Chciałem Was zapytać jak można wyjaśnić tak nietypową sytuację. Przez kilka tygodni grupa osób śledzi ofiarę prawdopodobnie aby zebrać jak najwięcej informacji, gdzie chodzi, z kim się kontaktuje, itp. Po jakimś czasie dzieją się takie sytuacje że w momencie kiedy sprawcy widzą jak ofiara zbliża się do sklepu do którego często chodzi, to jeden ze sprawców wchodzi do sklepu przed ofiarą, albo razem z nią i drażni się z pracownikami sklepu, kłóci że została mu źle wydaja reszta, ubliża pracownikom, albo przeszkadza w obsłudze klienta, po czym wychodzi. Po chwili wchodzi ofiara aby zrobić normalne zakupy. Taka sytuacja powtarza się przez kilka tygodniu po to aby zasugerować pracownikom sklepu że za tym całym zamieszaniem stoi jedna osoba, ta która była śledzona.
Zawsze wiedziałem że życie pisze najciekawsze scenariusze ale ten przechodzi ludzkie pojęcie, jak trzeba być przebiegłym i złośliwym żeby coś takiego robić. Prawdopodobnie za tym wszystkim stoi kobieta która jest osobą zaufania publicznego, czyli nie może sobie pozwolić na żadne afery. To na dodatek nie jest zwykłe oczernianie tylko podburzanie relacji i napuszczanie pracowników sklepu na ofiarę. Słyszałyście o takim sposobie dręczenia ludzi, oraz napuszczania jednych na drugich? Przecież w sklepach na osiedlu jak skojarzą że za każdym razem po tym dręczeniu wchodzi jedna i ta sama osoba to pomyślą sobie że to to ona za tym wszystkim stoi. Wiele słyszałem o złośliwości i przebiegłości kobiet, ale ten przypadek mnie totalnie zaskoczył. Macie jakieś pomysły jak to wyprostować? Policja nic nie poradzi bo nie ma na to paragrafu.
Podobne tematy
Chyba to jakieś urojenia.
Jeśli jesteś tą "ofiarą" to zmień swoje przyzwyczajenia, zmień sklepy i godziny bywania w nich. I zmieniaj ciągle. W końcu prześladowcy się pogubią i nie będą wiedzieli gdzie robić zamieszanie przed twoim przyjściem.
oj tam, oj tam - " dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie"....
A tak na poważnie - to w tym wywodzie jest tyle niejasności, że trudno jest cokolwiek sensownego radzić.
Jeśli dana osoba nie czuje się bezpiecznie, jest osaczana, śledzona, to absolutnie powinno się ten fakt zgłosić na policję. A skąd wiadomo, że "policja nic na to nie poradzi"?
To nie urojenia bo aktualnie w jednym ze sklepów pracownicy to potwierdzili. Zmiana sklepów to żadne rozwiązanie. Ten fakt już był zgłaszany na policje stąd wiadomo że to też nie jest rozwiązanie. Czy ktoś z was się spotkał z takimi metodami drażnienia się z ludźmi?
Ja dalej nie rozumiem dlaczego pracownicy sklepów mają szykanować osobę, która spokojnie robi zakupy tylko dlatego, że ktoś inny wcześniej narozrabiał, zdenerwował pracowników? Sklepy walczą o klientów, nie opłaca im się zniechęcać klienta.
Można też jeśli naprawdę miało to miejsce złożyć skargę do kierownictwa i też w lokalnych mediach na nieuprzejmą obsługę.
I dalej podtrzymuję, że jeśli to nie urojenia i gdybym była tą ''ofiarą" nad którą ktoś się znęca w taki sposób to pobawiłabym się z prześladowcami zmieniając swoje nawyki i miejsca zakupu.
Nie wierzę, że jedna kobieta zatrudnia kilka osób aby śledziły jej "ofiarę" i uprzykrzały jej życie właśnie w taki sposób, przeszkadzając w robieniu zakupów.
To nie jest ich jedyna metoda działania, o pozostałych nie będę pisał bo to długi temat (oczernianie w przychodniach, GPS w samochodzie). Generalnie z tego co widzę to im chodzi o to aby narobić na osiedlu wrogów ofierze. A ci ludzie to prawdopodobnie rodzina tej osoby która próbuje zastraszyć ofiarę.
Czy ktoś z was się znalazł w takiej sytuacji że wiedział o przewinieniu jakiejś osoby zaufania publicznego i ta osoba próbowała go zastraszyć? Przecież to oczywiste że nie mogą pobić ofiary ani zastraszyć w typowy sposób bo sprawą od razu zajęła by się policja. Stąd takie złośliwe podchody.
A kim jest ta ofiara?
Jak płeć, jaki wiek, kim jest dla prześladowczyni, czym się zajmuje na co dzień?
Słyszałam o dokuczaniu i nękaniu kogoś przez rodzinę osoby tzw. wysoko postawionej. Zazwyczaj chodzi o spadek albo majątek. Metody walki bywają bardzo prymitywne. Osoby postronne zwykle odsuwają się i nie chcą być wplątane, ponieważ nikt nie chce być świadkiem rodzinnych awantur. Dlatego dziwi mnie zachowanie obsługi sklepu. No,chyba, że ten sklep jest własnością tejże persony.
