Jestem kobietą z 35 letnim stażem małżeńskim. W naszym związku pojawiły się problemy prawie od samego początku. Mąż wychodził z założenia że jeżeli wychodzimy gdzieś razem bawimy się oddzielnie. Nie mogłam patrzeć jak flirtuje z innymi kobietami i po pewnym czasie próbowałam wzbudzić w nim zazdrość. Byłam wtedy młodą atrakcyjną dziewczyną no i chyba dość naiwną bo moja metoda odniosła odwrotny skutek . Mąż był przekonany o mojej zdradzie choć nigdy tego nie zrobiłam .Urodziło nam się 2 dzieci a było coraz gorzej . Stan wojenny ,brak pieniędzy później pracy. Ciągłe awantury , uciekanie z domu w strachu przed pijanym mężem. Mąż przed swoją rodziną był prawie idealny to ja byłam wszystkiemu winna. Byłam uwiązana i nie mogłam odejść z dziećmi . Już wtedy często spaliśmy oddzielnie a seks był sporadyczny i.. Po 12 latach małżeństwa nie byłam szczęśliwa. Kiedy nadarzyła się okazja wyjechałam za granicę do pracy. Przysyłałam pieniądze do domu . Wtedy jednak czułam się bardzo samotna, brakowało mi osoby bliskiej i zdradziłam męża . Chciałam zakończyć nasze małżeństwo po powrocie do Polski. i zacząć nowe życie . Jednak mąż przekonał mnie żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Zgodziłam się także ze względu na dorastające dzieci.
Niestety nic się nie zmieniło.Mąż otworzył małą firmę . Ja pomagałam (właściwie odwalałam pracę) bo akurat mąż nie był w stanie . Za to bez przerwy mnie uświadamiał jaka jestem do niczego. Jeżeli w czymś byłam lepsza przed ludźmi okazywał mi jaka jestem głupia.
W tym czasie dzieci podrosły. Po jednym powrocie pijanego męża do domu znalazłam się w szpitalu ze złamaną kością policzkową. Świadkiem była 12 letnia córka która siedziała obok mnie na łóżku. Nie wniosłam sprawy o pobicie i o rozwód bo było mi wstyd.
przez wszystkie następne lata nic się nie zmieniło . Zamknęliśmy firmę ,nie byliśmy w stanie jej utrzymać bo mąż stracił rentę.
wtedy znowu wyjechałam za granicę .Miałam już 47 lat. Nie oczekiwałam już niczego dobrego od życia . Chciałam spłacić długi. wyremontować mieszkanie , pomóc dzieciom. Dzieci rozpoczęły samodzielne życie w innych miastach.
Z mężem nie łączyły mnie stosunki intymne, Dbaliśmy o dzieci i dom . Przez 8 lat wszystko ciągnęłam sama. A po powrocie na urlop do domu miałam buziaka na powitanie i pożegnanie.
Jestem już 10 lat za granicą i teraz doszłam do wniosku że ja nic tak naprawdę nie mam z życia. śpię w cudzym domu ślę pieniądze na mi mieszkanie i męża w Polsce.
I teraz po tylu latach znowu poczułam się kobietą , mam romans i jestem szczęśliwa.Cieszę się wspólnymi nielicznymi chwilami i czuję że żyją.
Czy mam do tego prawo? Czy jeżeli nie współżyłam z mężem od 15 lat to mogą tego pragnąć czy powinnam myśleć tylko o dzieciach , wnukach i zarabianiu pieniędzy.
Mąż teraz mówi że mnie kocha ale ja już chyba nic do niego nie czuję. Łączą nas wspólne dzieci i mieszkanie.
Nie chcę go krzywdzić ale chciałabym też te następne lata przeżyć tak jak ja chcę.
Nie muszę brać rozwodu , chce też tak jak do tej pory mieć z mężem wspólne wydatki, święta ,mieszkanie itd.
chcę tylko dla siebie kogoś kto mnie przytuli, dotknie ,pocałuje. Nie wiem kiedy wrócę do kraju .Czy ostatnie lata swojego życia mam poświęcić by wszyscy inni byli szczęśliwi oprócz mnie.
co mogą w tej sytuacji zrobić ?