witajcie.
Piszę, zwracam się do Was pierwszy raz.
Mam już swoje lata, mam dorosłe dziecko, które niemalże cały czas wychowywałam sama. Nieudane małżeństwo, skończone po 10 latach, które zostawiło tyle ran, nie tylko we mnie ale i w moim dziecku. Cały czas radziłam sobie sama. Nikt mi nic nie dał, do wszystkiego co miałam doszłam sama. Mój dzień zaczynał się wcześnie a kończył bardzo późno. Obowiązki, wychowanie, opieka nad chorą mamą, praca. Wyszłam z małżeństwa z niczym, na czworakach bo ciężko było złapać pion. Byłam młoda i odpowiedzialna, za córkę, za siebie, za innych. Zawsze "myślałam" sercem. Miałam szczęście bo znalazło się wokół mnie kilka osób, które wspierały, były przyjaciółmi, pomocą. Nie związałam się z nikim, na własnej skórze doświadczyłam istnienia przyjaźni damsko-męskiej. Nie łamałam reguł. Nie szukałam. Rany były i bolały ale pomimo nich był optymizm, świeży oddech i chęć by chcieć. To zasługa także mojego dziecka, które więcej dało niż wzięło. Nie byłam i nie jestem kulawa ani garbata. Zmieniały się komplementy, kartki w kalendarzu, życie biegło. Dziecko dorosło a ja byłam dumna z niej i z siebie,że dałam radę, że wyszłam na prostą, że stałam się kimś, że miałam przyjaciół, sympatię ludzi pomimo.. Nie szukałam miłości choć do tej największej jestem stworzona. Byłam pewna,że kiedyś przyjdzie i choć lata mijały, moja pewność,że on jest i dotrze do mnie była niezachwiana. Bałam się tylko złudy, błędu w wyborze ale zdana na własne serce, oporna na swatanie, doczekałam się mojej wielkiej miłości. Przyszła nagle, weszła w mój poukładany świat, wybuchła jak pąki na wiosnę. Wszystko było tak jak miało być. Ten głos, te myśli, te odczucia. Długo mój Amor czekał by użyć łuku ale w końcu to zrobił. Pokochałam całą sobą bo tylko tak potrafię. wzięłam wszystko co dostałam w zamian dając całą siebie. Bez kłamstw, intryg, oszustw. Kobiety-one potrafią grać. Chciałam być kobietą ale moja wewnętrzna czystość nie umiała wpasować się w ramy (?), w które próbowano mnie włożyć. Moja miłość- szczera, piękna, bez walki, pokorna, radosna, to dla niej pierwszy raz łamałam siebie. Decydowałam się na czyny, które wcześniej stanowiły by głęboką analizę-czy warto. Warto, to mówiło serce. To on. Twój. I był mój, dokładnie taki jaki powinien być. Dzieliła nas odległość, 700km, pestka, pokonywał ją dzielnie. Jak złączyć dwa tak odległe światy, które dodatkowo dzieli granica? Na pół roku przyprowadził się do PL, tyle tylko starczyło sił na walkę w naszych realiach. Rozumiałam jak bardzo musiało być mu ciężko, tęsknota, obce obrazy, ludzie itp. Kompromisem miało być miasto, z którego obu nam będzie blisko do naszych światów. Moja córka, jego dzieci. Nie powiodło się. Szybka decyzja o zamieszkaniu w jego mieście,na jego ziemi. Nie chciałam. Chciałam by nasz świat był na naszej ziemi, wolnej od mojej czy jego przeszłości.Zostawiłam wszystko co było mi bliskie, co kochałam i w czym spełniałam się w tym smutnym życiu, wszystko co dawało mi oddech, moją pracę, przyjaciół, znajomych i córkę, jedyną ukochaną mi, moją istotę. Jestem, oddycham tym powietrzem, w którym zawieszony jest cały jego świat. Jego chmury, drogi, kurz na ulicach. Ciężko jest zacząć coś od nowa, kolejny raz, w nieswoim świecie, bez języka, znajomych, bliskich, w obcej sobie mentalności, w niezrozumieniu, w kosmosie. Ale stanowimy jedno, gdzie on tam i ja. Moje dni były spokojne, zwiedzanie miasta, poznawanie okolic, uczenie się dróg. Jestem ruchem, zabrakło mi ludzi, życia w życiu, codzienności złożonej z dążenia do czegoś, kawałka siebie by łatwiej było przetrwać.Wakacje, które musiały się skończyć. Bez języka, postanowiłam zacząć pracę. To dla mnie i dla nas, by łatwiej było funkcjonować. Lubię pracować. W mojej pracy w PL spełniałam się w 200% i choć świadomość,że tu nie osiągnę nawet 20% nie była łatwa, w końcu to świadomy wybór by serca mogły bić razem. Żyłam i żyję wciąż dla miłości. Poza zdrowiem, to mój priorytet, resztę można zdobyć, lub nie. Jestem jeszcze zbudowana z archaicznych jak na owe czasy zasad-lojalności, uczciwości, szczerości itp. To tu zaczęły się nasze problemy. Kochamy się ale nie rozumiemy( ? ) Jestem przekonana o tym,że codzienność między dwojgiem ludzi, tworzy- dwoje ludzi. Wszystko z zewnątrz jest ważne ale najważniejsze są właśnie te dwie osoby. Nagle okazało się,że nie widać mnie i nie słychać.