Witam Wszystkich.
Zalogowałam się wczoraj ale nie znalazłam siły by cokolwiek napisać.
Dzień był wyczerpujący, obfity w wydarzenia i źle się skończył.
Bez szczegółów będzie trudno ale spróbuję.
Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. Mamy dwóch dwunastoletnich synów.
Sześć lat temu przeżyliśmy poważny kryzys małżeński.
Mój mąż urozmaicał sobie życie pisząc do nowopoznanych w sieci kobiet.
Tak naprawdę do dziś nie wiem czy spotykał się z nimi czy były to tylko flirty
przez telefon i w sieci. O wszystkim dowiedziałam się przypadkiem .
Zupełnie zgłupiałam - rozpadł się mój świat.
Kochałam go przecież i ufałam jak sobie samej. Kazałam mu się wyprowadzić.
On błagał o wybaczenie, mówił, że to nic nie znaczące znajomości,
że nie chciał, że kocha tylko mnie, itp,itd...
Spakował się i wyprowadził do rodziców.
Martwiłam się o dzieci - miały wtedy zaledwie 6 lat.
Dzwonił, prosił, pisał, nalegał, przepraszał, kajał się - wybaczyłam.
Po trzech tygodniach wrócił do domu.
Widziałam, że się stara, czułam, że żałuje, chciałam naprawiać związek, oboje chcieliśmy.
Przez tych kilka lat było różnie ale nie sprawdzałam go, nie kontrolowałam,
nie robiłam wyrzutów, nie wracałam do przeszłości.
A wczoraj...byliśmy w krótkiej podróży, rozładował mi się telefon
a potrzebowałam się z kimś pilnie skontaktować, podał mi swój.
Gdy szukałam kontaktu do znajomej osoby trafiłam na te niepokojące smsy:
"Kasiu czemu się nie odzywasz, co się stało?" - sms z 28 IV
"Kasiu co się dzieje, napisz proszę. Czekam" - z 29 IV.
Zapytałam kto to jest owa Kasia?
Powiedział, ze koleżanka z podstawówki, że spotkali się przypadkiem w sierpniu ubiegłego roku ,
wymienili numerami telefonu, że wysłał jej życzenia na Święta, na imieniny i że od czasu do czasu piszą
do siebie o drobiazgach. Ot koleżanka z dzieciństwa.
Wiem, banał... Ale mnie już się zapaliła czerwona lampka
bo przecież szuka z nią kontaktu, niepokoi się gdy nie ma od niej odpowiedzi przez jeden dzień.
Przecież ja już przez to przechodziłam, przecież w tym telefonie nie znalazłam więcej smsów do niej
(czyżby na bieżąco je kasował, a tych dwóch ostatnich po prostu nie zdążył?)
Podpowiedzcie czy ja fiksuję?
Czy nakręcam się niepotrzebnie?
Czy jego potrzeba szukania bliskości, wrażeń poza małżeństwem jest do zaakceptowania?
Przecież w moim spokojnym choć nie pozbawionym trosk życiu znów się zaczęło trzęsienie ziemi
Proszę o pomoc.
Może czyjeś zdystansowane spojrzenie pomoże mi uspokoić roztrzęsioną rzeczywistość.