netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

138 odpowiedzi32 784 wyświetleniazałożony przez AiR7, 19.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 139 ]

1

Temat: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Witajcie,

Wątek jakich tu wiele, ale to mi pomaga tak samo jak rozmowa z bliskimi mi osobami. Opowiem moją historię może komuś się coś nasunie, skomentuje, wesprze, otworzy oczy, a mi wreszcie zapali się lampka.
Z mężem jesteśmy 12 lat. Poznaliśmy się jak on miał 20 ja 26 lat. Różnicy wieku wtedy oboje nie odczuwaliśmy, były małe wątpliwości, ale nie miały znaczenia.  Początki jak to zwykle bywa cudowne, po dwóch latach zaczęliśmy  starać się o dziecko i teraz są dwie 9 letnie córeczki.  Od początku mąż zajmował się nimi  tak jak ja, nic mu nie można było zarzucić. Nie było problemu z wykąpaniem, nakarmieniem itd.  Kiedy dziewczynki miały 2 lata kupiliśmy dom, mąż bardzo chciał mieć dom i on bardziej nalegał żebyśmy go kupili. 
Zawsze się wpieraliśmy nawzajem, tworząc zgraną parę, przeżyliśmy porażki, były problemy finansowe, powódź, brak pracy.  Z czasem zaczęły nas przerastać problemy, głownie finansowe ja byłam bardziej sfrustrowana i rozgoryczona a do tego stałam się bardzo zazdrosną kobietą. Kontrolowałam, sprawdzałam i chyba go zadusiłam. Nie było to tak całkiem nieuzasadnione, mąż zawsze miał wiele koleżanek z którymi się spotykał ot tak sobie, twierdził ,że to nic nie znaczy, że to tylko przyjaciółki. Było kilka sytuacji niepokojących sytuacji np. zakładanie profili na portalu randkowym. Po rozmowie zawsze twierdził, że to nic nie znaczy i że usunie, że to tylko tak sobie.
Trzy lata temu musiałam wyjechać na trzy miesiące do rodziny w Norwegii, zmuszeni brakiem gotówki zdecydowaliśmy się, że pojadę do pracy. On w tym czasie nawiązał kontakt ze swoją dawną dziewczyną i zaangażował się emocjonalnie, zwierzał się jej a ona go pocieszała. Kiedy wróciłam, dowiedziałam się o tym, musiałam to z niego wydusić, bo zawsze miał problem z komunikacją, taki typ samotnika, bardzo ciężko się z nim rozmawia. Powiedział, że urywa kontakt i będzie walczył o nas, ale ja dalej nie potrafiłam sobie poradzić z zazdrością i dalej go przyduszałam. Im bardziej się oddalał to ja bardziej próbowałam go uchwycić. Oddalaliśmy się od siebie, przestał go obchodzić remont domu, który powoli się sypie, nie chciał spędzać z nami czasu, wiele razy prosiłam żebyśmy pojechali gdzieś i odpoczęli. Nie wyjeżdżaliśmy z dziećmi od lat, bo zawsze  coś było przeszkodą.  Zaczął rozwijać swoją pasję a mianowicie zajął się akwarystyką.  W domu przybywało zbiorników, swojego czasu było ich nawet kilkadziesiąt, a chciałam, żeby się rozwijał i pozwoliłam mu na to. Wszystko zaszło zbyt daleko, ogromne koszty praktycznie żaden zysk, poświęcony temu czas,  którego zabrakło dla nas.  Zresztą dziś wypomina mi, że nie potrafiłam mu tego ?ukrócić? w jakiś sposób.  A ja ? Ja w tym czasie robiłam wszystko w domu łącznie z koszeniem trawy, brałam na siebie zbyt wiele, ale to na własne życzenie.  W zeszłym roku sama wyjechałam z dziećmi na wakacje, on uważał że to dobry pomysł i w tym czasie miał zająć się remontem. Widziałam, że mu to pasuje, niewiele zrobił w tym czasie.  Największym błędem było to, że pojechałam sama do rodziny na święta. Widziałam, że tego chce i uważał to za dobry pomysł. Dzieci odpoczną, bo i tak mają wolne. Nie chciał pojechać, bo kto zajmie się rybami, ani razu nie padło z jego ust słowo zostańcie, spędźmy razem te święta.
W styczniu tego roku powiedział, że podjął decyzję o wyprowadzce, że to jego ostateczna decyzja, że myśli o tym od dawna, że nie daje już rady, że nic się nie zmieniłam i nie kocha mnie już. Czy były sygnały wcześniej? Może były ale to tylko sygnały, odburknięcie, obraza i ucieczka. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że zaszło to tak daleko. Dla mnie zabrakło rozmowy z jego strony, zabrakło słowa - usiądź musimy poważnie porozmawiać, bo dzieje się coś poważnego.  Kiedy widziałam, że coś się z nim dzieje to ja próbowałam pogadać, przeważnie odbijałam się o ścianę. Teraz jeszcze mieszka z nami, dzieciom nie powiedział, mówi spokojnie że przyjdzie na to czas, ja chodzę jak w transie, proszę o rozmowę, o przemyślenie, proponuję terapię, tłumaczę że nie jesteśmy z innych planet, mieliśmy wiele wspólnych rzeczy, które lubiliśmy robić razem, lubimy te same filmy, muzykę. W oczach znajomych byliśmy znakomitą parą zresztą w naszym domu zawsze było pełno ludzi, bardzo to lubiłam.  Widzę że nic to nie daje, on decyzję podjął, praktycznie cały czas go nie ma, często wyjeżdża, ale twierdzi, że nie odchodzi dla innej kobiety.
Zapytany dlaczego się jeszcze nie wyniósł, że ja tak dłużej nie mogę, nie dam rady odpowiada, że nie jest łatwo wynająć tanio mieszkanie, a on nie ma na to kasy, szuka okazji i że jest mu trudno ze względu na dzieci.  Mam różne stany, po depresyjne i nic mi się nie chce (a nie mogę pokazywać dziewczynkom, że jestem słaba) a z drugiej strony myślę sobie że nikogo na siłę nie zatrzymam i do czego ja tęsknię? Czy chcę być dalej oszukiwana? Czy chcę płakać za człowiekiem, który mnie nie kocha? I nie potrzebna mu rodzina jako rodzina w całości, nie pasuje mu taki układ. Tłumaczę sobie, że wartościowa ze mnie kobieta, ładna, dobra i silna. I że sobie poradzę, bo mam wokoło życzliwych mi ludzi, dobrą pracę. Jednak emocje biorą górę i nie daję rady.
Największy  żal mam o to, ze nie walczył i nie chce walczyć, on twierdzi, że robił to w sobie, ale dla mnie to nie walka! Walką jest zrobienie czegoś odwrotnego co się do tej pory robiło, wyjazd wspólny, żeby zobaczyć jak razem potrafimy spędzić czas, jak się razem leży na trawie. Namawiam go na terapię, bo są przypadki, że nawet jeżeli jedna strona nie chce to w trakcie terapii coś się przestawia i jest jakaś szansa, ale siła go nie zaciągnę.  Nie wiem jak sobie poradzę, korzystam z terapeuty, ale na razie nic nie jest lepiej. Zdaję sobie też sprawę z tego, że wina leży po obu stronach, tylko czy coś da się z tym jeszcze zrobić?

Może się komuś nasuną jakieś sugestie i będę mogła coś w sobie przerobić.

2

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Ech, co Ci mogę powiedzieć, jesteś na początku drogi. Będzie lepiej. Musisz dać temu czas. A z facetem daj sobie spokój. Trochę byłaś ślepa i dawałaś usypiać swoją czujność, trochę dla świętego spokoju mówił Ci, że już kasuje wszystkie profile i telefony do za bliskich koleżanek. Było się orientować wcześniej, no ale cóż. Jest jak jest. Wcześniej miałaś już sygnały. Jeśli komuś łeb chodzi na wszystkie strony, to nie można mówić o miłości. Był z Tobą z innych powodów.
A kilkadziesiąt akwariów... koleś miał do Ciebie pretensje, że mu nie zabroniłaś? A Ty jesteś jego matką czy żoną?
Robił to w sobie. No super, wiecznie go tłumaczysz, on jest typem samotnika, woli nic nie robić ogólnie, więc to Ty jedziesz za chlebem do Norwegii, Ty kosisz trawę. Pewnie jeszcze karmiłaś te ryby.
Ja się tylko zastanawiam, dlaczego byłaś z nim szczęśliwa? Tylko dlatego, że z Tobą był? Gdzie Twoje potrzeby, mi się jawi obraz jakiegoś rozmemłanego egoisty niepotrafiącego przyznać się do błędu. Jakiś taki mało męski. Me no like.