Że mówiąc, krzycząc wręcz prawie, wydaję z siebie niemy głos. Nagle ważne jest wszystko, a na nas- brakuje czasu. Jego praca, jego odpoczynek, jego czas, odprężenie, dzieci, była...a ja przestałam istnieć? Nie, pojawiam się wtedy kiedy trzeba wykonać "wielki gest" wobec mnie , by potem go wypomnieć, by pomóc ( w urzędzie, w dogadaniu, dowiezieniu na miejsce, którego nie znam) by potem wytknąć jak wiele się dla mnie robi,by obciążyć mnie złem tego świata gdy wspomnę o nas, czy obarczyć frustracją spowodowaną sytuacją z własnymi dziećmi. Dużo by mówić, pewnie to zbyt oględne by wiedzieć wszystko. Ja walczę, każdego dnia o nas, o to co nas połączyło. Oddalam się widząc złość, niechęć, słysząc ciszę. Próbuję sama odnaleźć siebie, robić coś samodzielnie, pracuję czasem ponad siły i czas, znalazłam sobie znajomych ale..nie po to tu przyjechałam by szukać erzacu. Przyjechałam dla niego. On jest u siebie, w znanych sobie realiach, spełniający się w pracy, mający swoje obowiązki(dzieci), czas na własne lenistwo. Kiedy zaczyna mi być trudniej, do kogóż się zwrócić jak nie do najbliższej osoby? Czuję mur, "znów ci nie tak, znów narzekasz, twoja frustracja, wszystko robię dla ciebie..." Ale ja nie chcę żebyś dla mnie spędzał czas przy komputerze! Czuję się czasem przezroczysta, jestem dzielna, borykam się z tym czego nie rozumiem i nie znam. Niektórzy dziwią się- jak to? nam jest trudno bo nie mamy tu tubylca ale ty? A ja czasem jestem sama. Zal nie jest dla mnie przeznaczony, słabość też nie dla mnie, rozerwanie, tęsknota... przecież wybrałam... a mnie łatwiej byłoby, góry bym przestawiła gdybym czuła,że stoi za mną jak ON, mój kochany, czuły człowiek, dla którego zrobiłam rewolucję nie tylko w moim życiu, a nie nauczyciel, krytykant...egoista. Muszę być samowystarczalna, dzielna, silna. Nikomu nie jest tak trudno, nikt nie ma tak ciężko, nikt nie walczy tak jak ...on. Tylko czemu ta walka nas oddala. Czasem myślę,że miłość istnieje tylko na odległość, wtedy się tęskni, wtedy się potrafi czuć, zaskakiwać, a osiągnięta staje się na tyle naturalna, że zauważa się tylko kiedy nie ma zrobionej kawy a nie kiedy jest. Nie umiem na to wyrazić zgody. Nie umiem tego zaakceptować. Nie umiem żyć z boku. Wiem ,że codzienność łatwa nie bywa ale to od nas zależy jak bardzo będzie nam bliska lub nie. Nie uda się uniknąć kłopotów, sporów i spięć ale kiedy się kocha, poza szacunkiem jest coś co nazywam "samym przez się", tzn coś co skłania,że pomimo problemów, trzyma się wciąż wzajemnie za ręce. Czasem chcę uciekać, czuję się stłamszona, nie spełniona, jak ptak ze związanymi skrzydłami, któremu każe się latać, potrafię się nagiąć, i schować ambicję, choćby zawodową, w kieszeń, i robię to ale kiedy jedyny mój powód, dla którego wszystko się dokonało, staje się na własne życzenie, nie słysząc i nie chcąc zrozumieć co we mnie, kością w gardle, jeszcze wmawiając mi,że wina jest we mnie... co powinnam zrobić...? Wiem, słucham z boku, że to ja buduję i trzymam na swoich barkach ten związek tylko dlaczego inni to widzą a ten co powinien ...ma zabrudzone okulary? Nie wiem sama... czy życie w obcym świecie jest tak trudne czy świadomośc tego,że w tym obcym świecie jest się- pomimo....- samemu.
Podobne tematy
Bo największym naszym błędem jest być lub dawać oczekując wzajemności i uznania.
To co zrobiłaś , robisz .. piszesz że czynisz dla niego , dla Was . Czy może dla siebie ? Ty wybrałaś , dla Ciebie ON jest tym jedynym...
Wielki krok, wyjechać do obcego kraju, ludzi . Rozumiem że to dla Ciebie trudne , ale to był Twój wybór.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że próbowaliście w różnych miejscach ... i nie wychodziło.
Nie umiem Ci doradzić, skoro kierowałaś się sercem do tej pory... to może znów go posłuchaj. Nie jesteś szczęśliwa ? więc wracaj tam gdzie byłaś . Trzymać związek tylko na swoich barkach ? to nie związek .. być może robisz za wiele by utrzymać coś czego nie ma .
Związek to dwoje ludzi .. i każdy jest za niego odpowiedzialny.
Pozdrawiam
niczego nie zrobiłam dla niego , tylko dla nas, to wielka różnica, tak jak nie oczekuję pomnika za to co już zrobiłam, bo to naturalne kiedy się kocha jedyne czego mi brakuje to zauważenia,że jestem, takiego jakie było wszędzie indziej. Związek to dwoje ludzi i ich podwójne potrzeby, nie skupianie się na jednostce. Jedno nie jest od chwalenia a drugie od bycia chwalonym. Na tym polega różnica.
A, przepraszam, CO sama zrobiłaś by wejść w ten nowy świat? Zaczęłaś się uczyć języka, otwierać dom dla znajomych partnera, poznawać ludzi?
Bo z tego co piszesz to raczej maluje mi się obraz kogoś trzepoczącego romantycznie na wietrze, ładnie pachnąc i... oczekującego, że wszyscy inni coś dla niego zrobią. Do pracy poszłaś, lecz od razu daje się wyczuć nutę urażonej dumy, bo nie taka jaką byś chciała (czego Ty się spodziewasz bez znajomości języka???).To, że partner ma własne zajęcia, to obraza majestatu- jak on może, przecież powinien wkoło Ciebie skakać.
