Myślę,że jestem jedyną osobą, której przyszło żyć w dwóch światach. Muszę komuś się wygadać , dlatego zarejestrowałam się tutaj. Po 32 latach zasranego małzeństwa z męzem alkoholikiem i hazardzistą, nie wytrzymałam. W lutym ubiegłego roku znalazłam ogłoszenie na necie ,że polska rodzina w Niemczech poszukuje opiekunki. Nie zastanawiałam się długo, wiedziałam, że muszę wyjechać, zostawić wszystko za sobą , bo inaczej oszaleję. Pożyczyłam kasę na busa i pojechałam.Internet to złudny świat, nigdy nie masz sto procent pewności prawda to czy fałsz. Było mi wszystko jedno, poszłam z nurtem, przestałam walczyć z losem. Praca okazała się prawdą. Po 3 tygodniach podjęłam decyzję,że zostaję w Niemczech. W kwietniu poszłam do ginekologa. To był szok!!!! Miałam zmiany rakowe, szybka operacja, .....Przez 3 miesiące nie mogłam dżwigać. Zaczęłam szukać innej pracy choć rodzina u której pracowałam mówiła, ze mogę zostać do czasu aż będę zdrowa. Nie chciałam tak. Uczyłam się języka bo to podstawa i szukałam innego miejsca bo musiałam mieć pieniądze. Na internecie(to był mój jedyny świat, jedyny kontakt z innymi ludzmi) poznałam faceta ,opowiedziałam mu moja historię i trafłam do Frakfurtu. Facet był marokańcem mieszkajacym od lat w Niemczech. Pracowaliśmy oboje całymi dniami w jego kafebarze. Mieszkałam z nim ale wiedziałam ,ze muszę odejść. Dwa swiaty religijne , zupełnie inna mentalność. Nie powiem, pomógł mi sie otrząsnąć i jestem mu wdzięczna. Po dwóch miesiącach znalazłam inną stelle do opieki. Pracowałam tam 11 miesięcy bez zmian ,zatrudniona na niemieckich warunkach.Rodzina była bardzo dobra, traktowali mnie jak córkę.Właśnie ucząc się jeżyka trafiłam na stronę Babbel gdzie jest grupowy chat w kilku językach. Tam poznałam moją miłość- Niemiec mówiący po polsku, kochający Polskę, czarujący , czuły ... i i i. Po 6 miesiącach znajomości postanowiliśmy ze sobą zamieszkać. Pożegnałam się z rodziną ,którą się opiekowałam, byli zrozpaczeni ale chcieli abym była szczęśliwa. Sielanka trwała 7 tygodni. Widziałam ,że on co dzień pije piwo , ale zachowuje się zupełnie normalnie, nadal mnie kocha, jest przemiły ........W niedzielę pszliśmy do knajpy na piwo z jego dobrą znajoma. W pewnym momencie stał sie wulgarny do mnie. Byłam w szoku ale myślalam wytrzeżwieje i wszystko będzie ok.Niestety wytrzezwiał i powiedzial mi ,ze od wielu lat ma problem z alkoholem, przestaje pić i wczesniej wszystko robił i mówil jak był pod wpływem alkoholu. Musi mieć czas dla siebie. Powiedziałam ,ze będę na niego czekać bo go bardzo kocham. stał się smutnym czlowiekiem, zimnym jak wszyscy Niemcy. Mieszkam z nim nadal bo nie mam innego wyścia, znalazłam pracę , z czasem wynajmę mieszkanie i będę na niego czekać. Nie mam nic innego do roboty. Rozmawiamy ze sobą od tygodnia jak koledzy, śpimy w jednym lożku , a mnie rozrywa ból!!!!!! Musiałam komuś to powiedzieć, jestem sama na obczyznie..
