Nie mogę poradzić sobie z faktem, że straciłam kogoś, kto był dla mnie sensem życia. I nie pisze tego czczo, bo czuje, że to była dla mnie osoba, za którą jestem w stanie oddać życie, jeśli byłaby taka konieczność ? nawet w tej chwili. Potrzebuje pomocy, a nie wiem jak porozmawiać na ten temat z bliskimi, nie umiem wyrazić swoich myśli, a nie pomoże mi to, gdy ktoś mówi, że ?był dupkiem, był nienormalny?? etc.
Poznaliśmy się 5 lat temu, wraz z początkiem studiów. Uczucia rozwinęły się początkowo od przyjaźni, aż do miłości (czyżby tylko z mojej strony?). To przerodziło się w chorą sytuację? mimo, że znaliśmy się osobiście, studiowaliśmy w jednym budynku, większość naszych rozmów odbywała się korespondencyjnie, drogą elektroniczną. Wspierał mnie we wszystkim, rozumieliśmy się w wielu kwestiach, stał mi się bardzo bliskim, tak jakby częścią mnie. I mimo, że na początku absolutnie mnie odpychał swoim wyglądem z czasem pociągnął osobowością. A to co mi zawsze mówił tylko przyczyniło się do rozwoju mojej miłości? Z czasem stało się to dla mnie niezrozumiałe ? jestem ważna, piękna, inteligentna, bla bla bla? Skoro docierają do mnie jednoznaczne sygnały poprzez słowo, czemu nie ma czynu? Sama wyznałam mu miłość. Prosiłam by się określił. I mimo, ze mnie nie kochał, że za każdym razem mówił, że nie jest w stanie ?wykrzesać iskry? jak on to mawiał, utrzymywaliśmy przyjaźń. Bolało, ale nie chciałam tracić osoby, która stawała się dla mnie z każdym dniem coraz ważniejsza. Co jakiś czas dochodziło do burzy z piorunami, do której dochodziło z mojej inicjatywy ? znów wyznanie uczuć z mojej strony, znów ciche dni. Ową ciszę przełamywałam zawsze ja? zawsze ze słowami, że ?bez Ciebie nie potrafię?. On też zawsze mówił, że tęsknił, że beze mnie jest jedna wielka pustka, że żyje tylko po to, żeby żyć. Scenariusz powtarzał się, aż do czasu kiedy po kolejnym moim wybuchu znów nie chciał związku. Postanowiłam to uciąć, znalazł się w moim życiu inny mężczyzna. Wtedy ON ocknął się? błagał o to, bym dała mu szanse, mówił że zrozumiał, że traci skarb, że chce walczyć, dzwonił późną nocą mówiąc, ze chce mnie tylko usłyszeć, słyszałam przez telefon, że płakał. Mówił, że ktoś inny jest mi w stanie dać więcej jako mężczyzna (do tej pory tego nie rozumiem). Odmówiłam, poświęcając uwagę innemu. Niestety związek przetrwał pół roku ? znów nie wytrzymałam, odezwałam się do NIEGO. Przez rok nie chciałam nic zmieniać ? wystarczyło, że ON jest. Po roku siłowania się z samą sobą i po powtórce dawnego scenariusza w naszych relacjach znów nie wytrzymałam. Tym razem zdecydował się na związek. Na początku było ok: spotkania, rozmowy. Zastanawiało mnie tylko to, czemu unika bliskości? zaczął częściej pytać, czy pociąga mnie fizycznie ? łaknął odpowiedzi twierdzącej. Zaczęło się psuć? wymuszone pocałunki, sztuczna bliskość, ucieczka od rozmów. Umówiliśmy się u mnie na imprezę sylwestrową ze znajomymi ? nie odbierał telefonów, a gdy już odebrał wmawiał mi, że zasnął ? tak jakby chciał uniknąć przyjazdu. Rozsypało się ? powiedział, że nic do mnie nie czuje. Na uczelni przy ludziach. Na odchodnym prosił o przebaczenie. Wydarzenie miało miejsce 14 miesięcy temu. Od tamtej pory zobaczyłam go tylko raz, a ten raz wystarczył, żeby rozerwać mi duszę na miliardy kawałków, łzy same płynęły z oczu.
Dowiedziałam się, że jakiś czas temu leczył się farmakologicznie, bywał u psychologa, cierpiał na jakąś manię. Nie wiem czy to była przyczyna jego zachowania. Zauważyłam, że totalnie poświęcił się wierze, modlitwie? Zatracił się w tym. Jego codzienność to dom, kościół, boisko, uczelnia? Zawsze mu mówiłam, że będę z nim mimo wszystko, zawsze mu wybaczałam.