Sorry za ostry ton, ale tak to z boku wygląda. Pod płaszczykiem ładnych frazesów w tym poście, leży roszczeniowa postawa.
W mojej pracy w PL spełniałam się w 200% i choć świadomość,że tu nie osiągnę nawet 20% nie była łatwa, w końcu to świadomy wybór by serca mogły bić razem. Żyłam i żyję wciąż dla miłości.
Czy nie jest przypadkiem tak, ze szukasz bezwarunkowej, rodzicielskiej milosci u doroslych, poniewaz nie dostalas jej w dziecinstwie? W jej poszukiwaniu rzucisz wszystko, nawet prace, która daje Ci spelnienie?
A, przepraszam, CO sama zrobiłaś by wejść w ten nowy świat? Zaczęłaś się uczyć języka, otwierać dom dla znajomych partnera, poznawać ludzi?
Bo z tego co piszesz to raczej maluje mi się obraz kogoś trzepoczącego romantycznie na wietrze, ładnie pachnąc i... oczekującego, że wszyscy inni coś dla niego zrobią. Do pracy poszłaś, lecz od razu daje się wyczuć nutę urażonej dumy, bo nie taka jaką byś chciała (czego Ty się spodziewasz bez znajomości języka???).To, że partner ma własne zajęcia, to obraza majestatu- jak on może, przecież powinien wkoło Ciebie skakać.
Sorry za ostry ton, ale tak to z boku wygląda. Pod płaszczykiem ładnych frazesów w tym poście, leży roszczeniowa postawa.
niech będzie nawet ostro ale szczerze...co zrobiłam?zaczęłam się uczyć języka sama, bez pomocy mojego partnera, otworzyłam dom nie tylko na jego znajomych ale i rodzinę, z którą nie bardzo mu się układało do tej pory, mam więcej znajomych tutaj niż on sam. Właśnie dlatego,że niczego od nikogo nie oczekiwałam wzięłam sama siebie w swoje ręce i nie poddałam, do pracy poszłam bo siedzenie i odgrywanie kury nie leży w mojej naturze, praca jaką wykonuję co prawda nie leży w mojej ambicji ale jak napisałam- w wyniku wyboru i ze świadomością ograniczeń, schowałam ją do kieszeni. Zresztą poznawanie ludzi i pozytywne zmęczenie jest korzyścią. To,że jego zajęcie, jego praca i wszystko jego- to moje przyzwolenie poprzez bycie tu. Oddałam moje na rzecz jego. Szkoda,że czytałaś z negatywnym nastawieniem, bo ja nie narzekam tylko zastanawiam się dlaczego mnie czasem nie widać. pozdrawiam.
a dla mnie to kobieto wpadłaś w sidła iluzji
Wymarzony, romantyczny, wspaniały facet to po prostu zwykły doopek
Na dodatek niedojrzały skoro o wszystko umie obwiniać ciebie
Stałaś się przezroczysta?? bo zapuścił wabik na sprzątaczkę i opiekunkę a ty łyknęłaś haczyk. Mam już ko.lejny dowód na to że faceci, którzy potrafią wyciągnąć kobietę z Polski na swoich warunkach za granicę, z romantycznych Romeo przeistaczają się w Hanibala
, który bardzo skrupulatnie zaciska pętlę by z ciebie wyssać wszystkie soki i na tyle ubezwłasnowolnić, byś nie mogła się wymigać ![]()
Pozra się obudzić z romantycznego snu
Jak ci nie pasuje, bo cię lekceważy to zbieraj manatki i wracaj do kraju w którym zostawiłaś tylu wspaniałych ludzi ![]()
8 2015-04-21 13:30:09 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-04-21 13:38:07)
niech będzie nawet ostro ale szczerze...co zrobiłam?zaczęłam się uczyć języka sama, bez pomocy mojego partnera, otworzyłam dom nie tylko na jego znajomych ale i rodzinę, z którą nie bardzo mu się układało do tej pory, mam więcej znajomych tutaj niż on sam. Właśnie dlatego,że niczego od nikogo nie oczekiwałam wzięłam sama siebie w swoje ręce i nie poddałam, do pracy poszłam bo siedzenie i odgrywanie kury nie leży w mojej naturze, praca jaką wykonuję co prawda nie leży w mojej ambicji ale jak napisałam- w wyniku wyboru i ze świadomością ograniczeń, schowałam ją do kieszeni. Zresztą poznawanie ludzi i pozytywne zmęczenie jest korzyścią. To,że jego zajęcie, jego praca i wszystko jego- to moje przyzwolenie poprzez bycie tu. Oddałam moje na rzecz jego. Szkoda,że czytałaś z negatywnym nastawieniem, bo ja nie narzekam tylko zastanawiam się dlaczego mnie czasem nie widać. pozdrawiam.
Czego Ty oczekujesz od swojego partnera, bo ja nie rozumiem?
Nie czytałam z żadnym nastawieniem, po prostu czytałam, ale Twój dłuższy post był tylko pełen hyperbolicznych frazesów, a nie żadnych faktów wskazujących na to, że zadamawiasz się, robisz jakikolwiek wysiłek integracyjny. Jeżeli tak Ci zależało na pracy, dlaczego ją porzuciłaś? Dlaczego owinęłaś się jak bluszcz wkoło faceta?
