Jesteśmy razem 13 lat, dobijamy 50, mamy córkę już prawie nastolatkę. Obydwoje pracujemy.
Zwiazek nasz miał wzloty i upadki, no tak jak u każdego prawie.
Niestety to co teraz się dzieje , nie ogarniam. Jeszcze przed slubem po wspólnym zamieszkaniu
mąż pewnego dnia zamknął się w ciemnym pokoju i nie chciał gadać. Mówił ze mnie nie kocha.
Poszedł wtedy na terapię i jakoś wszytsko wróciło do normy /DDD/
Potem wiele razy zdarzyły się ciche dni, mąż nie mówi co czuje i myśli, kumuluje w sobie,
a potem milczy, odtrąca mnie, ja cierpię i tak w kółko, potem coś tam powie o co mu chodzi,
potem uważa że wszytsko jest w porządku.
4 lata temu córa bardzo się rozchorowała, niestety w trakcie 9-miesięcznego leczenia "uciekł",
wyłączył się, oczywiście zrzucając ze całą sytuacja tzn. nie choroba tylko mój dół psychiczny
to moja wina itd.
Trafiliśmy na krótką terapię, ja się uspokoiłam, córa w miarę funkcjonowała, ale coś wtedy prysło.
Byliśmy kilka razy na wyjazdach, to zaraz na drugi dzień przestał się do mnie i córki odzywać.
Robił swoje, a my osobno swoje. Przepłakałam niejedną noc, pytałam, prosiłam i nic.
I jego największym problemem okazało się, ze jest to z eja nie pozwalam mu na autorytarny
tryb wychowania. I nie da sobie powiedzieć, ze trzeba spuścić z tonu itd.
Nie chce pójść na żaden kompromis, albo jego albo nic.
W końcu 1,5 roku temu trafiliśmy na wspólną terapię, myślałam że jest po niej w miarę ok.
No i bomba, w lutym na feriach w dniu wyjazdu ciche dni, które trwają do dzisiaj.
Wyprowadził się do innego pokoju, nie odzywa się do mnie w ogóle.
Z nikim nie gada, nigdzie nie dzwoni, nigdzie nie chodzi, nic go nie interesuje, przestał
cokolwiek robić w domu. Do córki nie odzywał się 1,5 miesiąca.
Jakakolwiek próba nawiązania rozmowy z mojej strony kończyła się, że:
małzeństwo ma rozwijać, a tu d..., że ma dość katarków, kaszelkow, mnie, że dziecko
chce to albo tamto, róbmy sobie każdy swoje, moze mam depresję,
nie wiem co dalej.
Zaproponowałam, zeby się wyprowadził jak nie chce być z nami, przemilczał to oczywiście.
Podobne tematy
2 2015-04-26 20:13:10 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-04-26 20:13:43)
...
Wyprowadził się do innego pokoju, nie odzywa się do mnie w ogóle.
Z nikim nie gada, nigdzie nie dzwoni, nigdzie nie chodzi, nic go nie interesuje, przestał
cokolwiek robić w domu. Do córki nie odzywał się 1,5 miesiąca.
Jakakolwiek próba nawiązania rozmowy z mojej strony kończyła się, że:
małzeństwo ma rozwijać, a tu d..., że ma dość katarków, kaszelkow, mnie, że dziecko
chce to albo tamto, róbmy sobie każdy swoje, moze mam depresję,
nie wiem co dalej.
Zaproponowałam, zeby się wyprowadził jak nie chce być z nami, przemilczał to oczywiście.
Chyba się przejęzyczyłaś?
Bo "na oko" to On może mieć depresję... albo zawiedzione oczekiwania. Analogicznie jak i Ty. Bo Ty także chcesz po swojemu...
Propozycja wyprowadzki taka jakby trochę drastyczna, ale nawet i ona NIC nie zmieniła...
Czyż nie ma kogoś w rodzinie, kogo mąż by uważał za autorytet?
Bo chyba bez pomocy z zewnątrz się nie obędzie...
"Mąż nie wie co dalej" nie wie też czego właściwie chce. Wygląda na to, że wyszłaś za mąż, za wiecznego malkontenta.
Skoro terapia nie pomaga, a mąż dręczy Was obydwie, bo zapewne tak czujecie się z córką, gdy on Was ignoruje (ponad 2 miesiące!), to nie pozostaje nic innego, jak wymóc na nim poważną rozmowę i ponownie zaproponować mu wyprowadzkę.
Problem w tym, że jeśli on nie chce się określić, to taki stan może trwać latami.
