netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

27 odpowiedzi4 938 wyświetleńzałożony przez Maxiimss, 14.04.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1 Ostatnio edytowany przez Maxiimss (2015-04-14 06:31:47)

Temat: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Cześć Wam.
Piszę tutaj ponieważ mam potrzebę wygadania się komuś, a o tym za bardzo nie mogę powiedzieć bliskim mi osobą, gdyż ja i mój partner mamy wspólnych znajomych, a więc o co chodzi już tłumaczę. Jesteśmy razem 5 lat, jak w każdym związku były upadki i wzloty, zawsze wychodziliśmy ze wszystkiego obronną ręką, zawsze byłam pewna moich uczuć do Niego, wiele poświęciłam itp. ale nie żałowałam. Nigdy nie szukałam, a raczej nie zwracałam uwagi na innych facetów, miałam swojego i mi wystarczał, lecz jakiś czas temu (już kilka miesięcy) coś zaczęło się we mnie wypalać, próbowałam z tym walczyć i udało mi się to uciszyć, uczucia odżyły a przynajmniej tak mi się wydawało. 4,5 miesiąca temu ? zupełnie przypadkiem (nie szukałam nikogo nowego) poznałam pewnego mężczyznę przez Internet, znajomość od początku była pełna emocji, zupełnie tak jak znałabym go od lat, ale traktowałam go zawsze jak kumpla, rozmawiając ze sobą coraz więcej nasza relacja się docierała bardziej aż pewnego dnia on wyznał mi ?miłość?, od razu podkreśliłam że ja tego nie odwzajemnię ? zrozumiał, za bardzo nic się nie zmieniło, ale pewnego dnia doszłam do wniosku, że muszę to zakończyć, żeby go nie ranić, w końcu nie czułam tego samego co on, ale coś mnie do niego ciągnęło i powracałam do tego (kończyłam ją 3 razy), prosiłbym tego nie robiła, mówił że będzie walczył z uczuciem, niestety szło mu kiepsko.  3 podejście kończenia tego było dla mojej wygody, dla zagłuszenia wewnętrznych głosów, dwa tygodnie braku kontaktu dawała mi odrobinę bólu tęskniłam za nim itp.. Odnowiłam znajomość ucieszył się i ku mojemu zdziwieniu o swoich uczuciach nie wspomniał już ani słowem, poczułam ulgę, alee? zaczęło mi tego brakować. (Taa dogódź babie..) Wypalenie uczuć względem mojego faceta wróciło, byłam już pewna, że Go nie kocham (nadal jestem) a uczucia do Pana, nazwijmy go J zaczęły wychodzić na światło dzienne. 3 tygodnie temu spotkaliśmy się twarzą w twarz, po raz pierwszy poza komunikatorem (mieszkamy daleko od siebie), rozmawialiśmy dużo jak starzy dobrzy znajomi, bardzo miło spędziliśmy te kilka godzin w swoim towarzystwie, ale sedno jest inne : pierwszy raz czułam się tak przy mężczyźnie, przez 5 lat związku nawet w tej początkowej fazie zakochania i fascynacji nie czułam tego co wtedy, jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze, szybsze bicie serca, a było to banalne łapanie za dłoń, nie jestem nieśmiała i żaden wzrok mnie nigdy nie peszył, jego był pierwszy ? nie potrafiłam zbyt długo patrzeć mu w oczy, mechanicznie po kilku sekundach głowa sama się odwracała w drugą stronę. Aż w końcu doszło do pocałunku (tak wiem to okropne miałam wtedy przecież faceta i nie powinnam tego robić tylko się odsunąć, ale nie zrobiłam tego), kiedy dotknął moich ust swoimi poczułam wewnętrzne drżenie, serce mi na moment chyba stanęło, przyleciały przysłowiowe ?motylki?, chemia była tak wielka, że jak ktoś odpaliłby zapałkę to byłoby wielkie spustoszenie po wybuchu, ehh jak to romantycznie brzmi bleee, ale tak było. Gdy wróciłam do domu czułam się bardzo dziwnie, szczęśliwa ale miałam wrażenie, że to mi się śniło a ja się właśnie obudziłam, dopiero po kilku dniach doszło do mnie, że to stało się naprawdę i stało się wtedy coś jeszcze, moja pompeczka krwi do mnie ?przemówiła? uświadamiając mi kogo tak naprawdę kocham ? pana J? Mój facet chyba zaczął się domyślać, że coś jest ze mną nie tak, a mnie dziwi, że zauważył tak późno, stałam się dość chłodna będąc zawsze czułą i kochającą nagle stałam się milcząca. Zabieram się do rozmowy z nim, bo chcę odejść, ale on zawsze jakoś tak okręca moje słowa jak zaczynam, że od razu się to kończy, wiem że powinnam być stanowcza, ale on zawsze potrafił mnie zmiękczyć, wciąż jest dla mnie ważny, ale nie chcę go dłużej oszukiwać, bo na to nie zasługuje i wiem, że im dłużej zwlekam tym bardziej za boli, ale broń Boże mu nie powiem, że kocham innego, zabić go nie chcę ? jak delikatnie kogoś zostawić heh każdy by tak chciał, nie da się..  Traktowałam go przez 5 lat od początku samego jak miłość mojego życia do końca życia a tu los mi zrobił niespodziankę i przysłał tą naprawdę prawdziwą.
Nie oczekuję od Was, żebyście mi mówili co mam zrobić, bo to wiem. Nie oceniajcie mnie także i nie potępiajcie, nie planowałam tego wszystkiego. ;( Przykro mi jest z powodu, że zranię osobę, z którą miałam wspólne plany na przyszłość , ślub w planach, mamy córeczkę, wspólne mieszkanie, ale czy z tych względów mam się męczyć w nieszczęśliwym związku, gdy nie kocham? Szkoda mi tych wszystkich lat, zwłaszcza że widzę że on mnie kocha(narzeczony), ale w końcu muszę przestać go oszukiwać prawda?

