Chciałbym wam opowiedzieć moją historię, która doprowadziła mnie do upadku, pozbycia się wiary, odrzucenia nadziei. To co tu przeczytacie nie będzie dla nikogo obce, ani zapewne zbyt odkrywcze. Piszę to jako forma ostrzeżenia innych przed moimi błędami, a także jako możliwość w miarę anonimowo, podzielenia się z ludźmi częścią swojego życia i sytuacji, w której przyszło mi żyć. Być może ktoś udzieli wskazówki, być może ktoś przywróci nadzieję, doda wiary.
Moja historia będzie dotyczyła miłości. Uczucia, które zniszczyłem błędami, złymi decyzjami, a także brakiem efektywnej pracy nad sobą.
Mam prawie 30 lat. Nigdy nie mogłem narzekać na nic w życiu. Miałem wszystko, co chciałem, co zawdzięczam moim rodzicom. Wiodłem bezstresowe życie, w którym obrałem drogę sportowca. Byłem piłkarzem. Osiągałem sukcesy, piąłem się coraz wyżej, zdobywałem medale Mistrzostw Polski. Wszystko wydawało się być w porządku. Niestety w wieku 19 lat, wykryto u mnie problemy zdrowotne, które definitywnie zakończyły moją przygodę z tym sportem. Dlaczego o tym wspominam? Bo nie potrafiłem i nie uczyłem się robić w życiu nic innego. Poświęciłem wszystko by zostać sportowcem. Żadnych używek, papierosów, alkoholu, imprez, dziewczyn. Nic. Nie ukrywam, że właśnie wtedy coś zmieniło się w mojej głowie, co w konsekwencji doprowadziło do miejsca, gdzie jestem teraz. Poznałem też wtedy moją kobietę, o której przeczytacie później. Pogubiłem się wtedy całkowicie. Przeraziło mnie to, że nic innego nie potrafię, że nie mam planu na życie, na studia, na przyszłą pracę. Na nic. Oczywiście poszedłem na studia. Dwa różne kierunki. Dwie różne uczelnie. Prawie 6 lat studiów, które kończyłem nie pisząc licencjatu, bo traciłem ambicje.
Tak bardzo chciałem być kimś innym, że zapomniałem kim jestem naprawdę. Nie skupiałem się na swoim związku, tak jak powinienem. Byłem zbyt dumny, pewny siebie, obrośnięty pychą i ślepy.
Przez lata problem się pogłębiał. Porażka ze sportem, brak perspektyw, brak odpowiedzialności i wiele negatywnych cech. Nie potrafiłem skupić się na jednej pracy. Nie szanowałem żadnej. Zmieniałem robotę średnio, co 6 miesięcy.
Jednak każdego dnia, przesiąkałem swoją kobietą. Jest i była cudowna. Zamieszkaliśmy razem u niej i tu zaczęły pogłębiać się bardziej moje problemy.
Jej rodzina nie zbyt mnie akceptowała. Wręcz czasami odczuwałem, że mną gardzą. Rozmawiałem wiele o tym z dziewczyną. Ona robiła wszystko aby było mi tam dobrze. Jednak psychicznie wysiadałem. Byliśmy razem 8 lat. Przegrałem z rutyną, którą wprowadziłem do naszego życia. Jestem wściekły na siebie, bo jako osoba interesująca się psychologia itp powinienem znaleźć rozwiązanie w tej sytuacji, a zachowałem się jak idiota i straciłem wszystko. Jak to mówią ?szewc w dziurawych butach chodzi? . Jeśli dotarliście do tego miejsca, to przedstawię wam teraz miejsce, w którym jestem?
Błędy życiowe, porażki, błędne decyzje i psychiczna blokada podczas mieszkania w jej domu, doprowadziły do tego, że pewnego dnia najzwyczajniej w świecie odszedłem. Wziąłem swoje rzeczy i się wyprowadziłem. Nie ukrywam, że miała na to też wpływ inna dziewczyna, której uwierzyłem, że to nie jest kobieta dla mnie. Najgorsze jest to, że moja kobieta zaproponowała nawet, że zamieszkamy gdzieś indziej razem, a ja odmówiłem, mimo iż wcześniej na to nalegałem. Powiedziałem też, że poznałem kogoś i chcę spróbować. Po co to powiedziałem? Nie wiem! Miałem totalną pustkę w głowie. Od tej poznanej dziewczyny nie chciałem nic. Nawet jak spędzałem z nią czas, to ciągle myślałem o mojej kobiecie, którą tak skrzywdziłem. Próbowałem na nowa dziewczynę przelać jakieś uczucie, ale tak się nie dało. Okłamywałem sam siebie. Nawet słowa ?zależy mi? , brzmiały tak sztucznie, że aż strach. Byłem pewny, że chcę wrócić do swojej kobiety, ale nie mogłem zrobić tego w takim stanie psychicznym. Utrzymywaliśmy kontakt, jednak ma mi za złe, że zdradziłem ją emocjonalnie. Ma rację i to tylko moja wina.
