Nie mam mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać na ten temat, więc postanowiłam napisać na forum? Bardzo proszę o radę, bo sama nie wiem co mam zrobić.
Od blisko 2 lat jestem ze swoim chłopakiem. Jest to mój pierwszy stały i poważny związek. Po pół roku znajomości zdecydowaliśmy się zamieszkać razem. Zanim to się stało K. często popijał sobie piwko po pracy i wspólne mieszkanie to miała być motywacja dla niego żeby się ograniczać. Zanim zamieszkaliśmy razem dowiedziałam się, że pochodzi z rodziny alkoholowej i od lat nie utrzymuje z nią kontaktu. Po kilku tygodniach życia pod jednym dachem zrozumiałam, że mój chłopak nie nadużywa alkoholu a jest od niego uzależniony. Czułam się strasznie oszukana, próbowałam jakoś mu pomóc, ale on tę pomoc odrzucał. Gdy po kilku miesiącach spokoju pomyślałam, że sytuacja się trochę ustabilizowała zmarł brat mojego chłopaka. Powodem śmierci było zapicie się. Mój K. bardzo to przeżył wpadał w kolejne ciągi. Były wyzwiska, szamotaniny, kilka razy mnie uderzył. Mimo tego wszystkiego nie potrafiłam odejść. W mieszkaniu, które wynajmowaliśmy mieliśmy 3-miesięczny okres wypowiedzenia umowy a mnie z siostrą nie było stać na to, żeby samodzielnie je opłacić. K mimo, że pił to zarabiał na swoją część mieszkania. Szef daje mu przyzwolenie na pice, bo sam też czasami popija
Pieniędzy zaczęło brakować na codzienne życie, na opłaty? Wzięłam kredyt potem kolejny na studia, bo zawaliłam rok, Teraz powtarzam. K. udaje, że jego to nie dotyczy, że kredyt to mój problem bo ja go wzięłam. Nieważne, że gdyby nie te pieniądze nie mielibyśmy za co żyć... Ale ok. Ja wzięłam, ja spłacę? Gdy zbliżał się koniec umowy w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy K się uspokoił, był czuły dbał o mnie itd. Uwierzyłam, że coś zrozumiał. Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania. Dowiedziałam się, że mój chłopak umawiał się z kobietami i chyba nie tylko z kobietami przez Internet. Oczywiście cała sytuacja była moją winą, bo się od niego odsunęłam, bo nie chciałam seksu gdy co drugi dzień wracał do domu pijany. Zaczął mnie zmuszać siłą teraz już nawet nie protestuję czekam aż skończy? Jestem zrozpaczona całą tą sytuacją, wyczerpana problemami, nie mam już siły wstawać łóżka żeby pójść do pracy. Zdecydowałam, że gdy w lipcu skończy się umowa na wynajem mieszkania odejdę?. Tak był odo ubiegłego tygodnia. W czerwcu minie rok od śmierci jego brata. 2 tygodnie temu jego ojciec skatował matkę i poszedł siedzieć. ?matka? mojego K jest w opłakanym stanie. Została sama w domu pobita. Nie chce przyjechać ani do nas ani do starszego syna chociaż na kilka tygodni żeby doszła do siebie. Woli w domu chlać na umór i dawać d?y za butelkę każdemu kto ją zaoferuje? Przerasta mnie to wszystko widzę jak mój K. się z tym męczy, jak bardzo to go zdołowało. Rok temu zapił się brat za chwilę tak samo skończy jego matka. Nie wiem co mam zrobić? Jest mi cholernie go żal, ale sama też jestem na kresie wytrzymałości tego co dzieje się pomiędzy nami. Nie chcę być z nim z litości, ale z drugiej strony wiem, że gdy odejdę podpiszę na nim wyrok śmierci, on albo się zapije albo popełni samobójstwo? Jestem przerażona?
Podobne tematy
Nie mam mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać na ten temat, więc postanowiłam napisać na forum? Bardzo proszę o radę, bo sama nie wiem co mam zrobić.