Pozdrawiam.

2

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Zrobisz co będziesz uważała za słuszne. My nie możemy podjąć decyzji za Ciebie. Ja jedynie mogę doradzić, abyś nie podejmowała tej decyzji teraz. Sama widzisz, że macie dziecko, wspólne mieszkanie, a narzeczony był zawsze dla Ciebie dobry, kochał Cię i chciał być z Tobą.
Przemyśl to dobrze, bo może się okazać tak, że te uczucie do tego nowego jest u Ciebie taką fascynacją tylko, bo to nieosiągalne teraz jest dla Ciebie. Zastanów się dokładnie czy to naprawdę ten właściwy, czy tylko chwilowy. Sama wiesz najlepiej co czujesz do swojego chłopaka, a co do nowego.

3 Ostatnio edytowany przez Maxiimss (2015-04-14 06:53:30)

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Myszeczka23 napisał/a:

Zrobisz co będziesz uważała za słuszne. My nie możemy podjąć decyzji za Ciebie. Ja jedynie mogę doradzić, abyś nie podejmowała tej decyzji teraz. Sama widzisz, że macie dziecko, wspólne mieszkanie, a narzeczony był zawsze dla Ciebie dobry, kochał Cię i chciał być z Tobą.
Przemyśl to dobrze, bo może się okazać tak, że te uczucie do tego nowego jest u Ciebie taką fascynacją tylko, bo to nieosiągalne teraz jest dla Ciebie. Zastanów się dokładnie czy to naprawdę ten właściwy, czy tylko chwilowy. Sama wiesz najlepiej co czujesz do swojego chłopaka, a co do nowego.

Decyzję już podjęłam, muszę ją jedynie zrealizować.
No nie zawsze był taki dobry, ale nie chcę go oczerniać, bo po co.
Jak wspominałam już przy żadnym facecie nie czułam się tak jak przy tym poznanym, nawet przy narzeczonym nie było tylu emocji. Jeśli w uczuciach do nowego się mylę to jednak jestem pewna w uczuciach do mojego, nie kocham go.

4

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

oby to zakochanie\zauroczenie nie było tymczasowe , jednym słowem zakończyć można ,ale gorzej naprawić gdy nie wyjdzie.

5

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

To, co czujesz do nowego to jest chemia. I to zupełnie normalne, ale ten "szał" na jego punkcie też minie, zacznie się szara rzeczywistość i co? wtedy też zrezygnujesz, bo nie jest idealnie? Poza tym prawie go nie znasz. Po kilku miesiącach wychodzą pierwsze wady, a każdy je ma. Zobaczysz, jeszcze będziesz płakać. Jak coś się psuje, to się to naprawia a nie wyrzuca do śmieci i kupuje nowe.

6

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
facelia napisał/a:

oby to zakochanie\zauroczenie nie było tymczasowe , jednym słowem zakończyć można ,ale gorzej naprawić gdy nie wyjdzie.

Jasne, że to może być tymczasowe, pewności nigdy nie ma. Wiem, że trudno coś naprawić. Gdy nie sprobuję się nie przekonam, to jest albo miłość mojego życia albo największa pomyłka.

7

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Każdy ma prawo się zakochać, bo to się zdarza i to jest piękne.
Irytujące jest za to, że usiłujesz wmówić nam, że przypadkowo weszłaś w Internet i poznałaś mężczyznę. Przypadkiem jest, że trafiłaś na niego, ale żadnego przypadku nie ma w tym, że to zrobiłaś i dlaczego. Stwierdzenie, że nie planowałaś się zakochać jest prawdziwe, bo tego ni można zaplanować.
Nie dodałaś wszakże wyjaśniająco, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością. W tym kontekście " nie planowałam tego" brzmi, jak dobry żart.
Chodzi mi o to, że pewne rzeczy należy nazywać po imieniu, bez tworzenia otoczki, że "wszystko toczyło się poza mną".
Może to i dobrze, że romans uzmysłowił Ci, że nie kochasz narzeczonego i podjęłaś decyzję.
Mam tylko jedno pytanie.
Powiesz mu, co sprawiło, że zdałaś sobie sprawę, że już nic do niego nie czujesz, gdy będziesz odchodzić?

8

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Ankh napisał/a:

To, co czujesz do nowego to jest chemia. I to zupełnie normalne, ale ten "szał" na jego punkcie też minie, zacznie się szara rzeczywistość i co? wtedy też zrezygnujesz, bo nie jest idealnie? Poza tym prawie go nie znasz. Po kilku miesiącach wychodzą pierwsze wady, a każdy je ma. Zobaczysz, jeszcze będziesz płakać. Jak coś się psuje, to się to naprawia a nie wyrzuca do śmieci i kupuje nowe.

