netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Proszę o radę...

12 odpowiedzi3 035 wyświetleńzałożony przez mamitusia, 23.11.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Proszę o radę...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Proszę o radę...

Witam wszystkich!!!

Jestem tutaj nowa i mam dość dziwny problem...
Zdaję sobie sprawę z tego, iż niektórzy z Was pewnie wezmą mnie za wariatkę, niedojrzałą kobietę, czy cośw tym rodzaju... Ale mam nadzieję, że choć część z Was mnie zrozumie.
Mam 23 lata, a mój mąż 31. Małżeństwem jesteśmy prawie 2,5, roku, a ogólnie razem jesteśmy prawie 6 lat. Mamy 1,5 rocznego synka. Już przed ślubem zauważyłam, że moje uczucia do obecnego wtedy narzeczonego nie są takie same, jak na początku związku. Na początku było super (wiadomo- byłam bardzo młoda, zauroczona), później trochę się zmieniło. On pił, często spotykał się z kumplami, jakieś tam imperezy beze mnie. Zawsze, gdy się kłóciliśmy, on mówił, że lepiej, gdy się rozejdziemy, a ja głupia zawsze go zatrzymywałam, myślałam, że żaden inny mnie nie zechce- głupi rozum miałam. O zerwaniu powtarzał zawsze przy kłótni. Aż wkońcu kiedyś nie wytrzymałam i zerwałam ja. Wtedy zaczęło się przepraszanie z jego strony, zaczął grozić, że sobie coś zrobi itp, itd. Wróciłam ze strachu. Potem było ok. Przestał pić, zerygnował z kumpli, ale moje uczucia już się zmieniły. No ale oszukiwałam się, że wszystko się jakoś ułoży. Zaplanowaliśmy ślub. Rok przed, zrozumiałam, że jednak Go nie kocham i znowu zerwałam. Wtedy rozpętała się "wojna". Płacz z jego strony, błaganie na kolanach, żebym wróciła. Wmieszał w to moich rodziców. Miałam 21 lat. Dostałam od nich niezły ochrzan!!! Że, jak ja mogę tak robić!!! Wesele zaplanowane!! On niby się tak dla mnie zmienił, bo przestał pić itd. Nie rozumieli, że ja poprostu nie kocham. Ale dosłownie za rękę zaprowadzili mnie do niego, że mam przeporosić i wrócić. Byłam na ich utrzymaniu, z nimi mieszkałam. Powiedzieli, że jeżeli od niego odejdę, to nie chcą widzieć żadnego innego chłopaka w domu. Co miałam zrobić??? Z płaczem wróciłam do P. Myślałam, że moje uczucia zmienią się po ślubie. Myliłam się. Po ślubie dowiedziałam się o paru niespłaconych kredytach męża. Byłam wściekła. Zaszłam w ciążę- myślałam- dziecko napewno zmieni moje uczucia. Przez jakiś czas było ok. Oczywiście po ślubie podczas kłótni też powiedział mi, że jego uczucia nie są takie same,jak kiedyś. Mówił to czesto. Ja zawszemilczała, nie komentowałam. Aż do teraz. Jakieś 3 tyg pokłóciliśmy się. On powiedział, że już mnie nie kocha tak, jak kiedyś. Ja powiedziałam to samo. Nie odzywaliśmy się do siebie. Aż nagle któregośdnia, on stwierdził, że chce wszystko naprawić. Zgodziłam się ze względu na dziecko. Ale ja nie potrafię udawać. Gdzieś po drodze uleciały moje uczucia do niego. Powiedziałam mu o tym. On ciągle o tym gadał, więc dlaczego ja nie mogę... No i rozpętała się kolejna "wojna". On zaraz pożalił się moim rodzicom (mieszkamy z nimi). Powiedział, że on się stara coś naprawić a ja nie chcę. I kolejny ochrzan od rodziców. Powiedziałam im, że ja go jużnie kocham. Nie rozumieją tego. Nie chcą słyszeć nic o rozwodzie. Są katolikami, dla nich to grzech. Przedwczoraj mąż przytulił się do mnie i powiedział, że mnie kocha. Ja milczałam. No i kolejna kłótnia, bo wkurzyło go, że też nie powiedziałam "kocham". Jak mam to powiedzieć, skoro tego nie czuję?? Nie wiem, co robić. Rodzice mnie nie rozumieją, on zwala wszystko na mnie, że to niby przeze mnie rozwala się małżeństwo. Wciąż gadał, że nie czuje tego, co kiedyś, a teraz nagle zaczął kochać. Nie rozumiem tego. Boję się odejść. Nie mam dokąd iść. Poza tym, nie chcę, żeby odebrał mi synka. Jeśli rozwód, to z jego winy. Ale jak długo mam czekać na jakiś jego błąd? Czy mam żyć z kimś, kogo nie kocham? Czy był ktośw takiej sytuacji??? Doradźcie, co mam robić. Jestem w totalnym dołku. Dodam, że w sypialni też nam się nie układa, ale to już z mojej winy. Poprostu nie będę się zmuszała do czegoś, czego nie chcę. Co robić?????