Od blisko 2 lat jestem ze swoim chłopakiem. Jest to mój pierwszy stały i poważny związek. Po pół roku znajomości zdecydowaliśmy się zamieszkać razem. Zanim to się stało K. często popijał sobie piwko po pracy i wspólne mieszkanie to miała być motywacja dla niego żeby się ograniczać. Zanim zamieszkaliśmy razem dowiedziałam się, że pochodzi z rodziny alkoholowej i od lat nie utrzymuje z nią kontaktu. Po kilku tygodniach życia pod jednym dachem zrozumiałam, że mój chłopak nie nadużywa alkoholu a jest od niego uzależniony. Czułam się strasznie oszukana, próbowałam jakoś mu pomóc, ale on tę pomoc odrzucał. Gdy po kilku miesiącach spokoju pomyślałam, że sytuacja się trochę ustabilizowała zmarł brat mojego chłopaka. Powodem śmierci było zapicie się. Mój K. bardzo to przeżył wpadał w kolejne ciągi. Były wyzwiska, szamotaniny, kilka razy mnie uderzył. Mimo tego wszystkiego nie potrafiłam odejść. W mieszkaniu, które wynajmowaliśmy mieliśmy 3-miesięczny okres wypowiedzenia umowy a mnie z siostrą nie było stać na to, żeby samodzielnie je opłacić. K mimo, że pił to zarabiał na swoją część mieszkania. Szef daje mu przyzwolenie na pice, bo sam też czasami popijaPieniędzy zaczęło brakować na codzienne życie, na opłaty? Wzięłam kredyt potem kolejny na studia, bo zawaliłam rok, Teraz powtarzam. K. udaje, że jego to nie dotyczy, że kredyt to mój problem bo ja go wzięłam. Nieważne, że gdyby nie te pieniądze nie mielibyśmy za co żyć... Ale ok. Ja wzięłam, ja spłacę? Gdy zbliżał się koniec umowy w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy K się uspokoił, był czuły dbał o mnie itd. Uwierzyłam, że coś zrozumiał. Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania. Dowiedziałam się, że mój chłopak umawiał się z kobietami i chyba nie tylko z kobietami przez Internet. Oczywiście cała sytuacja była moją winą, bo się od niego odsunęłam, bo nie chciałam seksu gdy co drugi dzień wracał do domu pijany. Zaczął mnie zmuszać siłą teraz już nawet nie protestuję czekam aż skończy? Jestem zrozpaczona całą tą sytuacją, wyczerpana problemami, nie mam już siły wstawać łóżka żeby pójść do pracy. Zdecydowałam, że gdy w lipcu skończy się umowa na wynajem mieszkania odejdę?. Tak był odo ubiegłego tygodnia. W czerwcu minie rok od śmierci jego brata. 2 tygodnie temu jego ojciec skatował matkę i poszedł siedzieć. ?matka? mojego K jest w opłakanym stanie. Została sama w domu pobita. Nie chce przyjechać ani do nas ani do starszego syna chociaż na kilka tygodni żeby doszła do siebie. Woli w domu chlać na umór i dawać d?y za butelkę każdemu kto ją zaoferuje? Przerasta mnie to wszystko widzę jak mój K. się z tym męczy, jak bardzo to go zdołowało. Rok temu zapił się brat za chwilę tak samo skończy jego matka. Nie wiem co mam zrobić? Jest mi cholernie go żal, ale sama też jestem na kresie wytrzymałości tego co dzieje się pomiędzy nami. Nie chcę być z nim z litości, ale z drugiej strony wiem, że gdy odejdę podpiszę na nim wyrok śmierci, on albo się zapije albo popełni samobójstwo? Jestem przerażona?