Gdy przelałam wszystkie te wydarzenia na pismo patrzę trochę trzeźwiej, wiem, że powinnam starać się zapomnieć, odciągać myśli od całej sytuacji. Ale to do mnie wraca, tęsknota nabiera dla mnie rozmiarów, które ciężko mi udźwignąć. Próbowałam relacji z innymi mężczyznami, ale sama myśl wpędza mnie w rozpacz, bo nie chciałabym związku z kimś innym. Cały czas czekam na NIEGO, mam nadzieje, że odezwie się, że jakoś to się ułoży. Wiem, że wybaczyłabym mu, ale tym razem pierwsza się nie odezwę. Męczy mnie to okropnie, bo brakuje mi kogoś, z kim mogłabym się rozumieć tak po prostu. Łapię się na tym, że żyję w iluzji, że każde domowe zajęcie robię dla naszego wspólnego pożytku, wychodząc ze znajomymi mam w myślach, co by było, gdyby on był ze mną, mam wrażenie, że ON cały czas jest gdzieś blisko. Czasem żałuję, że zaczęłam studiować akurat w tym, a nie innym mieście, bo wolałabym go nigdy nie poznać i nie znać uczucia jakie wiąże się z taką stratą, jakiej właśnie odczuwam. Wbrew sobie zaczęłam odsuwać się od ludzi, nawet od swojej jedynej przyjaciółki. Wyobcowałam się niemalże totalnie, nie chcę, ale to jest silniejsze ode mnie, nie umiem z nikim rozmawiać? i to jest główny powód mojej wypowiedzi ? boję się o siebie, tego co robię. Nic nie przeraża mnie tak bardzo jak perspektywa samotności. Ale podświadomie uciekam, zrywam kontakty. Boje się co będzie w przyszłości, nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Podobne tematy
Zasada numer jeden: nigdy na niego nie czekaj.
To naprawdę niebezpieczne.
Niebezpieczna jest jego osobowość. Chcesz za nim gonić? Gonić i usłyszeć że on nie może?
Unika bliskości.. Wymusza pocałunki.. Myślałaś może o tym że on jest homo? Może znajduje w Tobie spełnienie mentalne ale nie płciowe.. Rozmowa co mam na myśli?
Leczy się farmakologicznie, ok. każdy może przeżywać trudny okres i przenieść pomocy socjalisty. Zastanowiłabym się bardzo nad tym, czy on nie ma problemu z osobowością bo....
1. Unika bliskości z kobietą która mu się rzekomo podoba
2. Jest niezdecydowany, zmienia zdanie, trochę jest psem ogrodnika
3. Wydaje się mało stabilny emocjonalnie
4. Zamknięty w sobie, unika kontaktu z Tobą
5. Unika podjęcia konkretnej decyzji (to nie jest męskie!)
...
Mogłabym jeszcze wymienić kilka znaków które mogą wskazywać na tego typu problemy, ale myślę że to już wystarczy. Nie chce kreować portretu psychologicznego, nie mogą to działka, ale 4 lata byłam z kimś z zaburzeniami osobowości i tym też mi to pachnie.
Gosiu, ja akurat jestem mocno w temacie, jeśli chodzi o zaburzenia i mogę potwierdzić Twoje przeczucia w tej kwestii. Szkoda nawet słów- facet na pewno normalny nie jest, szczególnie że, jak czytamy leczy się on psychiatrycznie (mania).
Autorko wątku, to że facet jest szurnięty nie podlega żadnej dyskusji- ja jednak zwróciłam uwagę na coś gorszego. Przeczytałam dokładnie to, co napisałaś i doszłam do wniosku, że i z Tobą jest mocno nie halo. Prawdopodobnie jest to efektem tego, że weszłaś w dziwny układ, z zaburzonym a może nawet i chorym psychicznie człowiekiem. Fakt, że weszłaś w taki układ, jest bardzo niepokojącym sygnałem, bo ewidentnie świadczy o tym, że masz jakieś ze sobą problemy. Normalna i zdrowa kobieta na pewno nie angażowałaby się z coś takiego, bo hamowałby ją zdrowy instynkt samozachowawczy i zwykły chłopski rozum, ale przede wszystkim hamowałaby ją instynkt samozachowawczy. Ty jesteś jakby tego pozbawiona.
