Zostawil mnie tuz przed Swietami.a dokladnie kazal sie wyprowadzic
To nie ma sensu,chce czegos innego,nie moze mnie caly czas prowadzic za reke.nie chce mu sie juz starac.juz bym wolala zeby mnie uderzyl.zebym przestala kochac.mam 30 lat i wyglada na to,ze zmarnowalam 12 chyba najfajniejszych lat zycia.a mial byc slub,myslalam o dzieciach.ciagle odwlekanie decyzji,mnostwo pracy,zmeczenie.idealna nie bylam,chacialam go troche rozriszac,gdzies wyjechac,wyjsc chociaz.myslalam,ze jest przepracowany a on od paru miesiecy tylko myslal jak mi to powoedziec.slepa,glupia,beznadziejna.nie mam innego zycia oprocz niego.brak przyjaciol,tylko troche znajomych.zawsze wszystko tylko z nim.z moim najlepszym jedynym przyjacielem.a teraz jak nauczyc sie wszystkiego od nowa?nie wiem czy dam rade.
Podobne tematy
2 2015-01-22 23:53:45 Ostatnio edytowany przez erebor (2015-01-22 23:54:11)
sam mam trudną sytuację, ale jedno co mogę ci powiedzieć, nie żałuj że to się skończyło, teraz masz pewne wspomnienia i naukę na przyszłość, chociaż wiem że bardzo musi to boleć
powiedz mi, czy rozmawiałaś ze swoim partnerem? często jest tak że ludzie uważają że wszystko jest ok, a w tym samym czasie dręczą ich od środka problemy o których nie chcą albo wstydzą się mówić
wiem że to wszystko boli, ale musisz być silna, znaleźć jakiś punkt zaczepienia i od tego zacząć, ewentualnie jeżeli jest jeszcze jakaś szansa na rozmowę to spróbuj z nim porozmawiać, może będzie w stanie ci powiedzieć co jest tym problemem, może uda się wywalczyć coś, wkońcu macie za sobą tyle wspomnień
Widzisz życie to taki film w którym gramy nie dla forsy,sławy nie dla Oskarów od po prostu to nasza bajka a my sami piszemy scenariusze.Twój został brutalnie zweryfikowany,dziś słowo miłość,kocham,razem są tak płytkie jak poróbmy sobie babki z piasku to znak czasów.Może zacznij metodą drobnych kroków rób sobie drobne przyjemności zajrzyj do kina do teatru ,tam gdzie dawno nie byłaś bo ,przecież coś wcześniej lubiłaś robić.Nie wolno się dać zamknąć w 4 ścianach masz dopiero 30 lat nie patrz wstecz patrz w przód nie wchodzimy tam gdzie nas nie chcą ich problem.Z czasem będzie lepiej zaufaj mi znajdzie się jakiś fajny facet w co nie wątpię i może zrealizujesz wtedy swoje marzenia.Pozdrawiam i trzymam kciuki za nowe lepsze życie,głowa do góry i zaczynamy nowy rozdział.
U mnie mija miesiąc jak nie jestem z facetem z ktorym bylam od 8 lat. Troche inna sytuacja ale relacje podobne mial byc ślub,dzieci. Calkowicie sobie ufalismy i byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Faktem jest ze przez większość dnia o nim mysle i ze wszystkim chce sie dzielić. Idealnego lekarstwa nie ma....
Również zastanawiam sie jak długo to będzie trwać. Każdy radzi zapomnieć, ale czy to możliwe?
Przecież Wam nie napisze upijcie się bo co Wam to da?Faceci inaczej przechodzą traume Wy inaczej co Wam mam poradzić najlepiej jakbyście poznały fajnych gości to dla Was najlepszy lek ale nie wytrzasnę ich z rękawa.Najpierw ogarnijcie życie potem szukajcie nie wiem fryzjer kosmetyczka nowe image i sami może Was znajda czas podobno jest najlepszym lekarzem.
Mnie upicie sie nie pomagalo wogole a nawet pogarszalo. Najlepiej jest znalezc sobie jakies zajecie. Mnie narazie nie pozwala na to sesja ale mam juz tysiące pomyslow na zabicie czasu. A czy fryzjer? Moja wizja bylo niebieskie ombre z czego fryzjer niezmiernie sie ucieszył ale boje sie ze to nieodpowiedni impuls.
Oooo taa, a ja przezywałam kiedyś rozstanie po 3 latach w wieku 23 lat
W sumie to Ci się dziwie ,że sama tego nie zakończyłaś 12 lat i bez ślubu, bez urazy ale to się musialo tak skończyć ciesz się podobno w wieku 30 lat kobiety są najbardziej pociągające
i w miare jeszcze młode. Więc masz szanse kiedyś kogos jeszcze znaleźć
bardziej wartościowego, a nie gogusia który po tylu latach o tak o mówi pa ![]()
czas leczy rany ja sam zostałem zdradzony i porzucony po 10 latach wiem jak boli lecz po 9 miesiącach ochłonołem i cynicznie na to teraz patrze nie było warto , no ale może poznam kobiete wartą mej miłości
9 2015-01-23 07:58:27 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-01-23 08:09:31)
Dziękuję za odpowiedzi.Trochę jeszcze potruje Wam.co do ślubu,to zaczęło mi to dokuczać ze 2 lata temu.Poznaliśmy się jak miałam 18 lat,on prawie 17.Póżniej studia w jednym mieście.Potem wspólne mieszkanie w Lublinie.Czekałam,aż skończy studia.Oświadczył mi się wtedy.Moglismy wszystko.Prace raczej bym znalazła wszędzie.Tyle możliwości.Wtedy zachorowała jego mama.Białaczka.Przeprowadzilismy się do rodzinnego miasta.nie trwalo to długo.Byłam przy nim,bardzo to też przezyłam.ale zylismy dalej,plany na razie odłożone.w 2012 roku znowu szok.rak jego ojca.po paru miesiącach został sierota.juz może nie będę się wdawać w szczegoly,ale po prostu mielismy co innego w glowie niż slub.
odezwe się jeszcze wieczorem.Te piątkowe wieczory...Załuje,ze jutro nie pracuje.a kiedyś tak z utęsknieniem czekałam na piąteczek.Przepraszam za chaos w pisowni ale jest dość wcześnie.
Bardzo dziwne, że tracąc rodzinę i mając osobę, która przy nim trwa 12lat w każdym najgorszym momencie tak po prostu odchodzi... Domyślam się jak musi Ci być ciężko. Porady typu "rób to co lubiłaś robić jak byłaś sama, przecież musiało coś być przed nim" raczej są bez sensu kiedy ten czas, który kształtuje tak młodą osobę już dzieli się z ukochanym. Raczej nie wróci do tego gdy miała 18lat... Teraz to jest budowanie całego świata od samego początku i o tyle jest to straszne, że to nie jest nasz wybór a jedyne co możemy zrobić to się przystosować. Czasami samotny weekend żeby się wypłakać też jest potrzebny żeby potem z większą siła wstać.
Powinniśmy złożyć się dla Ciebie na nagrodę Supercierpliwa 2015. 12 lat i nadal czekalas na ślub. Ja jako facet nie mogę zbytnio sobie tego wyobrazić, a co dopiero kobieta.
szczerze powiedziawszy nie rozumiem tego "jak mogłaś tyle czekać na ślub" tak naprawdę co to zmienia? czy przysięga w jakimś budynku z krzyżem czy napisem USC jest warta więcej niż szczera przysięga zawarta między dwoma osobami? możecie mnie nazwać idiotą lub niepoprawnym romantykiem, ale wg mnie to nic nie zmienia. To czy jest ślub na urzedowym papierku zmieni coś w przypadku rozstania? Ludzie są i 20lat po ślubie, a nagle jednego dnia *trach* wszystko się wali
co do upicia się, nie pomaga to praktycznie nigdy z uwagi na to że alkohol jest jednak depresantem niż czymś powodującym euforię, to już raczej maryśka czy inne niedozwolone środki ![]()
co do nagłych zmian w wyglądzie po rozstaniu, z tym to różnie bywa, czasami wprowadza to jeszcze większą traumę. Oczywiście są różne sytuacje i nie można niczego uogólniać, jednak psychologowie odradzają drastyczne zmiany, raczej małe kroczki ![]()
darusia1909, w pewnym wieku niestety zapomnieć już jest niemożliwością, i takie sytuacje wyrywają nam kwałek serca który już nigdy się nie zabliźni
13 2015-01-23 17:26:37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-01-23 23:25:01)
Co do slubu to wlasnie tez tak mysle.bylismy zgodni w tym temacie.to miala byc tylko formalnosc,zalatwienie urzedowej sprawy,nawet bez koscielnego,zgodnie z naszym swiatopogladem.co nie zmienia faktu,ze powinnam dostac raczej nagrode,juz bez eufemizmu,Super Naiwnej Dekady:-).
