To zły kierunek studiów. Mówię to jako przyszły-magister anglistyki...
Po pierwsze, specjalizacja nauczycielska to inaczej 'językoznawstwo stosowane'.
Po drugie, zazwyczaj na uni jest to specjalizacja dodatkowa = płatna.
Po trzecie, licencjat uprawnia cie do uczenia tylko w klasach podstawowki 4-6.
Dopiero po mgr mozesz uczyć od klasy 4-6 podstawowki do liceum. W klasach 1-3 potrzebujesz pedagogiki wczesnoszkolnej (czyli pani po pedagogice wczesnoszkolnej z FCE uczy maluchy okropnej wymowy, ale kto by sie tam przejmował, no nie? wazne ze spełnia wymagania z ustawy).
Po czwarte, teraz wszedzie wymagany jest zawód + angielski. Sam dyplom filologa anglistyki bez specjalizacji nauczycielskiej/tłumaczeniowej nie daje ci nic. Równie dobrze mozesz sobie zdac CAE/CPE i nawet lepiej, bo CAE/CPE jest rozpoznawane za granica (a nasze uczelniane dyplomy nie).
No dobrze, skoro nie nauczyciel to czemu nie tłumacz?
Ponieważ rynek jest rozpuszczony. Zaoferowano mi stawke 15zł brutto za strone specjalistycznego tłumaczenia z IT (mam rowniez dyplom technika informatyki). Tłumaczenie to zajeło by mi 3-4h w Tadosie. 8 zł za 3h? *headdesks* chociaz i tak lepiej niz 'bezpłatne staże w biurze tłumaczeniowym dla studentów'.
Jedyna dobrze płatna opcja to tłumaczenia ustne. Ale sa wykańczajace. Załatwiałam sprawy wietnamczykom w Urzedzie ds cudzoziemcow i takie przeskakiwanie sie z jednego jezyka na drugi co pare sekund przyprawia o migrene. Do tego dziwaczne akcenty nie-native'ów (90% czasu pracujesz ze non-nativami, to standard) i spychologia naszych urzedow to taki mały bonusik, zeby praca była przyjemniejsza. But if you're good at multi-tasking, then go for it.
Teraz z perspektywy czasu widze ze lepiej było pojsc na jakiś mało popularny język jak szwedzki czy niderlandzki. A angielski poszlifowac na kursie, bo to nie jest jezyk ktory wymaga studiowania na ''pełen etat''.
Z uniwersytetów odradzam tylko UW. Wprowadzili egzaminy z drugiego jezyka na poziomie B2 na licencjackich i B2+ na magisterskich. Czyli w teorii opanowujesz angielski na C1 i drugi jezyk na B2, a w praktyce studiujesz cos ala lingwistyka stosowana majac tylko lektorat z drugiego przedmiotu. Phew, nierealne.
>>czy lepiej pójść na bardziej renomowany uniwersytet i tracić czas na zajęcia z pedagogiki czy jednak pójść na mniej popularny i ceniony, a uczyć się tego co mnie interesuje?
Pojsc na uniwersytet ktory przygotuje cie do wykonywania zawodu. Moi rówieśnicy poszli na jakieś specjalizacje brytyjskie i w sumie potrafia nazwac wszystkie rymy w sonetach Szekspira a nie poradziliby sobie z dorosłym uczniem na korkach (tak, na studiach jest pedagogika ale nie ma nawet słowa o andragogice i potrzebach uczniów dorosłych. A uwierz, ze uczenie takiej pielegniarki Zosi 60+ ktora jedzie do osrodka opieki nad seniorami w UK jest naprawde wymagajace).
Pedagogika i psychologia nie jest stratą czasu o ile jest dobrze prowadzona . Pedagogika przyda ci sie nawet w zyciu prywatnym jak kiedys bedziesz miał dzieci. Wiedza z psychologi (zwłaszcza ta o konfliktach) przydaje sie na codzień. Akurat znajomosci tych dwoch przedmiotów nigdy nie żałowałam.