Szara rzeczywistość w moim związku z obecnym partnerem trwa od dawna i jak dotąd mi to nie przeszkadzało, żyliśmy z dnia na dzień, nie odstraszają mnie takie rzeczy. Kiedy związywałam się z narzeczonym też prawie go nie znałam, więc to żaden argument. Wiem, że każdy ma wady, mam rozum..
Naprawia się wtedy, gdy jeszcze można to naprawić, kiedy nie można to co mam płakać nad rozlanym mlekiem i stać w miejscu? I pisałam także, że moje uczucia wypalały się wcześniej, zanim poznałam owego pana. A jeszcze w związku z naprawianiem, mamy dziecko okej, mieszkanie itp to tylko z tego względu mam być z kimś kogo nie kocham, kto mnie już nie pociąga i mam siebie na siłę uszczęśliwiać i zmuszać a jego unieszczęśliwiać tym, że nie zachowuję się w stosunku do niego jak ukochana kobieta? Jak długo można tak udawać? Może mi ktoś powie, że całe życie.. Jak ktoś chcę niech się męczy w taki sposób, ja nie będę jestem na to za młoda. Próbowałam uratować moją miłość, związek też wiele razy ratowałam, a mogłam odpuścić, lecz jednak tego nie zrobiłam, ale jedna różnica jest taka, że wtedy go kochałam, był nadal moją największą miłością dziś jest jedynie ojcem mojej córki i facetem, z którym spędziłam 5 fajnych lat. Wybacz, ale ja nie umiem oszukiwać siebie i ludzi dookoła tylko dlatego, że mogę coś stracić, kłamstwem człowiek się nie wybroni na dłuższą metę..

9

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

No, spoko, spoko - zapewniłaś już wszystkich dookoła, a najbardziej siebie utwierdziłaś w przekonaniu, że dobrze postępujesz. Sprawa jest prosta, będą w związku zdradziłaś swojego partnera, już wcześniej się wypaliłaś, więc było ci łatwo, po cichu szukać romansu na boku, aby wyjść z tego związku.

Pewnie gdyby nikogo na horyzoncie nie było, nie byłabyś takim kozakiem i sama z siebie nie odeszłabyś.

Próbuj, dlaczego nie, jestem ciekawa czy będziesz szczera wobec aktualnego partnera, którego zdradzasz, i powiesz mu prawdę, dlaczego odchodzisz. Powodzenia życzę.

10

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Excop napisał/a:

Każdy ma prawo się zakochać, bo to się zdarza i to jest piękne.
Irytujące jest za to, że usiłujesz wmówić nam, że przypadkowo weszłaś w Internet i poznałaś mężczyznę. Przypadkiem jest, że trafiłaś na niego, ale żadnego przypadku nie ma w tym, że to zrobiłaś i dlaczego. Stwierdzenie, że nie planowałaś się zakochać jest prawdziwe, bo tego ni można zaplanować.
Nie dodałaś wszakże wyjaśniająco, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością. W tym kontekście " nie planowałam tego" brzmi, jak dobry żart.
Chodzi mi o to, że pewne rzeczy należy nazywać po imieniu, bez tworzenia otoczki, że "wszystko toczyło się poza mną".
Może to i dobrze, że romans uzmysłowił Ci, że nie kochasz narzeczonego i podjęłaś decyzję.
Mam tylko jedno pytanie.
Powiesz mu, co sprawiło, że zdałaś sobie sprawę, że już nic do niego nie czujesz, gdy będziesz odchodzić?

Nigdzie nie stwierdziłam, że przypadkiem weszłam w Internet i coś tam, ale nie latałam po portalach randkowych.. Próbowałam zakończyć znajomość 3 razy, więc Ty mi nie wmawiaj, że nic nie zrobiłam, żeby to powstrzymać.
Nie można tego do końca nazwać romansem ani jakimkolwiek związkiem to jest po prostu 'coś' co nie powinno mieć prawa bytu i ja to wiem.
Co sprawiło, że sobie to uświadomiłam? Jedna drobna uwaga - zdałam sobie z tego sprawę z 8 miesięcy temu, wtedy nikogo innego nie było w moim życiu, a ja próbowałam sobie wmawiać, że go kocham i w tamtym okresie zapewne myślałam w ten sposób co wy teraz. A powiem mu prawdę.

11

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
lifrinat napisał/a:

No, spoko, spoko - zapewniłaś już wszystkich dookoła, a najbardziej siebie utwierdziłaś w przekonaniu, że dobrze postępujesz. Sprawa jest prosta, będą w związku zdradziłaś swojego partnera, już wcześniej się wypaliłaś, więc było ci łatwo, po cichu szukać romansu na boku, aby wyjść z tego związku.

Pewnie gdyby nikogo na horyzoncie nie było, nie byłabyś takim kozakiem i sama z siebie nie odeszłabyś.

Próbuj, dlaczego nie, jestem ciekawa czy będziesz szczera wobec aktualnego partnera, którego zdradzasz, i powiesz mu prawdę, dlaczego odchodzisz. Powodzenia życzę.

Nie szukałam nigdy romansu, nie miałam takiej potrzeby. 2 lata temu odeszłam sama z siebie, ale o tym nie będę mówiła, bo to zupełnie inna sytuacja i inny temat życiowy.. Zdradzam? Fizycznie - można powiedzieć, że w ogóle, psychicznie - prawie wcale, gdyż nic nie czuję, pozostaję tylko kwestia czystej przyzwoitości i lojalności.