Wroce tu jeszcze wieczorem.teraz,w ramach terapii,ide sie zmeczyc niemilosiernie w fitness clubie.
Jeszcze trochę opiszę moją sytuację.Nawet jeśli nikt tego nie będzie chciał czytać.Wszak ta sytuacja w sumie jest dość stereotypowa,banalna.Nie ja jedna tak zostałam potraktowana.Jest nas całe mnóstwo.Zadna na pewno się nie spodziewała,że będzie porzucona.
Myślę,że trochę zaczęło sie psuć po przeprowadzce na wieś.Odziedziczył dom na wsi po rodzicach.Dla mnie to była duża zmiana.Nie chodzi o wieś,bo i tak prawie zawsze w weekend jeżdziliśmy za miasto,lubiliśmy takie wypady na rower,spacer.To były nasze niedziele.Nie centrum handlowe,nie kawiarenki itp. tylko fajna całodniowa wycieczka.Chodziło o takie odzizolowanie.No i te dojazdy.Nauczyłam sie prowadzć.Ale na dłuższą metę mnie to stresowało i męczyło.On zaczął nową pracę,w firmie kolegi,w którą też zainwestował.Dla mnie coraz mniej czasu.Ale nie było zle.Były wypady,wspólne weekendy,wakacje.A życie codzienne?Normalna rzeczywistość.Razem.Na pewno nie jestem perfekcyjną pania domu.A zadbanie o taki dom to kupa czasu.To na pewno zaniedbałam trochę.Gotowanie też tak średnio.Raczej on ma do tego smykałke.Lubił dla mnie gotować.Kiedyś.Nie zrozumcie mnie żle,nie jestem jakimś nierobem,też pracuję,nawet dużo.sama się utrzymuję.Dla mnie podział obowiązków domowych to normalna sprawa.Za mało się angażowałam,mówił.To wszystko niby miało być moje,nasze.Bez kredytów itp. sielanka podana mi na tacy.A ja już bym wolała klitkę wspólną,a nie taką zależność.
Ale ufałam mu bezgranicznie i dobrze się tam czułam.Tylko,że w końcu już w ogóle nie miał ochoty na nic.Wyjazd,wyjście?Odpowiadał,że truję,a on taki zmęczony.Świetnie,a ja to cały dzień na kanapie leżę.Tak było już w pażdzierniku.Ja w swoim pokoju czytam,on ogląda mecz.Może wtedy juz powinnam więcej zrobić.Ale on nie chciał,wolał sam siedzieć i popijać piwo.Teraz już wiem,że już o tym myślał.Ale mówił tylko o pracy.Wiecznie zmęczony,więc dawałam mu odpocząć.
Tylko,że ciągle jednak dbaliśmy o siebie,troszczyliśmy się.Był na zakupach dla siebie a zawsze mi też coś kupował-ja tak samo.Drobiazgi.Jak byłam cały dzien w pracy to czasem wpadał i na przykład ciacho zostawiał.Jak miał wolną sobotę to po pracy dostawałam obiadek,razem spędzaliśmy wieczór.Planowaliśmy sylwestra,wyjaz w marcu gdzieś.
W pewną sobotę wracam z pracy a on płacze.Nie wie jak mi to powiedzieć.Ale powiedział.Człowiek nie wierzy na początku.Jak to nie ma sensu?Mam się wyprowadzić?DLACZEGO???Cały tydzień go nie było prawie.W pracy(?)też nocki w okresie przedświatecznym.Nawet nie było jak rozmawiać.Nie wierzyłam.Zaczęłam normalne przygotowania do świat,sprzątanie itp.Specjalnie odpuściłam trochę z pracą,żeby to ogarnąć.Któregoś wieczora powiedziałam,że przecież to normalny kryzys,poprawię się,ogarnę.
Dzień przed Wigilią-koniec.Wszedł do domu.Czyściutko,pachnie,firaneczki uprane itp.Obiadek czeka.
a on: sama to wszystko zrobiłaś?Po co? nie wiem jak mam z tobą rozmawiać,nie chcę się kłócić.Masz się wyprowadzić do nowego roku.
Boże,jak by mi ktoś po prostu wbił w serce nóż.Straciłam kontrolę zupełnie,zaczęłam go prosić o szansę.Ze względu na 12 lat.100 pytań w głowie.Od kiedy,dlaczego,co ja zrobiłam,ktos inny?
Wymienił litanię moich wad.Niesamodzielna,narzekam,on mi tyle dał a ja o głupotach tylko myślę.Tresuję go od zawsze,wszystko ma byc po mojemu,on nie może robić czego chce.Potrzebuje partnera,który by mu pomagał,bo zastał sam na świecie.
Dużo gorzkich słów,częściowo prawdziwych,a niektóre nie.Wymieniał same złe incydenty,nawet jakieś głupoty.
A dobre wspomnienia?On niby już o nich nie pamięta.A najgorsza jest ta obojętność.NIE KOCHA.
a tym sprzątaniem,nadskakwaniem,tylko strzeliłaś sobie samobója,bo trzeba się szanować.
MÓWIŁ DO MNIE JAKIS OBCY CZŁOWIEK,KTÓREGO NIE ZNAM.bo przecież nie mój narzeczony,najbliższa osoba na świecie.niemożliwe.Przepłakałam cała noc.póżniej praca,wigilia.Rodzice w szoku.Wszystkiego nie mówiłam.Swieta z nimi.26 grudnia zaczęłam się pakować.Nawet nie wiem gdzie był.
Pakowałam i pakowałam,woziłam to tym swoim małym samochodem chyba 5 kursów.Parę razy się na niego naciełam.Juz nie prosiłam.Tylko pytałam.od kiedy???pół roku mniej więcej.
Tak mu przykro,przeprasza.Lepiej teraz niz za 10 lat.Na pewno sobie ułoże życie.
I na koniec,tak bardzo nad soba panowałam,wspólny papierosek,rozmowa o najbliższych planach,a on wypala:może będę żałował,może zacznę wydzwaniać do ciebie?nie wiem.
Pożegnałam sie jeszcze z moimi(naszymi)ukochanymi zwierzątkami.
I zapytałam,czy wie że odtrąca ostatnią osobę na tym świecie<która go kocha.
a on przeprasza.łzy w oczach.powodzenia
To było dokładnie 4 stycznia.to ostanie ''powodzenia'' to jedyne słowajakie słyszałam od tamtej pory od niego.
zero telefonów,zero sms.NIC.cisza.
jestem u rodziców.chwilowo.nie mam na razie glowy do szukania mieszkaniai tp.nie mam ochoty byc sama wieczorami.wypelniam dzien praca,ruchem,bieganiem.nawet sie pare razy spotkalam ze znajomymi.malutko ich ale postaram sie odnowic te zaniedbane.bo to sa raptem ze 2-3 osoby.sama jestem sobie winna.nie pielegnowalam tych znajomosci.zawsze tylko on.wszystko z nim
przepraszam,za bardzo sie rozpisałam.Nigdy nie byłam na zadnym forum.nie mam facebooka,gg itp.jak to się mówi; wykluczona cyfrowo.Nadrobię.w internecie też są ludzie.a może tak nawet łatwiej.nikomu tego wszystkiego nie mówiłam.
fluoxetynko
MOJA KOCHANA
no nie płacz już ... nie będzie na razie dobrze, ale kiedyś sama chcę w to wierzyć.
Jak bym przeczytała swoją historię, tylko nie 4 styczeń a 1 styczeń.
Woziłam swoje rzeczy do rodziców moim małym autkiem.
I jakoś wegetuje.... to nie minie od razu musimy to przetrwać.
Nie wiem jak, ale przecież jakieś życie bez nich istnieje.
O sprzątaniu, też się dowiedziałam "każda inna też tak będzie sprzątać, a nawet i lepiej".
Damy rade ?
