Piciu napisał/a:może sobie myśli: "Fajnie, dopiero zaczął mnie traktować poważnie jak zaczęłam go unikać, co ja z nim mam zrobić"- czy raczej nie?
Obawiam się, że za bardzo to wszystko rozkładasz na czynniki pierwsze.
Jestem przekonany, że gdyby mi teraz dała szansę coś powiedzieć to by sytuacja się zmieniła, niby po tym spławieniu przestałem odczuwać niepewność
Ale co by się zmieniło? Taki już jesteś, nie da się zmienić całego "ja" na pstryknięcie palcem. Z resztą, nie o to chodzi, żeby być kimś, kim inni chcą byś był. Nieśmiałość, nieśmiałością... ale Ty przy tym jesteś strasznym panikarzem. Myślę, że każdy się denerwował przed pierwszym pocałunkiem. No, ale bez przesady. Uważam, że Ty to naprawdę bardzo wyolbrzymiasz. Obawiam się, że nawet, gdy coś z tego wyszło, to i tak ta Twoja znajoma musiałaby ciągnąć związek. Niestety, w większości przypadków kobiety nie lubią takiej sytuacji. Z całym szacunkiem, ale jeśli dla Ciebie ten pocałunek jest takim problemem, to co by było (i ile postów na forum), gdybyście mieli pójść ze sobą do łóżka?
Czy naprawdę 5 minut rozmowy to tak wiele? No bo co ja mogę zrobić, by pokazać, że z niej jaj nie robię? Przecież nie pocałuję jej tak bez żadnych rozmów, z totalnego zaskoczenia, zresztą ja przez to jaki jestem myślę, że pierwszy pocałunek bym tylko wykonał gdzieś gdzie nie ma tłumu.
Nie, to nie jest dużo, ale ja dalej nie rozumiem, cóż Ty takiego jej chcesz nawijać. Obawiam się, że to mogłoby wyjść dość desperacko, szczególnie, gdy czytam Twoje posty.
Druga sprawa- to nieszczęsne całowanie. Chyba masz jakąś obsesję na tym punkcie. Uważam, że to powinno wyjść naturalnie. Takie następstwo jakiejś sytuacji. Do tego była dobra okazja, gdy się spotykaliście, przecież nawet Cię za rękę złapała. W tym momencie, to bym się nie porywała na takowe działanie. Zachowujesz się tak, jakby ona była jakąś ropuchą, a Ty bohaterem, który chce są za wszelką cenę "odczarować". Uwierz, że tutaj ten pocałunek (a raczej jego brak) jest najprawdopodobniej, najmniejszym Twoim problemem.
A może jakbym jej powiedział co i jak, to też by mi powiedziała, że czekała na mnie cały czas?
Czy Ty przypadkiem nie lubujesz się w komediach romantycznych?
Raczej bym na taką odpowiedź z jej strony nie liczyła.
Podsumowując. Wydajesz się być miłym, młodym mężczyzną. Poza tym, że nieśmiałym, to także bardzo panikującym. Wrzuć na luz.
Nie wiem, czy da się to odratować, ale wyciągnij wnioski z tej sytuacji. Przyda się na przyszłość. Naprawdę w ogóle nie dziwię się tej dziewczynie. Jak pisałam wcześniej, sama miałam podobną sytuację. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak była ona męcząca. Z każdym dniem coraz bardziej.
Ty dalej zakładasz, że "na pewno jeszcze jest jakiś sposób, bo jej zależało/zależy". Muszę Cię tutaj zmartwić. Z całym szacunkiem, nie sądzę, żeby była w Tobie zakochana. Jeśli już, to prędzej zauroczona. W takim wypadku, w pewnym momencie robisz "bilans zysków i strat". Jeżeli wyjdziesz na minus- jest to najlepsza okazja (a może nawet i "ostatni dzwonek"), by się wycofać. Dlaczego wycofać? Żeby się nie "męczyć", żeby się bardziej nie angażować, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że "to coś" i tak prędzej, czy później się rozpadnie. W takich sytuacjach- lepiej, jak prędzej.
Naprawdę byłam w podobnej sytuacji i naprawdę rozumiem tą dziewczynę. Wiadomo, że ludzie są różni, więc nie mogę założyć ze 100% pewnością, iż ona na pewno tak samo tą sytuację odbiera, odczuwa, jak ja odczuwałam. Ja też długo byłam cierpliwa, przed ostatecznym "pożegnaniem" przynajmniej kilka razy próbowałam zakończyć tą znajomość. On wtedy zawsze się uaktywniał, tłumaczył, że jest nieśmiały, że coś tam bla,bla. Okej, wszystko rozumiem. Tylko nie należę do kobiet, które chcą w związku robić za faceta. To był właśnie taki etap relacji, że czułam jakieś zauroczenie, ale to nie była miłość, na pewno. Znałam go, ale nie na tyle, żeby się zakochać. Naprawdę w pewnym momencie tak miałam dosyć tej sytuacji, że najnormalniej w świecie postanowiłam z nim zerwać kontakt. Tak, wtedy już jego próby nie dawały żadnych efektów. Miał na to dużo czasu. To się ciągnęło nawet dłużej, niż Twoja znajomość z ową koleżanką. Tym bardziej, że ja mu nawet powiedziałam wprost, co mi przeszkadza.
Dlaczego to piszę? Bo chciałabym, żebyś poczuł, co może czuć ta dziewczyna. Niestety, może być i tak, że tej znajomości już nie odkopiesz. Napiszę też dobitnie- nie jesteś jedynym facetem na tej ziemi. Ona też sobie z tego zdaje sprawę. Nawet nie wiesz, jaki komfort poczułam, gdy zaczęłam się spotykać z moim obecnym facetem. W końcu czułam, że wszystko jest na właściwym miejscu. Nie piszę tego, żeby Cię obrazić. W żadnym wypadku. Chodzi mi o to, że może jej się już znudziło przejmowanie inicjatywy, może ma jakieś doświadczenie w tej kwestii i wie, jak to wygląda "normalnie".
No, nic. Znowu się rozpisałam. Powodzenia. 