Podobne tematy
Myślę,że jestem jedyną osobą, której przyszło żyć w dwóch światach. Muszę komuś się wygadać , dlatego zarejestrowałam się tutaj. Po 32 latach zasranego małzeństwa z męzem alkoholikiem i hazardzistą, nie wytrzymałam. W lutym ubiegłego roku znalazłam ogłoszenie na necie ,że polska rodzina w Niemczech poszukuje opiekunki. Nie zastanawiałam się długo, wiedziałam, że muszę wyjechać, zostawić wszystko za sobą , bo inaczej oszaleję. Pożyczyłam kasę na busa i pojechałam.Internet to złudny świat, nigdy nie masz sto procent pewności prawda to czy fałsz. Było mi wszystko jedno, poszłam z nurtem, przestałam walczyć z losem. Praca okazała się prawdą. Po 3 tygodniach podjęłam decyzję,że zostaję w Niemczech. W kwietniu poszłam do ginekologa. To był szok!!!! Miałam zmiany rakowe, szybka operacja, .....Przez 3 miesiące nie mogłam dżwigać. Zaczęłam szukać innej pracy choć rodzina u której pracowałam mówiła, ze mogę zostać do czasu aż będę zdrowa. Nie chciałam tak. Uczyłam się języka bo to podstawa i szukałam innego miejsca bo musiałam mieć pieniądze. Na internecie(to był mój jedyny świat, jedyny kontakt z innymi ludzmi) poznałam faceta ,opowiedziałam mu moja historię i trafłam do Frakfurtu. Facet był marokańcem mieszkajacym od lat w Niemczech. Pracowaliśmy oboje całymi dniami w jego kafebarze. Mieszkałam z nim ale wiedziałam ,ze muszę odejść. Dwa swiaty religijne , zupełnie inna mentalność. Nie powiem, pomógł mi sie otrząsnąć i jestem mu wdzięczna. Po dwóch miesiącach znalazłam inną stelle do opieki. Pracowałam tam 11 miesięcy bez zmian ,zatrudniona na niemieckich warunkach.Rodzina była bardzo dobra, traktowali mnie jak córkę.Właśnie ucząc się jeżyka trafiłam na stronę Babbel gdzie jest grupowy chat w kilku językach. Tam poznałam moją miłość- Niemiec mówiący po polsku, kochający Polskę, czarujący , czuły ... i i i. Po 6 miesiącach znajomości postanowiliśmy ze sobą zamieszkać. Pożegnałam się z rodziną ,którą się opiekowałam, byli zrozpaczeni ale chcieli abym była szczęśliwa. Sielanka trwała 7 tygodni. Widziałam ,że on co dzień pije piwo , ale zachowuje się zupełnie normalnie, nadal mnie kocha, jest przemiły ........W niedzielę pszliśmy do knajpy na piwo z jego dobrą znajoma. W pewnym momencie stał sie wulgarny do mnie. Byłam w szoku ale myślalam wytrzeżwieje i wszystko będzie ok.Niestety wytrzezwiał i powiedzial mi ,ze od wielu lat ma problem z alkoholem, przestaje pić i wczesniej wszystko robił i mówil jak był pod wpływem alkoholu. Musi mieć czas dla siebie. Powiedziałam ,ze będę na niego czekać bo go bardzo kocham. stał się smutnym czlowiekiem, zimnym jak wszyscy Niemcy. Mieszkam z nim nadal bo nie mam innego wyścia, znalazłam pracę , z czasem wynajmę mieszkanie i będę na niego czekać. Nie mam nic innego do roboty. Rozmawiamy ze sobą od tygodnia jak koledzy, śpimy w jednym lożku , a mnie rozrywa ból!!!!!! Musiałam komuś to powiedzieć, jestem sama na obczyznie..
Ale miałaś życie... Bardzo smutne i wyboiste...
Podziwiam Cię za siłę.
A on chodzi na jakąś terapię? Czy stara się "sam" wyleczyć?
Trzeba być bardzo zdesperowaną, by rzucić się na głęboką wodę.
Mówisz, że zyjesz w dwóch światach, na moje oko teraz żyjesz w drugim świecie, ale bardzo podobnym do tego który opuściłaś. Znów alkoholik, co prawda nie hazardzista.
Kochasz i dlatego jesteś w stanie czekać, jesteś w stnie podjąć ryzyko walki o niego.
Jak długo chcesz czekać? Czy wrto na niego czekać? To czekanie może przynieść rozczrowanie.
Skoncentruj się na sobie, rób coś dla siebie. Nie wydaje mi się żeby facet był wart Twojego zachodu.