12

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Brzmi to jak dramat. Zakochałaś się w facecie z którym kontaktowałaś się przez komunikator intenetowy i raz się spotkałaś, tak wnioskuje i już mówisz to ten!!. Wmawiasz sobie wypalenie, koniec miłości bo tak jest łatwiej odejść. Znasz metodę w postaci terapii par? Wiesz ile par w takim momencie wyszło na prostą, a ich uczucie od nowa zaczęło z większą mocą funkcjonować. Jak ktoś wspomniał robi się wszystko by ratować związek, Ty zakładasz że już koniec!!. Hm może twój facet nie jest świadomy problemu, który Ty widzisz. Hm nie chcesz być z facetem bo już Ciebie nie pociąga, wow fuck aż się zagotowałem. Wszyscy się zmieniamy, a na pewno nasze ciało.
Zaryzykuj, kolejne dziecko bo w związkach tak już jest i znów za kilka lat odejdź bo się znudzisz takim życiem. Kiedyś ktoś wspomniał, że chodzi o dojrzałość emocjonalną.
Wszystko da się naprawić, tylko trzeba chcieć i próbować. Zaczynałaś post, że czekasz na rady bo nie wiesz jaką drogę wybrać. Hm po kilku postach nagle postanowiłas odejść do obcego faceta, którego nie znasz. Komunikator to gra uczuć, uwierz mi ile razy ludzie się na tym zawiedli.
Wady i zalety ma każdy- pytanie czy Ty zaakcpetujesz te wady. Sama rozpoczęłaś igranie ze swoim losem szukając rozmów z obcymi facetami gdzie zaangażowałaś się emocjonalnie i poleciałaś. Pamiętaj miłość to nie zauroczenie i fasynacja a seks dla tego faceta może nie być ważny, też są takie sytuacje- ja tak mam np. i co wtedy zrobisz?? odejdziesz, szukać dalej....
Wiesz mam/miałem taką sytuację jak Ty, nie tak dawno i wiesz dowiedziałem się, że narzeczona zwątpiła w moje uczucie do niej i postąpiła podobnie jak Ty, ale ona nawiązała relację na studiach i gdy się dowiedziałem byłem w rozsypce, ale podjąłem wyzwanie mimo rad tu wszystkich, braku lojalności partnerki i postanowiłem walczyć o uczucie bo jest tego warte w każdym momencie. Jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Długo męczyłem się z tym, że partnerka była obojęna na uczucie, każdy temat poruszany odnośnie relacji związanej ze zdradą emocjonalną był trudny, ale wybaczylem i się podniosłem, a wiesz kiedy?? Wtedy jak poczułem, że partnerce na mnie zależy i pokazuje przez czyny a nie słowa iż mnie kocha. Wybrała co jest dla niej lepsze, mimo jej zapewnień itd. wciąż miałem obawy, ale teraz możemy spokojnie pogadać o tym temacie, nie ma nerwów, fochów, najważniejsze to zrozumieć błąd.
Pamiętaj, aby chcieć trzeba zrozumieć i też już miałem ochotę walnąć wszystko, ale zdałem sobie sprawę, że nowe nie znaczy lepsze.
Zanim zaczniesz robić z siebie ofiarę, że masz dość walki itd., obarczać męża, popatrz na swoje zachowanie i zweryfikuj czy była lojalna i to iż wasze uczucie wygasa to w dużej mierze twoja praca. Pamiętaj to, dopóki masz kontakt z facetem innym niż twój partner to w chwili obecnej zawsze bęzie gorszym, nawet jak Ciebie zaskoczy.
Rada jak miałaś odwagę rozpocząć relację z innym to mnie odwagę również powiedzieć to swojemu partnerowi bo na to zasługuję.

13 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-14 10:10:15)

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Maxiimss napisał/a:
Excop napisał/a:

Każdy ma prawo się zakochać, bo to się zdarza i to jest piękne.
Irytujące jest za to, że usiłujesz wmówić nam, że przypadkowo weszłaś w Internet i poznałaś mężczyznę. Przypadkiem jest, że trafiłaś na niego, ale żadnego przypadku nie ma w tym, że to zrobiłaś i dlaczego. Stwierdzenie, że nie planowałaś się zakochać jest prawdziwe, bo tego ni można zaplanować.
Nie dodałaś wszakże wyjaśniająco, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością. W tym kontekście " nie planowałam tego" brzmi, jak dobry żart.
Chodzi mi o to, że pewne rzeczy należy nazywać po imieniu, bez tworzenia otoczki, że "wszystko toczyło się poza mną".
Może to i dobrze, że romans uzmysłowił Ci, że nie kochasz narzeczonego i podjęłaś decyzję.
Mam tylko jedno pytanie.
Powiesz mu, co sprawiło, że zdałaś sobie sprawę, że już nic do niego nie czujesz, gdy będziesz odchodzić?

Nigdzie nie stwierdziłam, że przypadkiem weszłam w Internet i coś tam, ale nie latałam po portalach randkowych.. Próbowałam zakończyć znajomość 3 razy, więc Ty mi nie wmawiaj, że nic nie zrobiłam, żeby to powstrzymać.
Nie można tego do końca nazwać romansem ani jakimkolwiek związkiem to jest po prostu 'coś' co nie powinno mieć prawa bytu i ja to wiem.
Co sprawiło, że sobie to uświadomiłam? Jedna drobna uwaga - zdałam sobie z tego sprawę z 8 miesięcy temu, wtedy nikogo innego nie było w moim życiu, a ja próbowałam sobie wmawiać, że go kocham i w tamtym okresie zapewne myślałam w ten sposób co wy teraz. A powiem mu prawdę.

Wybacz, pisząc, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością, miałem na myśli to, że pozwoliłaś sobie na kontynuowanie znajomości zdając sobie sprawę, że się zaczynasz się angażować. Późniejsze, nieskuteczne próby zakończenia znajomości to tylko konsekwencja tego pierwszego.
Poza tym sądzę, że świetnie zdajesz sobie sprawę z tego, że przypadkiem było poznanie właśnie "tego" mężczyzny, lecz jak go poznałaś, zostawiłaś naszej wyobraźni, więc nie ciskaj się, proszę.

