netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

31 odpowiedzi11 309 wyświetleńzałożony przez Bezradna stokrotka, 09.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Witam wszystkich serdecznie!
Jestem tu nowa, ale potrzebuje czyjeś porady, bo już nie wiem jak mam z nim rozmawiac, nie chcę znów go tracić! 

Nasza historia jest długa i zawiła, ale postaram się ją skrócić. 
Wierzę, że łączy nas przeznaczenie, ale zły los ciągle próbuje nas rozdzielic.
Pierwszy raz uslyszalam o nim 3 lata przed naszym poznaniem. Nasi wujkowie się przyjaznili. Jego stryjek odwiedzal nas i pewnego razu opowiedzial mi o nim. Mówił, że mają w rodzinie chłopaka, z którego są bardzo dumni. Pochodzi ze wsi, a dzięki swojemu uporowi i pracy w wakacje, mógł skończyć studia w dużym mieście. Na wynajem mieszkania i utrzymanie sam zarabiał. Jego wujek bardzo go wychwalal, że to dobry, porządny i religijny chłopak. 2 lata później zakochalam się w pewnym chlopaku od pierwszego wejrzenia. Nasze spojrzenia spotkały się w kościele i to było jak grom z jasnego nieba. Wydawalo mi się, że jakiś blask od niego bije. Było to w tym kościele na wsi. Jeżdżę tam z rodziną często, ale na stałe mieszkam w dużym mieście. Miałam wtedy wielką chęć poznania go. Rok czasu go później nie widzialam, ale i tak nie mogłam przestać o nim myśleć. Rok po tym wydarzeniu znów go ujrzalam na Wszystkich Świętych. Znów oboje często patrzylismy na siebie. I wtedy on podszedł do mnie przy wychodzeniu z kościoła! Zagadal, okazało się, że widzial rejestracje w naszym aucie. Z tego dowiedzial się, że mieszkamy w tym samym mieście. Spotkalismy się tego samego dnia wieczorem,juz w tym mieście. Okazalo się, że to ten chłopak, o którym opowiadał mi jego wujek!!!Było super, żadnej ciszy, wiele tematów itd. Pozniej było jeszcze jedno udane spotkanie. I po nim cisza. Nie odpisał nawet na smsa. Rozpaczalam, bo uznalam, że mnie olał bez słowa. Wiem, że tak się zdarza, ale mocno bolało, bo zdazylam już coś poczuć do niego. Ból był straszny. Kolezanki zaczęły wyciagac mnie na imprezy. Poznawalam wielu, ale żadnego nie chcialam, nikt nie był taki jak tamten. Wciąż o nim myslalam, z biegiem czasu coraz bardziej bolało i coraz bardziej tesknilam. Potem zobaczylam go na wielkanoc. Patrzył się cały czas smutnym wzrokiem, starał się zbliżyć do mnie, jak mijalam go idąc do komunii, dotknął mnie w rękę...myslalam wtedy, że sobie kpi ze mnie i z mojego cierpienia. Sądziłam, że jak będę na niego patrzeć, to będzie się cieszył, że wciąż nie mogę o nim zapomniec. Uwazalam tak, bo myslalam, że przecież sam urwał kontakt. Nie patrzylam więc na niego, spuszczalam wzrok, zawsze staralam się stać między braćmi i rodzicami, żeby odgrodzic się od niego. Wrocilam ze świąt na wsi do miasta. Nie widzialam go później aż do Bożego Narodzenia. Bałam się, że kiedyś zobaczę go kościele jak stoi z inną dziewczyna ...wciąż nie mogłam o nim zapomniec. I wtedy stał się cud- znów podszedł do mnie! Wykorzystal moment, kiedy nie było przy mnie akurat rodziców. Prosił o mozliwosc wytlumaczenia. Dałam mu ją. Okazało się, że miał awarię telefonu, stracił wszystkie kontakty, a sms nie doszedł. Błagał, żebym mu uwierzyla. Naciagane, ale w sumie czemu miałabym mu nie wierzyć? Przeciez jakby nie chciał, to nie podchodzilby drugi raz.Wysylal mi potem wiele smsow, maili. Chciał, żebym go poznała, żebym zobaczyla jakim naprawdę jest czlowiekiem. I zobaczylam, że to dobry, wartosciowy chłopak. Religijny, spokojny, kulturalny romantyk. Mój ideał pod każdym wzgledem. Miałam potem sesję. Bardzo mnie wspierał. Martwił się, że czasem nie mogę spać z nerwów, nie chciał żebym robiła sobie krzywdę. Wysyłał mi maile, zdjęcia naszych rodzinnych stron( oboje pochodzimy stamtąd i oboje teraz mieszkamy w tym samym mieście). Widzialam że się zakochał . Był taki szczesliwy, za każdym razem jak na mnie patrzył nie mógł powstrzymac usmiechu, oczy mu się śmiały i blyszczaly. Wysłał mi kiedyś smsa o 1 w nocy, że nie może zasnąć i myśli o mnie i o tym jak też czasem nie mogę zasnąć, że mi wspolczuje. Potem stało się pierwsze nieszczescie-skręcił kolano na nartach. Nie mógł długo chodzić, miał wiele zabiegow.. starałam się go wspierać, a on wysłał mi wtedy maila, w którym pisał, że snilam mu się jak spacerowalismy razem nad rzeką w naszej wsi i jak potem rozmawialismy z jego rodzicami. Podobno myślał o tym śnie na jednym z zabiegow i akurat leciała piosenka "dream a little dream of me".. wysłał mi ją..zakochana bylam strasznie, bo okazało się, że mamy takie same wartości, poglady na świat, nawet identyczne poczucie humoru. Wszystko było jak w bajce. Niestety pod koniec lutego przyszło kolejne nieszczescie. Bolał mnie brzuch, badanie usg wykazalo zmianę w nadnerczach...lekarka podjerzewala guza. Z racji mojego wieku i umiejscowienia było nieciekawie. Wyczytalam na internecie, że wczesne wykrycie i leczenie daje u 50% pacjentow szansę na 2 lata życia...a mnie od dawna bolalo w boku, myslalam że to koniec. Czekalam tylko na rezonans mający potwierdzic co mi jest..za 3 tyg miałam go mieć, bo mialam na skierowaniu "pilne"...balam się, ale najwazniejsze dla mnie bylo, żeby nie marnowac mu życia. Nie wiedzialam co ze mną będzie, nie chciałam żeby był swiadkiem moich cierpień, smierci..nie chciałam, żeby przez to cierpiał. Postanowilam zerwać jakoś kontakt, dwa razy zaczynalam kłótnie żeby uznał, że jestem dziwna i zerwał ze mną. Jednak miałam wyrzuty sumienia, nie umialam  tak..przeprosilam. Mój egoizm wygrał, chciałam przez te 3 tygodnie aż do rezonansu być szczesliwa...chwytać ostatnie dobre momenty życia z nim..ale coś się psulo, rzadziej pisal, tlumaczac się pracą. Raz się tylko spotkalismy. Nie moglismy się nagadac jak zwykle. Ale potem nic nie proponowal. Nie wiedzialam dlaczego. Miałam potem rezonans. I stał się cud, bo nic nie wykazal..bóle jakoś same przeszły.. cieszylam się, że nie będę musiała zrywać z nim kontaktu przez chorobę. Spotkalismy się. Widzialam radosc w jego oczach jak na mnie patrzył..ale dowiedzialam się o kolejnej zlosliwosci losu...dowiedzial się (właśnie od tego momentu, co mniej pisal i nie proponowal spotkań ), że do czerwca ma wyjechac do innego miasta...do Warszawy lub Wroclawia..wysyłają go tam z pracy...jakby się nie zgodził, to nie przedluzyliby mu umowy. Skończył studia techniczne, jest inzynierem magistrem, pracuje na budowie, nadzoruje jakieś prace. Ma zamiar zdawać egzamin, by zdobyć kolejne uprawnienia. Jest bardzo ambitny i pracowity. Jak dowiedzial się o wyjezdzie, postanowil nie rozwijac dalej naszej znajomosci, zebym później nie cierpiala jak wyjedzie..bo ma wyjechac na rok, dwa lub trzy...nie wiedział o tym, że coś do niego czuję, uznał więc, że tak będzie lepiej. On czemuś nie wierzy w związki na odleglosc. Napialam mu, że też jest dla mnie ważny, że od pierwszego wejrzenia cos do niego czuję. Wtedy przyznał się, że też tak miał. Było to obustronne uczucie od pierwszego wejrzenia. Pisał, że cierpiał jak stracilismy kontakt. Że nie mógł znieść, że nie chcę potem nawet na niego patrzeć...że nie miał jak się skontaktowac...przyznał się nawet, że w rocznicę naszego pierwszego spotkania chodził po rynku, w nadziei że mnie spotka..nie mógł o mnie zapomniec, dlatego znów podszedl jak tylko była okazja..pisał, że miałam nigdy nie dowiedziec się co czuł, bo nie chciał wszystkiego komplikowac. Chciał wyjsc na dupka, zebym łatwiej o nim zapomniala po jego wyjezdzie...ale czułam, że cos jest nie tak, bo widzialam wczesniej w jego oczach uczucie..i wygadal się...mielismy się spotkac, żeby pogadac o tym wszystkim. Ale skonczylo się na milych rozmowach, zagadalismy się. Mówił, że tylko przy mnie jest takim gadula...chciał mnie zawsze dokladnie poznac, co lubię, co myślę na dany temat..doszło do tego, że kilka razy cytował moje słowa, które powiedzialam na spotkaniach rok wczesniej! Ale ja też pamietalam wszystko co on wtedy mówił. Na spotkaniu ogrzewal mi ręce swoimi rękami...patrzył na mnie często i w jego oczach wciąż widzialam zachwyt..ale ten jego wyjazd nieszczesny...mamy o tym niedługo pogadać. Niestety on miał teraz znów pasmo nieszczesc. Zmarł mu wujek, a tydzien później był pożar u jego rodziców...pojechał tam teraz, żeby pomagac...staram się go wspierac w tych trudnych momentach..mamy kontakt, ale nie pisze już tak często jak wtedy, kiedy jeszcze nie wiedział o wyjezdzie...napisal mi w smsie, że nie było tak, że mnie poznał i mu się odmienilo, ale że wyjeżdża i dla niego sprawa jest jasna. Bo nie chce mi marnowac życia, bo za rok będzie jeszcze trudniej, że jemu też jest ciezko, ale musi w końcu przejść. Pisal, że nie chce, żebym się do niego przyzwyczajala i cierpiała potem jeszcze bardziej, że dla niego to jest odpowiedzialnosc...a ja go kocham, nie chcę żyć bez niego. Nie chcę znów przezywac tego samego co rok temu...nie chcę znów go tracić przez głupi los i jego wyjazd...i tak o nim nie zapomnę..bedziemy mieć jeszcze tę jedną rozmowę na temat jego wyjazdu. Zamierzam mu powiedziec to wszystko co pisałam w tym poscie. Ale jak go przekonac, żeby dał nam szansę?? Widzę, że nie jestem mu obojętna. Moglibysmy się przecież widywac na wsi, oboje często tam jezdzimy...co mogłoby na niego wpłynąć, jakie argumenty? Macie jakieś pomysły? Błagam o pomoc!