Nie jest zdrowym robienie sobie całego świata z jednej osoby, która ma zaspokoić wszystkie potrzeby jednostki- jest to nierealistyczne. Jedyne co się osiąga przez takie podejście, to poczucie osaczenia. Nie uważasz, że tak właśnie czuje się Twój partner?
a dla mnie to kobieto wpadłaś w sidła iluzji
Wymarzony, romantyczny, wspaniały facet to po prostu zwykły doopek
Na dodatek niedojrzały skoro o wszystko umie obwiniać ciebie
Stałaś się przezroczysta?? bo zapuścił wabik na sprzątaczkę i opiekunkę a ty łyknęłaś haczyk. Mam już ko.lejny dowód na to że faceci, którzy potrafią wyciągnąć kobietę z Polski na swoich warunkach za granicę, z romantycznych Romeo przeistaczają się w Hanibala
, który bardzo skrupulatnie zaciska pętlę by z ciebie wyssać wszystkie soki i na tyle ubezwłasnowolnić, byś nie mogła się wymigać
Pozra się obudzić z romantycznego snuJak ci nie pasuje, bo cię lekceważy to zbieraj manatki i wracaj do kraju w którym zostawiłaś tylu wspaniałych ludzi
Myślę że autorka pomimo nieudanych prób życia w innym miejscu , nie patrzyła na to rozsądnie . I tak , żyje iluzją jak w bajce .. nie koniecznie facet jest doopkiem, jest po prostu normalnym facetem , podlega takim samym prawom jak każdy .. zmęczeniu, nastrojom, chęci bycia sobą po prostu .Randka się skończyła bo nigdy nie trwa wiecznie .. a pani ciągle marudzi że nie jest pępkiem świata i nie wszystko wokół niej się kręci, a przecież tyle poświęciła dla niego !
Czas dorosnąć i zejść z wieży królewno !
)
Qrsywa napisał/a:a dla mnie to kobieto wpadłaś w sidła iluzji
Wymarzony, romantyczny, wspaniały facet to po prostu zwykły doopek
Na dodatek niedojrzały skoro o wszystko umie obwiniać ciebie
Stałaś się przezroczysta?? bo zapuścił wabik na sprzątaczkę i opiekunkę a ty łyknęłaś haczyk. Mam już ko.lejny dowód na to że faceci, którzy potrafią wyciągnąć kobietę z Polski na swoich warunkach za granicę, z romantycznych Romeo przeistaczają się w Hanibala
, który bardzo skrupulatnie zaciska pętlę by z ciebie wyssać wszystkie soki i na tyle ubezwłasnowolnić, byś nie mogła się wymigać
Pozra się obudzić z romantycznego snuJak ci nie pasuje, bo cię lekceważy to zbieraj manatki i wracaj do kraju w którym zostawiłaś tylu wspaniałych ludzi
Myślę że autorka pomimo nieudanych prób życia w innym miejscu , nie patrzyła na to rozsądnie . I tak , żyje iluzją jak w bajce .. nie koniecznie facet jest doopkiem, jest po prostu normalnym facetem , podlega takim samym prawom jak każdy .. zmęczeniu, nastrojom, chęci bycia sobą po prostu .Randka się skończyła bo nigdy nie trwa wiecznie .. a pani ciągle marudzi że nie jest pępkiem świata i nie wszystko wokół niej się kręci, a przecież tyle poświęciła dla niego !
Czas dorosnąć i zejść z wieży królewno !)
nie, to prawda, dupkiem na pewno nie jest i ma prawo do swoich reakcji, tylko czy ja nie mam? Bo kiedy są takie same jak jego, też bywam zmęczona, miewam nastroje wtedy okazuje się,że te i wiele innych dziedzin przeznaczone są nie dla mnie. Dlaczego pytam?
Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. Nie poświęciłam więcej niż można by było i nie w kwestii poświęcenia na to patrzę, zrobiłam to co mówiło serce, i nadal robię. Integruję się, bywam, cieszę z jego i moich sukcesów, nie pępkuję a oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
11 2015-04-21 14:29:06 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-04-21 14:29:50)
chceuciekacstad napisał/a:Qrsywa napisał/a:a dla mnie to kobieto wpadłaś w sidła iluzji
Wymarzony, romantyczny, wspaniały facet to po prostu zwykły doopek
Na dodatek niedojrzały skoro o wszystko umie obwiniać ciebie
Stałaś się przezroczysta?? bo zapuścił wabik na sprzątaczkę i opiekunkę a ty łyknęłaś haczyk. Mam już ko.lejny dowód na to że faceci, którzy potrafią wyciągnąć kobietę z Polski na swoich warunkach za granicę, z romantycznych Romeo przeistaczają się w Hanibala
, który bardzo skrupulatnie zaciska pętlę by z ciebie wyssać wszystkie soki i na tyle ubezwłasnowolnić, byś nie mogła się wymigać
Pozra się obudzić z romantycznego snuJak ci nie pasuje, bo cię lekceważy to zbieraj manatki i wracaj do kraju w którym zostawiłaś tylu wspaniałych ludzi
Myślę że autorka pomimo nieudanych prób życia w innym miejscu , nie patrzyła na to rozsądnie . I tak , żyje iluzją jak w bajce .. nie koniecznie facet jest doopkiem, jest po prostu normalnym facetem , podlega takim samym prawom jak każdy .. zmęczeniu, nastrojom, chęci bycia sobą po prostu .Randka się skończyła bo nigdy nie trwa wiecznie .. a pani ciągle marudzi że nie jest pępkiem świata i nie wszystko wokół niej się kręci, a przecież tyle poświęciła dla niego !
Czas dorosnąć i zejść z wieży królewno !)
nie, to prawda, dupkiem na pewno nie jest i ma prawo do swoich reakcji, tylko czy ja nie mam? Bo kiedy są takie same jak jego, też bywam zmęczona, miewam nastroje wtedy okazuje się,że te i wiele innych dziedzin przeznaczone są nie dla mnie. Dlaczego pytam?
Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. Nie poświęciłam więcej niż można by było i nie w kwestii poświęcenia na to patrzę, zrobiłam to co mówiło serce, i nadal robię. Integruję się, bywam, cieszę z jego i moich sukcesów, nie pępkuję a oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
Wydajesz się być bardzo wrażliwa , wrażliwsza niż inni... faceta który to zrozumie i zniesie... chyba na próżno szukać.
