Zastanawiam się czy istnieje coś takiego jak miłość na całe życie. Ja z moim chłopakiem jesteśmy dwa lata, ale czasem zdarza się, że w pubie lub knajpie widze kogoś obcego co ma to coś i patrzymy sobie w oczy i w tym spojrzeniu dostrzegam, że jego również interesuje moja osoba. Czuję się wtedy okropnie, bo mam wrażenie że w jakimś stopniu zdradziłam mojego lubego, a z drugiej strony podoba mi się to, że ktoś inny zwraca na mnie uwagę. Boję się, że kiedyś takie zauroczenie spowoduje, że będę chciała odejść od Rafała!Niby wydaje mi się, że będziemy całe zycie razem, ale w takich sytuacjach w to naprawdę powątpiewam. Czy w ogóle można być ze sobą przez całe życie?
Podobne tematy
Witam
W życiu każdego człowieka są takie chwile. Niewiemy kto nam jest pisany i czy to właśnie "nasza druga połowa". Ja z moim mężem jestem od 6 lat w tym 3 lata po ślubie. Każdego dnia staramy się pracować nad naszym związkie i może to naiwne ale wieżę że to właśnie z Sebkiem chciałabym spędzić swoje życie. Osobiście mam nadzieję że jest to możliwe ![]()
Pozdrawiam
Tak, można być ze sobą całe życie ![]()
Nikt nie powiedział, że podpisujemy jakąś umowę o nie-patrzenie na innych. Przecież to nic złego. Czasem spodoba nam sie ktoś inny z wyglądu, ale to przecież tylko chwila, jakiś impuls, który może być bardzo mylny.
Nie radzę zaprzątać sobie tym głowy, bo często samo sobie coś wmawiamy i gorzej na tym wychodzimy. ![]()
Mam nadzieję, że istnieje miłość do końca życia , a przynajmniej na razie mocno w to wierzę
Zawsze wzruszała mnie historia róży i Małego Księcia i to zdanie ,że powinniśmy być odpowiedzialnie za to co oswajamy ...
" ... Wieczorem proszę mnie przykryć kloszem. U pana jest bardzo zimno. Złe są tu urządzenia. Tam, skąd przybyłam...
Urwała. Przybyła w postaci nasienia. Nie mogła znać innych planet. Naiwne kłamstwo, na którym dała się przyłapać, zawstydziło ją. Zakaszlała dwa lub trzy razy, aby pokryć zażenowanie.
- A ten parawan?
- Ja bym przyniósł, ale pani mówiła...
Wtedy róża znów zaczęła kaszleć, aby Mały Książę miał wyrzuty sumienia. W ten sposób mimo dobrej woli płynącej z jego uczucia Mały Książę przestał wierzyć róży. Wziął poważnie słowa bez znaczenia i stał się bardzo nieszczęśliwy.
- Nie powinienem jej słuchać - zwierzył mi się któregoś dnia - nigdy nie trzeba słuchać kwiatów. Trzeba je oglądać i wąchać. Mój kwiat napełniał całą planetę swoją wonią, lecz nie umiałem się nim cieszyć. Historia kolców, która tak mnie rozdrażniła, powinna rozczulić...
Zwierzył się jeszcze:
- Nie potrafiłem jej zrozumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać."
miłość na całe życie istnieje oczywiście tylko dlaczego zdarza się tak że kocha tylko jedna osoba, a druga to niszczy i nie potrafi docenić:((((((((((((:(
Wierzę, że istnieje. Moi dziadkowie w święta obchodzili 60 -tą rocznicę ślubu. Aż miło na nich popatrzeć.
7 2008-03-27 09:37:08 Ostatnio edytowany przez MagdaZ (2008-03-27 09:37:35)
Droga Ewag!
Moi dziadkowie przeżyli te lata w miłości i we wzajemnym szacunku. Myślę, że to jest recepta udanego związku. Owszem nie było tylko różowych lat, bo przeżyli tułanie się po stancjach, budowę domu w czasach gdy nie było dostępu do materiałów i najgorsze co może spotkać rodzica - śmierć maleńkiego dziecka. Ale przetrwali.
W którymś z postów piszesz, że nie możesz patrzeć w lustro..... Pamiętaj, że jaki to masz obraz siebie taki będą mieli inni, w tym i Twój mąż. Ja również mam 8 lat stażu małżeńskiego (+4 lata przed ślubem, czyli razem 12 lat), 2 dzieci i po ciążach 96 kg na sobie. Nie jestem więc super laską, która może się tylko mądrzyć. Może najwyższy czas wziąć się za siebie i zrobić wszystko aby zacząć się podobać przede wszystkim sobie. Ktoś kiedyś mi powiedział, że "wystarczy się odszykować, nie mówiąc mężowi gdzie - wyjść wieczorem (choćby na długi spacer). Zobaczysz że mąż będzie latał po domu jak kot z pęcherzem". Może coś w tym, jest jeszcze tego nie wypróbowałam.