3

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Wiem, nie jest to dobre dla mnie. Od 3 miesięcy nie wiem co ze sobą zrobić, a on jeszcze się nie wyprowadził. Nie wyobrażam sobie co będzie jak to zrobi. Najbardziej żal mi naszych dzieci, kiedy zdecyduje się im o tym powiedzieć. Cały czas zadaję sobie pytanie po co mi to? czemu się tak katuję i za czym tęsknię? Mam powoli poczucie, że już zrobiłam wszystko i powinnam się już poddać. On kiedy chcę porozmawiać zachowuje się jak dziecko, chodzi z góry na dół, coś tam niby robi, masakra.
Niedawno usłyszałam, że gdybym ostrzej zareagowała na to co tam kiedyś odkryłam, może by mu się oczy otworzyły i coś by zmienił. Czy on mnie przypadkiem zbyt nie obarcza winą za to co się stało a siebie próbuje wybielić? Jakoś takie mam wrażenie. Przecież człowiek ma swój rozum i wie jakie są  konsekwencje pewnych działań. Osoby mi bliskie mówią zgodnie, olej go przecież i tak świetnie sobie bez niego radziłaś.
Każde Wasze spostrzeżenie jest dla mnie ważne, ale jeżeli nikt nie będzie chciał odpisać, to samo pisanie mi pomaga, zresztą już czytanie wątków się przydaje smile

4

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Niedawno usłyszałam, że gdybym ostrzej zareagowała na to co tam kiedyś odkryłam, może by mu się oczy otworzyły i coś by zmienił. Czy on mnie przypadkiem zbyt nie obarcza winą za to co się stało a siebie próbuje wybielić? Jakoś takie mam wrażenie.

Bardzo słuszne wrażenie.
Ten infantylizm i brak dojrzałości pozwala im na tego rodzaju wyzute z odpowiedzialności teksty. Ja usłyszałam np., że "powinnam więcej egzekwować", bo ja wiesz, też miałam zamiast partnera - Synka, którego trzeba było wychowywać do życia. A jak źle wychowasz to kto winny potem? Ano Mama big_smile

Dobrze, że zaczynasz patrzeć na jego daremne teksty na pożegnanie krytycznie.

5

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Taa, a ja nadal mimo wszystko go kocham i chciałaby to posklejać. Staram się nad tym panować, ale są momenty, że ogarnia mnie fala paniki i histerii, że kiedy odejdzie ja pewnie w jeszcze większej rozpaczy a on wolny zacznie jak to powiedział "żyć". Jest bardzo ciężko, dobrze że mam dzieci, którymi się trzeba zająć i poświęcić im czas i pracę gdzie trzeba rano wstać, umalować się i wyjść do ludzi.

6

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

To normalne odczucia w sytuacji gdy rządzi Tobą strach i panika przed samotnością i czarne scenariusze dotyczące przyszłości. To wszystko iluzja. Będzie ok smile

Nic nie dzieje się bez powodu tylko potrzebujesz więcej czasu żeby spojrzeć z innej perspektywy, jak emocje osłabną.

7

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Cholera, współczuję i rozumiem, bo widzę sporo czynników wspólnych z moją sytuacją. Przez dwa miesiące po decyzji o rozstaniu jeszcze mieszkaliśmy razem i ja wychodziłem z siebie żeby swoją ex namówić, żeby przemyślała, a ona jak grochem o ścianę - była już głową w swoim świecie. U mnie spowodowane to było wcześniejszym romansem - posmakowała nowych emocji i jej w głowie zawróciło. W Twoim wypadku nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że może ktoś tam jednak był między wierszami. Te profile na portalach dają jakąś wskazówkę. Może być tak, że po prostu brakowało mu emocji i potrzebował dowartościowania od postronnych osób i jakoś te flirty mu to dawały, a może być też tak, że jednak z kimś ten kontakt nawiązał i utrzymał.

Co do rozstania to zdecydowanie polecałbym szybko się odciąć, bo taka sytuacja wykańcza. Z tego co widać, to on raczej nie ma zbyt dużo empatii i będziesz brała udział w jego huśtawce, będziesz słuchała jego oskarżeń, które będą próbą zredukowania poczucia winy. Bądź świadoma, że prawdopodobnie sama zaczniesz obrzucać się oskarżeniami i sama będziesz doszukiwać się w sobie winy - to już jest ciężkie, a gdy do tego przyjmuje się obwinianie od partnera, to ciężko się z tego podnieść. A każde to oskarżenie będzie jeszcze długo odbijać Ci się w głowie echem jeszcze przez długi czas, nawet jak będziesz wiedzieć, że nie są do końca prawdą.
Tak więc dla własnego dobra, zareaguj ostrzej - to przynajmniej nie usłyszysz w przyszłości, że gdybyś go wyrzuciła, to odszedłby szybciej i oszczędziłby Cię. Niech jedzie do rodziców, do przyjaciela, pod namiot.

8

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

tak, Twoja sytuacja teraz jest nie do zniesienia. Rozumiem.  Pisalas, ze odnosisz wrazenie, ze on Ciebie obwiania. Nie, to nie wrazenie, to fakt -masz za meza dupka, za ktorego musisz wszystko (wiekszosc) robic. On Tobie zarzuca, ze Ty sie nie zmienilas. To raczej jego projekcja, to on sie nie zmienil, odkad sie poznaliscie, on mial wtedy 20lat  i na takim etapie zostal. Z tego co piszesz to Ty zarabiasz na zycie, widocznie on tez nie moze sie z tym pogodzic i jest zazdrosny, bo jemu nic nie wychodzi, bo jest po prostu nieudacznikiem.  A jeszcze do tego taki tchorz, i czeka zebys Ty powiedziala dziecioom o wszystkim, bo on oczywiscie nie potrafi... Dzieci tak czuja zaostrzona sytuacje w domu. A wiec jak naj szybciej dzieci trzeba uswiadomic, ale z glowa. Dlaczego ma byc Ci dzieci szkoda? Przeciez ojca maja, jest jaki jest a sytuacje mozna poprawic. Jak bedziesz w takim bagnie dalej siedziec, to mozesz wtedy zalowac dzieci, bo beda sie meczyc. Rozumiem tez, ze emocjonalnie nie jest Ci latwo. Tak jest. Teraz przezywaz takie hustawiki, to jest normalne, ale bol przejdzie. Tylko sytuacje trzeba wyklarowac. Mysl co by zrobic aby ta sytuacje polepszyc. Postaw termin swojemu przyszlemu eks, bo w innym razie to sie nigdy nie wyprowadzi. Ty badz konsekwentna. To juz koniec, waszego zwiazku. Powroce jeszcze do tematu kolezanki... Widocznie chlop lubil sie dowartosciowywac, bo zawsze mial niska samoocene. Juz po incydentach na portalach randkowych, zastanowilabym sie czy warto z kims takim byc... Bo to nic... tylko tak dla picu. ON OBWINIA CIE ZA WSZYSTKIE SWOJE NIEPOWODZENIA.  BADZ KONSEKWWNTA I USWIADOM SOBIE CZEGO TY W ZYCIU POTRZEBUJESZ, ZEBYS BYLA SCZESLIWA.

9

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Poczytaj mój wątek.
Dodam od siebie: naczytałam się dużo w necie o biernej agresji.
Niestety u nas ma miejsce...

10

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Nie jest tak, że on nie pracuje i nie zarabia pieniędzy. Ja wprawdzie zarabiam więcej,  ale tak juz bywa czasem. Pewnie kalkuluje i wie ze jak będzie musiał płacić coś na dzieci i wynajem to póki co nie zostanie mu zbyt wiele. ale to juz nie moj problem prawda? Co do przeprowadzki do mamy,  kolegi itp. To reaguję ze chyba "żartuje". To jest jego dom i jak coś znajdzie to się wyprowadzi. Więc na razie stan zawieszenia jest.Ale będę naciskać.  Mówiłam mu że mnie to wykańcza i żeby nie myślał tylko o sobie. Zapewnił ze postara się to szybko zorganizować.  Na razie oznajmiłam mu ze kolejne dwa weekendy spędza z dziećmi,  bo ostatnie miesiące prawie każde spedzałyśmy same.

11

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

No i właśnie to jest ten moment kiedy nie daje rady kompletnie się załamujac. Rozklejam się widząc jego obojętność mam ochotę znowu rozmawiać, ale wiem ze to nie ma sensu. Ja tego nie jestem wstanie wytrzymać. Miałam być silna  a nie potrafię

12

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Ale to jest jakaś masakra, on tam ciągle mieszka i wyprowadza się jak w operze: Laallalalaaaa!!! Wyprowaaadzam sięęęę! No ale jakoś ciągle tam jest, bo nie może znaleźć walizki. A Ty chodzisz po ścianach, płaczesz, rozpaczasz, czekasz na ten straszliwy dzień, kiedy ON się wyprowadzi, zostawi Cię, a Ty już wiesz, że tego dnia pogrążysz się w czarnej rozpaczy i weźmiesz wolne z roboty.