Czasami sama miłość nie wystarczy by "żyli długo i szczęśliwie/" ... musi być przyjaźń .. i po okresie zakochania to ona cementuje związki - bo przyjaźń to zrozumienie, wsparcie i zaufanie.
Jeśli zanika to co połączyło , to znaczy że koniec bliski, i być może to nie był ten jedyny.
Życie .. po prostu życie.
Ciągle nie rozumiem czego chcesz od faceta?
Ma z Tobą chodzić na romantyczne kolacje, prowadzić rozmowy o życiu? Jeżeli tak, to mu powiedz, a lepiej zaaranżuj sama. Zabukuj wycieczkę, na przykład.
nie, to prawda, dupkiem na pewno nie jest i ma prawo do swoich reakcji, tylko czy ja nie mam? Bo kiedy są takie same jak jego, też bywam zmęczona, miewam nastroje wtedy okazuje się,że te i wiele innych dziedzin przeznaczone są nie dla mnie. Dlaczego pytam?
Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. Nie poświęciłam więcej niż można by było i nie w kwestii poświęcenia na to patrzę, zrobiłam to co mówiło serce, i nadal robię. Integruję się, bywam, cieszę z jego i moich sukcesów, nie pępkuję a oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
No cóż jak dla mnie pozostaje w kategoriach "doopka"
skoro 100% mu mało to moze powinien wrócić do mamusi?:)
Powiedz mi kobieto hgdzie w tym wszystkim jesteś ty? Ty jako odrębna jednostka??
Nie jest jako odrębna jednostka bo nie chce być. Jej marzeniem jest bycie przyrośniętą do faceta.
Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. [...] oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
Ja na razie nie za bardzo kumam co sie dzieje. Moze to dlatego ze jestem facetem. Mozesz podac przyklady jego zachowan, które powoduja ze czujesz sie zle?
szukającOdpowiedzi napisał/a:Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. [...] oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
Ja na razie nie za bardzo kumam co sie dzieje. Moze to dlatego ze jestem facetem. Mozesz podac przyklady jego zachowan, które powoduja ze czujesz sie zle?
No właśnie , jak każdy facet potrzebujesz konkretów:)
Pewnie na krótki okres takie romantyzmy są i fajne...ale na dłuższy mogą męczyć .
Szukającodpowiedzi - podaj proszę przykłady jego zachowania , po których czujesz to co opisujesz ![]()
czlowiek_znikad napisał/a:szukającOdpowiedzi napisał/a:Codzienne życie niczym nie przypomina randek ale kiedy zanika to co połączyło jest chyba powód do zastanowienia. Wszystko jest dozwolone, wszystko co wypływa z drugiej strony. Kiedy na ułamek wracamy do "mojego świata" widzę obrazę, niezadowolenie, bo nie ma mnie w 150% dla niego a tu, nie dzielę uwagi na nic co mi bliskie. [...] oczekuję tylko zrozumienia, że nie beton ze mnie i mam prawo czuć się osamotniona kiedy z czymś czego nie jestem w stanie przeskoczyć nie mogę sobie poradzić.
Ja na razie nie za bardzo kumam co sie dzieje. Moze to dlatego ze jestem facetem. Mozesz podac przyklady jego zachowan, które powoduja ze czujesz sie zle?
No właśnie , jak każdy facet potrzebujesz konkretów:)
Pewnie na krótki okres takie romantyzmy są i fajne...ale na dłuższy mogą męczyć .Szukającodpowiedzi - podaj proszę przykłady jego zachowania , po których czujesz to co opisujesz
zastanawiam się skąd w Tobie-Beyondblackie- takie podejście? Oboje w swoim rozwiniętym już byciu, tworzymy jedność z miejscem na siebie i może nie wiele ale już napisałam, że mam tu "swoje" życie, pracę, znajomych co wg mnie przeciwnie-nie świadczy o przyrastaniu do czyjejś nogawki. Ja sama potrzebuję miejsca i czasu dla siebie, jak każdy, jak on, jak Ty.
Przykłady? cóż, jak mówię, człowiek w imię swoich priorytetów, dokonuje w zyciu wyborów. Moim było bycie z kimś kogo kocham, wbrew, pomimo. Gdybym czuła rozumem jak wielu, położyłabym na szali co mam a co mogę mieć ( bardziej nie mieć) i pewnie zostałabym w miejscu, w którym dotknęła mnie miłość. Dla mnie, pomimo-np ambicji zawodowych i osiągnięcia poziomu zawodowego-oczywisty był wybór serca.Życie zbudować można wszędzie, pracować wszędzie, żyć i być wszędzie, byle by zachowany był"powód" jasny i przyświecający zmianom. Kiedy znika ludzie dochodzą do różnych wniosków. Potrafię sprostać przeróżnym sytuacjom. Nie jasność pojawia się wtedy, kiedy jak mówię- stajesz się przezroczysta. To znaczy- przychodzisz pogadać( jak wcześniej) i okazuje się,że nie ma czasu na ciebie. Ok, czasem tak jest. Są inne sprawy na już do odfajkowania. Ale gdzieś ten czas- jeśli się chce- musi się znaleźć.Kiedy prosisz i twoja prośba musi odczekać, w obliczu tego,kiedy z telefonu dobywa się mocno naciągnięta prośba i zostawia się obiad by gnać na pomoc. Kiedy proponujesz formę spedzenia czasu i przegrywasz z komputerem. Kiedy czasem chcesz utulić swoją przykrość czy choćby tęsknotę za dzieckiem w ramionach, które mówią- musisz być silna i nawet cie nie przytulają. Kiedy pytasz o powód frustracji (ex+dzieci) i słyszysz,że drążysz a nie wspierasz bo to nie twoje sprawy. Ale kiedy twoje reakcje są dokładnie takie same jak dostajesz- czyli reakcje partnera- słyszysz,że źle postępujesz.