Miłość na całe życie to bzdura!!!Po trzynastu latach małżeństwa otworzyłam wkońcu szeroko oczy! Mój mąż mnie zdradza nie od dziś i miłosnymi podbojami chwali się na prawo i lewo! Wszyscy wiedzieli tylko nie ja! Wpadł,bo zaangażował sie,to go zgubilo.Myślałam,że jesteśmy sobie przeznaczeni,a tu takie rozczarowanie!Nie wierze w miłość!
Istnieje taka milosc, moze nie zdarza sie czesto ale istnieje.
Ja osobiscie moge napisac, ze swojego meza poznalam kiedy mialam 14 lat, on mial 17.
Bylismy ze soba 7 lat po czym wzielismy slub ;-))
W lutym, 2009 r bedziemy obchodzic 16 rocznice slubu.
Kocham go, a on mnie.
Nawet jesli kiedys ktos przykuje moja uwage i ma w sobie to cos, to nie znaczy, ze zdradzilam swojego meza, a milosc sie skonczyla!
Tak po prostu jest, na swiecie jest wiele osob, ktore maja w sobie to cos ale kochamy ta jedna.
ja chciałabym wierzyć ze istnieje.
I uwierzcie mi moje miłe- taka miłość na całe życie istnieje - tylko z czasem - to już jest inna miłość- bardziej oparta na szacunku do siebie.W pewnym momencie jak człowiek dojrzewa.... dojrzewa jego uczucie. Ktoś tu napisał,że trzeba wzajemnie dbać o miłość..... pielegnować ją .... i to też jest prawda..... jak do tanga trzeba dwojga tak do miłości też.
moze i istnieje ale jeszcze tego nie doswiadczylam...
a ja wierze ze istnieje.
jestem mloda -racja. ale wierze. W to akurat, moim zdaniem warto.
jesli chodzi o pierwszy wpis Yolki, nie miej wyrzutów. To normalne. Tez tak mam. Patrze, podziwiam, a nawet odrobinkę flirtuje. To jest normalne. nawet jak mamy swojego jedynego, to ciągle pozostajemy KOBIETAMI a co za tym idzie ludźmi. mamy zmysly... a zdrowe podejscie jest najwazniejsze.
a do agnieszkatras- głupio mi, bi jestem gówniarą i pewnie odpowiesz,ze nie mam o zyciu pojecia. Moze zyje w nierealnym swiecie, zbyt wyidealizowanym, jednak miłośc jest. skoro tak sie skonczylo, to znaczy ze to nie TEN. jestem przekonana ze kazda z nas ma swoja druga polowe. Tak jest.
Jesli zechcesz jeszcze mozesz byc szczesliwa.
Jest tak miłość. Sama Jej doświadczyłam. Poznałam Go 16 lat temu. Widywaliśmy się 5 miesięcy. Nie chce się rozpisywać, dlaczego tak krótko i dlaczego to się skonćzyło. Tak musiało być. Wciąż Go pamiętam. Jakaś część mnie kocha Go ciągle. Zobaczyłam Go potem tylko raz po dwóch latach.. Wciąż za Nim tęsknię. Noszę w sobie taką wiarę, że z Nim byłabym szczęśliwa na zawsze. Dowiedziałam się nie dawno, że zmarł dwa lata temu. Płakałam cały dzień. Wciąż popłakuje. Chciałam tylko, aby był szczęśliwy. O miłości wiem jedno, to czas weryfikuje, czy kochamy naprawdę.
Oczywiście że istnieje tyle ze ma wiele obliczy nie zawsze jest tak piękna i fascynująca jak na poczatku.
Tak jak człowiek przechodzi pewne etapy w życiu , tak samo jest z miłością ma ona swe etapy .
Zastanawiam się czy istnieje coś takiego jak miłość na całe życie. Ja z moim chłopakiem jesteśmy dwa lata, ale czasem zdarza się, że w pubie lub knajpie widze kogoś obcego co ma to coś i patrzymy sobie w oczy i w tym spojrzeniu dostrzegam, że jego również interesuje moja osoba. Czuję się wtedy okropnie, bo mam wrażenie że w jakimś stopniu zdradziłam mojego lubego, a z drugiej strony podoba mi się to, że ktoś inny zwraca na mnie uwagę. Boję się, że kiedyś takie zauroczenie spowoduje, że będę chciała odejść od Rafała!Niby wydaje mi się, że będziemy całe zycie razem, ale w takich sytuacjach w to naprawdę powątpiewam. Czy w ogóle można być ze sobą przez całe życie?