OTÓŻ MOJA DROGA! Sytuacja wygląda tak: mieszka u Ciebie Twój jeszcze mąż, który niestety zarabia mniej od Ciebie i to godzi w jego ambicję. Niestety z tego powodu musi Cię gnoić, bo przecież jakoś musi poczuć się lepiej. Znęca się nad Tobą psychicznie, wciąż powtarzając - aaaa, a jak się wyprowadzę, to kupię sobie rower, i będę sobie jeździł, gdzie będę chciał, a Ty sobie gnij tu, stara. To wszystko przez Ciebie, przez Ciebie rosną mi włosy w nosie i mam o 42 akwaria za dużo! To TWOJA wina! A więc się wyprowadzam! Jak tylko uzbieram z mojej lipnej pensji na jakąś zaszczaną norę.
Boże, Boże, Bożeno, chciałoby się rzec - dziewczyno, potrząsam Tobą, o chytam Cię za ramiona i trzęsę! Obudź się! Przestań się mazać! Idź natychmiast na dół do śmietnika, wyjmij z niego swoją godność i zrób, co następuje: ukradnij z neta film pt she devil i sobie go zobacz - wyśmienita komedia o byłych i o tym, co można im zrobić, na dodatek występuje tam Meryl Streep!
Jeśli ten patałach nie wyprowadzi się do pojutrza - pomóż mu, spakuj go, wystaw walizki, zmień zamki.
Zabierz dziewczynki na dłuuuugi spacer i wszystko im wytłumacz. Dzieci głupie nie są.
Przestań rozpaczać, bo przyjadę tam, znajdę Cię i Cię tak skrzyczę, że Ci w pięty pójdzie! Ogarnij się! Gościu Cię poniża, a Ty się dajesz, czekasz na dzień wyprowadzki, aby się całkowicie załamać! A on - zimny, cyniczny sk*****l,  ma to gdzieś, karze Cię najgorzej jak można - obojętnością. Naprawdę już wystarczy, ile jeszcze można robić z Ciebie wycieraczkę?!?!?!?!

13

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Masz rację czekam na ten dzień i nie wiem czy można jeszcze bardziej cierpieć, pewnie tak. Jak można być takim człowiekiem, przecież nie jestem mu obcą osobą. Jeszcze rok temu chodził za mną i czułam jego bliskość, pociągałam go. Tak bardzo można udawać? !  Bo powiedział ze nie kocha mnie od jakiegos czasu. I to prawda karze mnie w najbardziej okrutny sposob swoją obojętnością. Najgorsze są wieczory. W dzień praca potem dzieci itd. na dziś ściągam film, na nic innego już nie mam siły.   Dziękuje Wam bardzo smile

14

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Rozstania to dziwka ... hmm

Z tym karaniem to nie do końca tak. On po prostu nie myśli o Tobie i o tym jak Ty się z tym czujesz, on myśli tylko i wyłącznie o sobie i o swoich problemach: a to kasa, a gdzie pójdzie, a co zrobi, a czy to dobrze, a może się zastanowię. Nie spieszy mu się, bo nie ma do czego się spieszyć i ma kompletnie wywalone, że Ty cierpisz.
On nie jest w stanie sobie wyobrazić jak się czujesz i nawet jak mu rozrysujesz to na planszy z diagramem, to to do niego nie dotrze. On nawet nie robi tego złośliwie, to jest po prostu egoizm i brak empatii.
Teraz Twoje dobro jest w Twoich rękach, bo na niego nie masz co liczyć. A Twoim głównym celem powinno być teraz uwolnienie się z tego zawieszenia, bo będzie Cię to coraz bardziej wypalać i niszczyć - samo oczekiwanie na odejście, bo po drodze jeszcze zbierzesz dodatkowe baty od jego ignorancji.
Tak jak pisze baronowa: nie cackać się. Podjął decyzję, to niech teraz przejdzie do działania. Niech sobie zrobi szklarnię z akwariów, cokolwiek. To nie Twój problem. Postaw sprawę twardo, a jeśli zrobi się z tego powodu awantura i panicz będzie oporny, to już lepsze rozwiązanie żebyś sama gdzieś wyjechała do czasu jego wyprowadzki.

Życzę Ci dużo siły, bo teraz jest ten moment gdzie musisz być silna dla samej siebie. Uwierz, że teraz jesteś na zupełnym dnie i jeszcze odrobina przed Tobą, ale potem będzie już tylko lepiej. Odbudujesz się, będziesz silniejsza, znów szczęśliwa i wszystko się z czasem ułoży. Musisz przetrwać teraz ten najgorszy okres.

15

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Wiecie co? Nie przypuszczałam ze będzie aż tak ze mną źle. Wyszedł do sklepu i wrócił po ok. 1, 5 H. Telefon zajęty a ja w rozpaczy K... a dlaczego ja sobie to robię. Jak mam znaleźć siłę?  Powiedział ze mam się uspokoić i że rozmawiał z koleżanką, widzac jak się czuję zapytał ale co ja mam ci zrobić? Jak go wyrzucę to będą mieli pretensje do mnie. ok postaram się uspokoić. Przecież skoro tu jeszcze jest to mógłby się powstrzymać i pokazywać mi jakie jego życie będzie fantastyczne kiedy odjedzie.

16

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

piszę chaotycznie, wezmę się w garść. Przetrwam to. Mam dzieci i przyjaciół. Pewnie niektórzy są w gorszej sytuacji.  Dzieki

17

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Kto będzie miał do Ciebie pretensje? Z resztą co za różnica, walić czyjeś pretensje, teraz masz zadbać o SIEBIE!
Musisz zaakceptować, że na ten moment nic już nie wywalczysz, to z kim on rozmawia lub co robi nie jest już dla Ciebie istotne. Nie ma już WAS, jesteś teraz TY i ON. I teraz o Ciebie nikt inny nie zadba oprócz Ciebie samej.
Jeśli ciągle masz nadzieję, że coś się jeszcze da zrobić - to użyj tej nadziei aby się zmotywować i nabrać sił, bo jeśli ma się coś między Wami odrodzić, to i tak musicie teraz się od siebie zdystansować i każde z Was musi ochłonąć, przemyśleć i nabrać innej perspektywy.
Te emocje nie przejdą same i nie przejdą póki ciągle będziecie koło siebie, bo co chwila usłyszysz coś, co będzie tylko przekręcać nóż w Twoim sercu.
Więc Twoim głównym zadaniem na teraz jest doprowadzenie do sytuacji, w której możesz zacząć zdrowieć

18

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

kto będą mieli pretensje? Dlaczego Ty usiłujesz uszczęśliwić wszystkich na około, ale nie siebie? Będą mieli pretensje, to im przejdzie. A to jest Twoje życie. Gadał z koleżanką 1,5h... uuuu... ślisko się zrobiło. Nie stuka Ci do głowy pomysł, że on kogoś ma?
Przestań się mazać, chcieć przetrwać, tylko zacznij w końcu walczyć. O siebie.

19 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2015-05-19 22:30:54)

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

On nie ma zamiaru się wyprowadzać, dopóki nie będzie pewien, że ma zabezpieczone w 100% miękkie lądowanie u "koleżanki" ...

20

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Nikt nie bedzie Cie obwinial i krytykowal. Tak, jak tu wszyscy pisza: walcz o dzieci i siebie. Mam wrazenie, ze wstydzisz sie tego, co sie stalo. Uwierzylas ze to Twoja wina i boisz sie reakcji bliskich, ze tez beda Cie obwiniali. Nie, to nie jest Twoja wina i nie Ty powinnas sie tlumaczyc. Tez uwazam, ze "kolezanka" jest w tym wszystkim dosc istotna. On wyraznie zrezygnowal z Was , ze wspolnego zycia. Postaw sprawe jasno, bo niszczysz siebie. On nie chce walczyc, podjal juz decyzje i prawdopodobnie nie wplyniesz na nia. Obwinia Ciebie o wszystko, bo sam nie potrafi przyznac sie do bledu. Tak najlatwiej... wszyscy winni, a on pokrzywdzony nie mial innego wyjscia. Bo przeciez walczyl w sobie i staral sie bardzo, ale Ty tego nie docenilas... Nie wierz w te brednie. Musisz sie od niego odciac, aby odzyskac sily. Troche przyzwoitosci by facet mial..., ale najwyrazniej nawet na to go nie stac.
Teraz liczysz sie Ty i dzieci, a on niech sobie idzie, gdzie nogi poniosa!

21

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...
IsaBella77 napisał/a:

On nie ma zamiaru się wyprowadzać, dopóki nie będzie pewien, że ma zabezpieczone w 100% miękkie lądowanie u "koleżanki" ...

O to to! Wystaw mu manatki za drzwi i niech gna do kolezanki zastanawiac sie gdzie ma sie wyprowadzic. Ma Ci za zle, ze nie bylas stanowcza? A prosze bardzo, pokaz chlopczywowi jak sie szybko uczysz, nie dajac soba pomiatac.
Bedzie dobrze, tylko musisz poczuc wkurw z calej mocy na gnoja. Bo tutaj poki co Twoje miekkie serduszko Ci nie pomaga.