14 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-04-15 02:56:43)

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Excop napisał/a:
Maxiimss napisał/a:
Excop napisał/a:

Każdy ma prawo się zakochać, bo to się zdarza i to jest piękne.
Irytujące jest za to, że usiłujesz wmówić nam, że przypadkowo weszłaś w Internet i poznałaś mężczyznę. Przypadkiem jest, że trafiłaś na niego, ale żadnego przypadku nie ma w tym, że to zrobiłaś i dlaczego. Stwierdzenie, że nie planowałaś się zakochać jest prawdziwe, bo tego ni można zaplanować.
Nie dodałaś wszakże wyjaśniająco, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością. W tym kontekście " nie planowałam tego" brzmi, jak dobry żart.
Chodzi mi o to, że pewne rzeczy należy nazywać po imieniu, bez tworzenia otoczki, że "wszystko toczyło się poza mną".
Może to i dobrze, że romans uzmysłowił Ci, że nie kochasz narzeczonego i podjęłaś decyzję.
Mam tylko jedno pytanie.
Powiesz mu, co sprawiło, że zdałaś sobie sprawę, że już nic do niego nie czujesz, gdy będziesz odchodzić?

Nigdzie nie stwierdziłam, że przypadkiem weszłam w Internet i coś tam, ale nie latałam po portalach randkowych.. Próbowałam zakończyć znajomość 3 razy, więc Ty mi nie wmawiaj, że nic nie zrobiłam, żeby to powstrzymać.
Nie można tego do końca nazwać romansem ani jakimkolwiek związkiem to jest po prostu 'coś' co nie powinno mieć prawa bytu i ja to wiem.
Co sprawiło, że sobie to uświadomiłam? Jedna drobna uwaga - zdałam sobie z tego sprawę z 8 miesięcy temu, wtedy nikogo innego nie było w moim życiu, a ja próbowałam sobie wmawiać, że go kocham i w tamtym okresie zapewne myślałam w ten sposób co wy teraz. A powiem mu prawdę.

Wybacz, pisząc, że zrobiłaś wszystko, by to "nie planowane" stało się rzeczywistością, miałem na myśli to, że pozwoliłaś sobie na kontynuowanie znajomości zdając sobie sprawę, że się zaczynasz się angażować. Późniejsze, nieskuteczne próby zakończenia znajomości to tylko konsekwencja tego pierwszego.
Poza tym sądzę, że świetnie zdajesz sobie sprawę z tego, że przypadkiem było poznanie właśnie "tego" mężczyzny, lecz jak go poznałaś, zostawiłaś naszej wyobraźni, więc nie ciskaj się, proszę.

Taaaa...i 3 razy probowalam zakonczyc to....
( ale nie moglam, bo mnie biedna sila wzial)... Hahaha

Swoja droga ciekawa jestem jak sie " probuje zakonczyc wirtualna znajomosc"
Bo po mojemu, to sie znika bez wiesci i kontaktu- skutecznosc 100% gwarantowana( tylko trzeba chciec)

15

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Moze ja sprobuje odcedzic z postu autorki egzaltacje, i oto co mi zostaje:

" znudzil mi sie moj partner, bo brakowalo mi emocji, bylo zbyt stabilnie. Weszlam wiec na portal, gdzie sposrod setek anonsow wybralam ten, ktory mi sie podobal i odpowiedzialam. Z poczatku krygowalam sie, ze ja nie z tych, co to zdradzaja, ze ja tak tylko po kolezensku pisze. Facet wyznal mi milosc, znajac mnie tylko wirtualnie, wiec dla pewnosci 3 razy mowilam, zeby do mnie nie pisal, ale za kazdym razem odpisywalam.
I teraz wiem( na ww. Podstawie) ze to ten jedyny, ze pasujemy do siebie idealnie- tylko zakomunikuje o tym fakcie mojemu facetowi.
A na forum pisze, zeby pokazac, jak " znajduje sie milosc, kiedy sie jej wcale nie szuka", i jaki to cudowny zbieg okolicznosci- no, wrecz przeznaczenie!"

Cos pominelam???

Teraz mozecie mnie opluc....:-)

16

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

heh emocje źle i stabilizacja jeszcze gorsza!! Czego my chcemy w tym życiu? Chcesz emocji to powalcz, bo ogień zależy od dwóch osób w związku. Najgorsze jest to jak w związku jedna osoba chce, a druga jak się nudzi odchodzi i mówi nie kocham go już przecież, ale nic mi nie zrobił. Jest fajny, cudowny, mam dziecko, wspolne mieszkanie ale ,, nudzi mi się jeden kon w zagrodzie'' tak to podsumuje. Hm to, że celebrycie dymają się jak kroliki to też tacy musimy być??.
Życie to nie bajka i nie piękny film, a z wiekiem każdy z nas powinien być tego świadomy, a jest odwrotnie.

17

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Maxiimss napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Zrobisz co będziesz uważała za słuszne. My nie możemy podjąć decyzji za Ciebie. Ja jedynie mogę doradzić, abyś nie podejmowała tej decyzji teraz. Sama widzisz, że macie dziecko, wspólne mieszkanie, a narzeczony był zawsze dla Ciebie dobry, kochał Cię i chciał być z Tobą.
Przemyśl to dobrze, bo może się okazać tak, że te uczucie do tego nowego jest u Ciebie taką fascynacją tylko, bo to nieosiągalne teraz jest dla Ciebie. Zastanów się dokładnie czy to naprawdę ten właściwy, czy tylko chwilowy. Sama wiesz najlepiej co czujesz do swojego chłopaka, a co do nowego.

