Moi drodzy jak zapatrujecie się na taką rzecz. Jest małżeństwo. Kobieta jest na utrzymaniu męża. Wychowuje dzieci, nie pracuje... Skoro nie pracuje to nie ma też swoich dochodów. Pracuję w sądzie i bardzo często stykam się na sprawach z płaczem kobiet, które po rozstaniu zostały z niczym. Ich słowa brzmią: wychowywałam dzieci, więc nie miałam możliwości pracować, albo, zaszłam w ciążę przed rozpoczęciem pierwszej pracy i potem ciężko było mi znaleźć...
Moja mama wychowywała mnie sama (było ciężko, nie było pieniędzy) i wiem, że jeśli umiesz liczyć to licz na siebie.
Jak Wy zapatrujecie się na to wszystko?
Znam wiele kobiet, które nie pracują, wychowują dzieci, a mężowie pracują. I są to dobre, zgodne związki. Ale ja jakoś nie umiałabym żyć z pieniędzy męża, bez żadnego dochodu, bez zapewnionej pracy.
Jak jest u Was?