netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

77 odpowiedzi19 666 wyświetleńzałożony przez Nasturcja25, 23.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

1

Temat: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

cześć dziewczyny!
Mam straszny problem,  boli mnie dusza. Mój pierwszy mężczyzna,  wydawałoby się ze idealny facet,  porzucił mnie po 7 latach dla innej mówiąc ze do siebie nie pasujemy. Poznałam go jeszcze w liceum i od tamtej chwili byliśmy nierozlaczni,  mieszkaliśmy razem 6 lat! A on po stracie pracy pojechał do naszej rodzinnej miejscowości naprawić auto i juz nie wrócił. Przez 1,5 miesiąca mnie zwodzil,  mówił ze wróci,  mieliśmy plany, przyjeżdżalam na weekendy,  czekałam a on przyjechał tydzień temu i ze mną zerwał mówiąc ze nie czuje tego,  że go nie znam,  że nie spędziłam z nim czasu jak on chciał,  pozostawił mnie w poczuciu winy, że to ja powinnam się dostosować. Mam poczucie ze gdybym imprezowala z nim i jego znajomymi tak jak on chciał to by było dobrze. Najgorsze jest to ze on mnie zostawił dla dziewczyny,  która jest imprezowa, sympatyczna,  ale głupia jak but! Zawsze mówił ze wychowywać czyjeś dzieci to jest straszne, a teraz pakuje się w związek z luźną dziewczyną z dzieckiem. Na ostatniej rozmowie mi powiedział ze jeżeli jestem z nim teraz w ciąży to musze usunąć,  bo on nie chce sobie spi******ć życia i żebym nie myślała ze stworzymy szczęśliwą rodzinę. Nie poznawalam go wtedy. Ja wiem ze on taki nie jest!  Nie wiem co w niego wstąpiło. Powiedział mi tyle złych rzeczy a ja jestem w stanie mu wszystko wybaczyć, tylko żeby wrócił. Ale wiem, że to się nie wydarzy.Był zimny jak skała.Mam poczucie ze to ja zepsułam tą relację, że straciłaM coś wartościowego. W

2

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

cześć dziewczyny!
Mam straszny problem,  boli mnie dusza. Mój pierwszy mężczyzna,  wydawałoby się ze idealny facet,  porzucił mnie po 7 latach dla innej mówiąc ze do siebie nie pasujemy. Poznałam go jeszcze w liceum i od tamtej chwili byliśmy nierozlaczni,  mieszkaliśmy razem 6 lat! A on po stracie pracy pojechał do naszej rodzinnej miejscowości naprawić auto i juz nie wrócił. Przez 1,5 miesiąca mnie zwodzil,  mówił ze wróci,  mieliśmy plany, przyjeżdżalam na weekendy,  czekałam a on przyjechał tydzień temu i ze mną zerwał mówiąc ze nie czuje tego,  że go nie znam,  że nie spędziłam z nim czasu jak on chciał,  pozostawił mnie w poczuciu winy, że to ja powinnam się dostosować. Mam poczucie ze gdybym imprezowala z nim i jego znajomymi tak jak on chciał to by było dobrze. Najgorsze jest to ze on mnie zostawił dla dziewczyny,  która jest imprezowa, sympatyczna,  ale głupia jak but! Zawsze mówił ze wychowywać czyjeś dzieci to jest straszne, a teraz pakuje się w związek z luźną dziewczyną z dzieckiem. Na ostatniej rozmowie mi powiedział ze jeżeli jestem z nim teraz w ciąży to musze usunąć,  bo on nie chce sobie spi******ć życia i żebym nie myślała ze stworzymy szczęśliwą rodzinę. Nie poznawalam go wtedy. Ja wiem ze on taki nie jest!  Nie wiem co w niego wstąpiło. Powiedział mi tyle złych rzeczy a ja jestem w stanie mu wszystko wybaczyć, tylko żeby wrócił. Ale wiem, że to się nie wydarzy.Był zimny jak skała.Mam poczucie ze to ja zepsułam tą relację, że straciłaM coś wartościowego. W

Skoro to jego wybor to jaka tu w tym Twoja wina? Moim zdaniem żadna. A to, że tak sie konczy duza czesc zwiazkow z liceum to klasyk. Lepiej teraz niz pozniej. Glownym jednak powodem obecnej sytuacji jest jego zwiazek z inna wiec klasyczna zdrada. Ciebie nie kocha i moze od dawna nie kochal, albo wogole. Jesli natomiast Ty masz w sobie poklady milosci, to na pewno bedziesz je mogla okazac, kiedys w przyszlosci, komus, kto na to zasluguje.

3

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Boli mnie najbardziej ze przez ostatnie 7 lat mieliśmy codzienny kontakt, codzienny. A od piątku żadnego. Nie umiem sobie z tym dać rady. Nie umiem sobie wyobrazić ze można tak kogoś odsunąć,  nie odzywać się,  nie tęsknić. Bardzo brzydko ten związek został zakończony,  ja wiem ze można kogoś przestać kochać, ale on byl bardzo chamski dla mnie,  nie poznawalam człowieka. Zazdroszczę, że ona będzie miała teraz to co ja miałam,  takie poczucie bezpieczeństwa,  stałość i uczucie.

4

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

No niespecjalna mi to stałość, skoro tak się zachował i tyle okropnych rzeczy Ci powiedział.
Po pierwsze to co musisz czym prędzej sobie wpoić to fakt, że to nie Twoja wina. A na pewno nie całkowita. Niejedna trudna chwila przed Tobą, to początek drogi przez ciernie. Ale musisz być silna. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas będziesz go bronić i szukać wymówek na wszystkie zarzuty skierowane w jego stronę.
No i jeszcze jedno - pamiętaj, że jeśli już mowa o utracie czegoś wartościowego (o ile można tak mówić w przypadku zdrady), to przy rozstaniu tracą obydwie strony, nie tylko Ty.
Póki musisz to wszystko zostawić w spokoju.

5

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Na ostatniej rozmowie mi powiedział ze jeżeli jestem z nim teraz w ciąży to musze usunąć,  bo on nie chce sobie spi******ć życia i żebym nie myślała ze stworzymy szczęśliwą rodzinę.

Nasturcja25 napisał/a:

Mam poczucie ze to ja zepsułam tą relację, że straciłaM coś wartościowego. W

Wątpię byś straciła coś wyjątkowego... raczej gość uratował Cię przed największym błędem jaki mogłaś popełnić.

6

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Nie sposób nie zgodzić się z przedmówcą. To tylko świadczy o nim jaki naprawdę był, tak więc nie straciłaś za wiele, wręcz zyskałaś, bo gość zachował się okropnie.

7

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Wiesz..
Czytam i czytam i myślę sobie, że to wszystko, co powiedział, jak się zachował, to jeden wielki \akt niemiłości\. Człowiek który szczerze kocha, tak się nie zachowuje.
Wyobraź sobie, że jesteś teraz w ciąży, a on odchodzi do jakiejś różowej panny z dzieckiem... wiesz jak to się nazywa? Nieodpowiedzialność.
Chciałabyś mieć takiego partnera na całe życie?

