:( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

Temat: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Witam Was,
Jestem z Wami od dość dawna ale chcę być "anonimowa" jak chodzi o ten temat. Temat rozległy, długi, trudny...
Czego oczekuję? OBIEKTYWIZMU. Nie chcę niczego więcej prócz tego i rad jak poradzić sobie ze sobą.

Uprzedzam, że post będzie bardzo długi. Życzę wytrwałości...

Żeby odpowiednio przedstawić moją sytuację, muszę rozpocząć od początku początków. Spróbuję zrobić to skrótowo, przejrzyście, skupić się na najważniejszych faktach:

DZIECIŃSTWO: mama wpadła ze mną z tatą w późnym wieku, sama była po 40tce, tata przed 50tką; w 5. miesiącu ciąży "zorientowała się", że chyba to ciąża. Było ciężko, u mamy zaczynały się już zmiany menopauzalne, nie chcieli więcej dzieci. Lekarze namawiali mamę na aborcję, jednak rodzice postanowili, że tak miało być. Mama paliła ze mną w ciąży, okrutnie się bała, stresowała, tata pił, był i jest okrutnym cholerykiem, do tego teściowa-toksyczna i masa obowiązków fizycznych, które mama ogarniała <dom, działka, praca, gotowanie, itd.>.
Poród był ciężki, "wypchnięto mnie" na siłę, byłam ponoć szara, chuda, pomarszczona. Siostra sama mówiła, że jak mnie zobaczyła, to przeżyła szok... Brzydkie dziecko, do tego doszła żółtaczka noworodkowa.
Jednak minęły miesiące i "znormalniałam".

Nadmienię, że mam rodzeństwo: siostrę dużo starszą i brata, 3 lata starszego.

Gdy byłam mała <miałam roczek bodajże>, mama ze względów finansowych zaczęła wyjeżdżać za granicę. Opiekę nade mną przejęła siostra. To do niej mówiłam "mamo". W szkole podstawowej, z racji z tego, że jest nauczycielką, nie miałam za ciekawie. Dodatkowo byłam wciąż porównywana do rodzeństwa <też chodzili do tej podstawówki, podmiejskie środowisko>. Oni lepsi, bardziej pracowici, a ja leń, nieuk. Każda moja gorsza ocena była od razu przekazywana do siostry. Dodatkowo smutne było to, że pojawiły się plotki wśród dzieci, że siostra jest moją prawdziwą mamą... Zapytałam ją o to, ale stanowczo zaprzeczyła. Niedorzeczne z perspektywy czasu ale dziecko jest podatne na sugestie rówieśników...
Na etapie wczesnoszkolnym okropnie zależało mi na pewnej koleżance. Chciałam ją na wyłączność, okłamywałam ją, że jakieś operacje mam, że jestem chora, jakieś plastry, bandaże... Żeby tylko była obok. Dziewczyna przeprowadziła się i zostałam sama. "Zaprzyjaźniłam się" z inną koleżanką. Jednak gdy nie było mnie w szkole kilka dni, wracałam i byłam przez nią olewana. Płakałam, prosiłam, pytałam co się stało. Wciąż czułam się odrzucana. Bałam się nie iść do szkoły.

W gimnazjum było jeszcze gorzej, moja siostra została moją wychowawczynią... Pomijam to że od kopa miałam łatkę konfidenta i musiałam bardzo pracować nad tym, żeby ją zdjąć. Znów zapędy o koleżanki ale już bez kłamstw. Znów lekceważenie. Nie wiedziałam co jest ze mną nie tak? Dlaczego tak mnie traktują? To było okropne... inne dziewczyny mogły się malować, ubierać jak chcą. Mnie siostra zabraniała, ciągle dostawałam opieprz, jak się musi za mnie wstydzić w pokoju nauczycielskim. Musiałam siedzieć nad książkami godzinami, wysłuchiwać kazań. Nauczyciele <z siostrą na czele>, byli dla mnie dużo bardziej wymagający niż wobec innych.
Po czasie zdobyłam jednak sympatię klasy, było ok. Zobaczyli, że jestem fair. Szkoda, że rodzona siostra montowała zamek do swojego pokoju... Nie ufała, że nie będę podglądać sprawdzianów. Było to bolesne.

SKRÓTOWO O RODZINIE:
-Babcia: zmarła jak miałam 5-6 lat; po 30tce zakochała się do szaleństwa i poślubiła dziadka, byli małżeństwem zaledwie kilka lat, zmarł na suchoty, gdy mój tata miał 2 lata, nigdy z nikim już się nie związała, całą swoją miłość przelała na syna; wychowała go w przekonaniu, że facet to Bóg, a kobieta usługująca mu łajza; nie znosiła mamy, tępiła ją na każdym kroku, raniła, oczerniała. Jad wypływał z niej strumieniami, bo "takie byle co, odebrało jej synka"; mój brat to był jej pupilek, my z siostrą "dziurawce" <dziewczynki dla niewtajemniczonych, czyli podludzie>
-Tata: długo pił, odwalało mu wtedy, był agresywny; nie wiem czemu od dziecka byłam najgorzej traktowana z całego rodzeństwa; zdarzało się, że bił mnie "dla przyjemności", nie tłumacząc dlaczego, za co, z uśmiechem na twarzy, którego nigdy nie zapomnę... trzcinką, pasem, rzucił we mnie chodakiem w plecy tak, że aż mnie zatkało <miałam koło 10 lat, może mniej>; brat zawsze umiał tak rodziców "rozkleić", że kara go omijała i kończyło się śmiechem... To bolało bardziej niż lanie...
-Mama: zniszczona psychicznie przez tatę i teściową; przelewające swoje żale, niepowodzenia na mnie i na siostrę <wg mnie matka nie powinna kilkuletniemu dziecku opowiadać, jak to została nazwana kur..ą przez babcię, czy że tatuś przechlał pieniądze na budowę domu>; również faworyzująca brata, nie mająca swojego zdania, słaba kobieta, przepełniona żalem;
-Siostra: chylę czoła dla jej poświęcenia... w sumie to ona długie lata nas wychowywała <mama za granicą, tata pił>, opiekowała się bardzo "charakterną" babcią, przy tym pracowała, przejęła obowiązki domowe, działkowe; była i jest dla mnie dobrą siostrą;
-Brat: zepsuty, rozpieszczony egoista; od zawsze mnie wyśmiewał, odtrącał, z kuzynem mnie gnoili, obgadywali, wyzywali, tłukli; upokarzał mnie, wyśmiewał mój wygląd; rodzice nie reagowali na to, sami się śmiali i niby to "nagannym" spojrzeniem kwitowali: "nie mów tak, jej jest przykro", a w oczach łzy śmiechu; faworyzowany, najlepszy, najmądrzejszy, inteligentny, piękny, itd. Samiec na piedestale; jedynie siostra stawała po mojej stronie...

OFIARA <DZIECIŃSTWO "SEKSUALNOŚĆ" C.D.>: o koleżankach wspomniałam; chcę napomknąć o dziwnych incydentach na tle... seksualnym, może one też coś we mnie "skrzywiły"?; w podstawówce <miałam 7-9 lat>, byłam zmuszona wracać z kolegą, który znowu wyładowywał się na mnie. Bił, wyzywał, tarzał gębę w śniegu. Mama się tylko z tego śmiała <lubiła się z jego mamą>. Kiedyś był u niego kuzyn, ja tam miałam zostać do którejś godziny, bo nikogo w domu nie było. Pluskaliśmy się w basenie, ale nie miałam majtek na przebranie, więc później w samej spódniczce zostałam; dla kilkulatka to nie problem. Nie zapomnę wtedy, jak na zmianę jeden mnie trzymał za ramiona, a drugi rozkraczał mi nogi i uczył anatomii. Jak mi było wstyd... źle...
Gdy miałam 11-12 lat, kąpałam się; usłyszałam, że tata wraca nawalony więc szybko wstałam z wanny i chciałam wyjść z łazienki i zniknąć mu z pola rażenia. Niestety, jak stałam, on wszedł do łazienki, zakryłam się rękoma, głowę spuściłam, sparaliżowało mnie... A on na to, żebym się nie zasłaniała i wzięła ręce, że robi się ze mnie "panienka", "że dorastam", itd. Myślałam, że umrę ze wstydu. Mama siłą go z tej łazienki wytargała.

