Hej.
Na wstępie chciałbym się ze wszystkim przywitać.
Bardzo prosiłbym o jakieś opinie,komentarze,rady ponieważ już sam nie wiem czy to może ja mam coś z psychiką
czy ten związek mnie tak wykończył.
Będzie to dłuższa historia i prosiłbym o przeczytanie do końca.
Otóż byłem w związku niespełna 3 lata,ona 21 lat natomiast ja 25.
Pierwszy miesiąc był fantastyczny i nadeszła 1 cięzka próba,moja ex okłamała mnie że jedzie z siostrą nad wodę a okazało się że pojechała do byłego.
Strasznie się wkurzyłem,nie szczędziłem gorzkich słów a ona przyłapana na kłamstwie powiedziała tylko "oj weź mnie nie denerwuj".
Powiedziała także że jeśli jej nie ufam to wraca do byłego co też niby zrobiła.
Wróciła do domu w poniedziałek,zadzwonił jej były i powiedział że chciał tylko umoczyć sobie i niech spada bo być może jest w ciąży.
Oczywiście płacz,histeria i telefon do mnie bo niby tylko mnie kocha itp i z tamtym już nie chce,przypuszczam że kłamała że czegoś niby jej dosypał do soku i wykorzystał.
Kolejny numer jaki mi wycięła to jak wyszla na miasto z siostrą,jej chłopakiem,swoją koleżanką i jakimś tam kolegą nowo poznanym.
Byliśmy lekko pokłóceni i ona na następny dzień napisała do tego nowego kolegi że "jeśli poda swój numer tel to możemy się spotkać
i pokażę ci jaka potrafię być milutka dla chłopaków"
Zapytałem co to ma znaczyć a ona że dla jaj z siostrą do tego chlopaka pisały,zapytałem jej siostry i wszystkiemu zaprzeczyła,nic o tym nie wiedziała.
Kolejna sytuacja również była po kłótni,już wieczorem była umuwiona z jakimś typem,miarka się przebrała gdy byłem u niej i padł jej telefon,odjeżdżałem
od niej i powiedziałem aby go naladowała aby był kontakt,nic z tym nie zrobiła a dowiedziałem się na kolejny dzień że cały wieczór i noc spędziła własnie z tym typem i
wróciła nad ranem i dopiero włączyła telefon.
Coż,jak człowiek zakochany to i głupi,postanowiłem dać szansę.
Kolejna akcja była znów za jakiś czas,mówi że się źle czuje i o 18 idzie spać,kolejnego dni będąc na jej Facebooku przeczytałem wiadomośc do koleżanki że wróciła o 2 w nocy
bo była gdzieś z jakimiś dwoma chłopakami...jak wróciła o 2 w nocy to napisała sms że się przebudziła właśnie....
Co dalej....któregoś dnia zażartowałem sobie że mój kolega widział ją z jakimś chłopakiem w nocy jak sobie jeżdzą autem...co usłyszałem?
"A no faktycznie,nie wspominałam Ci że nie mogłam spać i o 3 w nocy chodziłam do sklepu po czipsy i kolegę spotkałam..."
Trafiłem z tym żartem w 10,sama się wygadała.
To tylko co po niektóre sytuacje,fakt,z czasem przez ten związek zacząłem być bardzo nerwowy,podejrzliwy,nieufny,chciałem
zakończyć ten związek ale nie potrafiłem,chyba to była kwestia przyzwyczajenia.
Po pewnym czasie ona zaczęła oskarażać mnie że ją zdradzam,zawsze pytałem jakie ma podstawy do tego to odpowiadała "bo tak,bo tak czuję",ja bynajmniej miałem jakieś podstawy aby
sądzić że ona mnie zdradza.
Chciałbym dodać że praktycznie po każdej kłótni lądowała u swojego ex,nie tego który rzekomo ją wykorzystał tylko innego.
Zdarzały się przypadki że gdy przyłapałem ją na kłamstwie to próbowała odwrócić kota ogonem aby jej współczuć i opowiadała
głpoty że ją ojciec,bił,molestował seksualnie itp itd. co oczywiście jest bzdurą.
Coraz częściej głupio mi było do niej jeździć bo przy rozmowach telefonicznych domownicy słyszeli że mnie oskrża o Bóg wie jakie
rzeczy i pomału wyrabiali sobie o mnie zdanie jakiejś świni,która na lewo i prawo zdradza a moja była niby taka święta.
Napisała mi któregoś wieczoru wiadomość "Chcę abyś się o mnie martwił,szanował,dbał itp" odpisałem jej na to co robi abym ją
szanował, dbał....powiedziała że nic nie robi w tym kierunku więc zapytałem czemu wymagasz czegoś od innych nie dając tego samego w zamian
odpowiedziała "bo jestem poje*ana"/
Po tych 2 burzliwych latach kłamstw i zapewne zdrad próbowała się zmienić na lepsze ale ja już nie miałem do niej zaufania,nie potrafiłem
zapomnieć jakie krzywdy mi wyrządziła próbowałem zerwać ale nie potrafiłem.
Z czasem sam zacząłem dążyć do tego aby ona zerwała,nie odzywałem się po kilka dni itp...od dłuższego czasu czułem że gdybym ją zostawił to w ciągu kilku dni byłaby już z kimś innym.
Nie myliłem się,zerwaliśmy i byłem pewny że będzie chciała wrócić jak to ma w zwyczaju ale przestała się odzywać czyli zapewne ma już jakieś szybkie pocieszenie.
Chciałbym dodać że często wspominała o jakiś zaręczynach,ślubie i te sprawy...
Moje pytanie jest takie,czy to ze mną jest coś nie tak że zacząłęm być wobec niej podejrzliwy,nieufny,próbuje zrzucić na mnie winę
za rozpad związku bo niby to przez ostatnie miesiące związku ją okłamywałem i zdradzałem,oczywiście argumentów brak na takie oskarżenia.
Czuję się starsznie wykończony psychicznie tym związkiem,teraz próbuję dojść do siebie i czy to ona powinna iść do jakiegoś psychologa
czy ja??
Proszę o komentarze odnośnie mojej historii,jakieś rady,pomoc,cokolwiek.
Pozdrawiam.