Może masz skłonności do mitomanii?
Może lubisz wyzwania źle pojęte?
Nie wiadomo, co z Toba jest, ale ja zalecałabym Ci terapię u dobrego psychologa.
Może masz jakąś depresję albo cechuje Cię rozchwianie emocjonalne- coś jest na rzeczy.
Za długo trwa taki stan u ciebie, żeby można było to bagatelizować i może pora by juz była zająć się swoją głową?
Nic nie będzie z tej znajomości i ja życzę Ci z całego serca, żeby ten chłopak dalej trwał przy swoim negatywnym nastawieniu do Ciebie, do związku z Tobą- za kilka lat, jeśli zrobisz porządek sama ze sobą i poznasz normalnego faceta, to Bogu będziesz dziękowała za brak zainteresowania Tobą ze strony zaburzonego. Dzisiaj wydaje Ci się to abstrakcją, bo sama jesteś porządnie pokręcona przez tę znajomość, ale kiedyś przekonasz się, że miałam, rację. Pod warunkiem jednak, że ruszysz tyłek i zamiast rozwalać intencje wariata na czynniki pierwsze, Ty zaczniesz robic porządek sama ze soba i dla własnego dobra.
Chwała Bogu, że teraz przynajmniej postanowiłaś nie odzywać się do zaburzonego pierwsza i przepraszać go za to, że zyjesz, lecz siedzisz i czekasz na telefon. To chore, że czekasz i właśnie z tym zrób porządek.
Zmień priorytety życiowe i zacznij myśleć przytomnie, bo czubów nie brakuje i jeśli Ty dalej będziesz taka dziewczyniną, jaka jesteś, to zeżrą Cię te czuby, a Ty nawet nie będziesz wiedziała, kiedy to się stanie, dlaczego i po co?
A Tobie Gosiu gratuluję wielkiej życiowej mądrości (czytałam Twój wątek i jestem pod wrażeniem) i życzę, byś wytrwała w swoim mądrym postanowieniu.
Dzięki julko
bardzo dziękuję!
Wierzę że autorka wątku odnajdzie siebie i swoje potrzeby w tej pokretnej historii.
Trzymam bardzo kciuki, żeby tak się stało jak najszybciej.
Jak czytałam Twój post, miałam wrażenie, jakbym trochę czytała o sobie i swojej relacji z moim wariatem. Otóż na wstępie muszę zaznaczyć, że ze mną wszystko w porządku, nie mam żadnych ze sobą problemów i myślę, że wmawianie autorce tego na podstawie jednego postu jest krótko mówiąc nadużyciem. Laska się o siebie boi, a Ty Julka jej mówisz, że na pewno jest szurnięta. Otóż nie, droga autorko, Twoje reakcje i zachowania wcale nie muszą świadczyć o tym, że jest z Tobą coś nie tak, bo zakochałaś się w wariacie. Z tego, co widzę, jesteś nieśmiałą romantyczką, która została trochę poturbowana. Mimo, że nie jestem taką delikatną osobą, jak Ty, też dostałam ostre bęcki od księcia z bajki, co wziął i zwariował. Ale do rzeczy.
Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujesz przyjaciół i rodziny, ich wsparcia. Nie izoluj się, pozwól sobie pomóc. To ważne, żeby był przy Tobie czasem ktoś, kto zabierze Cię do swojego świata, poopowiada Ci o swoim życiu, oderwie Cię od tej dojmującej tęsknoty, którą przeżywasz. Daj sobie czas, ale też zajmij się sobą, zaopiekuj, rób sobie przyjemności, bierz aromatyczne kąpiele ze świecami i kieliszkiem wina, nakładaj maski i czytaj cosmo w tej wannie. Rozmawiaj dużo ze sobą, twórz humorystyczne scenariusze, co by było, gdybyś z nim była. Może to dobrze, że z nim nie jesteś, skoro Cię poturbował?
Nabierz dystansu, na jednym kolesiu świat się nie kończy. Przysięgam.
Jeśli trzeba, idź do psychologa, on Ci pomoże z tym dystansem.
Poza tym - młoda jesteś, na pewno wszystko będzie dobrze, tylko nie oddawaj się destrukcyjnym myślom i działaniom, bo to zwyczajnie nie ma sensu. KOCHAJ SIEBIE!
Baronowo, piękny wpis! Zgadzam się.
Gdyby nie pomoc i wsparcie moich bliskich, na pewno nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. To chyba teraz najlepsza rada.
