netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

2 światy - nie odnajduję się

10 odpowiedzi3 137 wyświetleńzałożony przez Rosomak, 18.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » 2 światy - nie odnajduję się

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: 2 światy - nie odnajduję się

No... to czas na mnie. Mam 25lat, moi rodzice są osobami niesłyszącymi i od małego posługiwałem się językiem migowym, ale podczas pobytu np. u babci to starali się, żebym zaczął mówić i zaczęła się wizyta po logopedach. Miałem trafić do szkoły dla niesłyszących, ale z jakiegoś powodu stwierdzili, że lepiej będzie gdy trafię do tzw. masówki... może to i dobrze, nie wiem bo w szkole dla niesłyszących jest o wiele niższy poziom nauczania. Niewiele mówiłem, zazwyczaj migałem i tak trafiłem do innych słyszących dzieci... jednak, żeby nie być wyśmiewanym bardzo szybko zacząłem się uczyć poprawnie (w miarę swojej możliwości) mówić i pisać. Tak jak wspomniałem, moi rodzice są niesłyszącymi ludźmi, a ja sam mam jedynie spory ubytek słuchu i bez aparatów słuchowych nic nie słyszę a w aparatach już więcej. No i rosłem, szkolne obowiązki zaczęły mnie przerastać... nie rozumiałem, co nauczyciele na lekcji mówili więc, żeby nie zginąć w jedynkach to musiałem w trakcie lekcji albo i po, spisywać od kolegów. I jeszcze bardziej rosłem, zacząłem kłamać - mówiłem rodzicom co innego, niż co powiedzieli nauczyciele w szkole... nie radzili ze mną więc mnie babcia wzięła pod swoje pachy i zaczęła wszystko kontrolować i była w kontakcie z moimi nauczycielkami, nie zawsze mi się to podobało i nieraz jej powiedziałem przykre słowa z tego powodu. Druga babcia była zawsze za tym, żebym poszedł do szkoły dla głuchych i dali mi w końcu spokój bo życia praktycznie nie miałem - na lekcji siedziałem i nic nie kumałem, nadrabiałem na dodatkowych zajęciach, spisywałem od kolegów itp. i wieczne korki, tak się zleciała podstawówka, później gimnazjum... i pożegnałem się z kumplami, z którymi wszyscy wspólnie dorastaliśmy. Trafiłem do liceum, zupełnie nowi ludzie, nowe otoczenie... popadłem w jakby depresję, a depresję... zajadałem i tak dobiłem do 125kg... Ale zdałem maturę, poznałem paru ludzi w tej szkole i jakoś dałem radę wytrwać. W międzyczasie chrowałem 2x na świnkę, zapalenie opon mózgowych i miałem mega zaległości w szkole, ręce mi opadły normalnie.