LICEUM = WOLNOŚĆ : w końcu zostałam spuszczona z łańcucha... bez kontroli, bez nadzoru. Mogłam się "wylansować" od zera. I co? Byłam lubiana, szanowana, faceci się za mną uganiali. Ha, urosłam w oczach. Zaczęły się imprezy, papierosy, alkohol, marihuana, amfetamina, wagary, kłamstwa. Dno.

***

Kolejny rozdział:

ZWIĄZKI:

1. ZAUROCZENIE : miałam z 14-15 lat; chłopak po paru miesiącach zerwał ot tak, z dnia na dzień; było ciężko, bardzo to przeżyłam; pierwsze pocałunki, godzinowe rozmowy telefoniczne, pierwsze dłonie na moich piersiach; w zasadzie tyle erotyzmów wink

2. ZAUROCZENIE 2. "ZAKŁAD": po 1. porażce poszłam na sylwestra; nowe towarzystwo, wóda, zielsko i On... umięśniony, starszy paker. Zwrócił uwagę NA MNIE! Nie wierzyłam! Miał kolegę, zarywał on do mojej kumpeli ale ona go zlała. Ja z mięśniakiem zaczęłam się spotykać. Na początku było tak pięknie... Miałam 16lat, wiosna, wianki, piękne chwile... do czasu. Chłopak dużo ćpał, zaczęłam przebywać w nieciekawym towarzystwie. On starał się dążyć do seksu, ja nie byłam gotowa. Pojawiła się agresja z jego strony, dochodziło do rękoczynów. W końcu doszło do próby gwałtu. Nie wiem jak ale wyrwałam się i uciekłam... Zmusił mnie do seksu oralnego. Trauma... Zaciągałam ją amfetaminą, zapalałam zielskiem i zapijałam wódką. W swoim liceum przypadkiem spotkałam jego kolegę... tego z sylwestra. Unikał mnie ale ja nie dałam się spławić i mówię o co chodzi w ogóle z tym człowiekiem? I przyznał się, że wchodząc na tego sylwestra "upatrzyli" nas sobie od początku. Założyli się, że mnie przeleci w ciągu pół roku. I potem chwalił się, jak mu się udało. To powiedziałam temu koledze, że niezależnie o co się założyli, dał się wrobić, bo mu dupy NIE dałam ale generalnie mam gdzieś czy mi uwierzy. Poczułam się jak... nie mam słów. To nie był związek... To był zakład o moje dziewictwo...

ODPAŁ : Paradoksalnie co do wcześniejszego "związku", po rozstaniu imprezowałam bez umiaru, ćpałam, podrywałam kolesi, pocałunki, ciągle inny, ale bez żadnego seksu. Wszystko "pod wpływem".

3. ZWIĄZEK - <NIE>WYPAŁ: zaczęłam czuć, że wysiadam; serce zaczęło szwankować od ciągów i nocnych maratonów, a ja czułam się tak strasznie samotna... chciałam miłości... akceptacji. W domu byłam pod kreską. Wyrodna córka, dziwka szlajająca się cholera wie z kim i gdzie. Nikomu o próbie gwałtu nie mówiłam, zamknęłam się na amen. Nie wiedząc gdzie szukać, szukałam w internecie... Zagadał chłopak, starszy o 10 lat ale co tam. Miły, spokojny, uprzejmy... Spotkaliśmy się, od razu zaiskrzyło. Strzała amora nas dotknęła. ja 17lat, On 28. To nie było ważne. Wszystko mu wylałam, tulił, pocieszał, ocierał łzy. Przy nim czułam się bezpieczna. Odseparowałam się od złego towarzystwa, zaczęłam chodzić do szkoły. Motywował mnie. Rodzice rozpoznali co się święci, postanowiłam go przedstawić. Wtedy był u mnie w domu... Po jego wizycie awantura. Gdzie ja mam oczy, że jest odrażający, stary, brzydki, itd. Zaczęła się Golgota. Rodzina stała się moim wrogiem; z ojcem raz poszło na noże. On był dla mnie bardzo dobry, codziennie u niego siedziałam. Zakochałam się. Z nim miałam swój pierwszy raz <cudowny, czuły, po którym się rozpłakałam ze szczęścia>. Jednak po zdanej maturze, gdy wspomniałam o studiach, usłyszałam, że studentki to kur...wy, a studenciki imprezowicze. Że załatwi mi pracę tam gdzie on pracuje. Powinna mi się zapalić czerwona lampka. Nie zapaliła się. Nie poszłam na studia, poszłam do pracy za Jego wolą. W domu piekło. Z ojcem 3 wojna światowa. Piszę skrótowo jak tylko się da. Mój facet po roku oświadczył mi się, szał rodziny sięgnął zenitu. Ale ja miałam wizję... Taaa, wizja 18to latki... On buntował mnie coraz mocniej przeciw rodzinie <choć myślałam, że bardziej się nie da>, odizolował mnie od wszystkich znajomych. Był tylko on. W pracy nie wolno mi było gadać z żadnym facetem, telefon do wglądu. Smsy, wydzwanianie. Zazdrość stała się nienormalna. Tego ubrać nie mogę, umalować się? Po co. Podobasz mi się bez. Spojrzeć na innego nie mogłam. Robiło się coraz gorzej... Wybuchał na mnie z byle powodu. Pół roku ciągłych kłótni, w których gnoił mnie psychicznie. Pamiętam jak śmiał się ze mnie i wyrzucał z domu o jakąś głupotę, a ja... płakałam i klęczałam przed nim, przepraszając, że żyję. Na ulicy zostawiał mnie nie raz zapłakaną. W końcu stwierdził, że jest naszym związkiem "przytłoczony i potrzebuje chwili tylko dla siebie i że to będzie niedziela". Zdębiałam. Niedziele przepłakiwałam, dzwoniłam, pisałam... Zero kontaktu z jego strony. Byłam sama... Jak palec. Nie miałam do kogo gęby otworzyć. Byłam uzależniona, tym razem nie od narkotyków ale od niego.
Zaczęłam być podejrzliwa co do tych niedziel. Któregoś dnia weszłam mu na gg, a tam rozmowy, zdjęcia jakiś koleżanek w samym staniku. Wszystko w godzinach wieczornych, gdy "szedł spać". Wpadłam w szał, płacz, krzyk. On się tylko podśmiechiwał, że robię z igły widły. Jakiś czas przeżyć tego nie mogłam, w pracy zapłakana, wiecznie gnojona, poniżana. I jego słowa "nikt cię nie zechce", "nikt cię nie pokocha tak jak ja", "każdy cie zdradzi, ale nie ja", itd. Miałam serdecznie dość, z racji braku kontaktów, ponownie weszłam na internet, na jakimś tam portalu założyłam konto. Odzew duży, nie powiem. Rozpoczęły się spotkania, zdrady... Z jednym, drugim, trzecim... Wszystko "po pijaku". Moja wartość trochę skoczyła do góry, tak wtedy myślałam. On zorientował się, ze robię się dziwnie obojętna, znów zaczął się starać. Odkrył w moim telefonie jednoznaczne smsy od jednego z adoratorów/dupcyngierów. Poszarpał się ze mną, zerwał. A ja co? Znów zaczęłam się kajać, prosić o wybaczenie. Jakoś się udało. Ale to już była męka, nie związek. Jeden z poznanych "panów" okazał się... moim przyjacielem do dnia dzisiejszego. Nie przespaliśmy się ze sobą ale on tak mnie podbudował... Dzięki niemu nabrałam ciut pewności siebie, było lepiej ale odejść nie umiałam. Bałam się samotności. Obydwoje oszukiwaliśmy siebie... Raniliśmy. Totalna męka. W końcu stała się rzecz dla mnie niewytłumaczalna... Płacząc po kolejnej kłótni, siedząc w tramwaju wlepiona w szybę, poczułam się jakby mnie ktoś w łeb palnął. Oświecenie. Co ja ze sobą robię? Jak mogę dawać tak się poniżać? I to komu? Spojrzałam na jego zdjęcie i poczułam jedynie... obrzydzenie. Na drugi dzień spotkałam się z nim i powiedziałam, że to definitywny koniec, nie kocham go, nie ma to sensu, przepraszam za swoje błędy, nie mam o nic żalu, dziękuję za pomoc w wielu kwestiach ale to już koniec. Na środku ulicy rozpłakał się, zaczął się kajać, tak jak ja kiedyś przed nim. Było mi go zal. Ale nic poza tym. Patrzyłam na tego dygoczącego faceta i jedyne co we mnie wzbudzał, to politowanie. Jak zobaczył, że płacze na mnie nie działają, zaczęły się groźby, że mnie zgwałci, dziecko zrobi, że zna moje dni płodne, ze się włamie do mojego domu, ze się zabije. Żałosne... Kolega przyjaciel, o którym pisałam wcześniej znów spisał się na 5tke. Pomógł, zajął czas... Wyszłam z szamba, znów zaczerpnęłam powietrza w płuca;

