Od kilku lat nastała u nas moda na zdrowy styl życia, a ten wiąże się z dbaniem o kondycję, sylwetkę, przestrzeganiem racjonalnej diety. Moda nie tylko nie przemija, ale wręcz wykazuje tendencję wzrostową. Aby jednak osiągnąć założone, satysfakcjonujące efekty, to wszystko razem wymaga samozaparcia, dobrej organizacji dnia i żelaznej dyscypliny.
Zdrowie jest oczywiście jedną z największych, o ile nie największą, wartości, na które mamy wpływ. Niemniej odnoszę wrażenie, że wraz ze zmianą stylu życia coraz więcej osób zaczyna się w tym zatracać.
O co chodzi? Ano o to, że...
Trening musi być. Choćby się waliło i paliło, to dzień bez treningu jest dniem zmarnowanym. Co więcej, jeśli to się nie uda, to pojawiają się wyrzuty sumienia.
Jak przyrost mięśni, to białko, a jak białko, to w kółko ryż i kurczak. Nieważne, że jest specjalna okazja, że są święta, że zostaliśmy zaproszeni w gości - jeśli na stole nie pojawia się coś, co należy do codziennego menu, zawsze jesteśmy zaopatrzeni we własne pudełeczko pełne białkowej dobroci.
Są to oczywiście tylko dwa przykłady, które jednak można byłoby mnożyć. Z jednej strony jest to oznaka silnej woli, za którą chyba można takie osoby naprawdę podziwiać, ale czy aby na pewno warte jest to takich wyrzeczeń, a przede wszystkim czy wciąż jest normalne? Czy niektórzy podporządkowując wszystkie swoje działania pod jeden cel gdzieś po drodze nie zaczynają się w tym gubić i zatracać?