Witam.
Jesteśmy razem od grudnia 2013r.
Kiedy się poznaliśmy mój chłopak oświadczył mi,że jeździ regularnie, od 14 lat na mecze piłkarskiej ( konkretnej, lokalnej drużyny).
Ostatnio zauważyłam ,że jeśli chodzi o spotkania to ja się podporządkowuje Jemu.
On ma swoją firmę, czasem musi popołudniami popracować w domu. Rozumiem, absolutnie. Ja jestem studentką, dorabiam sobie dając korki z matmy.
Trochę się czuję jakbym się dopiero 'obudziła'. Spotykamy się w tygodniu i w weekendy. Czasem w tygodniu , On przyjeżdża zaraz po pracy, jemy razem obiad itp. Ale zauważyłam,że to wszystko ma miejsce pod warunkiem ,że Jemu pasuje. Że nie ma meczu,pracy , fryzjera, lekarza, jakiejś dodatkowej pracy. Ja potrafię przylecieć z wywalonym jęzorem z dworca ( dojeżdżam do miasta ,w którym studiuję) żeby zdążyć się z Nim spotkać. Ostatnio robił tak,że wpadał na godzinę i sobie jechał. Oczywiście 'bo COŚTAM'.
Tydzień temu byłam chora. To był wtorek. Umówiliśmy się ,że przyjedzie w środę. No i dochodzi 16 ( nadal wtorek) a On mi dzwoni,że jednak przyjedzie dzisiaj ( za 20 minut!),bo jutro ma fryzjera. 5 sekund na podjęcie decyzji, głowa mi pękała, no i się zgodziłam. Strasznie byłam potem na siebie zła.
No i wczoraj się dowiedziałam ,że w środę i w niedzielę ( tą następną, nie pietnastego) jedzie na mecz. Dwa dni , w które spokojnie możemy się spotkać ( bo w pozostałe mam korki no i On musi kiedyś popracować) . Wkurzyłam się. Rozumiem mecz raz w tygodniu. I zaproponowałam,że może pojedzie tylko na jeden , bo chyba nie zobaczymy się wcale jak środa i niedziela odpadnie. Zaśmiał się głupio i odmówił takiego rozwiązania. Ja wiem, 'uprzedzał' ,że jeździ na te mecze. Ale znowu On narzuca spotkania, znowu ja się muszę podporządkować. I powiedziałam,że jeśli jedzie i w środę i w niedzielę, to nie ma specjalnego parcia na zobaczenie się ze mną więc nie widzimy się wcale w tym tygodniu. Znowu głupkowaty śmiech.
Jestem niekonsekwentna. On nie traktuje już poważnie tego co mówię. Ale proszę, powiedzcie mi obiektywnie -czy ja przesadzam??
Mój chłopak ma wysoką samoocenę. Ale nigdy nie było tak,że dbał o swój tyłek a mi mogło się dziać najgorsze. Dba o mnie . Niespodzianki, komplementy, kwiaty.
Mam poczucie ,że On wychodzi z założenia ,że ja siedzę i czekam tylko na Niego a On sobie wpadnie jak mu się zachce.
Ostatnio , dwa tygodnie temu, temat był 'na tapecie'. Byłam wściekła, w zasadzie gotowa żeby z Nim zerwać. Przyjechał w piątek ( a dzień wcześniej przez telefon mówił,że piątek , do późna spędzimy razem) no i mi mówi,że koledzy dzwonili,że ma do nich przyjechać na piwo blabla. No i ok, mówię mu, chcesz to jedź. Cały czas jęczał,że nie wie co zrobić , że zaraz zadzwoni i im powie,że nie przyjedzie itp. Udawał,że nie zamierza do nich jechać,ale wciąż o tym mówił, w końcu o 20 pojechał. Potem przepraszał i inne bzdury.
Tydzień później sytuacja się powtórzyła.
Jego była jeździła z Nim na mecze, na wszystkie takie imprezy. Mnie to nie kręci wcale i nie zamierzam się zmuszać.
Wydaje mi się,że do Niego niewiele dociera. I nie wiem co mam robić?