Jestem tu nowa ale od jakiegoś czasu obserwuję to forum..
Nie wiem czy dobrze to tu zamieszczam..Proszę tylko o to abyście doczytali to do końca a co później z tym zrobicie to już od was zależy..
Jestem dziewczyną niskiego wzrostu 157cm kiedyś mi to przeszkadzało i miałam duże kompleksy na ten temat dziś się już z tym uporałam i nawet potrafię żartować z innymi na ten mój malutki wzrost
ale nie mogę siebie również zaakceptować jako ładniej i mądrej dziewczyny, uważam się za gorszą i nie potrzebną...
Nie przeciągając już dłużej mój problem polega na tym że jestem sama...A podkreślając mam 22 lata i nazywam się Weronika
Myślę sobie to moja wina jesteś brzydka masz głupi charakter i to wszystko dla tego.. Nie powiem mam powodzenie ale nie mogę sobie poradzić z tym co mówi mi podświadomość..Mam też głupie podejście jak to mogę tak nazwać jest jakiś fajny, normalny, miły chłopak a ja co oczywiście nie taki mi nie pasuję po prostu nic mnie do niego nie ciągnie. I też nie chce nikomu robić nadziei jeżeli nic nie czuję, nic co mogło by mnie w jego stronę przybliżyć.. Jestem dziewczyną zaradną i radzącą sobie w życiu sama ze swoimi problemami ale potrzebuję się komuś wygadać tak naprawdę co mnie dusi od środka.
Bardzo drażni mnie to że spotykając jakiegoś nowego chłopaka który się uśmiechnie, zagada albo powie coś miłego uważam za tego jedynego.. Obmyślam jakby mogło być fajnie gdybym z nim była...Co moglibyśmy robić że w końcu miałabym się komu wygadać.. Jest to dla mnie głupotą nie wiem jak nad tym zapanować po prostu nie potrafię nie umiem... Mówię sobie weź się ogarnij bo całkiem zwariujesz nie każdemu chłopakowi mam się podobać nie każdy musi mnie uważać za ładną... Z drugiej strony jestem też taką dziewczyną że sama nie zaczepię i nie zagadam chłopaka a co dopiero do niego napisać uważam że pierwszy krok należy do męskiej osobowości.. Obawiam się chyba odrzucenia że sobie z tym później nie poradzę...
Ostatnia sytuacja - byłam na weselu starszy drużba uśmiechał się do mnie a to puścił oczko później przyszedł ze mną zatańczyć, przedstawił się, zasugerował że jestem ładna a jak już miałam jechać do domu to powiedział że szkoda i czy już muszę jechać <z reguły normalna rzecz > ale ja już sobie wyobrażam. I tylko czekam aż się odezwie... Chociaż wiem że i tak tego nie zrobi.. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Tak naprawdę nie wiem po co to piszę czego od was oczekuję.. Może jakieś rady.. Dobrego słowa.. Jak zapanować nad emocjami.. Krytyka chyba najlepiej do mnie uderzy.. Wcale również się nie zdziwię jak ominiecie to i nie będzie żadnej reakcji z waszej strony... Może chcę wiedzieć czy wy też tak macie... Zawszę się uważałam za kogoś gorszego, że nikt się we mnie nie zakocha no bo jak we mnie.. Czasami po prostu mam ochotę siąść krzyczeć głośno i się wypłakać...Wiele osób mówi mi że jestem bardzo optymistyczna taką dobrą duszyczką co potrafi poprawić humor.Pomoże wszystkim w koło a swoje problemy i życie odstawia na bok żeby tylko ktoś był szczęśliwy i się nie smutał. Nie potrafię patrzeć na cierpienie...tylko szkoda że sobie nie mogę pomóc..To by było chyba na tyle
Pozdrawiam Werka ![]()