Staram się.Aż sie trochę dziwię,że funkcjonuję.Nie zawalam pracy,nie płaczę co chwila,usmiecham się do ludzi.Chcę zająć sie mnóstwem rzeczy.Na razie stawiam na ruch.poprawę kondycji,zajęcie głowy czymś.Jak odzyskam chociaż strzępek pewności siebie spróbuje wyjść do ludzi.
Martwi mnie tylko czy ja tego nie robię tylko po to żeby jemu pokazać jak sobie radzę,że daję radę. Zeby zrozumiał.Nie wiem.
Mój Boże, co za świnia!!! Ze tez takich ludzi ziemia nosi! Życzę twojemu niedoszłemu wszystkiego, co najgorsze.
Masz sie wyprowadzić, a on moze zatęskni, zadzwoni... Co to za teksty!
I jeszcze wpędza Cię w poczucie winy!
Czuję inną, nowa panienkę na horyzoncie...
Czasami sie zastanawiam, jak wielkie ryzyko podejmuje osoba decydując sie na zamieszkanie u kogoś w jego własnym lokum.
Przecież sytuacja moze w każdej chwili sie zmienić, i ta druga strona zostanie przez właściciela po prostu wyproszona jak niemile widziany gość. I nie moze zrobić nic Straszne.
Jeśli zadzwoni, ze tęskni, powiedz mu ode mnie, zeby spadał na dzrzewo! A od siebie, ze bez ślubu nie przekroczysz progu jego piepszonego domu, jeśli tego oczywiście chcesz.
Trzymam za Ciebie kciuki.
Fluoxetyna ja tez tak mam ze normalnie zaczynam funkcjonowac i zastanawiam sie czy aby nie po to by pokazac mojej ex ze potrafie.
Nie ukrywam ze wiem o tym ze jesli zobacze ja z innym to wtedy bedzie ruina mego zycia..Trzym sie jakos a w razie co pisz tutaj pomozemy Tobie
co ja ci mogę powiedzieć więcej, jak już pisałem, sytuację mam podobną i jest mi ciężko funkcjonować, pytanie jest co w sumie powinniśmy robić, na pewno nie można stać w miejscu, a robiąc coś nie możemy myśleć o tym że robimy to dla naszych ex, robimy to dla siebie, aby w swoich oczach stać się bardziej wartościowym.
a jeżeli będzie chciał wrócić, to najpierw niech się wykaże i to dobrze
Ja niewiem co mozna robic w takiej sytuacji ale pierwsze co powinnismy zrobic to moze pujsc do dobrego psychologa ? niewiem czy to oznaka sabosci ale ja sobie napewno nie radze z tym wszystkim.
Takie funkcjonowanie bo musze! jest bez sensu i celu.W moim zwiazku co musialem zrobic to odejsc ja a tylko dlatego ze moja ex nie chciala zmienic podejscia do mnie,lepiej traktowala rodzine odemnie mimo iz nie mogla ufac swojej rodzinie,chyba zawsze bylbym Tylko Facetem dla niej.Brak slow,bezsilnosc,brak wiary w cokolwiek i niska samoocena,to wszystko tylko mi towarzyszy w tych ciemnych owianych horrorem tygodniami
fluoxetyna jestem w 98% pewna ze on poznal kogos....moje malzenstwo trwalo 25 lat a przez ostatnie miesiace moj maz zachowywal sie podobnie jak twoj partner, tylko ze moj co rano przed wyjsciem do pracy calowal mnie i zapewnial ze mnie kocha a 20 min pozniej spotykal sie z kochanka....
Trzymaj sie , chociaz to nie latwe teraz ale czytajc forum napawam sie nadzieja ze bedzie lepiej i znowu bede czerpac radosc z zycia.
mam 30 lat i wyglada na to,ze zmarnowalam 12 chyba najfajniejszych lat zycia.
Masz 30 lat ? Szczerze mówiąc to, najfajniejsze lata masz właśnie przed sobą
Założę się, że wizualnie wyglądasz zdecydowanie korzystniej niż te 12 lat temu. Wiesz w co się ubrać, żeby wyeksponować swoje walory, "oleju w głowie" decydowanie więcej niż kiedyś, masz też już jakieś doświadczenie zawodowe... Moim zdaniem masz doskonałe fundamenty na których możesz budować nowe życie. Pewien etap Twojego życia się zakończył, a jednocześnie rozpoczął inny. Jeżeli zechcesz i się trochę postarasz, będzie on zdecydowanie lepszy niż poprzedni... ![]()
Fluoxetyno, tez myślę, że on kogoś poznał. Czas pokaże.
Witam Cie serdecznie.Wiem jak Ci jest ciezko,bo sama rozstawalam sie kilka razy.Teraz musisz nauczyc sie zyc na nowo.Twoja rozpacz bedzie trwala jakis czas-i to nprmalne.Psychologowie okreslaja to jako okres tzw"zaloby"po zwiazku.Radzilabym Ci pojsc jak najszybciej do psychologa-wtedy bedziesz to przepracowywac razem ze specjalista,wiec bedzie Ci lzej i bedzie to trwalo krocej.Uwazaj tez komu sie zwierzasz,nie sluchaj banlnych pseudo -rad typu"wez sie w garsc","ogarnij sie'albo "nie byl ciebie wart".Najlepiej jest upraszczac i powtarzac po innych.po co wglebiac sie w czyjs problem,analizowac,jak mozna zbyc banalnym sloganem?To jak sie teraz czujesz jest zupelnie naturalne i prawie kazdy z nas to przezywal.Rozpoczal sie nowy etap w Twoim zyciu,i z czasem sie do niego przyzwyczaisz.Zycze ci wytrwalosci,jak najmniej zalu i spokoju.pzdr.
Po prostu byłaś za dobra i koleś się tobą znudził. Nie jesteś żoną, a gotujesz, sprzątasz, pierzesz, w tyłek wchodzisz misiowi. Chyba każdy normalny facet by się zanudził na śmierć. Poza tym jakie to upokarzające wracać do rodziców po iluś tam latach mieszkania na kocią łapę z chłopakiem, który się znudził i wywalił taką dziewczynę z domu. Współczuję Ci. A co na to twoi rodzice?
Thepass i kilku innych uważało by że tyczy to tylko kobiet
Ale prawda jest taka że kobiety wolą bardziej alfa a faceci zołzy.
Fluexytyna, bardzo Ci wspolczuje i wyobrazam sobie, jak bardzo bolalo Cie to, jak potraktowal Cie Twoj partner. Jednak: tak jak napisali przedmowcy, wiek 30 lat jest wspanialym wiekiem dla kobiety. A Ty dodatkowo masz za soba bardzo powazna lekcje zycia. Bolesna, ale ona da Ci szanse na nastepny, lepszy, zwiazek. Zobacz, przez dwanascie lat nie zadbalas o to, zeby miec swoje miejsce do zycia. Nie zadbalas nalezycie o siebie. Moze trzeba bylo naciskac na lub duzo wczesniej, albo kupis wspolnie mieszkanie, moze jeszcze inne kroki podjac. Wazne jest, zeby nie oddawac sie calkowicie na laske drugiej osoby, a rzeczywiscie byc partnerem. Ufaj, kochaj, gdy zjawi sie ktos wartosciowy, jednoczesnie dbaj o sama siebie. Powodzenia.
Witam,dzięki za odpowiedzi.Szkoda wlasnie,ze nie zadbalam o swoje,ale co moglam zrobić innego?odziedziczyl piękny dom na wsi.rodzinny.mówili,żebyśmy spróbowali,a jak będzie ciężko to sprzeda,kupimy mieszkanie.
Po zalobie mieliśmy się zająć tym ślubem.Naprawdę nie bylo źle. nigdy nie dawal mi do zrozumienia,ze jestem u niego.a dla mnie tez na poczatku bylo to ciekawe doświadczenie.ogród,piesek,pola,lasy wokol.tylko taki dom to tez sporo pracy.o to zaczely się spięcia.
Gdy przez pewien czas byl bez pracy to on zajmowal się domem.Później zaczęlo się to tyranie w nowej firmie.
Po tygodniu pracy zawsze gdzie jechalismy,cieszyl się,ze nie ciągam go po sklepach tylko górach,lasach,rowerach:-) .to byla nasza pasja.
Co do rodziców to byli dobrze,uważali go za czlonka rodziny.z tata we troje jezdzilismy tez na różne wypady.on sam to proponowal.chwalil się wszystkim,ze ma równego teścia. Zawsze byl bardzo pomocny.jakieś większe zakupy,cos przewieźć bo mi al duży samochód.wspólnie na dzialce spedzalismy dużo czasu,lubilismy to.