Z Twoich słów wynika, że nie jest Ci obojętne zachowanie męża, nie napisałaś nic, jak córka reaguje na tę sytuację, ale trwając w takim zawieszeniu wpędzisz się w depresję.
Strasznie to przeżywam, bo jestem raczej z tych emocjonalnych:-(
Takie nieodzywanie to podobno bierna agresja.
Córa odzywa się czasem do niego, cały czas chodzi za mną,
obserwuje nas, nie chce jeść z nim przy jednym stole.
A jednocześnie gdy on do niej zagada, uśmiechnie się to zaraz
mi o tym opowiada.
Tak, przyznaję mąż czuje się zdołowany, bo twierdzi ze nic nie osiągnął z dzieckiem.
Nie uprawia sportów takich jak on chce, nie siedzi przy stole tak jak on chce,
nie słucha muzyki polecanej przez niego, nie chce iść do muzeum,
nie chce iśc w góry.
Do tego kary, polecenie wykonane ma być na raz, paradoksalne konsekwencje
za malutke wykroczenia, bo co moze robić dziewczynka 7-8 letnia?
Jeszcze wcześniej ona się nie buntowała,
zaczęła jakiś czas temu i stwierdził ze to wszytsko moja wina.
Szkoda, że mąż nie przyjmuje do wiadomości, że dziecko ma prawo do własnych wyborów w kwestii zainteresowań.
Przecież Wasza córeczka jest mała, jej zainteresowania mogą się zmienić jeszcze wielokrotnie.
Jego brak akceptacji dziecka tylko go oddala od córki, że nie wspomnę o konsekwencjach jakie w przyszłości poniesie ona sama.
Z tego co pisałaś, już przed ślubem dziwnie się zachowywał, w trakcie małżeństwa także, może on ma jakieś zaburzenia emocjonalne.
Może wszyscy odpoczęlibyście od tej ciężkiej atmosfery, gdyby on wyprowadził się, choćby na jakiś czas.
Istnieje jednak ryzyko, że on nie będzie chciał już wrócić, ewentualnie po powrocie nic się nie zmieni.
Pisałaś, że wspólnie braliście udział w terapii, na co szczególnie uskarżał się mąż. Czy jego głównym problemem są zawiedzione nadzieje względem córki, czy tak w ogóle wszystko mu nie pasuje. Jak odebrałaś sugestie psychologa?
Może tobie jest teraz potrzebna porada psychologa, jak z nim rozmawiać
Rozwód jest ostatecznością, ale tak żyć się nie da.
6 2015-04-26 22:44:29 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-04-26 22:48:03)
Sias napiszę prosto. NIE WY (Ty i córka) MACIE PROBLEM, TYLKO ON. Nie moja kochana da się ROZWIJAĆ mając rodzinę, ale samemu trzeba ruszyć 4 litery!!! Jak mnie denerwują takie narcyzy. Jacy oni biedni - ludzie przeszkodzili im w samorealizacji ble ble ble. Może nie są Tacy wspaniali jeśli inni ludzie decydują o Ich udanym życiu?
Napisz co On zrobił, aby spełniać się w rodzinie i poza rodziną - jakich środków użył, czy kończyło się na Jego jękach jak obrażonego dziecka. Jeśli Mu tak rodzina przeszkadza to PO CO JĄ ZAKŁADAŁ? Przepraszam czy On nie wiedział jakie wiążą się z tym obowiązki? Jak się do tego nie nadaje to niech się za to nie "bierze".
Nie wiem jak Ty z kimś takim wytrzymałaś - ogromny szacunek dla Ciebie. Czy On kiedykolwiek pomyślał o Tobie - Ty być może też wolisz pójść do parku, a nie słuchać Księcia? Jednak nie pozwól na pogorszenie Jego "wywodów", bo pamiętaj, że córka bierze od Was wzorce. Może zacznie myśleć, że wszyscy mężczyźni to takie egoistyczne dzieciaki
? To może(!) wpłynąć na Jej przyszłe związki.
Zadaj Sobie pytanie - lepiej z Nim, czy bez Niego? Niestety On myśli o Sobie, więc Ty musisz myśleć o dobru rodziny. Jestem dowodem, że można pogodzić samorealizację z rodziną tylko nie można czekać na "mannę z nieba" co On definitywnie robi. Zawsze jest wyjście z sytuacji, a czasami trzeba iść na kompromis lub z czegoś zrezygnować takie jest życie. Nasze życie zależy od nas samych.
Wiem, ze córka ma złe wzorce. Niestety. Mąż pochodzi z rodziny, w której nikt z rodzeństwa
nie ułożył sobie życia, kolejne ich związki też się rozpadły. Rodzice też byli na rozstaju.