Decyzję już podjęłam, muszę ją jedynie zrealizować.
No nie zawsze był taki dobry, ale nie chcę go oczerniać, bo po co.
Jak wspominałam już przy żadnym facecie nie czułam się tak jak przy tym poznanym, nawet przy narzeczonym nie było tylu emocji. Jeśli w uczuciach do nowego się mylę to jednak jestem pewna w uczuciach do mojego, nie kocham go.

Typowe dla kobiety niedojrzalej- na emocjach daleko nie zajedziesz z zwiazku z drugim czlowiekiem.

18

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

R

oldorando napisał/a:

Moze ja sprobuje odcedzic z postu autorki egzaltacje, i oto co mi zostaje:

" znudzil mi sie moj partner, bo brakowalo mi emocji, bylo zbyt stabilnie. Weszlam wiec na portal, gdzie sposrod setek anonsow wybralam ten, ktory mi sie podobal i odpowiedzialam. Z poczatku krygowalam sie, ze ja nie z tych, co to zdradzaja, ze ja tak tylko po kolezensku pisze. Facet wyznal mi milosc, znajac mnie tylko wirtualnie, wiec dla pewnosci 3 razy mowilam, zeby do mnie nie pisal, ale za kazdym razem odpisywalam.
I teraz wiem( na ww. Podstawie) ze to ten jedyny, ze pasujemy do siebie idealnie- tylko zakomunikuje o tym fakcie mojemu facetowi.
A na forum pisze, zeby pokazac, jak " znajduje sie milosc, kiedy sie jej wcale nie szuka", i jaki to cudowny zbieg okolicznosci- no, wrecz przeznaczenie!"

Cos pominelam???

Teraz mozecie mnie opluc....:-)

Alez to sama prawda:)

19 Ostatnio edytowany przez lukasz1 (2015-04-15 09:25:57)

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

dokładnie, emocje eh nie uczymy się na błędach. Czasem warto zaryzykować, ale jak na dany stan rzeczy wplynie wiele aspektów, a tu hmm no dałaś dużo od siebie aby to zakończyć. Powodzenia w życiu i niszczeniu życia kolejnym dzieciakom, ktory wydasz na świat:). Destrukcja to jest to co kochamy. Hm a jest tyle metod ratowania związków, nie ma osoby która zaleci odejście nawet terapeuta jak mu powiesz, że go nie kochasz!!. Hm może być tak, że go kochasz ale wyrzucasz z głowy bo tak latwiej. Kwestia jeszcze tego, a co Ty myślisz że bedzie kochać się facetem codziennie po 10 razy jak króliki jak za czasów nastolatków? olaboga litości, widzisz i nie grzmisz sad.
Niszczenie związków leży w naszych rękach, tak jak budujemy tak samo niszczymy i to jest straszne.

20

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Maxiimss napisał/a:

Nie można tego do końca nazwać romansem ani jakimkolwiek związkiem to jest po prostu 'coś' co nie powinno mieć prawa bytu i ja to wiem.

Racjonalna część Ciebie jest chyba mocno wystraszona.

Osobiście skłaniam się do idei, że szczęście układamy przez całe życie, jak mozaikę, tylko elementy musimy sobie sami dobrać i je dobrze spasować. Czym lepiej sami siebie rozumiemy, tym mozaika ładniejsza smile Szczęście zbudowanie na jednym, wyrwanym życiu elemencie jest nietrwałe, jak te wygrane w totka fortuny.

Nie każdy jest stworzony do stałych związków. Są ludzie, którzy po jakimś czasie zaczynają ?dokazywać?, zaczynają poszukiwać czegoś jeszcze. Nowe zauroczenie musi być euforyczno-eksplozyjne, musi stanowić solidną przeciwwagę dla poważnych kosztów ?osobowych? związanych z odejściem (ex-partner, dziecko z rozbitej rodziny, nieznana przyszłość córki, która po swojemu będzie rozumiała decyzje matki ? szczególnie, jak zacznie dorastać, i jeszcze Twoje poczucie winy, które być może zrujnuje nowy związek).

Czasem ten zastrzyk euforii jest nam potrzebny, żeby wszystko nabrało trochę większego sensu. Wśród znajomych wiele razy słyszałem o fascynacjach innymi ludźmi. Sam takie fascynacje miałem. Jedni się rozstają, inni nie. Okropnie ważne jest zrozumienie, czego się w tym wszystkim chce dla siebie. Bo to jest część Ciebie, i za pięć lat nadal tam będzie.

Chyba Helen Mirren powiedziała, że podejmowanie decyzji nie jest żadną sztuką. Sztuką jest umiejętność życia z tymi decyzjami.

21

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
Maxiimss napisał/a:

Nie oczekuję od Was, żebyście mi mówili co mam zrobić, bo to wiem. Nie oceniajcie mnie także i nie potępiajcie, nie planowałam tego wszystkiego. ;( Przykro mi jest z powodu, że zranię osobę, z którą miałam wspólne plany na przyszłość , ślub w planach, mamy córeczkę, wspólne mieszkanie, ale czy z tych względów mam się męczyć w nieszczęśliwym związku, gdy nie kocham? Szkoda mi tych wszystkich lat, zwłaszcza że widzę że on mnie kocha(narzeczony), ale w końcu muszę przestać go oszukiwać prawda?