2

Odp: Proszę o radę...

pamiętaj ze to jest Twoje życie i jedyne jakie masz. Jeśli jesteś przekonana ze nie chcesz z nim spędzić reszty życia więc odejdź. Z resztą nie podoba mi się jego zachowanie. Po co leci z każdym problem do Twoich rodziców, dosłownie jak małe dziecko.
Co do rozwodu mam rozumiec że w gre wchodzi tylko rozwód z orzeczeniem o winie Twojego męża dla tego żeby to był dowód dla Twoich rodzców tak? Wisz już jesteś dorosła, masz męża i jesteś matka nie musisz udowadniać w sądzie że Ty masz racje, moze lepiej nie wyciągac brudów, z reszta postąpisz jak bedziesz uważała.

3

Odp: Proszę o radę...

Chodzi o to, że ja czekam na jakiś jego błąd (zdrada czy coś innego), żebym miała pretekst do odejścia, bo inaczej rodzice nie zrozumieją, a ja nie mam dokąd iść, muszę zostać u nich. On z każdym problemem idzie do nich i potrafi tak nagadać, że to zawsze ja jestem ta zła. Kompletnie nie wiem, co robić...

4

Odp: Proszę o radę...

tak jak myślałam.... uprzedź go, za nim on pójdzie pożalić się do Twoich rodziców Ty zrób to pierwsza bo w innym wypadku on zawsze bedzie Cie oczerniać w oczach Twoich rodziców.
Po za tym może nie czekaj aż popełni błąd bo możesz sie nie doczekać tylko po mału zastanawiaj się gdzie mogłabyś się ewentualnie przeprowadzic.
Podejrzewam ze kłótnia z Twoimi rodzicami Cię nie ominie..... z czasem moze zrozumieją że czujesz się nie szczęśliwa i że to oni się przyczynili do tego.

5

Odp: Proszę o radę...

Nie ma to jak kochający rodzice... Kto jak kto ale ja uważam, że rodzic zawsze powinien stanąć po stronie swojego dziecka. Niekoniecznie przyklaskiwać wszystkim głupotom jakie robi ale być przy nim i wspierać jego decyzję...

Mamitusia - nie pracujesz nigdzie? Twój synek ma już półtora roku może udałoby ci się znaleźć jakąś pracę i stopniowo zacząć się uniezależniać? Wtedy nie będziesz musiała zostawać u rodziców w przypadku ewentualnego rozwodu.

A druga kwestia - jeżeli chodzi o prawa do dziecka to najczęściej mimo wszystko dostaje je matka, zwłaszcza gdy chodzi o dziecko tak małe. Musiałabyś wykazywać się patologiczymi skłonnościami lub zupełną nieumiejętnością do poradzenia sobie samej żeby przyznano prawa ojcu.

6

Odp: Proszę o radę...

No więc, jeśli chodzi o pracę, to narazie nie szukam, gdyż jestem na etapie pisania pracy mgr. Poza tym nie miałabym, gdzie zostawić małego. Tzn, mam gdzie zostawić- u teściowej, ale nawet nie chcę o tym słyszeć!!! Nie ciepię jej i z wzajemnością. Rodzice są przeciwko, bo mąż powiedział im, że mnie kocha i chce ratować małżeństwo, a ja tego nie chcę. On zawsze roobi sceny. Zawsze, gdy się kłócimy on chce wychodzić z domu i rodzice potem krzyczą na mnie. Są tak bardzo za nim, bo nie jest złym człowiekiem. Zarabia, bardzo kocha synka, zajmuje się nim po pracy, nie pije- pod ty względem nie mogę narzekać, ale ja już nie umiem go kochać. A nie umiem udawaćmiłości.Wszyscy twierdzą, że dla dobra dziecka powinnam to jakoś naprawić. Ja już nie umiem się przytulić do niego, nie cieszą mnie wspólne wyjścia itd. Jak długo mam udawać? Najgorsze jest to, że mieszkamy w bloku i moi teście mieszkają pod nami!!! On jużmi powiedział, że czeka na jedno moje słowo i po świętach się wyprowadzi. Dlatego po świętach, żeby mały miał udaną Gwiazdkę. Ale zapowiedział mi, że to będzie tylko i wyłącznie moja wina, bo on chce dobrze a ja nie. Ja już powiedziałam rodzicom, że go nie kocham, że nie chciałam ślubu. Rozzłościli się. Nie rozumieją, jak można przestać kochać. Przecież przysięgałam przed Bogiem miłość!!! A moje zdanie jest takie, że gdyby człowiek potrafił rozróżnićzadużenie od miłości, nie byłoby takich problemów, jak mój.