22

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

No i kolejny strzał .  Zapytał czy będziemy się tak szarpać dalej i ze moje histeryczne zachowanie powoduje ze uczucia całkiem mu wygasają (To akurat rozumiem) Powiedział ze nie stać go na wyprowadzke teraz i ze chce zostać tu jeszcze kilka miesięcy. Powiedziałam mu ze to niemożliwe bo ja się z tego mogę nie podnieść a on ze  jak ma się wyprowadzić to chce rozwodu. nie wiem co robić, serce mi pęka.  Co mu rozwód w tej chwili da?  Jak może tak od razu tego chcieć?  Po kilku miesiącach?!

23

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Teraz będzie mógł dzieciom powiedzieć, że to ja go wyganiam z domu I oczyścić wyrzuty sumienia.

24

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Manipulacja i szantaż.
On chyba wie, że postępując z Tobą w taki właśnie sposób najwięcej ugra dla siebie.
Po pierwsze - to on sam powiedział, że chce się wyprowadzić.
To wtedy nie brał pod uwagę tego, że nie będzie go stać na to ? Teraz go nagle nie stać ?
Rozumiem, że masz dokładać się do jego utrzymania dopóki nie zechce się wyprowadzić ?
Co za tupet ...
A Ciebie Air stać na to finansowo i emocjonalnie ?
Czy z kolei to to on ma juz w dupiu ?
Jakie niby przepraszam Twoje histeryczne zachowanie wygłasza w nim uczucia ?
Lazisz za nim ? Wydzwaniasz ? Do nóg mu padasz żeby nie odchodził ?
Co on konkretnie ma Ci do zarzucenia ?

Wiesz dlaczego on teraz straszy Cię rozwodem ? Bo chce Cię ukarać za to, że zapytalas go o wyprowadzke.
Tak naprawdę to on nie chce się wyprowadzać.
On chciał się tylko odciąć emocjonalnie, żeby być "wolnym" dla koleżanki w razie jej chęci.
Ale poza tym, to bardzo mu pasuje że to Ty w większości go utrzymujesz, że utrzymujesz dzieci, zajmujesz się domem i całym pierdylionem innych obowiązków, którymi on nie ma ochoty się zajmować.
Jest na Ciebie zły, wściekły że osmielilas się zbuntować.
Dlatego chce Cię ukarać bajkami i rozwodzie.
To niech idzie do sądu, to będzie pyszna zabawa, już to sobie wyobrazam, jak powie: chcę rozwodu, bo żona zapytała kiedy się wyprowadze po tym, jak chciałem się wyprowadzić smile

25

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...
AiR7 napisał/a:

No i kolejny strzał .  Zapytał czy będziemy się tak szarpać dalej i ze moje histeryczne zachowanie powoduje ze uczucia całkiem mu wygasają (To akurat rozumiem) Powiedział ze nie stać go na wyprowadzke teraz i ze chce zostać tu jeszcze kilka miesięcy. Powiedziałam mu ze to niemożliwe bo ja się z tego mogę nie podnieść a on ze  jak ma się wyprowadzić to chce rozwodu. nie wiem co robić, serce mi pęka.  Co mu rozwód w tej chwili da?  Jak może tak od razu tego chcieć?  Po kilku miesiącach?!

Kurde, aż sam się zagotowałem. Co za typ...
On próbuje Cię manipulować, nie poddaje się bez walki. Wykorzystuje tanie chwyty, na osobie która już i tak swoje dostała. Co mu da rozwód? Zupełnie nic, ale on wie, że Ty nie jesteś gotowa na zmaganie się z takimi rzeczami i że pewnie odpuścisz, to po prostu wyrachowana skurczysyńska sztuka. Nie daj się temu, powiedz, że jak chce rozwodu to niech ma - powiedz, że Ci wszystko jedno i niech spieprza na drzewo. Nie daj się wciągnąć w tę grę, on będzie szukał wymówek, będzie się chwytał brzytwy, musisz być silniejsza niż jego zagrywki i szantaże emocjonalne.
Spróbuj dostrzec jakie jego zachowanie jest kutasiarskie, zdenerwuj się na niego, niech ta złość będzie Twoją siłą i determinacją do wystawienia go na zewnątrz. Dobry człowiek, nawet jak mu się wypaliły uczucia, to z szacunku i troski zastosowałby się do prośby, po to aby Ci oszczędzić, a on ma na to kompletnie wywalone. Przykro mi, ale trafił Ci się kawał egoistycznego pierdziela.

26

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Jak zmniejszą się koszty np. energii i będę oszczędnie żyć to myślę że jestem w stanie spłacać kredyt sama, rodzina też pewnie na początku pomoże. Wiecie co niech sp.....a gdzie pieprz rośnie. Jestem wartościowĄ kobietą, daję sobie radę z wieloma rzeczami i do tego całkiem ładną. Tylko czy on moze wystąpić o rozwód?  Nie lepiej jak ja to zrobię? Teraz tak mówię mam nadzieję ze wytrwam. Ptak podniosłeś mnie na duchu zresztą jak Wy wszyscy. To ważne dla mnie. Dziękuję

27

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Ej Zosiu-Samosiu ... A alimenty na dzieci od paniczyka to nie łaska ?
Dlaczego mialabys sama martwić się ich utrzymaniem i kredytem ?
Bo on pracy nie ma ?
Może to się zmieni, kiedy będzie MUSIAŁ sobie wreszcie jakąś znaleźć smile

28

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Ta, jeszcze trochę i Ci powie, że Tobą gardzi. Będzie tak mieszkał z Tobą i Cię nie kochał jeszcze parę miesięcy. Sorry, ale gdzie jest ten wqrw? Gdzie on jest ja się pytam?! Koleś odnosi się do Ciebie tak na maksa bez szacunku, traktuje Cię jak szmatę, a Ty nadal z nim pertraktujesz, zamiast wyjechać mu z piąchy. Przysłowiowej, nie namawiam do przemocy.
Dziewczyno, niech do Ciebie w końcu dotrze, że to jest koniec i im dłużej dasz mu sobie to robić, tym większą ranę Ci wyżłobi i tym dłużej będziesz się z tego leczyć. Tym więcej złych wspomnień Ci narobi. Jak chce rozwodu, to niech z szacunku do Ciebie i tego, co było, wyprowadzi się na przykład za godzinę. I co Cię obchodzi, gdzie pójdzie!?! Do matki/kolegi/KOLEŻANKI, niech idzie w cholerę, ale niech idzie! Bo to, co robi, to jest znęcanie się! Na litość! OBUDŹ SIĘ!

29

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

kurczę wolno piszę bo z telefonu. Skoro nie będzie mieszkał to nie będzie spłacać kredytu a alimenty to po rozwodzie a to chyba trochę trwa. Zresztą zupełnie nie orientuję się w tej sprawie. Teraz czuję siłę, ale dni są różne.

30

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

kurczę wolno piszę bo z telefonu. Skoro nie będzie mieszkał to nie będzie spłacać kredytu a alimenty to po rozwodzie a to chyba trochę trwa. Zresztą zupełnie nie orientuję się w tej sprawie. Teraz czuję siłę, ale dni są różne.

31

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Budzę się, ale sama zdajesz sobie sprawę ze siłą faceta nie wyrzucę. Odniosę się do jego godności i resztek współczucia. I tak jak ptak poradził powiem żeby składał sobie papiery,  ale ma się wynieść.

32

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

AiR, pozwoliłabym mu odejśc. Bardzo często taki odpoczynek od siebie działa cuda. Po jakimś czasie facet odkrywa eurekę i dochodzi do wniosku, ze tylko przy tobie był szczęśliwy.Dla kobiet  ten czas pozwala na uporanie sie ze sobą, przemeblowanie (zazwyczaj udane), swego zycia i samodzielnośc. Dziś zadajesz sobie pytania, obwiniając się, analizując.Po co?

33

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

AiR, kredyt spłaca się solidarnie, oczywiście, że on jest zobowiązany do spłaty swojej części, jeśli nie będzie płacił - masz kilka opcji: jeśli zarabiasz więcej od niego, idźcie do notariusza i jeszcze przed rozwodem podpiszcie rozdzielność majątkową. Wtedy będziesz mogła przy sprawie o podział majątku ubiegać się o oddanie połowy rat. Jeśli nie chcesz tego robić, a chcesz, żeby nieruchomość przypadła Tobie w udziale, możesz ubiegać się o przyznanie Tobie nieruchomości, musisz tylko dowieść, że to Ty spłacałaś kredyt, a nie on - jeśli przelewy szły z Twojego konta, itd.
Jeśli miałabyś jakieś pytania, wal śmiało, postaram Ci się pomóc, niestety jestem w tych sprawach na bieżąco.

