Wątpię w to, że znajdzie się kobieta, która przeczyta mój post i odpowie radą na mój problem. Staram się stworzyć pewien portret psychologiczny, byście pomogły mi, bo nie wiem co mam robić. Jestem chłopakiem a zbiera mi się na łzy. Nie śpię, nie jadam...:(
Miłość? Nie wiem czym jest, ale wiem, że nie rodzi się sama i nie trwa wiecznie. Dziewięć miesięcy temu poznałem A.. Śliczna, młoda osóbka. Nie wiem co mnie w niej zauroczyło, czy piękne oczy, cudowny uśmiech, powabne kształty, radość życia? Wiem, że zakochałem się w Niej bez opamiętania (dosłownie). Każdego dnia, starałem się robić wszystko, by czuła się szczęśliwa, by było jej ze mną dobrze. Przez pierwsze trzy miesiące byłem okłamywany, wybaczałem wszystko, aczkolwiek w złości podejmowałem krótkotrwałe pochopne decyzje, bo nigdy nie potrafiłem trzymać się żadnej z nich. W sumie nie byliśmy praktycznie razem, ale codziennie się kontaktowaliśmy, kłóciliśmy. Spotykała się z byłymi, okłamując mnie, że idzie do koleżanki. Wychodziła na imprezy i zachowywała się jak nie moja dziewczyna, ale zawsze to ja czułem się winny. Zawsze na moje pytania odpowiadała "Nie wiem" (kochasz mnie? Nie wiem Chcesz ze mną być "nie wiem" itd.) albo traktowała to co do Niej mówiłem w sposób olewczy. Męczyłem się tak przez 2 miesiące, nie wiedząc na czym stoję, nie potrafiąc podjąć decyzji. ( Zerwę - a może chciała ze mną być? Zostanę - kłócimy się bo się mną bawi.)
Wina zawsze niby była moja, aż nie wytrzymałem pewnego dnia. Znaleźliśmy się na tej samej zabawie, gdzie do tańca poprosiła mnie jej koleżanka. Bawiłem się z Nią cały wieczór, ale był to tylko taniec. Następnego dnia, zostałem zbluzgany, oskarżony o to, że moje "Kocham" jest fałszywe, że umawiam się z jej koleżanką. Napisałem jej bardzo dosadnie, że ma mi dać już święty spokój i kolej rzeczy się zmieniła. Zaczęła pisać, że i tak będziemy razem, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dzień później siedzieliśmy razem na polance i przepraszała mnie za wszystko ze łzami w oczach, mówiąc, że wie, że źle robiła. Zmieniła się bardzo, na pewien czas. Padło wtedy pierwsze kocham z jej ust, dowiedziałem się więcej o jej życiu (ojciec się powiesił, brat ją czasem bije, jest biedniejsza niż reszta ludzi), miał miejsce nasz pierwszy raz. Myślałem, że jestem w jakiejś bajce, bo wierzyłem i udało mi się wytrwać, bo usłyszałem te słowa. Zawsze maksymalnie ją rozpieszczałem, oczywiście na tyle na ile pozwalały mi finanse, ale bez nich też nie pozostawałem w tyle. Nauczyliśmy się rozwiązywać nasze problemy, a zamiast głupich odzywek typu "helloł, no i, no i, ehe, ehe, jasne" dostawałem poważniejsze rozmowy.
Bardzo często miałem problemy o to, ze przesiaduje ze swoimi kolegami i byłymi chłopakami. Że podwożą ja chłopacy ze szkoły do domu, że traktuje mnie inaczej w większym gronie. Szczególnie na imprezach czułem się, jakbym dla niej nie istniał. Zawsze gdy starałem się o tym porozmawiać, pojawiał się problem. Zaliczyliśmy kilka krótszych rozstań, takich w których padały słowa: "to koniec, nienawidzę Cię, jesteś dla mnie nikim" powody były różne, ale zawsze błahe. Chociażby taki, ze wszedłem do jej domu przez okno, bo nie chciała mnie wpuścić, że za dużo gadam na poważnie, ona woli żartować. Nie ma sensu tego wymieniać. Nawet w najgorszej wg mnie sytuacji jednak, po kilku dniach dłuższego milczenia, wracaliśmy do siebie. Robiłem pewną bardzo złą rzecz, która ja denerwowała, otóż, szukałem rad u jej znajomych, którzy mogli wiedzieć co ona myśli w danej chwili.
Trudno to wszystko opisać, może padną jakieś pytania, które będą uzupełnieniem.
Dzisiaj, znów nie jesteśmy parą, już 3 dzień. Zerwała ze mną, chcąc żebyśmy zostali przyjaciółmi. Ja nie potrafie tego zrozumieć, zaakceptować, doszukiwałem się głębszego sensu. Innego powodu. Ona codziennie imprezuje. Rozmawialiśmy nawet przed chwilą i była to przykra rozmowa, poprzedzona moim sms-em o treści:
Nie licz na przyjazn, bo nie chce przyjażnic sie z taka osoba jak ty. Z reszta, nie potrafilabys zbudowac przyjazni. Dla ciebie pozostaje mi tylko jedno uczucie. Przypomnialem sobie jaka na prawde jestes......BEZ SERCA i nigdy Ci na mnie nie zalezalo. I pewnie smiejesz sie teraz i w ogole Ci to nie robi, bo tylko ja bylem glupcem, ktory w nas uwierzyl.
jej odp:
masz rację. tez bym nie mogła się z Tobą jednak przyjaznić. Zapomnij o mnie, jakbym wgl nie istniała. pa i daj mi zyc spokojnie , juz nie mam zamiaru sie denerwowac.
Napisałem to dlatego, bo znów męczą ja poważne rozmowy. Bo na moje pytania odpowiada nie jasno. Bo nie wierzę, że gdy ktoś kocha, może olać staranie się o to by było dobrze.
Powodem naszego rozstania były za częste kłótnie. Powiedziała to z nienacka, podczas cudownego wieczoru:(:(
Ukończyła chyba jakąś szkołę manipulacji, bo moje uczucia i myśli są przez Nią niespokojne. Może byłem jej pionkiem.
Może to ja w tym wszystkim jestem problemem??
Prosze o odp. na takie pytania:
Czy ona na prawdę może kochać?
Czy powinienem się zamknąć chociaż to strasznie trudne i dać jej poczuć mój brak?
Czy mam robić sobie nadzieje?
Czy tak łatwo może jej przejść?
Nie potrafię przestać wierzyć, zawsze obwiniam siebie..:(
Jeszcze wczoraj przysięgała, że mnie kocha....