Witam Was,
Jestem ciekawa Waszego zdania, jakbyście się zachowały.
Sytuacja była następująca:
Kuzynka ma dorastajacą córkę, 14 lat. Rodzina cała, normalna, otwarta, uczciwa, ciepła i szczera. Dzieci (drugie młodsze, chłopak) są wychowywane bez zahamowań, w takim normalnym sensie, bez żadnych ekstrem czy przegięć, ale też nie bez zadnych ograniczeń. Dzieci znają swoje "miejsce w szeregu", mają swoje drobne obowiązki, przyjmowane i realizowane bez zbytnich protestów.
Chodzi mi tu o sprawy uświadomienia, dojrzewania, seksu. Kuzynostwo rozmawiają z dziećmi o tych sprawach na poziomie odpowiednim dla wieku, odpowiadają rzeczowo na ich pytania. Niedawno córka zadała jej pytanie czy się masturbowała. Kuzynka zaczęła się wykręcać ogólnikami, rozwojem, zdrowiem, prywatnością, itp, ale dziecię drążyło temat no i w końcu wydusłla z siebie, że tak, bo po prostu - jak mi opowiadała - nie umiała skłamać. No i teraz ma problem, bo się gryzie, czy przypadkiem nie przekroczyła jakiejs granicy w rozmowach o rzeczach, które powinna zostawic dla siebie, mimo wszystko chronic dzieci przed pewną wiedzą na swój temat, przed nadmiernym otwarciem. Rozmowa z córką jak na razie nie miała żadnego dalszego ciągu w tym temacie, choć tematy dojrzewania, układów dziewczęco-chlopięcych nadal są poruszane.
Co o tym sądzicie?
Czy są lub powinne być jakieś granice w otwieraniu się przed dziećmi?
Jakie powinne być granice intymności w rozmowach z dziećmi, aby ich nie szokować?
Jakie brać poprawki na pytania dzieci, aby nie odpowiadać za duzo, za szczegółowo, itp.
Tak, wiem, każde dziecko jest inne, każda rodzina jest inna, nie można uogolniać, ale zaletą i siłą naszego forum jest różnorodność opinii i kultura wypowiedzi.![]()