34

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Nie liczę już na to, nie chce robić sobie nadziei, ale tym rozwodem to mnie zabił. to manipulacja bo wie ze jestem na to za słaba. To się zdziwi jak wróci. Obawiam się tylko że odpowie cudownie!  Muszę się uodpornić na jego obojętność i mieć to gdzieś.

35

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Nie, alimenty od momentu wyprowadzki, a w zasadzie id momentu w którym przestaje dokładać się do wspólnego budżetu na utrzymanie dzieci.
Termin, czy też fakt rozwodu nie ma z tym nic wspólnego.
A jeśli rozwód dajmy na to za 5 lat się sfinalizuje, to co ? Dzieci przez 5 lat nie będą jadły ?
I bądź ostrożna z tym samodzielnym splacaniem kredytu. Jeśli jesteście wspólnie właścicielami tej nieruchomości, to może być tak, ze Ty wszystko splacisz ładnie pięknie, a on za 10 lat zażąda połowy wartości i będzie na prawie ...

36

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Bardzo Ci dziękuję. Pewnie będę tego potrzebowała, tak jak rozmowy z wami.

37

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Jesteś za słaba, bo sobie to cały czas powtarzasz. A odnoszę wrażenie, że poczujesz ulgę, jak go nie będzie. Za dużo mu pozwalałaś, za dużo mu matkowałaś, naprawdę jestem pełna podziwu dla Twoich pokładów tolerancji, rozpuściłaś synalka.

38

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Z kredytami to się orientuje, bo kiedyś spory czas byłam bankowcem. Gorzej ze sprawami rozwodowymi.

39

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Dobrze by było, gdybyś udała się do adwokata. Dobrego. A w między czasie tutaj na pewno uzyskasz pomoc, ja Ci powiem, co wiem, a niestety trochę wiem. Nie ma się co bać.

40

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Wiesz nie będzie łatwe zająć się tymi wszystkimi sprawami nie uporając się z bólem i emocjami,  które jeszcze są. Ja   tego rozwodu nie chcę jeszcze ale powiem mu żeby to zrobił ją się nie zgodzę na to aby tu dluzej mieszkał.

41

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Z całego serca życzę Ci, aby mąż się opamiętał i padł przed Tobą na kolana, błagał o wybaczenie i uczynił Cię najszczęśliwszą kobietą na świecie. Niestety są przesłanki, że tak się nie stanie i dlatego tu jesteś, aby z pomocą swoich forumowych koleżanek i kolegów przygotować się i przejść przez chyba najtrudniejsze chwile Twojego życia. Ale spójrz, ja mam za sobą rozwód, potem niezłą jesień średniowiecza i co, żyję, jestem, uśmiecham się nawet, także będzie dobrze. Nie dziś, nie jutro, ale będzie.

42

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Nie znam się na procedurach, ale od złożenia pozwu, do rozprawy chyba mija trochę czasu, to nie jest tak na pstryknięcie. Po prostu odbijaj każdą jego wymówkę i napieraj na separację pomimo wszystko - to jest w Twoim interesie, a on jest teraz najważniejszy. Bądź gotowa na to, że pan-kapeć będzie głośno szczekał, a może i gryzł jak go przyciśniesz do ściany.
Musisz wytrzymać i być silna przez ten czas. Jak jego nie będzie, będziesz mogła zacząć lizać swoje rany i się ogarniać. Teraz wszystko będzie jeszcze dodatkowym ciężarem, z którym będziesz musiała się potem uporać.
Możesz sama użyć jakichś zagrywek: uderz mu w jaja, w jego męskość - powiedz, że co z niego za facet, że nie potrafi sobie mieszkania znaleźć. Że jest taki odważny i zapowiada rozstanie, a gdy przychodzi co do czego, to nie potrafi palcem kiwnąć. Temat dosyć śliski, ale możesz spróbować uderzyć w temat tej jego przyjaciółki: powiedz mu że niech do niej idzie, może go to wytrąci odrobinę z rytmu i zacznie się bronić - ale tutaj musisz być ostrożna, bo to może dotknąć Ciebie bardziej niż jego. Możesz polecieć klasykiem i naprawdę go spakować i kazać się wynosić, albo zmienić zamki. Niech wzywa policję, niech się próbuje drzwiami i oknami władować z powrotem, ale to przynajmniej on będzie w defensywie i robił z siebie pajaca, a Ty będziesz tą, która stanowczo domaga się swojego z szacunku dla siebie.
Sama oceń co może mieć jaki efekt i na ile jesteś w stanie z siebie siły i stanowczości wykrzesać.

Trzymaj się ciepło, jesteś silną i zaradną kobietą, dasz sobie rady!

43

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

dzięki ptak smile młody człowiek a sporą wiedzę posiadasz :)właśnie udało mi się odbyć spokojną rzeczową rozmowę o wyprowadzce bez emocji i płaczu . W tym tygodniu ma się określić. Nie wyrzucę to siłą ale będę naciskać.

44

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Dziękuje panibarowa, nie przypuszczałam ze znajdę tu tyle rad i wstrząsów mózgu; )będę pisać jak będzie dobrze i źle. Na razie jestem oszołomiona tym że potrafiłam  prozmawiać z nim bez emocji.

45

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Cieszę się, że mogę pomóc
Gratuluję rozmowy, na emocje będzie jeszcze czas. Najlepiej dać im wypłynąć i celowo dać się 'roztopić' kontrolowanie, a potem do rozmów podchodzić na sucho. Bo z emocjami jest tak, że jak już się wyszumią, to później przez jakiś czas jest spokój i człowiek wtedy może przynajmniej w miarę logicznie myśleć. Możesz do następnych rozmów tak się przygotować i wypłakać zawczasu w jakimś pobliskim lasku.
Nie daj się też zbyt uśpić, bo to, że on za tydzień się 'zadeklaruje' to jeszcze nie jest nic konkretnego. Jegomość kupił sobie trochę czasu, może jeszcze w międzyczasie coś próbować. Mam nadzieję, że jednak wykorzysta ten czas na szukanie sobie opcji i organizację, zamiast na manipulacje.
Grunt, że masz cel i będziesz na ten cel napierać. Tak jak w medycynie, najpierw trzeba odciąć się od źródła bólu, a potem goić.

46

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Tak sobie zaczynam powoli układać w głowie wszystkie kwestie, głównie około rozwodowe. Kiedy się wyprowadzi, to nawet nie wiem ile mogę zażądać alimentów od niego? Sprawa się komplikuje, bo on nie ma żadnej umowy o pracę, niestety. To pozostaje raczej w tej chwili chyba kwestią dogadania się między sobą/

47

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

To czy ma, czy nie ma umowy o pracę nie ma aż tak wielkiego znaczenia.
Jesli zdecydujesz się występować o alimenty - należy w pozwie zwrócić uwagę na "możliwości zarobkowe" pozwanego.
A takowe możliwości ona ma większe niż Ty.
Skoro Ty Air masz dwie ręce, dwie nogi i głowę, i pracujesz, a dodatkowo sama będziesz zajmować się Waszymi dziećmi, to on mając dwie ręce, dwie nogi i głowę - i po wyprowadzce bez obowiązku zajmowania się dziećmi - może poświęcić tyle samo czasu na pracę zarobkową co Ty, a nawet więcej.

48

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

W kwestii rozwodu i alimentów idź  do adwokata, tu nie oszczędzaj  pieniędzy, bo tylko prawnik może wskazać ci najlepszą drogę. Szansę na uratowanie rodziny masz jednak on musi zobaczyć swoją stratę, a jak narazie to on ma się całkiem dobrze, umiał się ustawić twoim kosztem. Tak może żyć jeszcze przez wiele lat na twoim utrzymaniu i bez wysiłku, bo przecież on już nic nie musi, on odchodzi, on nie kocha. Tylko jak już kiedyś odejdzie to co z ciebie wtedy pozostanie. Działaj dopóki jeszcze masz  siłę. Nie pierz jego rzeczy, nie gotuj mu, ale żądaj pieniędzy na opłaty i na dzieci. Postrasz sądem jak nie będzie ci chciał dawać pieniędzy, a nawet idź do sadu.   Ja z moim meżem zyłam tak pieć lat, na zasadzie że każdy sobie rzepkę skrobie, każdy w swoim pokoju zero seksu, zero zainteresowania sobą, całkowita obojetność. Teraz  mamy "miodowy miesiąc" jak byśmy dopiero się pobrali. Mój mąż jest też młodszy ode mnie o sześć lat. Jego rodzina od samego początku podburzała go i namawiała do rozwodu, bo moze miec młodszą i ładniejszą.Ja nigdy nie prosiłam męża żeby z nami został (tez mamy dwie córki) chociaz bardzo go kochałam i bałam się, wręcz umierałam ze strchu, że nie dam rady z kredytem, budową domu i utrzymaniem córek, jednak twardo żądałam pieniędzy na córki i opłaty oraz spłate kredytu. Rozliczałam wszystko po połowie. Walczył ze mną o pieniadze ale nie ustępowałam (pomogła mi terapia,chodziłam  dwa lata). W tym roku mamy 27 rocznicę ślubu. Tylko mój mąż nigdy nie miał bliskich kolezanek, przynajmniej ja nie zauważyłam, ale za to uciekał w alkoholizm.   Czasami ostre  działanie ratuje rodzinę. Tylko czy tu jest o kogo walczyć? To już ty zdecydujesz.