***

MĄŻ : były nie odpuszczał ale ja nauczyłam się to olewać, na ile było to możliwe. Wytrwały był.
Jakiś czas później poznałam Męża. Miłość od 1. wejrzenia. Jak w filmie. On mi coś napomknął o swojej byłej, że go zraniła, ale zamknięty temat, 2 lata jest sam, ze on zerwał, itd. Ja tez napomknęłam o sobie. On szybciutko zaproponował żebyśmy spróbowali być razem, roześmiałam się, że tak od razu. Ale zgodziłam się. Na drugi dzień mieliśmy poważna rozmowę, że myślałam że to takie żarty z tym poważnym związkiem. Żeby to przemyślał, że jestem po paru ciężkich przejściach, mam kłopoty z zaufaniem, zdrowiem <nerwica, fobia>, itd. Powiedział, że nie ma nic do ukrycia i nie ma problemu. Jasno powiedziałam: jak mnie zawiedziesz, odejdę. Zgodził się.

SIELANKA : Och, jak było miedzy nami cudownie... Do czasu... Po 4 miesiącach intensywnego związku, chciałam coś na kompie u niego sprawdzić, powiedział, że jasne i poszedł do łazienki. Zdjęcie aktorki na pulpicie... ok. Faceci tak mają... Ale to co zobaczyłam po otwarciu wyszukiwarki... Foty byłej na portalu X. Oniemiałam, luknęłam w historię... Wchodził praktycznie codziennie... Co ujrzałam? Piękną, zgrabną, długonogą, bardzo pewną siebie, z lekka zdzirowatą dziewczynę. Znów napluto mi w pysk... Ale nie robiłam afery od razu. Dusiłam to w sobie. Sprawdzałam dalej, dalej zaglądał, odkryłam ze ma zdjęcia z nią, odkryłam że koresponduje z jej matką <np.: ona: ojej, widzę po zdjęciach, że gust ci się nie zmienił, podobna do mojej córeczki, oczka takie same, usta... może wpadniesz na herbatkę? zawsze jesteś mile widziany u nas w domu>, tętno miałam jak to czytałam chyba 150. Ręce drżały. Do tego doszły steki pornosów.
Nadal to trzymałam w sobie. Podpytywałam go ,czy temat eks jest NA PEWNO zamknięty, itd. Kłamał w żywe oczy. Po jakimś czasie wybuchnęłam. Wyrzuciłam z siebie wszystko co wiem. Zwyzywałam od kłamców, powiedziałam, że to koniec. Wyszłam.
Rozstanie nie trwało długo, kilka-kilkanaście dni. Przepraszał, błagał, mówił że to jakieś chore przyzwyczajenie, że z nią nigdy nie pisał od tamtej pory, że przecież na gadki jej matki nie odpowiadał potwierdzająco <to akurat prawda>, ze utnie wszystko. Byłam nieugięta. Jednak przez te kilka miesięcy bardzo polubiłam się z jego mamą i siostrą. To one zaczęły wydzwaniać, mówić że chłopak nie je, nie chodzi na uczelnie, ciągle zryczany chodzi, że nie wiedzą o co chodzi ale że może zdołam z nim pomówić jeszcze. No i pogadałam, przeprosił, obiecał, że już wszystko pozamyka, zero kontaktów z jej rodziną, zero podglądania, zero kłamstw. Powiedziałam, że mu nie ufam i nie sadzę żebym kiedykolwiek zaufała ale dam szansę.

PARANOJA : Wydawało się, że jego obsesja minęła... pornosy też dostarczały powodów do kłótni ale postawiłam sprawę inaczej. Bo nie ukrywajmy, jest to inna inszość niż była. Powiedziałam, ok, oglądaj sobie, wal do ekranu, patrz na napompowane cyce ALE... ja też będę oglądać i robić sobie dobrze. Tyle tam umięśnionych klat, wielkich fiutów, zdolnych chłopców. Nie uwierzycie ale... ZADZIAŁAŁO! big_smile Oburzył się ogromnie, był w szoku i jego tekst: ale jak to? ja nie chcę... a ja mu na to, a widzisz... ja tez nie chcę, znów obiecujesz i kłamiesz. Jak Ci ufać?
Temat pornosów zakończony po dziś dzień.

NIBY WSZYSTKO OK... : I tak trwaliśmy... Raz wzloty, raz upadki, jak to w związku ale nie dawał mi powodów do zazdrości ani podejrzeń. Raz tylko w strefie seksu porównał mnie do eks. Zabolało. Wkurw... się ale jakoś i ten kryzys pokonaliśmy. Oświadczył się, pobraliśmy się, zamieszkaliśmy razem... Fajnie co?...

NIE DO KOŃCA FAJNIE : Jego obsesja spadła na mnie. Jesteśmy razem od ponad 6 lat. Myślałam, że po ślubie się zmieni na lepsze... Ale nie, teraz to JA śledzę ją, obsesyjnie wpatruję w jej zdjęcia, zazdroszczę wszystkiego, dołuję się, wściekam. Męża kocham i nienawidzę. Nie umiem wybaczyć, zapomnieć, ale jednocześnie na serio go kocham. Nigdy nie zdradziłam Męża <a miałam okazji wiele, zresztą zawsze się okazja znajdzie>, miałam na to ochotę "w zemście" ale nie zrobiłam tego. Teraz codziennie porównuję się do niej, patrze w lustro i widzę że do stóp jej nie dorównuję. Czuję się gorsza, brzydsza. Byłam na psychoterapii, nie wniosła nic. Gadałam z mężem sto razy, on mówił, że nie wie co ma mi już powiedzieć, bo dla niego sprawa jest zamknięta i ma tą osobę w głębokim poważaniu. Mam pracę, mam co robić, ogólnie jest bardzo dobrze ale nie umiem zapomnieć...

DLACZEGO? : Cały czas dudni mi w głowie, dlaczego obiecywał na początku szczerość, dlaczego tak się deklarował, dlaczego oglądał te foty, dlaczego ona tak mu zapadła w serce, czy jest tam nadal? Czy ja kochał bardziej? Czy była lepsza? Bardziej intrygująca? Dlaczego tak boli... Dlaczego nie umiem tego zamknąć w szufladce i kluczyk wyrzucić za siebie? Dlaczego... Kocham i czasem czuje nienawiść, gdy przypomnę sobie jak wielokrotnie kłamał mi prosto w twarz... Mam tego dość...

JAK WYBACZYĆ/PRZETŁUMACZYĆ SOBIE, ŻE TO BYŁO? Ja od 6 lat zadaję sobie to pytanie i nie mam odpowiedzi... 3 miesiące temu Mąż poprosił mnie żebym mu coś na mailu sprawdziła. Sprawdziłam aż za dobrze. Znalazłam stare maile do niej. Wiersze, jak kocha jej dłonie, dotyk. Spontanicznie usunęłam. Przyznałam się. On powiedział, że o tych mailach zapomniał, że nie mają znaczenia. Wiem, że to prawda. Powiedział mi też że mam straszny problem z tym, on nie wie jak mi pomóc i mu przykro...