2

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Nikt nie doradzi? Pomozcie, bo ja już nie wiem co robić w tej sytuacji sad

3 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-05-09 16:46:25)

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Cześć.

Jakiś dziwny ten Wasz związek, jeżeli to w ogóle można nazwać związkiem.

Przepraszam, czytając Twojego posta, miałam wrażenie, że czytam jakiś XIX-to wieczny romans.
Jakieś podchody, zrywanie bo choroba (chociaż to jeszcze mogę zrozumieć), odsuwanie się bo wyjazd.
Pogmatwane to wszystko.

4

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Cześć, dziękuję za odpowiedz. Masz trochę racji, oboje jesteśmy jak z innej epoki. Sentymentalni, nieśmiali, ale przez to podobni do siebie. Kiedyś nawet smialismy się, że nie pasujemy do tych czasów. Nie wiem czy można to nazwać zwiazkiem, na pewno to są początki. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku, do momentu jak dowiedzial się, że będzie musiał się wyprowadzic. Wiem, że sama chciałam zerwać z nim kontakt jak myslalam, że jestem chora, ale to dla jego dobra. I to był jednak poważny powód. A jego wyjazd? Czy to jest powód, by wszystko przekreslac? Nawet jakby miał wyjechac na 1-3 lat..przecież nie jedzie na koniec świata, nie wiem czemu on myśli, że na pewno skończy się to rozstaniem..jest strasznym pesymista..jak przemowic do niego, żeby dał nam szansę? Jest taka mozliwosc w ogóle?

5

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!
Bezradna stokrotka napisał/a:

Cześć, dziękuję za odpowiedz. Masz trochę racji, oboje jesteśmy jak z innej epoki. Sentymentalni, nieśmiali, ale przez to podobni do siebie. Kiedyś nawet smialismy się, że nie pasujemy do tych czasów. Nie wiem czy można to nazwać zwiazkiem, na pewno to są początki. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku, do momentu jak dowiedzial się, że będzie musiał się wyprowadzic. Wiem, że sama chciałam zerwać z nim kontakt jak myslalam, że jestem chora, ale to dla jego dobra. I to był jednak poważny powód. A jego wyjazd? Czy to jest powód, by wszystko przekreslac? Nawet jakby miał wyjechac na 1-3 lat..przecież nie jedzie na koniec świata, nie wiem czemu on myśli, że na pewno skończy się to rozstaniem..jest strasznym pesymista..jak przemowic do niego, żeby dał nam szansę? Jest taka mozliwosc w ogóle?

Ja nie wierzę w związek na odległość.
Przypuśćmy, że będziecie parą i On wyjedzie, to myślisz, że mogłabyś do Niego dojechać?

6

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Mam studia w moim mieście, ale myślę, że dalabym radę jeździć. On też mógłby. A jakby to się nie udawało, to jest jeszcze jeden fakt-ma u siebie na wsi rodziców.  Obecnie ma z naszego miasta do nich 2 godziny jazdy. I stara się jeździć tam co najmniej raz w miesiącu. Zostali sami, chce im pomagac w miarę mozliwosci. Też bardzo często tam jeżdżę, bo sama mam tam rodzinę. Tam moglibysmy się widywac. Po wyjezdzie do Wroclawia lub Warszawy miałby tam dalej niż z Krakowa. Pewnie jezdzilby rzadziej, ale i tak by jeździł. To początki, nie potrzebuje codziennego kontaktu. Widywanie się raz na jakiś czas+ kontakt telefoniczny wystarczylyby mi. Chodzi mi tylko o to, żeby utrzymać tę znajomosc, bo on tu może wrócić. Po prostu w tym momencie jego firma nie ma zleceń w Krakowie. A jak w ogóle nie bedziemy się widywac i on ograniczy kontakt smsowy (chociaż mowi, że nie chce zrywać ze mną kontaktu), to i tak ten kontakt w końcu skończy się kiedyś zupełnie...

7

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!
Bezradna stokrotka napisał/a:

Mam studia w moim mieście, ale myślę, że dalabym radę jeździć. On też mógłby. A jakby to się nie udawało, to jest jeszcze jeden fakt-ma u siebie na wsi rodziców.  Obecnie ma z naszego miasta do nich 2 godziny jazdy. I stara się jeździć tam co najmniej raz w miesiącu. Zostali sami, chce im pomagac w miarę mozliwosci. Też bardzo często tam jeżdżę, bo sama mam tam rodzinę. Tam moglibysmy się widywac. Po wyjezdzie do Wroclawia lub Warszawy miałby tam dalej niż z Krakowa. Pewnie jezdzilby rzadziej, ale i tak by jeździł. To początki, nie potrzebuje codziennego kontaktu. Widywanie się raz na jakiś czas+ kontakt telefoniczny wystarczylyby mi. Chodzi mi tylko o to, żeby utrzymać tę znajomosc, bo on tu może wrócić. Po prostu w tym momencie jego firma nie ma zleceń w Krakowie. A jak w ogóle nie bedziemy się widywac i on ograniczy kontakt smsowy (chociaż mowi, że nie chce zrywać ze mną kontaktu), to i tak ten kontakt w końcu skończy się kiedyś zupełnie...

No to powiedz albo napisz Mu to, co w tym poście.

8

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Tak zamierzam, ale to nie będzie łatwe, bo on jest uparty jak osioł sad czasem się zastanawiam czy mu w ogóle zależy. Bo niby po gestach, spojrzeniach i jego zachowaniu widzę, że tak. No ale tak od razu postanowil, że to nie ma sensu...czy możliwe jest, żeby facetowi zależało, ale wycofuje się przez wyjazd? Bo zawsze myslalam, że jak komuś na kims zależy, to się walczy o tę osobę..

9

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!
Bezradna stokrotka napisał/a:

Tak zamierzam, ale to nie będzie łatwe, bo on jest uparty jak osioł sad czasem się zastanawiam czy mu w ogóle zależy. Bo niby po gestach, spojrzeniach i jego zachowaniu widzę, że tak. No ale tak od razu postanowil, że to nie ma sensu...czy możliwe jest, żeby facetowi zależało, ale wycofuje się przez wyjazd? Bo zawsze myslalam, że jak komuś na kims zależy, to się walczy o tę osobę..

Nie dziwię Ci się, że się zastanawiasz czy Mu zależy.
Fakt, osobie której naprawdę zależy nawet odległość tak naprawdę nie będzie "problemem".
Możliwe, że to tylko i wyłącznie "przykrywka".