Już się skoncentrowalam. Mam nową pracę jako opiekunka w normalnej rodzinie z 1500 eu na ręke , swoje mieszkanie i jeden dzień wolny w tygodniu. 20 min od jego domu. Powiem Wam coś , to moje uczucie zaistniało pierwszy raz w życiu i ja nie mam nic do roboty, jestem zbyt stara choć wyglądam 15 lat młodziej a psychę mam 20 latka, będę czekać , co mi szkodzi. Mam pracę i to jest ważne.:):)
A co to znaczy, że żyjesz w 2 światach? Bo nie rozumiem...
Leni, w międzyczasie gdy będziesz czekać - zastanów się proszę czy przypadkiem nie powielasz wciąż w życiu takiego samego schematu.. może być, że tak bardzo przyzwyczaiłaś się do alkoholu i złego traktowania że nie zauważasz że wybierasz wciąż takich samych partnerów (mających takie same problemy, wykazujących takie same zachowania) .. wracasz wciąż do tego samego punktu ("świata") w swoim życiu
To nie był moj wybor, nie wiedziałam o tym,ze on ma problemy z alkoholem. Jest wszystko jedno, mam praę tu na obczyżnie i szybko stanę na nogi. Jestem silna ale też potrzebuje ciepla . Widocznie nie mogę go mieć. Opisalam wam tylko moją historię , ktora przyniosl mi złudny świat internetu. Chciałam przestrzec was przed tym. napiszę znow:)
8 2013-08-25 20:11:09 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-08-25 20:12:20)
Wygląda na to że dobrze Ci teraz ze sobą samą, że ten stan Ci służy,pozostaje życzyć Ci powodzenia. ![]()
Wiecie? Dzięki ,że jestescie, mam z kim pogadać. Czy ktoś z Was pracowal jako opiekun starych, chorych ludzi? Ludzi , którzy są bezbronni tak , jak my czasami. Wszyscy czujemy się czasem jak bezbronne, małe dzieci, Ale my jeszcze mamy siłę się odbić, możemy zaczać żyć dla siebie albo dla tych co potzrebują pomocy. Mam silna psychę , wiem o tym bo inaczej bym nie przetrwala, ale duszę mam małego dziecka. Dobrze,ze zdaję z tego sprawę i choć czasem boli, wiem ,ze muszę się pozbierać bo inni mnie potrzebują. Piszcie proszę do mnie, potrzebuję z kimś pogadać. Macie lub mieliście rownie nieciekawe moment , jakie los Wam przyniosł. Czekam na Was:):)
Nigdy nie pracowałam jako opiekun starych schorowanych ludzi w przyszłości mnie to czeka, mieszkam z rodzicami i moim obowiązkiem jest się nimi zająć na starość. Starośc w zasadzie już przyszła, tata ma 81 lat ale jest sprawny fizycznie i umysłowo, mama jest dużo od taty młodsza, ma 67 lat. Napisałam obowiązkiem, ale ja nie czuję że ma to być obowiązek, to moja powinność, opikowali się mną kiedy byłam dzieckiem, karmili, ubierali. Mam od nich wsparcie przez całe moje życie. Czasami zdarza nam się pokłócić jak to w rodzinie pod wspólnym dachem. Nigdy nie byli dla mnie wylewni w słowach czy gestach, ale ich miłość do mnie i mojej siostry miała potwierdzenie w czynach i ma do dziś.
Jak będziesz czuć się bardzo samotna, będziesz potrzebowała się wygadać, możesz napisać mi e-mail, korzystając s forum, mam włączoną opcję e-mail.