Krótko mówiąc i obrazując tym, którzy potrafią zrozumieć, to jest tak jak z tą poranną kawą ( albo jakąkolwiek), kiedy jest i czeka, zrobiona i pachnąca- nie ma spostrzeżeń i zwyczajnie się ją wypija ale kiedy jej brakuje- wtedy czynność (nie)zrobienia kawy staje się zauważona i napiętnowana.
...nie bardzo wiem o co chodzi, ale to co inni nazywają nudą, wypalenien, stagnacją, ja odbieram jako spokojną stabilizację...pozwalacie sobie odpocząć, kiedy jesteście fizycznie zmęczeni, możecie się bez słowa przytulić, gdy są ciężkie chwile?...chyba nie musi mówić Ci co chwila, że kocha, powinno wystarczyć, że popatrzysz mu w oczy...zacznij od zajrzenia w głąb siebie i daj mu sygnał....lubimy byś adorowane, ale nasi faceci lubią, żeby ich doceniać....kiedy mu ostatni raz powiedziałaś, że coś świetnie zrobił?..uśmiechnij się do swojego męża, przy jakiejś okazji powspominaj jakieś miłe chwile z początku waszej znajomości, popatrz mu głęboko w oczy i sprawdź, czy jeszcze tam jesteś....spadek namiętności dla niektórych oznacza koniec miłości...da mnie intymność to główna siła napędowa w udanych związkach długoterminowych...osobiście cenię sobie stabilność relacji, powtarzalność kolejnych dni, brak presji starania się, by być atrakcyjnym....gdy ufasz partnerowi i znasz siłę łączących was uczuć można się czasem ze sobą ponudzić....myślę, że musi być równowaga pomiędzy bliskością i dystansem...tak mi przyszło na myśl, ale może coś w tym jest...
chceuciekacstad napisał/a:czlowiek_znikad napisał/a:Ja na razie nie za bardzo kumam co sie dzieje. Moze to dlatego ze jestem facetem. Mozesz podac przyklady jego zachowan, które powoduja ze czujesz sie zle?
No właśnie , jak każdy facet potrzebujesz konkretów:)
Pewnie na krótki okres takie romantyzmy są i fajne...ale na dłuższy mogą męczyć .Szukającodpowiedzi - podaj proszę przykłady jego zachowania , po których czujesz to co opisujesz
zastanawiam się skąd w Tobie-Beyondblackie- takie podejście? Oboje w swoim rozwiniętym już byciu, tworzymy jedność z miejscem na siebie i może nie wiele ale już napisałam, że mam tu "swoje" życie, pracę, znajomych co wg mnie przeciwnie-nie świadczy o przyrastaniu do czyjejś nogawki. Ja sama potrzebuję miejsca i czasu dla siebie, jak każdy, jak on, jak Ty.
Przykłady? cóż, jak mówię, człowiek w imię swoich priorytetów, dokonuje w zyciu wyborów. Moim było bycie z kimś kogo kocham, wbrew, pomimo. Gdybym czuła rozumem jak wielu, położyłabym na szali co mam a co mogę mieć ( bardziej nie mieć) i pewnie zostałabym w miejscu, w którym dotknęła mnie miłość. Dla mnie, pomimo-np ambicji zawodowych i osiągnięcia poziomu zawodowego-oczywisty był wybór serca.Życie zbudować można wszędzie, pracować wszędzie, żyć i być wszędzie, byle by zachowany był"powód" jasny i przyświecający zmianom. Kiedy znika ludzie dochodzą do różnych wniosków. Potrafię sprostać przeróżnym sytuacjom. Nie jasność pojawia się wtedy, kiedy jak mówię- stajesz się przezroczysta. To znaczy- przychodzisz pogadać( jak wcześniej) i okazuje się,że nie ma czasu na ciebie. Ok, czasem tak jest. Są inne sprawy na już do odfajkowania. Ale gdzieś ten czas- jeśli się chce- musi się znaleźć.Kiedy prosisz i twoja prośba musi odczekać, w obliczu tego,kiedy z telefonu dobywa się mocno naciągnięta prośba i zostawia się obiad by gnać na pomoc. Kiedy proponujesz formę spedzenia czasu i przegrywasz z komputerem. Kiedy czasem chcesz utulić swoją przykrość czy choćby tęsknotę za dzieckiem w ramionach, które mówią- musisz być silna i nawet cie nie przytulają. Kiedy pytasz o powód frustracji (ex+dzieci) i słyszysz,że drążysz a nie wspierasz bo to nie twoje sprawy. Ale kiedy twoje reakcje są dokładnie takie same jak dostajesz- czyli reakcje partnera- słyszysz,że źle postępujesz.
Krótko mówiąc i obrazując tym, którzy potrafią zrozumieć, to jest tak jak z tą poranną kawą ( albo jakąkolwiek), kiedy jest i czeka, zrobiona i pachnąca- nie ma spostrzeżeń i zwyczajnie się ją wypija ale kiedy jej brakuje- wtedy czynność (nie)zrobienia kawy staje się zauważona i napiętnowana.
a mnie się wydaje .. że ten maż czy nie mąż nie po Twojemu traktuje.. nie tak jak byś chciała . Ty chcesz przytulenia "ramion" a on mówi " bądź silna". Cos mi się wydaje że Ty masz oczekiwania .. gotowe scenariusze jak powinien... i do tego swoje poświęcenie ("zostawia się obiad by gnać ").
A może spróbuj skupić się na sobie .. tak jak skupiasz się na potrzebach innych " rzucając obiad " .. zwłaszcza że "z telefonu dobywa się mocno naciągnięta prośba "...