Tylko jak już wspomniałam, na początku, wydajecie mi się takimi "niedzisiejszymi" ludźmi, więc może Mu zależy... .
Jedyna "rada" to pogadaj z Nim i powiedz jak Ty "widzisz" ten związek.

10

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

To wszystko jest dziwne i skomplikowane. 3 tygodnie temu zapytalam go przez smsy czy chce dalej utrzymywac kontakt. Wywiazala się rozmowa na temat naszych oczekiwan. Poczatkowo pisal, że chciał mieć tylko znajomą.  Zaczelam drazyc temat, wygadal się że nigdy nie bylam i wciąż nie jestem tylko kolezanka. Nie mógł zapomniec itd.Ale uznał, że lepiej będzie jak wyjdzie na tego złego. Chcialam urwać kontkat, nie chciał tego, wygadal się wtedy, że nie jestem zwykła kolezanka. Pisał mi, że po tej rozmowie nie mógł spać, że stresuje się jak przed najwazniejszym egzaminem w życiu. To że się wygadal, dalej ciągnie naszą znajomosc. Nie wiem po co by to robił, jakby mu nie zależało. Wystarczyloby, że urwalby kontakt i tyle. Dlatego mam mętlik w głowie, bo wysyła mi sprzeczne komunikaty. Dziękuję Ci za rady, pogadam z nim, chociaż nie będzie to łatwe sad

11

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Stokrotko...

Kiedyś 19 lat temu miałam tak samo ...

Dziękuję że mi przypomniałaś.

On miał wyjechać a ja się w nim zakochałam ze wzajemnością.
On się zastanawiał czy tam nie zostanie i nie ułoży sobie życia.
Więc też z jednej strony go "ciągnęło" do mnie z drugiej z rozsądku próbował mnie odepchnąć.
Takie postępowanie Twojego wybranka świadczy tylko i wyłącznie o wielkim poczuciu odpowiedzialności.

Ale... zacytuje Ci słowa które kiedyś wypowiedziała do mnie koleżanka, a które głęboko zapadły mi w pamięć

"jeśli macie być ze sobą ...
jeśli jest Wam to pisane...
to choćby się świat do góry dupą wywrócił
to i tak będziecie razem"

Ale osobiście uważam że powinnaś pomóc szczęściu by nie przegapić swojej chwili..
Ja wtedy ...te 19 lat temu napisałam do niego list w którym ujęłam wszystko co czuję do niego.
Był zaskoczony, szczęśliwy i wrócił do mnie z czasem został moim mężem.
Spędziłam z nim wiele dobrych lat i mam córkę która jest wspaniała.
O reszcie nie wspomnę ...

Z całego serca życzę Wam szczęścia
i trzymam kciuki by Twój kochany zrozumiał, że trzeba walczyć o związek a nie przed nim uciekać.
Bo tu nie pora na rozsądek lecz na wartościową miłość dwojga wolnych ludzi .

12

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Smutny Motylku! Dziękuję Ci za tę wiadomosc. Nawet nie wiesz ile otuchy wlałaś do mojego serca! W innym przypadku bym chyba odpuscila, ale o nim jakoś nie mogę zapomniec. Poza tym czuję i widzę, że to dobry i wartosciowy człowiek. Mówił mi właśnie, że dla niego jest to odpowiedzialnosc.. jest prawie 5 lat starszy ode mnie i przez całą naszą znajomosc jakby chciał się mną opiekowac, teraz też pewnie uznał, że lepiej dla nas będzie jak już teraz zapomnimy, żeby potem bardziej nie cierpieć. Ale nie chcę tak. Pierwszy raz w życiu tak mi na kimś zależy i będę probowac przemowic mu do rozsądku, Twój post jeszcze bardziej utwierdzil mnie w tej decyzji. Też jestem zdania, że co ma wisieć, to nie utonie. Po coś ten los jednak zlaczyl nas drugi raz.

Dziękuję jeszcze raz i też Ci życzę szczescia w życiu!

13

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

A nie możesz studiować tam gdzie on będzie pracował?

14

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

No właśnie myslalam też nad tym. W czerwcu bronię licencjat, moglabym iść na drugi stopień do innego miasta. Tylko problem w tym, że obecnie mieszkam i studiuję w Krakowie. Mam tu rodzinę, przyjaciol, nie muszę tracić pieniedzy na wynajem mieszkania(wiem, że rodzice mieliby o to pretensje, a studiuję dziennie i ciężko byloby mi znaleźć taką pracę, żeby się samej utrzymac-opłaty za wynajem są duże w takich miastach, dodatkowo jedzenie, bilet miesieczny itd-nie moglabym liczyć na akademik, na stypendium socjalne ani na pomoc rodziców). Ale już pomijajac to wszystko, bo jednak on jest dla mnie wazniejszy i bylabym w stanie wiele poswiecic-to on ma taką pracę, że np.pół roku/rok może pracowac w Warszawie, a potem przerzuca go na jakąś budowę np.we Wroclawiu. (Mogą go nawet w każdej chwili zwolnić, jeśli firma nie miałaby zleceń)-boję się sytuacji, że zacznę 2-letnie studia w innym mieście i po kilku miesiacach on będzie musiał wyjechac-zostalabym wtedy w obcym mieście zupełnie sama, teraz mam przynajmniej rodzinę i przyjaciol. On nie chce pracowac tak całe życie, będzie zdawał egzamin na jakieś uprawnienia, uczy się sam dla siebie wizualizacji 3d, żeby móc znaleźć pracę w stałym miejscu. Wie jak wygląda sytuacja i nie chce mi "marnowac życia"...ale przecież moglibysmy się widywac dość często i przetrwac jakoś ten rok lub dwa...nie rozumiem tego jak ktoś może rezygnowac z fajnie rozwijajacej się relacji, tylko dlatego, że wyjeżdża..jakby mi powiedzial, że mnie nie chce, że nic nie czuje itd, to byłoby mi łatwiej...nie ma gorszego bólu niż słyszeć, że odwzajemnia moje uczucia, ale "dla naszego dobra", uznaje że lepiej zapomniec...teraz tak gada, a jak widać, przez rok nie mógł zapomniec, nawet jak kontkatu nie mieliśmy...a teraz mamy kontakt, bardzo dobrze się poznalismy, to tym bardziej zapomnienie o nim będzie niemozliwe sad bo wiecie-o draniu jakoś łatwiej zapomniec..a o kimś dobrym kto postanawia o rozstaniu tylko z powodu wyjazdu-nie ma szans...

15

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

hmmm, no niestety, coś tu śmierdzi......
na jakiej podstawie stwierdzasz że odwzajemnia uczucia i skąd wiesz jakie to uczucia?
Już raz zerwał kontakt na rok - ta historia też jest grubymi nićmi szyta, Gdyby chciał, miałby Twój nr.
Robi drugi raz to samo, czyli zawija się.

16

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Nie było między nami wyznania miłości, nie zdążyło się to rozwinąć. Rok temu rzekomo przez zepsuty telefon stracilismy kontakt. W tej wiosce mieszka tylko mój wujek, którego on nie zna. Mówił, że probowal mnie odszukac na fb, ale no faktycznie-wtedy nie znał jeszcze mojego nazwiska (wujek ma inne). Nie wiem co czuje i czy w ogole czuje coś do mnie. Ale po tych tesknych spojrzeniach, tym że drugi raz podszedł, jakieś piosenki o miłości mi wysyłał..smsy w nocy, mówił, że cieszy się, że mnie poznał itd. Poza tym widzę coś po jego spojrzeniu. I sam mi pisal, że od pierwszego wejrzenia to się u niego zaczęło i że nigdy nie bylam i wciąż nie jestem dla niego tylko kolezanka. Ale dowiedzial się, że ma wyjechac..i teraz nie wiem, czy postanowil cierpieć w samotnosci(w poczuciu, że będę na niego czekać i uznam ten czas za zmarnowany-tak mi pisał. Naprawde ma coś w sobie z Wertera..), czy po prostu to wszystko było udawane i zostawia mnie jak pojawil się problem..

17

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!
Bezradna stokrotka napisał/a:

postanowil cierpieć w samotnosci

Facet nie postanawia cierpieć w samotności, to bzdura.
Po drugie ja nie jedzie tamna całe życie to w ogóle ten wyjazd nie powienien być problemem.
Jeśli mu o tym mówiłaś a on nadal nie chce, to ten wyjazd jest pretekstem do zerwania.
Odpuść go sobie.