Od czterech miesięcy chodzę na różne terapie grupowe jak i indywidualne. Poznaje siebie na nowo, nauczyłem jak dbać o związek, o innych ludzi, jak szanować pracę itd. Mimo, że od rozstania minęło prawie 7 miesięcy, to staram się ją odzyskać. Mówi mi, że nie chce mnie znać, że poznała kogoś, że nie wierzy iż się zmieniłem. Ostatnio nie odzywa się wcale, a ja też nie zawracam jej już głowy. Strasznie mnie to boli, bo ogromnie ciężko pracuję nad sobą i chciałbym jej to udowodnić. Oddałbym za nią życie i to bez zastanowienia. Ten ból który mam teraz, te nieprzespane noce od miesięcy, niszczą mnie coraz mocniej. Z zabawnego i otwartego człowieka, stałem się smutny i zamknięty. Wiem, że ją skrzywdziłem i zasługuję na karę, na cierpienie. Myśli samobójcze? Owszem, miewam. I chyba tylko ciężka praca z terapeutami sprawia, że mogę dzisiaj do was coś napisać. Oddałbym wszystko żeby znów czuć jej bliskość. Przypomniał mi się nawet fragment z filmu Pręgi ?On: Myślisz mi się nieprzerwanie. Skórą. Krwią. Tętnem. Kiedy już Cię nie było w mieszkaniu. Kiedy został mi tylko Twój zapach, okno zamknąłem żeby go nie wypuszczać. I włosy pojedyncze odnajdywałem gdzieniegdzie. Na kocu. I na koszuli mojej. A kiedy został mi tylko Twój zapach i włosy. I Twoje ślady najmniejsze. Byłem jak pies, który nigdy pojąć nie zdoła, że pani wyszła po to żeby wrócić. A kiedy zniknęłaś usiłowałem sobie przypomnieć Twoją twarz i z tęsknoty nie mogłem. I bez skutku próbowałem zrozumieć. Skąd się znamy. Kim jesteśmy. Czy ja i Ty to już my?
Ona: Musisz być czujny. Wiedzieć jakich pytań nie zadawać. Kiedy milczeć. Dotykać. Kiedy być. A kiedy zniknąć. Chcę być przy Tobie pewna, że będziesz dokładnie wtedy i w takim stopniu żebym Cię czuła. A jednocześnie za Tobą tęskniła. I nigdy się nie odwracaj do mnie w łóżku plecami.?
Straciłem wszystko. Sport, studia, przyjaciół. Nie mam ambitnej pracy, a życie stało się wegetacją. Jestem sam. Nie szanowałem niczego i nikogo. Ponoszę teraz tego konsekwencje. Boli mnie, że nawet mordercy po wyroku dostają drugą szansę, a ja nie mam takiej możliwości. Przez głupotę straciłem ostatecznie kobietę, która jako jedyna dawała mi jakiś sens. Ehh..jakbyście ją widzieli?piękne oczy, piegi rozsiane na twarzy, jak gwiazdy na niebie, pełna miłości, uczucia?i ten uśmiech, który przenikał do najczulszej tkanki serca!
Jakie mam rady dla ludzi, którzy żyją podobnie jak ja żyłem?
Nie dajcie sobie wmówić, że wszystko można naprawić. Zycie nie ma w sobie gumki do mazania, nie ma opcji rewind. Za każdą decyzję poniesiecie konsekwencje. Jeśli jesteście w związkach, to dbajcie o nie. Kupujcie swoim kobietom kwiaty, zabierajcie na kolacje, do kina, teatru. Pamiętajcie o rocznicach, imieninach, walentynkach, Dniu Kobiet. Pamiętajcie o tym wszystkim, o czym zapominałem ja! Nie traktujcie nowych dni, jak zabawy. Dzisiaj jest śmiesznie, zabawnie, impreza u znajomych. Życie wymaga szacunku. Pracujcie nad sobą, nad swoimi słabościami. Stańcie się lepsi dla innych. W jednej z książek przeczytałem kiedyś, o scenie z Czarnoksiężnika z krainy Oz, w której Czarnoksiężnik mówi do Blaszanego Drwala: ?Serca nie ocenia się po tym, jak bardzo kocha, ale po tym, jak bardzo kochają? je inni". Nie bądźcie egoistami w życiu. Wielu z was może pomyśleć : ?ee,te problemy mnie nie dotyczą..? Też tak kiedyś myślałem, a dzisiaj stoję nad przepaścią i balansuję między życiem, a śmiercią. Stałem się wrakiem człowieka, zniszczoną jednostką, a to wszystko w 7 miesięcy. Nigdy nikomu nic nie zazdrościłem, aż do momentu jak widzę teraz ludzi zakochanych na ulicy. Jak widzę rodziców z dziećmi. Mogłem to wszystko mieć, a byłem nieodpowiedzialny, niestabilny emocjonalnie i ślepy. Uważam , że moja miłość to miłość karmiczna do mojej byłej kobiety. Żyć z tym po rozstaniu się nie da i wie , o tym każdy, kto był lub jest w karmicznych związkach.
Chciałbym kiedyś wrócić na to forum i napisać wam , że kobieta do mnie wróciła, że dbam inaczej o związek, że ona jest przy mnie najszczęśliwsza na świecie. Ale coraz bardziej obawiam się, że mimo pomocy terapeutów i rodziny, znajdę się pewnego dnia tam ? po drugiej stronie?