Niestety nsa początku bywa tak że wydaje nam się że wiemy najlepiej bo wciąż wierzymy w jego wspaniałość, wspaniałość wariackiej głowy, kryta jest fascynująca..
Owszem, tą góra potrafi fascynować bardzo długo ale też długo się z takich blizn nasza psychika leczy. Myślę że szybko wygenerujesz sobie w głowie mroczne scenariusze, bo nas dłuższą metę takie relacje zwyczajnie niszczą.
To jak gdyby pozwolić komuś wysysac Twoja energię poprzez bardzo małą dziurkę, powoli, stopniowo.. Tak żebyś się nawet nie zorientowala kiedy zostanie z ciebie sparciala stara guma po materacu...
zostanie z ciebie sparciala stara guma po materacu...
ta sparciała guma to ja. prawie. chociaż dmucham, ile sił. To jest tak, że jeśli pozwolisz się zjeść, to potem będziesz mniej odporna na mniejsze problemy. potem strasznie dużo czasu musi leczyć te rany. Jednym słowem - szkoda życia ![]()
I ja się teraz tak czuję. Zaczęłam bać się ludzi, kontaktu z nimi. Zawsze byłam otwarta, miła, energiczna, przyjacielska.. Buduje to na nowo bp taki jest rdzeń mojej osobowości, ale to dla mnie walka.
Autorko wątku, nie rób sobie tego. My to przeżylysmy, my to znamy. Dbaj o siebie.
Moim zdaniem jest gejem.
Wszystko się zgadza:
- lubił Cię jako przyjaciółkę, ale nie chciał związku
- chodził do psychologa
- nie spotykał się przez te 5 lat z żadną inną
- gdy jednak zdecydował się na Ciebie, unikał kontaktu fizycznego
- po wszystkim zwrócił się w stronę Boga i modlitw.
Moim zdaniem jest gejem.
Wszystko się zgadza:
- lubił Cię jako przyjaciółkę, ale nie chciał związku
- chodził do psychologa
- nie spotykał się przez te 5 lat z żadną inną
- gdy jednak zdecydował się na Ciebie, unikał kontaktu fizycznego
- po wszystkim zwrócił się w stronę Boga i modlitw.
GENIUSZ!
i jeszcze ta iskra, co nie był w stanie jej wykrzesać ![]()
Jakby nie patrzeć.
Możemy sobie żartować ale dorawa jest poważna i to się wydaje bardzo prawdopodobne.
Chłop może nie miał odwagi wyjść z szafy i ujawnić swoich preferencji a dziewczynę bardzo lubił. Chciał się zmusić do związku z kobietą, alew jego natura mu na to nie pozwoliła.
Przemyśl to Autorko.. Zauważyłaś tego typu znaki?
Dobry wieczór!
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Naprawdę cieszę się, że zdecydowałam się o tym napisać - zawsze unikałam tego tematu. Teraz jest mi nieco lżej.
Nigdy nie miałam problemów psychicznych i nikt w mojej rodzinie nie cierpi na podobne zaburzenia. Po prostu jest mi okropnie żal, że z początkowego, niezmierzonego szczęścia zostało wielkie nic... To nie jest tak, że te nasze problemy były permanentne -nie wiem jak wytłumaczyć uczucie, kiedy masz 100% pewności, że ktoś rozumie Cię bez słów. Mieliśmy taki sam pogląd na świat, rozmawialiśmy godzinami... poza tym zawsze mówił, że jeśli mnie kiedyś zabraknie to w jego życiu zostanie wielka pustka, że każdą kobietę będzie postrzegał przez mój pryzmat. To jest właśnie mój ból - słowa przeczyły czynom.
Wiem, że miał manię. Ale nie sądzę, żeby był homoseksualny. Bardziej zastanawia mnie fakt, że kiedy przyszedł czas na te nieprzyjemne chwile w naszej relacji, tłumaczył mi, że "ktoś inny zaoferuje Ci więcej jako prawdziwy facet". Dopytywałam, ciągnęłam za język, żeby dowiedzieć się o co chodzi - jeśli miałby jakikolwiek problem ze swoją fizycznością nie stanowiłoby to dla mnie najmniejszego problemu. Bo akceptowałam go w całości, takim, jaki był. Zawsze mu to powtarzałam. Mówiłam, żeby się o nic nie martwił. I tak nic mi nie powiedział.