Tak wiec nie będę tu robić z niego potwora.żadnej patologii.zmuszania.sam się pytal,kiedy na dzialke jedziemy,czy cos potrzeba rodzicom.no sielanka.nie dość,ze idealnie juz dopasowani i zgrani.to jeszcze rodzice go lubią a on ich.
W tej sielance zapomnialam o znajomych,wsiaklam w to życie,wystarczalo mi,bylam szczęśliwa.
Co się stalo,ze nagle przestal mieć na to wszystko ochotę?zaczelam go irytowac.to co chętnie razem robiliśmy nagle zaczelo być glupotami.a on jest zmęczony.
Zawiodlam jako gospodyni.nigdy nie mialam do tego glowy.ale o tym to juz wiedzial dawno.
zaczęlo się wytykanie wad.
Jestem niesamodzielna,bo to on mi wybral samochód,zalatwil formalności,zajmowal się rachunkami,internetami,telewizja itp.do rodziców jakieś dziwne pretensje,ze nie nalegaja na ślub.i go nie organizują.jestem dzika bo w ogóle nie wychodzimy nigdzie,nie odwiedzamy wujkow,cioc itp.dodam,ze zawsze się z takich spotkań wykrecal i mówili ze woli ze mną spędzać czas niż pol niedzieli siedzieć przy obiedzie.
Chyba to od września się zaczelo.
Co jakiś czas tak mi wbijal szpile takim czyms
Witam,dzięki za odpowiedzi.Szkoda wlasnie,ze nie zadbalam o swoje,ale co moglam zrobić innego?odziedziczyl piękny dom na wsi.rodzinny.mówili,żebyśmy spróbowali,a jak będzie ciężko to sprzeda,kupimy mieszkanie.
Po zalobie mieliśmy się zająć tym ślubem.Naprawdę nie bylo źle. nigdy nie dawal mi do zrozumienia,ze jestem u niego.a dla mnie tez na poczatku bylo to ciekawe doświadczenie.ogród,piesek,pola,lasy wokol.tylko taki dom to tez sporo pracy.o to zaczely się spięcia.
Gdy przez pewien czas byl bez pracy to on zajmowal się domem.Później zaczęlo się to tyranie w nowej firmie.
Po tygodniu pracy zawsze gdzie jechalismy,cieszyl się,ze nie ciągam go po sklepach tylko górach,lasach,rowerach:-) .to byla nasza pasja.
Co do rodziców to byli dobrze,uważali go za czlonka rodziny.z tata we troje jezdzilismy tez na różne wypady.on sam to proponowal.chwalil się wszystkim,ze ma równego teścia. Zawsze byl bardzo pomocny.jakieś większe zakupy,cos przewieźć bo mi al duży samochód.wspólnie na dzialce spedzalismy dużo czasu,lubilismy to.
Tak wiec nie będę tu robić z niego potwora.żadnej patologii.zmuszania.sam się pytal,kiedy na dzialke jedziemy,czy cos potrzeba rodzicom.no sielanka.nie dość,ze idealnie juz dopasowani i zgrani.to jeszcze rodzice go lubią a on ich.
W tej sielance zapomnialam o znajomych,wsiaklam w to życie,wystarczalo mi,bylam szczęśliwa.
Co się stalo,ze nagle przestal mieć na to wszystko ochotę?zaczelam go irytowac.to co chętnie razem robiliśmy nagle zaczelo być glupotami.a on jest zmęczony.
Zawiodlam jako gospodyni.nigdy nie mialam do tego glowy.ale o tym to juz wiedzial dawno.
zaczęlo się wytykanie wad.
Jestem niesamodzielna,bo to on mi wybral samochód,zalatwil formalności,zajmowal się rachunkami,internetami,telewizja itp.do rodziców jakieś dziwne pretensje,ze nie nalegaja na ślub.i go nie organizują.jestem dzika bo w ogóle nie wychodzimy nigdzie,nie odwiedzamy wujkow,cioc itp.dodam,ze zawsze się z takich spotkań wykrecal i mówili ze woli ze mną spędzać czas niż pol niedzieli siedzieć przy obiedzie.
Chyba to od września się zaczelo.
Co jakiś czas tak mi wbijal szpile takim czyms
Metlik w glowie. Dlaczego tak się stalo? Jak przeczytalam,ze najpewniej kogoś ma to detektyw mi się zalaczyl :-) i analizuje.Czy nie jest tak,ze zaczal by wtedy jakoś o siebie bardziej dbać?tymczasem on tylko pil to piwo na kanapie.naprawdę byl w tej pracy tak dlugo,bo wracal,delikatnie mówiąc,nieswiezy.to tez fizyczna praca i nie wyobrazam sobie żeby w takim stanie z kimś się spotykal.nie wychodzi tez nigdzie wieczorami.chyba,ze teraz,w te święta.nie wiem gdzie byl.
Boże,o jeśli w necie kogoś poznal? przesiadywal bardzo dlugo przed komputerem.wszędzie po domu z tym swoim tabletem tez chodzil.
Druga przyczyna,jednocześnie nadzieja dla glupiej ani,to to ,ze może ma jakieś zalamanie,depresje,kryzys.mówil,ze ma dość takiego życia,jest wykończony.listopad,grudzień to tez czas ciężki dla niego.wtedy umarli jego rodzice.to naiwne bardzo.
No i trzecia,najgorsza chyba możliwość.juz od dawna mnie nie kocha i ma mnie dość a to wszystko bylo tylko z przyzwyczajenia,sentymentu.
"Zawiodlam jako gospodyni.nigdy nie mialam do tego glowy.ale o tym to juz wiedzial dawno.
zaczęlo się wytykanie wad.
Jestem niesamodzielna,bo to on mi wybral samochód,zalatwil formalności,zajmowal się rachunkami,internetami,telewizja itp.do rodziców jakieś dziwne pretensje,ze nie nalegaja na ślub.i go nie organizują.jestem dzika bo w ogóle nie wychodzimy nigdzie,nie odwiedzamy wujkow,cioc itp.dodam,ze zawsze się z takich spotkań wykrecal i mówili ze woli ze mną spędzać czas niż pol niedzieli siedzieć przy obiedzie."
No, sorry, jak sie chce uderzyć psa, to kij sie zawsze znajdzie.
Głupszych argumentów to już nie mógł wymyślić!
A kto teraz mu gotuje, sprząta, płaci rachunki itd. W jego własnym domu? Gosposia i księgowa?
Do tej roli chciał Cię sprowadzić?
Rodzice mieli nalegać na ślub? Twoi? Przecież to idiotyczne.
Rznie głupa i tyle.
Trzymaj sie.
Pozdrawiam.
Ehhh kochana poważnie się zastanów czy kogoś nie ma... Niestety faceci po takim związku rzadko tak z byle powodu całe życie zmieniają. Niestety w prawie każdej historii kończy się tym, że druga połówka już sobie budowała życie z kimś innym. Też myślałam, że mój nie miałby na to czasu a jednak miał... Postaraj się nie wracać do niego myślami tylko spróbuj sobie wyobrazić swoje szczęśliwe życie bez niego
32 2015-01-25 16:28:13 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-25 16:29:49)
Moim zdaniem jesteś klasycznym przypadkiem braku zformalizowania związku slubem. A gdzie podzial się rozsadek kiedy czytam czasami jak to kobiety porzucają swoich chlopakow, którzy się ociagaja ze slubem tylko kilka lat? Smierc bliskich nie ma z tym nic wspólnego. Ktos kto ma obraz związku jaki był na samym początku, po 12 latach nie będzie bral slubu z taka osoba, kiedy może poznac kogos nowego, gdzie znowu zazna tego co kiedyś. Nie ma przecież zobowiazan. Jakie jednak to puste rozumowanie. Takie związki, czego przykłady można znaleźć na tym forum, w których tematach ostatnio dyskutowałem, po prostu sie rozpadają i zwykle z winy mężczyzny. W malzenstwie, po prostu inaczej patrzy się na pewne sprawy, sa dzieci, jest chec pracy nad związkiem, zrozumienie pracy, zmeczenia, zmian, było po prostu decyzja ,wyrzeczenia się czegos a milosc okupiona jest cierpieniem i ma wartość, a jeśli jest jeszcze zrozumienie drugiego człowieka, to nie ma mowy o możliwości porzucenia kogos, zostawienia.