7

Odp: Proszę o radę...

To kiepska sytuacja, w której niestety chyba musisz być egoistką. Rozumiem, że chwilowo sytuacja ci na to nie pozwala ale spokojnie, skończ pisać pracę i zacznij konkretnie działać. Zdecyduj się czego tak naprawdę chcesz - bo rozumiem, że rozwodu i samodzielnego życia z synkiem? Jeśli tak to zacznij robić wszystko, żeby twoje marzenie się spełniło. To nie takie trudne, uwierz (mam kumpelę, która całkiem niedawno została z dwuletnim dzieckiem bez dachu na głowie i pracy żadnej. miała na koncie dosłowne 0 złotych. i jakoś dała radę, to jasne, że nie było łatwo - na początku menelowanie gdzieś po znajomych z dzieckiem ale w końcu udało jej się coś wynająć, znaleźć całkiem tanią nianię i pójść do pracy).

A z rodzicami spróbuj jeszcze raz porozmawiać. Wytłumacz im, że to ty jesteś ich dzieckiem a nie twój mąż. Że powinni Ciebie wspierać. Obawiam się jednak, że mogą nie zrozumieć. Wtedy daj im po prostu trochę czasu aby mogli oswoić się z Twoją decyzją. Może gdy rozwiedziesz się i zaczniesz wreszcie żyć swoim życiem zobaczą twoje szczęście i wtedy zrozumieją, iż postąpiłaś słusznie.

8

Odp: Proszę o radę...

Wydaje mi sie że na spokojnie powinnaś porozmawiaś i z rodzicami i z nim.
Rodzicom wyjaśnic, że jest to Twoje życie i to Ty decydujesz o nim, a przy mężu po prostu nie jestes szczęśliwa, miłośc wygasła albo moze nigdy tak naprawde jej nie było, więc dlaczego masz życ z kims kogo nie kochasz?? Dlatego tez prosisz ich o zrozumienie i oparcie, w końcu sa Twoimi rodzicami i mogliby Ci pomóc..
Co do męża to piszesz, że sam sie zgodził na wyprowadzke... i bardzo dobrze, jestesmy krok do przode wink tylko wypada mu jeszcze wyjaśnic, ze mimo tego, że jest dobrym człowiekiem (jak sama napisałaś) ale Twoja miłość wygasła i nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Mozesz też zaznaczyc, że nie bedziesz robiła problemów co do spotkań z synem..

9

Odp: Proszę o radę...

nie wiem, może to co powiem będzie głupie i nieprzydatne, ale - ostatnio ksiądz na religii (jestem ateistką, ale chodzę na religię, bo interesuje mnie teologia) mówił, że jeśli jedno z małżonków weźmie ślub pod jakąkolwiek presją, a nie z miłości i rzeczywistej chęci - ślub jest nieważny. ten przed Bogiem oczywiście, nie prawny.

10

Odp: Proszę o radę...

ja nie jestem ateistka wiec nie wiem..

11 Ostatnio edytowany przez papillon (2009-11-23 18:32:09)

Odp: Proszę o radę...
majorka napisał/a:

ja nie jestem ateistka wiec nie wiem..

to właśnie tymbardziej powinnaś chyba wiedzieć, skoro jesteś wierząca? to jest trochę smutne, ale już nie raz spotkałam się z tym, że ja jako niewierząca wiem więcej o wierze katolickiej niż nie jeden katolik. ech, no ale to nie ten temat.

12

Odp: Proszę o radę...

źle sie zrozumiałysmy wink nawet podczas przysiegi o to pyta.... czy napewno slub z miłości (tylko troche inaczej)  ale niewiem jak sie to potem załatwia...

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Proszę o radę...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026