49

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Jak mi tak wczoraj wywalił z tym rozwodem, to byłam w szoku. Sama jestem zdziwiona, że potrafiłam mu powiedzieć tak chłodno, że jak chce to niech składa sobie papiery i nalegam żeby się wyprowadził. To był dobry moment, bo po tym jak to powiedział wyszedł a ja w płacz, potem się pozbierałam i się wkurzyłam. Był zdziwiony, że tak ostro zareagowałam, ale mam wrażenie, że się też ucieszył bo dotarło do mnie co od prawie 4 miesięcy usiłuje mi powiedzieć. Dzieci kocha bardzo, teraz jestem przekonana, że nie będzie robił problemów i będzie się nimi zajmował tak jak się zadeklarował i będzie płacił. Co do kredytu to myślę nad sprawą. Bo czemu ma płacić jeżeli nie będzie tam mieszkał. Muszę tą sprawę załatwić tak, żeby kredyt i dom był na mnie, ale to powoli. Zbieram siły wiem, że będzie różnie, ale powtarzam sobie, że się nie dam i jak sobie tak powtarzam to chyba udaje mi się w to uwierzyć. Jakiś czas temu odkryłam nazwisko pewnej kobiety, zapytany zmieszał się trochę, ale wykręcił się kontaktem z forum akwarystycznego bla bla bla. Odpuściłam i zostawiłam to. Po raz kolejny się ono pojawiło i dziś rano jeszcze raz zajrzałam mu prosto w oczy i zapytałam kim jest... i że wiem więcej niż mu się wydaje. Mina krętacza bezcenna, nic nie odpowiedział, ale ja to doskonale widziałam po nim. Powiedziałam mu, że jest  oszustem, którego nie stać na odrobinę szczerości i że nie chcę go widzieć. Ale po co mi to? Mogłam sobie odpuścić, przecież to już nie mój problem. Eh, dobrze że mogę się tu trochę wygadać.

50

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

azbestowa jak udało Ci się do tego zdystansować? Mieszkałaś z nim i potrafiłaś taką sytuację znieść ? Może jakiś sposób miałaś na to wszystko. Ja tego niestety nie potrafię tego zrobić.

51

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Najgorsze są wieczory i nocne, kiedy dziewczynki już śpią a mnie brakuje przytulenia. Wtedy mam ochotę do niego mimo wszystko przyjść,  przytulić się i zasnąć jak zwykle od wielu lat na łyżeczkę. Obudzić się o z ulgą i stwierdzić,  że to był tylko koszmarny sen.

52

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...
AiR7 napisał/a:

Jak mi tak wczoraj wywalił z tym rozwodem, to byłam w szoku. Sama jestem zdziwiona, że potrafiłam mu powiedzieć tak chłodno, że jak chce to niech składa sobie papiery i nalegam żeby się wyprowadził. To był dobry moment, bo po tym jak to powiedział wyszedł a ja w płacz, potem się pozbierałam i się wkurzyłam. Był zdziwiony, że tak ostro zareagowałam, ale mam wrażenie, że się też ucieszył bo dotarło do mnie co od prawie 4 miesięcy usiłuje mi powiedzieć. Dzieci kocha bardzo, teraz jestem przekonana, że nie będzie robił problemów i będzie się nimi zajmował tak jak się zadeklarował i będzie płacił. Co do kredytu to myślę nad sprawą. Bo czemu ma płacić jeżeli nie będzie tam mieszkał. Muszę tą sprawę załatwić tak, żeby kredyt i dom był na mnie, ale to powoli. Zbieram siły wiem, że będzie różnie, ale powtarzam sobie, że się nie dam i jak sobie tak powtarzam to chyba udaje mi się w to uwierzyć.

Potwierdzasz to co już mówiłem: jesteś silną i zaradną kobietą i dasz sobie rady. Nie będzie łatwo, ale dasz rady!
Oby dalej poszło już z górki.

AiR7 napisał/a:

Jakiś czas temu odkryłam nazwisko pewnej kobiety, zapytany zmieszał się trochę, ale wykręcił się kontaktem z forum akwarystycznego bla bla bla. Odpuściłam i zostawiłam to. Po raz kolejny się ono pojawiło i dziś rano jeszcze raz zajrzałam mu prosto w oczy i zapytałam kim jest... i że wiem więcej niż mu się wydaje. Mina krętacza bezcenna, nic nie odpowiedział, ale ja to doskonale widziałam po nim. Powiedziałam mu, że jest  oszustem, którego nie stać na odrobinę szczerości i że nie chcę go widzieć. Ale po co mi to? Mogłam sobie odpuścić, przecież to już nie mój problem. Eh, dobrze że mogę się tu trochę wygadać.

Ehh, no tak czułem, że coś jest na rzeczy. hmm
Zanim zaczniesz drążyć dalej, sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz znać prawdę i czy jesteś gotowa i masz dostatecznie dużo siły, żeby przyjąć ją na klatę.

AiR7 napisał/a:

Najgorsze są wieczory i nocne, kiedy dziewczynki już śpią a mnie brakuje przytulenia. Wtedy mam ochotę do niego mimo wszystko przyjść,  przytulić się i zasnąć jak zwykle od wielu lat na łyżeczkę. Obudzić się o z ulgą i stwierdzić,  że to był tylko koszmarny sen.

To co czujesz jest naturalne i ma logiczne wytłumaczenie. Pomyśl sobie o tej potrzebie jak o nałogu. Właśnie jesteś w trakcie detoksu i organizm będzie się domagał tego, co od tylu lat regularnie dostawał. Będzie to nieprzyjemne, ale każdy dzień będzie o ten gram znośniejszy.

53

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Eh, wezmę sobie dziś dużego pluszowego misia od Matyldy i z nim zasnę smile obejrzę film który uwielbiam dziś na typ kultura i będzie dobrze smile A w sierpniu pojadę sobie tak jak chciałam na Woodstock smile

54

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

No to piąteczka, bo ja też mam postanowienie, że będę na woodstocku! smile

55

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Jestes silna kobitka i wreszcie powiedzialas co myslisz. Musisz wierzyc w siebie, bo to doda Ci sil.
No i wreszcie zaczynasz myslec o sobie smile.