Jeśli ktoś to przeczyta, niech mi pomoże.

Proszę...

Pozdrawiam

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Ja rozumiem, że post jest bardzo długi, obszerny ale chciałam wszystko opisać czytelnie, gramatycznie... Jest mi bardzo ciężko. Ponad 3 godziny pisałam tego posta, starałam się ukrócić co się da ale wydaje mi się, że opisanie problemu w dwóch słowach jest bezcelowe. Nie daje faktycznego obrazu osoby.

Napisałam wszystko szczerze, nie boję się krytyki ani ostrych słów. Nie mam z kim porozmawiać, a zżera mnie to od środka...

Proszę, niech mi ktoś pomoże... To już trwa tak długo...

;(

3

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

A w skrócie do czego zmierzasz?
Naprawdę przeczytałem to w całości. Przykre to, że miałaś takie dzieciństwo, lata młodzieńcze itd.
Ja myślę, że Cię gdzieś zjada od środka zazdrość, zawiść , jakiś ból i nie możesz sobie z tym poradzić.
Po prostu odpuść sobie, zajmij się sobą. Zadbaj o siebie, znajdź jakieś zainteresowanie, pasję i żyj.
Bo na razie żyjesz mężem, wspomnieniami itd.
Co było , to jest przeszłość a liczy się przyszłość.

4

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

Ja rozumiem, że post jest bardzo długi, obszerny ale chciałam wszystko opisać czytelnie, gramatycznie... Jest mi bardzo ciężko. Ponad 3 godziny pisałam tego posta, starałam się ukrócić co się da ale wydaje mi się, że opisanie problemu w dwóch słowach jest bezcelowe. Nie daje faktycznego obrazu osoby.

Napisałam wszystko szczerze, nie boję się krytyki ani ostrych słów. Nie mam z kim porozmawiać, a zżera mnie to od środka...

Proszę, niech mi ktoś pomoże... To już trwa tak długo...

;(

Przeczytałam Twój post ale nie potrafię nic konstruktywnego napisać ...
Moim zdaniem problem leży w tym że Cię po prostu "oszukał" i mimo że później wiele razy udowodnił że Cię kocha to Ty boisz się zaufać i niepotrzebnie to rozpamiętujesz...
Z Twojej wypowiedzi wynika że dobrze się Wam układa - tylko Ty masz jakąś wewnętrzną blokadę..

`Tylko w Twoich dłoniach jestem jak melodia... Tylko w Twoich rękach jestem jak piosenka... Tylko w Twoim kręgu umiem żyć bez lęku... Tylko w Twej miłości nie brak mi radosnych dni..."

5 Ostatnio edytowany przez DwieTwarze (2015-04-03 18:42:17)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

paulo71, dziękuję za odzew. W skrócie, chcę przestać się zadręczać, porównywać. Nie wiem jak to zrobić. Mój lekarz mówi mi, że jestem na równej drodze, do anoreksji. Nienawidzę siebie. Nie wiem tak na serio za co... Nie wiem dlaczego tak się ludzie od małego wobec mnie odnosili. Później gdyby się to pojawiło, zrozumiałabym... dawałam dupy, to mogłam się nie szanować ale ja mam się za zero od dziecka!

Nie wiem... Może mama mi taki wzorzec wpoiła... Wszelkie grzechy 2. strony chować w sobie, rozgrzebywać, odgrzewać i ranić się do zarypania...

Chciałabym spokoju... Nie myślenia o niej. Nie szukać odpowiedzi DLACZEGO.

Tego chcę... W skrócie...

mala_mi_93, dziękuję... No i nikt nie umie mi pomóc. Ja szukam wyjścia w sobie, tłumaczę sobie, mówię... Nie pomaga. A z mężem układa się, ale to co we mnie siedzi, wiem tylko ja.

6

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Chcesz krytyki? W jakim celu?
Moim zdaniem tego, czego Ci potrzeba, to terapii pod okiem doświadczonego, dobrego terapeuty. Po co? Byś mogła uporać się ze swymi trudnymi doświadczeniami i pamiętając o nich (bo pamięci sobie nie wymażesz) żyła nie krzywdząc ani siebie, ani innych.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Wielokropek , psychologowie rozkładają ręce. Ostatnio wybuliłam mega dużo kasy, jak mi koleś powiedział, że nic mi nie może powiedzieć po pół roku częstych wizyt, to zapytałam dlaczego. A on mi na to, że dlatego, że nie płaczę na spotkaniach i nie wyrzucam. A wszystko powiedziałam. Wcześniej było tak, że przeanalizowałam WSZYSTKO, praktycznie od pieluch. Odkąd pamiętam, do tego tu i teraz i oni nie wiedzą co powiedzieć... Martwy punkt. Jak oni nie wiedzą, to skąd ja mam wiedzieć?

Krytyki chcę, bo wiecznie ją dostawałam i dostaję. Może przez to, że postrzegam się za gówno? Dziwkę? Nie wiem... Próbowałam terapii, próbowałam masy ćwiczeń indywidualnych, jestem na lekach psychotropowych... I guzik. Lekarz mnie chyba udusi jak mnie zobaczy. W 2 miesiące schudłam ponad 10 kg.

8

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Nie gniewaj się, ale mam wrażenie że często robisz z igły widły, użalasz się nad sobą. W Twojej długiej historii nie ma ani jednego pozytywnego bohatera. Wszyscy źli i straszni, a Ty biedna, dobra i zagubiona. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

9

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

Krytyki chcę, bo wiecznie ją dostawałam i dostaję. Może przez to, że postrzegam się za gówno? Dziwkę? Nie wiem... Próbowałam terapii, próbowałam masy ćwiczeń indywidualnych, jestem na lekach psychotropowych... I guzik. Lekarz mnie chyba udusi jak mnie zobaczy. W 2 miesiące schudłam ponad 10 kg.

Odpowiedziałaś sobie na swoje własne pytanie - Ty do życia potrzebujesz krytyki, poniżania bo do tego jesteś przyzwyczajona.

`Tylko w Twoich dłoniach jestem jak melodia... Tylko w Twoich rękach jestem jak piosenka... Tylko w Twoim kręgu umiem żyć bez lęku... Tylko w Twej miłości nie brak mi radosnych dni..."

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-04-03 19:00:29)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Dlatego napisałam o terapii u dobrego, doświadczonego psychoterapeuty, nie zaś o wizytach (nawet częstych) u psychologa.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

11

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

madoja, nie gniewam się i wszystko co napisałam jest prawdą. Możesz nie wierzyć ale gdybym miała kłamać, to serio, szkoda by mi było czasu na ślęczenie tyle czasu nad postem. Nie jestem krystaliczna. Zdradzałam swojego faceta, nie trafiałam na samych złych ludzi. Siostra, przyjaciel, mąż, mój były na początku. Użalam się?... Być może. Nie radzę sobie. Po prostu.

12

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Wielokropek, byłam u renomowanego psychologa/psychoterapeuty. Jednego z najlepszych w mieście. Niestety też nie mam pieniędzy i obecnie czasu na kolejną terapię, zbyt długo pracuję. NFZ odpada ze względu na godziny takich terapii, prywatnie kosztują, a ja już masę kasy na to wydałam i skutek zerowy.

13

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Nie chodzi o to, że kłamiesz, ale robisz wielkie problemy ze zwyczajnych rzeczy.
Np oglądanie porno, albo to, że facet chciał mieć chwile dla siebie. Nawet to, że siostra zamykała drzwi żebyś nie oglądała sprawdzianów, dla mnie jest całkiem normalne, a dla Ciebie trauma.

14 Ostatnio edytowany przez DwieTwarze (2015-04-03 19:11:57)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

madoja, trauma nie, ale chodzenie z kluczem przy dupie było dla mnie oznaką zerowego zaufania. A gdy zniknął dziennik, który z klasą spaliliśmy i siostra mnie wzięła na przesłuchanie, to oczekiwała, że jej nazwiska na kartce podam, miejsce i czas zajścia. Zalatuje hipokryzją.