18

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Może masz rację, też mi to na myśl przychodzi. Jednak nie daje mi spokoju myśl, że on naprawde wyjeżdża..to nie jest zmyslone na potrzeby wymowki. Musi jechac, powiedzieli mu w pracy, że jak nie zgodzi się, to mu nie przedluza umowy. A on nie może liczyć na wsparcie rodziny, wręcz sam im musi pomagac, dlatego nie może być bezrobotny. Wiecie jak obecnie trudno o dobrą pracę. Dlatego w pełni rozumiem jego decyzję, też bym zgodziła się jechać. Poczatkowo probowal mi pisać, że podszedł bo chciał mieć tylko znajoma. Przeraszal, bo nie wiedział że aż tak się zaangazuje. Pytał,  czy ma w tej sytuacji dalej pisać. Odpisalam "rób co chcesz". I nagle na to odpisał: "Nie. Inaczej nie poszedlbym na rynek. Naprawde nie chce Ci mieszac jeszcze bardziej. Boje sie tego. Bylem egoista i popelnilem duzy blad ktorego juz nie naprawie." Dopytalam czego się boi, a on odpisał: "że powiem za dużo i jeszcze bardziej się pokomplikuje. Nie wiem, czy nie lepiej, żebym wyszedł na dupka". Dalej dopytywalam i wtedy napisal mi o tym wyjezdzie. Dopisał jeszcze, że nie chciał tylko znajomosci, że na pewno bylo to po nim widać. I że nie jestem i nigdy nie bylam zwykłą kolezanka. Sam to wszystko pisał. Ja juz nie zamierzalam do niego pisać, miałby mnie z głowy, nie musialby szukac dalszych wymowek itd. A tak to dalej piszemy, spotkalismy się od tego momentu kilka razy. Teraz mamy się spotkać w tym tygodniu, żeby pogadać na temat tego wyjazdu. Normalnie chce o tym pogadac, nie szuka wymowek. A jakby coś kręcił, to mógłby mi napisać coś w stylu "nie mamy o czym więcej rozmawiac, znasz moją decyzję itd." Koniecznie chcę z nim na żywo o tym pogadać, wtedy łatwo mozna zobaczyc, gdy ktoś kręci, zmysla, kłamie. Mam dużo argumentow przygotowanych, zobaczymy jak on na to zareaguje.

19

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

dokłądnie, pogadaj  z nim na żywo.

20

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Stokrotko, chciałabym odpowiedzieć odnośnie Twojego postu, który został zamknięty. Jak można kogoś tak zwodzić i oszukiwać przez 3 lata! Wiem co czujesz, byłam zwodzona przez rok i z upływem czasu widzę, jak źle byłam traktowana i jak niepoważna osoba to była, bawiąca się czyimiś uczuciami. Wieczne czekanie i stres. Też zaangażowałam się po 2 spotkaniach, facet wyjechał za granicę, pisał e-maile, jak to będzie pięknie, gdy się spotkamy, potem nie odzywał się przez 3 miesiące, potem nagle sms, że jest w Polsce, znów nadzieja, jedno spotkanie,  jego ponowny wyjazd za granicę, urwanie kontaktu, ponowny sms za kilka miesięcy, ze już przyjechał na stałe, żebyśmy się spotkali i cisza, jak chciałam ustalić gdzie. Płakałam 3 dni i 3 noce, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ale teraz widzę, jakie to było pozbawione sensu, jaka naiwna byłam, jaka to była chora sytuacja. Nie kontaktuj się z nim, bardzo proszę, zniszczysz sobie psychikę, będziesz żyła wieczną nadzieją. Porozmawiaj z osobami, które mają na to inny ogląd, może rodzice, uświadomią Ci, jak dziwnie ta sytuacja wygląda z boku. Trzymam kciuki, żebyś szybko doszła do siebie smile)

21

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Dziękuję Lidka za odpowiedz! Mialas podobnie, więc wiesz co czuję. Nie spodziewalam się, że okaże się aż takim draniem..nie wiem czemu od 3 lat nie daje mi spokoju, nie pozwala mi normalnie żyć..miał przez te 2 lata dziewczyne...a przez to, że patrzył ciągle na mnie, dwa razy podchodzil, dawał mi dużą nadzieję..w życiu nie spodziewalabym się, że ktoś, kto tak często patrzy na obcą osobę, może być w związku..a jak nawet rok temu urwał kontakt..to już mi mijalo, miałam spokojne życie...nie wiem za jakie grzechy znów do mnie podszedl..dawał tyle zludnych znaków, aluzji..i co, nagle mu się odwidzialo? Może była się odezwala..no ale to chyba niemozliwe, że ją kocha, skoro sam z nią zerwał, a przez cały ich związek latał za mną...wiem, że to zły człowiek.wiem, że pozory mylą...próbuje sobie mówić wszystkie jego wady...ale to i tak bardzo boli..nie wiem, czy komuś jeszcze zaufam...

22

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

witam pisze poniewaz szukam porady jestem juz zwiazku małzenskim asz 8 lat zaraz po slubie moj mąz spotkał sie ze swoja byla z ktora byl 3 lata dowiedzialam sie dopiero po dlugim czasie przetem mu ufalam jak nikomu na swiecie a teraz nie ufam czy mozna cos z tym zrobic.teraz od 2 lat wyjezdzam za granice do pracy i mnie nie ma trzy  miesiace i juz miedzy nami nie jest to co bylo milosc i szczescie na ktore czekalam do naszego spodkania.teraz mu nie ufam co do wierność czy milosc jak on to mowi a jedna zostal w moim sercu bol ze nie oszukal a teraz juz mu w nic nie wierze czy jest jeszcze ses  bycia razem isc przez zycie czy juz nie.pomoze mi ktos z gory dziekuje

23

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Cześć, chciałabym znów prosić Was o radę! Bo sytuacja znów się pokomplikowała...