Z tego wynika, że szukasz tutaj jedynie potwierdzenia "jaką to wspaniałą decyzję podjęłaś" Nie ma co się oszukiwać -  to nie jest etap na którym możesz powiedzieć, że jest to dobra decyzja.
Piszesz, że "próbowałaś to ratować" i  "nie próbowałaś nikogo szukać" - na odwrót, nie próbowałaś ratować.. i próbowałaś szukać (o zgrozo znalazłaś)
Myślę, że ten nowy J jest dla Ciebie testem dojrzałości emocjonalnej, którego na razie nie zdajesz. Poczytaj sobie wątki na forum, takie zauroczenie, fascynacja zdarzają się bardzo często, nikt nie zapewni Cię, że będąc ze swoim nowym J nie poznasz kogoś jeszcze bardziej fascynującego. Moim zdaniem zachowujesz się niedojrzale. Szkoda córki i narzeczonego.
Jedna rada - przemyśl to jeszcze na spokojnie, póki masz możliwość zawrócić.

22

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

idealny stwierdzeniem wszystko to aby chcieć trzeba zrozumieć dany stan w innym przypadku będą klapki na oczach i kolorowy świat, który za kilka miesięcy runie bo może ten nowy będzie gorszy od starego, kwestia porównań nieunikniona po tak szybkim wejściu w nowy związek. Ktoś tu już napisał, że nikt złotej rady Ci nie da, jeśli kręci Ciebie takie życie na karuzeli emocjonalnej to droga do życia jest otwarta:).

23

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
lukasz1 napisał/a:

Brzmi to jak dramat. Zakochałaś się w facecie z którym kontaktowałaś się przez komunikator intenetowy i raz się spotkałaś, tak wnioskuje i już mówisz to ten!!. Wmawiasz sobie wypalenie, koniec miłości bo tak jest łatwiej odejść. Znasz metodę w postaci terapii par? Wiesz ile par w takim momencie wyszło na prostą, a ich uczucie od nowa zaczęło z większą mocą funkcjonować. Jak ktoś wspomniał robi się wszystko by ratować związek, Ty zakładasz że już koniec!!. Hm może twój facet nie jest świadomy problemu, który Ty widzisz. Hm nie chcesz być z facetem bo już Ciebie nie pociąga, wow fuck aż się zagotowałem. Wszyscy się zmieniamy, a na pewno nasze ciało.
Zaryzykuj, kolejne dziecko bo w związkach tak już jest i znów za kilka lat odejdź bo się znudzisz takim życiem. Kiedyś ktoś wspomniał, że chodzi o dojrzałość emocjonalną.
Wszystko da się naprawić, tylko trzeba chcieć i próbować. Zaczynałaś post, że czekasz na rady bo nie wiesz jaką drogę wybrać. Hm po kilku postach nagle postanowiłas odejść do obcego faceta, którego nie znasz. Komunikator to gra uczuć, uwierz mi ile razy ludzie się na tym zawiedli.
Wady i zalety ma każdy- pytanie czy Ty zaakcpetujesz te wady. Sama rozpoczęłaś igranie ze swoim losem szukając rozmów z obcymi facetami gdzie zaangażowałaś się emocjonalnie i poleciałaś. Pamiętaj miłość to nie zauroczenie i fasynacja a seks dla tego faceta może nie być ważny, też są takie sytuacje- ja tak mam np. i co wtedy zrobisz?? odejdziesz, szukać dalej....
Wiesz mam/miałem taką sytuację jak Ty, nie tak dawno i wiesz dowiedziałem się, że narzeczona zwątpiła w moje uczucie do niej i postąpiła podobnie jak Ty, ale ona nawiązała relację na studiach i gdy się dowiedziałem byłem w rozsypce, ale podjąłem wyzwanie mimo rad tu wszystkich, braku lojalności partnerki i postanowiłem walczyć o uczucie bo jest tego warte w każdym momencie. Jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Długo męczyłem się z tym, że partnerka była obojęna na uczucie, każdy temat poruszany odnośnie relacji związanej ze zdradą emocjonalną był trudny, ale wybaczylem i się podniosłem, a wiesz kiedy?? Wtedy jak poczułem, że partnerce na mnie zależy i pokazuje przez czyny a nie słowa iż mnie kocha. Wybrała co jest dla niej lepsze, mimo jej zapewnień itd. wciąż miałem obawy, ale teraz możemy spokojnie pogadać o tym temacie, nie ma nerwów, fochów, najważniejsze to zrozumieć błąd.
Pamiętaj, aby chcieć trzeba zrozumieć i też już miałem ochotę walnąć wszystko, ale zdałem sobie sprawę, że nowe nie znaczy lepsze.
Zanim zaczniesz robić z siebie ofiarę, że masz dość walki itd., obarczać męża, popatrz na swoje zachowanie i zweryfikuj czy była lojalna i to iż wasze uczucie wygasa to w dużej mierze twoja praca. Pamiętaj to, dopóki masz kontakt z facetem innym niż twój partner to w chwili obecnej zawsze bęzie gorszym, nawet jak Ciebie zaskoczy.
Rada jak miałaś odwagę rozpocząć relację z innym to mnie odwagę również powiedzieć to swojemu partnerowi bo na to zasługuję.