Nie chciał się żenić, bo bał się że będzie to samo. Dlatego przed ślubem ten "wyskok".
Jest bardzo inteligentny,krytyczny, perfekcyjny aż do bólu, postępuje wg schematów i nie ma zmiłuj
się, wymaga tego też od nas. Mój bunt przeżył, ale myślał że dziecko da się uformować.
Okazało się, ze to nie takie proste i jakiekolwiek nie ze strony dziecka to moja wina.
Jeszcze zapomniałam: mówił, ż emałżeństwo ma wnosić coś nowego, rozwijać, poszerzać
horyzonty...
Jak dla mnie jest niespełniony, myślał, ze będzie tak jak na filmach a tu bunt, choroby,
żona opiekująca się dzieckiem, w pracy niespełniony, jedno wielkie poczucie niskiej wartosci.
A do tego ja, jestem osobą która nie umie chwalić a to jemu było potrzebne.
Córa urodziłą się z zerowym Apgarem, przez rok rehabilitacja i niepewnośc co będzie dalej.
To było dla mnie przezyciem którego nie chciałabym nigdy powtórzyć.
Potem astma, do dzisiaj mąż nie wie jakie leki trzeba podać w czasie ataku, bo się zbuntował.
No i jeszcze córa ma boreliozę. Mnie to przerasta, tak, jest mi ciężko, chcę pomóc dziecku jak
moge, szukam alternatyw leczenia, na pewno z tego powodu nie jestem taka jak byłam przed ślubem;-)
Jestem przeszczęśliwa, / to chyba nie z powodu ambicji ale tego ze MOŻE to robić/ bo córa bardzo dobrze się uczy,
zdobywa nagrody, pływa, jeżdzi na rowerze,na nartach, wspina się po drzewach, gra w piłkę nożną rekreacyjnie,
jedzie na obóz sportowy:-)))))
Na terapii psycholog bardzo często zwracała się do niego- Niech Pan wyluzuje.Słyszy Pan co mówi żona?
Proszę jeszcze raz tego posłuchać. Prosze pozwolić matce kochać i opiekować się dzieckiem
takie jakie jest, bo mamy takie są. A ojcowie mogą być stanowczy, wprowadzający w życie i z ejeśli
tak podzielone są role to dziecko ma super, bo uczy się od Was dwojga.
Jak czytam to co napisałam, to sama się sobie dziwię że z nim jestem
Obawiam się, że nie będzie lepiej... mam podobny przypadek u moich bliskich znajomych. Córka dorosła i dopiero się zaczęło. Bardzo, bardzo się zbuntowała i bardzo pogubiła. Wojna była za wojną. Ty już zaczęłaś orientować się w sytuacji i to połowa sukcesu. Ty byś sama dała sobie radę ale zapewniam Cię,że Twoją córkę dotknie ta sytuacja o wiele mocniej.
wczoraj doszło do długiej rozmowy. Maż stwerdził ze od jakiś dwóch miesięcy jestem mu obojętna.
Ż ezawaliłam mu życie, Ż enie chce żyć tak jak dotychczas, że kiedyś było w porządku,
ma do mnie pretensje o to, ze z abardzo byłam pesymistyczna, ze panikowałam przy chorobach dziecka.
Że go lekceważyłam /bo nie chciałam stosowac jego metod wychowawczych/
Iż e on ma dosyć.
Na moje żale to właściiwie nie odpowiada, milczy, nie potwierdza, nie zaprzecza.Masakra jakas.
Zresztą zawsze takie rozmowy wyglądały tak samo. Gdałąm jak do słupa, po to zeby on się obrócił
na pięcie i obrażał n amnie, siebie itd.
Jak zapytałam co dalej, czy jest pewny ze nie chce ze mną być, nie odpowiedział nic.
Nie wyprowadzi się, mamy mieszkac razem, on będzie jakoś sobie gadał i coś robił z córa, a ja ?
Mam sobie zyc swoim życiem. On nie widzi nadziei dla nas.
To w sumie tak jak ja. Ale to boli, nie przypuszczałam, ze serce może pęknąć.
Podejrzałam że zapisał się do psychiatry na wizytę.
wczoraj doszło do długiej rozmowy. Maż stwerdził ze od jakiś dwóch miesięcy jestem mu obojętna.
Ż ezawaliłam mu życie, Ż enie chce żyć tak jak dotychczas, że kiedyś było w porządku,
ma do mnie pretensje o to, ze z abardzo byłam pesymistyczna, ze panikowałam przy chorobach dziecka.
