Proszę o poradę, mam syna który we wrześniu będzie miał 18 lat. poszedł do szkoły technikum logistyczne.Profesorowie mówią że zdolny tylko że leń a on się ciągle wywyższa się '' co to nie ja''. W klasie 1 z zawodowego przedmiotu profesor powiedział że bimba z tym przedmiotem, ale chodził i zdawał u profesora i zdał , a w 2 kl. pierwsze półrocze bez zastrzeżeń a w drugim gdzie ma zawodowe egzaminy niestety prof. nie ma pojęcia.powiedział jak nie przyłoży się naprawdę to zostanie w klasie.mówię mu cały czas , tłumaczę żeby poświęcał więcej czasu na naukę. a on się odgryza że to jego stopnie, a ci nic do tego.on zda i zda. a jeszcze mówi na okrągło że ''niemów mi co mam robić''.Szkoda żeby zawalił rok, ale chodzi o jego przyszłość.wstyd mi będzie przed rodziną. Mąż mu pozwala na dużo bo twierdzi że kocha go, a ja to jetem wrogiem dla syna bo nie popieram. ale on mnie oszukuje cały czas, mam wstręt jak mu ufać?
proszę jak zgubić w nim pewność a żeby spojrzał że to nie żarty w życiu, musi się wziąść w garść.
Podobne tematy
wstyd mi będzie przed rodziną. mam wstręt jak mu ufać?
Wstyd Ci będzie przed rodziną...to jedyny powód? Jeśli tak, to się synowi nie dziwię, że nie ma do Ciebie szacunku.
Zostaw go samego sobie, niech ponosi konsekwencje swoich czynów i tyle.
I nie rozumiem, jak można mieć wstręt do własnego dziecka.
Cynicznahipo, Ty chyba nie masz dzieci, albo są jeszcze małe. Nie rozumiem jak można takie złote rady wygłaszać. Osiemnastolatek to jeszcze dziecko, mimo, że duże i prawnie dorosłe. Nie potrafi myśleć jak dojrzała osoba bo nią emocjonalnie nie jest. Nie wiem czy wiesz, że rodzic ma obowiązek chodzić na wywiadówki do końca szkoły średniej, dostaje dostęp do dziennika elektronicznego i w razie problemów jest na bieżąco informowany, mimo pełnoletności ucznia. To zupełnie naturalne, że autorka martwi się o syna, bo jak nie zda do następnej klasy to może mu sie już całkiem odechcieć uczyć. Ona jako dojrzała osoba z doświadczeniem wie, że to tylko pogorszy sytuacje, a syn traktuje wszystko na luzie. A co w tym dziwnego, że będzie jej wstyd przed rodziną jak nie zda, tym bardziej, że jest mądry tylko leń? Rozumiem, że Ty byłabyś dumna. Jeśli chodzi o wstręt do dziecka, to chodzi z cał? pewnością o wrogość z jaką traktują nastolatkowie rodziców. Dla nich przykładem są rówieśnicy, a nie mama czy tata. W konsekwencji też można znienawidzić dziecko, ale to tylko chwilowe emocje. Gdyby go bezgranicznie nie kochała to by Jej tu nie było.
Co do porady to moim zdaniem skutek może przynieść tylko rozmowa, rozmowa, rozmowa. Powoli wejść w jego świat, nie z butami. Nie chodzić za nim i wykłady robić, ale spróbować przekonać buntownika do siebie. Nie wypytywać bo i tak nic nie powie, ale rozmawiać o czymś co lubi, wspierać go w jego pasjach. Pogadajcie o przyszłości, kim chce być, jakie wykształceni mu do tego potrzebne. Dobrze by było gdyby mąż Ciebie wspierał i też w tym uczestniczył, a nie był tylko niczego nie wymagającym kumplem. Wbrew pozorom nastolatkowie chcą zainteresowania rodziców bo czują się wtedy bezpiecznie. To taki dziwny wiek, jeszcze dziecko w ciele dorosłego. Twojemu synowi za kilka lat minie okres buntu, a Tobie podziękuje, że nie pozwoliłaś mu skomplikować sobie życia. Potem już jego życie będzie zależało tylko od niego. Powodzenia
Musisz pamiętać jedną podstawową rzecz mianowicie, czym bardziej go do czegoś namawiasz tym bardziej on to olewa. Na siłę go nie zmienisz, pokaż że interesujesz się jego życiem, ale go nie układasz. Jeśli nie chce mówić to trudno, zapytaj innym razem. Podstawowa rzecz żeby przestał cie traktować jak wroga, jeśli to osiągniesz to wtedy możesz zacząć z nim rozmawiać i pokazywać co tak naprawdę znaczy życie dorosłego(mówię tutaj o kwestii pieniędzy i utrzymania samego siebie).
