Niestety zauroczyłam się (zakochałam??) w niesamowitym palancie. Od samego początku coś między nami nie grało, a ja i tak w to brnęłam. Okazał się zwykłym egoistą, a po tym, jak mi oznajmił, że "nigdy się we mnie nie zakocha", chciał się dalej ze mną przyjaźnić (chyba... sama nie wiem już o co mu chodziło). Udawałam że nic się nie stało(nie przyznałam się, że coś do niego czuję), ale prawda jest taka, że przepłakałam dwa dni.
Nie mogę uwierzyć, że ktoś taki mi się spodobał, a jednak coś mnie dalej do niego ciągnie. Widzę go z racji studiów codziennie i jak na razie ignoruję, ale męczy mnie to wszystko. Chciałabym żeby najlepiej zniknął bo nawet ignorować mi się go nie chce. Ale jestem przewrażliwiona na punkcie każdego jego gestu a z drugiej strony nie mam nadziei, bo nawet nie wiem po co mi on.
Mimo to nadal płaczę przez niego i czasami pojawia mi się w głowie myśl typu "a może się z nim zaprzyjaźnię", co oczywiście jest bez sensu. Męczy mnie to wszystko i to bardzo. Czuję się jak jakaś chora psychicznie, bo raz myśle logicznie, innym razem już chyba nie.
Co mogę zrobić, żeby się szybciej odkochać? Nawet nie wiem czy to zakochanie, czy zwykłe zauroczenie.