Witam,
Chciałabym się z wami podzielić moją historią. Być może ktoś spojrzy na moje problemy ze strony, której ja nie dostrzegam i tym samym pomoże mi ogarnąć bajzel w mojej głowie...
Postaram się króciutko, żeby nie zamęczyć czytelnika, aczkolwiek trudno będzie.
Całe moje życie szukam kogoś kto pokocha mnie bezinteresownie, tak naprawdę dla mnie samej, przytuli do serca dwa bąble, które, całe szczęście dla mnie, wychowuję i kocham całym sercem.
Rzecz polega na tym, że nie potrafię nawiązać bliższych relacji z ludźmi.Nowo poznane osoby wydają się niezainteresowane tak na prawdę moim życiem, a rodzina, przyjaciele...rozmyli się w prozie życia i chmarach swoich problemów.
Miałam przyjaciółkę, taką od serca, przynajmniej tak sądziłam, do czasu kiedy to ja, nie ona, potrzebowałam pomocy. Nagle okazało się,... że brak czasu, nie może, choroba dziecka, ja to wszystko rozumiem, ale... ile można?
Cierpliwa byłam dopóki nie znalazłam się w prawdziwej doopie i naprawdę jej potrzebowałam. Wymówiła się brakiem czasu...
Do tego doszedł zawód na najbliższej rodzinie, która odmówiła opieki nad moim dzieckiem w dniach wolnych od zajęć, że nie wspomnę o rozpadzie związku, o którym sądziłam, że w końcu się uda...
A dziś? Dziś myślę, że już zawsze będę sama, że na nikogo nie mogę liczyć, że nikomu nie mogę ufać...
Niby to wiem, niby się z tym godzę, bo tak czasem bywa. Skupiam się na dzieciach, na pracy, ale...w głębi zadaję sobie pytanie gdzie popełniam błąd? Czemu wszyscy mnie odrzucają?
Musi coś ze mną być nie tak, nie mogę przecież winy składać na "takie czasy"...
Dziś czuję, że nie chcę nikogo widzieć, z nikim rozmawiać, a jednocześnie... chciałabym by ktoś wykazał minimum woli bądź troski o mnie, co u mnie...