Witam.
To mój pierwszy post tutaj. Nigdy nie byłem fanem dzielenia się moimi problemami z szeroką publicznością bo zawsze starałem się rozwiązywać je samemu. Niestety teraz mnie to przerasta i nie bardzo wiem co robić...
To będzie troszkę długawa historia...
Sprawa wygląda następująco. Mam 34 lata i mieszkam w Chrzanowie. Moja dziewczyna ma 40lat i obecnie mieszka w Londynie (a pochodzi z Krakowa).
Poznaliśmy się w necie 3 lata temu. Była wtedy w trudnej sytuacji po rozstaniu z kimś innym. Dodatkowo miała problemy w pracy. Od początku nam się fajnie rozmawiało. Później się spotkaliśmy. Ona przyjeżdżała do mnie, ja do niej co jakiś czas.
Dwa lata temu wyjechała do pracy do Londynu. Tam przeżyła kolejną traumę. Żona znajomego była o nią bardzo zazdrosna i popełniła samobójstwo.....Wyprowadziła się od niego i zamieszkała z innymi znajomymi. Przylatywała parę razy do Polski. Ja również byłem po raz pierwszy u niej w grudniu 2014 roku. Spędziliśmy świetny czas, razem wróciliśmy na święta do Polski. Byliśmy razem w Sylwestra. Ona wróciła 5 stycznia tego roku z powrotem do Londynu.
Mieszkała już w innym mieszkaniu z jedną parą i kolegą. Ten kolega zaczął się do niej przystawiać. Tydzień po moich urodzinach, koło 20 stycznia napisała mi sms że to koniec między nami. Że to jej wina, żebym nie dzwonił, nie pytał co się stało... Okazało się że ma problemy z alkoholem (duże ilości wina) i po imprezie prawie się przespali razem z tym kolegą.
Nie czekałem na nic tylko kupiłem bilet na najbliższy lot i po dwóch dniach byłem u niej. Zadzwoniłem z lotniska i powiedziałem że jestem w Londynie. Zamarła na chwilę. Przyjechałem do niej do pracy. Zadałem Jej tylko jedno pytanie. Czy czuje coś do kolegi czy nie ? Odpowiedziała że nie.
Spędziłem z nią 5 dni. Oczywiście przebywanie z nią w jednym pokoju i kolegą który do niej się przystawiał w innym nie było najlepszym doświadczeniem ale żadnych bijatyk nie było.
Zapewniała mnie że jestem dla niej ważny, że coś do mnie czuje, że poradzi sobie z kolegą, że tamten odpuści.
Wróciłem troszkę spokojniejszy do Polski. Oczywiście kolega nie przestawał w zalotach do niej próbując różnych sztuczek. Raz był troskliwy, innym razem arogancki, chamski i tak to trwało.
Kolejny raz byłem u niej na Święta Wielkanocne. Spędziliśmy 10 dni ze sobą. Inni domownicy wyjechali na Święta do Polski. Próbowałem przez ten czas ograniczać Jej alkohol ale zawsze 1 butelka szła, czasami 2-3... Powiedziała że mnie kocha, że od listopada zamieszkamy razem w Londynie i będziemy ze sobą. Ten czas był świetny dla nas obojga.
Niestety samotność, bliskość kolegi działały na moją niekorzyść. Powiedziała mi że kolega nie jest jej całkowicie obojętny, że traktuję go jako przyjaciela i tylko jako przyjaciela. Dawała mu do zrozumienia że nic między nimi nie będzie ale on po paru dniach znowu zaczynał. i tak to się kręciło...
Niby chciała się go pozbyć a z drugiej strony nie mogła bo nie chciała mu robić przykrości.
Na początku czerwca zapytałem ją telefonicznie czy mnie kocha. Odpowiedziała że nie...Na drugi dzień napisała sms, że mnie kocha tylko ta odległość ją wykańcza. Że jestem jej aniołem, żebym tylko był przy niej...
Po tym czasie Jej mama w Polsce miała zawał. Agnieszka nie poszła do pracy na drugi dzień bo nie była w stanie i zwolnili ją. Choroba mamy, zwolnienie z pracy, samotność, alkohol oraz trudna sytuacja z inną, drugą pracą (gdzie walczy o odszkodowanie od pracodawcy na ponad 10 tys funtów) musiały odbić się na psychice.
Po tym wszystkim, w poniedziałek 15 czerwca napisała mi że ma dość już tych problemów, rozłąki, że chce zacząć wszystko od nowa. Że przeprasza mnie że pojawiła się w moim życiu, że chce zwiedzać świat, że nie chce mi psuć życia, że mogę sobie je ułożyć z młodszą dziewczyną...
Nie chciała odebrać ode mnie telefonów. Pisała że nie da rady rozmawiać. Je jej nie odpuszczałem. W końcu mi napisała, że jak mi powiem że poznała kogoś i ma kogoś to zrozumiem? Odpisałem że jeżeli w spokojnej rozmowie to tak. Oczywiście nie odebrała tylko napisała, że poznała kogoś i się zakochała... osobiście w to nie wierzę a może inaczej, nie chcę wierzyć....
W środę pogadaliśmy w końcu. Spytałem wprost czy ma kogoś. Powiedziała, że nie chce o tym mówić. Pogadaliśmy z godzinę. Na koniec powiedziała, że wymyśliła sobie ta nową miłość, że tylko wtedy miałem się od niej odczepić. Powiedziała, że potrzebuje spokoju. Jednocześnie zablokowała mnie na fb bo nie chciała patrzeć na nasze wspólne zdjęcia. Wieczorem napisała mi że dalej jestem dla niej ważny i dalej czuje do mnie to coś.....
Ja ją kocham ogromnie. Jest dla mnie całym światem. Niestety mam świadomość, że to już nie pójdzie w dobrą stronę. Chociaż malutka iskierka w tunelu się jeszcze pali, że może zmądrzeje....
Ciężko mi w obecnym stanie. Nie mogę się na niczym skupić. Ciągle o niej myślę. Powiedziała, że chce spokoju więc nie będę Jej przeszkadzał na jakiś czas. Mam nadzieje, że to nie okaże się gwoździem do trumny.
Jestem naiwny nawet bardzo ale wciąż mam nadzieję, że karta się odwróci. Mimo, że przed oczami mam sytuację że już nigdy Jej nie zobaczę to jednak później pojawia się ta wątpliwość, że może jednak się uda.....
Nie wiem czy ktokolwiek z Was miał podobną sytuację. Dziewczyna ma 40 lat a zachowuję się jak nastolatka. Co w takiej sytuacji powinienem zrobić ?
Pozdrawiam