Ciągle oczekujesz jakiś wrażeń .. emocji.. jak je dostajesz to nie są takimi jakie oczekiwałaś ... oj dusza romantyka nieszczęśliwego...co by nie dostał od losu to zawsze czeka na bardziejsze ![]()
Ty z wyznawców szklanki wody do połowy pełnej czy pustej ? ![]()
Trochę cię rozumiem,ja zrobiłam inaczej, zostawiłam swojego pana za granica i wróciłam do dzieci
I nigdy nie pożałowałam tej decyzji.Myślę, że czujesz, że tam ciągle nie jesteś na "swoim" i on daje ci to odczuć.To nie ty owijasz się wokół faceta,tylko jego zachowanie nie pozwala ci cię poczuć bezpiecznie i swobodnie. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak bycia w swoim domu? Chyba przyszedł czas żebyś zastanowiła się, czy było warto.
Trochę cię rozumiem,ja zrobiłam inaczej, zostawiłam swojego pana za granica i wróciłam do dzieci
I nigdy nie pożałowałam tej decyzji.Myślę, że czujesz, że tam ciągle nie jesteś na "swoim" i on daje ci to odczuć.To nie ty owijasz się wokół faceta,tylko jego zachowanie nie pozwala ci cię poczuć bezpiecznie i swobodnie. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak bycia w swoim domu? Chyba przyszedł czas żebyś zastanowiła się, czy było warto.
mam wrażenie,że właśnie coś w tym jest. Oboje wcześniej ustalaliśmy,że zaczynamy nie na jego, nie na moim ale na naszym kawałku ziemi.
Życie póki co ułozyło się tak,że jesteśmy w jego przestrzeni i przeszłości i myślę,ze zwyczajnie zapomina o tym,że to co przeszłe się skończyło. Gdy dane nam było być w innych miejscach razem, takich kwestii nie było. Czasem myślę o powrocie, wtedy najbardziej gdy nie czuję go emocjonalnie, gdy się gubimy ale..ja przecież myślę sercem, więc za każdym razem "zostaję". On wtedy jakby olśnienia dostawał i wychodził z tego co nie jest nasze, wracał do nas. Czasem czuję się zbyt zagubiona a do tego, zwyczajnie samotna i nie zrozumiała. Wiem, że to co czasem "dostaje" niechciał by dostać on. Znam go na tyle.
22 2015-04-21 18:37:55 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-04-21 18:50:42)
Najwiekszy problem jaki mam z Twoimi wpisami to ich ogolny, rozromantyzowany styl, ktory tak naprawde niesamowicie utrudnia ustalenie o co wlasciwie Ci chodzi. Niby piszesz, ze partner nie traktuje Cie jakbys chciala, a ja w sumie ciagle nie wiem na czym polega jego przewinienie- nie spedza z Toba wolnego czasu, nie szanuje Cie, ogranicza Twoje stosunki ze znajomymi?
Moze problemem jest, ze podobnie niejasno komunikujesz swoje potrzeby partnerowi?
Najwiekszy problem jaki mam z Twoimi wpisami to ich ogolny, rozromantyzowany styl, ktory tak naprawde niesamowicie utrudnia ustalenie o co wlasciwie Ci chodzi. Niby piszesz, ze partner nie traktuje Cie jakbys chciala, a ja w sumie ciagle nie wiem na czym polega jego przewinienie- nie spedza z Toba wolnego czasu, nie szanuje Cie, ogranicza Twoje stosunki ze znajomymi?
Moze problemem jest, ze podobnie niejasno komunikujesz swoje potrzeby partnerowi?
on nie ma problemu ze zrozumieniem co mówię, bardziej z tym co czuję
zapomniał już, że sam będąc w moim świecie czuł dyskomfort, o którego ugłaskanie zabiegał, bo któż nie potrzebuje wtedy wsparcia?
Sytuacja się odwróciła i "bądź silna",nie o mówienie wtedy chodzi jaka mam być a o zwykłe zrozumienie,że mogę czuć się rozbita..
Szukajaca, jezeli tlumaczysz mu tak jak na forum, to sorry, ale nie jest to jasne wcale
Na jego miejscu bym czula sie zagubiona i atakowana. Troche tak jakbys wymagala, ze druga osoba ma szklana kule i jest w stanie czytac mysli, podczas gdy Ty odgrywasz role cierpietnika.
Co ma zrobic, tak konkretnie, Twoj facet bys sie poczula "w domu"?
Szukajaca,
Co ma zrobic, tak konkretnie, Twoj facet bys sie poczula "w domu"?
Dom to nie ściany i miejsca, wg mnie, do tego można się wszędzie przyzwyczaić. Dom to ludzie, to co wspólnie tworzą, co ich łączy.
Co ma zrobić? Może zwyczajnie zrozumieć, posłuchać, przypomnieć sobie ile jego kosztowało wtapianie się w nie swój świat. Dlaczego ja muszę to potrafić? Potrafię ale jak każdy mam chwile cięższe. W śmiesznych sprawach potrzebuję pomocy, jak pisma czy urzędy i muszę czekać na odpowiedni czas, inni nie muszą choć tu prowadzą życie. I to "wytykanie" w sporze ileż to dla mnie się zrobiło, pomagając mi w tym czy w tamtym. Albo jak mogę tęsknić za dorosłym dzieckiem, za krajem, który niszczy obywateli....Mogę i tęsknię i wtedy nie mowy oratora mi trzeba a zwykłego zrozumienia. Wszystko to do niedawna było. Gdzie się podziało?
