NIE SZUKAM USPRAWIEDLIWIENIA -> POTRZEBUJE RADY.
Wiem- jaką podłą osobą jestem, wiem ile zła wyrządziłam. Zasługuję na karę , pomstę , naganę , nienawiść, GNIEW.
Zrobiłam to - zdradziłam mojego faceta. Jeśli ktoś mi choć troszkę pomoże i doradzi? Jak teraz się zachować? Co robić a czego nie!?
Spotka mnie tu wiele opinii o osądów- macie prawo skoro tu jestem i to wszystko pisze.
Opisze pokrótce moją historię bo choć każda zdrada jest taka sama to historie są różne.
Nasze wspólne młodzieńcze oraz burzliwe życie zakończyło się ciąża. On wyjechał na studia(zostawił mnie) a ja z poczuciem porzucenia wychowywałam córkę. po ukończeniu studiów dogadaliśmy się i postanowiliśmy wspólnie zacząć bawić się w dorosłe życie. Bawić bo do dorosłości na wiele brakowało.( oczywiście w moim mniemaniu) Tak sobie mieszkaliśmy na wynajętym mieszkaniu On w pracy, ja w pracy - dziecko w przedszkolu...nic nie czułam , niewiele dawałam od siebie on tez niewiele dawał...i tak przez lat kilka(10lat)
Zdradziłam Go na delegacji, przez dwa lata żyłam z tym głazem własnych błędów. Partner wiedział/czuł ale nigdy mu tego nie potwierdziłam ,że to zrobiłam- zawalczył o mnie wtedy(bo nigdy wcześniej nie), pokazał jak mu zależy, poczułam,że kocha całym sercem(wcześniej tego nie czułam). Ja cały czas zaprzeczałam bo wiedziałam, jak to się może skończyć- rozstaniem. Niedawno wręcz wyciągnął ze mnie tą informacje - potwierdziłam, "tak zdradziłam Cię"- choć prze usta nie chciało przejść.Najgorsze w tej zdradzie było to że ja chciałam od niego odejść - nie czułam od niego tej miłości, tej która pragnie kobieta.
Ten "incydent" jest moim przekleństwem a jednocześnie objawieniem. Gdyby nie to zdarzenie nie zobaczyłabym, nie poczułabym na własnym sercu, duszy i ciele jak umie kochać mężczyzna, jak ON mnie kocha. Płacz, rozczarowanie, złość a jednocześnie miłość.
Wyobraźcie sobie , że daje nam jeszcze jedną szanse! Ja nie dowierzam w to co się dzieje! Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Jednocześnie jestem szczęśliwa, pełna obaw oraz w**wiona na siebie!! Jak pokazać,że kocham i nigdy tego już nie zrobię bo dopiero dziś, dopiero k*rwa dziś, czuje dorosłość emocjonalną i bliskość Jego osoby. Mając 32l dopiero uczę się znaczenia słowa miłość- wiem ,że to późno ale może uratuje to co jeszcze pozostało a z czasem z tego malutkiego ziarenka wyroście pięknie silne drzewo - z jeszcze silniejszymi korzeniami. Pomożecie zawalczyć ??? o sens ?? o miłość?
Podobne tematy
Hmm, w sumie mam dwa wnioski. Po pierwsze wydaje mi sie ze oboje uczyliscie sie zycia, nie bylo latwo od poczatku (pewnie brak odpowiednich wzorcow z domu, niedojrzalosc, itp.) ale to jest wasze usprawiedliwienie, jak dla mnie. Po drugie podstawowym problemem Twoim jest koniecznosc wybaczenia samej sobie. Jesli uwazasz ze zrobilas cos zlego to zlo ma to do siebie, ze nie przestaje nekac, nie chce sie odkleic. Jesli nie widzisz sensu w takim postepowaniu jak zdrada, to juz wyciagnelas wnioski z tego co sie stalo i pozostalo tylko wybaczenie samej sobie po to zeby juz nie wracac do przeszlosci. Pytanie jest dlaczego nie chcesz sobie wybaczyc? Przeciez jestes czlowiekiem a kazdy z nas popelnia bledy. Nie rozumiesz tego? W koncu dosc dlugo cierpialas przez to co sie stalo w samotnosci. A jesli uwazasz ze nalezy zadoscuczycnic to sie po prostu staraj albo zrob cos dla drugiego.
