musisz bo tworzycie wspólnotę. U nas zawsze było on i ja: on zarabia i to są jego pieniądze, a ja tylko wydziwiam i ciągle czegoś chce (a to przytulenia, a to pocałunku - a tak na marginesie ostatni raz całowaliśmy się 2 lata temu - od tamtej pory nawet podczas seksu się nie całujemy a co dopiero pocałować się tak poprostu). On (według niego) mieszka w naszym domu ale ja jeżdżę jego autem - to co należało do mnie jest wspólne ale wszystko inne jest jego i tylko jego.
Tak się nie tworzy małżeństwa, chyba że obojgu z partnerów to odpowiada. Mi to nie odpowiada i nie mam nawet szans aby tak na poważnie z nim o tym porozmawiać. Dlatego chce rozwodu - bo chce czuć się kochana i szanowana a nie mam już siły ciągle dopominać się o to. I jak już powiedziałam nie chce być noszona na rękach tylko szanowana: żeby partner słuchał tego co mam do powiedzenia i liczył się z moim zdaniem i bardzo mocno wierzę w to że są faceci na świecie którzy potrafią tak traktować kobietę i chce mieć szanse spotkać kogoś takiego.
A co do ręcznego bronienia swoich racji - na to bym nigdy nie pozwoliła. W dzieciństwie parę razy widziałam jak dziadek bił babcie i to mi wystarczyło. Gdyby jakikolwiek mężczyzna mnie uderzył to byłaby to chyba ostatnia rzecz jaką by zrobił w życiu. To tak w przenośni. A na poważnie to gdyby mąż mnie uderzył, choć raz, to bez wahania poszłabym na obdukcje i założyła niebieską kartę. I wtedy nawet nie byłoby o czym tutaj rozmawiać. Nie jestem typem kobiety która daje się bić, choć zniewolić się psychicznie pozwoliłam:/
Coś się nawarstwiło przez jakiś czas a ty chcesz załatwić to 5 minut.
Łatwiej zwalić głaz z góry na dół niż wepchnąć go z powrotem na górę.
O tym więc pamiętaj.
Piszesz że go nie kochasz.
Więc poco ten cały ślub i żale tu na forum.
Powiedz mu to w oczy a nie pisz tego obcym ludziom.
Bo tak po prawdzie każdy kto tu ci odpisze (nawet ja ) za chwilę zapomni o tobie.
To twój problem.
Czy go kochasz czy nie ? Na razie złość przez ciebie przemawia.
Pomyśl na spokojnie.
Jeżeli nic do tego faceta nie czujesz to powiedz to jemu patrząc mu w oczy.
"NIE KOCHAM CIĘ I NIGDY NIE KOCHAŁAM. WYSZŁAM ZA CIEBIE ZA MĄŻ BO MI SIĘ ZDAWAŁO ŻE TO PORA NA TO"
Powiedz mu że ten ślub z nim to jedna wielka pomyłka.
Że on to żenada i wstydzisz się z nim gdziekolwiek pokazać.
Że nie jest Adonisem a zwykłym spaślakiem z nawisem inflacyjnym na miejscu brzucha.
Że jest kutwą i opojem.
Powiedz mu, a zobaczysz jaki diabeł w niego wstąpi.
Powodzenia.
P.s.
Szczerze to szkoda mi więcej czasu marnować na ciebie.
Może to nie brzmi miło ale po trochu wszystko co ci się przytrafi zawdzięczasz samej sobie.
Przebija w tym co piszesz tylko JA, MOJE, DLA MNIE ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
WIĘC POTRAKTUJ TEN PS TYLKO DLA SWOICH USZU. A właściwie oczu bo to czytasz.
Chciałam i jakbyś przeczytał wyżej próbowałam cały czas porozmawiać z nim. Ale on nigdy nie miał albo czasu albo chęci na to. I to on zawsze mówił JA a ja mówiłam MY aż doszło do mnie że sama muszę zawalczyć o siebie. Wychodząc za niego kochałam go ponad życie, byłam w stanie zrobić dla niego wszystko ale to w jaki sposób mnie traktował i traktuje wszystko zmieniło. Nie w jeden dzień ale w 4 lata. I jeśli chodzi o powiedzenie mu tego w oczy to już to zrobiłam - powiedziałam mu że go nie kocham, że nie chce z nim być i chce rozwodu. Co on na to? Powiedział jak zwykle cytuję: "w dupie ci się poprzewracało" i dodał że nie da mi rozwodu. A ja już nie mogę, nie chce tak żyć.
I nie chce tu wylewać swoich żali tylko chciałabym aby ktoś mi powiedział (doradził) co mam zrobić w swojej sytuacji: gdy chce rozwodu bo mąż mnie traktuje jak swoją rzecz i pomiata mną ubliżając mi i lekceważąc ale nie mam na to żadnych dowodów bo robi to gdy jesteśmy sami?
A co do twojego PS to powiem a raczej napisze ci tylko tyle.
Ktoś mądry powiedział kiedyś: wszystko co jest dobre w małżeństwie jest zasługą obojga a wszystko co złe nigdy nie jest winą tylko jednego z małżonków.
Pomyśl nad tym.
Anitko,
jeśli naprawdę nie widzisz już ratunku dla Was, jeśli wyczerpana została Twoja miłość, jeśli czujesz się jak rzecz, nie jak kobieta, jeśli jesteś absolutnie zdecydowana na rozstanie z mężem, to pierwszym krokiem, który powinnaś zrobić jest właśnie to rozstanie. Najpierw rozstanie, potem naturalną konsekwencją rozwód, o którym piszesz. Rozstanie czyli rozseparowanie życia Twojego i Twojego męża.
Pytanie, które sobie samej musisz zadać, to jak to przeprowadzić, czyli jak to zorganizować, że tak powiem od strony technicznej. Mieszkacie razem, jeśli chcesz się rozstać powinnaś zamieszkać osobno, samodzielnie. Tu widzę problem, spory, bo jak piszesz mąż Cię utrzymuje. Czy zatem jesteś gotowa żyć na swój własny rachunek. Czy jesteś gotowa i czy jesteś w stanie to uniezależnienie technicznie przeprowadzić. To pierwszy i najważniejszy krok. Decyzja. Świadoma. Świadoma przyczyn i konsekwencji.
Ktoś tu zaśmiecił temat, nie wiem jakiś kaznodzieja na urlopie chyba ;)moim zdaniem w takiej sytuacji trudno będzie ci dogadać się z mężem.Pytałaś jak zrobić to technicznie, więc opisałam ci to od tej strony. Przede wszystkim dobry adwokat, on cię pokieruje.
21 2015-07-11 23:48:49 Ostatnio edytowany przez Vian (2015-07-12 01:39:19)
""że sama muszę zawalczyć o siebie""
To twój cytat.
Znowu przebija tylko ja dla siebie.
W innym temacie rozpisywałaś się jak to twój niekochany przez ciebie mąż przepraszał cię zza przykre słowa, ale ty go nie wpuściłaś do domu....
Więc w którym miejscu lejesz wodę ?
Wyobraź sobie że znalazł się ktoś kto z uwagą śledzi niektóre temat.
W pewnych kwestiach wystarczy najechać mychą na nick delikwenta i wyświetla się jego historia wypowiedzi w innych tematach. Potem wystarczy dodać 1 + 1 i wynik jest już jasny.
Po przeanalizowaniu tych tekstów wychodzi kłamstwo i obłuda.
Dochodzę do wniosku że wiele wpisów to zwykła szmira wyssana z palca, a inni czasem dają się na to nabierać.
Pomyśl nad tym, że jak twój mąż niechcący przeczyta co ty tu wypisujesz i wygarnie ci otwartym tekstem , czarno na białym i dużymi drukowanymi literami to wtedy chyba on wystąpi o rozwód z orzeczeniem o twojej winie.