Odkąd pisałam ostatni raz, minęło pół roku.  Dużo się przez ten czas wydarzyło.. Przez czerwiec i lipiec nie miałam z nim żadnego kontaktu. Ciężko było. Jakie było moje zdziwienie, kiedy będąc na wakacjach w naszej rodzinnej miejscowości, spotkałam go w kościele..było to na początku sierpnia. Było mi niedobrze z nerwów jak go zobaczyłam, ale starałam się na niego nie patrzeć. On natomiast, jak mnie zobaczył, to podszedł i stanął nieopodal mnie. Bardzo wzdychał całą mszę, aż ja to słyszałam.. Po mszy uśmiechnął się do mnie, chciałam go ominąć, to zagrodził mi drogę, powiedział, że chce pogadać.. Byłam sceptycznie nastawiona, ale chwilę pogadaliśmy. O studiach, co się u nas działo itd. Nie krępował się tym, że wszyscy nas widzą(tam każdy się zna i plotki szybko się rozchodzą). Odprowadził mnie pod dom. Myślałam, że na tym koniec, ale zapytał, czy po południu pojechałabym z nim na wycieczkę rowerową. Zdziwiona byłam. Ale zgodziłam się. Chyba dlatego, że wciąż coś do niego czułam. Wycieczka była super, pojechaliśmy nad San, jak zwykle wspaniale nam się rozmawiało. Pod koniec, kiedy musieliśmy już wracać, bardzo posmutniał. Wyciągnął telefon, zaczął robić zdjęcia, potem chciał też mi zrobić zdjęcie. Zrobił, ale ja nie chciałam, więc twarzy nie widać (samą sylwetkę). Powiedział mi wtedy, że prawdopodobnie do Gliwic pojedzie pracować (bardzo się cieszył, bo wcześniej była mowa o Warszawie lub Wrocławiu) Tego samego dnia wrócił do Krakowa (ja zostałam, bo dalej miałam wakacje). Mimo to codziennie pisał (wiele smsów, także maile), twierdził, że to była najlepsza wycieczka w jego życiu, pytał, czy znów pojedziemy nad San jak przyjedzie itd. W naszych rozmowach było dużo żartowania, droczenia się, w dodatku zaczęło się mocne flirtowanie. Było tak przez tydzień. Po czym miał w wchodzić na Rysy. Były wtedy upały, gwałtowne burze- chyba nie był pewien, czy na pewno przeżyje. Po co o tym piszę? Bo dzień przed wyprawą dzwonił do mnie( o dziwo, bo zawsze wolał smsy pisać), dłuuugo rozmawialiśmy. Mówił potem, że nie wiedział, czy przeżyje i że chciał jeszcze usłyszeć mój głos sad Wysłał mi też  zdjęcia z wycieczki nad San. W tym mailu bardzo mnie wychwalił- że jestem piękna, bardzo zgrabna, że mogłabym być modelką itd.- a w ten sposób raczej nie pisze się do koleżanki.Pisał też, że do końca życia będzie żałować, że odwróciłam się na zdjęciu. Przez ok 2 tyg mieliśmy intensywny kontakt. Potem nagle zamilkł. Nie odpisywał przez kilka dni na smsa. Przeczuwałam, że coś złego się stało. Odezwał się w końcu. Ale czuć było w tych smsach smutek.. napisał mi wtedy, że wezwali go na kilka dni w delegację do Warszawy. Potem przypadkowo spotkał moją mamę w Krakowie, rozmawiali chwilę i powiedział jej, że wysyłają go z pracy do Niemiec..nie wie na ile lat, na kilka co najmniej.. po tym wciąż mieliśmy kontakt, aczkolwiek ograniczał go. Spotkaliśmy się w październiku. Znów było fajnie, pod koniec spotkania pytałam go, czy jestem mu obojętna, czy nie chce już kontaktu itd, to powiedział, że i tak już za dużo powiedział i... przytulił mnie. Staliśmy tacy przytuleni na przystanku przez ponad pół godziny. Następnego dnia wysłał mi link do filmu "Dla ciebie wszystko". Filmu, który opowiada o tym, jak dwoje ludzi chce, ale nie może być razem, jak facet zostawia dziewczynę, żeby nie niszczyć jej przyszłości, ale że po kilku latach znów się spotykają i miłość odnawia się. Nie wiem co to miało być, czy jakaś aluzja, czy co?? Mieliśmy potem kontakt, ale unikał spotkać, "bo będzie to szło w złym kierunku"- ciągle chodziło mu o ten wyjazd.. Na Wszystkich Świętych miał nie wracać do domu, ale napisałam mu smsa, że smutne jest to, że ludzie coraz mniej pamiętają o zmarłych, bo wielu moich znajomych też zostaje w Krk. Po tym smsie przyjechał...( a nie kazałam mu jechać ani nic, po prostu wyraziłam opinię) Wtedy ciągle się na mnie patrzył i potem mi wypomniał, że taka byłam rozradowana  czasie rozmowy z kuzynem, że nawet nie zauważyłam, że on się patrzył...czyli tak jakby zazdrosny był? nie wiem... w końcu się zgodził i w tym tyg mamy się spotkać.  Nie wiem co robić. Widzę po gestach, że mu zależy. Patrzy się długo w oczy, uśmiecha się, ciągle dotyka mnie niby przypadkiem, znów ogrzewał mi ręce, przytulał..0 to chyba są jakieś znaki.. Mówił, że przez 2 miesiące bez kontaktu źle mu było. Martwił się o mnie, ale było mu też źle bez kontaktu, że wiele razy miał ochotę napisać, ale myślał, że nie chcę go znać..A jak mnie widział w kościele, to podobno nie mógł wytrzymać, że mnie widzi, a że nawet się nie spotkamy.. I teraz co?? Widzę, że go do mnie ciągnie, mnie do niego też. Pod koniec maja myślałam, że może mnie zbywa, że wyjazd jest wymówką itd. No ale wtedy miałby mnie z głowy. 2 miesiące nie pisałam do niego. A wygląda na to, że jak dowiedział się o Gliwicach(które są blisko Krakowa), ucieszył się i odnowił znajomość. Nie musiał przecież tego robić. Było tak fajnie, znowu ten los jednak działa przeciw nam... to naprawdę jakieś fatum.. nie chcę go tracić. Bo też mi było zbyt ciężko bez niego. Został mi jeszcze rok i 7 miesięcy studiów. Ciężkich, ciągnę 2 kierunki.. Ale chcę go odwiedzać, pisać z nim, może po studiach na jakiś czas pojechać do niego do Niemiec.. Ale on się boi..napisał mi jeszcze we wrześniu, że boi się bardziej angażować, jeśli miałoby się później okazać, że nie wyjdzie, że nie przyjadę. A jednocześnie nie chce zrywać ze mną kontaktu... wziął moją bransoletkę "na szczęście", powiedział, że "kiedyś" mi odda... widać, że on też chce, ale że się boi. Wiadomo- w końcu chodzi o wyjazd do Niemiec (ale nie od razu ma tam wyjechać, na razie pojedzie do Warszawy(Gliwice nie wypaliły), a jemu w każdej chwili mogą dać znać, że jest tam potrzebny i wtedy będzie musiał tam jechać.. Co ja mam robić w tej sytuacji? Co mu powiedzieć? Urwać kontakt? Czy może ciągle pisać, prowokować spotkania nawet raz na jakiś czas w nadziei, że znajomość się utrzyma i że ten czas do końca moich studiów szybko upłynie? Chcę na niego czekać sad ale wiadomo- inaczej się czeka ze świadomością, że on też czeka i że nie szuka sobie w tym czasie kogoś innego..  sad nie wiem co robić sad ta cała sytuacja ciągnie się od stycznia i właściwie nie umiemy odciąć kontaktu... bo odkąd mnie zna, już 3 raz odnawiał kontakt w sytuacjach beznadziejnych (czyli wtedy, kiedy myślał, że nie chcę go znać). Co mam teraz robić, doradzicie mi coś?

24

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Jak czytam traz Twoj watek, to mi przychodza na mysl  same wyzwiska na niego.Pajac, zlamas, toksyk...
Niech wyjezdza, nawet na Antarktyde, albo najlepiej na inna planete.I nie na trzy lata, ale na sto lat.
A Ty z usmiechem pomachaj mu na pozegnanie.I poszukaj sobie kogos, dla kogo Ty bedziesz najwazniejsza.

25

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Ja rozumiem autorkę, bo też swego czasu byłam bardzo naiwna big_smile, ale... toż to szok... taki nieszczęśliwy, bo nie może być z Tobą, ale nie umie też żyć bez Ciebie big_smile bawidamek i taki romantyk z niego jak z koziej ..upy trąba hmm

26

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

No ale jakby mu nie zależało w ogóle, to czego ciągle chce ode mnie? Odkąd się znamy, trzy razy odnawiał znajomość. A z tym wyjazdem to przecież prawda- jest inżynierem na budowach. Nie takich zwykłych domów, ale np.stadionów, hal sportowych. Budują wydziały uniwersytetu i tego typu rzeczy. Pracuje już tam 3 lata. Na początku pracy (jak jeszcze się nie znaliśmy), wysłali go na kilka miesięcy do Bielska- Białej. Potem był w Krk, dwa lata temu po raz pierwszy dowiedział się o wyjeździe do Niemiec (jego firma ma tam dużo inwestycji). Wtedy wyjazd nie wypalił, bo firma nie wygrała przetargu, ale po jakimś czasie znów spróbowali i udało im się. A jego chcą tam wysłać, bo jak był studentem, w każde wakacje jeździł do Niemiec i pracował przy podobnych inwestycjach. Ma doświadczenie, o czym jego szef wie. Powiedzieli mu o tym wyjeździe 2 tyg po tym, jak odnowił ze mną kontakt. W Krakowie i tak nie mógłby zostać, bo nie ma tu teraz planowanych tego typu inwestycji. A do wyjazdu szef przekonał go słowami, że już od kilku lat był przymierzany do tego, że firma w niego zainwestowała (na 2 kursy językowe go wysłali). I że w Polsce i tak mają za dużo robotników i że część z nich będą musieli zwolnić.. W ten sposób "zmotywowali" go do wyjazdu...on wie, że musi pracować, bo sam się utrzymuje, chce składać na mieszkanie, w dodatku pomaga finansowo rodzicom. (to nie jest tak, że dla niego wyjazd jest ważniejszy. Nawet ja rozumiem, że samą miłością nie można żyć. Tym się przecież nie zapłaci za rachunki itd.) To nie jest żaden wymysł z tym wyjazdem przecież. Już w maju myślałam, że to po prostu wymówka. No ale w takim razie po co odnawiał kontakt i czemu był taki szczęśliwy, kiedy powiedzieli mu, że będą w pracy ubiegać się o przetarg w Gliwicach(którego niestety nie wygrali). No taką ma pracę po prostu. Ja już nawet chciałam urwać z nim kontakt, próbowałam. No ale niestety wciąż dawałam mu szansę na wytłumaczenie, bo nie jest mi obojętny. On nie jest bawidamkiem. To typ faceta, któremu ręce trzęsą się z nerwów, nieśmiały jest. Przede mną miał tylko 1 dziewczynę na studiach, bo to ona do niego zagadała, zaprzyjaźniła się, podrywała go i tak to się potoczyło. Do niej początkowo nic nie czuł, dopiero z czasem. A i tak chyba niezbyt mocno, bo po kilku miesiącach związku zaczął oglądać się za mną, po roku zagadał..Nie planował tego, podobno to był impuls, bo spotkaliśmy się po wyjściu z kościoła. Były 2 spotkania, ale podczas nich sama rozmowa, nawet palcem mnie nie dotknął. Jednak mówił, że ze mną było inaczej niż z tamtą, że już od samego początku mocno coś czuł(same spojrzenia to spowodowały) i że rozmowy to potęgowały. Sam przyznał, że był egoistą, bo chciał mnie poznać, porozmawiać. Ale przestraszył się wtedy, że zajdzie to za daleko, bo był przecież w rocznym związku, nie chciał grać na dwa fronty (sama więc dobrze wiem, że nie zdradził dziewczyny, chociaż miał do tego dobrą okazję). Mówił, że sądził, że to tylko zauroczenie i że najlepiej będzie, jak się ode mnie odetnie. I tak też było, urwał kontakt. Pisał mi później, że bardzo żałował, że tak to się potoczyło. Jednak od tego czasu dużo psuło się w jego związku. Zaczęli się nie dogadywać. Może widmo wyjazdu do Niemiec, może to, że postanowił się "poświęcić"i urwać ze mną kontakt dla dobra rocznego związku, spowodowało to, że zaczęło się psuć między nimi. Nie wiem. Jednak zostawił ją jesienią rok temu i w zimie(przy pierwszej okazji), znów do mnie zagadał. Ponad rok czasu minęło od urwania kontaktu, a mimo to żałował i chciał ten kontakt odnowić. Ogólnie z tego co wiem, to żałował, że tyle dla tamtej dziewczyny poświęcił, że się starał, a mimo to nie wyszło im. I teraz też się boi, że zacznie się angażować na odległość, po czym ja po 2 latach stwierdzę, że jednak nie chcę jechać do Niemiec i że znów będzie cierpienie (po poprzednim związku cierpiał, mimo, że to on zerwał). Tak, wiem, zaraz po mnie pojedziecie, czemu w ogóle jeszcze z nim rozmawiam. Też go nie chciałam znać od momentu, kiedy usłyszałam jaka była prawda. Nie odzywałam się, pisał do mnie smsy w czerwcu, ale nie odpisywałam. Ale po 2 miesiącach gniew trochę odpadł, w dodatku wiem, że on mi wtedy 2 lata temu nic nie obiecywał. To były tylko 2 spotkania jakby koleżeńskie, same rozmowy. I widzę, że nie chciał zdradzić dziewczyny. Jedyne co mu mogę zarzucić, to to, że dał mi wtedy złudną nadzieję (bardzo młoda byłam, może sama wmówiłam sobie, że coś może z tego być i sama się "nakręcałam" wtedy). Odnowiliśmy kontakt, bo podszedł z zaskoczenia, po kościele. Pełno było ludzi dookoła i nie mogłam robić mu tam awantury, ostentacyjnie go olać itd. (każdy się tam zna z widzenia). Zaczęliśmy rozmawiać, znów żartować i jakoś tak poszło. Po prostu znów poczułam się szczęśliwie w jego towarzystwie i to był chyba powód, dla którego zgodziłam się na wycieczkę i odnowę kontaktu. Przecież jego też nikt nie zmuszał do podchodzenia, więc raczej można sądzić, że chciał odnowić kontakt i że też nie było mu łatwo przez te 2 miesiące bez kontaktu. A teraz wydaje mi się, że to są te dwa czynniki - wyjazd i niedany związek w przeszłości, które powodują to, że on się zachowuje teraz tak, a nie inaczej. Jakby z jednak strony chciał, a jednocześnie się bał. No w sumie nic dziwnego, też się trochę boję- związki na tak dużą odległość nie są przecież łatwe sad