pozdrawiam
Witajcie!;) Nowy dzień , ciekawe co przyniesie. Wczoraj wieczorem mój Andy po tygodniu niepicia, pod wpływem natrętnych i terroryzujących telefonów od kobiety z jego byłej rodziny( jego żona byla polką i zmarła 4 lata temu), znów po tygodniu niepicia sięgnął po wino. Wreszcie zaczął rozmawiać i wiem teraz na czym stoję. On ma ciągle problemy z Polską, ciągle chcą od niego kasy , bo tak ich nauczył. Jest człowiekiem , który pomaga innym. Widzę to tutaj jak pomaga Polakom, którzy u niego pracują.Ta kobieta , ktora bardzo często nagabuje telefonami, to jest rodzina jego bylej żony i on jej tutaj załatwił pracę jako opiekunka, ale kobieta nie umie tego docenić i pije, zarabia na tyłku i jest wściekła ,że ja tu jestem. Wstyd mi za niektórych Polaków. Widzę co tutaj niektórzy robią. Powiedział,że obiecał rodzinie ,że zaopiekuje się nią tutaj i teraz nie może od niej się odczepić. Był wczoraj wściekły , te telefony trwały przez cały dzień . Ostatni był po 23 godzinie i już nie wytrzymał i chyba go roztrzaskał. Był bardzo wzburzony, rozpłakał się i powiedział mi- kochana , przepraszam Cię bardzo za to , co Ci zrobiłem ale nie chciałem tego. Zrobiłem błąd i naprawię to. Masz już pracę, będziemy niedaleko siebie , nic nie straciliśmy. Ja muszę posprzątać swoje życie, muszę przestać pić i zrobić porządek ze swoją stara rodziną. Muszę zaczać żyć w jednym świecie , w moim świecie. Ty będziesz znów pracować, staniesz się silna i wtedy zaczniemy normalnie. To było szaleństwo , to co zrobiliśmy. No i teraz wiem gdzie jestem, wiem do jakiego punktu muszę podążać. Powiedział mi- tutaj nadal jest twój dom, masz jeden dzień wolny w tygodniu to będziemy się spotykać. Mamy czas na przemyślenia i posprzątania naszego starego życia. Mamy oboje swój bagaż życiowy i do momentu kiedy będzie się za nami ciągnęło jakieś stare gówno, nie możemy wystartować razem. Uważam ,że to są mądre słowa a wy jak to widzicie?
do Jola-- Tak , ty masz rację to co napisałaś o opiece nad swymi rodzicami. Niestety niemieckie rodziny sa bardzo zimne i wyrachowane. Dzieci nie czują obowiązku opieki nad swoimi rodzicami bo i po co ? Przecież są polskie , rosyjskie , rumuńskie .. kobiety które za nie to zrobią i jeszcze można je wykorzystać. Kiedyś Wam opowiem co tutaj przeżyłam, niby krótki czas , ale zdażyło się bardzo wiele. Chciałabym założyć bloga i wylewać na stronie moje myśli , uczucia... ale nie wiem jak to zrobić. Ma któraś coś takiego?
To znowu ja:) Powiem Wam co się stało. Muszę z kimś rozmawiać a tutaj jest dobre miejsce aby przekazać swoje myśli, uczucia.... Andy obudził się o 8 godz. Był w miarę normalny choć nie wylewny w uczuciach. Powiedzial ,że ma cholernego kaca fizycznego i moralnego,że dał się sprowokować do wypicia. Rozmawialiśmy i prosił mnie abym usunęła caly alkohol w domu zanim on wróci ze swojej budowy. Potem powiedział że musi jeszcze chwilę pospać bo nie może jechać autem. Prosił abym kochała się z nim. Znów było jak wcześniej. Powiedział mi-kochana , nic nie straciliśmy tylko sama widzisz,że ja nie jestem jeszcze tak silny , aby dać siłę dla nas obojga. Każde z nas musi to zrobić osobno. My jesteśmy razem , choć musimy teraz żyć swoim życiem. Wszystko wspólne jeszcze przed nami. Jestem mężczyzną i trudno mi przekazać wszystko co czuję. Myśl pozytywnie i pamiętaj,że nigdy nie chciałem cię zranić obojętnie jak robiłem albo zrobię. Jestem jeszcze słaby, potrzebuję czasu. Wiem ,ze on jest upartym człowiekiem. Ma słowiańską krew. Jego matka była Czeszką a ojciec Niemcem. Mama zrobiła go sobie jak była w związku i miała juz 2 dzieci. Mąż matki ciągle go poniewierał i bił. Miał się na kim wyżyć za zdradę żony. Matka umarła jak miał 17 lat i został zupełnie sam z bagażem życiowym. Nie utrzymuje kontaktu z rodzeństwem, jest sam. Jego żona Polka była od niego 7 lat starsza i miała 16 letniego syna. Andy kocha go jak swego syna, ciągle utrzymują kontakt choć on mieszka w Warszawie i jest już po 30.W tej chwili jego młoda żona walczy o życie. Ma złośliwego raka. Andy jest załamany , ma swoje kłopoty z tą rodziną , bo myślą,ze on śpi na pieniądzach, bo ma firmę i ciągle czegoś od niego chcą. Tak ich nauczył przez lata, pracując jak wół. No i ja w tym momencie jestem zagrożeniem dla niektórych z tej polskiej rodziny, dlatego ta kobieta jak jest pijana terroryzuje go i nie raz słyszę jak mówi o mnie szmata.Nie wzrusza mnie to , bo znam swoją wartość. No teraz idę usunąć cały alkohol w domu , idę na pocztę i czekam na telefon od rodziny u której będę pracować. Nie wiem jeszcze od kiedy bo chory jest w szpitalu, ma raka płuc, ale myślę,że już w tym tygodniu. Do potem:)
No i jest jak myślałam. Mój kochany jest dziennie u mnie. Postanowilam pokazać kim jetem , bez zadnego przymusu(boli okropnie)ale teraz jest mój czas. Muszę być silna, ale mam praacę , mam gdzie spać i to jest ważne.