Ostatni mój wpis w tym temacie.
<ciap!>, gdy ktoś chce rozwodu, bierze pozew wypełnia go i składa w sądzie w biurze podawczym.
W zależności od tego z jakiego grajdołka pochodzisz czas oczekiwania to 4 do 6 miesięcy.
Bo takich <ciap!> kobiet to jest całe mnóstwo i dlatego kolejka się wydłuża.
<ciap!>Po czyjej stronie jest racja nie wnikam, ale wyrażamy się kulturalnie, albo się nie wyrażamy, dziękuję.
Tasiemka72 jestem na to gotowa i zdecydowana ale jest jeden problem. Mieszkamy u mnie i to on musiałby się wyprowadzić a on się nie wyprowadzi. Tzn nie chce się wyprowadzić. Nawet już go spakowałam ale on wszystkie rzeczy odłożył na miejsce i powiedział cytuje: "to jest też jego dom bo jest moim mężem i się nie wyprowadzi". Myślałam nawet o tym żeby lodówkę podzielić na pół (część półek jego, część moja) ale to nie zdało egzaminu. Nie mam koncepcji na to w jaki sposób skłonić go do wyprowadzki. Mam uciekać z własnego domu?
Szanowny pan chyba lekko się zagalopował... proponuję ściągnąć cugle lub przenieść się w inne miejsce. Najlepiej do swojego grajdołka z odpowiednią masą.
zbytdelikatna chyba tak będę musiała zrobić problem tylko w tym że póki co nie mam pieniędzy na adwokata:/ choć jak nie będzie innego wyjścia to zapożyczę się u rodziny czy znajomych i to zrobię.
Mieszkamy u mnie i to on musiałby się wyprowadzić a on się nie wyprowadzi. Tzn nie chce się wyprowadzić. Nawet już go spakowałam ale on wszystkie rzeczy odłożył na miejsce i powiedział cytuje: "to jest też jego dom bo jest moim mężem i się nie wyprowadzi"
Czy dom nabyliście razem w trakcie małżeństwa ?
artagnan chyba pomyliłeś osoby bo w żadnym innym temacie nie pisałam nic - w ogóle to na forum pojawiłam się wczoraj :]
I przemawia przez ciebie straszny szowinizm - kobieta ma się korzyć i dać sobą poniewierać bo facet zarabia? A nawet gdybym nie pracowała to czy go do tego upoważnia? Ma wyprane, ugotowane, posprzątane - to nie jest praca? Jakby był sam i miał kogoś do tych czynności zatrudnić to musiałby mu za to zapłacić. A ja jaką zapłatę otrzymuję? Wyzwiska i chamstwo. I niby kto by miał o mnie zawalczyć, stanąć w mojej obronie jeśli nie ja sama?
A ja jak już napisałam chce się poradzić co mogę zrobić w mojej sytuacji bo czuje się bezsilna i chce zmienić swoje życie.
Volver dom jest właściwie na mnie i mojego tatę. Przepisany został jakiś czas przed moim ślubem. Mąż natomiast jest w nim na stałe zameldowany co może utrudnić wszystko. On swój dom dostał od babci po ślubie ale ja nie chce nic od niego - ani jego domu, ani alimentów. Chce tylko żeby się wyprowadził i pozwolił mi układać sobie życie na nowo.
28 2015-07-12 01:02:15 Ostatnio edytowany przez Hoksata (2015-07-12 01:03:34)
To ja proponuję radcę prawnego, z tego względu, że ich stawki ustawowo są niższe od stawek adwokatów. Wybierz mniejszą kancelarię, ale z renomą, popytaj wśród znajomych albo na forach, a nie dużego znanego molocha gdzie zapłacisz prawdopodobnie za stażystę a nie za sygnującego znanym nazwiskiem adwokata.
Trzy przesłanki są kluczowe przy rozwodzie: ustanie pożycia (więc wstrzymaj się z seksem), ustanie więzi duchowej i ustanie więzi materialnej przy czym najważniejsza jest duchowa. I te przesłanki należy zawrzeć w pozwie o rozwód.
To co przed małżeństwem było twoje nadal jest twoje. Podział majątku dotyczy tylko majątku, który powstał w trakcie trwania małżeństwa.
Mimo, że mąż nie chce, rozwiąż działalność gospodarczą i idź do pracy. Nie jesteś jego niewolnikiem i nie musisz się go słuchać.
Ty dostaniesz na pewno alimenty na siebie, ale uwaga - tylko na 5 lat lub do czasu, gdy wyjdziesz po raz kolejny za mąż.
Raczej nie dostanie, chyba że jest obłożnie chora. Sąd nie przyzna bezdzietnej, zdrowej kobiecie alimentów w przypadku rozwodu bez ustalania winy lub z winą obopólną.
A czym się różni radca prawny od adwokata? Tzn chodzi mi o to czy w trakcie rozprawy radca prawny może być obrońcą? I wiem że muszę opisać wszystko w pozwie tylko tam trzeba też przedstawić dowody na to co się mówi, świadków a ja takich nie mam bo jak już pisałam wcześniej wszystko się dzieje w 4 ścianach gdy jesteśmy sami. Nie mam jak udowodnić tego że mnie tak traktował bo nikt tego nie widział. I nie wiem co zrobić bo to będzie moje słowo przeciwko jemu a on napewno będzie mówił, że wymyślam, że wcale tak nie było i że jesteśmy dobrym małżeństwem. I tu jest chyba dla mnie największy problem.
A co do niewolnika to dla niego właśnie tym jestem - mam robić to co on chce bo jak nie to... no właśnie, jak nie chce spełniać jego zachcianek to słyszę oprócz wyzwisk że nie dostanę od niego ani grosza. I tak to wygląda że nie daje mi pieniędzy bo ja nie chce być już jego służącą.
Ustanie więzi duchowej nastąpiło jakiś czas temu a przynajmniej z mojej strony. Ustanie więzi fizycznej - tylko ile czasu trzeba żeby to można było zaliczyć jako ustanie? Podobno 3 miesiące ale czy to oznacza że po 3 miesiącach bez współżycia mogę lecieć do sądu złożyć pozew? Czy te 3 miesiące są wymagane tylko w bardzo skrajnych przypadkach np gdy facet bije żonę, albo jest problem alkoholowy w rodzinie?
Co do podziału majątku to wspólnego raczej niemamy (a przynajmniej jego zdaniem bo cytuję: przecież do domu pieniędzy nie przynosiłaś więc żadnego wkładu nie dałaś) no oprócz dwóch samochodów. Ale mąż robił remonty w domu więc czy to też będzie podlegało podziałowi? Tzn że jak on wydał na remont 10 tys to ja mu to będę musiała oddać? Czy jak to wygląda?
Ja nie chce od niego alimentów więc w tej kwestii nie ma o czym mówić.
Rzeczywiście dzielić nie macie czego, więc przynajmniej w tym względzie będzie łatwiej. W pozwie opisz jak mąż się wobec Ciebie zachowuje i dodaj, że nie możesz przedstawić świadków tych zdarzeń, ponieważ mąż w towarzystwie zachowuje się zupełnie inaczej. Swoją drogą pisałaś chyba, że mieszkacie z Twoim tatą ? On nigdy nie był świadkiem zachowań męża ? Nic nie wie na temat, jak wygląda wasze małżeństwo ?
Jeżeli jesteś przekonana, że waszego małżeństwa nie można już uratować, to zacznij od znalezienia sobie pracy i poinformowania męża o planach rozwodowych. Następnie likwidacja działalności gospodarczej, separacja od łoża i stołu, złożenie pozwu rozwodowego. Wydaje mi się, że zupełny rozpad pożycia musi trwać przynajmniej 6 m-cy. Jeżeli mężowi działalność gospodarcza jest potrzebna , to powinien ją otworzyć na siebie. Na pewno lekko nie będzie, na co musisz być przygotowana, ale jeżeli jesteś zdecydowana, to działaj. Co do zasady, każdy z małżonków może żądać rozwiązania małżeństwa przez rozwód. Skoro czujesz się nieszczęśliwa, to szkoda życia. Może obydwoje znajdziecie odpowiedniejszych dla siebie partnerów.