27 Ostatnio edytowany przez tamtamtam (2015-11-09 16:43:33)

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Słuchaj mnie, jak człowiek kocha to nie patrzy na to, że się boi, że nie wyjdzie, tylko stara się jak najwięcej możliwych chwil spędzić razem. Wiele wyjaśnia też to, że miał inną a zaczepiał i uwodził Ciebie, nie daje Ci to nic do myślenia? Jego nikt nie zmusza do odnowienia kontaktów tak jak słusznie zauważyłaś, robi to dla siebie, ale teraz zgadnij dla siebie dlaczego? Może dlatego by podnieść sobie ego, może dlatego, by urozmaicić sobie nudne życie, na pewno nie jesteś miłością jego życia, bo przed taka się nie ucieka. Wy jesteście u progu dorosłości, układania sobie życia, jeśli i tak widzi się z Tobą raz na rok średnio, to co za problem związek na odległość, przecież wiadomo, że z czasem gdzieś byście osiedli w końcu, bo chyba chce mieć rodzinę? Za dużo tu planów, rozmyślań, wymysłów, a za mało konkretnych faktów świadczących o czymś wyjątkowym.

28

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Tylko wiesz, to nie jest sytuacja, kiedy np. ktoś, kto jest w kilkuletnim związku, nagle dowiaduje się, że musi wyjechać. U nas są jakby początki, zalążki czegoś większego, na pewno bardzo ciągnie nas do siebie, świetnie się razem dogadujemy, mamy podobne wartości, spojrzenie na świat itd. Wszystko idealnie, dobre podstawy do stworzenia czegoś większego. I to dość mocnego, bo ani ja, ani on, nie rozumiemy, jak to jest możliwe, że zaczęło nam zależeć na sobie już po samych spojrzeniach, rozmowach. Żaden dotyk nie był potrzebny. Ani ja, ani on, nigdy tak wcześniej nie mieliśmy. Sam to przyznał. Nie byliśmy w związku, nie było wyznań miłości, obietnic, jakie są zazwyczaj w dłużej trwających związkach. Ale nie wiem, czy możliwe, żeby zauroczenie trwało ponad 3 lata? Z tamtą dziewczyną sytuacja jest zawiła. Bo on pierwszy raz zauważył mnie 3 ponad 3 lata temu, był już wtedy w kilkumiesięcznym związku podobno wtedy poczuł do mnie zauroczenie od pierwszego wejrzenia( ja do niego też, w tym samym czasie)- Tak, taki grom z jasnego nieba naprawdę istnieje. To coś dziwnego, patrzy się w oczy obcej osoby i nagle cały świat znika, ma się wrażenie, że skądś się już tę osobę zna. Dodatkowo czuć aż przymus, żeby tę osobę poznać. Rozmawiałam z nim i oboje mieliśmy właśnie takie odczucia i to w tym samym czasie. Jednak on był już wtedy w kilkumiesięcznym związku, studiował w Krakowie. Mnie zobaczył w naszej rodzinnej miejscowości, dużo oddalonej od Krk, myślał wtedy, że mieszkam w tamtej okolicy i że nawet nie ma sensu nic zaczynać. Dlatego kontynuował związek z tamtą, bo choć początkowo nic wielkiego do niej nie czuł, to miał nadzieję, że to się zmieni po czasie. Myślał, że o mnie szybko zapomni, skoro jestem nieosiągalna. Jednak potem widzieliśmy się na święta Bożego Narodzenia, potem na Wielkanoc. Za każdym razem było takie patrzenie na siebie(jak to opisywałam na początku. On w tym momencie nawet pamięta, w którym miejscu kościoła stałam na poszczególnych światach..wszystko, nawet po 2 latach cytuje moje słowa z naszych 2 pierwszych spotkać). Potem od wiosny do jesieni się nie wdzieliśmy. On był tu w Krk, rozwijał związek. Każdy żył swoim życiem. I nagle spotkaliśmy się na Wszystkich Świętych w 2013 roku. Znów zaczęły się spojrzenia itd. W dodatku, jak jechał do kościoła, zobaczył wtedy obok mojego domu nasze auto, z rejestracją Krk (nie wiem skąd wiedział, gdzie mieszkam, musiał wyśledzić)... był w szoku, że też mieszkam w Krk. Mimo to nie planował podchodzić, ale nagle dziwnym zbiegiem okoliczności, spotkaliśmy się w drzwiach przy wychodzeniu. Pisał mi potem, że przestał myśleć i zagadał do mnie. Wiedział, że było to egoistyczne, przepraszał mnie za to. Chciał dowiedzieć się kim jestem, pogadać (faktycznie, nawet palcem mnie wtedy nie dotknął). Jednak na tych spotkaniach jego zauroczenie się zwiększało. Nie wiedział co ma robić- z jednej strony roczny związek. Z czasem podobno zaczął czuć coś do tej dziewczyny, jednak chyba nie mocno, skoro  były akcje ze mną). No ale on jest z tych facetów, którzy się starają, wymyślają różne inicjatywy, mocno inwestują w związek. Nie chciał tego niszczyć dla zauroczenia (zrozumiałe, często są takie przypadki).Zwłaszcza, że myślał, że mi w ogóle nie zależy i że nie skrzywdzi mnie urwaniem kontaktu (po spotkaniach pytał mnie, czemu na niego patrzyłam, a ja zbyłam go, nie powiedziałam prawdy, obróciłam wszystko w żart). Nie było tak, że zdradził dziewczynę ze mną. Jednak potem nie mógł zapomnieć, żałował. Odnowił ze mną kontakt, po czym jakieś 2-3 tyg później dowiedział się, że będzie musiał wyjechać. Gdzie więc czas na rozwój miłości? Mimo wszystko zależało nam na sobie, mówił, że nie jestem mu obojętna (sama nie wiem jak to możliwe po tak krótkim czasie). Sam fakt tego, że ciężko mu było bez kontaktu i tego, że odnowił znajomość, jak tylko dowiedział się o Gliwicach, o tym świadczy. No ale znów 2 tyg po odnowie kontaktu, dowiedział się, że ma do Niemiec jechać... I właśnie problem w tym, że nie byliśmy w długim związku, żeby od razu mówić o ślubie, dzieciach, mieszkaniu razem itd. Ale mimo wszystko jest coś na rzeczy, są doskonałe fundamenty do czegoś więcej. Problem tylko w tym, że to byłby związek na odległość już od samego początku. A jak wiadomo, nieraz w kilkuletnie związki takich sytuacji nie wytrzymują. Dlatego on się boi. Ale z drugiej strony, jakoś nie umiemy odciąć się od siebie. Nawet wczoraj pisał mi, że ma trzy sportowe cele na przyszły rok. Żartował, że nie chce zapeszać i że powie mi o co chodzi, jak już to osiągnie- czyli w przyszłym roku. Czyli on w ogóle nie bierze pod uwagę tego, że w przyszłym roku moglibyśmy już nie mieć kontaktu. Myślałam nad tym, żeby utrzymywać z nim kontakt, widywać się w miarę możliwości i dać rozwijać się sytuacji. Ten rok i 7 miesięcy szybko miną. Ale z drugiej strony, nie chciałabym sytuacji, że będę wiernie na niego czekać, a on jak skończę studia powie, że nie chce, bym do niego jechała. Człowiek czuje się pewniej przy deklaracjach. Jednak za wcześnie na cokolwiek. Nie wiem, czy to normalne, ale mi naprawdę wystarczyłyby spotkania raz na jakiś czas (nawet raz na kilka miesięcy) i po prostu częsty kontakt przez smsy/maila/skype. Bo po prostu przez to, że mam dwa kierunki studiów i tak nie miałabym dużo czasu dla niego. Ponadto, już ponad 10 miesięcy ciągniemy w ten sposób relację i jest ok. Nie spowodowało to jakoś, że mniej mi na nim zależy. Nie, wręcz odwrotnie. Takiej sytuacji chcę, myślicie, że takie coś mogłoby się udać? I jak go przekonać do takiego czegoś?