To znowu ja:) Powiem Wam co się stało. Muszę z kimś rozmawiać a tutaj jest dobre miejsce aby przekazać swoje myśli, uczucia.... Andy obudził się o 8 godz. Był w miarę normalny choć nie wylewny w uczuciach. Powiedzial ,że ma cholernego kaca fizycznego i moralnego,że dał się sprowokować do wypicia. Rozmawialiśmy i prosił mnie abym usunęła caly alkohol w domu zanim on wróci ze swojej budowy. Potem powiedział że musi jeszcze chwilę pospać bo nie może jechać autem. Prosił abym kochała się z nim. Znów było jak wcześniej. Powiedział mi-kochana , nic nie straciliśmy tylko sama widzisz,że ja nie jestem jeszcze tak silny , aby dać siłę dla nas obojga. Każde z nas musi to zrobić osobno. My jesteśmy razem , choć musimy teraz żyć swoim życiem. Wszystko wspólne jeszcze przed nami. Jestem mężczyzną i trudno mi przekazać wszystko co czuję. Myśl pozytywnie i pamiętaj,że nigdy nie chciałem cię zranić obojętnie jak robiłem albo zrobię. Jestem jeszcze słaby, potrzebuję czasu. Wiem ,ze on jest upartym człowiekiem. Ma słowiańską krew. Jego matka była Czeszką a ojciec Niemcem. Mama zrobiła go sobie jak była w związku i miała juz 2 dzieci. Mąż matki ciągle go poniewierał i bił. Miał się na kim wyżyć za zdradę żony. Matka umarła jak miał 17 lat i został zupełnie sam z bagażem życiowym. Nie utrzymuje kontaktu z rodzeństwem, jest sam. Jego żona Polka była od niego 7 lat starsza i miała 16 letniego syna. Andy kocha go jak swego syna, ciągle utrzymują kontakt choć on mieszka w Warszawie i jest już po 30.W tej chwili jego młoda żona walczy o życie. Ma złośliwego raka. Andy jest załamany , ma swoje kłopoty z tą rodziną , bo myślą,ze on śpi na pieniądzach, bo ma firmę i ciągle czegoś od niego chcą. Tak ich nauczył przez lata, pracując jak wół. No i ja w tym momencie jestem zagrożeniem dla niektórych z tej polskiej rodziny, dlatego ta kobieta jak jest pijana terroryzuje go i nie raz słyszę jak mówi o mnie szmata.Nie wzrusza mnie to , bo znam swoją wartość. No teraz idę usunąć cały alkohol w domu , idę na pocztę i czekam na telefon od rodziny u której będę pracować. Nie wiem jeszcze od kiedy bo chory jest w szpitalu, ma raka płuc, ale myślę,że już w tym tygodniu. Do potem:)
Przeczytałam wszystko i oto moje wnioski:
I ty i on jesteście uzależnieni, on od alkoholu ty masz silną potrzebę bycia z kimś, bo czujesz się samotna, potrzebujesz miłości i oparcia.