Powiem Ci więcej, jeśli jakimś cudem do niego wrócisz, będziesz próbować wrócić lub on za jakiś czas będzie chciał wrócić, już nigdy nie będzie Ci się jawił jako ten człowiek, którego znałaś. Już zawsze będziesz pamiętać paskudne słowa, jakimi Cię obrzucił tydzień temu. Zawsze byś mu to wypominała. Można wybaczyć, ale pamięta się zawsze.

Na razie jesteś w szoku, ale uwierz mi, że będzie lepiej. Ze swoją największą, pierwszą, 4letnią miłością zakończyliśmy relację pół roku temu. Wciąż się jeszcze troszkę biję, ale jest o wiele, wiele lepiej.
Daj sobie czas, zajmij się sobą. Idź do fryzjera, do kina z kumpelą, na fajną wystawę do muzeum. Rozerwij się.

Nie odzywa się, bo chce być konsekwentny i pewnie właśnie przygotowuje obiad swojej nowej dziewczynie i jej dziecku. I niech mu na zdrowie! Powiedz, kiedy będzie następna dla której odejdzie od nich obojga? Za 7 lat?

Czy chciałabyś być na miejscu tej dziewczyny za 7 lat? Bo ja nie...

8 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-03-24 08:15:52)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Fakt, jestem w szoku. Rozmawiałam z nim wczoraj przez telefon, powiedział ze może popełnił największy błąd swojego życia, ale nic się już nie zmieni, bo podjął decyzję. Najbardziej boli mnie to, że po zakończeniu naszego związku od razu afiszowal się z nową miłością. Dobrze, że tam nie mieszkam, bo serce by mi pękło.  Najbardziej mnie boli brak kontaktu, chodź wiem ze nie byłoby lepiej. Postanowiłam zapisać się do psychologa, może pomoże zrozumieć mi tę całą sytuację.
Dobrze, że mam bardzo mocne wsparcie przyjaciółek, z którymi zamieszkałam i siostry. Inaczej pewnie wszystko by się posypało.
Dziewczyny,  ja dzisiaj mam urodziny!  Chyba najgorsze w moim życiu.

9

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Wcale nie najgorsze  a najlepsze bo bez udawanej i niepełnej miłości. Los daje Ci właśnie możliwość na spotkanie kogoś, kto nie będzie cię oszukiwał. Myślę że od trwania w takiej relacji, jaką miałaś o wiele lepsze jest rozstanie.
I wszystkiego dobrego, baw się smile))

10

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Bardzo boli mnie też to, że powiedział ze do końca nie wiedział, nie był zdecydowany,  że to była najtrudniejsza decyzja w jego życiu,  a na drugi dzień oficjalnie się z nią spotyka. Ja tego nie rozumiem.

11

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Kochana,
on sam widocznie nie wie o co mu chodzi. Widocznie nie jest ciebie pewien, a nią tuszuje swój ból i rozgoryczenie. To się często zdarza.życz mu dobrze, jemu należy współczuć. Myśl o nim dobrze, choć wiem że to trudne.

12

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Ja myślę o nim dobrze. Tłumacze go,  nie umiem przed sobą się przyznać,  że mój ukochany mężczyzna mnie zranił jak nikt nigdy.Mój 25 rok życia był bardzo parszywy. W sierpniu umarła mi mama a teraz to.Jak żyć?

13 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-24 10:12:33)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Kochana u mnie niemalże taka sama sytuacja. Po 10 latach. On nie wie co do mnie czuje, jak mnie zostawiał to płakał, 3 tygodnie temu mówił mi, że tęskni za mną, że mu mnie brakuje, że jest zazdrosny itp., a dzień później, że ponieważ on wie, że ja jemu nie wybaczę, że od naszego rozstania spotykał się z inną i ze mną na raz to odchodzi do niej, bo z nią zaczyna z czystą kartą. I nadal mówi ludziom, że on nie wie czy mnie kocha, czy to tylko przyzwyczajenie, że nie wie czy dobrze zrobił. Że czas pokaże kogo mu brakuje itp. Że nikt nie wie jak jemu jest ciężko, że wolałby umrzeć niż podejmować takie decyzje...
A ja powiedziałam, że wybaczę. I co? Jest z nią, z nią sobie układa życie. I też go tłumaczę NADAL mówiąc, że on się pogubił, że ona to tylko "plasterek", że boi się że nam nie wyjdzie a nie chce zostać sam, itp., itd.

14

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
tamta89 napisał/a:

Kochana u mnie niemalże taka sama sytuacja. Po 10 latach. On nie wie co do mnie czuje, jak mnie zostawiał to płakał, 3 tygodnie temu mówił mi, że tęskni za mną, że mu mnie brakuje, że jest zazdrosny itp., a dzień później, że ponieważ on wie, że ja jemu nie wybaczę, że od naszego rozstania spotykał się z inną i ze mną na raz to odchodzi do niej, bo z nią zaczyna z czystą kartą. I nadal mówi ludziom, że on nie wie czy mnie kocha, czy to tylko przyzwyczajenie, że nie wie czy dobrze zrobił. Że czas pokaże kogo mu brakuje itp. Że nikt nie wie jak jemu jest ciężko, że wolałby umrzeć niż podejmować takie decyzje...
A ja powiedziałam, że wybaczę. I co? Jest z nią, z nią sobie układa życie. I też go tłumaczę NADAL mówiąc, że on się pogubił, że ona to tylko "plasterek", że boi się że nam nie wyjdzie a nie chce zostać sam, itp., itd.

Jakby mi ktoś opowiedział taka sytuacje,  to bym powiedziała ;Dziewczyno!  Daj spokój!  Jesteś młoda, piękna, pełna życia. Żyj, a w końcu ktoś.inny.inny zajmie jego miejsce.
Niestety, do mnie  nie dociera, jak ktoś mówi to do mnie.

15

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Długo nor będzie to do Ciebie docierać.
Dopóki nie zobaczysz go z tą laską, z tym dzieckiem...
Dopóki nie zobaczysz jak ich obejmuje, całuję.
Nie życzę ci żebyś to widziała.
Jestem pół roku po rozstaniu i dopiero teraz dochodzę do siebie.
Zobaczysz, niedługo będzie o wiele lepiej.

16

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
GosiaSrosia napisał/a:

Długo nor będzie to do Ciebie docierać.
Dopóki nie zobaczysz go z tą laską, z tym dzieckiem...
Dopóki nie zobaczysz jak ich obejmuje, całuję.
Nie życzę ci żebyś to widziała.
Jestem pół roku po rozstaniu i dopiero teraz dochodzę do siebie.
Zobaczysz, niedługo będzie o wiele lepiej.

Ja nie wiem czy do mnie dotrze, że już NIGDY nie będziemy razem nawet jak ich zobaczę... sad

17

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

A po co ci palant który prowadza się z inną?

18

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Heh dobre pytanie... Za bardzo go kocham, żeby dać sobie całkiem spokój. Nie jestem szczęśliwa. Kochałam swoje życie, teraz nie ma już jego i nie ma tego życia. Bardzo za nim tęsknię...