56

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

AIR biorąc młodszego partnera, podświadomie przejęłam nad nim opiekę, podchodziłam z pobłażliwością do różnych wyskoków. To ja miałam być odpowiedzialna za rodzinę. Nad wszystkim trzymałam rękę, bo przecież maż jeszcze taki młody jeszcze ma czas na odpowiedzialność. Nie zauważyłam nawet że mąż skończył już trzydziestkę i powinien przejąć część odpowiedzialności za rodzinę, mieliśmy przecież dwoje dzieci. Mąż bawił się, wychodził z kumplami na piwo, wracał kiedy chciał. Pił co raz więcej. To ja musiałam odrabiać lekcje z dziećmi, córka miała duże problemy z nauką (dysgrafia, dysleksja) godzinami musiałyśmy ćwiczyć do tego gotowanie, sprzątanie itp.,a przecież pracowałam na pełny etat tak jak każdy człowiek. Rozsypało mi się zdrowie, pojawiły się choroby somatyczne. Piszę to po to, bo widzę, u ciebie podobny schemat  zachowań twoich i twojego męża, ty też przejęłaś główną rolę w tej rodzinie jesteś "sterem i okrętem" smile. Wiesz przecież, ze dasz radę, nawet gdyby przyszło  ci żyć bez męża, zrozumiesz to tylko muszą trochę opaść emocje. Kochając męża boimy się go stracić, to blokuje nas i ze strachu nie robimy nic, lub co gorsze zaczynamy się raz kłócić to za chwile prosić to znowu nadskakiwać. Huśtawka nastrojów. Dopiero jesteśmy postrzegane jako ktoś kto rozwala rodzinę,  cała rodzina męża stanęła murem za nim szczuli  przeciwko mnie, buntowali córki. Słyszałam ciągle idź do psychiatry, bo robisz z naszego syna alkoholika. No  więc poszłam, zaczęłam się leczyć, brałam środki uspokajające,trochę pomogły, ale najbardziej pomogło mi skierowanie przez lekarza na terapię dla współuzależnionych. Dopiero wtedy zaczęło się, mąż zaczął traktować to jako zdradę, ja zresztą też po części tak uważałam. Miałam wyrzuty sumienia, że opowiadam obcym ludziom o swojej rodzinie, ze mówię coś o nim i to po za jego plecami, że wynoszę brudy z domu. chodziłam z jeszcze większym kamieniem na sercu, nie mogłam oddychać, trafiłam do szpitala ze stanem przedzawałowym. Mimo wszystko zawzięłam się i chodziłam wbrew sobie i swojej rodzinie (bo wszyscy traktowali mnie jak zdrajcę, nawet moje dzieci). Długo nie mogłam przyjąć do wiadomości twierdzenie terapeutów, że tylko stanowcze moje postępowanie w stosunku do męża, poprzez całkowite odcięcie się od niego może o dziwo uratować rodzinę, nawet gdy ten ratunek miałby doprowadzić do straty męża ( bo ja i dzieci to tez rodzina). Dowiedziałam się, że każde działanie jest lepsze niż bezczynność, najwyżej przyśpieszy to co nieuniknione (np. maż odejdzie), ale to tak jak z amputacją lepsze szybkie cięcie niż powolne.  Zaczęłam dużo czytać po różnych forach i widziałam, ze ludzie  podnoszą się z klęczek i uratują swoją godność. Czytałam różne książki psychologiczne  np. "Koniec współuzależnienia".  Zerwałam kontakt z rodziną męża bo prawie doszło do rękoczynów w stosunku do mnie ze strony teściów, słowo rozwód było na ich ustach non stop. Mąż podniósł też na mnie swoja rękę, wezwałam policję, kazał mi odwołać wezwanie, córki tez prosiły bo taki wstyd, wytrzymałam. Była interwencja, maż przestraszył się i obiecał że będzie grzeczny i nie będzie stosował przemocy no i słowa dotrzymał jak do tej pory. Ponad pięć lat trwało moje odcięcie od niego, żyliśmy jak obcy sobie ludzie, ale było mi z tym dużo lepiej niż wtedy gdy nadskakiwałam, prosiłam, wykłócałam się. Chodziłam z podniesiona głową i z czasem zaczęłam sama czuć swoja pewność. Czekałam tylko kiedy córki skończą naukę i usamodzielnią się, chciałam wtedy odejść od męża. Nie wiem co się mu stało, bo od roku mam wrażenie że odzyskałam miłość męża z przed prawie trzydziestu lat. Ograniczył kontakty ze swoja rodziną, dużo mniej pije i przede wszystkim  nie ma kłótni są nawet żarty i przytulania, zawozi mnie do pracy i przywozi, pyta się czy dam  radę sama wrócić  gdy on  musi dłużej zostać w  pracy, mamy kontakt telefoniczny z sobą, co kiedyś było nie możliwe bo po co. Piszę  tak dużo ponieważ pytałaś się jak dałam rady więc niestety nie  było to takie łatwe mnie trwało to nawet bardzo długo, za długo bo przez to  straciłam dużo zdrowia, leczę się już całe lata. Miałabym bym więcej sił gdybym szybciej i zdecydowanie reagowała. Tu Niestety dużo pracy wykonać musiał   ze mną psycholog - terapeuta (dwa lata spotkań grupowych, prawie rok indywidualnych), ale byłam też starsza  od ciebie, nie miałam dostępu do neta nie wiedziałam wcześniej o takich terapiach. Żałuję że tak późno zabrałam się za pracę nad sobą. Ty młoda jeszcze jesteś, dużo silniejsza, a przede wszystkim bardziej zabezpieczona finansowo niż ja byłam gdy zaczynałam walkę o siebie i swoja godność, więc zrób to dla siebie i dla dla córek. Odetnij się od niego choćby wbrew sobie, z czasem poczujesz swoja siłę, a może on zobaczy ze dajesz rade żyć bez niego i  może zechce wrócić, ale to już ty będziesz ustalać zasady.  Moje córki wymagają już terapii, bo  nie radzą sobie w osobistym życiu, za długo to u mnie trwało, mój strach i niepewność udzieliła się im. Korzystaj z rad udzielonych ci na forum i ucz się na czyichś błędach (np. moich), a nie na swoich. Walcz o siebie i swoje dzieci. Pozdrawiam i życzę dużo siły.

57

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Dziękuję Ci za to co napisałaś i jest dokładnie tak jak mówisz, przejęłam na siebie większość obowiązków odciążając jego, bo jeszcze młody, bo niech rozwija swoją pasję. On niestety całkowicie się jej poświęcił, nie od samego początku, ale przez ostatnie 3 lata tak naprawdę byłam sama. Nie dość, że mu matkowałam to jeszcze zadusiłam swoją zazdrością. Nie chcę się obwiniać, ale dostrzegam swoje błędy. W tej chwili jeszcze bardzo głęboko wiem, że sobie poradzę ,co więcej uświadamiam sobie, że może pewnego dnia powiem, że jest mi lepiej bez niego. Na chwilę obecną tłumię te odczucia, i nie chcę ich do siebie dopuszczać. Pewnie powinnam to sobie powtarzać codziennie i tak się stanie. Kocham go nadal bardzo i boli mnie jego obecność, ale postanowiłam ukrywać przed nim te uczucia i naprawdę czekam, aż się wyniesie. Jeżeli będzie miało się to kiedykolwiek posklejać to i tak musimy pobyć osobno.

58

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Cyklicznie ,co jakiś czas pojawia się taka wewnętrzna panika, niepokój przed samotnością.  Dochodzę do wniosku, że ja nie potrafię być sama ze sobą. A samotność to podobno dobrodziejstwo, przecież tak naprawdę każdy jest sam. To bardzo trudne, bo jak sięgnę pamięcią zawsze (z małymi przerwami) miałam u boku kogoś. Teraz żeby się z tym uporać muszę po prostu pobyć sama, zobaczyć co sprawia mi przyjemność oprócz sprawiania innym przyjemności. Tu pomoc psychologa jest konieczna, od jakiegoś czasu chodzę, ale nie do końca jestem przekonana czy coś mi to daje. Podobno to proces, więc jestem cierpliwa i chodzę. Ktoś mi powiedział, żeby nie wybiegać zbyt bardzo w przyszłość, żeby sobie zaplanować każdy kolejny dzień np.wieczorem i nie myśleć co się będzie działo za jakiś czas. Dużo pracy przede mną, może ktoś poleci ciekawą literaturę dot. psychologii?

59

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Bardzo dużo dało mi czytanie bloga "uciekamydoprzodu", pisze go grupka kobiet po przejściach, w zakładkach polecają literaturę pomocna osobom pozostającym w toksycznych związkach. Jeżeli nie znasz tego bloga to zajrzyj i poczytaj, przejrzyj wszystkie zakładki, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Lubię czytać ich odpowiedzi pod postami, takie stawiające do pionu. Dają dużo porad jak nie popaść w czarną rozpacz, jak pójść do przodu i zawalczyć o swoje szczęście. Czasami lepiej być samemu niż z kimś co z nas wyciąga  energię i radość życia.

Młoda jesteś przed tobą długie lata życia, dlaczego by nie miało być lepsze. Zadbaj o siebie, w jego obecności  uśmiechaj się choćbyś musiała się zmuszać do tego, włącz wesołą muzykę, podśpiewuj sobie, zmień fryzurę, ubiór, wychodź do ludzi najlepiej znajdź sobie jakieś zajęcie (taniec, siłownia, basen) niech zobaczy, że nie jest u ciebie pępkiem świata. Bądź tajemnicza, niech nie wie co robisz, sam podjął decyzje o odejściu więc go nie wprowadzaj w swoje plany. Usuwaj historie przeglądania stron, tak aby nie dotarł do tego co tu pisałaś.  Trzymaj go w niepewności i z dystansem jak obcego.  Może wtedy coś do niego dotrze. Żądaj równej opieki nad dziećmi tak abyś ty też miała czas na swoje zainteresowania. Żądaj pieniędzy  na opłaty i dzieci, nawet jak byś miała iść do sądu. Bo nic nie wskazuje żeby miał się sam wyprowadzić, wydaje mi się że on chce odciąć się od ciebie aby mieć wolna rękę do kontaktów z kobietami ale dalej siedzieć w bezpiecznym i zadbanym domku.  Taki synuś u mamusi, a to dorosły mężczyzna, ojciec dzieciom.  Spróbuj odciąć się od niego całkowicie, bo płaczem i prośbami nie zatrzymasz go, tylko będzie rósł w siłę i pewność siebie. Żadnego prania, gotowania dla niego niech bierze swoje życie w swoje ręce.

Życzę Ci wytrwałości i siły w walce o siebie, a nóż to przyniesie skutek w postaci powrotu męża o ile go będziesz jeszcze chciała. Ty i dzieci jesteście  teraz najważniejsze i o tym pamiętaj. Polecam jeszcze raz ten na ten blog, znajdziesz tam wiele historii podobnej do twojej. Pozdrawiam ciepło smile

60

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...
Elle88 napisał/a:

To normalne odczucia w sytuacji gdy rządzi Tobą strach i panika przed samotnością i czarne scenariusze dotyczące przyszłości. To wszystko iluzja. Będzie ok smile

Nic nie dzieje się bez powodu tylko potrzebujesz więcej czasu żeby spojrzeć z innej perspektywy, jak emocje osłabną.