Cynicznahipo, Ty chyba nie masz dzieci, albo są jeszcze małe. Nie rozumiem jak można takie złote rady wygłaszać. Osiemnastolatek to jeszcze dziecko, mimo, że duże i prawnie dorosłe. Nie potrafi myśleć jak dojrzała osoba bo nią emocjonalnie nie jest. Nie wiem czy wiesz, że rodzic ma obowiązek chodzić na wywiadówki do końca szkoły średniej, dostaje dostęp do dziennika elektronicznego i w razie problemów jest na bieżąco informowany, mimo pełnoletności ucznia. To zupełnie naturalne, że autorka martwi się o syna, bo jak nie zda do następnej klasy to może mu sie już całkiem odechcieć uczyć. Ona jako dojrzała osoba z doświadczeniem wie, że to tylko pogorszy sytuacje, a syn traktuje wszystko na luzie. A co w tym dziwnego, że będzie jej wstyd przed rodziną jak nie zda, tym bardziej, że jest mądry tylko leń? Rozumiem, że Ty byłabyś dumna. Jeśli chodzi o wstręt do dziecka, to chodzi z cał? pewnością o wrogość z jaką traktują nastolatkowie rodziców. Dla nich przykładem są rówieśnicy, a nie mama czy tata. W konsekwencji też można znienawidzić dziecko, ale to tylko chwilowe emocje. Gdyby go bezgranicznie nie kochała to by Jej tu nie było.
Co do porady to moim zdaniem skutek może przynieść tylko rozmowa, rozmowa, rozmowa. Powoli wejść w jego świat, nie z butami. Nie chodzić za nim i wykłady robić, ale spróbować przekonać buntownika do siebie. Nie wypytywać bo i tak nic nie powie, ale rozmawiać o czymś co lubi, wspierać go w jego pasjach. Pogadajcie o przyszłości, kim chce być, jakie wykształceni mu do tego potrzebne. Dobrze by było gdyby mąż Ciebie wspierał i też w tym uczestniczył, a nie był tylko niczego nie wymagającym kumplem. Wbrew pozorom nastolatkowie chcą zainteresowania rodziców bo czują się wtedy bezpiecznie. To taki dziwny wiek, jeszcze dziecko w ciele dorosłego. Twojemu synowi za kilka lat minie okres buntu, a Tobie podziękuje, że nie pozwoliłaś mu skomplikować sobie życia. Potem już jego życie będzie zależało tylko od niego. Powodzenia
Mam syna, małego.
Jednak pamiętam jeszcze jak funkcjonują zbuntowane nastolatki.
Rozmowa nic tu nie da.
Chłopak musi zrozumieć, że tylko on będzie ponosił konsekwencje swoich czynów, również tych przykrych i nikt za niego życia nie przeżyje.
Ja się zgadzam z Cyniczną.
Chłopak popełni błędy? Trudno w przyszłości wyciągnie z tego wnioski.
Nie zda? Może to dobrze, bo to go sprowadzi na ziemię.
Wydaje mi się,że powinnaś powiedzieć synowi,że mu ufasz. Nie wciąz go naciskać i pouczać. On się uczy dla siebie,a nie dla rodziny. Przypomnij sobie jaka Ty byłas w jego wieku. Poza tym jeśli zdaje,to czym sie martwisz? Powinnaś go wspierać,ale nie przez nakazy i zakazy. On staje się dorosły.
Ja sie zgodze z Cyniczna.
bo pamietam jak na mnie dzialaly takie teksty, prosby, grozby. Mialam mocny okres buntu, wstyd mamy, krzyki, placz ciagnely mnie jeszcze bardziej ku zlemu, zeby tylko rodzicom zrobic na zlosc. Poprostu... jak ktos sie buntuje to im wieksza presja tym wieksza ignorancja ze strony buntownika
Zapomniał wół jak cielęciem był... ;-).
Jesli moge sie wtracic... nie jestem mama ale mam corke 21 i syna 18lat...
Corka uczyla sie zawsze sama, syn.. . No coz, jest dokladnie tak jak opisuje andzia
To taki okres, kiedy sie czlowiekowi wydaje ze pozjadal wszystkie rozumki... nie ma co zmuszac, mozna jedynie zachecac.
Dziecko ma wlasny rozum, podejmuje wlasne decyzje, ponosie konsekwencje, nie zrobisz tego za nie. Mozna miec tylko nadzieje, ze sie zreflektuje i zrozumie w odpowiednim czasie.
Jesli wpoilas mu "dobre" wartosci to nie masz sie czym przejmowac. One nie zniknely, zakielkuja jeszcze. Skonczy sie bunt i stanie sie wartosciowym mezczyzna.
Moi rodzice od malego powtarzali mi ze ucze sie dla siebie, zachecali do zajec, do nauki, do poznawania swiata ale nigdy nie zmuszali. Nie odrabialem lekcji, nie czytalem lektur. Podstawowke konczylem egzaminem komisyjnym, bylo bardzo zle z moimi ocenami. Ale zawodowke skonczylem z ocena 3, potem technikum z 4, potem wyzej z wyroznieniem, kolejne z ocena 5. Sporo skonczonych kursow.
Teraz mam dobra prace, duzo satysfakcji. Mam kochajaca rodzine.
Czegoz chciec wiecej...
11 2015-05-23 12:14:20 Ostatnio edytowany przez Magda8891 (2015-05-23 12:15:43)
Zgadzam się z Cyniczna . Nikt za chłopaka życia nie przeżyje.