Moim zdaniem zostalas oszukana co do uczuc chłopaka. Jednak uważam ze Twój związek miał wartość...przezywanych kiedyś razem chwil. Chlopak okazal się jednak kims innym, okazal się osoba niewdzieczna (chociaż na wdziecznosci milosci budowac nie można), dla którego wartość tego ze się dotarliście, rozumiecie, jest nikla wobec tego co go może jeszcze spotkać w zyciu. Ale to jego wybor a nie Twój. Jednak kochając go nie możesz zmusisc go do czegos. Teraz przezywasz to samo co po śmierci bliskiej osoby. Jest to nieporównywalny poziom stresu w stosunku do czegokolwiek innego. Klaszycznie wiec czas, relaks, drobne przyjemnosci pozwola Ci się z tym uporac. Musisz jednak wiedzieć, ze nie ponosisz zadnej winy za zaistniaja sytuacje. Nie ma winy ani w kwestii Twojego charakteru czy postepowanie. Można sobie tylko wyobrazac ze w malzenstwie po takim dole albo przyszlaby gorka albo by to jakos było, albo ranienie siebie nawzajem. Ale to tylko gdybanie.
Co do Twojego wieku to cale zycie masz przed sobą. Jedna z moich przyjaciółek ma od kilku lat dziecko z drugim mezem, mimo ze ma już dorosle dzieci. A jest dokładnie tyle samo lat starsza od Ciebie ile trwal Twój związek. To jak się potoczy Twoja przyszlosc będzie zalezalo nie tylko od Twojego przeznaczenia ale również od tego jaki będziesz miała stosunek do ludzi, czy będziesz gdzies bywala, czy będziesz prowadzila aktywne, towarzyskie zycie.
Nie do końca się zgadzam, że jak się ma ślub to magle wszystkie problemy znikają i si bardziej dba o związek. Inaczej by nie było tylu rozwodów. A tak naprawdę to dobrze, że tego ślubu nie było bo pewnie i tak by w końcu przyszedł z tekstem chcę rozwodu coś się wypaliło. Powolutku do przodu, za jakiś czas będziesz na tyle silna żeby znaleźć własne mieszkanie i zamkniesz ten rozdział raz na zawsze:)
Witam. Bardzo mi przykro, ze tak sie stalo, ale jak kilka osob wspomnialo wczesniej, masz dopiero 30 lat - cale zycie przed Toba. Lekko na pewno nie bedzie na poczatku, ale musisz przejsc prze ten okres. Najlepiej jesli znajdziesz sobie jak najwiecej zejec zeby po prostu o tym nie myslec (wiem latwo sie mowi). Niestety tez mysle ,ze jest jednak mozliwosc , ze on znalazl sobie kogos innego... Moja eks tez niby znalazla jakies glupie powody na rozwod...po miesiacu jednak prawda ujrzala swiatlo dzienne. Wez sie za siebie, sprobuj nauczyc sie czerpac przyjemnosc z bycia sama, i absolutnie nie wchodz w jakis nowy zwiazek zbyt szybko- daj sobie troche czasu. Powodzenia, jesli chcesz zporozmawiac to pisz.
Hej,Maniek.Nie wiem,czy to wina braku sformalizowania,bo znam i świetne pary,starsze ode mnie,które żyją bez ślubu i są szczęśliwe.Fakt,na pewno nie było by to takie proste do zakończenia jak teraz.Parę dni i pozamiatane,nic nas nie łączy.To odwlekanie oczywiście powinno mi dać do myślenia,ale to naprawdę dla osoby kochającej było nie do pomyślenia.Jeśli bym patrzyła na to z boku,tak jak teraz,to widzę,że nie tak to powinno wyglądać.Ale cóż.Zaślepienie.
Lilianno,masz rację.Też mi powiedział,że dobrze,że tego ślubu nie było,bo wyplątywanie się z tego długo by trwało i niepotrzebnie przedłużało męczarnię...
Minęły równo 3 tygodnie od kiedy się widzieliśmy.Wiem,że jeszcze dużo przede mną,ale staram się nie poddawać złym myślom.Miesiąc temu nie potrafiłam sobie wyobrazić życia bez niego.to był ból aż fizyczny,zdarzały mi się wręcz ataki paniki.Parę razy w pracy musiałam na chwilę się oddalić w ustronne miejsce żeby uspokoić się,normalnie oddychać.Tego już nie ma.Wyobrażam sobie to życie.Małe kroczki.Wiem,że i tak wiele mam.Dach nad głową,pracę i rodzinę.Upokorzenie z powodu powrotu do rodzinnego domu wybili mi z głowy rodzice.Jestem tu by nabrać sił,w spokoju zająć się tymi małymi kroczkami,aby pójść dalej do przodu.
Psychika człowieka to taki potworek kapryśny.Przecież moja wczorajsza sytuacja nie różni się od dzisiejszej,a jakoś mi lepiej.Wiem,że jutro znowu może dopaść mnie dół,ale mam nadzieję,że takie prześwity optymizmu będą coraz dłuższe.Może to głupie,ale na pewno pomaga mi ruch.Dziś zafundowałam sobie solidny marszobieg przez ponad 2 godziny.Może raczej truchtanie;).Mój mały punkt zaczepienia:odzyskać kondycję,formę,pewność siebie w sensie fizycznym.Pomaga więc będę to robić.Mam na pewno lepszą motywację niż postanowienie noworoczne:).
Chcę podszkolić angielski,chodzić do kina,nawet sama,może odważę sie na samotną podróż?Moje ukochane czytanie na razie porzuciłam,za mało zajmuje myśli,a one ciągle lecą w jednym kierunku.
Wynajmę kawalerkę i urządzę sobie taki własny kącik.Mam ochotę otworzyć się na ludzi,uczyć się nowych rzeczy.Wiem,że to brzmi naiwnie.Nieraz jeszcze samotność da mi w kość,a życie singla to nie tylko robienie tego co się chce,ale też walka z codziennością,już na własną rękę.Po prostu wiem,że muszę tę lekcję przejść.I nawet gdyby teraz się odezwał,chciał,żebym wróciła,to powiem"nie".Bo muszę nauczyć się,chociaż spróbować,żyć sama.
Hmm,w wyobrazni to ja mogę wszystko,a jak będzie to zobaczę:).W każdym razie chciałam coś napisać w fazie optymizmu,a nie tylko jak mnie dopadają czarne myśli.
Dziękuję Wam za wszystkie rady,to naprawdę pomaga.
Widzę Tomku, że też niestety nie udało Ci się trafić na odpowiednią osobę... Mi bardzo pomaga ruch. Kilka razy w tygodniu na siłowni i jak nowo narodzona. Może zacznij od tego. Wiem, że ciężko się zmobilizować ale naprawdę warto:)
Przynajmniej nie mam już czegoś takiego jak depresja niedzielna:).
Tak,ja też w każdej chwili biegnę na fitness,siłownię,basen.W domu tylko śpię:)Próbuję wszystkiego:TBc.zumby,pilatesy,combat,...Brat poleca kickboxing,ale na to chyba za cienka jestem.Na razie...;)Wypełniam czas jak mogę.
Wcale nie za cienka! Ja ostatnio byłam na boksie pierwszy raz:) U mnie już raczej takie stany depresyjne pojawiają się tylko jak dostanę jakieś wieści o moim byłym i jego obecnej. A tak t już coraz lepiej- czas chyba rzeczywiście leczy rany:))
Gdzieś spotkałam określenie: "Przechodzony związek". Zbyt długo nie sformalizowane związki zwyczajnie się wypalają. Ale gratuluje podejścia do tematu: zajęłaś się sobą, wypełniasz czas nowymi rzeczami, to najlepsze co można robić po rozstaniu. Nie zastanawiać się dlaczego, tylko myśleć co dalej. Pozdrawiam ![]()
Czy to w ogóle ma jakiś sens?
Starać się,dbać o drugą osobę,wierzyć,ze zawsze już tak będzie i kochać. Skoro w każdym momencie to wszystko może się rozpieprzyc.Czy warto ryzykować? Jak mam do cholery komukolwiek zaufać?To już chyba lepiej być suka bez uczuć.Co za ch*j,zniszczyl wszystko.Najchetniej bym mu przywalila w tą mordę parszywa.Szlag by trafił jego i jemu podobnych.Kim on jest,zeby mnie tak upokorzyc,tak zdeptac.Jakim surwie*em trzeba być żeby tak skończyć ze mną po tylu latach.