Że go lekceważyłam /bo nie chciałam stosowac jego metod wychowawczych/
Iż e on ma dosyć.
Na moje żale to właściiwie nie odpowiada, milczy, nie potwierdza, nie zaprzecza.Masakra jakas.
Zresztą zawsze takie rozmowy wyglądały tak samo. Gdałąm jak do słupa, po to zeby on się obrócił
na pięcie i obrażał n amnie, siebie itd.
Jak zapytałam co dalej, czy jest pewny ze nie chce ze mną być, nie odpowiedział nic.
Nie wyprowadzi się, mamy mieszkac razem, on będzie jakoś sobie gadał i coś robił z córa, a ja ?
Mam sobie zyc swoim życiem. On nie widzi nadziei dla nas.
To w sumie tak jak ja. Ale to boli, nie przypuszczałam, ze serce może pęknąć.
Podejrzałam że zapisał się do psychiatry na wizytę.
Dobrze, że on zamierza udać się do lekarza. Na ten moment, to chyba najlepsze posunięcie dla niego.
"Na moje żale to właściiwie nie odpowiada, milczy, nie potwierdza, nie zaprzecza" przestań więc użalać się.
W tych okolicznościach niczego nie osiągniesz, zwłaszcza, że nie jest to nowa sytuacja. Z tego co piszesz, wynika, że mąż z niczego nie jest zadowolony; ani z Ciebie, ani z dziecka, ani z pracy. Do niczego go nie zmusisz, nie jesteś też w stanie mu pomóc.
Nie obarczaj się winą. Trudno Ci się dziwić, że tyle poświęcasz dziecku. Każda normalna matka zrobiłaby to samo w przypadku, gdy dziecko wymaga szczególnej opieki.
Zastanów się, co będzie dla Ciebie lepsze; rozwód, czy życie obok siebie, bez jego wsparcia, z koniecznością znoszenia jego obecności i fochów, a być może bezustannego krytykowania Ciebie i dziecka.
Tymczasem poczekaj, jakie efekty przyniesie leczenie.
On a depresję, a wy z córką ponosicie straszne jej koszty.
Dla dobra dziecka, bym się wyprowadziła do czasu jego polepszenia.
Nic tak naprawdę nie stoi na przeszkodzie żeby pan małżonek mógł się rozwijać i poszerzać horyzonty.
To pretekst, a nie powód.
Powodem jest depresja (tarczyca zbadana?) na jakimś tle.
Ta perfekcyjność, działanie według ściśle wytyczonych schematów itp, to są takie sposoby, żeby radzić sobie z lękiem. Jeżeli wszystko jest według schematu, to znaczy, że się nad tym panuje, że się ma kontrolę. Taka nadmierna potrzeba kontroli świadczy o dużej ilości lęku pod spodem. Przypuszczam, ze wyniesionego z dzieciństwa. Facet nie dopuszcza do siebie tej świadomości i wyszukuje "powody" do niezadowolenia w codziennym życiu. Nadaje się na terapię indywidualną, po wyeliminowaniu przyczyn depresji typu hormony itd.
Wiem, ze mąż ma doła i mnóstwo problemów wynikających z domu. To był dom bez miłości,
mama niby była obecna ale mężem w ogóle się nie zajmowała/ był szóstym dzieckiem urodzonym
po 40/. Ojciec uciekał od zaniedbanej żony, wiecznie nie było go w domu.
Rodziny były skłócone, mąż dopiero na pogrzebie ojca poznał swoich kuzynów.
Dlatego on patrzy na mnie jak na abstrakcję, a ja jestem normalną matką, która opiekuje się,
martwi i troszczy o dziecko.
Odciął się od moich rodziców, sprowokował kilka razy sytuacje, żebym nie spotykała się
z jego rodziną /chociaż ich lubiłam/.
Do przerobienia caaaałe dzieciństwo...
Od lat jak go znam zawsze było tak samo: nie mówił o problemie, dusił w sobie,
potem zamykał się,były ciche dni , nie chciał powiedzieć o co chodzi po czym stwierdzał,że nie możemy
być razem, ż ema wszystkiego dosyć i tak w kółko.
Teraz szala się przelała, a ja nie przepraszałam, nie prosiłam, nie tłumaczyłam.
Dzisiaj znowu mnie zaczepił , jak ja sobie wyobrażam jego wyprowadzkę.
Moja odpowiedz ca ły czas brzmi: nie chcesz być z nami, nie rozmawiasz, nie chcesz kompromisu,
to jest tylko jeden wybór. Ja sama nie zmienię naszego życia, nie podporządkuję się wyłącznie
jego zasadom.
