Dobry wieczór ![]()
Chciałabym zapytać, co myślicie o oddzielnych wyjazdach (rekreacyjnych, nie służbowych) partnerów i czy u Was w związkach takie są?
Sprawa wygląda tak, że jestem z moim chłopakiem od trzech lat. Kocham go, zależy mi na nim i chcę z nim spędzić przyszłość. Mam też przyjaciółkę, znamy się od liceum i od jakichś 5-6 lat co roku wspólnie gdzieś wyjeżdżamy. Mój chłopak do tej pory nie miał nic przeciwko, tzn. czasem pomarudził, ale ostatecznie nie robił większych problemów, a nawet odbierał mnie potem z pociągu
Z tym, że do tej pory były to zawsze podróże po Polsce. W tym roku kończę studia i bardzo chciałam wyjechać gdzieś w lipcu, żeby odpocząć zaraz po obronie, a potem spokojnie zająć się planowaniem przyszłości i szukaniem pracy (wiadomo, że na początku ciężko o urlop). Mojemu chłopakowi nie pasuje ten termin, a za to koleżance jak najbardziej. Tyle że tym razem zaczęłyśmy planować jakiś zagraniczny wypad. Początkowo miały to być raczej państwa sąsiedzkie (Wilno, Berlin, Budapeszt). Chłopak, jak mu o tym wspomniałam, trochę marudził, ale sądzę, że ostatecznie by się przekonał. Tyle że nagle przyjaciółka zaproponowała Włochy. Znalazła bardzo tanie bilety lotnicze, trzeba było się decydować na już. Dwie inne koleżanki powiedziały, że chcą jechać, więc spontanicznie powiedziałam, żeby kupiła i mi. Ale teraz mam wyrzuty sumienia. Facetowi jak na razie o tym tylko wspomniałam, nie powiedziałam, że już mamy bilety. Wygląda jednak na to, że dość mocno nie podoba mu się pomysł. Z jednej strony mam ochotę pojechać. Z drugiej... nie da się ukryć, że w tym związku to i tak zawsze ja miałam więcej wolności. Mój chłopak nigdy beze mnie nie podróżował (chyba że służbowo), a samodzielne wyjścia zdarzały mu się naprawdę sporadycznie (mnie też nie co weekend, ale jednak co jakiś czas bywały). Właściwie on jest o 3 lata starszy, więc chyba trochę zdążył się wyszaleć przed naszym związkiem. Zastanawiam się, czy nie powinnam zrezygnować, żeby być wobec niego fair. Bo skoro do tej pory mnie raczej nie ograniczał, to może tym razem powinnam uszanować jego zdanie? Bilety były na tyle tanie, że byłabym w stanie przeboleć stratę. Tyle że wiem, że wtedy koleżanki pewnie by się obraziły, i miałyby rację. Wiem, że ogólnie zachowałam się głupio, trochę jak taka dupa wołowa bez własnego zdania. Teraz chciałabym to jakoś odkręcić, ale nie wiem, jak...
Podobne tematy
Powiedz chłopakowi o swoich planach, im szybciej, tym lepiej. Z jego reakcji wywnioskujesz, czy bardzo będzie niezadowolony.
Trudno zdecydować, może to już ostatnia okazja, żeby wyjechać razem z dziewczynami, a może on ma też jakieś plany wspólnego wyjazdu.
Faktycznie, jesteś trochę między młotem i kowadłem.
Tak, pierwsze co, to mu powiedz, a pozniej jakos to odpokutuj ;-) moze troche przychamujesz z ta wolnoscia na rzecz czestszego spedzania czasu z nim, albo potem zorganizujesz dla niego, dla was jakis fajny wypad, tak w ramach podziekowania za jego wyrozumialosc dla ciebie i twoich wypadow :-)
Na ten termin na pewno nie ma żadnych planów. Wstępnie za to planujemy weekendowy wyjazd pod koniec sierpnia, kiedy on ma urlop. To ja upolowałam taniutkie bilety w tym terminie, i to do miejsca, gdzie chciał pojechać, więc powinien wiedzieć, że zależy mi, żeby z nim spędzić czas ![]()
To nie jest też tak, że korzystam z tej wolności nie wiadomo ile
Wyjazd z koleżankami raz do roku, impreza z nimi może co 2 miesiące - i tyle. W naszym związku to raczej ja jestem stroną narzekającą na małą ilość spędzanego wspólnie czasu.
No i właśnie - to pewnie jest ostatni wyjazd z koleżankami. Za rok będę miała już (mam nadzieję
) stałą pracę i 2 tygodnie urlopu, więc raczej oczywiste, że zaplanuje je z partnerem.
Ja nie widzę żadnego problemu. Wprawdzie sama jeżdże z męzem, bo mam mało czasu i ten, który mam, zwyczajnie lubię spędzac z nim, bo bardzo sie kochamy, ale nie wyobrażam sobie presji w tej kwestii czy krecenia nosem, gdybym zdecydowała inaczej. Tak samo mąż gdyby miał np. wiecej wolnego niż ja moze spokojnie jechac z kolegami. Sam jeżdzi np. odwiedzać rodzinę za granicą, a ja czasem sama z siostrą na dłuzszy weekend.
Ostatnio moja mama (wiek mocno emerytalny) palnęla taki wykład swojej znajomej, ktora przez kilkadziesiat lat nie wyjechała nigdzie sama (tzn. jak mąz nie moze, to znajoma mamy siedziala w domu np. 2 miesiące), że w małżenstwie są 2 osobne osoby i 2 osobne światy, a część wspólna to tylko pewna część i to z taką argumentacją, że nie powstydziłaby sie wojująca feministka
Więc jak kobieta pod 70 może, to i Ty ![]()
Ja bym się zgodził. Wyjeżdżamy czasem osobno. Za granicę również.
Ja z moim Niemężem nie mamy tego problemu. Ja i On dość często wyjeżdżamy gdzieś osobno gdyż nie zawsze mamy możliwość wyjazdu razem.