Witajcie drogie Panie.
Znalazlam was sobie wczoraj przypadkiem i od tej pory nie moge sie oderwac od komputera. Tyle jest tu zyciowych spraw, dobrych rad, a czasem zwyklego humoru. I ta wszechobecna chec niesienia pomocy zatroskanym dusza... Zauroczylo mnie to forum i pomyslalam, moze zechca mnie dopuscic do swojego grona? A moze lepiej nie probowac dolaczyc do zwartej i tak dobrze rozumiejacej sie grupy? A pozniej jedna mysl - raz sie zyje! I oto jestem...
Moze troche o mnie
Mam 33 lata i bagaz doswiadczen. Jestem mama - moja 6-letnia coreczka jest jak promyk slonca!!!Jestem osoba pogodna i pozytywnie nastawiona do swiata i ludzi - zawsze staram sie w nich szukac dobra. Mam prace, ktora lubie, grupe znajomych, z ktorymi mozna sie posmiac, wyjsc na drinka...
Wyglada na to, ze wszystko jest dobrze - ,,wiec co ona tutaj robi'' - zapytacie moze? Odpowiedz jest prosta - kiedy jest koniec pracy, kiedy kawa juz wypita u znajomych, kedy moja coreczka juz smacznie spi - wtedy przychodza one - trzy godziny mojej samotnosci...te wieczorne godziny, kiedy przychodza refleksje nad zyciem, nad bledami, ktore popelnilam, rozdrozach, na ktorych zle wybralam trase dalszej wedrowki. To sa takie trzy ciche godziny - tylko ja i moje mysli, ktorych nikt nie rozprasza paplanina...A pozniej nadchodzi noc - jesli mam szczescie - zasypiam, w te gorsze dni, trzy godziny przeciagaja sie do 1,2,3-ciej w nocy...Nikt, kto mnie zna, nie nazwalby mnie osoba smutna. ,,Dobrze gra'' - powiedzialybyscie moze? Ale to nie jest tak. Ja nie udaje. Kazdego ranka, zanim wstanie moja coreczka, zmiatam te moja samotnosc ( te moja slabosc ) do pudelka i zamykam na klucz. Nikomu nie sa potrzebne smutne oczy i ciezkie westchnienia, wiec ja wszystkim tego oszczedzam. Patrze w lustro i mowie - to bedzie dobry dzien - glowa do gory. Nazwijcie mnie naiwna - ale ta moja mala przemowa dziala na mnie! Uwaga, nadchodze uzbrojona w ironie i moj ulubiony sarkastyczny zart! Usmiech pojawia sie na ustach i tylko jesli ktos spojrzalby tak bardzo dokladnie, tak gleboko w moje oczy, moze, moze dostrzeglby smutek poprzedniej nocy...Ale nikt nie patrzy, a ja nikomu tego nie bede ulatwiac, bo po co obarczac kogos problemami, na ktore oni nie maja wplywu...
Bycmoze zapytacie ponownie - ,,skoro tak, to co ona tu robi''? Wczoraj, pierwszy raz od dawna, nie mialam czasu myslec o tym jak bardzo czuje sie samotna, jak bardzo chcialabym z kims porozmawiac. Nie, nie o smutku, samotnosci czy zlamanym sercu. O takich zwyklych, codziennych sprawach. Po prostu zwyczajnie z kims porozmawiac... Ale wczoraj nie mialam czasu o tym myslec - znalazlam was i czytalam watek za watkiem, problemy male i duze. Czasem najlepszym lekarstwem na smutek jest fakt, ze sa inni, ktorzy wlasnie w tej samej chwili czuja sie tak samo...
Tak wiec jestem i prosze: Czy myslicie Panie, ze jest tu jeszcze miejsce dla takiej zakreconej troche i zgubionej poniekad duszy? Czy uda mi sie stac czescia was? Czy ktos bedzie chcial posluchac moje historii, w ktorej znalezc mozna szczescie absolne ale i smutek ostateczny? Czy ja potrafilabym komus pomoc, jesli nie rada, to moze zwyklym: ,, Glowa do gory...I to minie''. Nie ma chyba lepszego lekarstwa na zbolala dusze niz poczuc sie komus potrzebnym, zapomniec o tym, co Cie dreczy skupiajac sie na pomocy innym cierpiacym dusza. Nie ma wtedy czasu na rozmyslanie o swoich smutkach, nie ma miejsca w sercu na uzalanie sie nad soba - bo czas i serce wypelni troska o innych...
Chcialam was powitac, tak cichutko zapukac do waszych drzwi...