19

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

I po takiej historii jego z inną baba byłabyś w stanie dalej z nim być, dalej mu udać? Nie miałabyś podejrzeń że on zaraz ogólnie do innej baby? Bo ja bym już nie ufała, nie wierzyła...

20

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Zaufać w 100% już chyba nikomu nie będę potrafiła, natomiast mimo wszystko uważam, że to nie jest człowiek, który lata za spódniczkami i zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Dlatego też nie podejrzewam, że z nią się zaraz rozejdzie. O ile nie zwiąże się z nią na stałe (czyt. ślub) o tyle myślę, że nawet jeśli mnie kocha tylko zwyczajnie się pogubił, zafascynował itp. to żeby do tego dojść, odejść od niej zajmie mu dużo czasu.

21

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Boli mnie najbardziej ze przez ostatnie 7 lat mieliśmy codzienny kontakt, codzienny. A od piątku żadnego. Nie umiem sobie z tym dać rady. Nie umiem sobie wyobrazić ze można tak kogoś odsunąć,  nie odzywać się,  nie tęsknić. Bardzo brzydko ten związek został zakończony,  ja wiem ze można kogoś przestać kochać, ale on byl bardzo chamski dla mnie,  nie poznawalam człowieka. Zazdroszczę, że ona będzie miała teraz to co ja miałam,  takie poczucie bezpieczeństwa,  stałość i uczucie.

Nasturcja jak nie ma szacunku w tym związku i jak nie macie dzieci to uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Sytuacja nigdy nie poprawi się i nie wróci do punktu wyjścia. Życie w związku bez szacunku nie jest lekkie. W końcu znienawidzisz siebie... Wiem coś o tym. Wystarczy jeden chamski tekst i wiem, że będą następne. Już pewne bariery zostały pokonane... i druga strona nie będzie już liczyć się ze słowami. U mnie tak właśnie było.

Ja gdybym nie miała dzieci i całego tego dobytku typu kredyt już dawno bym go zostawiła...Ale jak na razie zaciskam zęby i trwam dalej w tym chorym układzie. Odkładam pieniądze i czekam aż dzieci podrosną.

22

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Mała34 napisał/a:
Nasturcja25 napisał/a:

Boli mnie najbardziej ze przez ostatnie 7 lat mieliśmy codzienny kontakt, codzienny. A od piątku żadnego. Nie umiem sobie z tym dać rady. Nie umiem sobie wyobrazić ze można tak kogoś odsunąć,  nie odzywać się,  nie tęsknić. Bardzo brzydko ten związek został zakończony,  ja wiem ze można kogoś przestać kochać, ale on byl bardzo chamski dla mnie,  nie poznawalam człowieka. Zazdroszczę, że ona będzie miała teraz to co ja miałam,  takie poczucie bezpieczeństwa,  stałość i uczucie.

Nasturcja jak nie ma szacunku w tym związku i jak nie macie dzieci to uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Sytuacja nigdy nie poprawi się i nie wróci do punktu wyjścia. Życie w związku bez szacunku nie jest lekkie. W końcu znienawidzisz siebie... Wiem coś o tym. Wystarczy jeden chamski tekst i wiem, że będą następne. Już pewne bariery zostały pokonane... i druga strona nie będzie już liczyć się ze słowami. U mnie tak właśnie było.

Ja gdybym nie miała dzieci i całego tego dobytku typu kredyt już dawno bym go zostawiła...Ale jak na razie zaciskam zęby i trwam dalej w tym chorym układzie. Odkładam pieniądze i czekam aż dzieci podrosną.

Powiedział mi ze jemu samemu nie podobało się jak mnie traktowal, ale nie dawał rady. Wściekal się za każdy drobiazg drobiazg. Prawda jest taka ze w pewnym momencie bałam się powiedzieć cokolwiek,  żeby się tylko nie wkurzył. Mówił mi ze jestem głupia,  że nie da się ze mną porozmawiac,  a ja przecież obracam się między ludźmi, pracuje z fachowcami i nikt nigdy nie powiedział ze jestem głupia, wręcz przeciwnie.

23

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

I gdybyście do siebie wrócili, nic by się nie zmieniło. PO takich akcjach nie da się już wróżyć do tego, co było.
Bądź dobrej myśli, będzie lepiej.

24

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Bardzo ciężkie jest to wszystko,  nie wiem jak można kogoś zwodzić,  mówić jak mu ciężko, jaką ta Decyzja była trudna i być może najglupsza w życiu a na drugi dzień prowadzac się  dziewczynĄ. Czy nie byłoby prościej powiedzieć ze nie kocham cie juz,  wypaliło się a nie wymyślac jakies dziecinne powody typu ze szukałam telefonu przed.wyjściem ?

25

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Słuchaj, jak się chce, znacie się drogę. A on już waszej drogi nie chce.
Bądź silna!!!

26

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

"straciłaM coś wartościowego."

" Na ostatniej rozmowie mi powiedział ze jeżeli jestem z nim teraz w ciąży to musze usunąć,  bo on nie chce sobie spi******ć życia"

ogarnij się, dziewczyno! albo zadzwoń po kogoś, kto Ci przyłoży w łeb gumowym młotem. masakra. jakie wybaczyć? przecież to jakiś prostak skończony jest.

27

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Tak, tak brzmi to żałosnie, cały czas go bronię a powinnam mieć go w głębokim poważaniu. Na razie sobie radzę, bo go nie widuję, boje się odwiedzin w rodzinnym mieście,  bo wszystko pewnie wróci. Jeszcze go nie znienawidzilam, nawet nie znielubilam.

28

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Nie musisz go nienawidzić, nie musisz go nie lubić, nie życzę Ci takich emocji. Przestań w końcu myśleć o nim i zacznij myśleć o sobie. Czy naprawdę jesteś tak mało warta, że można tak do Ciebie mówić? Przede wszystkim popracuj nad poczuciem własnej wartości, bo jak ja bym usłyszała taki tekst, to gościu by dostał piąchą w szczenę, co to w ogóle ma być, że przychlast pozwala sobie na takie teksty do kobiety??? Gdzie jest Twoja godność, ja się pytam!

29

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Baronowa ma rację, nie warto kumulować w sobie złych emocji.
Myśl o sobie i swoich potrzebach. O sobie nie myśl źle przede wszystkich, to nie Twoja winna, Ty nic złego nie zrobiłaś. To on urodził się gnojem którego czar na ciebie działał.
Dobrze że okazał się gnojem teraz a nie za dziesięć lat..

30

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Ja rozumiem ze musze odpuścić, ale to się stało tak niedawno. Ja wciąż jestem w szoku "bo on taki nie jest ", "ja go znam " dałabym sobie up*****lic rękę za niego,  a tu taka heca. Mieszkałam z nim 6 lat, on się tak dobrze maskowal, że ja nie zauważyłam co się święci? Wyszedł z niego kawał gnoja na sam koniec, aż przykro.

31

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Takie dziadostwo parafii się pięknie kryć pod płaszczem pięknych słów i rzekomej miłości.. Ale Ty jesteś mądrzejsza i dasz temu radę!