On miał trudne dzieciństwo ale to nie tłumaczy, jego dorosłego życia. Picie to jego wybór.
To nie ty powinnaś posprzątać alkohol z domu ale on, ty odwalasz robotę za niego, znów wchodzisz w podobną zależność jak w poprzednim związku. On pije, ty czekasz, pomagasz mu wspierasz, on ma "dobre" wytłumaczenie, bo cały świat zły, a on biedny nie daje rady ma problemy - tak zawsze tłumaczą się alkoholicy.
Moim zdaniem powinnaś zrobić to co radziły poprzedniczki. Zacząć żyć własnym życiem dla siebie. Dasz radę bo jesteś silna.
Andy jeśli będzie chciał powinien uporać się z nałogiem, poukładać swoje sprawy rodzinne i zawalczyć o ciebie, nie odwrotnie a tak jest w tej chwili.
Nie mam żadnego usprawiedliwienia dla alkoholików, żeby nie wiem jakie mieli problemy i spaprane życie. Nie wchodź drugi raz do podobnego bagna. Kochaj siebie, dbaj o siebie i walcz o siebie a jak już znajdziesz w sobie tą siłę i będziesz rzeczywiście znała własną wartość to zaczniesz przyciągać w końcu ludzi stabilnych emocjonalnie i wartościowych. Tego życzę ci z całego serca.
3maj się ![]()
Dzięki Joga za mądre słowa. Wlaśnie zaczęłam myśleć o sobie. Nie mieszkamy razem. Ja pracuję, on pracuje. Mamy swoje życie ale spotykamy się ze sobą, dzwonimy, rozmawiamy. Jesteśmy jak przyjaciele. Niczego Mu nie narzucam, o niczym nie wspominam, zupełnie tak, jakby tego wszystkiego między nami nigdy nie było.Ja sprzątam swoje zycie, czy on też to robi?-nie pytam. Kocham Go nadal, ale już mądrzej, nie pokazuję i nie mówię ,ze jest dla mnie najwaznieszy. Mam nadzieję,że kiedyś zrozumie jaki zadał mi ból. Jak się spotykamy, on jest trzeżwy i rozmawia normalnie. Wiem ,ze nie zamieszkam z nim ponownie, ale chcę aby nasz związek znow zaistniał jak na początku, ale nie we wspólnym domu.
16 2013-09-26 12:35:22 Ostatnio edytowany przez kobietkam (2013-09-26 12:40:05)
Strasznie ciężkie miałaś życie naprawdę. Z kobietami żyjącymi w toksycznych związkach tak już jest że z jednego pakują się w drugi
(zdrowojesc.podbean.com) smutne ale prawdziwe. Dobrze że wszystko tak się zakończyło ale zastanawiam się dlaczego po wyjeździe do Niemiec szukałaś ciągle jakiegoś faceta zamiast dać sobie czas odpocząć od tego wszystkiego. Spotykać się z kimś ale nie zaraz mieszkać i pakować się w jakieś poważne sprawy znaleźć jakiś znajomych. Trochę to wszystko za szybko się potoczyło moim zdaniem. Sama wiesz jak ciężkie jest życia z alkoholikiem więc cieszę się że od tego drugiego mężczyzny już się wyprowadziłaś
(bblogs.tripod.com). Daj sobie czas pracuj i żyj spokojnie z czasem na pewno jeszcze znajdziesz kogoś dla siebie , na wszystko przyjdzie czas.
Trzymaj się ciepło
(jakzrobicstroneinternetowa.blox.pl)
Kobietkam, to nie było tak,ze szukałam nowego związku. To przyszło samo , jakoś tak.