Przepraszam,ale tak strasznie chciałam to wyrzucić z siebie.
JAK widać,wczorajsza faza optymizmu gdzieś sobie poszła.Niech lepiej wraca.Wolalabym nie pracować chwilowo z ludźmi, bo byle co mnie tak denerwuje,a muszę być opanowana i miła.No i dobrze by było się nie mylić bo jeszcze kogoś otruje.
42 2015-01-27 02:43:14 Ostatnio edytowany przez Karola_23 (2015-01-27 02:45:29)
Czy to w ogóle ma jakiś sens?
Starać się,dbać o drugą osobę,wierzyć,ze zawsze już tak będzie i kochać. Skoro w każdym momencie to wszystko może się rozpieprzyc.Czy warto ryzykować? Jak mam do cholery komukolwiek zaufać?To już chyba lepiej być suka bez uczuć.Co za ch*j,zniszczyl wszystko.Najchetniej bym mu przywalila w tą mordę parszywa.Szlag by trafił jego i jemu podobnych.Kim on jest,zeby mnie tak upokorzyc,tak zdeptac.Jakim surwie*em trzeba być żeby tak skończyć ze mną po tylu latach.
Przepraszam,ale tak strasznie chciałam to wyrzucić z siebie.
JAK widać,wczorajsza faza optymizmu gdzieś sobie poszła.Niech lepiej wraca.Wolalabym nie pracować chwilowo z ludźmi, bo byle co mnie tak denerwuje,a muszę być opanowana i miła.No i dobrze by było się nie mylić bo jeszcze kogoś otruje.
Zauważyłam jedno związek ma szanse jeżeli obie strony sie szanują i daja tyle samo od siebie ,albo mężczyzna troche wiecej. Ja kiedys w dawnym związku byłam złośliwa ale dawałam z siebie wszystko. Potrafiłam stać kilka godzin w kuchni żeby mu coś dobrego ugotować i Pan był zadowolony. A jego popisowe danie to było tzw. "pomysł na" zbyt dużo się nie narobił dodac śmietane i pokroic mięso każdy umie
Miał mnie podane na tacy ![]()
Teraz w nowym związku, jak facet przyjeżdża do mnie i jest głodny proponuje mu kanapki albo zamawiamy pizze
Za to jestem miła ,a nie wredna jak kiedyś
Nie ma co na 100 % poświęcać sie związkowi lepiej mieć swoich znajomych, wyjśc bez faceta) zabawić sie, porządnie
Może facet chciał jescze poczuć się młodo i nie chciał kury domowej.
A co do dociekania dlaczego tak postąpił nigdy się nie dowiesz, no chyba ,ze sama odkryjesz. Zaden facet nie powie szczerze dlaczego Cię zostawił. I to jest w nich najbardziej wkurzające wszyscy są tchórzami, a nawet najgorsza prawda jest chyba lepsza od niewiedzy.
Rozumiem co to znaczy nagłe pogorszenie nastroju. To takie wkurzające kiedy nagły optymizm znika i dopada mega dół. Nerwy, żal, smutek, nienawiść a jednak gdzieś ta miłość. Chyba najgorsza z możliwych mieszanek bo sama nie wiesz co czujesz. Wczoraj tak mi to wszystko siedziało, że próbowałam się wypłakać- niestety nic z tego, ani jedna łza nie wyszła, a ja dalej się czuje jakbym się struła miłością... Może jutro będzie lepiej...
Tak,zdecydowanie trzeba mieć jednak swoich znajomych,przyjaciol.Znajomych trochę mam,ale to właśnie znajomi.I tyle.Przez prawie 3 lata mieszkania na odludziu pourywalo się.Trzeba wszystko budować od nowa.Moze za dużo od razu bym chciała.Tylko to naprawdę przykre jak nadchodzi weekend i nawet bym gdzieś wyszła,ale nikt nie ma czasu,kazdy ma swoje sprawy i zycie.Coz,sama tak miałam jeszcze 2 miesiące temu.
Wręcz mi głupio teraz nalegac.Nagle taka towarzyska się zrobiła,a wcześniej nie dało się wyciągnąć z domu.
Poza tym czuję,ze na razie za dużo nie mogę z siebie dać na tych spotkaniach,w głowie tylko jedno.Moze najpierw trzeba się uporać z tymi emocjami zanim wyjdę do ludzi.Nie wiem.Na razie znów biegnę na siłownię.Przynajmniej zajmę myśli na jakieś dwie godzinki.
Też mi się już nawet płakać nie chce.Tylko złość.I strach,bo może będzie jeszcze dobrze,ale czy na pewno?
Cześć. Jest kilka analogii w naszych "historiach". Jeśli chodzi o znajomych to mówisz, że każdy ma swoje sprawy. Cóż to prawda, koleżanki mają dzieci, ciąże, mężów. Ale wiesz można się czasem dokleić na jakiś popłudniowy spacer, czy zagrać w jakieś gry. Z początku trochę mi było przykro patrzeć na kochające pary i szczęsliwe matki, ale w sumie nie ma powodów, dla których miałoby mi być przykro
Teraz raczej jest zwyczajnie nieco nuuuudno, bo jakoś nie czuję rozmów o nosidełkach, kolorze kupy czy niepokojących wysypkach. Chciałabym mieć więcej znajomych samotnych - wiem jak to brzmi
Ale trochę jest tak, że syty głodnego nie zrozumie ![]()
To fakt:) Też mam prawie samych sparowanych znajomych i nie ukrywam, że niejednokrotnie jest to uciążliwe wszędzie razem. Ale z drugiej strony większość z nas będąc w parze też tak robiła:) Chociaż jak moja przyjaciółka rozstała się z facetem a ja byłam w związku to biegałam z nią wszędzie sama żeby jej przykro nie było. Teraz role się odwróciły, ale niestety nie pamięta wół jak cielęciem był i moja przyjaciółka wszędzie bierze swojego chłopaka.
To fakt:) Też mam prawie samych sparowanych znajomych i nie ukrywam, że niejednokrotnie jest to uciążliwe wszędzie razem. Ale z drugiej strony większość z nas będąc w parze też tak robiła:) Chociaż jak moja przyjaciółka rozstała się z facetem a ja byłam w związku to biegałam z nią wszędzie sama żeby jej przykro nie było. Teraz role się odwróciły, ale niestety nie pamięta wół jak cielęciem był i moja przyjaciółka wszędzie bierze swojego chłopaka.
Ale coż ja tam nie oczekuję od znajomych, że będą coś robić tylko po to "żeby mi nie było przykro". Trzeba się skonfrontować z rzeczywistością taką jaka jest. Raczej fajnie, że Cię zabierają ze sobą! Głowa do góry, wznosimy się na palcach i wypatrujemy plusów! ![]()
Tak, ale czasem chcesz się wygadać ponarzekać itd. a wszędzie jest luby Twojej przyjaciółki to jednak trochę ogranicza:P Na wyjście na imprezkę, do knajpy, czy do znajomych nie ma problemu ale czasami zwyczajnie człowiek chce pobyć bez męskiego towarzystwa:)
Tak, ale czasem chcesz się wygadać ponarzekać itd. a wszędzie jest luby Twojej przyjaciółki to jednak trochę ogranicza:P Na wyjście na imprezkę, do knajpy, czy do znajomych nie ma problemu ale czasami zwyczajnie człowiek chce pobyć bez męskiego towarzystwa:)
No racja - pół biedy jeśli go chociaż lubisz i on lubi Ciebie. A przyjaciółce po prostu musisz szczerze powiedzieć, że potrzebujesz też babskich spotkań. A ja nie zakuma to jest, no cóż, głupiutka
Ja niektórych cudzych mężów nawet lubię, po latach uznaję ich już nie tylko jako przyległość do koleżanki ale nawet jako osobny byt z osobną osobowością - i to jest nawet fajne, bo faceci czasem mają inne podejście, a bardzo często są bardziej bezpośredni.