32 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-03-25 12:24:43)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Pomijając jak mnie skrzywdził to jest mi jego szkoda i boję się że się stoczy. On wykształcony człowiek z delikatnymi ciągotami do autodestrukcji, które ją przez te wszystkie lata powstrzymywalam,  wrócił do małej miejscowości,  do kolegów z problemami (brak wykształcenia, pracy)  tylko dlatego ze go ciągnie do zabawy. Dziewczyna która wybrał tez nie jest najwyższych lotów (szkoły żadnej) i boję się że się zatraci. Jak się poznaliśmy tez lubił się zabawiać na różne sposoby, ale ja byłam "normalna " on się zakochał i walczył z tym. Ja tez przez ten cały związek byłam bardzo tolerancyjna, nigdy nie było awantur o wyjścia z kolegami, imprezy, ufalam bezgranicznie i wiedziałam że on jest fair. A teraz on jest tam,  na razie bez pracy i boję się że zacznie się to co było przedemną I wyjdzie z tego klapa.

33

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Cześć Dziewczyny,

Juz mija prawie 2 tygodnie od rozstania. Radzę sobie,  chodzę do pracy, mam wsparcie znajomych,  ale mimo wszystko bardzo tęsknię. On w ogóle się nie odzywa,  zerwał kontakt całkowicie. Jak zadzwoniłam złozyc mu życzenia na urodziny to nie był zbyt miły.dlaczego?  Jak to możliwe,  że go nie interesuje co u mnie,  jak sobie radzę?

34

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Ty jesteś dla niego przeszłością i do tego niezbyt chlubna dla niego, więc najchętniej zapomnialby o Tobie na dobre.

35

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Jacenty89 napisał/a:

Ty jesteś dla niego przeszłością i do tego niezbyt chlubna dla niego, więc najchętniej zapomnialby o Tobie na dobre.

Dlaczego niezbyt chlubną?

36

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Niezbyt chlibna, bo nie dalas soba juz dluzej manipulowac.
Kochana, on Ci kazal usunac swoje dziecko, jesli jestes z nim teraz w ciazy... Za tym tez tesknisz?

37

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

"Powiedział mi ze jemu samemu nie podobało się jak mnie traktowal, ale nie dawał rady. Wściekal się za każdy drobiazg drobiazg. Prawda jest taka ze w pewnym momencie bałam się powiedzieć cokolwiek,  żeby się tylko nie wkurzył. Mówił mi ze jestem głupia,  że nie da się ze mną porozmawiac,  a ja przecież obracam się między ludźmi, pracuje z fachowcami i nikt nigdy nie powiedział ze jestem głupia, wręcz przeciwnie."

A wiesz kiedy wściekamy się o każdy drobiazg? Kiedy tak nas ta druga osoba wkurza i drażni, że cokolwiek powie jest kłótnia (więc ty już boisz się odzywać)? Kiedy ta druga osoba jest głupia i nie można z nią rozmawiać?
Jak nie wiesz to ci powiem. Tak jest wtedy, gdy już kompletnie nic do tej osoby nie mamy, męczymy się i marzymy aby uwolnić się ze związku (ale jest nam trudno, wiemy, że to my jesteśmy źli, czekamy na dobry moment).
To zachowanie pokazuje, że on już od dawna nie mógł na ciebie patrzeć a co dopiero mówić o miłości. Dusił się i nie umiał ci powiedzieć, że to koniec. Nie ma w nim już ani kropli uczucia do ciebie.
Tak więc przestań się użalać nad nim. Niech się stoczy, jego wybór. Odpuść sobie go. Przypominaj sobie w chwilach tęsknoty jak tobą pomiatał. A nie odzywa się bo czuje ulgę, że się uwolnił wreszcie. Jak dzwonisz z życzeniami jest oschły, bo wcale nie chce tych życzeń od ciebie. Jak widzi twój numer to myśli 'o Boże, znowu ona,. niech się odczepi".
Nie jest to budujące ale niestety prawdziwe. Wyrzuć gościa z serca. Nie męcz się i nie miej nadziei. On może i wróci ale nie teraz, dopiero jak się wyszaleje i być może dostanie w dupę. Ale to będzie powrót do wygody i czas na lizanie ran bo na pewno nie z miłości. Z tej mąki nie będzie chleba, przykro mi.

38

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

@Araquelle straszne jest to co napisałaś. Ja nie liczę, ze on do mnie wróci,  bo gdyby coś czuł do mnie to odezwalby się. Ja się tak męcze, bo tęsknię za nim. Powinnam myśleć o tych złych rzeczach, ale nie umiem. bardzo mi go brakuje, ale nie odzywam się do niego.zero kontaktu

39 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-03-31 09:40:48)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Dziś mija tydzień od urwania kontaktu. Trochę wspominam i jest mi tak ciężko, że mam wrażenie ze się duszę. Może ostatnimi on był trochę drażliwy,  ale nie potrafię patrzeć przez pryzmat tych złych chwi. On jest naprawdę świetnym facetem, uczciwym i był przy mnie zawsze przez te lata. Nigdy nie mieliśmy kryzysów,  chwilowym rozstan i dlatego ta sytuacja to dla mnie szok.Czułam się przy nim bardzo pewnie, miałam plany. Chciałam rzucić prace i żebyśmy razem wrócili do naszego rodzinnego miasta i układali sobie życie, niestety nie dał mi szansy, wrócił sam.teraz czuje ze utknęlam w mieście moich studiów i juz nie mogę wrócić do mojej miejscowości, bo on tam jest. Pewnie gdyby ta dziewczyna( koleżanka znają się >10 lat) nie pojawiła się na horyzoncie dalej byśmy byli razem i może wyprowadzka dobrze by nam zrobiła.

Po tylu latach odciął się odemnie tak łatwo..

40

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Wiesz dlaczego się tak łatwo odciął i poszedł pod skrzydła innej? Bo jest fiu*em !

A to, że przeżywasz jest normalne... I tak dobrze sobie radzisz.
Ja przez pierwszy tydzień leżałam w łóżku i płakałam, wzięłam zwolnienie, brałam leki na sen, żeby jakoś wypoczywać po tej katordze w dzień.
Teraz widzę, że to wszystko nie było tego warte. Przypuszczam, że i Tobie za jakiś czas przejdzie.

A to dlaczego nie możesz wrócić do rodzinnego miasta? Bo on tam mieszka? Daj spokój.. skup się na sobie i swoich potrzebach!
W jakim studenckim mieście utknęłaś?

41

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

mieszkam teraz we Wrocławiu, ale mieliśmy takie mocne plany, że wrócimy. Ja zrezygnowałabym z pracy (w zawodzie, dobry pracodawca )  on jako inżynier znajdzie pracę w jakiejś fabryce, ja mogłabym spokojnie szukać innej roboty. Cały czas były takie plany, jeszcze miesiąc temu. Nie mogę tam wrócić, bo nie znajdę szybko pracy (jakbym była z nim to mogłabym pracować gdziekolwiek,  tak to nie ma po co obniżać kwalifikacji) i nie zniosłabym widoku nowej zakochaniej pary.zawsze było tak ze wszystkie wolne i wakacje (dopóki nie zaczęliśmy pracować)  spędziliśmy tam, ale to w większości było jego towarzystwo (moje powyjezdzalo na studia) i teraz nie czułabym sie tam komfortowo w miejscu gdzie wszyscy go znają i się z nim przyjaźnią.

