Dziewczy ostatnio wspominalam tu na forum o moich relacjach z facetem. Nie uklada nam sie juz od 2 miesiecy. Radzilyscie mi, abym go zostawila, bo zle mnie traktuje. Po tym wszystkim co pisalyscie, postanowilam sie nie odzywac do niego. Owszem pomoglo, zacza sie tym martwic 'chyba'. Aby o tym nie myslec probowalam sobie znalezc jakiekolwiek zajecie. Wybralam sie do siostry. Popiwkowalysmy, troche sie wyzalilam. Nagle dostalam od niego telefon, bylo juz pózno, kolo godziny 22, 23. Dzwonil i mowil, ze wlasnie skonczyl prace i ze jedzie do domu. Olalam to. Chwila ciszy, a on mi mowi, 'no oco Ci znow chodzi?!' a Ja w ryk, ze nie zniose juz dluzej takiego traktowania, nie przyjezdza do mnie, dzwoni bardzo zadko, raz gora dwa na dzien i to tyle. Powiedzialam ze juz tego nie chce, on mi obojetnie odpowiedzal 'To nie' po tych jego slowach rozlaczylam sie. Gdy wracalam do domu, znow zadzwonil, pyta sie gdzie jestem, mowie ze wracam do domu. On czekal na mnie pod domem. Przytulil i przeprosil. Weszlismy do domu, powiedzial ze sie zmieni, ze juz bedzie dobrze. Zaufalam uwierzylam mu. Dzisiaj jest sroda, od niedzieli go nie widzialam, w poniedzialek zadzwonil o godzinie 17, potem az do wtorku byla cisza. We wtorek zapytalam go czy przyjedzie, powiedzial 'znow' ze nie bo nie ma czasu. Wspomnial rowniez, ze jest teraz w innym miescie, zalatwia wazne sprawy, fart tak chcial, ze w tym momencie rozmawialam z jego kuzynem, ktory wspomnial ze wlasnie moj facet go odwiozl do domu na chwilke, bo ma zalatwic sprawy w moim miescie, a jego kuzyn mieszka w tym samym miescie co Ja. Dlaczego mnie oklamal, ze jest gdzie indziej? Przyznal sie do tego. Klamie, nie dzwoni, nie przyjezdza. A podobno mialo sie wszystko zmienic.
Powiedzialam mu wczoraj przez telefon, ze nie mamy juz o czym rozmawiac, ze jest to nasza ostatnia rozmowa, poniewaz do naszych problemow doszly rowniez klamstwa. Rozlaczylam sie. Slyszalam ze jeszcze chcial cos dopowiedziec, ale za puzno. Potem nie oddzwonil. Dzisiaj do tej pory cisza. Dac juz sobie z tym spokoj? Meczyc sie i zadawac sobie ciagle pytanie czy ten gosc sie wkonczu zmieni?