Tata często widział co się dzieje ale on ma bardzo konserwatywne podejście do rodziny i uważa że nie ma co robić wideł z igły. Tyle że ja się męczę w tym związku. Tata mimo że jest moim tatą nie będzie w tej kwestii stał po mojej stronie bo dla niego ważniejszy jest fakt zawarcia małżeństwa: "po co się było żenić skoro teraz macie się rozwodzić" mówi. Fakt że mówi mojemu mężowi że nie podoba mu się w jaki sposób mnie traktuje ale na tym się kończy a mój mąż nic sobie z tego nie robi.
A czy w ogóle są jakieś szanse żeby sąd uwierzył w to że tak było w moim małżeństwie, jeśli nie będzie żadnych dowodów, świadków? Czy wtedy może rozwiązać małżeństwo z winy obojga? I jak wtedy wygląda sprawa eksmisji byłego małżonka? Mogę o to wnosić przy składaniu pozwu czy w momencie uzyskania orzeczenia rozwodowego z góry jest powiedziane że musi opuścić mój dom?
Wiem że lekko nie będzie i wiem że mąż będzie bardzo wszystko utrudniał bo jemu pasuje posiadanie służącej. Szarpać się będę z nim napewno. Ale jestem zdeterminowana.
33 2015-07-12 10:30:19 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-07-12 10:44:14)
Wydaje mi się, że świadkowie nie są niezbędni przy sprawach bez orzekania o winie, gdy w małżeństwie nie ma dzieci. Myślę, ze powinnaś się skonsultować z prawnikiem, co Twój pozew powinien zawierać, tak abyś sobie nie utrudniła tego rozwodu. Pewnie w sytuacji niemożności udowodnienia winy męża, będziesz musiała zadowolić się opcją rozwodu z winy obojga małżonków.
Anitko ja znalazłam darmowa pomoc adwokacką w centrum pomocy rodzinie. Popytaj w MOPSie, tam powinni coś wiedzieć na ten temat. Rozumiem jak się czujesz, miałam to samo przez ostatnie dwa lata. Teraz pół roku po wyprowadzenie mój mąż przejrzał na oczy. A traktował mnie podobnie jeśli chodzi o finanse.
Na alimenty nie licz, jesteś zdrowa więc nic takiego nie dostaniesz. A resztę radzę ci przedyskutować z prawnikiem właśnie.
35 2015-07-12 10:44:40 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-07-12 10:46:19)
Niestety jak czytam Artagnana to tez mi sie robi slabo. Niby pisze madrze... niby a jakies prostactwo z niego wyłazi. Wszystko widzi subiektywnie ..kobieta ma pilnować ogniska domowego za wszelką cene a pan mąz moooze laskawie to doceni moze zadba o jej potrzeby ...a jesli nie to peszek ...ona i tak ma trwać w związku bo jemu sie to nalezy jak psu zupa zeby trwala. Ja jestem mezatka od wielu lat i tez nie popieram rozwodow uwazam ze to ostatecznosc ale jesli ktos pisze wprost nie kocham juz, nic nie czuję to popieram w tym względzie uczciwe postawienie sprawy i danie sobie i malzonkowi szansy u boku kogos innego. Autorka nie prosila o pochwaly i glaskanie po glowce ze jest biedna tylko konkretna porade jak załatwic rozwod. Artagnan natomiast wykorzystal po raz kolejny okazje by tym razem na jej przykladzie pokazac jakie puste i głupie są " te baby". Ogarnij sie czlowieku ...Jesli z takim samym pseudoszacunkiem odnosisz sie do swej zony to kondolencje dla niej.
Wydaje mi się że mój mąż nie przejrzy na oczy a nawet jeśli by jednak to się stało to już nie ma czego zbierać. Już nie uwierzę w obietnice że wszystko się ułoży. Alimentów nie chce, ani niczego innego od niego.
Orzeczenie o winie wydaje mi się jedyną opcją złożenia pozwu o rozwód w sytuacji gdy małżonek nie wyraża zgody na rozwód. W innym przypadku złożyłabym pozew o rozwód bez orzekania o winie. I nie wiem za bardzo co w sytuacji orzeczenia z winy obojga tzn czy wtedy nie stracę tego majątku który jest mój tzn był mój już przed ślubem. Jak mówię: nie chce nic od niego ale swojego majątku też nie chce mu oddać.
Dziękuję Wam, podbudowaliście mnie trochę - dali nadzieję na to że mam szanse uwolnić się od niego. W takim razie przejdę się do MOPSu i popytam (bo póki co nie stać mnie na prawnika). Jeszcze raz dziękuję.
feniks35 dobrze podsumowałaś artagnana ![]()
Jeśli dowiedziesz, że w waszym małżeństwie nastąpił pełen rozkład pożycia, stanowczo oświadczysz, że męża nie kochasz oraz nie widzisz możliwości naprawy waszego związku,to brak zgody męża nie będzie miał większego znaczenia. O majątek odrębny się nie martw ![]()
Zamknij tę niedochodową firmę i idź do pracy, proste.
Ja się nie dziwię, że on chce kontrolować wydatki - to on zarabia, to są jego pieniądze. Gdybyście mieli dziecko i siedziałabyś w domu, by się nim zajmować, to coś innego, ale tak? Masz czas, nic Cię nie ogranicza. Gdybym ja sama była jedynym żywicielem rodziny, robiłabym chyba tak samo, nie miałabym ochoty sponsorować głupot, typu perfumki.
Znajdź pracę, choćby na pół etatu, będziesz miała na swoje przyjemności. Tak jak teraz masz nie da się żyć.
40 2015-07-12 11:17:06 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-12 11:26:20)
feniks35 dobrze podsumowałaś artagnana
w zasadzie chciałem też coś na ten temat napisać, ale Feniks35 mnie ubiegła... Podpisuje sie pod tym mimo, ze jestem mężczyzną ![]()
Nic nie tłumaczy takich zachowań jakie opisała Autorka. Takie coś spokojnie można podciągnąć pod przemoc psychiczną: ubliżanie, ograniczanie. Z tego typu człowiekiem nikt mający jakieś poczucie własnej wartości nie jest w stanie stworzyć udanego związku, bo tamta strona wyznaje schemat: pan/sługa.
Powtórzę za innymi, wczesniejszymi wpisami: w obecnej sytuacji tylko podjęcie jakiegos zarobkowego zajecia pozwoli Autorce "stanąć na nogi" - poczuje sie pewniej i szybciej dojrzeje do decyzji o rozwodzie. Żadne rozmowy z tym człowiekiem większego sensu nie mają, bo ma wyjatkowo szowinistyczny obraz "właściwego" związku i relacji mąż/żona. A tego zmienić sie nie da...
Jeśli dowiedziesz, że w waszym małżeństwie nastąpił pełen rozkład pożycia, stanowczo oświadczysz, że męża nie kochasz oraz nie widzisz możliwości naprawy waszego związku,to brak zgody męża nie będzie miał większego znaczenia. O majątek odrębny się nie martw
Dokładnie. Łatwiej taki rozkład pozycia dowieść, gdy nie ma wspólnego gospodarstwa, wspólnego mieszkania i kontaktów małżeńskich... W zasadzie wystarczy pół roku, by sąd miał podstawy orzec rozkład pożycia...
...Ja się nie dziwię, że on chce kontrolować wydatki - to on zarabia, to są jego pieniądze...Gdybym ja sama była jedynym żywicielem rodziny, robiłabym chyba tak samo, nie miałabym ochoty sponsorować głupot, typu perfumki...
