Witam Was wszystkich bardzo serdecznie!
Nie umiem sobie juz sama poradzic w pewnej sytuacji, a to powoli zaczyna byc meczace i rujnuje moj zwiazek... a ja siedze bezradnie...
Dlatego zdecydowalam sie tu napisac, po przeczytaniu innych forow na Netkobiety. Jest tu mila atmosfera.
Zatem... moj problem polega na tym, ze rodzina mojego Faceta nie akceptuje mnie. Moj facet jest 10 lat starszy ode mnie (23-33) ogolnie rozumiemy sie b.dobrze i mocno kochamy. On jest niemcem i ma swoja firme - pracuje w domu. Kiedy zaczelismy sie spotykac przeszkadzala nam odleglosc (ok 60km.) i moja praca (7 dni w tyg. rano jedna a druga popoludniu na 2 do 3h) zatem spotkania byly krotkie i w stresie. Zaczelam odmawiac prace by byc u niego czasem, az postanowilismy razem mieszkac po 3 msc. Rzucilam prace i zamieszkalam z nim. Poznalam jego rodzine (matka, ojciec, siostra samotna38lat i brat samotny40lat) i cieszylam sie z tego powodu. Kiedy ich odwiedzalismy robilam ciasta, obiadki. Jednak juz na poczatku nie uslyszalam dziekuje. Po jakims czasie zaczely sie docinki - Co i jak kobieta powinna robic w domu! Jestem ogarnieta kobieta gotuje dobrze i pieke i dbam o czystosc, znam sie na sprawach papierkowych i urzedowych tu i jezyk opanowalam - wiem, ze jestem zaradna zyciowo. Od 3 lat tu mieszkam ponad i radzilam sobie sama. "Tesciowa" miala na mysli, ze mezczyzna powinien tylko pracowac, a kobieta wszystko inne -ogrod, gotowanie, sprzatanie, dzieci, psy, remonty male (wieszanie szafek i malowanie scian). A ja z domu wynioslam, ze remontami zajmuje sie Tylko mezczyzna a i tata pomagal czasem mamie w obowiazkach. Zatem byl pierwszy spor. Pozniej stwierdzila, po pytaniu kto robi wieniec na swieta, ze ja robie (bez pytania czy mam ochote itd.). Naciskala na to, ze musze i koniec i sama robic, bo corki tez robia (maja jeszcze jedna corke 25lat, ale tam nie mieszka). Zaczela mnie ponizac pozniej... no coz. Wypielam sie i poszlam. Inna sytuacja - przyjechala kolezanka siostry z ktora sie dlugo znaja i chcialy przyjsc do nas nasze szczeniaki poglaskac. A my mielismy juz zaplanowany weekend razem, bo dosc czesto i gesto spedzalismy czas z jego rodzinka. A siostra przy stole mowi, no to my wpadniemy do psow w sobote. I tak stawia nas przed faktem dokonanym. Moj facet nic, bo swoja rodzine szanuje i dla nich wszystko. Zatem ja odpowiedzialam, ze nie wiem co psy na weekend zaplanowaly i czy ochote maja na odwiedziny. Ona sie zasmiala jakby nie rozumiala. To moj sie odezwal, ze planujemy razem czas i z moimi znajomymi. I ja wspomnialam, ze nie mamy czasu dla siebie. Rodzinka sie oburzyla. Dalismy do zrozumienia, ze ma nie przychodzic z kolezanka. W sobote rano siostra dzwoni i pyta o ktorej moze przyjsc, bo jej kolezanka ma zlamane serce i chce pocieszyc sie szczeniakami. Taki tupet! Moj facet poklocil sie z nia, ze mnie nie szanuje i naszego zdania. Potem wybuchla klotnia miedzy nami. Moi znajomi przyszli i pilismy alkohol i moj facet mowi do mnie zevym wiecej pila, a ja w szoku, ze niby dlaczego? A on odpowiada, ze jego siostra przyjdzie!!! I pare min pozniej wchodzi siostra z kolezanka i jeszcze "tesciowa". Myslalam, ze powybijam. I moj facet stoi po ich stronie i wygraly! Czesto stoi po ich stronie i to jest przykre. Maja mnie za nic. Nasteonego dnia poklocilismy sie o jego rodzine. Rzadza nim i mna i naszym zwiazkiem. Zrozumial to i ograniczyl