No i po maturze, 19lat... dorosłość. Nie wiedziałem dokąd mam pójść, nic... zupełna pustka w głowie. Jednak jest jeszcze COŚ. Już od małego interesowałem się podwodnym życiem i tym co fruwa w powietrzu... więc miałem mini oceanarium w mieszkaniu i małą hodowlę papug, rodzice podzielali się tym zainteresowaniem...także spoko. I dosłownie 2miesiące po maturze, wybrałem się do jednych z większych sklepów akwarystycznych po zakupy i wisiało ogłoszenie, że szukają akwarysty. Coś mnie tknęło, żebym jednak spróbował... nie będę na pewno dobrze obsługiwać ludzi ani tym bardziej odbierać telefonów, ale spróbuję... najwyżej powiedzą, że nie. No i zostałem w tym sklepie na całe długie 5lat. I mega mega ważne, w tym sklepie nauczyłem się rozmawiać z ludźmi, wcześniej miałem z tym spore problemy... a tu mus to mus, nie ma nad czym się zastanawiać bo klient czeka i starałem się poprawiać nad swoją wymową, podejścia do różnych typów ludzi. Jednak pracując w tym sklepie, wyrwałem się na sylwestra... dla niesłyszących, po raz pierwszy w życiu - nikogo tam zupełnie nie znałem, ale wyrwałem i pojechałem, zdobyłem parę ciekawych znajomości z którymi utrzymuję się do dziś od czasu do czasu. I wtedy pewnego wieczoru na czacie, na którego nigdy prawie nie wchodzę - poznałem swoją pierwszą miłość (jest o tym osobny wątek), nigdy ale to przenigdy nie czułem się swojsko i swobodnie jak przy tej osobie, była słyszącą osobą - byliśmy tak ze sobą blisko, do tego stopnia, że po 3 latach chciałem już się jej oświadczyć... ale alkohol pokazał jej inny kierunek, nie udało mi się. Do tego zmieniłem pracę, gdyż sklep musiał zostać zlikwidowany z powodu końca umowy o teren. Znalazłem inną pracę, dalej w tej samej branży i jest to dla mnie mega wymarzona praca. Na początku oczywiście było ciężko, nowi ludzie itp. ale po... 1,5 roku zacząłem łapać z niektórymi kontakt i myślę, że jakoś to pójdzie. Męczy jednak mnie to, że powinienem siebie traktować jako osobę niesłyszącą, bo bez aparatów bym nic nie zrobił... ale w głowie mam taką świadomość, że jestem zupełnie słyszącą osobą bo 99% czasu mówię, migam tylko w domu z rodzicami i ew. na wypadzie z niesłyszącymi znajomymi. No i do tego rozstanie z pierwszą miłością + nowa praca, doprowadziły mnie do skraju załamania. Zamknąłem się znowu w sobie, żyję praktycznie tylko pracą, internetem i ew. hobby. Znajomi jedynie od czasu do czasu, wszyscy są dorosłymi ludźmi i niektórzy idą na ślub, jedni pracują sporo. Do tego miałem niedawno wypadek samochodowy, potrącił mnie samochód na przejściu i to nie poprawiło mi optymizmu... Teraz wręcz jestem przerażony swoją przyszłością, gdyż w niektórych sprawach sobie nie radzę np. z telefonem do kogoś. Znajomych mam niewielu, prawdziwych ale niewielu. W kolejną miłość raczej już nie wierzę. Moi rodzice robią się coraz starsi, dziadka straciłem również w wypadku samochodowym... boję się tego, że w przyszłości będę tak naprawdę zupełnie sam z jakimś psem w domu, żyjąc w pośrodku między 2-ma światami. Próbuję zabezpieczać się finansowo, ale pieniądze to nie wszystko... Kiedyś byłem takim optymistą, poszedłem do tej drugiej roboty po to, żeby ułożyć z nią życie, zrealizować parę wspólnych marzeń i ew. dopomóc swoim rodzicom. A teraz wszystko wydaje mi się bez sensu, stagnacja już trwa grubo ponad pół roku (w lutym wróciłem do rodziców od swojej ex). Niby powinienem namalować obrazek na ścianie, z napisem - będę szczęśliwy chociażbym miał sobie namalować szczęście...

2

Odp: 2 światy - nie odnajduję się
Rosomak napisał/a:

No... to czas na mnie. Mam 25lat, moi rodzice są osobami niesłyszącymi i od małego posługiwałem się językiem migowym, ale podczas pobytu np. u babci to starali się, żebym zaczął mówić i zaczęła się wizyta po logopedach. Miałem trafić do szkoły dla niesłyszących, ale z jakiegoś powodu stwierdzili, że lepiej będzie gdy trafię do tzw. masówki... może to i dobrze, nie wiem bo w szkole dla niesłyszących jest o wiele niższy poziom nauczania. Niewiele mówiłem, zazwyczaj migałem i tak trafiłem do innych słyszących dzieci... jednak, żeby nie być wyśmiewanym bardzo szybko zacząłem się uczyć poprawnie (w miarę swojej możliwości) mówić i pisać. Tak jak wspomniałem, moi rodzice są niesłyszącymi ludźmi, a ja sam mam jedynie spory ubytek słuchu i bez aparatów słuchowych nic nie słyszę a w aparatach już więcej. No i rosłem, szkolne obowiązki zaczęły mnie przerastać... nie rozumiałem, co nauczyciele na lekcji mówili więc, żeby nie zginąć w jedynkach to musiałem w trakcie lekcji albo i po, spisywać od kolegów. I jeszcze bardziej rosłem, zacząłem kłamać - mówiłem rodzicom co innego, niż co powiedzieli nauczyciele w szkole... nie radzili ze mną więc mnie babcia wzięła pod swoje pachy i zaczęła wszystko kontrolować i była w kontakcie z moimi nauczycielkami, nie zawsze mi się to podobało i nieraz jej powiedziałem przykre słowa z tego powodu. Druga babcia była zawsze za tym, żebym poszedł do szkoły dla głuchych i dali mi w końcu spokój bo życia praktycznie nie miałem - na lekcji siedziałem i nic nie kumałem, nadrabiałem na dodatkowych zajęciach, spisywałem od kolegów itp. i wieczne korki, tak się zleciała podstawówka, później gimnazjum... i pożegnałem się z kumplami, z którymi wszyscy wspólnie dorastaliśmy. Trafiłem do liceum, zupełnie nowi ludzie, nowe otoczenie... popadłem w jakby depresję, a depresję... zajadałem i tak dobiłem do 125kg... Ale zdałem maturę, poznałem paru ludzi w tej szkole i jakoś dałem radę wytrwać. W międzyczasie chrowałem 2x na świnkę, zapalenie opon mózgowych i miałem mega zaległości w szkole, ręce mi opadły normalnie.

No i po maturze, 19lat... dorosłość. Nie wiedziałem dokąd mam pójść, nic... zupełna pustka w głowie. Jednak jest jeszcze COŚ. Już od małego interesowałem się podwodnym życiem i tym co fruwa w powietrzu... więc miałem mini oceanarium w mieszkaniu i małą hodowlę papug, rodzice podzielali się tym zainteresowaniem...także spoko. I dosłownie 2miesiące po maturze, wybrałem się do jednych z większych sklepów akwarystycznych po zakupy i wisiało ogłoszenie, że szukają akwarysty. Coś mnie tknęło, żebym jednak spróbował... nie będę na pewno dobrze obsługiwać ludzi ani tym bardziej odbierać telefonów, ale spróbuję... najwyżej powiedzą, że nie. No i zostałem w tym sklepie na całe długie 5lat. I mega mega ważne, w tym sklepie nauczyłem się rozmawiać z ludźmi, wcześniej miałem z tym spore problemy... a tu mus to mus, nie ma nad czym się zastanawiać bo klient czeka i starałem się poprawiać nad swoją wymową, podejścia do różnych typów ludzi. Jednak pracując w tym sklepie, wyrwałem się na sylwestra... dla niesłyszących, po raz pierwszy w życiu - nikogo tam zupełnie nie znałem, ale wyrwałem i pojechałem, zdobyłem parę ciekawych znajomości z którymi utrzymuję się do dziś od czasu do czasu. I wtedy pewnego wieczoru na czacie, na którego nigdy prawie nie wchodzę - poznałem swoją pierwszą miłość (jest o tym osobny wątek), nigdy ale to przenigdy nie czułem się swojsko i swobodnie jak przy tej osobie, była słyszącą osobą - byliśmy tak ze sobą blisko, do tego stopnia, że po 3 latach chciałem już się jej oświadczyć... ale alkohol pokazał jej inny kierunek, nie udało mi się. Do tego zmieniłem pracę, gdyż sklep musiał zostać zlikwidowany z powodu końca umowy o teren. Znalazłem inną pracę, dalej w tej samej branży i jest to dla mnie mega wymarzona praca. Na początku oczywiście było ciężko, nowi ludzie itp. ale po... 1,5 roku zacząłem łapać z niektórymi kontakt i myślę, że jakoś to pójdzie. Męczy jednak mnie to, że powinienem siebie traktować jako osobę niesłyszącą, bo bez aparatów bym nic nie zrobił... ale w głowie mam taką świadomość, że jestem zupełnie słyszącą osobą bo 99% czasu mówię, migam tylko w domu z rodzicami i ew. na wypadzie z niesłyszącymi znajomymi. No i do tego rozstanie z pierwszą miłością + nowa praca, doprowadziły mnie do skraju załamania. Zamknąłem się znowu w sobie, żyję praktycznie tylko pracą, internetem i ew. hobby. Znajomi jedynie od czasu do czasu, wszyscy są dorosłymi ludźmi i niektórzy idą na ślub, jedni pracują sporo. Do tego miałem niedawno wypadek samochodowy, potrącił mnie samochód na przejściu i to nie poprawiło mi optymizmu... Teraz wręcz jestem przerażony swoją przyszłością, gdyż w niektórych sprawach sobie nie radzę np. z telefonem do kogoś. Znajomych mam niewielu, prawdziwych ale niewielu. W kolejną miłość raczej już nie wierzę. Moi rodzice robią się coraz starsi, dziadka straciłem również w wypadku samochodowym... boję się tego, że w przyszłości będę tak naprawdę zupełnie sam z jakimś psem w domu, żyjąc w pośrodku między 2-ma światami. Próbuję zabezpieczać się finansowo, ale pieniądze to nie wszystko... Kiedyś byłem takim optymistą, poszedłem do tej drugiej roboty po to, żeby ułożyć z nią życie, zrealizować parę wspólnych marzeń i ew. dopomóc swoim rodzicom. A teraz wszystko wydaje mi się bez sensu, stagnacja już trwa grubo ponad pół roku (w lutym wróciłem do rodziców od swojej ex). Niby powinienem namalować obrazek na ścianie, z napisem - będę szczęśliwy chociażbym miał sobie namalować szczęście...