Moim zdaniem zostając podpisujesz ten wyrok i tak. Jeśli będzie się miał zapic na śmierć to to zrobi czy tak czy siak. Alkoholik który zawsze ma miękkie lądowanie w postaci bliskiej osoby nigdy nie zrezygnuje z nałogu. Tu potrzebna jest tzw twarda miłość czyli jasne postawienie sprawy albo się leczysz albo odchodze. Poza tym nie wiem czy ty jesteś w stanie jeszcze mu pomoc jakoś, ofiarować jakies uczucie cieplejsze skoro sama stalas się przy nim cieniem człowieka. Z tego co piszesz on używał względem Ciebie przemocy a wręcz gwałcił !! i teraz jesteś przy nim raczej z litości a nie z chęci bycia. Po tym co Ci zrobił masz prawo go zostawić bez skrupułów, próbowałas mu pomoc ale nie dało rady wiec teraz musisz ratować samą siebie a on..jest dorosły albo się ogarnie albo zniszczy swoje życie całkiem na wlasne zyczenie. Nie możesz uratować kogoś kto tego nie chce i na dodatek za cenę własnego zdrowia a nawet zycia.
Dziewczyno, pakuj się i uciekaj od niego naj najszybciej!
Jesteś współuzależniona. Cokolwiek byś nie zrobiła, to i tak będzie źle (twoim zdaniem). Jak odejdziesz, to on się zabije/zapije/źle skończy. Jak zostaniesz, to się wykończysz psychicznie. Ten układ jest totalnie chory, pod każdym względem. Powinnaś zrozumieć, że nie jesteś odpowiedzialna za swojego chłopaka, ale wyłącznie za siebie. Nie uzależniaj odejścia od niego od końca umowy najmu - zresztą tam jest napisane, jaka jest konsekwencja wcześniejszego rozwiązania - najczęściej po prostu kaucja przepada. Najem to nie więzienie, w przeciwieństwie do układu, w który się wmanewrowałaś. To normalne, że jest ci żal jego matki i jego samego, ale nie możesz być z tym facetem z litości lub ze strachu. Pomyśl o wizycie u psychologa, wyprowadzce i jak najszybszym odseparowaniu się od alkoholika, przemocowca i zdradzacza.
Uciekaj i miej go w dupie !!! I nie zastanawiaj się ani chwili!!!
Jesteś współuzależniona. Cokolwiek byś nie zrobiła, to i tak będzie źle (twoim zdaniem). Jak odejdziesz, to on się zabije/zapije/źle skończy. Jak zostaniesz, to się wykończysz psychicznie. Ten układ jest totalnie chory, pod każdym względem. Powinnaś zrozumieć, że nie jesteś odpowiedzialna za swojego chłopaka, ale wyłącznie za siebie. Nie uzależniaj odejścia od niego od końca umowy najmu - zresztą tam jest napisane, jaka jest konsekwencja wcześniejszego rozwiązania - najczęściej po prostu kaucja przepada. Najem to nie więzienie, w przeciwieństwie do układu, w który się wmanewrowałaś. To normalne, że jest ci żal jego matki i jego samego, ale nie możesz być z tym facetem z litości lub ze strachu. Pomyśl o wizycie u psychologa, wyprowadzce i jak najszybszym odseparowaniu się od alkoholika, przemocowca i zdradzacza.
Zdaję sobie z tego sprawę. Już kilka razy spakowałam mu walizki zalewając się przy tym łzamigdy nie wracał na noc i nie wiedziałam co się z nim dzieje. Nie byłam jednak na tyle silna żeby otworzyć mu drzwi...
Nie mam wsparcia w nikim... rodzina nie ma pojęcia co się ze mną dzieje... Nie interesują się tym a ja nie narzekam, bo zamiast pomocy zgnębili by mnie za to, że związałam się z kimś takim jak K.
Moim zdaniem zostając podpisujesz ten wyrok i tak. Jeśli będzie się miał zapic na śmierć to to zrobi czy tak czy siak. Alkoholik który zawsze ma miękkie lądowanie w postaci bliskiej osoby nigdy nie zrezygnuje z nałogu. Tu potrzebna jest tzw twarda miłość czyli jasne postawienie sprawy albo się leczysz albo odchodze. Poza tym nie wiem czy ty jesteś w stanie jeszcze mu pomoc jakoś, ofiarować jakies uczucie cieplejsze skoro sama stalas się przy nim cieniem człowieka. Z tego co piszesz on używał względem Ciebie przemocy a wręcz gwałcił !! i teraz jesteś przy nim raczej z litości a nie z chęci bycia. Po tym co Ci zrobił masz prawo go zostawić bez skrupułów, próbowałas mu pomoc ale nie dało rady wiec teraz musisz ratować samą siebie a on..jest dorosły albo się ogarnie albo zniszczy swoje życie całkiem na wlasne zyczenie. Nie możesz uratować kogoś kto tego nie chce i na dodatek za cenę własnego zdrowia a nawet zycia.