Jednak jest i niebezpieczenstwo, reperkusja. Otoz teraz trzeba zyc swiadomie i codziennie dbac o zachowanie wiezi. W kazdym zwiazku, nawet Twoim obecnie, moze za X lat przyjsc kryzys i wtedy trzeba uwazac zeby nie zakonczylo sie to zdrada (pozornie latwym ale najgorszym rozwiazaniem), tylko zeby to zobaczyc i odbudowywac zwiazek, relacje.
A dzis, ciesz sie z tego co masz i nie brukaj tego zlymi myslami, ktore Cie nekaja, ktore sa jak opetanie, czemu mozna przeciwstawic wiare, dobro, swoja determinacje do celu zycia w spokoju i wewnetrznej zgodzie.
Witaj, w jakiś sposób podoba mi sie ta historia. Jakby z jakiejs pustki emocjonalnej którą trwala u Was latami, narodzilo sie w końcu żywe uczucie, emocje, prawdziwa milość.
Ale Twoje poczucie winy moze temu przeszkadzać. Dobrze by bylo abys umiala sama w sobie zamknac tamten rozdzial i cieszyc sie tym co sie dzieje miedzy Wami, dbać o to.
Oczyszczyliscie sytuacje - moze wlasnie tego bylo trzeba aby zbliżenie miedzy Wami bylo mozliwe. Gdyż czasem to nie zdrada, a jej skutki czyli "noszenie glazu", sekret, oddalenie sie, spadek wlasnego samopoczucia i nie możność podzielenie sie tym z najbliższa osoba, są tym najgorszym.
On mając świadomość sytuacji dal Wam szanse. Pozwol zatem jemu kochac siebie, i sama tez to czyn, angażuj sie w pelni. Juz wolna od poczucia winy, mądrzejsza, dojrzalsza.
Cierpienie powoduje nauke pokory, czyli wyjscie zza etapu księzniczki-egoistki. Jesli to jest powod umiejetnosci tworzenia milosci to wypada zyczyc wiecej cierpienia ludziom, bo nie zrozumieją gdy mają dobrze.
"Najgorsze" macie już za sobą... teraz możecie zbudować stabilny, oparty na milości PRAWDZIWY zwiążek...
Czasami pewne doświadczenie , pewne przeżycie nas oświeca i zmienia się wszystko o 180 st.
To przykre ze po przez zdrade "cos " w was doszlo do glosu, ale doszlo... i to jest najważniejsze.
Dostrzegliście , ze Wam na sobie naprawdę żależy..
Bardzo wam dziękuje za odpowiedzi.
hmm ale BARDZO trafnie uderzyliście w sedno sprawy : Nie umiem sobie poradzić z poczuciem winy. To uczucie jest we mnie od kiedy pamiętam , od dzieciństwa. Nie umiem sobie z tym poradzić.... do tego dochodzi niska samoocena, brak wiary w siebie, poczucie porzucenia, zagubienie emocjonalne, brak stabilności wewnętrznej, ułomność w podejmowaniu znaczących decyzji - jakby nie było mnie we mnie. Codzienność nie pozwala dojść do głosu tym myślą WIĘC się żyje (jakoś) ale jak tylko chwilę się nad sobą zaczynam zastanawiać to nie wiem kim jestem i czego pragnę od życia...wiecznie zagubiona, błąkająca się po życiu szara eminencja-tragedia
Natomiast czasem udaje się dojść do głosu tym dobrym myślą i jakby w duszy "słońce" świeci. Czuje się dobrze ze sobą ale tylko na chwilę... do momentu spojrzenia w lustro- wtedy myśli są straszne.