29

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

A czemu on działa na dwa fronty? No bo przecież ma dziewczynę. To jest nieuczciwe. Poza tym oboje jesteście bardzo niezdecydowani. Żeby być w związku trzeba być bardzo energiczną osobą i umieć dać sobie rade z pokonaniem trudności. Uczucia powinny też być wyrażane w formie bezpośredniej a nie literackiej, bo jak będziecie dłużej ze sobą to po paru dniach okaże się że wasze relacje różnią się od książkowych i nic wam nie wyjdzie.

Spróbuj chodzić z chłopakami po koleżeńsku, żeby się przyzwyczaić do jakichkolwiek relacji tego rodzaju. Nie angażuj się z nimi ale też nie wycofuj. Zobaczysz czy relacja z chłopakiem pasuje ci i mniej się będziesz bała być z kimś w normalny sposób, bo to co opisujesz nie jest normalną relacją tylko jakąś wyobrażoną, nierzeczywistą, marzycielską. Szybko byście zerwali gdy przyszłoby do prozy codziennego życia.

30

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Nie, on już od ponad roku nie ma dziewczyny. Dwa lata temu miał, kiedy się poznaliśmy. Nic o niej wtedy nie wiedziałam, dwa razy się ze mną spotkał (niby czysto koleżeńskie spotkanie), potem zerwał ze mną kontakt, bo zaczynał coś do mnie czuć i nie chciał być nieuczciwy wobec tamtej dziewczyny (a sam wtedy myślał, że jest mi obojętny, bo pod koniec każdego spotkania pytał mnie, czemu na niego patrzyłam, czy się zauroczyłam itd. Dla mnie wtedy, na pierwszym i drugim spotkaniu, za wcześnie było mówić mu co czuję, więc obróciłam wszystko w żart. Myślał więc, że tylko on się zauroczył od pierwszego wejrzenia, dlatego postanowił urwać ze mną kontakt i ratować swój związek.  Starał się naprawić tamtą relację. Ale żałował potem tej decyzji, bo i tak im się nie układało, uczucia zniknęły. Dlatego zerwał z nią jesienią rok temu(a podobno już kilka miesięcy wcześniej o tym myślał, łudził się jednak, że relacja się poprawi). Mówił mi o tym w czerwcu tego roku, miał nawet pretensje do mnie, że nie dałam mu wtedy dwa lata temu znać, że też coś czuję, bo wtedy wszystko inaczej by się potoczyło...). Jak odnawiał kontakt w styczniu, to już wtedy nie miał dziewczyny. Teraz jak w sierpniu kolejny raz odnowił kontakt, to wciąż jest sam.

Tak, masz rację, niestety oboje należymy do niezdecydowanych ludzi. Zachowawczych, nieśmiałych co bardzo utrudnia sytuację. Cóż, oboje też jesteśmy bardzo romantyczni, sentymentalni -czyli: wpatrywanie się w gwiazdy, wiara w miłość aż po śmierć, wiara w przeznaczenie itd. tongue W dodatku jestem humanistką, więc mogę mieć ciągoty do wyrażania uczuć w formie literackiej smile spostrzegawczy jesteś smile

Ale jak chodzić z chłopakami po koleżeńsku? Niestety jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby chłopak chciał tylko koleżeństwa. Nie wiem czemu, koleżanki mają dużo kolegów, a ja w ogóle. Bo zawsze jak traktowałam kogoś jak kolegę, albo po prostu byłam zwyczajnie dla faceta miła, sympatycznie rozmawiałam, czy w czymś pomogłam, to oni zawsze odbierali to jako "zielone światło". Zaczynało się więc pisanie, propozycje spotkań sam na sam, zaczepianie itd. Nie chciałam zmieniać tych relacji, więc odmawiałam spotkań sam na sam, wyjść do kina itd, wymyślałam wymówki, to do nich i tak nic nie dochodziło. Jednemu to musiałam z 10 razy odmawiać... Jak widywaliśmy się w większym gronie znajomych, lub gdzieś na mieście przypadkowo, to mogłam miło chwilę pogadać, ale nic poza tym. No to usłyszałam później, że jestem zimna jak lód.. Mogę się kolegować z facetami, chciałabym nawet tego. No ale jak ktoś mnie zaprasza na wieczór do kina, teatru, czy do restauracji, prawi komplementy, próbuje przytulać, to chyba tylko koleżeństwa nie chce. ( moje znajome ze swoimi kolegami spotykają się w większym gronie, w dzień chwilę pogadać, na piwo itd.). Mogłabym dla "wprawy" widywać się z innymi, no ale po co mam im dawać złudne nadzieje. Co jak któryś zaangażowałby się, a potem by cierpiał tylko dlatego, że ja chciałam się przyzwyczajać do jakichkolwiek relacji tego typu?

A z nim od stycznia mamy częsty kontakt, wiele ze sobą piszemy, prawie każde spotkanie jest po 6 godzin, jedno było przez 10 godzin...początkowo były to zwykłe rozmowy (potrafimy bez przerwy po tyle godzin gadać i dobrze nam w swoim towarzystwie). Teraz są też elementy dotyku, pyta, czy mi nie zimno, chce mi ręce ogrzewać, pół godziny mnie ostatnio przytulał. Ale to wszystko jest mocno ograniczane przez obustronną nieśmiałość, w dodatku przez widmo jego wyjazdu.

Kurczę, chyba znów trochę trafiłeś w sedno, bo jak tak analizuję swoje życie, to chyba uciekam przed bliskością sad Zawsze jak ktoś choćby próbował mnie objąć, to już był koniec, myślałam tylko o tym jak się wykręcić z kolejnych spotkań. No ale z nim właśnie o dziwo było inaczej- zaczął od rozmów, poznawani się i jak mnie ostatnio przytulił, to było ok, nie miałam ochoty uciec. Dobrze się już przez te 10 miesięcy poznaliśmy, zawsze się dogadujemy, wspieramy się w trudnych sytuacjach, troszczymy się o siebie nawzajem, gdy ktoś jest chory. Pocieszałam go po śmierci jego wujka i po pożarze w domu. Zawsze jak ktoś z nas jedzie w rodzinne strony, to druga osoba pyta się, czy szczęśliwie się dojechało itd. Są między nami elementy troski, wspierania się. Dzisiaj np. mamy się spotkać, chcę mu dać przy okazji witaminy i wysłać go na badania krwi, bo od dłuższego czasu ma słabą odporność. Gdyby nie to, że nie widzimy się codziennie (bo on nie chce, żebym przyzwyczajała się do jego codziennej obecności, żebym potem nie cierpiała jak nagle wyjedzie-tak mi powiedział- spotykamy się więc średnio raz na miesiąc, czasem kilka razy w miesiącu, ale na długo),to nasza relacja wyglądałaby jak normalny związek. Rozmowy o problemach, wzajemne wsparcie itd. Nie jest tak, że gadamy tylko o gwiazdach i sentymentalnie wyznajemy sobie uczucia. A to, że wystarcza mi taka relacja, że częsty kontakt wirtualny, a spotkania raz na jakiś czas? Nie wiem czemu. Może przez ten lęk przed bliskością, a może przez to, że po prostu przyzwyczaiłam się już do takiej sytuacji. Nie wiem.