Co do pornografii, każdy ma swoje zdanie i nie jest to moim głównym problemem.

Zapewne mamy różne stopnie wrażliwości. Kobieta znająca swoją wartość, pewna siebie, swoich atutów, nie jest zazdrosna o pornosy, czy byłe. A widzisz, istnieją też takie jak ja, które takie sytuacje bardzo krzywdzą. Co mam na to poradzić, że mnie to boli? Co mam poradzić na to, że jestem przewrażliwiona i skłonna do "traum"?

Jeśli większość tego co napisałam w 1. poście jest dla Ciebie "całkiem normalne", to... współczuję.

A z tym "czasem dla siebie", pominęłam to. Dałam się omotać facetowi, który zamknął mnie w złotej klatce. Byłam na tyle głupia, że pozwoliłam na to. KAŻDĄ wolną chwilę ON mi zapełniał z JEGO inicjatywy, wmawiając mi, że cały świat jest przeciw nam, dlatego Tylko w nas siła. Takie pranko mózgu. Ale chyba czytałaś po łebkach.

15

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Wiesz, nie wiem ci terapeuta jest potrzebny ale z pewnością powinnaś zacząć kochać siebie, przestać myśleć o przeszłości a myśleć o przyszłości.
Wiem, ciężko przeskoczyć to, ale tak trzeba zrobić.
Wybacz sobie, wybacz rodzicom, a zacznij żyć.

16

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

paulo71, staram się od lat... Bezskutecznie...

17

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Dałaś się zamknąć w klatce na własne życzenie, nie zmusił Cię, nie tłukł. Sama odcięłaś się od znajomych. Potem go zdradzałaś (i próbujesz to usprawiedliwić).
Patrząc na to z innej strony, to Ty skrzywdziłaś jego.

18

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

madoja, tak, skrzywdziłam i przeprosiłam. Odcięłam się, bo on tak chciał. Postawił ultimatum.

Owszem dałam się zamknąć. Ciężko o mega dojrzałość emocjonalną u 17latki.

19

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

W sumie zgodzę się z madoja, z Twojej opowieści nie wynika byś miała jakieś tragiczne życie. No ewentualnie historia z rodzicami nie jest za fajna, ale i tak miałaś kogoś kto Cię wychowywał. Nie rozumiem dokładnie w czym tkwi problem, czego od nas oczekujesz? Po co wspominasz na przykład o tym że byłaś brzydkim noworodkiem? Bo mam wrażenie że to wszystko po to, żebyśmy się bardziej litowali nad Tobą.

20 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-03 19:38:54)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Autorko, wydaje mi się, że chyba troszkę za bardzo wszystko analizujesz. Logiczny tok myślenia - pochodząca z toksycznej rodziny, wyśmiewana i odrzucana w dzieciństwie, zażywająca narkotyki, później toksyczny związek, cała masa (jak sama to nazwałaś) szamba. Wydaje mi się, że (być może podświadomie) założyłaś, że osoba po takich przejściach nie może być szczęśliwa. Rozglądasz się wokół i widzisz "normalnych" ludzi, którzy wiodą "normalne" szczęśliwe życie - ale to głównie dlatego, że nie znasz ich przeszłości, ich problemów. Większość ludzi, których mijasz na ulicy, taplała bądź tapla się dalej w szambie podobnym do Twojego.

Ja gdy byłam małym dzieckiem (ok. 4-5 lat), byłam ofiarą przemocy - lekarz, który miał przeprowadzić drobny zabieg, na sali zabiegowej uderzył mnie w twarz tak mocno, że zaczęła mi lecieć krew z nosa - bo płakałam. Tyle pamiętam - jego gniew i krew z nosa. Niby takie nic - ale od tego dnia przestałam jeść mięso i wszystko co miało kolor czerwony (z pomidorami włącznie), zaczęłam się bać ciemnych pomieszczeń, i byłam przekonana, że w moim pokoju zamieszkał potwór (zwizualizowałam go sobie jako czarną, kościstą dłoń z długimi pazurami). W przedszkolu zaczęłam się okaleczać, w szkole podstawowej miałam myśli samobójcze i nabawiłam się tików nerwowych. Raz rodzice zabrali mnie do psychologa - zalecił kupno świnki morskiej big_smile Świnka była fajna, nie powiem, ale potwór w moim pokoju jak mieszkał, tak mieszkał, i jako dziecko pojąć nie mogłam, czemu się nigdy na nią nie skusił wink 

Tak czy inaczej, mogłabym to roztrząsać i zastanawiać się jak kupno świnki morskiej doprowadziło do zdrady mojego męża (troszkę na zasadzie - wymarcie dinozaurów a rozwój lotnictwa polskiego), tylko po co? Mam utwierdzić siebie w przekonaniu, że skoro jakiś idiota mnie uderzył, gdy byłam mała i bezbronna, to mam się teraz kisić w swoim bólu z nieistniejącym potworem, nigdy nie zjeść hamburgera bo jest z mięsem, i do końca życia kupować sobie świnki morskie? Musisz przestać analizować przeszłość, bo mam teraz wrażenie, że to ona stała się Twoim potworem, który mieszka z Tobą w pokoju smile Swoją drogą, hamburgery już jadam, i mam ślicznego psa smile Do przodu, Autorko, wiatr w żagle i do przodu!

21

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

aisza24, dokładnie, chodziło mi o wzbudzenie litości, trafiłaś w sedno.

Aeryn, to co piszesz ma sens... Tylko jak może mi się udać zaprzestanie analizowania? Cieszenie się tym co tu i teraz?

22

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

To co robisz nie jest analizowaniem przeszłości.


Pytasz, jak może Ci się udać cieszenie się tym co tu i teraz. Normalnie. Wtedy, gdy na taki styl życia i bycia się zdecydujesz. Póki co punktujesz wszystkich i wszystkim udowadniasz, że tak nie może się stać. Bez Twej decyzji - na pewno.

Jakie korzyści masz, bo masz, z takiego widzenia siebie? Odpowiedź na to pytanie jest istotna dla Ciebie, nie dla kogokolwiek tutaj na forum.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

23 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-03 20:02:14)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

Aeryn, to co piszesz ma sens... Tylko jak może mi się udać zaprzestanie analizowania? Cieszenie się tym co tu i teraz?

Wydaje mi się, że analizując przeszłość i zastanawiając się, dlaczego i w jaki sposób stałaś się osobą, którą jesteś teraz, robisz dwa błędy:
1) łączysz niemal każdy element teraźniejszości i przyszłości z szambem z przeszłości, i w efekcie wszystko śmierdzi;
2) tworzysz obraz tego jaka powinna być osoba po takich przejściach; taka osoba powinna być nieufna, powinna spodziewać się najgorszego, powinna czuć się gorsza od innych, powinna dać się poniżać, i tak dalej. Być może nie tylko analizujesz siebie - osobę którą jesteś teraz - ale także podświadomie tworzysz w głowie obraz swojej przyszłości - w imię zasady - gdy się ma taką przeszłość, to przyszłość nigdy nie będzie dobra.
Więc nie tyle wyjaśniasz, dlaczego teraz jesteś jaka jesteś.
Ty siebie tworzysz, programujesz na szambową przyszłość.

24

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Wielokropek, nie mam żadnych korzyści... Cierpię na tym głównie ja, przed innymi udaję, że jest ok.
Aeryn, trafnie to ujęłaś. Zaskakująco trafnie... A uważacie, że mężowi mam w ogóle co wybaczać? Jak tą sprawę zakończyć w swojej mózgownicy. Jak zakończyć W SOBIE temat jego eks? On ma to dawno zamknięte. Zaufać w pełni i już? Rodzicom wybaczyłam, brat mi jest obojętny. Mam problem z tym co go poslubilam... sad

25 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-03 20:14:43)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Popatrz, ja bardzo cieszyłam się ze świnki morskiej, ale idąc Twoim tokiem myślenia, radość z jej posiadania byłaby żadna.

