Cześć ludzie
Mój problem: rodzina vs żona
Czyli:
Z żoną jesteśmy nieskromnie mówiąc starym dobrym małżeństwem. Dzieci odchowane (18+). Żona zawsze liczyła na to, ze dzieci dorosną pójdą na swoje a my wtedy ,,pożyjemy''.
No faktycznie dzieci dorosły, na studiach.
Po latach nawiązałem większy kontakt z rodzicami. (Oni mnie nie wychowywali) Zacząłem ich odwiedzać, oni nas. Żona od początku była z tego niezadowolona. Nie okazywała tego. Ale pierwsza poważna kłótnia wybuchła przed świętami kiedy zona chciała żebyśmy pojechali w święta w Góry. A ja powiedziałem, że żebyśmy pojechali do moich rodziców. Ostatecznie święta u rodziców, sylwester w górach. Takich sytuacji było dużo więcej. Co prawda był kompromis. Ale żona zaczęła się dystansować i przestała mnie uwzględniać w swoich planach.
Żona od początku nie polubiła się z moją rodziną. Ona ich nie, oni do niej obojętnie. Nie tyle rodziców co rodzeństwa. Żona sobie wbiła do głowy, że oni ją obmawiają, że nas skłócają i mnie nastawiają przeciw niej. Co nigdy nie miało miejsca. Nie mówiłem żonie, ale kilka razy pomogłem finansowo rodzicom, i to duże kwoty. Żona to odkryła, niestety. Powiedziała, że jak tak dalej będzie, to ona wniesie o rozwód. Ale jakoś udało mi się załagodzić sytuacje. Do rodziny jeździmy mniej. Więcej czasu razem. Ostatnio mieliśmy remont. Żona miała 2 tygodniowy wyjazd. Ja miałem dopilnować ekipy. Popełniłem OGROMNY BŁĄD skłamałem żonę, że nająłem profesjonalną ekipę.Tymczasem, to mój brat z synem mieli zrobić to malowanie. Na domiar złego, mnie też coś wypadło w pracy. Zaufałem, zostawiłem klucze. A oni nas okradli. Zniknęło kilka sprzętów AGD, co najgorsze zniknęły nasze obrączki. Kto wie co jeszcze by zginęło gdyby nie to, że żona kazała ciotce zrobić nalot, jak praca idzie.
Co było dalej.... chyba nie muszę pisać.
Ostatecznie żona się na mnie zawiodła, obraziła i wyprowadziła. Jak dotąd nigdy aż tak źle nie było, znaczy żona się lubi wyprowadzać, ale pierwszy raz przyznam, że miała racje. Wiem też dlaczego nie lubi mojej rodziny. A mi jest tak wstyd, przykro i w ogóle... niech chce się żyć.
Co mógłbym zrobić żeby żona wróciła?