Może to jakaś depresja? ?? Ale tak przez całe życie? - bo od kiedy pamiętam tak jest - w każdej dziedzinie/sferze życia.
Sądzę,że wybaczę sobie jak On mi wybaczy...bo uważam,że nie zasługuje na to.
...i wiecie co jeszcze jest trudne, co jest teraz najtrudniejsze - jak tak człowiek całe swoje życie spędza w takiej wewnętrznej ciemności/mroczności duszy, nauczony tylko ciemnych emocji to nie wie jak się zachować, kiedy pojawiają się te jasne, czyste, DOBRE : słowa, czyny , uczucia. ON-wyciąga rękę i próbuje a ja nie wiem... co teraz robić, nie umiem. To ktoś/ON może mnie kochać?
Bardzo wam dziękuje za odpowiedzi.
![]()
hmm ale BARDZO trafnie uderzyliście w sedno sprawy : Nie umiem sobie poradzić z poczuciem winy. To uczucie jest we mnie od kiedy pamiętam , od dzieciństwa. Nie umiem sobie z tym poradzić.... do tego dochodzi niska samoocena, brak wiary w siebie, poczucie porzucenia, zagubienie emocjonalne, brak stabilności wewnętrznej, ułomność w podejmowaniu znaczących decyzji - jakby nie było mnie we mnie. Codzienność nie pozwala dojść do głosu tym myślą WIĘC się żyje (jakoś) ale jak tylko chwilę się nad sobą zaczynam zastanawiać to nie wiem kim jestem i czego pragnę od życia...wiecznie zagubiona, błąkająca się po życiu szara eminencja-tragedia![]()
Natomiast czasem udaje się dojść do głosu tym dobrym myślą i jakby w duszy "słońce" świeci. Czuje się dobrze ze sobą ale tylko na chwilę... do momentu spojrzenia w lustro- wtedy myśli są straszne.
Może to jakaś depresja? ?? Ale tak przez całe życie? - bo od kiedy pamiętam tak jest - w każdej dziedzinie/sferze życia.
Sądzę,że wybaczę sobie jak On mi wybaczy...bo uważam,że nie zasługuje na to.
...i wiecie co jeszcze jest trudne, co jest teraz najtrudniejsze - jak tak człowiek całe swoje życie spędza w takiej wewnętrznej ciemności/mroczności duszy, nauczony tylko ciemnych emocji to nie wie jak się zachować, kiedy pojawiają się te jasne, czyste, DOBRE : słowa, czyny , uczucia. ON-wyciąga rękę i próbuje a ja nie wiem... co teraz robić, nie umiem. To ktoś/ON może mnie kochać?
Czlowiek przezywa rozne stany emocjonalne, depresyjny jest jednym z nich. Twoj blad to ze wiazesz i kojarzysz ten stan z konkretnymi wydarzeniami. Nie powinnas i nie musisz tego robic. Co wiecej musisz nauczyc sie tego nie robic!!!! To byc moze jedyna droga zeby sobie z tym proadzic. Twoje postepowanie przypomina dokladnie osobe zdradzona - to bedzie najlepszy przyklad - ktora czuje bol i zlosc i wszystkie stany depresyjne, zlego samopoczucie, wynikajace z sytuacji z pracy, zlego jedzenia, pogody kojarzy z ta sytuacja zdradzonej osoby. Tak to dziala. Jak bedziesz kojarzyc to sie nie uwolnisz. Uwolnisz sie jak przestaniesz swiadomie laczyc samopoczucie terazniejsze z tym co bylo dawno temu. To samopoczucie wynika ze stanu obecnego (trybu zycia, poogdy, sytuacji w domu, w pracy, zycia towarzyskiego, relaksu, umocowania w czyms, jakis bierzacych problemow) a nie z tego co bylo kiedys. To wlasnie takie latwe kojarzenie, przerzucanie czegos na cos uwalnia nas od koniecznosci "mocniejszego myslenia", zastanowienia sie nad tym co wlasciwie dzisiaj wplynelo na nasze samopoczucie.