Jedno mnie zastanawia. Średnio dwa razy w tygodniu śnią mi się miłe rzeczy w których on uczestniczy.
Wycieczki, rozmowy, przytulanie - jestem tym zaskoczona.
podbijam
po wizycie u psychiatry dostał tabletki rzekomo wyłącznie na sen / w ulotce pisze że to antydepresanty/.
Psychiatra zaprosił mnie na wspólną wizytę , nie wiem po co???
Mąż zaczął jadać poza domem, kupił sobie bilet na samolot do rodziny jedzie. Nie odzywa się do mnie nadal.
A więc koniec tej przygody chyba wszytskim jest znany........
Ja wariuję, pojutrze mam wizytę swoją u lekarza, potzrebuję czegoś na wyciszenie, bo cały czas beczę.
Czy ktos z Was ma takie zaburzenie albo maz, zona? Moj psychiatra stwierdzil ze moj maz ma takowe:-(
Wiele problemów których doświadczyliśmy w trakcie małżeństwa przypisywałam sobie. Już pisałam tutaj.
Teraz po 11 latach jesteśmy w rozsypce, ja leczę się u psychiatry na nerwicę, i bardzo się cieszę, bo tabletki
postawiły mnie na nogi, mogę funkcjonować, zajmować się córką i domem.
Mąż nie odzywa się od lutego , pomijam kilka rozmów inicjowanych przeze mnie, które kończyły się tym, że to ja
do wszystkiego doprowadziłam i tym,,że chce się wyprowadzić i rozwieść.
ale do rzeczy: lekarz uświadomił mi, że zachowanie mojego męża to typowe zaburzenie osobowości schizoidalne.
Osoba taka nie lubi przebywać z innymi, uwielba samotne hobby, pracę, sport. Nie lubi kontaktów z innymi.
Wieje chłodem, robi wszystko zeby zniechęcić drugą stronę. Nie potrzebuje rozmowy z kimkolwiek.
Nie potrzebuje seksu. Jesli coś robi robi dla siebie. Nie ma empatii.
Do tego mój mąż jeszcze od zawsze "uprawiał" ciche dni, do dziecka też. a to juz przemoc.
Doszłam do wniosku, że mąż zmuszał sę do wszystkiego cały czas.
Teraz jak nie jesteśmy razem: jeżdzi na rowerze, oglada zamknięty w pokoju swoje filmy, czyta sobie ksiązki,
leży na lezaku, myje swoje auto, z nikim nie rozmawia......
I nie wiem, ale jakby wygląda na zadowolonego.
Kurcze, chcia łabym pogadać zkimś kto tego doświadczył.
Mieszkam jeszcze z mężem, najpierw musze uporządkować sprawy majatkowe. Mąż się wyprowadzi. Bedzie to trwało myslę do roku.
Potem separacja i rozwód. Córa ma 11 lat. W domu nie ma awantur, jest właściwie cicho jak w grobie. Ja zajmuję się wszystkim.
Sprzątanie, gotowanie, pies, praca, ogród..... On nie robi nic. Zajmuje się realizacją siebie. Na świeta jedzie sobie na przykład na trzy tygodnie do rodziny. Nie pyta co u dziecka, jak w szkole,
co się uczą, jak koleżanki, brak wspólnych wyjazdów, wyjść, zabaw, okazywanie uczuć. Po prostu wchodzi do domu i zamyka się z komputerem. Czasem w wekendy gdzies sam wybywa. Córa sama zabiega o jego względy. właściwie wygląda tak prawie zawsze, ze ona go zagaduje, on wtedy rozmawia-przeważnie o grach komputerowych. Sam nie zaczyna. masakra jakaś. Ach, przepraszam, w wakacje byli razem dwa tygodnie i byl ojcem na 100%. Córka wróciła zadowolona, a po kilku dniach powrót do przeszłości.
Szlag mnie trafia jakie moja córa ma podejście do mnie. To ja jestem ta zła, bo wymagam, rządam, zabraniam. Moge prosić,
kłocić się z nią, wymieniać argumenty. Pyskuje do mnie, jest arogancka, beczę przez nią, nie chce się uczyć, jest leniwa.
Gdy na horyzoncie pojawia się ojciec ona jest święta w stosunku do niego.
Jednocześnie, gdy prosze żeby odrobiła z nim lekcje, wyszła razem, coś zrobiła , opowiedziała mu o problemie swoim - nie ma mowy,
ona chce tylko ze mną.
Dlaczego córa mnie tak traktuje. Kiedy ona zrozumie, że ja jestem jej przyjacielem?