CatLady, z całym szacunkiem, ale czy serio tak uwazasz? Jesteś w stanie ...zrozumieć takie zachowania? Rozumiałbym byc chamskim i skąpym wobec jakiegoś irytującego współlokatora, ale tu mówimy o żonie. Kontrolowanie wydatków - ok, jesli to urojone pomysły i szastanie jego kasą na prawo i lewo. Ale tego raczej tu nie ma. Wypominanie pieniedzy? Jezu... Toż to jest jego zona! Jakim trzeba być człowiekiem, by w takiej sytuacji zamiast usiąść i normalnie porozmawiać, zasugerować jakieś zmiany, nakłonić do podjecia pracy "by było lepiej" - posuwać się do takich upokorzeń współmałzonka. Mimo, ze jestem mężczyzną i byłem w związku podobnym (ja tylko pracowałem, a zona nie i nie było dzieci) - nawet przez myśl mi nie przeszło, by ją z czegokolwiek wyliczać, wypominać i -jej kosztem - oszczędzać. Bo to świadczyłoby, ze mam ją za "darmozjada i pasozyta", czyli traktowałbym ją nie jak własną kobietę, zonę a jak uciążliwy wrzód na du...e. Nic nie jest według mnie w stanie usprawiedliwiać chamstwa i okazywania braku szacunku. A wykorzystywanie czyjejś zależności (tu finansowej) by poprawiać sobie "ego" kosztem najblizszej osoby jest świadectwem wyjatkowego prostactwa i braku kwalifikacji do tworzenia z kimkolwiek związku.
Volver tylko jak dowieźć rozkład pożycia? Jeśli będę miała pracę z której będę się w większym lub mniejszym stopniu utrzymać i nie będę współżyła z mężem to wystarczy? I jak powiem że nie współżyję z mężem to to wystarczy czy muszę to w jakiś sposób udowodnić (i jeśli tak to jak to zrobić)?
Brak pożycia to chyba nie to samo, co brak współżycia...
Powiedz w sądzie to, co nam. Że Cię poniża, obraża, kontroluje, nie daje pieniędzy, nie pozwala zamknąć firmy/iść do pracy. Jeśli go nie kochasz, to to też powiedz. To powinno wystarczyć. Nikt nie będzie Cię siłą trzymał w małżeństwie, którego nie chcesz. Dzieci nie macie, więc nie będzie utrudnień.
I zamknij tę diabelną firmę, bo tylko zabiera Ci czas. A jak nie masz czasu, to do pracy nie pójdziesz. A jak nie pójdziesz do pracy, to nie będziesz mieć pieniędzy. A jak nie masz pieniędzy, jesteś od niego zależna.
Ja się nie dziwię, że on chce kontrolować wydatki - to on zarabia, to są jego pieniądze.
Szczerze powiem to ja zostałam wychowana w rodzinie w której wszystko było wspólne - nie było jego/jej pieniądze tylko ich. Mój ojciec pracował a mama siedziała w domu biorąc rentę inwalidzką i nigdy nie musiała prosić ojca o cokolwiek - mało tego to ona trzymała i rządziła pieniędzmi. I w drugą stronę było tak samo - ojciec też się o nic nie prosił. Jak był jakiś problem to siadali i rozmawiali o tym i nieraz było tak że jedno musiało ustąpić mimo że nie chciało ale to był "układ" obustronny - dzisiaj ustąpie ja, jutro ty. Może dlatego uważam że jak się tworzy rodzinę, małżeństwo to wszystko jest wspólne - radości, problemy, pieniądze, dzieci. I to że nie pracuję w sensie przynoszenia pieniędzy do domu nie upoważnia mojego męża do pomiatania moją osobą i traktowania w taki sposób. A on traktuje mnie dokładnie tak jak pterodaktyl - pan/sługa. Nie tak to powinno moim zdaniem wyglądać.
44 2015-07-12 11:36:09 Ostatnio edytowany przez CatLady (2015-07-12 11:38:44)
CatLady napisał/a:...Ja się nie dziwię, że on chce kontrolować wydatki - to on zarabia, to są jego pieniądze...Gdybym ja sama była jedynym żywicielem rodziny, robiłabym chyba tak samo, nie miałabym ochoty sponsorować głupot, typu perfumki...
CatLady, z całym szacunkiem, ale czy serio tak uwazasz? Jesteś w stanie ...zrozumieć takie zachowania? Rozumiałbym byc chamskim i skąpym wobec jakiegoś irytującego współlokatora, ale tu mówimy o żonie. Kontrolowanie wydatków - ok, jesli to urojone pomysły i szastanie jego kasą na prawo i lewo. Ale tego raczej tu nie ma. Wypominanie pieniedzy? Jezu... Toż to jest jego zona! Jakim trzeba być człowiekiem, by w takiej sytuacji zamiast usiąść i normalnie porozmawiać, zasugerować jakieś zmiany, nakłonić do podjecia pracy "by było lepiej" - posuwać się do takich upokorzeń współmałzonka. Mimo, ze jestem mężczyzną i byłem w związku podobnym (ja tylko pracowałem, a zona nie i nie było dzieci) - nawet przez myśl mi nie przeszło, by ją z czegokolwiek wyliczać, wypominać i -jej kosztem - oszczędzać. Bo to świadczyłoby, ze mam ją za "darmozjada i pasozyta", czyli traktowałbym ją nie jak własną kobietę, zonę a jak uciążliwy wrzód na du...e. Nic nie jest według mnie w stanie usprawiedliwiać chamstwa i okazywania braku szacunku. A wykorzystywanie czyjejś zależności (tu finansowej) by poprawiać sobie "ego" kosztem najblizszej osoby jest świadectwem wyjatkowego prostactwa i braku kwalifikacji do tworzenia z kimkolwiek związku.
Jestem w stanie zrozumieć kontrolę wydatków, do pewnego stopnia. Nie wyobrażam sobie, bym ja zarabiała, a mąż siedział w domu i wyciągał ode mnie kasę na piwo, zamiast pójść do pracy. Też bym się wkurzyła.
Tylko wydaje mi się, że on tak lubi - trzymać kasę, utrudniać jej pójście do pracy właśnie po to, by ją kontrolować i wyżywać się na niej, mieć taki worek bokserski. To oczywiście świadczy o toksycznym związku. Jednak jestem zawsze za tym, że kobieta powinna pracować, choćby na pół etatu, aby mieć swoje pieniądze, o których sama decyduje, by nigdy nie znaleźć się w takiej sytuacji, że ktoś może jej coś wypomnieć.
45 2015-07-12 11:37:38 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-07-12 11:39:06)
Pod pojęciem wspólnego pożycia należy rozumieć ogół więzi gospodarczych, fizycznych i duchowych łączących małżonków. Przyjmuje się, że wspólne pożycie oznacza nie tylko prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego, współżycie fizyczne, ale także więzi natury psychicznej oparte na wzajemnym zaufaniu szacunku i miłości...