42

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Wiecie co, on udaje że nie zna mojej rodziny. Odwraca głowę kiedy ich widzi. Dziś przechodził obok mojego ojca i tez nic.on chyba próbuje wyprzeć te kilka lat z pamięci (a przeciez byliśmy zgodną parą). Jak mnie zobaczy to tez się odwróci?  Przecież nie moja wina ze przestał mnie kochać. Ja nie męcze, nie odzywam się, nie żebrze o zainteresowanie. Może powinnam tak robić żeby tak szybko nie zapomniał?

43

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

To świadczy jedynie o nim. Widzisz z jakim człowiekiem miałaś do czynienia, bo co niby twój tata mu zrobił? Albo ty? No właśnie, nic. Z jego strony to po prostu zwykły brak kultury.

44

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Obrażony, bo to on musiał się ze mną rozstać i wyszedł na tego co skrzywdził. Chciał żebyśmy wspólnie podjęli tą decyzję, ja powiedziałam ze nigdy w życiu,że ma sam zadecydować.

45 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-04-01 14:09:50)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Dziewczyny, a może ja nie powinnam tak łatwo odpuszczać i zrywać kontakt, może powinnam pisać żeby wiedział ze ja gdzieś tam jestem. żeby nie mógł tak po prostu zapomnieć. Żałuję że nigdy ze mną nie usiadł i nie powiedział co go boli, tylko powiedział ze sama powinnam się domyślić.

Prawda jest taka ze on był do końca niezdecydowany, nawet jak Przyjechał pogadać to przywiózł dwie wielkie torby i zrobił pranie i mówił ze przyjechal na tydzień albo dłużej. Przecież jak masz zamiar się wyprowadzić to nie bierzesz gratów żeby zaraz je wieźć spowrotem. Wiec jak?  Jestem skolowana.

46

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

:-(

47

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Dziewczyny, a może ja nie powinnam tak łatwo odpuszczać i zrywać kontakt, może powinnam pisać żeby wiedział ze ja gdzieś tam jestem. żeby nie mógł tak po prostu zapomnieć. Żałuję że nigdy ze mną nie usiadł i nie powiedział co go boli, tylko powiedział ze sama powinnam się domyślić.

Prawda jest taka ze on był do końca niezdecydowany, nawet jak Przyjechał pogadać to przywiózł dwie wielkie torby i zrobił pranie i mówił ze przyjechal na tydzień albo dłużej. Przecież jak masz zamiar się wyprowadzić to nie bierzesz gratów żeby zaraz je wieźć spowrotem. Wiec jak?  Jestem skolowana.

Więc z tym niezdecydowaniem to podobnie jak u mnie...

48 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-04-01 14:39:17)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Mówił ze do końca tego nie planował. Pewnie jak pojawiła się ta dziewczyna to stwierdził że spróbuje.nie wiem czy jest sens Walczyć. Powiedział ze może podjął najgorszą decyzję w życiu, ale to zrobił. Czy warto walczyć, czy lepiej się nie narzucać i nie denerwować?

49

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Zdecydowanie lepiej się nie narzucać. Co ci to da? Krótko po tym jak mój były stwierdził, że dobrze się stało że się rozstaliśmy parę miesięcy wcześniej, bo on planuje wyjazd na dłużej za granicę stwierdziłam, że powinnam jeszcze spróbować, żeby potem nie żałować. Sam mówił, że nie wie czego chce od życia, jak ono ma wyglądać, więc stwierdziłam że może faktycznie pogubił się. Utrzymywaliśmy kontakt, proponowałam spotkania, nie byłam nachalna, nie narzucałam się. Po prostu powiedziałam, że chciałabym żeby się przekonał, że pewne rzeczy zmieniłam i przemyślałam. Widzieliśmy się parę razy, było kino, sam inicjował przytulenia, zaczepiał mnie, szukał po prostu kontaktu. Po wszystkim jak napisał, że już nic do mnie nie czuje to zapytałam po co mnie przytulał i cała reszta? A on, że spotykał się ze mną już jak z koleżanką i nie wiedział że to takie niestosowne. I co mi to wszystko dało? Nic, kompletnie. Jedyne co to przez miesiąc chodziłam skołowana, nie mogłam na niczym się skupić, byłam rozdarta, poirytowana i nie cieszyło mnie nic. A w głębi serca przecież wiedziałam, że to nie ma sensu, że po tym wszystkim co dla niego robiłam i jaka byłam to on powinien o mnie walczyć. Już wtedy mogłam zacząć swoją "żałobę", niestety dopiero później trafiłam na to forum. No ale cóż, widocznie to wszystko było mi potrzebne, musiałam się czegoś nauczyć.

50

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Kobieta nigdy nie powinna tak usilnie walczyć.

Poza tym, na pewno nie warto walczyć o faceta, który sam nie wie o co mu chodzi. Szukamy chłopca czy faceta?
Bo chłopca można znaleźć w piaskownicy, lepiącego swoje babki. Albo urodzić chłopca z pomocą innego, dobrego chłopa. Babkom z piasku i dorosłym chłopcom mówi się stanowcze: NIE!

Jak on nie wie, to kto ma do jasnej cholery wiedzieć? I kiedy? Na co chcesz czekać koleżanko?
Oni się nie zmieniają...

Mój, po tym jak mi naobiecywał, jakiej to nie przeszedł transformacji na lepszy model, powiedział mi, że jeśli mam mu powiedzieć NIE, to nawet mu się nie chce do mnie przyjeżdżać. I to ma być męska walka? To jest babka z piasku........... z kupą w środku!

51

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Ja wiem, że to nie ma sensu, bo ogrzewane kotlety są niejadalne. Mi chyba bardziej zależy na wyjasnieniach,  dlaczego mnie zwodzil przez 1,5 miesiąca, czemu przytulał jak przyjeżdżalam, co nim kierowało. Wiecie co, napisałam mu wczoraj ze jak juz wszystko opadnie to powinniśmy się kiedyś spotkać żeby na zimno sobie powyjaśniac. Wiecie co mi odpisał? ' Ze nie mówi nie, ale on nie wie co ta rozmowa może wnieść '. Byliśmy razem ponad 7 lat, mieszkaliśmy 6 lat,  zawsze razem a on nawet nie Czuje ze powinien zakończyć to z SZACUNKIEM. Zawsze wydawał mi się świetnym, odpowiedzialnym facetem, ale on jest taki malutki...

52 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-04-02 10:35:11)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Bardzo ciężkie jest to wszystko,  nie wiem jak można kogoś zwodzić,  mówić jak mu ciężko, jaką ta Decyzja była trudna i być może najglupsza w życiu a na drugi dzień prowadzac się  dziewczynĄ.