Nie wiem czy to taka pora czy też Twój wątek mnie zasmucił, że w moich oczach pojawiły się łzy... .

Tak naprawdę wielu z nas czytających ten wątek (przynajmniej ja) powinniśmy brać z Ciebie przykład, a mianowicie jesteś Facetem dążącym do wyznaczonych celów, nie zrażasz się przeciwnościami losu, masz wytyczony cel i do niego zmierzasz (chodzi mi o wymowę).
Bardzo dobrze, że nie użalasz się nad sobą, nie biadolisz, że jesteś niesłyszący, super, że postrzegasz się jako pełnosprawny człowiek:)
Każdy z nas ma momenty załamania w życiu (no może prawie każdy) i Ty też masz do tego prawo, gdyż naprawdę sporo przeszedłeś w swoim życiu.

Co do Twojej Ex, wybrała życie z kim innym i to musisz zaakceptować. Może i lepiej się stało, bo tak naprawdę nie wiesz jak by Wam się dalej układało, gdyby non stop piła.

Na pewno nie możesz sobie wmawiać, że się nie zakochasz, po prostu będzie jak będzie.

Co do Twojego hobby, a może warto powrócić do hobby?

Nie zamartwiaj się "na zapas"  żyj z dnia na dzień, spróbuj cieszyć się z małych rzeczy(na prawdę da się, uwierz mi:)).
Fajnie, że jesteś odpowiedzialnym, zaradnych facetem:)

A co do obrazku: czemu faktycznie nie napiszesz sobie kolorowymi kredkami: "będę szczęśliwy chociażbym miał sobie namalować szczęście... I czytaj to jako mantre:)

Powodzenia w życiu:)

P.S. Na koloni poznałam Dziewczynę, która miała obydwoje Rodziców głuchoniemych a Ona i Jej Siostra są słyszące:)
Bardzo żałuję, ale od "wieków" nie mam z Nią kontaktu... .

3

Odp: 2 światy - nie odnajduję się

Historia niezwykła, bardzo poruszająca.