Anitka w pozwie opiszesz jak to wasze pożycie wygląda, a potem pewnie na rozprawie dostaniesz też kilka dodatkowych pytań w tym względzie. Sąd będzie zapewne też pytał od kiedy i dlaczego się między wami nie układa. Nie martw się na zapas, bo np. wyznanie miłości jednej ze stron nie ma na ogół dla sądu większego znaczenia. Wystarczy, że wygasły uczucia jednego z małżonków. Oczywiście jedna ze stron może rozwód bardzo utrudnić, ale jeśli ktoś naprawdę chce się rozwieść, to w końcu się rozwiedzie... ![]()
46 2015-07-12 12:02:58 Ostatnio edytowany przez Anitka1988 (2015-07-12 12:13:08)
Co do wydatków to powiem to tak: ostatnio mieliśmy dwa wesela na które byliśmy zaproszeni. Ja dosłownie w szafie mam 2 sukienki na takie okazje: jedną małą czarną a drugą czerwoną. Na jedno poszłam w czarnej, na drugie miałam iść w czerwonej. Mój mąż gdy ją przymierzyłam stwierdził cytuję:" w tej napewno nie pójdziesz bo ma za duży dekolt i ci całe cycki widać". Dodam że w sukience tej byłam 2 lata temu na weselu i wielkość dekoltu mu wtedy nie przeszkadzała. Na tym drugim weselu mieli być ci sami goście co na pierwszym bo z tej samej rodziny byli młodzi w obu przypadkach - brat w pierwszym weselu i siostra w drugim i przyznam że mi poprostu było wstyd iść na to wesele w tej samej sukience - nie było by problemu gdyby te wesela były w większym rozstępie czasowym bo za rok czy dwa nikt z gości by nie pamiętał w co ja byłam ubrana ale wesela były w odstępie 3 tygodni. Poprosiłam męża o pieniądze na sukienkę - 150 zł na on mi odparł: "że chyba jestem nienormalna, i że skoro ja chce nową kieckę to on powinien sobie kupić nowy garnitur bo obecnie wchodzi tylko w jeden". Sory ale garnituru nie kupi za 150 zł a moim zdaniem wydatek 150 zł raz na parę lat to nie jest tak dużo. W końcu na sukienkę dał mi tata. Czy to jest normalne? Bo mi wydaje się że nie.
Jeśli chodzi o brak pożycia to z domu się nie wyprowadzi jeśli nie zostanie wyrzucony bez osoby trzecie - sąd,komornik. I to też może być problem jeśli o udowodnienie ustania pożycia - choć podobno wspólne mieszkanie nie musi być jeśli małżonkowie nie spędzają razem czasu, nie mają wspólnych zajęć (nie wiem czy to prawda). Ja z moim mężem nie robię w domu nic wspólnie - nawet posiłki jemy osobno mimo że ja je przygotowuję - najpierw jem ja a potem on albo na odwrót - to wygląda tak że np on sobie zażyczy że obiad ma być powiedzmy na 15 i ja go zrobię na 14:50 i wołam go na obiad to przychodzi do domu i z wyrzutem mówi: "ja teraz nie będę jadł bo obiad miał być na 15". I tak jest zawsze, a najgorzej jest jak obiad się trochę opóźni i zamiast np na 15 jest na 15:15 bo wtedy jestem wyzywana że jestem głupia i nawet obiadu nie potrafię ugotować na czas.
To może się wydawać śmieszne ale tak jest w moim małżeństwie. Może byłam głupia bo godziłam się na takie traktowanie ale powiedziałam sobie dość, tak nie może być i nie chcę tak żyć.
W polskich realiach wspólne zamieszkiwanie mimo rozkładu pożycia, to raczej norma. Zakładam,że kiedy do szanownego małżonka dotrze świadomość, że koniec małżeństwa i rozwód jest nieunikniony, to jednak sam się wyprowadzi. Na szczęście pan posiada własny dom, więc w najgorszym wypadku i z eksmisją nie powinno być problemu. Głowa do góry. Mimo wszystko masz całkiem dobrą sytuację ![]()
Niestety jak czytam Artagnana to tez mi sie robi slabo. Niby pisze madrze... niby a jakies prostactwo z niego wyłazi. Wszystko widzi subiektywnie ..kobieta ma pilnować ogniska domowego za wszelką cene a pan mąz moooze laskawie to doceni moze zadba o jej potrzeby ...a jesli nie to peszek ...ona i tak ma trwać w związku bo jemu sie to nalezy jak psu zupa zeby trwala. Ja jestem mezatka od wielu lat i tez nie popieram rozwodow uwazam ze to ostatecznosc ale jesli ktos pisze wprost nie kocham juz, nic nie czuję to popieram w tym względzie uczciwe postawienie sprawy i danie sobie i malzonkowi szansy u boku kogos innego. Autorka nie prosila o pochwaly i glaskanie po glowce ze jest biedna tylko konkretna porade jak załatwic rozwod. Artagnan natomiast wykorzystal po raz kolejny okazje by tym razem na jej przykladzie pokazac jakie puste i głupie są " te baby". Ogarnij sie czlowieku ...Jesli z takim samym pseudoszacunkiem odnosisz sie do swej zony to kondolencje dla niej.
Feniks, może spójrz na to obiektywnie. Mnie zarzucasz stronniczość, a sam popełniasz ten błąd.
Zauważ że mąż nie wypowiada się w tym temacie tylko żona. Są znane przypadki złośliwego szkalowania współmałżonka aby uzyskać większy efekt.
Pojęcie przemocy psychicznej: Mąż milczy na gderanie żony - więc stosuje bierną formę agresji.
Gdyby użył głosu i doprowadził do kłótni na 14 fajerek wtedy zaraz wzywana jest policja i zakłada się mężowi niebieską kartę.
W przypadku zachowania milczenia mąż stosuje przemoc psychiczną, czyli bierną formę agresji.
To właśnie jest mentalność kobiecej natury...............
Co do rozwodu.
Nie zawsze, ale dosyć często, gdy zdania na temat pożycia małżeńskiego ą rozbieżne sąd kieruje małżonków n t. zw. sesję z terapeutą i po otrzymaniu opinii takiej osoby jako biegłego potrafi skierować parę na przymusową terapię dla par.
Koszt za wniesienie pozwu do sądu wynosi 600 zł.
Można wskazać n podział tej kwoty na obie strony.
Z wpisów autorki wynika jasno.
Żona nie pracuje.
Posiadając zarejestrowaną firmę ponosi koszty bez uzyskania przychodów.
Kosztami obciążeni są obydwoje małżonkowie ze wskazaniem na męża jako jedynego żywiciela rodziny.
W razie zasądzonego rozwodu mąż może domagać się zwrotu kosztów i nakładów poniesionych na utrzymywanie firmy żony pół na pół ponieważ pozostają we wspólnocie majątkowej.
Z obu stron wynika jasno że to żona jest czynnikiem powodującym rozpad związku.
Żona nie pracuje, a wręcz doprowadza do ponoszenia zawyżonych kosztów utrzymywania firmy (saldo na straty).
Żona domaga się pieniędzy na zbytek (kosmetyki) w momencie gdy prowadząc swoją działalność mogłaby przysporzyć sobie przychody.
Żona wnosi o rozwód dla czystej fanaberii bo nie uznaje racji męża które on podaje.
W taki mniej więcej sposób może przebiegać rozprawa w czasie ok 20 - 30 minut.
Kobieta nie wykazuje żadnej dobrej woli do naprawy małżeństwa o której będzie mówił mąż, a wręcz stwierdza że nie kocha męża i nie chce z nim uprawiać seksu. Doprowadzając do trwałego wręcz rozpadu związku.
Powyższe to tylko teoretyzowanie.
A tak po prawdzie, to gdyby autorką poświęciła swoją energię na rozmowę z mężem o swoim małżeństwie w takiej samej proporcji jak tu na forum go oczernia, to konflikt dawno już zostałby zażegnany.
Wniosek jest jeden.
Mąż się znudził i trzeba poszuka innego frajera który będzie za free utrzymywać dalej księżniczkę.
49 2015-07-12 12:23:50 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-12 12:33:44)
...Poprosiłam męża o pieniądze na sukienkę - 150 zł na on mi odparł: "że chyba jestem nienormalna...
...posiłki jemy osobno mimo że ja je przygotowuję - najpierw jem ja a potem on albo na odwrót - to wygląda tak że np on sobie zażyczy że obiad ma być powiedzmy na 15 i ja go zrobię na 14:50 i wołam go na obiad to przychodzi do domu i z wyrzutem mówi: "ja teraz nie będę jadł bo obiad miał być na 15". I tak jest zawsze, a najgorzej jest jak obiad się trochę opóźni i zamiast np na 15 jest na 15:15 bo wtedy jestem wyzywana że jestem głupia i nawet obiadu nie potrafię ugotować na czas...