K. zaczął leczenie w styczniu, jednak już na początku marca zakończył wizyty w poradni leczenia uzależnień. Próbowałam namówić go do powrotu na leczenie, ale nie chciał, twierdził, ze to strata czasu, że sam jest w stanie sobie z tym poradzić. Dobrze wiem, że tak nie jest Poza tym twierdził, że gdy pił to między nami układało się lepiej a gdy nie pije to ciągle mam wobec niego jakieś oczekiwania. Owszem mam bo chciałabym żeby zaangażował się w dbanie o dom, zebym mogła zająć się swoją magisterką. Gdy pił było lepiej bo mu ustępowałam... ze strachu, ze wstydu przed sąsiadami...
Ostatnio dzień w dzień wraca po kilku piwach, czasami po kilkunastu. Każdego wieczoru powtarzam sobie, że ostatni raz pozwalam żeby mnie tak upadlał a rano brakuje mi sił.
Moja droga ja ci dopowiem dalszą część waszej przyszłości - chcesz? Czy potrafisz sobie to sama wyobrazić? I po co wyżalasz się tutaj, skoro tak naprawdę nie chcesz zrobić nic żeby zacząć normalne życie? A doskonale wiesz, że bierzesz udział w totalnej patologii i mimo, że się żalisz, to chyba ci ten styl życia odpowiada, skoro w nim tkwisz z uporem maniaka.
inthecandle... .dobra jesteś, hehehe. a czemu nie zaczniesz z nim pić? będzie ci przyjemniej i zrozumiesz go lepiej?
Miałam podobną sytuację tylko jest tutaj jeszcze dziecko. Po dwóch latach tak się stało że w końcu go wyrzuciłam z domu, Mieszkam sama z dzieckiem a on wrócił do matki. Chodzi na spotkania AA i do psychologa. Widzę jakieś zmiany ale di niego już nie wrócę mimo że dziecko nie będzie miało pełnej rodziny.
Drodzy forumowicze proszę Was o pomoc, bo to co dzieje się w moim życiu mnie przerosło. Nie wiem jak uwolnić się z tego...
Na śmierć matki mojego chłopaka nie musieliśmy długo czekać. Na początku maja doszczętnie spłonął dom rodziców mojego chłopaka. Mama była w środku... Nie otrząsneliśmy się jeszcze po śmierci brata a kolejna rodzinna tragedia. Z domu został tylko popiół i kolejny grób. Nie mam pojęcia jak bardzo trzeba zasłużyć na taką karę od losu. Czuję się jakbym była w jakiejś ukrytej kamerze... Nie jestem w stanie tego opanować. Gdyby mało było nieszczęścia ojciec mojego chłopaka leży teraz w szpitalu w stanie agonalnym- nowotwór złośliwy z 3 przerzutami. NIe ma sensu podejmowania jakiegokolwiek leczenia. Czekamy tylko na telefon.
Osoby czytające ten post w większości nie będą dowierzać jak w jednej rodzinie może być tak wiele nieszczęść... Ja też nie dowierzam. To jest cholerny koszmar, z którego niestety nigdy się nie obudzimy. Wiem, że dla tego związku nie ma szans, jednak w obliczu tragedii jakie obecnie dotykają mojego chłopaka nie jestem w stanie odejść. Sięgam dna w tym związku, ale nie mam sumienia odejść. Nie potrafiłabym spojrzeć sobie w twarz zostawiając go z tym wszystkim samego. Jak mu pomóc? Próbowałam namówić go na terapię u psychologa, ale nie chce słyszeć. Błagam doradźcie coś...
Czy Ty kochasz siebie?
Jeśli tak, to odejdź od niego. To prostsze, niż Ci się wydaje.
Nie jesteście małżeństwem, nie macie dzieci.