Może z innej beczki ale ostatnio mąż mojej koleżanki, który wiem że szczerze mi współczuje i pewnie dobrze życzy, wywalił mi co następuja:
"M. strasznie Ci współczuję, naprawdę masz przerabane. Masz 30 lat - dla kobiety to przecież ostatni dzwonek. Szczęście, że jesteś stosunkowo ładna, bo jakbyś była choćby odrobinę brzydsza, nie dawałbym Ci żadnych szans na szczęscie."
lilianna90 napisał/a:Tak, ale czasem chcesz się wygadać ponarzekać itd. a wszędzie jest luby Twojej przyjaciółki to jednak trochę ogranicza:P Na wyjście na imprezkę, do knajpy, czy do znajomych nie ma problemu ale czasami zwyczajnie człowiek chce pobyć bez męskiego towarzystwa:)
No racja - pół biedy jeśli go chociaż lubisz i on lubi Ciebie. A przyjaciółce po prostu musisz szczerze powiedzieć, że potrzebujesz też babskich spotkań. A ja nie zakuma to jest, no cóż, głupiutka
![]()
Ja niektórych cudzych mężów nawet lubię, po latach uznaję ich już nie tylko jako przyległość do koleżanki ale nawet jako osobny byt z osobną osobowością - i to jest nawet fajne, bo faceci czasem mają inne podejście, a bardzo często są bardziej bezpośredni.Może z innej beczki ale ostatnio mąż mojej koleżanki, który wiem że szczerze mi współczuje i pewnie dobrze życzy, wywalił mi co następuja:
"M. strasznie Ci współczuję, naprawdę masz przerabane. Masz 30 lat - dla kobiety to przecież ostatni dzwonek. Szczęście, że jesteś stosunkowo ładna, bo jakbyś była choćby odrobinę brzydsza, nie dawałbym Ci żadnych szans na szczęscie."
Lol co za prostak
Moim zdaniem to cudowny wiek , jest tylu facetów samotych w tym wieku którzy juz nie są gówniarzami i patrzą na związki poważnie. a gówniary im nie są w głowie. Zresztą znam z autopsji pare par gdzie po długim związku w drugim brali ślub i byli szczęśliwi ![]()
Dostałam dizś urlop.Taki na siłę,bo mam dużo zaległego i trzeba powoli wykorzystywać.I znów coś pękło we mnie.Bo zawsze od razu konsultowałam to z nim.Mieliśmy gdzieś wyjechać sobie w lutym w ciepłe miejsce.A teraz taka pustka.Na każdym kroku pustka.Jak przetłumaczyć temu głupiemu mózgowi,że trzeba robić teraz to samo co zawsze robiłam ale w pojedynkę.Jak ja już mam tak wryte w psychikę,że on jest obok.Od zawsze prawie.Przecież wiem jaki jest plan,czym muszę się teraz zająć,co załatwić itp. a jednak głupia sprawa urlopu i pękam.Koleżanka zaproponowała,żebym do niej pojechała wtedy na parę dni.Może to i dobry pomysł.
W piątek kino,a w sobotę może też się uda wyjśc.Wiercę dziurę w brzuchu dziewczynom z pracy,singielkom:).To jest wiecej spotkań towarzyskich niż miałam przez ostatnie pół roku;).
Jedź koniecznie! Nie siedź w domu bo się wykończysz. Wierć jak najwięcej nie macie zobowiązań więc możecie bawić się wedle uznania:) Rozumiem Cię doskonale. U mnie wczoraj w pracy miała miejsce pewna sytuacja i pierwsze co zrobiłam to złapałam za telefon żeby mu o tym napisać i nagle taka pustka, że przecież jego nie ma... Najcięższe chyba jest to, że to nie był nasz wybór... Zostałyśmy postawione przed faktem dokonanym. Czasem myślę, że też bym chciała mieć takie podejście jak mój były narzeczony.
.Wiercę dziurę w brzuchu dziewczynom z pracy,singielkom:).To jest wiecej spotkań towarzyskich niż miałam przez ostatnie pół roku;).
Hehe - przechodziłam przez podobny okres. W sensie kompulsywne spotkania z koleżankami, które mentalnie są w innej galaktyce, dodatkowo nieważne miejsce i sposób, byleby wyjść.
Ale czasu trochę upłynęło i nie chce mi się na siłę wychodzić. W rezultacie wychodzę sama na część filmów (bo nikt nie chce iść na taki film, jaki ja chcę), czy na koncerty, czy do teatru.
Pierwsze samotne wyjścia to jest trochę wyzwanie po tylu latach. Być może przed Tobą też będą takie wyjścia, chyba że masz naprawdę fajne grono znajomych.
Lol co za prostak
Moim zdaniem to cudowny wiek , jest tylu facetów samotych w tym wieku którzy juz nie są gówniarzami i patrzą na związki poważnie. a gówniary im nie są w głowie. Zresztą znam z autopsji pare par gdzie po długim związku w drugim brali ślub i byli szczęśliwi smile
Haha no może i są. Halo halo! Hop hop! Hop hop! ![]()
Mija już prawie miesiąc.I taki pierwszy szok.Odcielam się zupełnie,ale już sama nie wiem czy to dobrze.Tyle niedopowiedzen zostało bo ja wtedy juz nie chciałam słuchać jego tłumaczeń.To bardzo bolało,nie dopytywalam,pewnych słów w ogóle nie pamiętam. A teraz się zadreczam.
Nie mam pojęcia co robi,czy kogoś ma.Poczul ulgę,czy też ma watpliwosci.?
Nie mam zamiaru tego sprawdzać przez jakieś wywiady u znajomych.
Czy naprawdę nic go nie obchodzi?Czy mnie wymazał z życia na dobre?Czy przez zwykła przyzwoitosc nie powinien zapytać jakie mam plany,gdzie będę mieszkac?Po co był ten tekst na koniec"ja ci zawsze pomogę,przez całe życie "
Wiem,ze mnie bardzo zranil,praktycznie w tydzień pozbył się mnie ze swojego zycia.Bez szansy,bez żadnych skrupułów.Tylko jak zapomnieć o tym co było wczesniej.
Czas, czas i jeszcze raz czas. Myślę, że odcięcie się całkowite to dobre rozwiązanie.
Nie wiem czy się zgodzisz, ale gdyby przykładowo, on teraz troszczył się o Ciebie, pomagał Ci czy dopytywał, czy nie pomyliłabyś tego z uczuciem?
Jak tam się trzymasz? Jakie plany na weekend?
56 2015-01-30 08:22:47 Ostatnio edytowany przez na_iwna (2015-01-30 08:25:08)
Odcielam się zupełnie,ale już sama nie wiem czy to dobrze.
Najlepiej, tak jest najlepiej. szybciej przestaniesz cierpieć, wierz mi.
Tyle niedopowiedzen zostało bo ja wtedy juz nie chciałam słuchać jego tłumaczeń.To bardzo bolało,nie dopytywalam,pewnych słów w ogóle nie pamiętam. A teraz się zadreczam.
Powody nie są ważne, to tylko słowa. Ważne jest to, jak zostałaś potraktowana. Ja też bym nie chciała słyszeć głupich tłumaczeń, gdyby mnie ktoś zrobił to, co Tobie. Powiem więcej, nie słuchałam ![]()
Nie mam pojęcia co robi,czy kogoś ma.Poczul ulgę,czy też ma watpliwosci.?
Nie mam zamiaru tego sprawdzać przez jakieś wywiady u znajomych.
Czy naprawdę nic go nie obchodzi?Czy mnie wymazał z życia na dobre?Czy przez zwykła przyzwoitosc nie powinien zapytać jakie mam plany,gdzie będę mieszkac?Po co był ten tekst na koniec"ja ci zawsze pomogę,przez całe życie "
On o Tobie nie myśli. Najprawdopodobniej myśli o sobie tylko, jak mu siebie żal (o ile jest sam), próbuje zagłuszyć swoje (!) poczucie winy, albo na przykład z lekkością (bo w końcu sam, taaak mu na tym przecież zależało) robi jakieś swoje (!) plany na przyszłość. Powaga, wiem co mówię.
Cierpisz, Dziecino, to i myślisz o nim, zadajesz sobie dziwne pytania (nieistotne zupełnie są odpowiedzi na nie, nic się nie zmieni już). Wszystkie przez to przechodziłyśmy. Ciesz się, że się nie odzywa. Możesz odzyskać spokój, musisz zająć się sobą.
Wiem,ze mnie bardzo zranil,praktycznie w tydzień pozbył się mnie ze swojego zycia.Bez szansy,bez żadnych skrupułów.Tylko jak zapomnieć o tym co było wczesniej.
Jak? Tego już nie ma. Dla niego to nie ma żadnego znaczenia, dlaczego dla Ciebie miałoby mieć?