Wierzę, że miłość na całe życie istnieje
Chciałabym bardzo by istniała.
A takie sytuacje, jak zainteresowanie inną osobą, są zupełnie normalne, chociaż potem mamy wyrzuty sumienia...
Miłość na całe życie istnieje, ale to nie jest miłość tożsama, na początku to miłość bardzo namiętna, pełna ekspresji, zauroczenia, szału, z czasem staje się miłością przywiązania, przyjaźni, miłością wspólnych chwil i życia.
Ja czuję, że jeżeli nie będzie żadnych przeciwności losu i będziemy dbać o związek to przetrwamy. ![]()
19 2009-01-05 15:36:20 Ostatnio edytowany przez Ewel (2009-01-05 15:37:39)
Ja czuję, że jeżeli nie będzie żadnych przeciwności losu i będziemy dbać o związek to przetrwamy.
jasne, wydaje się proste, ale te przeciwności losu zawsze są. Zawsze.
Dotychczas żyłam w idealnym świecie małżeństw które są ze soba po kilkadziesiąt lat. Potem szok -mój chrzestny zostawił żonę, małżeństwo chrzestnej też się rozwaliło. Teraz na włosku wisi związek mojego kuzyna, mimo że jego żona jest w ciąży.
Internet, wyjazdy integracyjne...są miliony przeciwności losu, które nas dotykają. Jak je przetrwać?
Jestem w szczęśliwym związku od paru lat, czy to będzie na całe życie, nigdy nie będę mieć pewności. No chyba , że za 50 lat obudzę się przy tym samym człowieku, wtedy nie będzie wątpliwości ![]()
Byłam z moim męzem 10 lat myslałam ze to własnie ten ze to własnie z nim spedze całe zycie...zepsuł wszystko teraz jestem z kims innym rok czasu i wiem ze to w łasnie na niego czekałam:) nie liczy sie długosc zwiazku a intensywnosc:)
coś a propos tematu :
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy … cool_.html
Miłość na całe życie to bzdura!!!Po trzynastu latach małżeństwa otworzyłam wkońcu szeroko oczy! Mój mąż mnie zdradza nie od dziś i miłosnymi podbojami chwali się na prawo i lewo! Wszyscy wiedzieli tylko nie ja! Wpadł,bo zaangażował sie,to go zgubilo.Myślałam,że jesteśmy sobie przeznaczeni,a tu takie rozczarowanie!Nie wierze w miłość!
Agnieszko,trafilas poprostu na niewlasciwego faceta!I to wcale nie oznacza,ze milosc nie istnieje,bo tak naprawde to milosc istnieje,tylko nie zawsze udaje nam sie ' ulokowac' uczucia we wlasciwej osobie.
Czy istnieje miłość na całe życie ?
Oczywiście że tak,
istnieje takie uczucie, sam waśnie doświadczam czegoś takiego, a swoją żonkę nie wiem czy nie kocham więcej niż przed wielu wielu laty kiedy to spotkaliśmy się na tym ziemskim padole.
Jest dla mnie wszystkim, przyjacielem, kochanką moim snem i marzeniem.
Jet nam cudownie.
Oczywiście że były różne okresy. lepsze lub gorsze w naszym związku, ale udało nam się przetrwać życiowe burze i zawieruchy.
Wszystkim życzę takich związków.
Przede wszystkim witam na forum.
Mam do wspólnego rozważenia jedną kwestie.
Kobieta lat 45 po 20 latach małżeństwa traci męża, mąż umiera. Kobieta po 10 latach spotyka swojego kolegę z podstawówki i razem tworzą związek. Wiem że wśród znajomych moich rodziców był taki przypadek. Kobieta i jej zmarły mąż wydawali się być dobrym małżeństwem, dziś mają dwie dorosłe córki. Załóżmy teraz że ta kobieta i jej nowy mężczyzna dalej są razem. Ludzie sie spotykają po latach i razem tworzą związek - to musiało być przeznaczenie no ale jak się to ma do tej miłości na całe życie. Wierze w miłość na całe życie ale jak patrze na takie przypadki to wszystko mi się wali w mojej układance. Co ma powiedzieć ta kobieta? Który facet był jej miłością na całe życie? Co ma powiedzieć jej nowy facet? Że jest z nią dlatego że jej mąż umarł? Najlepiej byłoby głownych zainteresowanych zapytać o zdanie ale oczywiscie tego nie zrobie z sobie wiadomych powodów.