Dostałeś sporą ilością kłód pod nogi, ale sprawiasz wrażenie silnego człowieka. Tacy są na plus.

Życie w dwóch światach jest z pewnością uciążliwe, ale Twoja sytuacja ma też plusy. Możesz czerpać z tych 2 światów, inni muszą zadowolić się tylko jednym.
Bycie z niesłyszącymi daje Ci możliwość komunikacji w inny sposób niż ze słyszącymi, możesz dotrzeć do ludzi, którzy porozumiewają się tylko na migi, a pewnie wielu z nich to świetni ludzie. Poza tym z pewnością jeśli nie słyszysz dobrze jesteś lepszym obserwatorem, bo części rzeczy musisz się domyślać pewnie z mowy ciała. Jesteś zapewne tez wrażliwszym facetem przez kontakt z ludźmi, którzy mają trochę pod górę. Nie w formie płaczliwej, bo masz w sobie dużo ducha walki z tego co widzę, ale tej, że masz obycie z innymi ludźmi. Myślę, że są to doświadczenia, które mogły Cię znacząco wzbogacić pod względem charakterologicznym.

Są pewne rzeczy z którymi masz pod góre jak telefony, ale jakby się zastanowić, to tendencja jest taka, że więcej się teraz pisze... czy to SMSów, czy maili i wcale telefonować nie trzeba tak często.

Przeżywasz rozstanie i ono Cię tak pewnie dobija, ale jesteś młody, nie ma co jeszcze panikować. Pół roku to nie tak dużo, rany się liże czasem dłużej. Nie zagwarantuje Ci nikt, że znajdziesz kolejną miłość, ale też nie zagwarantuje nikomu innemu. Jesteś facetem z hardymi bebechami i już jedną żeś sobą zainteresował, a ona zainteresowała Ciebie. Czy przed poznaniem spodziewałeś się, że się pojawi? Nie sądzę.
Byliście razem 3 lata, to jest całkiem imponujący wynik jak na pierwszy związek. I będziesz po tym związku mądrzejszy o wszystko to, co z tego wyciągniesz.

Warto spróbować tego obrazka z optymistycznym tekstem, a nuż pomoże w samopoczuciu.
Optymiści są poza tym bardziej kuszący.

4

Odp: 2 światy - nie odnajduję się

Staram się, pomału się unoszę, zapisałem się na siłownię... i świata już niewiele widzę, praca-siłownia-hobby które pomału też odnawiam. Póki co, daję sobie radę - nie wiem na ile długo. Myślę też o szukaniu własnego kąta, im wcześniej się usamodzielnię tym będzie łatwiej, przyzwyczaję się do samotności... przynajmniej tak mi się wydaje. Moja EX chciała utrzymywać dalej ze mną kontakt, ale urwałem ze swojej strony, sztuczne utrzymywanie kontaktu niszczyło mnie maksymalnie. No i były też niezłe jazdy np. podczas pobytu u jej rodziców, matka wbiła sobie nożem w brzuch (alkoholiczka, tak dla przypomnienia), a innym razem jej ojciec z Niemiec dzwonił, że wziął kopę tabletek i chciał się z nią pożegnać, później okazało się wszystko fałszem, chciał w ten sposób poruszyć swoją żonę i wszystko to odbijało na nas. Takich akcji nikomu nie życzę, ale mimo wszystkiego uważam, że z nią byłem bardzo szczęśliwy.
Kolejna sprawa jest też taka, że mój ojciec miał mi złe za to, że rozstaliśmy się. Spodziewał się wnuka, że się pobierzemy itp. bo u niego tak było, dziadkowie robili tak samo... żenili się z pierwszą miłością, taka jakby tradycja rodzinna... dopiero ja zawiodłem po raz pierwszy, problemów nie było ale padały przykre słowa. Z resztą rodziny jako tako nie mam praktycznie kontaktu, tylko tyle co na wielkanoc i w wigilię. Ale staram się trzymać samemu dla siebie, już bardzo ciężko mi zaufać innym ludziom... a jeśli jakimś cudem, trafi się w przyszłości jakaś dziewczyna, to zdaję sobie z tego sprawę ze mogą być problemy z zaufaniem z mojej strony. Ale staram się wywalczyć to i trzymam wszystko na dystans, żeby się nie zrazić ponownie.
Życie jest wystarczająco skomplikowane, należy tylko je uprościć... tylko niektórzy rzucają sami pod nogami dodatkowe kłody. I tego też nie rozumiem.