20 2015-10-30 11:48:07 Ostatnio edytowany przez Madzia92 (2015-10-30 11:49:55)
Cześć .
Z mojego punktu widzenia , wygląda to tak , że córka zabiega cały czas o tatę , a więc przy nim córeczka idealna byle tata zauważył może pochwali , może poświęci czas jesli zauważy jaka jest wspaniała . Smutne to .
Ty jesteś dla niej cały czas dlatego rozmawia z Tobą o problemach ( i dobrze gorzej gdybyś wogule nie miała z nią takiej więzi ), jednocześnie Ci pyskuje , bo wymagasz ( Ty jak byłaś dzieckiem to nie pyskowałaś bo mam wymaga , posprzątaj odrób lekcje , naucz się , tego nie .., zrób to i to itd ? ) no właśnie , Ty jesteś cały czas TYLKO TY więc o co ma się czepiać taty jak on ma ją w dupie ?
Pewnie chętnie by ponarzekała że tata jej zabrania ale tata nie zwraca na nią uwagi ... nie uważasz ? no bo o co ona ma się go czepiać jak nigdy nie uczestniczył w jej życiu oprócz tego że dzieli wspólnie mieszkanie ?
Ty tulasz , Ty krzyczysz , Ty rozmawiasz , Ty bawisz , Ty całujesz , Ty zabraniasz , Ty dajesz obiad , ciuchy zabawki wszystko do dziecka , Ty dbasz o dom , Ty uczysz obowiązków i pilnujesz aby ich przestrzegała a więc ty obrywasz pyskówkami . Można wymieniać i wymieniać Ty Ty i Ty - więc gdy problem , chęć podzielenia się nowiną , prośba , do kogo idzie dziecko ? Do rodzica który poświęca jej uwagę , wspiera , i czuje że kocha , w Waszym wydaniu jesteś to Ty .. tata jest od tego aby zwrócić na siebie uwagę , a więc i zdarzy sie pewnie że tata będzie właściwie za nic wychwalany a Ty ta najgorsza .
Tak Ja odebrałam twoją historie- i bardzo to przykre to córka w głębi siebie , widzi i rozumie co się dzieje
Proponowałabym abyś zorganizowała jakiś dzień w tyg lub week ( 2-3 razy w mięsiącu regularnie ) taki Wasz babski godzinka dwie do kawiarni cukierni na poagaduchy jak z koleżanka ( 11 lat więc warto potraktować ją dojrzale ) i szczerze bez wyrzótów porozmawiać , zapytać kochanie dlaczego tak ostatnio powiedziałaś ,zrobiłaś ? co się dzieje powiesz mi ? nie będzie chciała nie naciskaj ale może w ten sposób uda ci się z nią rozmawiać , wytłumacz że rozumiesz jej zachowanie że ty gybyś była w jej wieku pewnie tez tak byś zareagowała , ale jest Ci przykro i może warto było by to zmienić?
Niech to będzie rozmowa jak dwie koleżanki , bez takich " przesłuchań " sztywnych ... Wtedy , nie od razu to na pewno , mała zauważy że jest traktowana z szacunkiem , nie zbywana , i pewenie po latach ale doceni wasze relacje ![]()
A Ty sama dla siebie masz czas ? Jakąś koleżankę która by Cię wsparła ?
i Dlaczego z mężem wg pozwoliliście na taką sytuacje , przecież to latami trwa ....gdzie , miłość , szacunek , rozmowa ? były jakieś próby chęć ratowania tej relacji czy odpuściliście sobie że " tak już jest i koniec " ui tak sobie żyliście dzień za dniem ?
Witaj
Twoja postawa zastepuje jej rowniez ojca.To co powinniście robic wspolnie (wychowywac) spadlo na Twoje barki.
Córce ojciec nie kojarzy się z typowym modelem ojca. On nie zabrania, nie upomina...
Ba! Corka widzi, ze on Cie nie szanuje. ..i mimowolnie pozwala sobie na to samo.
Twoj mąż mimo wszystko w roli ojca powinien współpracować z Tobą. ..bo to wasza wspolna rola..jest i bedzie...Bynajmniej powinna-skoro dziecko jest wasze.Nie powinien z tej roli rezygnowac, nawet gdy wam jako małżeństwu się nie uklada.
Radzę mężowi wyłączyć komputer...i dac jasno i zdecydowanie do zrozumienia, ze jest ojcem.Skoro wycofał sie z roli męża, to nie zwalnia go z bycia ojcem.
Corka ma11 lat...wiec jak sie domyslasz ...jej bunt bedzie sie tylko potegowac.
