netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

mieszkanie razem końcem związku???

2 odpowiedzi1 545 wyświetleńzałożony przez blonde40, 13.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mieszkanie razem końcem związku???

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: mieszkanie razem końcem związku???

witajcie

piszę tu pierwszy raz, mam problem, z którego nie wiem , jak wybrnąć. jestem po rozwodzie, mam syna 7 lat. jakiś czas temu poznałam faceta. po trwającym 10 lat związku nieformalnym, z 2 dzieci. z początku, ja to na początku znajomości, było naprawdę wspaniale. często się widywaliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim, spotykaliśmy się codziennie. wspólnie spędzaliśmy czas. moje dziecko zaakceptowało go. jego zachowanie w stosunku do mnie było doskonałe. dawał mi odczuć, że jestem ważna, potrzebna, wspierał mnie , pomagał w codziennych sprawach, był opiekuńczy i czułam się przy nim kochana. w takim stanie rzeczy , zakochani, stwierdziliśmy, że fajnie byłoby zamieszkać razem. bardzo tego chciał, nalegał. zgodziłam się. zamieszkaliśmy razem. i wtedy zaczęło się dziać coś dziwnego. dzień po dniu on zaczął zmieniać się. na pierwszy rzut poszło okazywanie uczuć, bliskości. nagle to stało się dla niego trudne (!!!). przestał zachowywać się jak kochający facet, przestał być czuły, miły, okazywać uczucia, robić miłe gesty, pomagać mi. rozmawiałam z nim o tym, tłumaczyłam, że dla mnie to ważne, że to ważne dla związku, scala. on twierdzi, że nie umie tak na co dzień (wcześniej umiał.. ). kilka razy pokazał mi swoim zachowaniem, że nie mogę na niego liczyć: gdy byłam chora i leżałam z gorączką, wyszedł na piwo, mimo iż mówiłam mu, że prawie zdycham; wychodzi sobie kiedy chce, wraca późno po alkoholu, ma pretensje, że z nim nie rozmawiam  i dlatego chodzi sobie "przemyślać rzeczy". codziennie pije jakiś alkohol, piwa, wino. po pracy pierwsze jego kroki są do rodziców . wraca do domu wieczorem i ogląda tv. tak jest każdego dnia. w stosunku do mojego dziecka jest obojętny, nie odzywa się do niego. powiedział, że ma własne dzieci i nie umie bawić się i odzywać do mojego dziecka. nie mamy w ogóle czasu wspólnego we 3. ma z synem osobno, on osobno. weekendy spędza poza domem, u rodziców, ze swoimi dziećmi. jego dzieci do tej pory nie znam . powiedział, że musi je przygotować na spotkanie ze mną i moim synem, gdyż mogą bardzo to przeżyć. to przygotowywanie trwa już kilka miesięcy. mój partner jest skłócony ze swoją ex, mają sprawy w sądzie. wiem, że boi się że ona będzie mściła się na nim i ograniczała mu kontakt z dziećmi. nie rozumiem tylko, dlaczego to takie straszne powiedzieć prawdę, a nie udawać, że mieszka się u dziadków. męczą mnie te samotne weekendy, czuję się jak jakiś dodatek , mebel. mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam.chciałam, aby te dzieci przyprowadził do nas. niestety, daremnie. partner nic nie pomaga w mieszkaniu, wszystko robię sama. mówiłam mu, że nie jestem sprzątaczką. on to ignoruje, po prostu wychodzi. żeby było śmieszniej - nadal twierdzi że bardzo mnie kocha i chce ze mną być. ja przestaję w to wierzyć. w moim świecie bycie ze sobą, zobowiązuje do czegoś, zaś jego zachowanie jest dla mnie nie do przyjęcia. jestem smutna, zła, rozczarowana. ostatnia jego akcja dotyczyła olania mnie, gdy potrzebowałam jego pomocy. za jego namową i entuzjazmem, obiecaniem, że mnie zabierze stamtąd, wybrałam się na imprezę za miasto, do leśniczówki. podwiózł mnie znajomy. impreza okazała się niewypałem. pech chciał, że zapomniałam portmonetki, byłam tam sama zdana na siebie. dzwoniłam do niego z prośbą, aby po mnie przyjechał, odpowiedział, żebym sobie sama poradziła, bo on jest zajęty  - kąpiel dzieci.. poradziłam sobie sama, ale niesmak pozostał. na drugi dzień, gdy emocje mi opadły, wyjaśniłam mu, jak się czułam, czego oczekiwałam. powiedział, że nie rozumie, o co mi chodzi. wydaje mi się, że tracę czas. wygląda na to, że wyszłam na idiotkę wiążąc się z tym facetem. wg. mnie, on nie ma pojęcia, o co chodzi w życiu, w związkach, w miłości. myślałam, uwierzyłam, że mnie kocha. teraz nie wiem, co robić. odejść, czy dać mu szanse. tylko, że nie mam siły mu tłumaczyć na każdym kroku, że mnie rani swoim zachowaniem i traktowaniem mnie. ja w stosunku do niego zachowuję się jak kochające osoby zachowują się. zero awantur, zrzędzenia, bycia upierdliwym, marudzenia, zmuszania do czegokolwiek. ale moja cierpliwość się kończy. co robić? może któraś z was miała taką sytuację?

2

Odp: mieszkanie razem końcem związku???

Okres promocji i zachwalania produktu minął, już Cię ma ,zdobył co chciał to po co sie starać nad miarę, homo sapiens to bardzo pragmatyczny gatunek. Daj mu to co on Ci daje , trochę chłodu i rezerwy a zobaczysz jak zacznie sie zastanawiać co sie dzieje. Zawsze dawajmy ludziom dokładnie to samo co od nich otrzymujemy.

3

Odp: mieszkanie razem końcem związku???

Jesteś dla faceta pogotowiem seksualno-sprzątającym.
Przynajmniej wiesz czemu matka jego dzieci go pogoniła.Powinnaś, podczas jego weekendowej nieobecności spakować jago rzeczy i walizki wystawić za próg.

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mieszkanie razem końcem związku???

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026