On musi upaść na samo dno, żeby coś do niego dotarło.
Nie namówisz go na terapię, bo to on musi chcieć z tego wyjść.
Odejdź od niego, to jedyny sposób.
Dziewczyno uciekaj puki,nie jest za późno.
Teraz jest najlepszy czas. Musisz odejść!!! Nie słuchaj jego żali,płaczu,wyzwisk. Alkoholik zawsze tak manipuluje.
Powiedz mu,że go kochasz i poczekasz na niego,ale warunkiem jest leczenie. Jeżeli teraz,kiedy właśnie jest najtrudniej i osiągnął swoje dno tego nie zrobisz,on skończy jak reszta jego rodziny. Podświadomie tak się zaprogramował i każdy dobry psycholog Ci to powie. Odbieraj tel od niego,ale się nie spotykaj dopóki nie zobaczysz zmian.
Nie bój się.
Zrób to.
Uratujesz siebie.
Całkiem możliwe,że jego też.
W alkoholiżmie tylko twarda miłość się sprawdza.
dziewczyno pakuj manatki i uciekaj jak najpredzej i najdalej .
Alkoholik sie nie zmieni .
A sama widzisz , ze tak jest , zeruje na tobie .
A miłosc nie zakryje tego .
stac cie na pozadnego chłopaka ktory zatroszczy sie o rodzine o dom .
Sama widzisz i masz przyklad jak jest u niego w domu i tak mozesz skonczyc TY . A chyba tego niechcesz .
Uciekaj poki cza poki dziecko sie nie pojawi , a im dłuzej bedziesz zwlekac z odejsciem tym bedzie ci trudniej .
16 2015-08-02 10:09:37 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-08-02 10:10:25)
Szkoda strzepic sobie jezyk.. nic nie dotrze do Autorki. Przez trzy msce od poprzednich postow nie zrobila nic z tego co jej doradzono tylko brnela dalej w to bagno. Za jakis czas napisze ze chlopak tak "zachlał morde" ze dostal jakiego paralizu lub go pobili i teraz jest przykuty do lozka wyzywa ja ale ona musi przy nim byc bo kto mu pampersy bedzie zmienial i pomozcieeee ! C
Ona chce sobie zycie spieprzyc tylko potrzebuje widowni ja do sciany pisac nie bede.
sumienia to ty juz nie masz
a on ma dobra karte przeatrgowa .
niewarto zalic sie nad soba , bo rad ty nie potrzebujesz
robisz sama to co uwazasz .
chcesz tylko aprobaty , ze dobrze robisz bo jestes samarytanka .
ale tego poparcia nie bedziesz miec .
bo ty nie odejdziesz i szkoda słow
tobie odpowiada takie zycie a potem bedzie bicie bo do tego dojdzie bo chłopak wyrosl w tym i bedzie powielał ojca .
oby s ty nie zostala z iczym tylko z własnym sumieniem ktore bedzie ci mowic jestem nic niewarta czuje sie zbluzgana itp....
. Sięgam dna w tym związku, ale nie mam sumienia odejść. Nie potrafiłabym spojrzeć sobie w twarz zostawiając go z tym wszystkim samego. Jak mu pomóc? Próbowałam namówić go na terapię u psychologa, ale nie chce słyszeć. Błagam doradźcie coś...
Ty sięgasz dna, a to on powinien. Zostając z nim teraz z litości nie pozwalasz mu tego dna sięgnąć i się od niego odbić. Jednym słowem, wcale mu nie pomagasz, wręcz przeciwnie.
Dla własnego i chłopaka dobra zostaw go. Chłopak jest alkoholikiem i przemocowcem, nic dobrego Cię przy nim nie czeka. Wychował się w patologicznej rodzinie, ma bardzo złe wzorce. Nie twierdzę, że nie można sobie z tym poradzić, ale to bardzo długi proces, a i wynik niepewny. Twój chłopak nie chce się leczyć, widocznie to co dzieje się wokół niego jeszcze go nie powaliło. Być może Twoje odejście będzie tą ostatnią kroplą przepełniającą czarę? Być może to go zmusi do podjęcia decyzji o leczeniu. Oby tak było.