Na rozstanie powiedział mi, że "kopię go" - zapytacie Panie - jak? Ano...- swoimi zapewnieniami, że jest dla mnie najważniejszym mężczyzną na świecie, że jest 'inny' niż wszyscy 'inni', że jestem z nim szczęśliwa. To chyba zabolało najmocniej - starałam się, żeby czuł się dobrze i bezpiecznie (wiedziałam, że ukrywa jakiś problem).
Boli bardzo, boli, bo się tak fatalnie zawiodłam ![]()
Najgorsze jest to, że moi domownicy zawsze go wspominają, że był taki dobry, że tak do mnie pasował... W stosunku do kolejnych moich mężczyzn zawsze pojawia się krytyka.
W ostatnim czasie zdążyłam poznać pewnego mężczyznę. Ale sama to skończyłam. Dlaczego? Bo nie potrafię uwierzyć w ani jedno piękne słowo, które skierował pod moim adresem. Kiedy wracałam do pustego mieszkania po randce z nowym, czułam się tak fatalnie... Nie jestem histeryczką, ale same łzy płynęły z oczu. Wiem, że wiele tracę przez to, że nie cieszę się chwilą. I to też strasznie męczy... chcę być szczęśliwa, ale coś mnie blokuje, uciekam od ludzi. Bo się panicznie boje. I może julkaxx ma trochę racji - uciekanie od mężczyzn nie jest normalne. Ale staram się z tym walczyć.
Kochana Ty moja- kompletnie mnie nie zrozumiałaś. Mnie nawet przez mysl nie przeszło, że Ty jesteś nienormalna, jakaś zaburzona albo coś w tym stylu.
Jesteś po prostu bardzo uczuciową i wrażliwą osobą, a pisząc o tym, że jesteś pokręcona miałam na mysli to, że każda osoba, która uwikłana jest w dziwną relację, której nie rozumie, która jest dla niej destrukcyjna w jakims sensie jest zaburzona, ale tylko i wyłącznie w odniesieniu do tej właśnie chorej relacji.
Jaki cudem Ty miałabyś czuć się dobrze, skoro ktoś wysyła do ciebie tak sprzeczne sygnały?- tak postępuje albo człowiek chory na głowę, albo wyrachowany uwodziciel.
Ten "Twój" pachnie mi raczej zaburzeńcem. Zaburzony to nie znaczy, że jest gejem- poczytaj sobie na temat zaburzeń osobowości, bo wydaje mi się, że niewiele wiesz na ten temat.
Jeśli zadajesz się z kimś takim i słuchasz bełkotu szaleńca i na nieszczeście jeszcze bierzesz sobie ten bełkot do serca, to nie ma możliwości, by taki bełkot nie odbił się na Twojej psychice, szczególnie że jesteś tak wrażliwą i uczuciowa osobą.
Napisałam Ci, żebyś nad sobą popracowała, bo wokół pełno jest czubów, a Ty, wydajesz się mi, idealnym dla nich żerem.
Ten niby Twój, być może, nie działa z premedytacją może on jak wstaje rano, to nie mysli sobie "no, cóż tu dzisiaj sobie wymyślić, żeby zdołować tę dziewczynę, ależ to naiwna gąska, zabawię się dzisiaj znowu", to nie tak. Ja myślę, że on nie ma złych intencji i raczej jest życzliwą dla Ciebie osobą.
Problem polega na czymś zupełnie innym- ten facet, najzwyczajniej w świecie, nie ma Ci nic do zaoferowania i prawdopodobnie on doskonale o tym wie, dlatego tak do Ciebie mówi.
Nie byłabyś szczęśliwa z takim człowiekiem, bo cały czas chodziłabyś pod ścianami, wpatrywała się pilnie w jego gesty, analizowałabyś każdą minę, każde zdanie które on by wypowiedział, żyłabyś, jak zając pod miedzą, bo nigdy nie wiedziałabyś, co spotka Cię z jego strony, kiedy mu odbije, kiedy pójdzie sobie w siną dal, bo nagle coś by mu się uwidziało. To wykańczalnia za życia a nie związek, w którym kobieta miałaby rozkwitać i cieszyć się życiem. Ty powinnas być z facetem, który będzie dla Ciebie czytelny, a nie wiecznie rozwiązywać jakieś chore zagadki. Odpuść sobie tę znajomość.
Akita91
jesli chcesz z kims pogadac wyzalic sie czy wysluchac kogos histori napisz do mnie sam z kims bym pogadal email mam w profilu