31

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Po koleżeńsku da się bardzo łatwo chodzić. Najczęściej dziewczyny mają z tym problem bo nie wytrzymują i chcą intymności. Wystarczy asertywnie powiedzieć na początku że:

chcesz się spotykać żeby go poznać i zależy ci na tym żeby to trwało przez dłuższy czas bo dopiero wtedy zdecydujesz czy ta relacja będzie bliższa czy się zatrzyma na tym etapie. Poprosisz żeby nie naciskał na przyspieszenie i dał ci wolną rękę. Jak się nie zgodzi, to masz następnego, bo chętnych chłopaków jest bardzo dużo.

Jak nie potrafisz tego powiedzieć na spotkaniu to możesz przepisać ten tekst i na email wysłać. Takie ćwiczenie jest dla ciebie ważne, bo z braku kontaktów z chłopakami zamykasz się w świecie fantazji i one powodują że trochę utrzymujesz dystans do chłopaków, co nie jest dobre dla ciebie. Mając kontakty koleżeńskie, korzystnie zmienisz swoja osobowość w ciągu pół roku.

32 Ostatnio edytowany przez Bezradna stokrotka (2015-11-12 00:10:22)

Odp: Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Tylko tu pojawia się pytanie, czy można wierzyć w czystą przyjaźń damsko-męską. Bo według mnie, zawsze po jakimś czasie u jednej lub u drugiej strony pojawia się myślenie "a może by coś z tego było". Ktoś może pomyśleć, że po co ma szukać innej dziewczyny, skoro doskonale dogaduje się z koleżanką i że łatwo będzie zmienić rodzaj relacji. Czasami nawet nieświadomie może pojawić się takie myślenie (doświadczyłam już takich przypadków- np. 2 lata czystego koleżeństwa z kolegą z liceum, bez żadnych podtekstów, nawet doradzałam mu w problemach sercowych. Ale tylko w szkole gadaliśmy, nigdy nie było spotkań poza nią. Po czym w 2 klasie pojechaliśmy na wycieczkę klasową. I nie wiem co mu się nagle stało, czy wpłynął na to fakt, że byliśmy poza szkołą, czy co, ale nagle coś mu odbiło i zaczął mnie podrywać, aluzje rzucać, ciągle do mnie pisał po powrocie z wycieczki, proponował spotkania itd. Każdy mi mówił, że całe lekcje siedzi i gapi się na mnie. Nie mam pojęcia co się nagle stało. Nie zgodziłam się na żadne spotkania, bo wiedziałam co się święci, a był dla mnie jak zwykły kolega. I jakoś to przeszło na szczęście, no ale żadnego kontaktu już z nim nie mam.. i to jest dowód na to, że nawet zwykły kolega po iluś latach, może mieć nagle nadzieję na coś więcej.. dlatego nie ma według mnie przyjaźni damsko-męskiej.

Mam braci. Jeden z nich nakręcił się ostatnio na dziewczynę, która od początku zaznaczała, że chce tylko koleżeństwa. Wiesz co mi mówił? Że lubi wyzwania, że jak go bardziej pozna, to na pewno zmieni zdanie, że warto próbować itd.. no i cierpiał później.. sama widziałam jak bardzo.. dlatego obawiam się, że mimo, że powie się facetowi, że chce się tylko przyjaźni, to taki ktoś i tak będzie miał jakąś tam nadzieję, że zmieni się sytuacja po lepszym poznaniu itd.

Drugim problemem jest to, że nie umiałabym się widywać z innymi. Czułabym się nielojalnie. Bo jeśli mam jakieś uczucia do pana X, to widywanie się z innymi jest dla mnie pokazaniem, że nie zależy mi na nim prawdziwie, w dodatku, że po części nie szanuję także swoich uczuć. Swoich uczuć do niego. Udowodnieniem, że mam je za nic, bo za 5 minut przerzucę je na kogoś innego. I to takie "szukanie szczęścia" gdzie popadnie. Tak też sobie myślę, że nie chciałabym, żeby on w momencie naszej znajomości, widywał się z jakimiś koleżankami. I tu nie chodzi o brak zaufania. Spotkania w większym gronie są ok. Pisanie z kimś też ujdzie. Ale jakby się np. spotykał z jakimiś koleżankami sam na sam, wieczorami itd.. Dziwnie bym takie coś odebrała, bo sama czegoś takiego nie uznaję Bo to jednoznacznie kojarzy się z szukaniem szczęścia gdzie indziej. Zresztą wiele kobiet zakłada tematy o "koleżankach" swoich facetów i wielu to się nie podoba itd.
Wiesz, bo z kolegą/koleżanką mogę pogadać raz na jakiś czas jak przypadkowo ich gdzieś spotkam, albo ewentualnie w większym gronie.  Ale nie odczuwa się normalnie potrzeby na jakieś częstsze kontakty z dalszymi kolegami(przynajmniej ja nie odczuwam).  Ostatnio spotkałam w tramwaju kolegę z liceum. Pogadaliśmy przez jakiś czas, po czym on powiedział, że "trzeba będzie się kiedyś spotkać i pogadać", odpowiedziałam, że ok, kiedyś na pewno. I tyle. Nie wrócę już do tematu spotkania, bo nie chcę się z nim spotkać sam na sam. Dziwne by to było. Lubię go, ale nie czuję takiej potrzeby.
Z bliską przyjaciółką mogę widywać się często, ale z dalszymi kolegami-facetami po co? Po co ryzykować, że będą z tego problemy, pretensje, że ktoś będzie cierpiał? Skoro ja już od początku wiem, że np. moje myśli są zajęte kimś innym? Nic tego nie zmieni, bo niestety(niestety dla mnie), jestem osobą lojalną i stałą w uczuciach.

Owszem, nie umiem się kolegować z facetami, bo boję się konsekwencji. No ale to nie w tym problem. Bo chłopak o którym pisałam, też od samego początku chciał czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Sam mi to powiedział. I czy to fantazje? Rzadko bo rzadko, ale widujemy się. W dodatku cały czas mamy kontakt. Czy fantazje nie byłyby wtedy, kiedy w ogóle nie miałabym z nim kontaktu przez długi czas, a mimo to wyobrażała sobie, że on wciąż coś czuje i że mam odrzucać innych w nadziei, że kiedyś odnowi kontakt? Tu problemem jest wyjazd. I to dużym problemem, bo jak mam o nim zapomnieć tylko z powodu wyjazdu? Wiesz, gdy okazuje się, że ludzie do siebie nie pasują, gdy się nie dogadują, ciągle są kłótnie, jakieś zdrady itd.- wtedy owszem, trzeba o kimś zapomnieć, ale jest to łatwiejsze. A jak widzi się, że ktoś idealnie do nas pasuje (przekonałam się już o tym przez 10 miesięcy), że nie oszukał mnie, nigdy się do mnie źle nie odnosił. Gdy widzę, że to dobry człowiek z wartościami itd.- to jak o takiej osobie zapomnieć tylko przez to, że ma wyjechać? Bo to nie jego wina przecież..

Pisałeś, że dzięki kontaktom z kolegami, zmieniłabym korzystnie osobowość. Co miałeś konkretnie na myśli? Zmianę z czego na co?

W ogóle to mam pytanie, jesteś psychologiem? (jeśli to nie jest tajemnica oczywiście, bo trochę wyczuwam to w sposobie Twoich odpowiedzi). I dodatkowo jeśli mogę zapytać- w swoim poście pisałeś, że chętnie poznasz jakąś panią na zasadach koleżeńskich spotkań. Jednak czy oby na pewno tylko o to Ci chodzi? Nie jest tak, że jakbyś szukał tylko koleżeństwa, to Twój post brzmiałby "poznam kogoś z Krakowa" lub "poznam kolegę lub koleżankę z Krakowa"? Ja np. jestem z Krakowa, chociaż przedział wieku nie ten- no właśnie- w dodatku podałeś przedział wieku, a przecież koleżanka może być nawet 30 lat starsza lub młodsza, przecież to nieistotne, jeśli chodziłoby tylko o koleżeństwo. Ostatnio zakolegowałam się z 65-letnią panią, super mi się z nią rozmawiało. I nie ma znaczenia jej wiek. Nie jest więc tak, że podświadomie masz nadzieję, że poznasz dziewczynę? Nie bierzesz pod uwagę tego, że np.po wielu fajnych spotkaniach z takową dziewczyną zaangażujesz się (to się przecież dzieje niezależnie od nas), albo ona się zaangażuje i ktoś z Was prędzej czy później będzie cierpieć?

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Los po raz drugi nas rozdziela, proszę doradzcie!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026