Jednak bez względu na to co z nim dalej będzie, Ty masz prawo mieć dobre życie. Nie jesteś na tym świecie po to, by robić z siebie kukłę do obijania i pastwienia się nad Tobą.
Ratuj siebie! Byc może to pomoże i jemu.
W pewnej ksiazce ktoś napisal " Nie odpowiadasz za czyny innych ". Weź te słowa do serca i nie mysl, o tym, co by bylo z nim gdybys odeszla. Czasami trzeba myslec wylacznie o sobie.
Osobiscie wiem jak wygląda życie w rodzinie alkoholikow .Wiem ile rzeczy musi przejsc żona i dziecko, bo mąż i ojciec pije. Nie życzę tego nikomu. Masz jedno życie, nie zmarnuj go na szarpanine, bycie bita, wyrzucana, traktowana jak smiec, nie pozwol sie zniszczyc.Zycie z alkoholikiem Cie umeczy.Jezeli facet naprawde Cie kocha i chce , aby jego zycie bylo lepsze to gdy bedzie trzezwy uswiadom mu, ze ze zwgledu na siebie musisz odejsc a jezeli on chce byc z Toba to musi wybrac alkohol albo Ty.Niestety bywa tak, ze facet sie opamietuje, ale tylko na chwile, zeby potem znowu do tego wrocic ( facet mojej mamy tak mial jak go wciagnelo to trzymalo kilka tygodni.Mama przeprowadzila sie do mnir na pare mies .On przestal dla niej.Jak wrocila do niego, napil sie wina we swieta i to wystarczylo, zeby wrocil do nalogu;/)
Szkoda strzepic sobie jezyk.. nic nie dotrze do Autorki. Przez trzy msce od poprzednich postow nie zrobila nic z tego co jej doradzono tylko brnela dalej w to bagno. Za jakis czas napisze ze chlopak tak "zachlał morde" ze dostal jakiego paralizu lub go pobili i teraz jest przykuty do lozka wyzywa ja ale ona musi przy nim byc bo kto mu pampersy bedzie zmienial i pomozcieeee ! C
Ona chce sobie zycie spieprzyc tylko potrzebuje widowni ja do sciany pisac nie bede.
Nie chce sobie spieprzyć życia, tylko chciałabym wykorzystać wszystkie szanse by pomóc chłopakowi. Nieustannie staram się namówić go na terapię. Dzwoniłam do psychologów żeby umówić go na wizytę, ale każdy z nich twierdzi, że mój chłopak musi sam się do nich zgłosić.
W tej chwili mój K. poza mną nie ma nikogo kto mógłby mu pomóc.
Za jakiś czas będę stać być może nad jego grobem i wyrzucać sobie, że niewystarczająco walczyłam...
21 2015-08-02 17:02:07 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-08-02 17:04:58)
Gdybyś faktycznie robiła wszystko by mu pomoc to wiedziałabyś że alkoholik potrzebuje twardej miłości czyli takiej w której zostawia się go samemu sobie i pozwala by sięgnął dna.On wtedy ma 2 opcje albo się od niego odbić i zacząć leczyć albo pogrążyć się totalnie. A Ty co robisz??? Zapewniasz mu miękkie lądowanie swoim rozmemlanym "nie pijjj prooosze" ...więc co ma chłopak się starać, może chlac do woli i wykorzystywać Cię a Ty sobie pogadaj do Joli bo go głowa boli. Ty mu nie pomagasz w żaden sposób Ty mu ten kieliszek wpychasz tylko do łapy nie widzisz tego???!
Przez to robienie z siebie sieroty i de facto bycie nią na własne życzenie sprawiasz że totalnie mi Ciebie nie żal :\
Naprawde chcesz mu pomoc. ? Zacznij od tego ze znajdziesz terapie dla siebie. Tak naprawde to Ty jestes chora i masz problem. To Ty jestes uzalezniona, jak mozesz wymagac od niego by sie leczyl skoro sama tego nie robisz. ? Daj mu przyklad i poszukaj terapii dla zon alkoholikow.