Nasturcjo, on tylko stara się siebie wybielić. Fakty są takie, że Ciebie skrzywdził. Zgadzam się w 100% z Araquelle - jego bardzo chamskie zachowanie w stosunku do Ciebie oraz reagowanie na Ciebie irytacją to jeden z sygnałów pojawienia się w jego życiu "tej drugiej". Słowem, Twoja miłość zaczęła go drażnić, bo myślami, sercem i czym innym był już gdzie indziej. Zdradził Cię, po czym odszedł do innej. Jak się domyślasz, takie zachowanie jest przez społeczeństwo bardzo źle widziane, więc Twój były partner postanowił zrobić z siebie męczennika, żeby go czasem ktoś nie zlinczował (bo skoro on taki biedny, to kto by kopał leżącego?). I teraz widzisz, tak mu ciężko, tak mu źle z tamtą kobietą, ale on normalnie musi wink Może mama mu kazała? I co on biedny ma zrobić, no co?

Nie bierz na poważnie jego tłumaczeń, i nie doszukuj się w nich sensu, bo nie znajdziesz smile

Nasturcja25 napisał/a:

Jak mnie zobaczy to tez się odwróci?

Ależ skąd. Zrobi Ci awanturę, że go szpiegujesz, bo niestety na tym etapie jesteś irytującą przeszkodą na jego drodze do "szczęścia" sad

Nasturcja25 napisał/a:

Czy warto walczyć, czy lepiej się nie narzucać i nie denerwować?

Nasturcjo, błaganiem o jego powrót tylko pogorszysz sprawę. Przekonałam się o tym na własnej skórze, błagając męża by zerwał kontakt z dziewczyną, z którą flirtował niecałe 2 miesiące po naszym ślubie. Nie pomogło: jedyną jego reakcją na moje prośby i łzy był gniew, irytacja, wyparcie się wszystkiego. Ostatecznie powiedział mi, żebym też sobie kogoś znalazła (!). Dobrze, że trafiłam na to forum, bo mogłam liczyć na wiele mądrych i cennych rad. Jedyną szansą ratowania związku w takich sytuacjach jest zamaszyste kopnięcie delikwenta w zadek i patrzenie, czy daleko poleciał smile Po zderzeniu z ziemią albo zrozumie co stracił i się opamięta, albo nie - w tej drugiej sytuacji lepiej jest dać sobie spokój. Twoim "zamaszystym kopniakiem" może być tylko zerwanie kontaktu i ignorowanie go. Jeśli nie zrozumie błędu - krzyżyk na drogę.

Zastanów się tylko, czy chciałabyś ponownie być z kimś, kto tak okropnie zachował się wobec Ciebie? Ja próbuję ratować moje małżeństwo, ale powiem Ci, że nie jest łatwo. Nabrawszy dystansu do tego co się wydarzyło, stwierdzam, że to było jedno wielkie świństwo i brzydzę się tym, w jaki sposób zachował się mój mąż. Nie kocham go już tak jak kiedyś. Nie planuję spędzić z nim życia. Teraz jesteśmy razem, ale co przyniesie przyszłość - nie mam pojęcia. Kiedyś myślałam o dzieciach... a teraz po tym co zrobił zbyt się boję, żeby zdecydować się na taki krok, i wiem, że dzieci mieć nie będziemy. Po tym co powiedział Ci były partner, uwierz mi, że też nigdy nie zdecydowałabyś się z nim na dziecko...

To, co było, już nie wróci.

Nasturcja25 napisał/a:

Mi chyba bardziej zależy na wyjasnieniach,  dlaczego mnie zwodzil przez 1,5 miesiąca, czemu przytulał jak przyjeżdżalam, co nim kierowało.

Strach. Bo się niedojrzały chłopczyk bał, że jak się wyda to -> "zamaszysty kopniak w zadek" wink

53

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

"Zdradził Cię, po czym odszedł do innej. Jak się domyślasz, takie zachowanie jest przez społeczeństwo bardzo źle widziane, więc Twój były partner postanowił zrobić z siebie męczennika, żeby go czasem ktoś nie zlinczował"

Zawsze byliśmy ze sobą bardzo szczerzy, dlatego byłam go tak pewna. Powiedziałam, że czuje się zdradzona,przysiągł ze tego nie zrobił, że nie dotknął jej dopóki ze mną nie zerwał. Ja chyba wierze ze nie było zdrady fizycznej, pewnie była emocjonalna. On był zawsze bardzo fair, dla mnie był wielkim oparciem.

54

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Zawsze byliśmy ze sobą bardzo szczerzy, dlatego byłam go tak pewna. Powiedziałam, że czuje się zdradzona,przysiągł ze tego nie zrobił, że nie dotknął jej dopóki ze mną nie zerwał. Ja chyba wierze ze nie było zdrady fizycznej, pewnie była emocjonalna. On był zawsze bardzo fair, dla mnie był wielkim oparciem.

Być może jej nie dotknął, ale będąc z Tobą, myślał o niej. Z Tobą był tylko fizycznie. Masz rację, to jest zdrada emocjonalna. Widocznie w którymś momencie przestał być z Tobą szczery, a Ty - będąc go pewna - nie zauważyłaś tego. Zwróć uwagę, jak o nim piszesz: "byłam go pewna" (= już nie jestem), "był zawsze bardzo fair" (= teraz jest nie fair), "dla mnie był wielkim oparciem"  (= teraz nie mam w nim oparcia).

Wyłania się z tego obraz człowieka, który nie zachowuje się uczciwie ("grał" przed Tobą myśląc o innej), próbuje Tobą manipulować (robiąc z siebie męczennika abyś mu współczuła i nie oczerniała go przed innymi), jest tchórzem (nie zamierza ponosić konsekwencji swoich działań; jeśli byłabyś w ciąży, wolałby pozbyć się dziecka), niewygodne fakty wymazuje z życiorysu (udaje, że nie zna Twojej rodziny). Wyobraź sobie, że zdarza się cud, i on wraca, błagając Cię o przebaczenie. Jak wyobrażasz sobie waszą przyszłość? Na ile byłabyś w stanie mu zaufać, na przykład by wziąć z nim wspólnie kredyt na mieszkanie czy starać się z nim o dziecko? Jak wyglądałoby wasze życie?

55

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Aeryn napisał/a:

Być może jej nie dotknął, ale będąc z Tobą, myślał o niej. Z Tobą był tylko fizycznie. Masz rację, to jest zdrada emocjonalna. Widocznie w którymś momencie przestał być z Tobą szczery, a Ty - będąc go pewna - nie zauważyłaś tego. Zwróć uwagę, jak o nim piszesz: "byłam go pewna" (= już nie jestem),quotezawsze bardzo fair" (= teraz jest nie fair), "dla mnie był wielkim oparciem"  (= teraz nie mam w nim oparcia).

Dziewczyna pojawiła się dopiero w lutym, jak stracił pracę i wrócił do rodzinnego miasta 'naprawic auto'. Zarzekał się ze widywał ja wtedy kiedy ja też  tam byłam (koleżanka), ale że go swoim optymizmem urzekła (zachowanie 13 latki, zawsze chętna na imprezy). On ma 28 lat i on teraz będzie szalał, żal.