Wiesz pracowałam jako opiekunka chorych. Mieszkałam 11 miesięcy z dwojgiem starych , chorych ludzi na zabitej dechami wsi , bez sklepu , bez jakiegoś autobusu, ciągle w domu. Moim światem był tylko internet w wolnych chwilach.Uczyłam sie języka na niemieckiej stronie i tam go poznałam na grupowym czacie. Pojawil się z polskim językiem, wesoly.... wspólne klimaty. To trwało jakieś 2 miesiące a potem wyznał mi że wniosłam w jego życie znowu promień słońca. Na początku nie bralam tego poważnie ale też nie protestowałam. Było mi miło czekać wieczoru kiedy mogliśmy ze sobą popisać. Potrzebowałam kontaktu z innymi ludzmi. Samotność i ciągłe przebywanie w domu do bijało mnie. Czułam się jak ogłupiały niewolnik. Potem był skype, spotkanie...... no i tak się potoczyło. Nie żałuję jednak tego wszystkiego. On pozwolił mi się wyrwać z tego więzienia. Mam teraz większe możliwości. Mam lepsza pracę , ciągle mną się opiekuje pomimo,ze nie mieszkamy razem( nie zrobię już nigdy tego błędu), pomaga mi jak może, spotykamy się ze sobą jeśli mamy możliwość. Mieszkamy od siebie 20 min drogi autem. Jesteśmy znów każdego wieczora na skype i tak jest dobrze. Myślę ,ze nic nie dzieje się bez powodu. Myślę ,ze było to moim przeznaczeniem i dobrze ,ze szybko wyciągnęłam wnioski z tej lekcji.
Powiedzcie proszę jak myślicie. Mój Andy jest ze mną każdego dnia(nie fizycznie ale poprzez tel. skype..)pomaga mi jeśli mam jakiś problem,opowiada mi o swojej pracy itd. Próbuje mnie ukierunkować na dobrą drogę, abym wreszcie w swoim życiu poczuła się wolna i przekonała się do końca o swojej wartości. Czy On przez to próbuje mi pokazać,ze mu na mnie w dalszym ciągu zależy? Nie mówię już Mu o swoim uczuciu, traktuję oficjalnie jak przyjaciela. Co najważniejsze, nie widzę aby dalej coś pił.Co o tym myślicie?
Witajcie! To juz ponad rok od momentu, kiedy tu pierwszy raz zawitalam. Chce powiedziec, ze nadal jestem z moim Andy ale jestesmy madrzejsi o nasze doswiadczenia. Nie mieszkamy ze soba, ja pracuje nadal i spotykamy sie co dwa tygodnie.Wiele sie zmienilo w naszym zyciu na lepsze.
Hmmm praca ze starszymi osobami to ciezki orzech do zgryzienia. Ale najlepszy sposob na dobry pieniadz.
sama majac 20lat jezdzilam do starszej babci, na 3-4tyg, wiecej nie wytrzymywalam. Reszte siedziala tu mama, i jest do tej pory. Ja tez tu mieszkam, ale pracuje we pflege dienscie, robie ausbildung na altenpflegerin. Czy bym wrocila do takiej prywatnej opieki? Nigdy. Lubie swoja prace, ale wole ja wykonywac w taki sposob jak teraz niz tak jak wczesniej, w prywatnym domu...
wydaje mi sie, ze to wlasnie nuda zaprowadzila Cie na te wszystkie przykre doswiadczenia jakie Cie spotkaly w niemczech. Ale trzymam kciuki, oby Ci sie ulozylo tak jak tego chcesz ![]()
merry90, dzieki za mile slowa, Ty rozumiesz wiecej niz moze inni. Staje powoli na swoich nogach. Wiem , ze jak skonczy sie moja praca tutaj, bede miala swoje lozko(moje wlasne)i nie bede juz zyla w obcym dimu. W krotkim czasie tutaj przeszlam wiele, ale my Polacy jestesmy berdzo szczerzy i bardzo naiwni, to nasza mentalnosc. Trudno po ponad pol wieku zycia, zmienic swoje podejscie do zycia, ale probuje. Czasem zastanawiam sie czy dobrze zrobilam, podejmujac tak wielkie wyzwanie wyjezdzajac tutaj, ale wiem , ze zrobilam poprawnie i odzyskalam wiare w siebie. Walcze jeszcze z mezem o alimenty, bo nie bedziue juz mnie nikt krzywdzil. Te 32 lata malzenstwa, mojego poswiecenia, nie pojda na marne. Nigdy nie bylam materialistka, ale to dzieki memu uporowi on ma teraz ponad 4 tys emerytury a ja zyje na niepewnym gruncie. Moze zle mysle, ale taka jest moja decyzja.