Jestem ciekawy co wy sądzicie na ten temat.
Miłość na całe życie to niesamowity dar i ja głęboko wierzę w to,że taka miłość istnieje.
Ja tam nie wiem... biorąc pod uwagę, ile związków kończy się bardzo szybko a ile wytrzymuje kilka do kilkunastu lat (zamiast "całego życia") dochodzę do wniosków, że człowiek nie jest z natury istotą monogamiczną. Osoby, które wytrzymują ze sobą całe życie muszą mieć odpowiedni charakter i trwałość związku musi być dla nich wartością samą w sobie. Muszą chcieć pielęgnować ten związek po to, by trwał - bo właśnie tego pragną, by trwał. Większość ludzi nie ma jednak takich rozkmin i po prostu pozwalają związką kwitnąć, trwać, a potem więdnąć. Uważają, że nie ma sensu podpinać respiratora pod coś, co i tak już ledwo zipie.
Moim skromnym zdaniem miłość trwająca 5 lat wcale nie jest mniej prawdziwa od tej, która trwa 50 lat. Z chemicznego punktu widzenia na pewno nie jest.
Jasne ze milosc na cale zycie ISTNIEJE! Trzeba tylko zrozumiec czym ona jest... Wedlug naukowcow biologow stan eufori jaki nam towarzyszy czesto przy pierwszej milosci nie moze trwac dluzej niz 3 lata max, bo mozg by sie stopil pracujac na tak wysokich obrotach... Druga sprawa z czym utorzsamiamy milosc? W uproszczeniu, dla jednych jest to piekny seks i tacy tylko moga sie zakochac w osobie ktora moze taki sex zapewnic.... Dla innych duchowosc, dla kolejnych poczucie bezpieczenstwa miedzy innymi finansowego. Bo milosc w zasadzie sa to nasze upodobania ktorych szukamy u partnerow. Natomiast milosc w kontekscie bycia z kims jednym przez cale zycie, to juz wyzsza szkola, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Ripp zadal pytanie, ktora milosc byla na cale zycie? Odp jest banalna: wedlug wartosci teologicznych: pierwsza i druga! Bo wytrwalo sie z mezem do konca, a po smierci mozna sobie byc z kims nastepnym z czystym sumieniem. Wedlug mnie: zadna
Bo np: wiekszosc gatonkow ptakow jest w 90% monogamistami i co robia po smierci partnera? SA SAMOTNE! Wiec ludziom daleko do takiego " modelu"... Bo ludzie z reguly i statystycznie nie sa monogamistami ( oczywiscie sa wyjatki). Niektorzy twierdza ze nie czas a jakosc jest miara prawdziwej milosci. Chmm.. przepraszam ze tak bez ogrodek: ale dla nisko rozwinietych psychicznie na poziomie emocjonalnym i duchowym, z pewnoscia tak. Jesli czlowiek zrozumie i ogarnie swoje upodobania ego, nie bedzie ich wtedy utozsamial z najwiekszym uczuciem jakim jest Milosc. Czy wiecie ze zazdrosc jest nabyta a nie wrodzona? U niektorych plemion, ludow nie wystepuje ona WCALE ! Oni lepiej rozumieja istote partnerstwa i przez to sa bardziej szczesliwi. Dla mnie idealem byla by szczerosc i zaufanie w zwiasku, absolutne! I pewnosc ze bedzie sie do konca zycia z ta jedna... Mam na mysli zdrade fizyczna ktora po wczesniejszym ... uzgodnieniu ,uprzedzeniu wcale nie boli serca
Jesli ma sie pewnosc ze sie jest z osoba rozwinieta na tyle emocjonalnie ze oddanie krocza nie pomyli z oddaniem serca, haha. Mnie najmocniej boli: ZDRADA MILOSCI!, ZDRADA SERCA!
Np: gdybym mial dziewice ktora by ciekawilo jak to jest z innym facetem, to kochajac ja, sam bym jej zaproponowal niby zdrade... Bo prawdziwie kochajac nie ogranicza sie ukochanego/ nej egoistycznie... Nie zmienia sie jej pod siebie !!! Nie mowi co powinna a czego nie!!! itd. itp. Sam tez chcialbym byc szczery i zeby moja Milosc sie cieszyla z moich przyjemnosci
Tymbardziej ze duza wiekszosc par i malzenstw i tak sie zdradza i jeszcze maja o to egoistyczne do siebie pretensje! Dla mnie zycie na ziemi z ukochana to partnerstwo dusz... Cialo nie ma wiekszego znaczenia. Priorytetem jest anielska szczerosc i ufnosc ..
Oj, ale sie rozpisalem
Pozdro.