Dziwnie brzmi zdanie: "Wiem, że mnie bardzo zranił". Wiesz? Może lepiej to poczuj, szybciej Ci przejdzie. Albo go trochę przed sobą tłumaczysz, albo zostawiasz sobie furtkę na wypadek jakby chciał wrócić i boisz się pomyśleć o nim jak o skończonej świni (przepraszam wszystkie świnki za takie porównanie).
Wścieknij się na niego, złość pomaga. Trochę więcej się wtedy płacze, ale i to przechodzi jak ręką odjął. Swoje trzeba wypłakać, to co zalega ![]()
Smutno mi, bo wiem co czujesz i przez co przechodzisz... Ja żałuję, że cierpiałam po rozstaniu, że zadawałam sobie te same pytania co Ty. Żałuję, bo niepotrzebnie sobie dokładałam bólu.
Spadłaś z roweru? Wstań, otrzep się, otrzyj łezkę i ruszaj dalej w drogę
Piękne widoki jeszcze przed Tobą ![]()
Dzięki,dziewczyny.To naprawdę pomaga,gdy wracam do domu (dopada mnie właśnie dół weekendowy) i czytam sobie Wasze rady.Dobre słowa od osób,które potrafią na to wszystko spojrzeć z boku.Marmolado,właśnie wróciłam z 13 godzin pracy a na 22 lecę na maraton filmowy z koleżanką,chociaż jutro mam znów na 7.Chyba zgłupiałam,ale nie rezygnuję z zadnej z nielicznych propozycji jakiegoś wyjścia.Przynajmniej będę tak zmęczona,że bez problemów usnę;).Jutro po pracy pewnie pohasam na siłowni,trochę sauny itp. sama lub też z nią.Robię wszystko żeby wypełnić czas co do godziny.Jestem na takich obrotach,że nie wiem jak ja to robię:).Mam nadzieję,że to pobudzenie nie przejdzie wkrótce w rezygnację.Boję się tego,że pewnego dnia po prostu odpuszczę,nie będzie mi sie chciało wstać,popadnę w depresję i zniechęcenie.
Tak szczerze,to myślałam,że tak właśnie ze mną będzie od razu.Nie wiem,może najgorsze przede mną?
Naiwna,chyba rzeczywiście trochę go tłumaczę.Ciężko mi uwierzyć,że człowiek,z którym spędziłam całe dorosłe życie,jest nawet nie świnią,a najgorszym skurw...Nie dlatego,że mnie przestał kochać,bo nikogo nie można zmusić do miłości.Ale mnie oszukiwał,nawet nie wiem od kiedy,zniszczył i tak małą pewność siebie,wyrzucił po prostu jak śmiecia.A najpierw pozwolił mi się prawie całkowicie od siebie uzależnić,pokochać ten dom,to życie.Ale mam jak najbardziej w sobie też takie nieładne emocje jak nienawiść,wściekłość,gniew:).To się wszystko tak miesza ze sobą.
Dzięki forum wiem,że to normalne.
Nie wszyscy to zrozumieją,ale tęsknię też bardzo za moim psem i kotem.Kocham zwierzęta,a to były nasze pupilki,które tam zostały,bo ja nawet nie mam gdzie ich wziąć.I to też mi zabrał.
No i znowu te łzy.Cały dzień w pracy trzymam fason,ale teraz już nie muszę...
Jedna wielka niewiadoma...Ale nie poddaję się.Idę szykować się na to kino.Dziękuję.
Dziś płaczę.Przez głupi sen.Całe dnie jakoś się trzymam,tłumaczę,że nie jest żle,staram się logicznie myśleć o tym,że to nie koniec świata,gorsze rzeczy się zdarzają,nie jest jeszcze za póżno,żeby sobie życie poukładać.
A we śnie on po prostu do mnie podszedł,przytulił,wszystko jest dobrze,jesteśmy razem w domu.Tyle.Budzę się w innej rzeczywistości,bez niego,bez tego wszystkiego co znałam i kochałam przez tyle lat.
Nigdy nie rozumiałam kobiet,które płaczą za facetami,szczególnie takimi,którzy je krzywdzą.Zdradził,uderzył?To niech spieprza i gnije.Proste.Jaka byłam głupia i ślepa.Nie znałam takich sytuacji,dla mnie to była abstrakcja.Ludzie się rozchodzą,rozwodzą,ale nie my,przecież tak dobrze funkcjonujemy przez tyle lat,wszystko gra.
Mam zarys planu,co robić,nie utrzymuję z nim nawet odrobiny kontaktu,ruszyłam dupę i coś robię z tym życiem.Czytam Wasze rady,staram się,wiem,co robić.Jednak jak nadchodzi chwila słabości to pękam.Wyrzucam to z siebie tutaj.
Znów byłam z koleżankami w kinie wczoraj.Rozmawiamy,śmiejemy się,niby wszystko w porządku.A tak naprawdę one mnie nie rozumieją,myślą tylko o pracy,fryzjerach,gadają o jakis facetach,imprezach,zakupach.Gdy bylłam z nim nieraz na takim spotkaniu z większym gronie to tylko wymienialiśmy porozumiewawcze spojrzenie:"jak dobrze,że my mamy swój świat,w którym się rozumiemy''.Mówił,że tylko ze mną może szczerze porozmawiać,że nikt go nie rozumie lepiej.Koledzy są,owszem ale tylko na piwko,piłkę,mecz,a przyjaciel to ja.
Masz dobre podejście. No i ten nick. Kiedyś posługiwałam się tym właśnie nickiem, w szeroko pojętym internecie. Poczułam się jakbyś była moim alter ego
Trzymaj się.
Nie wszyscy to zrozumieją,ale tęsknię też bardzo za moim psem i kotem.Kocham zwierzęta,a to były nasze pupilki,które tam zostały,bo ja nawet nie mam gdzie ich wziąć.I to też mi zabrał.
Ja zostałam ze zwierzętami w, do niedawna, naszym domu. I strasznie dobija mnie ich tęsknota za nim, zwłaszcza jednego psiaka, który był jego ulubieńcem. Po każdej jego wizycie pies wpada w depresję. Następnego dnia po prostu go nie ma, chowa się i nie reaguje na wołanie
Jesteś dzielna. Naprawdę chylę czoło i szacunek. Ściskam.
Purple rain.Taki nick ponieważ,no cóż,nie wykluczam użycia,jesli taka będzie potrzeba:).W końcu jestem farmaceutka i wcale nie musi być tak,ze szewc bez butów chodzi..
Jeśli chodzi o mojego psiaka kochanego to serce by mi pękło jak bym miała tam jeździć i go zostawiać za każdym razem.W ogóle gdybym tam przebywala.Pociesza mnie to,ze on na pewno o niego dba,kocha zwierzęta jak ja.Moze kiedys,jak nabiorę dystansu?nie wiem.I tak musze się tam wybrać kiedyś po parę rzeczy,gabarycikow,ktore mi w samochód nie weszly.
Tęsknię.Wbrew logice.Oby tej nocy znów mi się nie śnił.
Chciałabym mieć takie samozaparcie do biegania po imprezach i organizowania sobie czasu, jakie Ty masz. Ja po rozsaniu bardzo chciałam wychodzić, żeby nie myśleć. Tylko, że w sumie nie miałam na to ani siły, ani specjalnych chęci, ani nie czerpałam z tego radości. A radość innych mnie przytłaczała, czułam się zmęczona udawaniem, że jest ok. Też tak masz?
NovaYa,niestety też tak mam.i nie biegam po imprezach,to są tylko jakieś pogaduchy z kolezankami,kino.zmuszam się do nich cała siła woli.a i tak w tym kinie,czy w kawiarni mysle:co ja tu robie?Tym bardziej,ze to nie są przyjaciele,z którymi mogę być całkiem sczera.Czasem wracam z nich bardziej zdolowana,bo sobie uswiadamiam jaka jestem samotna.
NovaYa,niestety też tak mam.i nie biegam po imprezach,to są tylko jakieś pogaduchy z kolezankami,kino.zmuszam się do nich cała siła woli.a i tak w tym kinie,czy w kawiarni mysle:co ja tu robie?Tym bardziej,ze to nie są przyjaciele,z którymi mogę być całkiem sczera.Czasem wracam z nich bardziej zdolowana,bo sobie uswiadamiam jaka jestem samotna.
Wiem doskonale o czym piszesz... ![]()