Radze isc z corka do psychologa, jesli mąż nie stanie na wysokości zadania (bycia ojcem)
Nie czekaj na cud.Bo bedzie ciężej z zachowaniem corki..a Ty juz jestes zalamana sytuacja
Łatwo nie będzie. Córa chce mieć nadal dwoje rodziców. Nawet jeśli tego nie widzisz, zabiega o was oboje razem i o każde z osobna w sposób jaki sobie wypracowała. Bo też kto jej miał to wytłumaczyć, nauczyć? Sama nie zawsze sobie radzisz, prawda?
Mój syn też ma jedenaście lat. W sytuacjach gdy było gorąco, stawał się dzieckiem niewidzialnym, bez potrzeb, problemów. Tłumił emocje, by tylko nie pogorszyć sytuacji między rodzicami, tak jakby to była jego wina. Wybuchał za to gdy panował względny spokój. Zaczęły dochodzić oczywiście problemy z nauką i szkołą, czasem wagary. Pomoc dostaliśmy w przychodni szkolno-pedagogicznej, opinie o emocjach i rozwoju ,i o dysleksji. Dali też namiary na psychiatrę i psychologa z NFZ. Dużo to pomogło, trochę zmiany również w jego traktowaniu, akceptacji takim jakim jest, przez pewien okres zajęcia z krav magi. Już jest innym dzieckiem, choć to nie koniec.
Dzieci różnie reagują, to jest ich krzyk o pomoc. Córa prawie dziesięć lat była bardzo zbuntowana, niezależna i w tym wszystkim zagubiona. Spróbuj iść po pomoc do fachowców. Przecież to nie znaczy, że robisz z dziecka wariata.
Moim zdaniem to normalne i przejściowe. Córka gdy dorośnie, wszystko zrozumie. Teraz nie zrobisz zbyt wiele. Wątpię że uda Ci się zmusić męża do bycia super tatą.
Oczywiście rozmawiaj z córką o całej sytuacji, ale nie wrzaskiem i pretensjami, a spokojnym głosem, opowiedz jak się czujesz. Nie rozmawiaj z nią tylko o szkole. Nie naciskaj za bardzo jeśli chodzi o naukę, jeśli ma dość dobre stopnie to wystarczy - nie musi być najlepsza. Wiele dzieci w tym wieku to lenie, naprawdę Twoja córka nie jest pod tym względem wyjątkowa.
Postaraj się popatrzeć na to wszystko też od strony córki - na pewno dla niej to cios że się rozstajecie.
Wiecie, niby to wszystko wiem o czym piszecie, ale jak mnie dopadło to mam chwile załamania.
Jestem na tabletkach, mi jest prościej niż córce, bo świat widzę teraz w różowych kolorach;-)
Nie rozstaliśmy się z mężem tak z dnia na dzień. Była terapia, były rozmowy. Ja myślałam,
ż ejest ok, a mąż pewnego dnia powiedział mi że mnie już nie kocha, nie chce być ze mną.
Moje próby "ratowania" spełzły na niczym, bo sama nie dam rady tego ciągnąć. Stwierdził że się
dusi, ż ecórka jest silna i da radę. Typowy samotnik gapiący w monitor.
Wcześniej wyłączał się życia co chwilę, w momencie gdy był problem. A córa miał problemy'
od urodzenia non stop - zamartwica, astma i inna choroba nieuleczalna.
Po prostu tego nie wytrzymał, chce dziecka od święta i to też nie tak dokładnie bo na jej urodziny i
Boże Narodzenia jego nie będzie w Polsce.
Rozmawiałam na spokojnie nie raz z córką o naszych relacjach i moich "bólach" z tym związanych.
Rozmawiałam nie raz o jej problemach, ona jest baaardzo zamknięta i tylko ja mogę cokolwiek z niej
wyciągnąć. Jeszcze jest za małą żeby to wszystko ogarnąć, ale wierzę że zrozumie kiedyś
/tylko kiedy/ że jest dla mnie wszystkim, że musi trochę spauzować z odnoszeniem się do mnie
Dużo czasu upłynie, zanim Twoja córka zrozumie ile Ci zawdzięcza i kto jest/był na prawdę kochającym i odpowiedzialnym rodzicem, ale może być też tak, że nie zrozumie.
Wiele zależy od Ciebie i sposobu w jaki ją wychowasz.
To nie łatwe, ale trzeba znaleźć złoty środek, żeby nie zaniedbać, ale jednocześnie nie dawać wszystkiego, aby uniknąć układu dawca - biorca, a w przyszłości roszczeniowej postawy dorosłego już dziecka.