Prześladowczyni to właścicielka przychodni, a ofiara korzystała z usług tej przychodni. Wygląda na to że niezłe szwindle są tam robione skoro opłaca jej się angażować kilka osób przez kilka tygodni. Z wiadomych przyczyn nie chce więcej tutaj pisać.
Summerka o jakich metodach słyszałaś, a właściwie to jak sobie z nimi radzić?
Prześladowczyni to właścicielka przychodni, a ofiara korzystała z usług tej przychodni. Wygląda na to że niezłe szwindle są tam robione skoro opłaca jej się angażować kilka osób przez kilka tygodni. Z wiadomych przyczyn nie chce więcej tutaj pisać.
Summerka o jakich metodach słyszałaś, a właściwie to jak sobie z nimi radzić?
Najlepiej prawnik poradzi, jak się zachować. Jak tam sobie dano radę? Dokładnie nie wiem, ale obyło się w końcu bez sądowych perypetii.Strona przeciwna chyba znalazła świadków, którzy gotowi byli zeznać na niekorzyść "prześladowcy". Zresztą to sprawy rodzinne były. Nagłaśniano je w ściśle określonym celu.
Jeśli ofiara ma teraz jakieś problemy z uzyskaniem świadczeń w przychodni zdrowia lub została naruszona tajemnica lekarska to można się zwrócić do Rzecznika Praw Pacjenta. W każdym większym mieście taki jest, należy znaleźć w rejonie swojego miejsca zamieszkania.
Odświeżam temat, bo ten cyrk nadal trwa już ponad pół roku. Czy ktoś spotkał się z podobnym problemem i jest w stanie coś doradzić?
Nie trzymaja sie te tłumaczenia przysłowiowej kup...
Jaki jest zwiazek miedzy tym co sie wydarzyło wczesniej w sklepie ( afera) a osobą ktora weszła potem.
Z punktu widzenia kogoś kto jest przedawca moim zdaniem zaden.
Padły tu już rady. Czy ta osoba zasięgnęła już porady prawnika? Czy zmieniła sklepy, w których robi zakupy?/(Podejrzewam, że są to monopolowe).
Staram sobie przypomnieć czy zetknęłam się z podobnymi sytuacjami.Owszem, kiedyś w sklepiku studenci próbowali wywołać awanturę i zabrać kilka piw (samoobsługa), jednak to się nie udało (monitoring). Ale następni klienci byli już obsługiwani bez przeszkód. Co do obserwatorów pod monopolowymi, to jest ich sporo. Zaczepiają nieraz przechodzących, prosząc o parę groszy i piją alkohol. Radzą sobie z nimi dobrze policyjne patrole.
Nie są to sklepy monopolowe. Jeżeli ktoś z obsługą sklepu drażni się przez kilka miesięcy zawsze tuż przed albo tuż po wyjściu jednej i tej samej osoby to nie problem się domyślić że to ta osoba nasyła odpowiednich typów. Przynajmniej tak to ma wyglądać. Cel działania jest taki żeby narobić wrogów ofierze. Z punktu widzenia prawa sprawa jest chyba nie do wyjaśnienia ani udowodnienia. Pomysłowość i złośliwość ludzka nie zna granic. W tym przypadku dochodzi jeszcze uporczywość bo całość trwa już kilka miesięcy. Za wszystkim stoi osoba zaufania publicznego która chce uciszyć ofiarę aby nie ujawniła jej szwindli. Więc stać ja na to aby wynająć ludzi od pseudo czystej roboty na którą nie ma paragrafu.
Opisujesz to wszystko bardzo zachowawczo, ale rozumiem, że nie chcesz lub nie możesz podać więcej szczegółów.
Będąc na miejscu osoby nazywanej przez Ciebie ofiarą, poza próbą uzyskania porady u prawnika/ dzielnicowego/ innej osoby zaznajomionej z tematem unikałabym sklepów, w których mają miejsce opisane sytuacje lub (co jest bardziej prawdopodobne) porozmawiała z ich personelem, opisując zdarzenie jako prawdopodobne w przyszłości i prosząc o zwrócenie na to uwagi. Raz, że to odciągnie od ofiary wszelkie podejrzenia, a dwa - jeśli zajdzie taka konieczność, to będą świadkowie.
Wiatam mam podobną sytuację ,z moim byłym partnerem,też nie wiem co robić.Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu ,mamy razem dziecko które ma 5 lat on wyprowadził do innej na inne osiedle,jak urodziłam.,Zawsze czułam się nieswojo jak stali jego koledzy pod sklepem na piwku.Teraz jestem sama ,co on na mie gadał ,mogę się domyślić,ale nie biorę tego na siebie.Jeżeli chodzi to sytuacja się zaognia,bo nie określił się co do wychoawnia dziecka.Ma zasądzone alimenty,ja mieszkam i mieszkałam u rodziców.Wykorzystywał sytuację jak ich nie było,rozdrażniał mnie ,prowokował,ubliżał.Teraz mi tylko niedobrze na jego widok.Mało kiedy sam się zainteresuje dzickiem,tylko dla swojej korzyści ,żeby nie podpaść przed Sądem.Ostatnio widział dziecko po 4 miesiącach 3 tyg temu.Nie dzwoni ,nie wiem czy pierwsza dzwonić,żeby ją wziął.Zawsze mam obawę?