Jeszcze długo nie będę samowystarczalna. Dlaczego mam akceptować, że zanika nasza ważność? ale tylko tu. Nie jestem pępkiem jak sądzicie, nie wszystko musi i nie kręci się wokół mnie. Jest wręcz odwrotnie. Dlaczego miejsce, przeszłość, tak bardzo zmienia reakcje? A moje przypominania dlaczego to wszystko się stało, że jesteśmy my oboje, jest mniej ważne niż np czas przy komputerze?
Patrzę, obserwuję, czuję. Niektóre sytuacje, zmiany są zauważane przez innych obok czyli nie są moim wyimaginowaniem. Rozmowa powiecie- ileż można? tymbardziej,że idzie za nią niecierpliwość, złość, czucie się pokrzywdzonym... Poddać się?
26 2015-04-22 09:47:26 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-04-22 09:49:35)
Czyli, jeżeli dobrze Cię rozumiem, oczekujesz od partnera, że będzie ciągle słuchał Twoich wspomnień o Polsce, o tym jak tam Ci dobrze było, jaką lepszą, ambitniejszą miałaś pracę, jak tęsknisz za dorosłym dzieckiem?
Nie uważasz, że takie zachowanie może zniechęcić nawet najbardziej kochającego człowieka? Twój partner przez te żale słyszy ciągłą krytykę siebie samego, bo w podtekście jest "gdyby nie ty, miałabym o wiele fajniejsze życie", więc naturalnym jest, że zaczyna się odsuwać, chować za komputerem, bo chyba nikt nie ma ochoty słuchać non stop jak unieszczęśliwia swoją drugą połowę. Rodzi to też irytację, ponieważ taka osoba zastanawia się czy monologi się kiedyś skończą.
Sama podjęłaś decyzję o przeprowadzce za granicę i SAMA powinnaś za nią ponosić odpowiedzialność. Nie możesz obarczać winą za własne rozczarowanie partnera. Zamiast oczekiwać, że on będzie dzielił Twoje rozgoryczenie, po prostu mu powiedz, że źle się czujesz w obcym kraju i, że chciałabyś by wziął pod uwagę powrót do Polski.
Czyli, jeżeli dobrze Cię rozumiem, oczekujesz od partnera, że będzie ciągle słuchał Twoich wspomnień o Polsce, o tym jak tam Ci dobrze było, jaką lepszą, ambitniejszą miałaś pracę, jak tęsknisz za dorosłym dzieckiem?
Nie uważasz, że takie zachowanie może zniechęcić nawet najbardziej kochającego człowieka? Twój partner przez te żale słyszy ciągłą krytykę siebie samego, bo w podtekście jest "gdyby nie ty, miałabym o wiele fajniejsze życie", więc naturalnym jest, że zaczyna się odsuwać, chować za komputerem, bo chyba nikt nie ma ochoty słuchać non stop jak unieszczęśliwia swoją drugą połowę. Rodzi to też irytację, ponieważ taka osoba zastanawia się czy monologi się kiedyś skończą.
Sama podjęłaś decyzję o przeprowadzce za granicę i SAMA powinnaś za nią ponosić odpowiedzialność. Nie możesz obarczać winą za własne rozczarowanie partnera. Zamiast oczekiwać, że on będzie dzielił Twoje rozgoryczenie, po prostu mu powiedz, że źle się czujesz w obcym kraju i, że chciałabyś by wziął pod uwagę powrót do Polski.
nie, nie rozumiesz mnie dobrze, nie rozpamiętuję życia, pracy, nie drążę, nie obarczam..............
piszę o nieco innych kwestiach, których masz prawo nie pojąć.
pozdrawiam
No, nie wiem o co Ci chodzi.
Z tego co opisywałaś wydawało mi się, że nie podoba Ci się życie za granicą, masz problemy z językiem, ze znalezieniem takiej pracy, która by Cię satysfakcjonowała, a Twój partner czuje się zmęczony i rozdrażniony tym, że sobie nie radzisz, co odbierasz jako brak wsparcia. Masz wrażenie, że woli spędzać czas z własną rodziną i dziećmi niż z Tobą, poprzez co czujesz się odstawiona na boczny tor. Tak wydestylowałam główne punkty Twoich dłuższych postów.
No więc czego ja nie pojmuję?
No, nie wiem o co Ci chodzi.
Z tego co opisywałaś wydawało mi się, że nie podoba Ci się życie za granicą, masz problemy z językiem, ze znalezieniem takiej pracy, która by Cię satysfakcjonowała, a Twój partner czuje się zmęczony i rozdrażniony tym, że sobie nie radzisz, co odbierasz jako brak wsparcia. Masz wrażenie, że woli spędzać czas z własną rodziną i dziećmi niż z Tobą, poprzez co czujesz się odstawiona na boczny tor. Tak wydestylowałam główne punkty Twoich dłuższych postów.
No więc czego ja nie pojmuję?
Jeśli autorka tak dookoła i nieprecyzyjnie oraz w sposób niejasny rozmawia z partnerem,to się nie dziwię,że woli komputer i inne osoby. Na żadne z pytań nie było tu odpowiedzi wprost. Albo coś ukrywa,albo sama nie wie czego chce. Bardzo jest męczące takie rozmemłanie językowe.
Statystyczna, ulzylo mi, ze nie tylko ja czuje, ze Autorka ma glownie problem z komunikacja.
Ja też nie potrafię zrozumieć o co Autorce tak naprawdę chodzi. Opis własnego życia, pragnień i potrzeb, rozczarowania obecną sytuacją tak romantyczny, melodramatyczny, uduchowiony. Cierpienie serca i duszy bez granic. Los okazał się po raz kolejny niełaskawy dla miłości.
Mam ochotę odpisać, że życie rozczarowuje nie raz. W szczególnosci jeśli chodzi o miłośc, czasem mu w tym pomagamy naszą postawą, czasem robi to nam na przekór.