Aeryn napisał/a:

Wyłania się z tego obraz człowieka, który nie zachowuje się uczciwie ("grał" przed Tobą myśląc o innej), próbuje Tobą manipulować (robiąc z siebie męczennika abyś mu współczuła i nie oczerniała go przed innymi), jest tchórzem (nie zamierza ponosić konsekwencji swoich działań; jeśli byłabyś w ciąży, wolałby pozbyć się dziecka), niewygodne fakty wymazuje z życiorysu (udaje, że nie zna Twojej rodziny). Wyobraź sobie, że zdarza się cud, i on wraca, błagając Cię o przebaczenie. Jak wyobrażasz sobie waszą przyszłość? Na ile byłabyś w stanie mu zaufać, na przykład by wziąć z nim wspólnie kredyt na mieszkanie czy starać się z nim o dziecko? Jak wyglądałoby wasze życie?

Pewnie, że już moja pewność co do niego uleciala, z reszta on jest zimny jak ryba,  nic już do mnie nie czuje dlatego też jestem zła ze mnie zwodzil i dawał mi nadzieję. Ja przecież byłam w stanie rzucić wszystko i jechać za nim, przecież to desperacja.

56

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Dobrze, że widzisz, że to desperacja, ale serce nie sługa, prawda?

Nasturcja25 napisał/a:

Może ostatnimi on był trochę drażliwy,  ale nie potrafię patrzeć przez pryzmat tych złych chwi. On jest naprawdę świetnym facetem, uczciwym i był przy mnie zawsze przez te lata.

To musisz wymazać. On nie jest świetnym facetem, a już tym bardziej nie uczciwym. Wiem, że gdy się tęskni to człowiek przypomina sobie tylko te dobre chwile... ale idealizując go, przysparzasz sobie niepotrzebnego bólu.

Poradzisz sobie bez niego. Rozwiniesz skrzydła. Poznasz kogoś, kto na Ciebie zasługuje smile

57

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Patrząc na to bez emocji - co jest łatwiejsze dla osoby "niezainteresowanej" - lepiej, że wyszło jak wyszło. Lepiej uciąć nagle i w 100% zamiast długiej procedury rozstawania się i obciążania Cię dylematami typu "nie chcę ale muszę", "chcę ale nie mogę", "nie wiem z kim chcę być" itp. Moim zdaniem zrobił przynajmniej jedną rzecz sensownie: zerwał RAZ A DOBRZE.
Zaboli też "raz a dobrze" ale już od dzisiaj możesz zacząć leczenie :-)

Bardzo niekorzystnym scenariuszem byłyby ciągnące się w nieskończoność "rozstania i powroty" a nie jest to wcale niemożliwy scenariusz. Jak podejrzewam (popraw mnie jeśli coś pomyliłem - czasem mieszają mi się wątki ;-)... jak rozumiem, dziewczynę znał już dawno temu (jakaś dawna "niezrealizowana" miłość) ale wtedy się nie załąpał. Teraz ona ma dziecko, a kobieta z dzieckiem i większym ('po przejściach") doświadczeniem obniża kryteria "atrakcyjności męskiej" partnera, na rzecz przydatności logistycznej (ogarnięty, wykształcony, pozbierany, wspierający) - a on zdaje sie taki jest. Kiedyś się nie załapał, a obecnie wszedł jej do "bazy danych" ;-) i tym razem go sobie "wzięła". Jeśli jest "latawcem" to zaczną się w pewnym momencie tarcia pomiędzy zorganizowanym facetem a toksynką. I zaczną się "rozstania i powroty" czego bardzo Ci nie życzę, bo jest to dość wyniszczające. Miejmy nadzieję, że dziewczyna jest jednak w miarę poukładana i zostanie jak jest.

Daj sobie trochę czasu na pozostawanie w stanie "słupa soli" bo dostałaś obuchem w głowę, ale nie za długo, bo szkoda czasu. Trzeba się ogarnąć. Zacząć planować, zadbać o siebie i swoje sprawy. Niestety, każdy kontakt z nim (nawet mailowy , telefoniczny, czy nawet informacja typu "plotka" czy facebook), będzie "odnawiał" ci "urwane uczucie" więc trzeba tak pomyśleć abyś nie przeżywała tego na nowo i jakoś zabezpieczyć się przed "nawrotami" uzależnienia i fiksacji na nim. Rekordzistki na tym forum potrafią kisić się nawet 8 lat pielęgnując miłość do osoby, która dawno je porzuciły.  Robią to stale "odnawiając" zainteresowanie (np. starając się o przypadkowe spotkania, oglądając zdjęcia, czytając stare e-maile) Jest więc IMHO o co walczyć, bo tego życia nikt nie zwróci. Jedynym lekarstwem jest czas - przy czym chodzi tu o czas bez kontaktu i "odnawiania" zainteresowania" obiektem. Jak widzę - musi być to około roku, czasem dłużej.

58 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-04-02 14:02:36)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Aeryn napisał/a:

Dobrze, że widzisz, że to desperacja, ale serce nie sługa, prawda?

Oj tak,  serce zdecydowanie nie jest na naszych usługach. Bardzo boli, że on tak lekko się odciął. Do końca mieliśmy normalny kontakt, a dzień później zero i ten sms, że on 'nie mówi nie, że może kiedyś się spotkamy, ale nie wie co ta rozmowa ma wnieść ' no zesz!!  tyle lat a on nie chce mi.na zimno nic wyjaśnić,  może boi się już nowej dziewczyny?

Aeryn napisał/a:

To musisz wymazać. On nie jest świetnym facetem, a już tym bardziej nie uczciwym. Wiem, że gdy się tęskni to człowiek przypomina sobie tylko te dobre chwile... ale idealizując go, przysparzasz sobie niepotrzebnego bólu.
Poradzisz sobie bez niego. Rozwiniesz skrzydła.  Poznasz kogoś, kto na Ciebie zasługuje smile

Na razie nawet nie mogę siedzieć obok obcego faceta,  a idealizuje go pewnie dlatego ze bardzo go kocham (Jeszcze)  i dla mnie był jedynym.

59

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Patrząc na to bez emocji - co jest łatwiejsze dla osoby "niezainteresowanej" - lepiej, że wyszło jak wyszło. Lepiej uciąć nagle i w 100% zamiast długiej procedury rozstawania się i obciążania Cię dylematami typu "nie chcę ale muszę", "chcę ale nie mogę", "nie wiem z kim chcę być" itp. Moim zdaniem zrobił przynajmniej jedną rzecz sensownie: zerwał RAZ A DOBRZE.
Zaboli też "raz a dobrze" ale już od dzisiaj możesz zacząć leczenie

Niby tak jest najbardziej humanitarne, ale do końca dawał mi nadzieję to nie było już takie fair. Dlatego tez jestem taka skołowana.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

jak rozumiem, dziewczynę znał już dawno temu (jakaś dawna "niezrealizowana" miłość) ale wtedy się nie załąpał. Teraz ona ma dziecko, a kobieta z dzieckiem i większym ('po przejściach") doświadczeniem obniża kryteria "atrakcyjności męskiej" partnera, na rzecz przydatności logistycznej (ogarnięty, wykształcony, pozbierany, wspierający) - a on zdaje sie taki jest. Kiedyś się nie załapał, a obecnie wszedł jej do "bazy danych" ;-) i tym razem go sobie "wzięła". Jeśli jest "latawcem" to zaczną się w pewnym momencie tarcia pomiędzy zorganizowanym facetem a toksynką. I zaczną się "rozstania i powroty" czego bardzo Ci nie życzę, bo jest to dość wyniszczające. Miejmy nadzieję, że dziewczyna jest jednak w miarę poukładana i zostanie jak jest.