Przeczytalem wszystko ale jedno co napisałeś w tym wszystkim i chyba co jest najwazniejsze to kochać kogoś również z wadami ale zycie pokazalo ze dla wielu to za dużo. Wielu nie rozumie ze każdy sie zmienia i bycie ze sobą dość długo powoduje u niektórych hustawke nastrojow a jak dochodza do tego osoby trzecie to juz jest kłops.Nie ma walki o swój wieloletni zwiazek bo to niby wypalenie,nuda, wady ktore kiedyś w niczym nie przeszkadzaly. Ucieczka gdzieś bądź do kogoś nowego to dla wielu zbawienie zamiast walczyć o związek który tyle lat przetrwal nie jedna burze.
Autorko nie bede Ci pisal co masz robic bo to nie moja bajka ale szkoda chlopa bo niczemu winny. Wymienilas ze on taki czy owaki, że nie daje ci tego czy tamtego ale jesteście rodzina która ma dziecko i zamiast zawalczyć o was ty wybralas inna opcje czyli taka która odpowiada tylko Tobie. Dziwne to jak dla mnie ale teraz ludzie zamiast walczyć o siebie to podwijaja ogon i uciekaja gdzie im lepiej.

24

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

dokładnie wiem coś o tym co napisałeś, bo sam mam ten problem na 4 miesiące przed ślubem, a raczej miałem. Podjąłem walkę mimo wszystko, przewartościowałem życie i zwróciłem uwagę na rzeczy o których nie miałem pojęcia że robie źle. Narzeczona zrozumiała dopiero w święta, które nas starsznie zbliżyły i urwała kontakt, pokazując w czynach że liczę się Ja. Nigdy nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nikt za nas nie podejmię decyzji bo to musi płynąć od nas, ale grunt to dojrzeć to miłości. Wszyscy popełniamy błędy i dlatego teraz jak poznajemy nowe osoby to najczęsciej po przejściach bo taki już los. Rzadko zdarza się, że ktoś nie został zraniony lub sam nie zranił w swoim życiu.
Przegrywa ten co nie próbuje walczyć o swoje, o miłość. Walczyć o miłość to nie wstyd!!!

25

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.
lukasz1 napisał/a:

dokładnie wiem coś o tym co napisałeś, bo sam mam ten problem na 4 miesiące przed ślubem, a raczej miałem. Podjąłem walkę mimo wszystko, przewartościowałem życie i zwróciłem uwagę na rzeczy o których nie miałem pojęcia że robie źle. Narzeczona zrozumiała dopiero w święta, które nas starsznie zbliżyły i urwała kontakt, pokazując w czynach że liczę się Ja. Nigdy nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nikt za nas nie podejmię decyzji bo to musi płynąć od nas, ale grunt to dojrzeć to miłości. Wszyscy popełniamy błędy i dlatego teraz jak poznajemy nowe osoby to najczęsciej po przejściach bo taki już los. Rzadko zdarza się, że ktoś nie został zraniony lub sam nie zranił w swoim życiu.
Przegrywa ten co nie próbuje walczyć o swoje, o miłość. Walczyć o miłość to nie wstyd!!!

Zgodze sie z ostatnim zdaniem ale musi to dzialac w obie strony, chociaż troche.

26

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Dla mnie to jest chore co robisz .. nie wiem czemu chcesz odejść od faceta który Cie kocha a na dodatek macie wspólne dziecko i taki staż związku. Co powiesz coreczce jak nie bedzie codziennie widzieć ojca ? -że Ci się znudził ? Że nie chciałaś naprawić tego co się zepsulo ? Łatwo jest powiedzieć że się kogoś nie kocha .. Ty tak naprawdę poszukujesz wrażeń ,a gdzie tu miejsce i czas dla rodziny ? Dziewczynom czas dojrzeć ! Szkoda mi Twojego faceta . Ja jestem też młoda ,mam 25 lat od 16 roku życia jestem z moim narzeczonym i też mieliśmy wzloty i upadki ale zawsze próbowaliśmy to naprawić a nie wyrzucić do śmieci .. też mam córkę i nie wyobrażam sobie że mogłabym ja pozostawić bez ojca . I nie mow mi tu ,że w jaki kolwiek sposob się meczysz ,bo to nie Ty jesteś tupposzkodowana tylko twój facet i córeczka .. po co coś naprawić i obgadac ,skoro można przecież iść pierdolic i zdradzać na boku ,bo to fajne ..

27

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Ja napiszę Ci dwie rzeczy, o których jestem święcie przekonana, i które znajdują swoje potwierdzenie, i w moim życiu, i w życiu znajomych:
1. O związek trzeba dbać! Zdobycie partnera i zrobienie sobie dziecka to żadna gwarancja na długie i szczęśliwe życie razem. Jeśli obydwie strony nie dbają o siebie wzajemnie, to pojawia się nuda, fascynacja kimś innym albo wrażenie, że miłość się wypaliła. Albo wszystko naraz. Odnoszę wrażenie, Autorko, że Ty idziesz na łatwiznę i nie chce Ci się starać, podgrzewać miłości, która połączyła Cię z Twoim partnerem. A to nie jego wina, że Tobie się nie chce dbać o związek, tylko Twoja własna. Przykre, ale prawdziwe. Ja zawsze byłam w odwrotnej sytuacji - ja starałam sie dbać, a facet nie, bo tak łatwiej było...
2. Jeśli ktoś zdradza, to zazwyczaj nie z powodu atutów drugiej osoby, ale dlatego, że czegoś brakuje mu w związku. I tu: patrz pkt. 1

28

Odp: Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Jeżeli będziesz opierać związek na emocjach seksualnych, to to się źle skończy.

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skomplikowana i beznadziejna sytuacja.. Powoli bez sił.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026