Piękny post. Samo sedno. Ja dopiero to odkryłam:) Ale na szczęście wciąż spotykam ludzi, którzy mówią, że będzie dobrze...i zaczynam w to wierzyć.

61

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Masz pracę??? Boże toż to samo szczęście smile ( i nie ma w tym zdaniu ironii). Bierz nogi za pas. I nie mam tu na myśli zrzeczenia się domu. Spłać go mężowi, ale najpierw skorzystaj z porady prawnika... jak go wysiudać z domu. Z doświadczenia wiem, że nie da się już posklejać czegoś, co dawno się rozpadło. A jedna osoba nie podoła, żeby unieść ciężar takiego związku. Ja przez prawie 6 lat próbowałam... Ja też byłam taka.... chodziłam, przepraszałam, chciałam rozmawiać.  Dziś widzę, że przyczyny tych zachowań to był lęk... Lęk przed przyszłością, brakiem pieniędzy... samotnością? Choć jaka można bać się samotności  jak człowiek już jest sam w takim związku...i choć zwane jest to małżeństwem... to układ jest jednostronny. Ty dajesz...on tylko bierze. A zdrada lubi się powtarzać. Mam w rodzinie przypadek... ciotka leczy depresję od kilku lat, a jej mąż jeździ na "rybki"...W takim układzie chcesz żyć? Powiedz, że mu rybki wytrujesz jak się nie wyniesie wink Myślę, że zaraz znajdzie sobie lokum wink

Przeczytaj sobie moją sytuację. Masz o niebo lepszą sytuację ode mnie. To Ty rozdajesz karty!!! smile Pamiętaj o tym. Niech sprzeda wszystkie akwa to będzie miał na wynajęcie. Wiem, że to drogie hobby...

trzymam kciuki

62

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

nie wiem co napisać prócz tego, że mam ochotę zasnąć i nigdy się już nie obudzić. Sytuacja bez zmian a ja zastanawiam się jakie są granice mojej godności. Już myślałam, że jest lepiej, wrócił po kilku dniach z targów a ja bardzo chciałam usłyszeć, że się stęsknił. Niestety nie, jest jeszcze bardziej obojętny, cyniczny i niedostępny. Nie poznaję tego człowieka, nie rozumiem jak mógł tak bardzo się zmienić. Czuję się okropnie, bo nie dałam sobie ani jemu zasnąć, zadręczając go moimi prośbami, płaczem...masakra. Nie potrafię znieść jego widoku w domu, a to co przeżywam jest nie do opisania. Z trudem udaje mi się wstać do pracy, zajmować się dziewczynkami nie mam już siły na nic.
Nadal nie określił się kiedy zamierza się wyprowadzić, na razie lawiruje między wyjazdami a chwilowym byciem w domu. Już nie ukrywa, że jedyny powód dla którego tu jeszcze jest to brak pieniędzy na wynajem mieszkania. Nadal twierdzi, że nikogo nie ma i nie chodzi o inną kobietę. On po prostu przestał mnie już kochać, jest mu przykro z tego powodu, ale nic nie jest w stanie z tym zrobić.
Powiedział, że chce podzielić weekendy z dziećmi, ale jak na razie mu to nie bardzo wychodzi, bo większość czasu spędzam z nimi ja.
Wiem wszystko już napisaliście, ale ja nie potrafię tego puścić.

63

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

No bajka.
Dla niego to DARMOWY hotel z opcją all inclusive.
To na wyjazdy i targi ma pieniądze, a na wynajem lokum już nie ?
Powiem krótko - jak długo będziesz na takie coś pozwalała, tak długo właśnie takie coś będziesz mieć.
On będzie skwapliwie korzystał z wszystkiego co mu oferujesz, bo tylko dureń by tego nie przyjął.
Jak widać, jego nic nie obchodzi poza własną wygodą.
Co Ciebie to obchodzi, że on nie ma pieniędzy na wynajęcie mieszkania ?
To niech sobie pokój wynajmie.
Jaki jest prawdziwy powód dla którego nie wyznaczysz mu daty wyprowadzki ... ?
Jesteś masochistką, czy co ?

64

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Mąż staje się coraz bardziej obojętny, cyniczny i niedostępny, czy nie staje się taki bo karmisz go swoim strachem? Zebrządz o miłośc  utwierdzasz go w przekonaniu, że jest niezastąpiony, że bez niego nie dasz rady żyć,że zginiesz. A tak naprawdę to według tego co piszesz to ty jesteś motorem napędzającym w tym domu. 
Świetnie sobie poradzisz bez niego tylko musisz sobie sama uświadomić i przekonać się jak silną i wartościową jesteś osobą. Poczytaj to co sama napisałaś o waszym małżeństwie o przerzucaniu winy za jego niepowodzenia na ciebie, o kontaktach z kobietami. Małżonkowie powinni sie wspierać wzajemnie i dawać z siebie tyle ile daje druga strona, bo  to winna być transakcja wymienna.

Najwyższy czas abyś zaczęla  kochać najważniejszą osobę w swoim życiu, osobę która cię nigdy nie opuści - siebie kochaj.   

Nie szukaj u niego empatii bo jej już nie znajdziesz, jemu przewartościowało się wszystko, nie wiesz jakie myśli chodzą mu po głowie, o kim myśli i kto towarzyszy mu w w wyjazdach. Odzyskaj do siebie szcunek, myśl pozytywnie o sobie  choćbyś miała się do tego na początku zmuszać (później przyjdzie to samo). Stań przed lustrem i mów sobie same miłe rzeczy, mów to na głos, nie w myślach bo myśli sa ulotne i zanim skończysz zdanie to do głowy wpadną inne dołujące najczęściej. Tylko mów głośno i wyraźnie, załóż sobie zeszyt i pisz ręcznie całymi zdaniami, pisz  o sobie tylko pozytywnie, wypisz wszystkie swoje dobre cechy, a masz ich dużo, bo każdy ma. Zajmujesz się dziećmi, domem kochasz swoją rodzinę, pracujesz, masz duży wkład w ten dom,  z tego co piszesz to największy. O miłość nie proś, bo ci się należy, bo na nią zasługujesz, jeżeli on ci nie da to może da kiedyś  ktoś inny. Młoda jeszcze jesteś więc daj sobie szansę.

Pracuj nad swoimi myślami, nie twórz obrazów o przyszłości, blokuj wszystkie negatywne obrazy. Jak cię będą nachodzić to bierz zeszyt i pisz - Jestem sila! Dam radę!  Bo dasz radę, przecież to ciągniesz sama już od dawna! Tylko uświadom to sobie!
Kto wie co będzie, może jak zobaczy cię pewna siebie i taka silną to może spuści z tonu, bo jak na razie on z ciebie czerpie swoja energię, a tobie w to miejsce sączy trucizne i bedzie to robił bo mu się to opłaca, bo teraz ma tylko zysk, a cała strata przypadła tobie. To dorosły człowiek i wie co robi, wiec go nie żałuj tylko odpowiadaj tym samym bo małżeństwo to transakcja wymienna.

65

Odp: Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Dziękuję Ci za te słowa, dni są takie różne-czasem wydaje mi się, że mam siłę a za chwilę ogarnia mnie totalna rozpacz. Zauważyłam znaczny spadek nastroju, kiedyś po utracie pracy i problemach finansowych chorowałam na depresję obawiam się, że ten stan powraca. Nie chcę wspomagać się lekami, ale jak ta niemoc będzie trwała dłużej, to będę chyba musiała poprosić o pomoc.
Czasami mam takie wrażenie, że im bardziej mnie odtrąca i odpycha od siebie tym bardziej ja próbuję go złapać. Zachowuję się jak zwierzę zamknięte w klatce, które pragnie tego czego już nie ma. Wczoraj po raz pierwszy się pokłóciliśmy tak z krzykiem. Wyznaczyłam termin wyprowadzki do połowy czerwca, on powiedział, że to nie możliwe i wyprowadzi się max. do końca wakacji. Nie ustępowałam, ale on też. Wykrzyczałam, że jeżeli jest mężczyzną i ma jakieś poczucie godności to niech mnie nie dręczy i że w tej kwestii nie ustąpię. On ze stoickim spokojem odpowiedział, że już się określił do kiedy może się wyprowadzić i nie będzie się powtarzał, że ma dom i nie będzie mieszkał po kątach, że mnie rozumie, ale ja też powinnam go zrozumieć. Nie mogę ustąpić, będę naciskać, bo wiem jak to mnie ta sytuacja zniszczy.

Posty [ 1 do 65 z 139 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czas na mnie... odchodzi bo ma pustkę w sercu...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026