Fakt, że córka zachowuje się w taki sposób wobec ojca jest oczywisty, potrzebuje go i musi zabiegać o jego uwagę, co też czyni.
Od Ciebie ma wszystko, łącznie z wymaganiami.
Ona dopiero wchodzi w trudny wiek, nie wiadomo też jak będzie reagować w momencie, gdy ojciec się wyprowadzi, możesz znaleźć się w jeszcze trudniejszej sytuacji.
Jak radzą inni, rozmawiaj z nią dużo, bądź cierpliwa, w kwestii nauki, trzymaj rękę na pulsie, ale nie walcz z nią o każdy szczegół, każde zadanie.
Córka powinna znać konsekwencje swojego postępowania (gorsze oceny). Dzieci się zmieniają, dojrzewają i wcale nie znaczy, że ona zawsze nie będzie chciała się uczyć.
Musisz liczyć się też z tym, że nawet, gdy córka będzie dorosła jej stosunek do ojca może być szczególny, a radość z jego uwagi, czy prezentu znacznie większa niż z tego, co otrzyma od Ciebie, dlatego, że bardzo prawdopodobne, że będzie się do niego zawsze dobijać, choć może być na odwrót, w końcu ona odwróci się od ojca.
Wszystko zależy od tego, jak ukształtuje się jej charakter. Zresztą tatuś tez może poczuć nagle przypływ ojcowskich uczuć.
Na pociechę dodam, że podobne problemy występują w wielu rodzinach, niekoniecznie rozbitych.
Minęlo prawie dwa miesiące od mojego wpisu. Sytuacja właściwie nie zmieniła się, poza jednym.
Mąż zaczął starać się o uczucia córki prezentami. Tak jak kiedyś był przeciwnikiem gier komputerowych,
obecnie kupił córze cztery gry, oczywiscie bez porozumienia ze mną. "Naprawia" w komputerze rózne rzeczy
córce, których ją nie potrafię i jest teraz najlepszym tatą. A ja ja odganiam i wyłączam komp.
No i tak jestem ta wredna mama...
Przestałam od niej wymagać w szkole, w efekcie ma na półrocze obniżone oceny, bo właściwie
z każdego przedmiotu coś nie zaliczone. Tatuś oczywiście nie skomentował jednym zdaniem sytuacji,
to znowu ja ta niedobra.
Zeby córze umilić sytuację zdecydowałam się na szczeniaczka(córa chciała od zawsze) Oczywiście mąż nie wyjdzie na spacer,
nie da jedzenia ani picia itd. Ale przy córce jest baaardzo miły do psa i się z niego śmieje itd.
Ja znowu jestem ta wredna, bo każę córce dać psu jeść albo wyjść na spacer, posprzątać siku itp.
Kłóci się ze mną cały czas. Nie mam siły już. Za chwilę będzie chciała z nim mieszkać,
a ja chyba coś sobie wtedy zrobię..
Znowu mam doła. Wyjechał na święta i jej urodziny.Ma ją w d....
A córa do niego pisze. Wprawdzie egoistycznie tak uważam, bo ma jej wgrać zdalnie gry, ale
pisze i prosi. Podejrzewam , ze tata teraz jest dumny z siebie, że ją "przyciągnął".
Jeszcze mieszkamy razem, ale już od pół roku jesteśmy pewni decyzji rozwodowej.
Teraz kwestie finansowe i czekam na wyprowadzkę męża.
A mnie szlag trafia.... Córa 11 lat w stosunku do mnie wściekła, pyskująca itd.
Bo ja wymagam, proszę upominam,, pilnuję jedzenia, lekcji, lekarza, ubrania, lekarstw,czasu wolnego.....
A ojciec... nieobecny właściwie duchem, nie zainteresowany niczym co wyżej wymieniłam.
Ogląda sobie filmiki na youtube z córką, nie karze sprzątać, uczyć się, nie zainteresowany zdrowiem....
Nie wytrzymam, to będzie już tak zawsze? ze ja będę ta niedobra???
Czy córka to zrozumie kiedyś co się dzieje???
28 2016-02-19 22:28:30 Ostatnio edytowany przez Symbi (2016-02-19 22:28:47)
Zabierz córkę do psychologa dziecięcego, niech ją skonsultuje. Może jej zachowanie jest reakcją na nadchodzący rozwód.
Połączyłam wszystkie Twoje wątki, a Ciebie odsyłam do zapoznania się z regulaminem, ponieważ zakładanie kilku tematów dotyczących tego samego związku i sytuacji rodzinnej jest niedozwolone (obowiązuje zasada "1 związek=1 wątek"). Pozdrawiam, Cslady