5

Odp: 2 światy - nie odnajduję się
Rosomak napisał/a:

Staram się, pomału się unoszę, zapisałem się na siłownię... i świata już niewiele widzę, praca-siłownia-hobby które pomału też odnawiam. Póki co, daję sobie radę - nie wiem na ile długo. Myślę też o szukaniu własnego kąta, im wcześniej się usamodzielnię tym będzie łatwiej, przyzwyczaję się do samotności... przynajmniej tak mi się wydaje. Moja EX chciała utrzymywać dalej ze mną kontakt, ale urwałem ze swojej strony, sztuczne utrzymywanie kontaktu niszczyło mnie maksymalnie. No i były też niezłe jazdy np. podczas pobytu u jej rodziców, matka wbiła sobie nożem w brzuch (alkoholiczka, tak dla przypomnienia), a innym razem jej ojciec z Niemiec dzwonił, że wziął kopę tabletek i chciał się z nią pożegnać, później okazało się wszystko fałszem, chciał w ten sposób poruszyć swoją żonę i wszystko to odbijało na nas. Takich akcji nikomu nie życzę, ale mimo wszystkiego uważam, że z nią byłem bardzo szczęśliwy.
Kolejna sprawa jest też taka, że mój ojciec miał mi złe za to, że rozstaliśmy się. Spodziewał się wnuka, że się pobierzemy itp. bo u niego tak było, dziadkowie robili tak samo... żenili się z pierwszą miłością, taka jakby tradycja rodzinna... dopiero ja zawiodłem po raz pierwszy, problemów nie było ale padały przykre słowa. Z resztą rodziny jako tako nie mam praktycznie kontaktu, tylko tyle co na wielkanoc i w wigilię. Ale staram się trzymać samemu dla siebie, już bardzo ciężko mi zaufać innym ludziom... a jeśli jakimś cudem, trafi się w przyszłości jakaś dziewczyna, to zdaję sobie z tego sprawę ze mogą być problemy z zaufaniem z mojej strony. Ale staram się wywalczyć to i trzymam wszystko na dystans, żeby się nie zrazić ponownie.
Życie jest wystarczająco skomplikowane, należy tylko je uprościć... tylko niektórzy rzucają sami pod nogami dodatkowe kłody. I tego też nie rozumiem.

Nie obraź się, ale za bardzo przeżywasz to wszystko, robisz z siebie prawie "cierpiętnika".
Życie to nie tylko radość ale też nie tylko smutek. Życie to taka "sinusoida" i raz jest dobrze raz nijak a raz źle. I każdy z Nas przeżywa takie właśnie życie, ale to nie znaczy,że trzeba się załamywać i widzieć "świat w czarnych barwach".

A co do Twojej Ex, dobrze, że nie jesteście razem, bo tak naprawdę nie wiesz jak by wyglądało Twoje życie z Nią, a może Ona też ma jakieś problemy emocjonalne o których Ty nic nie wiesz.

Dziwną macie tradycję rodzinną. Czyli nawet jakbyś nie kochał swojej pierwszej miłości, nie byłbyś z nią szczęsliwy, to i tak byś musiał się z nią ożenić?  W "imię" tradycji rodzinnej? Chore to jest.

Człowieku zacznij myśleć pozytywnie , a nie, że już przyzwyczajasz się do samotności.

Weź się w garść!

