Hej:)
Zacznę od tego, że jestem patologicznie nieśmiała - kiedy wejdę w nowe towarzystwo, miną wieki, zanim zacznę normalnie rozmawiać z ludźmi. Niemniej jednak ten moment zwykle następuje i po jakimś czasie nie mam żadnych problemów z rozmawianiem na tematy bieżące - paplanie o zajęciach z innymi studentami, o irytującym szefie ze współpracownikami, albo merytoryczne dyskusje o technice z ludźmi z treningów czy na tematy profesjonalne. Ale takie tematy szybko się wyczerpują i tu zaczyna się mój problem: nie mam bladego pojęcia jak przejść do bardziej osobistych rozmów i o czym właściwie z ludźmi rozmawiać? Mam wrażenie, że prawie nie mam znajomych do takich normalnych kontaktów, za to, o dziwo, mam bliskie przyjaciółki. Tak jakby ci ludzie w jakiś sposób po prostu ominęli ze mną etap normalnej znajomości, a przeskoczyli od razu do przyjaźni - taki trochę efekt tunelowy w wersji emocjonalnej. A mi zdecydowanie brakuje takich luźniejszych, przyjemnych znajomości.
Pytanie: czy ktoś z nieśmiałych miał podobny problem i jakoś sobie z nim poradził? Problem oczywiście jest mało precyzyjny i ciężko poradzić coś konkretnego, ale każda rada mile widziana.