świnka morska -> super zwierzątko ALE rodzice kupili mi ją żebym o czymś nie myślała...  zaraz, zaraz, co to było? -> no tak, to ten potwór który mieszka za zasłoną -> wziął się tam, bo ktoś mnie skrzywdził -> lekarz mnie uderzył -> pamiętam ból, krew i strach
Efekt: świnka morska = ból, krew i strach

A teraz wersja z Twojego życia smile

mąż nie rozmawia już z byłą -> ALE MÓGŁBY -> bo tyle osób już mnie wcześniej skrzywdziło -> tyle osób mnie poniżało, może mieli rację? -> może jestem bezwartościowa? -> on prędzej czy później wybierze ją -> strach i ból
mąż nie rozmawia już z byłą = strach i ból

Przy takim toku myślenia, nawet gdy będzie pachniało, niestety Ty będziesz czuła smród z szamba.

26

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Aeryn, kobieto, powinnaś być psychologiem. smile Dziękuję... To bardzo mądre i wartościowe co piszesz... Czyli muszę zmienić tok myślenia. A możesz podać przykład "dobrego myślenia. Sposób na moje zobojętnienie odnośnie tej dziewczyny? Jak uwierzyć w siebie?

27

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Mimo że Ty widzisz w niej ósmy cud świata to jednak nie są razem i jakiś powód tego był. To oznacza, że masz coś, czego nie ma była a co jest ważniejsze dla Twojego męża niż wszystkie wyliczane przez Ciebie zalety ciała.

"Ja mam kryzys permanentny. Jestem typem depresyjnym, trudno jest mi się cieszyć z czegokolwiek, widzę świat w ciemnych barwach. Jest fajnie, bo pijemy herbatę, gadamy, jest ładna pogoda, ale mam w sobie czarną dziurę, która cały czas promieniuje."

28

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Ech, wiem... Ja sama nie jestem osobą patrzącą na wygląd... Żaden z moich mężczyzn nie był przystojniachem, prócz męża oczywiście. big_smile Ale On jest poza wszystkimi kategoriami. wink

A tak na serio... strasznie mi się na tą laskę rzuciło... Miał jeszcze wcześniej jakąś, ale ona totalnie mnie nie interesuje i nigdy nie interesowała. Nie wiem o niej praktycznie nic i tak jest lepiej. Tutaj wiem za wiele i ciężko mi głowę przestawić... Zwłaszcza, że znam ją i jest zepsutą dziewczyną. Sama mnie wyśmiała, że ona mi go nie odbije, że ona z takim jak mój M. by sobie głowy nie zaprzątała, bo może sobie przebierać w facetach wysokich, przystojnych, a on to nic specjalnego, ot zauroczenie wieku dziecinnego. Jestem zła też o to, jak mógł być z kimś takim... Kto taki jest... Uroda, urodą ale charakter to ona ma okropny. Zadufana jest w sobie jak paw.

Ech i znów drążę temat niepotrzebnie... hmm

29

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

A mogłabyś napisać więcej o dobrych ludziach których spotkalas na swojej drodze? Za co kochasz męża?
To straszne,ze samą się niszczysz. Twój facet wybrał Ciebie. Do końca życia! Czujesz,ze On chcę Ci pomóc?

" Sometimes you have to be your own hero..."

30 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-03 23:54:04)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

A możesz podać przykład "dobrego myślenia. Sposób na moje zobojętnienie odnośnie tej dziewczyny? Jak uwierzyć w siebie?

mój mąż nie rozmawia już z byłą -> zrezygnował z tych rozmów i wchodzenia na jej profil, bo bał się, że mnie straci -> a więc zrobił to dla mnie -> widocznie ja jestem dla niego ważniejsza niż ona -> ja mam coś, czego jej brak, a co jest dla mojego męża bardzo cenne -> nie jest to uroda, bo ona jest ładniejsza, a jednak wybrał mnie -> nie ma powodu, żebym się martwiła, że nie mam takiej figury jak ona, bo dla mojego męża figura nie jest priorytetem; w ogóle w życiu figura nie jest priorytetem, i tak za kilkadziesiąt lat wszyscy będziemy pomarszczeni -> ona ma tylko ładne opakowanie, a ja mam wyjątkową zawartość, a to ważniejsze, to zostaje na lata -> mój mąż widzi we mnie swój skarb, więc i ja muszę ten skarb docenić, bo ten skarb chce być kochany, chce słuchać komplementów a nie poniżania -> muszę pozwolić sobie na to, by być cenną, bo taka właśnie jestem i nigdy nie byłam inna -> w pełni zasługuję na to by być skarbem - mojego męża i moim własnym smile

mój mąż nie rozmawia już z byłą ->  mój mąż świadomie wybrał MNIE smile

31 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-04-04 00:26:59)

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

/.../

JAK WYBACZYĆ/PRZETŁUMACZYĆ SOBIE, ŻE TO BYŁO? Ja od 6 lat zadaję sobie to pytanie i nie mam odpowiedzi... 3 miesiące temu Mąż poprosił mnie żebym mu coś na mailu sprawdziła. Sprawdziłam aż za dobrze. Znalazłam stare maile do niej. Wiersze, jak kocha jej dłonie, dotyk. Spontanicznie usunęłam. Przyznałam się. On powiedział, że o tych mailach zapomniał, że nie mają znaczenia. Wiem, że to prawda. Powiedział mi też że mam straszny problem z tym, on nie wie jak mi pomóc i mu przykro...

Jeśli ktoś to przeczyta, niech mi pomoże.

Proszę...

Pozdrawiam

Czy wiesz że z takim "Presetem" emocjonalnym z domu rodzinnego jak Twój mogłaś trafić DUŻO GORZEJ?

Mogłabyś chodzić teraz naćpana, mieszkać w melinie i puszczać się dla dragów. Albo zmieniać co miesiąc facetów wykorzystujących Twój brak poczucia własnej wartości dla seksu. Albo żyć z alkoholikiem bijącym cię gdy akurat świat mu nie będzie się podobał ;-)

A z tego co piszesz, facet nie jest taki zły - miał kiedyś kłopot aby odkleić się od dziewczyny i tyle. Po tak długim czasie jeśli "nie podtrzymuje" myślenia o niej  - nie sprawdza fejsa, nie kontaktuje się z jej matką to już dawno ona mu nie robi.

Nie miałaś - poza siostrą żadnych pozytywnych wzorców. Jak ci się udało podłapać w miarę normalnego faceta to tylko bozia raczy wiedzieć, bo teoretycznie nie powinnaś ;-) To naprawdę dziwne. MI JEST TRUDNO uwierzyć a co dopiero TOBIE, która przeżyłaś to wszystko na własnej skórze :-)

Nakłada się tu pewnie parę rzeczy: Niskie poczucie własnej wartości ma u ciebie charakter "wbudowany" zatem JAK TO MOŻLIWE ŻEBY KTOŚ MOGŁ CIĘ KOCHAĆ? W tej sytuacji najpewniej kocha kogoś innego a z tobą jest tak sobie.

Nakłada się wzorzec ojca bijącego dla przyjemności - Jak to możliwe aby mężczyzna był w porządku? Twoje "wyuczone intuicje", najważniejsze doświadczenia z dzieciństwa mówią coś przeciwnego.

Jak to możliwe, aby w życiu mogło Ci się coś udać? Prędzej zepsujesz to aby nie bać się, że się nie uda :-)

Im bardziej się otwierasz, im bardziej PO LATACH zaczyna ci zależeć na kimś naprawdę, tym większa obawa przed kosztami emocjonalnymi utraty. Nie jesteś jeszcze "autonomiczna", potrzebujesz 100% pewności (nigdy nieosiągalnej) aby poczuć się bezpiecznie.

Jest tylko jedna obrona przed własną patologią. Rozwój świadomości - rozwój WIDZENIA SIEBIE I ŚWIATA JAKIM JEST.

Jeśli swiadomość, wiedza psychologiczna - a ewidentnie trochę jej liznęłaś, wreszcie obiektywny ogląd mówi ci coś sprzecznego z "fałszywą intuicją" wyuczoną w dzieciństwie, musisz odrzucić irracjonalny lęk. Musisz być silniejsza niż on.