Wiesz, to jest dla mnie fikcja, aczkolwiek wiem, ze bywaja takie relacje. Cóż, u mnie - mimo, ze tylko ja pracowałem - nie było tego, a wręcz przeciwnie: sam namówiłem małzonke na zakup dwóch sukienek, bo chciała tylko jedną, ale podobały jej się dwie... I normalnym było dla mnie "wyskoczyć z kasy" i zapłacić za obie... Mimo, ze małżonka była na moim utrzymaniu. No cóż, jak widzimy mozna róznie to traktować... Nie ważne.
Autorko, z tymi obiadami to na poważnie? Bo to nie jest tez normalne... Myslę, ze po pierwszym takim tekście, gdy mu cos nie pasowało - powiinaś ZAPRZESTAĆ gotowania dla niego... Nie wiem, ale ja chyba żyję w zupełnie innym wymiarze - dla mnie takie zachowania i relacje są niepojęte...
Oficjalnie jesli przez pół roku małzonkowie nie tworzą wspólnego gospodarstwa, nie utrzymuja kontaktów, nie mają wspólnych finansów, nie sypiają ze sobą - jakby dla siebie byli obcymi - sąd ma wszelkie podstawy by ustalic rozpad małżeństwa. W przypadku wspólnego mieszkania jest to skomplikowane i trwa dłuzej, bo mimo wszystko mogą być przesłanki, ze taki związek "da się" uratowac... Tu już muszą być jakieś dowody, świadkowie i trwa to dłuzej... Fakt, brak dzieci, czy wspólnych zobowiązań (kredyty, firma) jest upraszczajacą rozwód okolicznoscią, ale to wspólne mieszkanie...
Z wpisów autorki wynika jasno.
Żona nie pracuje.
Posiadając zarejestrowaną firmę ponosi koszty bez uzyskania przychodów.
Kosztami obciążeni są obydwoje małżonkowie ze wskazaniem na męża jako jedynego żywiciela rodziny.
W razie zasądzonego rozwodu mąż może domagać się zwrotu kosztów i nakładów poniesionych na utrzymywanie firmy żony pół na pół ponieważ pozostają we wspólnocie majątkowej.
Sorry, ale małżeństwo to nie jest kontrakt handlowy z mozliwoscią wypłaty zadośćuczynienia, czy karnymi opłatami z tytułu poniesionych kosztów. Pierwsze słyszę, aby współmałzonek miał podstawy do ubiegania sie o odzyskanie kwot przeznaczonych na zonę podczas trwania małżeństwa
Z obu stron wynika jasno że to żona jest czynnikiem powodującym rozpad związku.
Rozumiem, ze to stwierdził jednoosobowy skład sędziowski w osobie artagnana ![]()
No sorry, ale Twoje twierdzenie jest z d...y i tendencyjne. Akurat wszystkie fakty przemawiają za winą męża skąpca/chama i przemocowca.
Żona nie pracuje, a wręcz doprowadza do ponoszenia zawyżonych kosztów utrzymywania firmy (saldo na straty).
Żona domaga się pieniędzy na zbytek (kosmetyki) w momencie gdy prowadząc swoją działalność mogłaby przysporzyć sobie przychody.
Żona wnosi o rozwód dla czystej fanaberii bo nie uznaje racji męża które on podaje.W taki mniej więcej sposób może przebiegać rozprawa w czasie ok 20 - 30 minut.
Kobieta nie wykazuje żadnej dobrej woli do naprawy małżeństwa o której będzie mówił mąż, a wręcz stwierdza że nie kocha męża i nie chce z nim uprawiać seksu. Doprowadzając do trwałego wręcz rozpadu związku.
Powyższe to tylko teoretyzowanie.
A tak po prawdzie, to gdyby autorką poświęciła swoją energię na rozmowę z mężem o swoim małżeństwie w takiej samej proporcji jak tu na forum go oczernia, to konflikt dawno już zostałby zażegnany.Wniosek jest jeden.
Mąż się znudził i trzeba poszuka innego frajera który będzie za free utrzymywać dalej księżniczkę.
Juz przeginasz... W świetle Twoich wywodów, to najlepiej jakby Autorka (zona tamtego cudownego małzonka) w ogóle nie jadła, nie uzywała prądu ani wody. Bo to wszystko kosztuje, a on - biedny zapracowany misio nie moze sobie pozwolić na szastanie kasą na darmozjada...
Takie jak Twoje twierdzenia dowodzą, jak róznymi drogami potrafi podążać ludzka logika...
50 2015-07-12 12:31:49 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-12 12:39:46)
Przykro mi, ale po każdym Twoim poście mam coraz mniej szacunku do Ciebie. Kobieto, ogarnij się. Jasne, że nikt nie ma prawa pomiatac tak drugą osobą, ale, do licha, pozwalasz na to. Jesteś dorosła, a zachowujesz się i myślisz jak dziecko. Jeśli ktoś traktuje Cię źle, Ty traktuj go tak samo. Kiedy tylko zaczął wypominać Ci każdy grosz, powinnaś znaleźć pracę i mieć gdzieś jego zakazy. Zamknąć niedochodowa firmę i zarobić. Jeśli chce mieć Cie w domu, łoży na to bez słowa skargi. Proste? Za wyzwiska też należą się mu nie żale, tylko oziebienie stosunków. W momencie usamodzielnienia jest szansa, że zacząłby się z Tobą liczyć i traktować z szacunkiem. Jeśli nie, to faktycznie rozwód jest najlepszym wyjściem. I nie ma co czekać, zanim sprawa się odbędzie, jeszcze trochę czasu minie. A przemoc słowna, nawet nie udowodniona, jest powodem do skrócenia wymaganego terminu ustania pożycia. Choć, jak już ktoś pytał, czy Twój tato nie może tego potwierdzić?
Mam nadzieję, że jesteś trollem, bo przykre byłoby, gdyby ktoś był aż tak nieporadny życiowo.
EDIT: Mieszkają razem, bo on, mimo braku prawa do mieszkania, nie chce się wyprowadzić. To też warto zawrzeć w pozwie.
artagnan tylko ty widocznie nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumieć jednej rzeczy: nie chodzi tu o to ile kasy mi daje tylko o całą oprawę tego, to w jaki sposób mnie traktuje. Proszenie się przeze mnie o pieniądze to jeden z elementów. O to się czepiasz że ja chce kasę na życie ale to że mnie wyzywa i poniewiera mną ignorujesz. I cały czas mówisz o pracy - że nie przynoszę pieniędzy do domu a ja zapytałam cię wcześniej czy to upoważnia go do takiego traktowania? I to że nie przynoszę pieniędzy do domu po pierwsze nie oznacza że nie pracuję, po drugie w kręgach ludzi którzy znają i cenią wartość własnej osoby i innych ludzi uważa się że praca przy utrzymaniu domu jest równie wartościowa jak przynoszenie pieniędzy do domu a ja jak wspomniałam zajmuję się również domem - mąż ma uprane, ugotowane i posprzątane. Według ciebie natomiast najwyraźniej jest to element najmniej istotny bo to kobieta powinna o to dbać ponieważ jest kobietą.
Dziwi cię to że nie chce uprawiać seksu z osobą która mnie poniża i obraża? Hmmm... to może kobiety które zostały zgwałcone nie powinny mieć pretensji że ktoś je wziął siłą? Bo przecież to facet może nie mieć ochoty ale kobieta zawsze musi "rozwarta" i gotowa i chętna.
A prowadząc firmę i zakładając ją miałam na celu stworzenie dodatkowych wydatków a nie zarobku - puknij się w nogę bo w głowę już za późno i tak nie pomoże.
