Witam drogie Panie. Chciałbym abyście pomogły mi jakoś zrozumieć moją sytuację, ewentualnie poprawić ją i pozwolić wrócić do dziewczyny, która niejako ze mną zerwała. Trochę długa odpowiedź ale mam nadzieję, że Was to nie zrazi.
Zacznę może od początku. Mam na imię Sławek, ona Agnieszka. Znamy się od 8 lat, ona od prawie 10 lat była w związku (mamy po 25 lat). W 2013 roku wzięła ślub, niestety po kilku miesiącach dowiedziała się, że mąż ją zdradzał. Przeżyła silne załamanie psychiczne (szpital, psychotropy itp.) kiedy po kilku tygodniach w miarę stanęła na nogi, zaczęliśmy się spotykać bo zawsze mieliśmy ze sobą dobry kontakt. Po 2-3 miesiącach po tym wszystkim byliśmy już razem. (Teraz wiem, że może za szybko) Zaczęliśmy ze sobą być od maja 2014 roku. Obydwoje mamy ciężkie charaktery.. ja nie potrafię być pod pantoflem, ona uparta i często szukała dziury w całym (ale wiedziałem, że jest po przejściach i w gruncie rzeczy nie wszystko od niej zależy). Często się kłóciliśmy, czasami zdarzało się, że któryś z nas mówił, że ma dosyć. Ale to zazwyczaj trwało 1-2 dni max i później zgoda, tydzień, dwa znowu kłótnia. Pomimo, że mieliśmy często ciężkie chwile, to oczywiście potrafiliśmy mieć również te dobre. Pierwsze wspólne wakacje, spotkania ze znajomymi, zaraziłem ją swoim ukochanym sportem, który też bardzo polubiła, jeździliśmy razem na mecze. W ostatnich miesiącach załatwiłem jej nową pracę, sądziłęm, że należy jej się przebywanie w nowym środowisku, z nowymi ludźmi. Kiedy zaczęła tam pracować to wszystko się odmieniło, kłóciliśmy się jeszcze więcej bo nie mieliśmy czasu dla siebie. Ja miałem trochę problemów w pracy i nie mówię, że jestem święty, bo kilka razy absolutnie zawaliłem.
Zobaczyliśmy się 28 marca, obejrzeliśmy film i wydawało się, że nie jest między nami źle, ale nie sądziłem, że to nasze ostatnie takie spotkanie. Przez kilka dni nie mogłem się doprosić spotkania, byłem wściekły o to, pokłóciliśmy się znowu a ona napisała mi sms'a że dla niej to jest już chyba po wszystkim i spotkamy się po świętach itp. Święta spędziliśmy osobno, spotkaliśmy się po świętach tak jak obiecała. Przyjechałem do niej pod pracę, powiedziała, że coś w niej pękło i dla niej to koniec. Kilka wymian zdań i tak dalej, odjechałem. Na drugi dzień poprosiłem o spotkanie, pojechałem do niej. Była zimna jak lód, unikała kontaktu wzrokowego. Przepraszała, że w ten sposób tak to rozwiązała, ale nie potrafiłaby bardziej. Mówiła, że coś w niej pękło, że ona nie potrafi być teraz w związku, że teraz trenuje crossfit i chce zrobić coś dla siebie. Wyszedłem. Nie odzywałem się 2 dni po czym napisałem w sobotę wieczorem. Była z koleżanką w innym mieście i akurat poszły na imprezę, była podpita. Spytałem tylko jak się bawi a dostałem zaraz kilka smsów, w stylu: "Przepraszam, że Cię zraniłam". "Pogubiłam się" "Szukam się w życiu". " Nie chcę Cię stracić. Postaraj się proszę. Chcę być częścią Twojego życia, ale nie potrafię w taki sposób jakibyś chciał". Zgłupiałem, ale jakoś tam miło zakończyliśmy rozmowę. Dodała swoje zdjęcie do tego. Na drugi dzień po jej powrocie do miasta, poprosiłem o spotkanie, powiedziałem, że przyjadę po nią za 20 min. Dostalem 5 smsów, że mam nie przyjeżdzać bo ona nie wyjdzie. Podjechałem i wyszła. Zabrałem ją w miejsce gdzie to wszystko się zaczęło, tłumaczylem, prosiłem (niepotrzebnie), przepraszałem. Mówiła, że ona teraz nie potrafi być w związku bo jest emocjonalnym g***, że nie ma sensu, aby tylko jedna osoba walczyła o związek. Ale chce, żebyśmy dalej ze sobą rozmawiali, bawili się, chodzili na mecze ??!! Na koniec pod domem siedziała jeszcze ze mną z 20 min w ciszy po czym powiedziala "Dajmy sobie może 2-3 tyg? "
Odezwałem się po 6 dniach, (tydzień temu w sobotę). Napisałem co słychać i czy nie przeszkadzam. Odpowiedź nadeszła w ciągu 15 sekund, że nigdy nie przeszkadzam. Napisałem jej że przepraszam ją że chcialem ją na siłę przekonać, że mogła nie czuć się komfortowo itp. Dodałem, że pomimo, że nam nie wyszło to nie żałuję niczego i zyczę szczęscia. Przyjęła wszystko do wiadomości, ale niestety pokłóciliśmy się bo starała się wmówić mi, że zwalam winę na nią. Napisała sms'a że nie ma siły na rozmowę, że pogadamy kiedy indziej. Zadzwoniła na drugi dzień, uśmiechnięta, miła. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, poflirtowaliśmy. Dodałem znowu, że nie będę jej przyjacielem tak jak tego chce, bo nie potrafię. Chciałem po tym zerwać kontakt, ale zadzwoniła jeszcze do mnie w środę i czwartek. W sobotę dostała zaproszenie na urodziny od mojego kumpla, na które przyszła. Oczywiście pisała, że może nie przyjść jeśli mam czuć się niekomfortowo i mam myśleć, że zmieniła zdanie. Na imprezie wychodziła chyba z 5 razy do domu, ale ciągle ktoś ją zatrzymywał i zostawała.
Od tamtej soboty nie rozmawialiśmy. Co o tym wszystkim sądzicie?