Jeśli podpowiedzi twoich  słabo uświadamianych tendencji autodestruktywnych mówią ci aby zniszczyć to co jest między wami - musisz być silniejsza.

Zaakceptuj to, co się z tobą dzieje jako EWIDENTNĄ PATOLOGIĘ, wręcz poszukaj jej w sobie, bądź zawsze o krok przed nią - i nie bój się jej w sobie widzieć.

Jednak NIE po to aby się tym DOŁOWAĆ ale po to aby z nią WYGRAĆ!

Znam bardzo niewiele osób, które żyją z takimi "defaultowymi" ustawieniami i którym udało im się z tego wyjść. Ale są tacy ludzie :-)
Szybciej dojdziesz do tego z certyfikowanym psychoterapeutą, moim zdaniem masz potencjalnie dobry wgląd i będziesz miała ewidentny zysk z terapii. Nie wiem czy jest sens na niej oszczędzać, bo to oszczędzanie na włąsnym życiu, którego większość masz jeszcze przed sobą. Nie mam bowiem pewności czy dasz radę "wyleczyć się sama" i po drodze nie wpadniesz np. w uzależnienia, nie zniszczysz związku, lub czy w inny sposób, to co ci zrobiono nie da o sobie znać.

32

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Staram się... Nie sprawdzam, nie kontroluję. Mieliśmy ciężki okres ostatnio, od świąt kłótnie, fochy <z Jego strony>. I tak 2 tygodnie. Już jest lepiej na szczęście.
Ostatnio znów dopatrywałam się "czegoś" związanego z eks ale zaczęłam wtykać sobie do głowy, że to chore. Że nie wolno mi tak żyć. Tak niszczyć siebie. Zapisałam się na basen, szukam swojego hobby, swojej przestrzeni i tylko swojej.
Bez Niego... Myślę, że to też ważne.

Być może to głupie ale tłukę sobie do łba, że jak kiedyś zechce, to odejdzie, zdradzi. Jaki ja mam na to wpływ? Jeśli będę się zachowywać "normalnie", nie jak do tej pory jak psychopatka, to żaden. Zechce, to zdradzi. Nie umrę przez to, nie rozpadnę się na miliardy kawałków, pocierpię ale dam radę!

Co dalej... za dużo miał mnie w strefie seksu. Za dużo z siebie dawałam. Przez co zaczęłam czuć się uprzedmiotowiona. A ja durna robiłam to, żeby też do pornografii nie zajrzał. Żałosne... To jest dorosły chłopczyk i ma prawo robić i oglądać co chce. Nie mam prawa szpiegować, śledzić. To mnie niszczy. Rozmawialiśmy o tym, wie że tego nie popieram, On rozumie i wierzę. Chcę wierzyć. A jeśli ogląda... cóż... Kontroli rodzicielskiej nie założę. tongue Sprawdzać też nie mam zamiaru. Czasem niewiedza jest zbawienna.

Zaczęłam bardziej o siebie dbać. Ubiór, makijaż, buty na obcasie/szpilki. Nie tyle dla Męża co... dla siebie. Żyjąc tą paranoją i zmorą eks doszłam do tego progu gdzie wszystkiego mi się nie chciało. Nie chce mi się ładnie ubrać, nie chce mi się umalować, nie chce mi się wyprostować włosów, nie chce mi się... i tak będę gorsza od niej.
NIE! Gdy tylko w mojej głowie zapala się myśl i "leń", że mi się nie chce, sama w swojej głowie sobie mówię, często po kilkadziesiąt razy, a właśnie, że mi się chce! Chcę ładnie wyglądać, fajnie, że faceci się oglądają, jestem ładna, jestem zgrabna, mam ładne oczy, jestem szczupła.
Nie, nie chodzi o samouwielbienie, absolutnie, jestem osobą zakompleksioną ale moja siostra dużo mi ostatnio natłukła do głowy. Między innymi, że swoim "zaniedbaniem" i syndromem wiecznej narzekającej ofiary POWIELAM SCHEMAT NASZEJ MAMY. Ma rację... Cholera, serio ma rację... Mama wciąż wyrzyguje wiecznie ojcu sprawy sprzed 30 lat, a ja? A ja sprzed ponad 5. Tylko, trzymam to bardziej w sobie. Tylko po co? Czemu mam się tak niszczyć? Czemu to ma służyć? Powiedziałam sobie do lustra, że jak tak mi źle, to po co brałam ślub? Po co wracałam? Trzeba było olać i szukać seksownego, kulturalnego prawiczka bez przeszłości big_smile POWODZENIA! Sama zaczęłam się z siebie śmiać...

Bardzo Wam dziękuję za rady i wszelkie merytoryczne wypowiedzi.

Nadal mam natrętne myśli ale staram się je odganiać. Zaraz zajmować się czymś innym. A tu głupi filmik, a tu forum jedno, drugie, a tu z koleżanką popiszę, a tu gary umyję, paznokcie pomaluję, zwierzaka pogłaszczę. JEST co robić.

Chciałabym to pokonać... Tak bardzo chcę... I zrobię wszystko, żeby cel osiągnąć. Bo zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy, zgrabniejszy, itd. Ale JA jestem jedyna, niepowtarzalna, blablabla. wink

A psycholog mi kiedyś powiedział święte słowa: Jeśli jest się człowiekiem inteligentnym, zapartym w dążeniu do celu, to jest dla siebie najlepszym psychologiem, w dodatku darmowym.

Trzymajcie kciuki... to dla mnie trudny proces...

33

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
ananaasowa_ napisał/a:

A mogłabyś napisać więcej o dobrych ludziach których spotkalas na swojej drodze? Za co kochasz męża?
To straszne,ze samą się niszczysz. Twój facet wybrał Ciebie. Do końca życia! Czujesz,ze On chcę Ci pomóc?

Dobrzy ludzie?... W dzieciństwie bardzo mi utkwiła ciocia, koleżanka z gimnazjum, z która mam nadal kontakt, kolejna koleżanka, z którą drogi się rozeszły ale czasem tak bywa. Siostra. Zawsze mogę na nią liczyć. Ma swoje odpały ale rozumie mnie jak nikt <"nasz tatuś jest mistrzem w dołowaniu i krytykowaniu, brat sama wiesz, mamusia ofiara pod wpływem ojca, rozdrapująca rany. Ja żyłam w kompleksach 20 lat, odcięłam się od nich przed 40tką, za późno... Nie mam rodziny, nie mam dzieci, dobrze, że was miałam. Nadal mnie krytykują ale nauczyłam się to zlewać. Nie pozwól się w ten sposób "zarazić" toksynami. Uwierz, wyprowadzka z domu w wieku lat 40 i start życiowy to ciut za późno. Nie bądź jak nasza mama, bo schrzanisz to co masz, a masz wiele" - powiedziała to kobieta wykształcona, pedagog, nauczyciel, mądry człowiek. To taki cytat, żeby niektórzy zobaczyli, że nie wymyślam sobie, mój dom był destrukcyjny dla żeńskiej części jej mieszkańców. Kilka, kilkanaście osób było dobrych, niektóre nadal są obecne. Po poznaniu Męża Jego rodzina jest dla mnie ogromnym wsparciem.
Kocham Go za całokształt. Że jest dobrym, ciepłym, czułym, empatycznym człowiekiem z zasadami. W dodatku bardzo mi sie podobał/podoba fizycznie.
Czuję, że chce mi pomóc, ale już dosłownie rzyga tematem tej laski i w sumie mu się nie dziwię.

34

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
DwieTwarze napisał/a:

Wielokropek, byłam u renomowanego psychologa/psychoterapeuty. Jednego z najlepszych w mieście. Niestety też nie mam pieniędzy i obecnie czasu na kolejną terapię, zbyt długo pracuję. NFZ odpada ze względu na godziny takich terapii, prywatnie kosztują, a ja już masę kasy na to wydałam i skutek zerowy.

Psychoterapeuta to psychiatra., terapeuta to psycholog.