Nie wykazuje woli naprawy związku - pisałam wcześniej że to on nie chce ze mną rozmawiać bo albo nie ma czasu albo ochoty. Rok temu zaproponowałam mu żebyśmy poszli na terapię małżeńską ale on stwierdził cytuję: "sama sobie idź jeśli coś ci nie pasuje, bo ze mną jest wszystko ok". Nie wykazuje chęci by dalej walić głową i mur.
52 2015-07-12 12:44:33 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-07-12 12:56:53)
Wg mnie mamy 5 lat, pierwszy poważny kryzys, to co opisała to nieprzyjemne ale naprawialne jednak sądzę, ze autorka założyła tezę i nie chce tego zmienić. Może nie doczytałem ale czy mówiłaś mu, ze Ci te słowa nie pasują ?
Jeśli dowiedziesz, że w waszym małżeństwie nastąpił pełen rozkład pożycia, stanowczo oświadczysz, że męża nie kochasz oraz nie widzisz możliwości naprawy waszego związku,to brak zgody męża nie będzie miał większego znaczenia. ..
Tak ale ... tylko dobrze się zastanów, a raczej musisz być pewna, byś za jakiś czas, gdy już spalisz mosty, nie skomlała i nie chciała powrotu. Z tego co widzę, łatwo Ci przychodzi bezmyślne podejmowanie życiowych decyzji, a za taką zdecydowanie można uznać małżeństwo bo nie wierzę, ze nie było symptomów.
Jak już ten most spalisz wiedz, że może dla Ciebie nie pozostać kamień na kamieniu.
Ahh, jeszcze jedno. Może tak, może nie .... czy masz koleżankę bądź kolegę, której/mu możesz się zwierzyć, która/y Ci wreszcie uświadomił/a, że Twoje małżeństwo to fikcja ?
.. zajmuję się również domem - mąż ma uprane, ugotowane i posprzątane. Według ciebie natomiast najwyraźniej jest to element najmniej istotny bo to kobieta powinna o to dbać ponieważ jest kobietą.
teraz walisz stereotypami. Ja obecnie mieszkam sam, piorę, prasuję, gotuję (tak, codziennie świeży, ciepły obiad) i sprzątam. Moi goście twierdzą, że jest większy porządek niż za kadencji bż.
I jeszcze pracuję, zarabiam, robię zakupy .... i nie narzekam.
Nie chciałbym kobiety z takim podejściem. Wiesz, często my faceci nie widzimy tego co wy robicie, a Wy nie dostrzegacie tego co my robimy w domu. Ostatnio w tramwaju słyszałem rozmowę kobiety po rozwodzie z koleżanką, jak narzekała, ze teraz sama musi wszystko naprawiać, wymieniać, czyścić, że żałuje rozwodu, że jednak "jak jest facet to jest inaczej". Tak to już jest.
Więc powtórzę pytanie: czy mówiłaś mu, ze Ci te słowa nie pasują ?
Jeśli pisałaś już o tym to przepraszam ale nie doczytałem
pterodaktyl z obiadami tak jest naprawdę (mimo że może się wydawać to nieprawdopodobne).
starlet007 masz racje błędem było godzenie się na to i próbowanie zmiany jego zachowania. To było głupie ale wychodząc za niego kochałam go i chciałam to wszystko jakoś ratować - wierzyłam naiwnie że może się to zmienić. Aż dotarło do mnie że nic się nie zmieni. I może to głupie ale nie jest łatwo uwierzyć w to że można zmienić swoje życie (przez rozwód) gdy cały czas słyszysz od tej drugiej osoby że nie da ci rozwodu, że jesteś tak beznadziejna że nie dasz sobie rady, że nikt ci nie uwierzy i że to on cały czas na mnie łoży więc żaden sąd nie rozwiąże tego małżeństwa.
Mój tato powiedział że on się nie będzie mieszał i uważa że wszystko się między nami ułoży i nie powinnam myśleć o rozwodzie bo to nie po Bożemu więc nie mam pewności czy w sądzie by to potwierdził. Jego zdaniem w małżeństwie zdarzają się gorsze i lepsze okresy (i jak się z tym zgadzam) i że teraz jest ten gorszy - tylko że ten gorszy okres trwa już 4 lata i nie widzę szansy na to żeby był kiedyś okres lepszy.
54 2015-07-12 12:59:06 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-07-12 12:59:54)
... błędem było godzenie się na to i próbowanie zmiany jego zachowania. To było głupie ale wychodząc za niego kochałam go i chciałam to wszystko jakoś ratować - wierzyłam naiwnie że może się to zmienić. Aż dotarło do mnie że nic się nie zmieni. ....
Jest taka zasada:
Kobieta wychodząc za mężczyznę ma nadzieję, ze on się zmieni, a on się nie zmienia
Facet żeniąc się ma nadzieję, że kobieta się nie zmieni, a ona się zmienia
bullet ten kryzys trwa 4 lata. Przed ślubem mąż był zupełnie inny: czuły i troskliwy. Gdyby ktoś wtedy mi powiedział że będzie mną tak poniewierać to bym nie uwierzyła.
Niejednokrotnie mówiłam mu żeby w ten sposób do mnie nie mówił, że to rani i że nie podoba mi się to. A on albo ignorował moje słowa albo mówił że mi się w dupie przewraca.
Skomleć do takiego traktowania - wybacz ale nie. Może jestem głupia ale pozostały mi resztki godności przez które zdecydowałam się na rozwód.
Nie, nie mam nikogo komu mogłabym się zwierzyć z tego dlatego zaczęłam szukać pomocy i porady w necie.
56 2015-07-12 13:11:49 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-07-12 13:14:55)
Anitka1988 - Twoim ogromnym błędem było nie postawienie granic. Pozwoliłaś by pan i władca mógł rządzić Twoim światem. I rządzi - tylko tak w to wsiąkł, że zapomina o człowieczeństwie. Teraz uważam, że najlepszym wyjściem jest - nie gadać, a robić. Zrób to co uważasz za słuszne - dla Ciebie.
Co do zmian - mimo iż bullet, umie to fajnie przekazać, że chciałaś Go zmienić, to masz.
Tak masz rację - szkoda, że próbowałaś Go zmienić. Trzeba było zacząć zmianę od siebie, by uzyskać zmianę u Niego.
Anitko, wielki szacun ode mnie!
Mam bardzo podobna sytuację w domu, mimo, ze pracuję, sprzątam, gotuje, robię zakupy, itd., jestem chora na raka, mam orzeczenie o niepełnosprawności, to wczoraj zostałam nazwana leniem śmierdzącym, a to, ze mi sie w dupie przewraca słyszałam już 2167900 razy.
Uciekaj, póki jestes młoda i zdrowa i masz na to siły.
A twój, pożal sie Boże, maz, niech spierdala na swoje zasrane podwórko.
Trzymam kciuki.
I nie słuchaj głupot, ze jak pójdziesz do pracy, sytuacja w twoim małżeństwie sie zmieni.
Jak sie chce uderzyć psa, kij sie zawsze znajdzie.
smallangel próbowałam zmienić jego zachowanie w stosunku do mnie - nie chciałam mu odbierać ambicji, marzeń, planów, miejsca pracy czy czegokolwiek innego co sprawia że jest taki czy inny - chciałam zmienić sposób w jaki mnie traktował. Nie pamiętam już ile razy mówiłam mu: szef cię wkurzył - to jak jesteś taki mocny to jemu wyrzuć żale a nie wyżywaj się na mnie, koledzy czy rodzina cię wkurza więc im to powiedz a nie wyżywaj się na mnie, ja jestem człowiekiem i czuje i nie zrobiłam ci nic żebyś do mnie w ten sposób odzywał więc sobie nie życzę takiego traktowania. Granice usiłowałam stawiać, usiłowałam bo ja sobie mogłam a on i tak robił co chciał.
Dorula dziękuję ci bardzo.