kontakty do 2 razy w msc. przez 3 msc. Mielismy sielanke, bylo pieknie. Odnowilismy kontakty, by zakopac topor wojenny. W tym czasie zaczelo mi sie niepodobac jak czesto pisala jego przyjaciolka. Chciala mnie poznac itd. Ale odwidzialo mi sie, bo za czesto pisala i ja z nikim nie pisze. Po kilku rozmowach bez skutku napisalam do niej, ze ma nie pisac. Na imprezie rodzinnej siostra mojego szepnela, ze ta przyjaciolka pisala no ta wiesz... a ja sie zorientowalam i mowie, ze moze wprost gadac i wyszlo, ze to przyjaciolka zalila sie siostrze mojego na mnie. Nadszedl wkoncu dzien kiedy byl ogien wielkanocy (wielkie ognisko z soboty na niedz. Gdzie ludzie pija i jedza jak festyn maly). Bylismy z moim facetem w super nastrojach i wybieralismy sie tam z jego rodzinka. I podjechalismy do nich. Zauwazylam jakas kobiete w poblizu ktora razem pid reke z jego siostra popedzila w kier lasu gdzie mielismy isc na ogien wielkanocny. Jak juz szlismy uszczypnelam mojego faceta i pytalam kto to (moj facet jest bardzo zazdrosny wiec umowilismy sie, ze ja z facetami nie gadam a on z kobietami a zwlaszcza ta ktora mu pisala). On sie zasmial i nic nie odp. Zawolal siostre i ona krzyknela, ze mamy przyjsc. A ja juz wkurzona mowie, ze ma mi odp a nie siostre wolac- kto to? Myslalam juz, ze to jego byla. Kilka raty sie to powtorzylo w koncu powiedzial, ze mi zaraz wyjasni. I poszlam zdenerwowana. Zawolal siostre kazal mi przedstawic kolezanke i ona mowi ze to "nina". Mon facet sie smial ,a ja ich pytam o co chodzi? Kazdy wolal na nia Nina tam. Na tym Ogniu gadal moj facet z siostra i z nia mimo umowy. W koncu odciagnelam go i powiedzial, ze to ta dziewczyna z ktora zabronilam mu kontaktu co pisala do niego. Reszte wieczoru kazalam mu przy mnie stac daleko od tej fladry i rodziny. I pomyslam, ze jego siostra wiedziala o tym doskonale, ze ja do niej pisala i zakazalam kontaktu i wiedziala, ze byl stres. I chce zniszczyc nam zwiazek lacznie z rodzina, ktorzy potraktowali mnie zle i grali gierki, ze ona ma inaczej na imie. Moj tez mnie rozczarowal i zawiodl, bo tego samego dnia omowilismy, ze jakby ta kolezanka byla u jego siostry u rodzicow to my tam nie wchodzimy i nie spedzamy z nia czasu i z nimi. My albo ona. Bylo mi bardzo przykro. Rodzince tego dnia powiedzialam co mysle i jak mnie traktuja jak nic i oklamuja. Mialam odwagi, bo wypilam. Znow klocilam sie z moim cala noc. I gralam jak zwykle nast dnia role u jego rodzinki, ze jest wszystko dobrze. A ta kolezanka napisala do mojego "wesolych swiat.. odezwin sie pozniej do mnie". Czyzby nie zrozumiala prostego przekazu juz wczesniej ode mnie? Po swietach wyjasnilam to z moim facetem. Zadzwonil do siostry i jej powiedzial, ze zle robila i nie chce tej kolezanki widziec, a ona w tym nic zlego nie widzi i mowi mojemu, ze jaja zgubil. A on nie potrafi z nia konkretnie rozmawiac. Mial zadzwonic tez do przyjacioleczki, ale nie odbierala. Temat chwilowo ucichl i jest miedzy nami dobrze.
Nie wiem co zrobic. Mam wrazenie, ze traktuja mnie jak intruza. Siostra z matka chca zniszczyc nasz zwiazek. Matka jego dyktuje mi co i jak mam robic i kiedy i jak. (Nigdy jej nie slucham). A siostra juz drugi raz zabiera kolezaneczki ze soba. Jestem bezradna. Caly czas staram sie dla tej rodziny i wybaczam, a oni ciagle cos. To nie tylko to co opisalam jest tego wiecej.
Licze na wasza pomoc. Pozdrawiam Anielaaa