Albo się zapije, albo właśnie wytrzeźwieje. Tak czy siak, daj sobie spokój. Sama czujesz że to jest niesprawiedliwe, że on chleje, a kaca masz Ty. Prędzej czy później i tak pękniesz, tylko więcej zdrowia stracisz.
24 2015-08-05 10:42:12 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-08-05 10:43:56)
w większości postów jest wiele racji
weź pod uwagę że do momentu gdy twój facet nie zrozumie że jest sens, chodzenia do chociażby psychoterapeuty
Twoje próby "pomocy" będą źle interpretowane przez niego, a ten kierunek historii się
zawsze źle kończy
nie możesz go prosić, nic to nie da
nie możesz mu kazać, tez to nic nie da
zostaje Ci zakomunikować, jasne warunki
i konsekwentnie, się ich trzymać
i to jest walka, niestety
jego walka jeśli mu zależy z sobą, a jeśli mu nie zależy z Twoją wytrzymałością, sprawdzanie granic Twojej wytrzymałości
możesz założyć jakiś czas, powiem tyle do 1 roku, jeśli ma problem z alkoholem, do roku to nie jest nic pewnego, bez alkoholu
jeśli jest uzależniony w sensie że psychike "ciszy" alkoholem, to wystarczy kilka naprawdę prostych testów w jakimś odstępie czasu
delikatnie klienta zdenerwować, i wiesz wtedy jak małym powodem będzie sięgnięcie po alkohol, motywowane, wogóle fakt sięgania po alkohol
masz naprawdę prosta odpowiedź,
i to jest warte zachodu żeby wtedy druga strona mogła zobaczyć, że ma problem
jeśli to nie daje drugiej stronie do myślenia, to przykro mi bardzo
![]()
Byłam w twojej sytuacji a później zaszłam w ciążę. Bił mnie w ciąży, dziecko karmiłam na cmentarzu bo w domu kumple.zaczal przeprowadzać inne ,nocowaly.nie bylo pieniędzy,byłam na dnie.ty widać jeszcze masz mało. Musi cie zgnoic bardziej zanim ci miłość przejdzie
Nie jestes gorsza od innych dziewczyn.Masz prawo byc szczesliwa, miec wsparcie w kochajacym mezczyznie.
Nie brakuje Ci tego ?
Nie wiem, dlaczego odrzucasz wlasne szczescie i swiadomie wybierasz patologie.Tym ze jestes przy nim, wcale mu nie pomagasz,tylko przeszkadzasz.Przeszkadzac w tym, aby upadl na dno i w koncu zaczal sie odbijac.
A on jest nie dosc, ze uzalezniony, to jeszcze egoista.Powinien cos z soba zrobic, albo odejsc.
A Ty zyjesz ciagle wspomnieniami, ze kiedys tam, przez chwile, byl dla Ciebie dobry.
Bardzo Ci współczuję i jestem przekonana, że Ty sama pochodzisz z rodziny dysfunkcyjnej, skoro tkwisz w takim związku. Chcesz ratować chłopaka a sama toniesz i potrzebujesz ratunku.
Wiem co piszę. Najpierw zgłoś sie na terapię dla osób współuzależnionych ponieważ jesteś chora i potrzebujesz pomocy. Jeżeli nie zaczniesz od siebie nie pomożesz chłopakowi, bo to tak jakby ślepy prowadził ślepego. Czy chcesz żeby chłopak zrobił Ci dziecko, bił Cię i pociągnął za sobą na dno? Tak już robi teraz. Nie jesteś z nim niczym związana, możesz odejść i ułożyć sobie szczęśliwe zycie z kimś innym ale nie chcesz. Prosisz o pomoc ale tej pomocy nie przyjmujesz.
Nie gniewaj się, ale najwyraźniej jeszcze nie osiągnęłaś swojego dna. Jak tak sie staniesz, będziesz po prostu uciekać a nie odchodzić, ale wtedy najprawdopodobniej z różnych przyczyn może to być bardzo trudne....
Przytulam Cię ze współczuciem i jeszcze raz napiszę - obudź sie dziewczyno i walcz o siebie.