Anitka1988 - teraz nie gadaj,a rób swoje. Gadaniem to nic nie zyskasz. Wręcz przeciwnie - nie chce im się gadania słuchać. Teraz sprawy trzeba wziąć we własne ręce. Nie próbuj Go zmienić (to nic nie da) - zmień się sama. Ma problem z ugotowanym obiadem - na drugi dzień niech sam sobie gotuje, to taki przykład. Ja wiem, że to może wywołać wojnę, pewnie tak będzie, bo panu i władcy nagle zacznie się grunt osuwać pod nogami, ale robisz to dla siebie. Wyłącznie dla siebie.
Dorula ma rację - uciekaj. Przemoc psychiczna - jest nie do zaakceptowania.
Do Pterodaktyla.
Zauważ że to co napisałem zaznaczyłem że jest to teoretyzowanie, co by było gdyby. Ale widać u ciebie "kobiecą wrażliwość" i uważne wczytywanie się w tekst.
Ja czytając, analizuję. Nie zwracam uwagi na ortografię czy gramatykę. Bywają ludzie z dysleksją i dysgrafią oraz innymi dysfunkcjami. Skupiam się na konkretach podawanych przez autorkę. Nie doszukuję się podtekstów i drugiego dna.
Jako facet mam prostą definicję jak konstrukcja cepa. Białe to białe, czerwone to czerwone, niebiecki to niebieski a czarny to czarny.
Specjalnie wymieniłem kolory żeby nie być posądzany o brak rozróżniania odcieni szarości.
W życiu z niejednego pieca chleb jadłem, czasem nawet na ten chleb nie było kasy, ale mając u boku mądrą i zapobiegliwą żonę, jakoś to przetrwaliśmy. Nie chcę jej stawiać za wzór kobiecości, ale........
Moja żona jest bardzo atrakcyjną kobietą.
Kochającą matką,
Kochającą żoną.
Kłóci się ze mną o każdy drobiazg, dosłownie o duperele.
Ale gdy na rzeczy jest sprawa poważna, siada obok mnie i rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy..........
U autorki brak jest tych właśnie rozmów, a widzę raczej same pretensje i wymówki.
Spójrz na jej teksty. Nie ma w nich żadnej woli naprawienia małżeństwa.
Ona nie pisze o żadnych miłych wspomnieniach. O miłości, zaręczynach, ślubie, o skowronkach i motylkach.
W jej wypowiedziach wylewa się żółć i tyle radosnej formy w tej treści.
Widać z tego, że mąż na co dzień dostaje taką samą porcję goryczy na każdym kroku.
Jak można budować zdrowe relacje w takiej atmosferze.
Tu na forum, autorka manipuluje opinią za pomocą wypisywania negatywów o mężu.
A zauważ że jej własny ojciec odcina się od tych jej manipulacji.
Gdyby naprawdę byłoby coś na rzeczy na pewno sam wkroczyłby do akcji broniąc własnego dziecka.
Bo nie uwierzę że boi się obcego w bliskim spotkaniu trzeciego stopnia będąc na własnej ziemi....
Więc zdejmij te swoje krzywe okulary i przestań patrzeć przez pryzmat własnego życia.
Tu i teraz pani nie chce być żoną tego pana.
Ten pan to śmieć i wredna kreatura,
Ta pani to czysta niepokalana lelijka.
Ona taka biedna.
No i ten d'Artagnan jedzie po niej w tak bezczelny sposób.
Jej mąż też jest takim chamem i prostakiem.
Zauważ Pterodaktylu, że napisałem gdzie i jak należy złożyć pozew rozwodowy.
Ile to kosztuje i jaki jest czas oczekiwania.
Ale tej pani nie chce się nic zrobić z własnym życiem.
Ona czeka na kogoś, kto za nią zrobi wszystko.
Tak jak teraz mąż ją utrzymuje. Mało tego mąż uważa że jego żona nie musi iść do pracy.
Ale za chwilę pani chce kasy na zakupy własnych potrzeb.
Więc pan się obrusza i twierdzi że nie kasy żeby wyrzucać na pierdoły.
Pan za to upija się raz na miesiąc !!!!!!!!
Przecież pije za swoje !!!!!!!!
Te dwa ostatnie zdania wcaale nie świadczą o rozumowaniu faceta.
To czysty wymys żony.
Żaden facet nie pozwoli żonę na pracę i nie chce żeby wyglądała ładnie.
Skoro chce ją utrzymywać daje jej zabezpieczenie materialne.
A tu wypomina jej że kosztuje go masę forsy.
A ona w swojej firmie ma same straty.
Nie pozwala jej zamknąć firmy, ale płaci za nią ZUS-y i inne opłaty. ???????
Ludzie przejrzyjcie na oczy. Taki stek bzdur o facecie ?
No chyba że ten gościu jest chory psychicznie, a jeżeli nie on to na pewno ta pani.
Artagnan nie sądzisz, że czas najwyższy uwolnić tego biednego chłopa od tej okropnej baby ? Nie będzie musiał już jej utrzymywać, płacić za jej ZUS-y i perfumy. Przecież będzie mu lepiej. Prawda ?
smallangel i tak zrobię bo daliście mi nadzieję że mam szanse zmienić swoje życie.
artagnan - Volver ma rację. Skoro to niby ja jestem taka zła - pazerna na pieniądze i manipulatorka to dlaczego to mąż ode mnie nie odejdzie? Tak mnie kocha że mną tylko pomiata zamiast spakować walizki i uciekać. I przecież ja jestem taką materialistką więc raczej powinnam chcieć go oskubać do ostatniego grosza a ja nie chce nic od niego oprócz uwolnienia się od jego obecności w moim życiu. I nie będę już po raz kolejny ci mówić, pisać tego co już mówiłam, pisałam wcześniej bo i tak tego nie słuchasz, czytasz jak widać po twoich wypowiedziach (szczególnie o tym że to ja nie chce rozmawiać z mężem).
A twoje poglądy artagnan świadczą raczej o tym że to z tobą jest coś nie tak.
Brak w tobie empati. Nie chcesz szukać radości w życiu. Jesteś zgorzkniała. Nie ma w tobie żadnej iskry.
Tak. Najwyższa pora uwolnić tego chłop od takiej baby.
Na pewno on odetchnie, a ty zmusisz się do jakiegoś produktywnego trybu życia.
Na razie to tylko smuty walisz.
A o pazerności na pieniądze wcale nie pisałem.
To sama autorka wypisuje te podteksty i daje fałszywy obraz swojego małżeństwa.
SKORO JEJ OJCIEC NIE STAJE W JEJ OBRONIE WIĘC COŚ JEST ZŁEGO W JEJ POSTĘPOWANIU.
Ale brońcie tej nieudacznicy.
Każdy sądzi innych według własnych kryteriów.
Ja uważam że każdy zasługuje na coś lepszego.
Mąż autorki na pewno na lepszą kobietę.
Tylko poco on tkwi przy takiej g........
Dziwna ta wasza dyskusja. Z tego co opisuje autorka, to ze strony męża zachodzi fatalna w skutkach przemoc psychiczna i ekonomiczna. Typowy przykład toksycznego i wyniszczającego związku. Może niektórzy tak żyją, stąd też zaciekle bronią małżonka, mówiąc w dodatku, że to niby kryzys, a kobiecie poprzestawiało się w głowie.
Droga autorko. Brawo za odwagę i podjęcie decyzji i odejściu. Jeśli się nie mylę, to jest twoje mieszkanie, masz dopiero 27 lat, wszystko sobie ułożysz. Przed złożeniem wniosku do sądu miej jeszcze plan. Zamknij działalność, bo jeżeli chodzi o prawne spojrzenie na to, to jest tak jak ktoś pisze powyżej (nie ma przychodu, mąż zatem dokłada się do tego), znajdź pracę. Koniecznie pracę! Sam rozwód nie będzie taki zły.