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt

35

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
Paweło napisał/a:

Psychoterapeuta to psychiatra., terapeuta to psycholog.

nie mąć dziewczynie w głowie Paweło bo poprawnie pisze, psychoterapeuta wcale nie musi być psychiatrą a psychiatra psychoterapeutą,
psychiatra musi mieć wyższe wykształcenie medyczne i leczy choroby psychiczne głównie farmakoterapią  a nie pogadankami,
natomiast  psychoterapeutą może być każdy kto ma "gadane" i ukończone szkolenie psychoterapeutyczne (nie studia wyższe)
W przypadku autorki w zupełności wystarczy psychoterapia ale rzeczywiście u kogoś mądrego i z dużym doświadczeniem, psychiatra ją co najwyżej nafaszeruje antydepresantami ale to nie rozwiąże żadnego z jej problemów.

36

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
Paweło napisał/a:

Psychoterapeuta to psychiatra., terapeuta to psycholog.

Nie masz racji. Psychiatra, to lekarz zajmujący się leczeniem farmakologicznym, somatycznych objawów nerwicy, depresji, czyli lekami. Psycholog, psychoterapeuta "leczy" duszę. Rozmawia, tłumaczy, analizuje, nie stosując farmaceutyków. Oczywiście psychiatra MOŻE być równolegle psychologiem/terapeutą ale to już inna bajka. Obracam się w tych tematach od lat, więc nie siej takich nieprawdziwości. Wujek google nie gryzie. wink

SimplyBlack, nikt mi w tej kwestii nie namiesza w głowie, bo ja wiem kim jest psychiatra, psycholog i psychoterapeuta. Znam różnice i wiem swoje. smile
Terapia u mnie skutku nie przyniosła. Posiłkuję się literaturą psychologiczną, sama siebie "analizuję", tłumaczę, robię różne "ćwiczenia", mające na celu podniesienie mojej samooceny, itd.

Trudno mi się odciąć od tego co było. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo... Z mężem dużo rozmawiam, wprowadzam zmiany w sobie. Szukam przestrzeni tylko dla siebie, swojego hobby, odskoczni, bez Niego.
Jesteśmy dobrym małżeństwem, ale mamy swoje wady i obydwoje musimy je szlifować.

Na wiele spraw przestaję patrzeć w kategorii "kiedyś mi to powiedział, aby mnie zranić", "NIE, nie pomyślał, powiedział, bo nie zdawał sobie sprawy, że jestem na ten temat tak przewrażliwiona, nie chciał mnie zranić". Nigdy sobie nie ubliżamy, jest szacunek, czułość.
Zrobię wszystko, żeby to co było sto lat za murzynami nie zepsuło tego jak jest. Popraweczka: żebym JA tego nie zepsuła.

Dziękuję, że ktoś tu w ogóle zagląda.

37

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

DwieTwarze, widać, że jesteś świadoma problemu i nad sobą pracujesz, a to jest już ogromny krok do przodu! Tak trzymaj. smile
Moim zdaniem, problem porównywania się do byłej bierze się w dużej mierze z niskiego poczucia własnej wartości i tego, że siebie nie lubisz.
Czego możesz spróbować, to codziennie rano stanąć na przeciw lustra, UŚMIECHNĄĆ SIĘ DO SIEBIE i powiedzieć coś pozytywnego o sobie. Może to być "Jesteś fajną babką", albo "Masz super poczucie humoru". Ważne jest, żeby się uśmiechnąć, nawet jeśli nie masz na to ochoty. Uśmiech działa cuda :-).

38

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Faktycznie, dluga historia, aż mi sie nie chciało czytać.. Ale uwierz- są tu dluzsze watki.. A twój to tylko jedna strona.. Zawiodłem sie..

39

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
lichotnik napisał/a:

Faktycznie, dluga historia, aż mi sie nie chciało czytać.. Ale uwierz- są tu dluzsze watki.. A twój to tylko jedna strona.. Zawiodłem sie..

Nie trolluj podbijasz tylko sobie wątki.

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt

40

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Takie zadręczanie się nie ma sensu, wpadniesz w szambo i ciężko z tego wyjść, a na dobrej drodze jesteś.

41

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Zaufanie po zdradzie, w moim przekonaniu, to tak jakbyś dostać cios prosto w twarz, a za chwilę wystawić drugi policzek czekając na nokaut.

42

Odp: :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.
lichotnik napisał/a:

Faktycznie, dluga historia, aż mi sie nie chciało czytać.. Ale uwierz- są tu dluzsze watki.. A twój to tylko jedna strona.. Zawiodłem sie..

Jestem ZASZCZYCONA, że poświęciłeś swój cenny czas na czytanie moich nudnych historyjek. <za dalsze Twoje wypowiedzi dziękuję, szkoda, żebyś cenne minuty tracił, na czytanie takich bredni wink >

amia_lak napisał/a:

DwieTwarze, widać, że jesteś świadoma problemu i nad sobą pracujesz, a to jest już ogromny krok do przodu! Tak trzymaj. smile
Moim zdaniem, problem porównywania się do byłej bierze się w dużej mierze z niskiego poczucia własnej wartości i tego, że siebie nie lubisz.
Czego możesz spróbować, to codziennie rano stanąć na przeciw lustra, UŚMIECHNĄĆ SIĘ DO SIEBIE i powiedzieć coś pozytywnego o sobie. Może to być "Jesteś fajną babką", albo "Masz super poczucie humoru". Ważne jest, żeby się uśmiechnąć, nawet jeśli nie masz na to ochoty. Uśmiech działa cuda :-).

Staram się ale łatwo nie jest... Jednak zdaję sobie sprawę, że większość siedzi we mnie... Dziękuję za radę. Moje dzisiejsze stwierdzenie po zerknięciu w lustrze: "Kur..., kolejny syf!" big_smile Ewidentnie muszę zmienić nastawienie do samej siebie...

jan.kos_1991 napisał/a:

Takie zadręczanie się nie ma sensu, wpadniesz w szambo i ciężko z tego wyjść, a na dobrej drodze jesteś.

Dziękuję... bardzo się staram. To nie jest takie łatwe jak się wydaje. Niestety... sad

alexich napisał/a:

Zaufanie po zdradzie, w moim przekonaniu, to tak jakbyś dostać cios prosto w twarz, a za chwilę wystawić drugi policzek czekając na nokaut.

Mąż mnie NIE ZDRADZIŁ. Na samym początku znajomości <on 19 lat, ja 18, byłam jego 2 "poważną" dziewczyną>, okłamał mnie ale analizując wszystko teraz, na spokojnie... Cóż, młodość błędy... Nie pomyślał, że może tak mnie zranić. Często coś chlapnął, a ja to przeżywałam <nie związanego z eks>. To był taki "brak obycia" z drugą osobą. Ale nauczyliśmy się siebie nawzajem. Po tym jak chciałam się rozstał przeżył szok, rozpacz, dosłownie. Przepraszał i przyrzekł, że nigdy więcej nic przede mną nie zatai. Od 6 lat nie mam do Niego cienia zarzutu. To nie jest typ lovelasa. Zamknięty facet, też z jakimiś kompleksami, które staram się wypędzać, ale ogromnie się na mnie otworzył. Sam mi mówił, że nikt nie wie o nim więcej niż ja. To bardzo dobry, wrażliwy człowiek. Po prostu... dawniej nie bardzo myślał co mówi i nie zdawał sobie sprawy, że ja jestem tak zakompleksiona <od zawsze twierdził, że nie mam powodów, a faceci do mnie "lecą">. Jak widać... pozory mylą. To była tylko moja "skorupka".
Sami pomyślcie... pewna siebie i swojej wartości kobieta ma głęboko w du...pie byłe. Było, minęło. Jakieś foty, prezenciki. OK. Jego przestrzeń, jego sprawa, niech sobie ma. Ja jednak tego nie uznaje ale z racji, że nasze uczucie szybko wstępowało na wyższe levele <poznanie rodzin, zakochanie, zauroczenie, fascynacje>, On nie wiedział. Uważał, że nie jestem typem zakompleksionej dziewczynki, tylko bardziej famme fatale. wink

Dziękuję serdecznie za Wasze posty i uwagę! smile

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » :( Jak wybaczyć... Wasze obiektywne spojrzenie <długa historia>.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018