6

Odp: 2 światy - nie odnajduję się
Krejzolka82 napisał/a:

Nie obraź się, ale za bardzo przeżywasz to wszystko, robisz z siebie prawie "cierpiętnika".
Życie to nie tylko radość ale też nie tylko smutek. Życie to taka "sinusoida" i raz jest dobrze raz nijak a raz źle. I każdy z Nas przeżywa takie właśnie życie, ale to nie znaczy,że trzeba się załamywać i widzieć "świat w czarnych barwach".

Zdaję sobie z tego sprawę, ten post to był cdn. poprzedniego posta, jakby zakończenie wink Od zawsze stawiałem wszystko na czarno, z ewentualną porażką łatwiej się godziło. Jak wyjdzie to fajnie, jak nie to trudno. Ten związek widziałem bardzo optymistycznie i to odbija mi do dziś.

A co do Twojej Ex, dobrze, że nie jesteście razem, bo tak naprawdę nie wiesz jak by wyglądało Twoje życie z Nią, a może Ona też ma jakieś problemy emocjonalne o których Ty nic nie wiesz.

Wszystko zostało opisane w tamtym wątku. Ten rozdział zakończyłem. Spodziewam się, że mogę już jej więcej nie zobaczyć.

Dziwną macie tradycję rodzinną. Czyli nawet jakbyś nie kochał swojej pierwszej miłości, nie byłbyś z nią szczęsliwy, to i tak byś musiał się z nią ożenić?  W "imię" tradycji rodzinnej? Chore to jest.

Jak można się żenić bez miłości? Czegoś tu nie kumam. Kiedyś związki były inne, niedługo po 20stce już się żeniło zazwyczaj, i były na bardzo dobre i na bardzo złe, zawsze dawały radę. Kiedyś rozwód był mega wstydem. O to mi chodziło, chodziło mi o to ze są już inne czasy, z którymi moi rodzice nie mogli sobie przyjąć do wiadomości.

Człowieku zacznij myśleć pozytywnie , a nie, że już przyzwyczajasz się do samotności.

Weź się w garść!

Przecież się biorę, samo pisanie tutaj i pójście na siłownię to już jest bardzo dużo, cholernie dużo... smile

7

Odp: 2 światy - nie odnajduję się

Siłownia super:)

8

Odp: 2 światy - nie odnajduję się

Polubiłem to, ledwie chodzę przez te zakwasy... ale dzień mega szybko mi leci przez siłownię wink

9

Odp: 2 światy - nie odnajduję się
Rosomak napisał/a:

Polubiłem to, ledwie chodzę przez te zakwasy... ale dzień mega szybko mi leci przez siłownię wink

Witaj w klubie, ja już dwa dni chodzę z zakwasami, a raczej chodzić nie mogę:)

Bo zachciało mi się porobić przysiady i trochę poćwiczyć:)

10

Odp: 2 światy - nie odnajduję się

No i jestem już raczej pozytywniejszy. Zmęczenie fizyczne daje się we znaki, już nie myślę o głupotach na które nie mam już wpływu, żyje się dalej. Jeszcze pewnie nieraz przeciwstawię się czołom losu, ale dam radę. Przykro mi się robi, gdy pomyślę, że ja zasuwam na siłowni, a inni chleją/ćpają... ale nie można mieć na wszystko wpływ, żyje się dla siebie i każdy decyduje się którą drogę wybrać. Ani też nie można żyć drugą osobą.

11

Odp: 2 światy - nie odnajduję się
Rosomak napisał/a:

No i jestem już raczej pozytywniejszy. Zmęczenie fizyczne daje się we znaki, już nie myślę o głupotach na które nie mam już wpływu, żyje się dalej. Jeszcze pewnie nieraz przeciwstawię się czołom losu, ale dam radę. Przykro mi się robi, gdy pomyślę, że ja zasuwam na siłowni, a inni chleją/ćpają... ale nie można mieć na wszystko wpływ, żyje się dla siebie i każdy decyduje się którą drogę wybrać. Ani też nie można żyć drugą osobą.

Ale czemu Ci jest przykro, że Ty zasuwasz na siłowni a inni piją?

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » 2 światy - nie odnajduję się

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026