Dziewczynę znał od dawna ale to nigdy nie była jego miłość, ona zawsze była w jakiś patologicznych związkach z biciem i takimi historiami, typowa imprezowiczka, dziecko z wpadki (jedyny normalny facet to ten z którym ma dziecko. Zostawiła go bo był za mało spontaniczny) . Mój były  w tej mieście to jest kąsek, przystojny, baaardzo inteligentny, zamożny. Ona mi kiedyś powiedziała ze nie wróci do swojego byłego bo ona ma dziecko i facet jej musi zapewnić byt. No to sobie znalazła, bo on jest bardzo szczodry.

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Daj sobie trochę czasu na pozostawanie w stanie "słupa soli" bo dostałaś obuchem w głowę, ale nie za długo, bo szkoda czasu. Trzeba się ogarnąć. Zacząć planować, zadbać o siebie i swoje sprawy. Niestety, każdy kontakt z nim (nawet mailowy , telefoniczny, czy nawet informacja typu "plotka" czy facebook), będzie "odnawiał" ci "urwane uczucie" więc trzeba tak pomyśleć abyś nie przeżywała tego na nowo i jakoś zabezpieczyć się przed "nawrotami" uzależnienia i fiksacji na nim.

Nie mam zamiaru wyglądać za nim, pewnie ze mi smutno i ciężko, ale to była jego Decyzja. Ja mogę się dostosować, mam nadzieję, że kiedyś to przemysli, ale wtedy ja będę już  w innym miejscu.

60 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-04-02 20:42:38)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

/.../
Dziewczynę znał od dawna ale to nigdy nie była jego miłość, ona zawsze była w jakiś patologicznych związkach z biciem i takimi historiami, typowa imprezowiczka, dziecko z wpadki (jedyny normalny facet to ten z którym ma dziecko. Zostawiła go bo był za mało spontaniczny) . Mój były  w tej mieście to jest kąsek, przystojny, baaardzo inteligentny, zamożny. Ona mi kiedyś powiedziała ze nie wróci do swojego byłego bo ona ma dziecko i facet jej musi zapewnić byt. No to sobie znalazła, bo on jest bardzo szczodry.
/.../.

Pewnie "najpiękniejsza z całej wsi". "Pachnie" jakąś toksynką - dającą częste "szczytowania" uczuciowe, silne emocje, dobry seks. No i niestety wiele problemów... Ale - sądzę, że będzie go pilnować jak oka w głowie, dopóki nie sformalizuje związku, więc facet obudzi się za dwa, trzy lata. Może jeszcze zajdzie w ciążę, co przedłuży sprawę. Do tego czasu będziesz chyba gdzie indziej.
Mam nadzieję....(?)

61 Ostatnio edytowany przez Nasturcja25 (2015-04-02 22:27:42)

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Chłopak ma takie perspektywy, mimo tej krzywdy którą mi wyrządzil ja mam nadal dużo ciepłych myśli dla niego i mam nadzieje ze nie zaprzepaści tego na co pracował latami. Chciałam być częścią jego życia, nie udało się. dobrze że w tym wszystkim nie zatracilam siebie,  bo wtedy nie miałabym tych ludzi, którzy mnie teraz wspierają. Chyba tak miało być, a on jest za dużym dupkiem żeby docenić to co miał.

62

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
GosiaSrosia napisał/a:

Kobieta nigdy nie powinna tak usilnie walczyć.

Poza tym, na pewno nie warto walczyć o faceta, który sam nie wie o co mu chodzi. Szukamy chłopca czy faceta?
Bo chłopca można znaleźć w piaskownicy, lepiącego swoje babki. Albo urodzić chłopca z pomocą innego, dobrego chłopa. Babkom z piasku i dorosłym chłopcom mówi się stanowcze: NIE!

Jak on nie wie, to kto ma do jasnej cholery wiedzieć? I kiedy? Na co chcesz czekać koleżanko?
Oni się nie zmieniają...

Mój, po tym jak mi naobiecywał, jakiej to nie przeszedł transformacji na lepszy model, powiedział mi, że jeśli mam mu powiedzieć NIE, to nawet mu się nie chce do mnie przyjeżdżać. I to ma być męska walka? To jest babka z piasku........... z kupą w środku!

Zgadzam się z tobą w 100%. Mój były zrobił jeszcze lepiej, po czasie zwodzenia mnie, opowiadania jak to tęskni i w ogóle, w momencie kiedy dałam mu drugi termin na podjęcie decyzji (pierwszy termin olał-nic się w ten dzień nie odezwał tłumacząc się kolejnego dnia, że nadal nie wie) napisał mi na drugi dzień, że już podjął decyzję i jednak nic do mnie nie czuje. Wszystko oczywiście przez fb, bo po co miałby się fatygować?
Ale człowiek był głupi, jeszcze się łudziłam, dawałam zwodzić i robiłam sobie nadzieję wtedy. A nie widziałam prostej rzeczy, że ile ja musiałam dla niego znaczyć jak nawet nie potrafił mi tego powiedzieć prosto w oczy? A po 2 dniach jak mu napisałam czemu nie mógł mi powiedzieć tego prosto w oczy, odpisał poirytowany: "o co ci znów chodzi? weź się ogarnij".

63

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?
Nasturcja25 napisał/a:

Chłopak ma takie perspektywy, mimo tej krzywdy którą mi wyrządzil ja mam nadal dużo ciepłych myśli dla niego i mam nadzieje ze nie zaprzepaści tego na co pracował latami. Chciałam być częścią jego życia, nie udało się. dobrze że w tym wszystkim nie zatracilam siebie,  bo wtedy nie miałabym tych ludzi, którzy mnie teraz wspierają. Chyba tak miało być, a on jest za dużym dupkiem żeby docenić to co miał.

Nasturcja, on sam wybrał dla siebie taką drogę, obstawiam że nikt go nie zmuszał do związania się z tamtą dziewczyną, a na ciebie po prostu nie zasługiwał, tak więc nie czekaj na niego, nie proś i zacznij swoją żałobę. Zobaczysz, niebawem będziesz miała zgoła inne spojrzenie na niego i na wasz związek.

64

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Dużo ciepłych myśli mimo, że sugerował Ci aborcję w razie ciąży, żeby nie było mu ciężko...?
I nie, ktoś, kto się tłumaczy, że on nie wie, że nie umie zdecydować, że by chciał a się boi nie zachowuje się dorośle i odpowiedzialnie. Nie ma pięciu lat, żeby nie wiedział jakie są konsekwencje jego działań i żeby mógł skakać od niej do Ciebie, gdyby jednak mu się odwidziało. Do siebie samej też trzeba mieć trochę szacunku i nie pozwalać na takie coś.

65

Odp: porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Dziś wyjeżdżam w góry. Pierwsze święta bez niego. Mam nadzieje ze trochę odpocznę. Napiszę po powrocie jak sytuacja. Buźka Dziewczyny!

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona po 7 latach- czy to moja wina?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026