netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Taka sobie myśl :)

17 odpowiedzi5 889 wyświetleńzałożony przez NieZnamSiebie, 08.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Taka sobie myśl :)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-03-08 17:34:47)

Temat: Taka sobie myśl :)

Coraz rzadziej, ale wciąż tu zaglądam. I przerażam się za każdym razem bardziej.
Nie wiem, nie bywam na innych forach, nie czytuję.
Z tego akurat wynika, że jeśli było się w związku/w małżeństwie, jeśli się je skopało, to już raczej nie ma szans na ułożenie sobie życia z kim innym....no bo nawet jeśli się kogoś znajdzie, to ten ktoś i tak cię zdradzi i odejdzie lub też ty, jeśli w przeszłości zdradzałaś/-eś, zrobisz to ponownie.
Tłumaczę sobie, że to AKURAT takie forum i ludziom się układa jednak....no a że sie układa, to najzwyczajniej w świecie po forach  nie biegają, bo i po co.
Staram się i ja moje wizyty ograniczyć do minimum, bo rysujący się TU obraz sprawia, że chyba przestaję trochę wierzyć w ludzi i pewna nie jestem, czy w przyszłości, jeśli kogoś spotkam, nie będę z tyłu głowy miała wszystkich tych naleciałości, wszyskich rad, przestróg, historii.
Kurcze, chyba faktycznie muszę znaleźć coś ekwiwalentnego, zacząć prostować to, co gdzieś tam z tyłu głowy, bo kiepsko się widzę w przyszłości.

2

Odp: Taka sobie myśl :)

Zacznijmy od tego co pod układać się rozumiesz smile. Ludzie kierują się w życiu naprawdę różnymi pobudkami i zakładanie, że tylko każdy co ma problem musi wchodzić na te forum jest błędne.
Jednak zastanawia mnie jedno - dlaczego rysujesz obraz związków/naszego społeczeństwa na podstawie tylko tego forum? Więcej dystansu do życia tongue. Zbyt bardzo ulegasz wpływom innych i muszę powiedzieć, że to jest powszechne. Ktoś coś tam usłyszy np. w telewizji i się zaczyna smile.

3 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-03-08 18:11:35)

Odp: Taka sobie myśl :)

Nektarynka, absolutnie niczemu nie ulegam, a raczej staram się nie ulegać....przecież napisałam, że wiem, że rozumiem i że bywa inaczej.
Chodzi raczej o to, że czytując takie, nie inne historie oraz mając na uwadze własne doświadczenia myślę sobie, że najzwyczajniej w świecie może się nie udać....czy oceniam własną miarą? Nie wiem....Czy wątpię w ludzi?W tym momencie chyba tak i wiem, że muszę zmienić tok myślenia, bo kiedyś na własne życzenie mogę coś spieprzyć.
Co pod układać rozumiem?
Hmm....znaleźć kogoś, z kim można iść przez życie. Być szczęśliwą w związku. Nie popełniać błędów po raz drugi. Zadbać o siebie i swoją rodzinę....dojść do porozumienia z samą sobą (w tym wypadku jestem na bardzo dobrej drodze), wiedzieć, że osoby które się skrzywidziło coraz lepiej sobie w życiu radzą (to też w coraz lepszym kierunku smile ).
To mam na myśli.

4

Odp: Taka sobie myśl :)

Powiem Ci jedno najważniejsze jakie myśli mamy w głowie smile. Dlaczego pesymista zawsze uważa, że ma gorzej w życiu, niż optymista? No właśnie, bo każdą sytuację odbiera trochę inaczej.
Dla pesymisty zakończenie związku to koniec świata/porażka, dla optymisty to nowe doświadczenie, które pozwoli na znalezienie tej jedynej/tego jedynego. Nie zawsze jest w życiu kolorowo, a o tym czy trafiamy na dobrych/złych ludzi też decyduje Sam przypadek. Oczywiście Swoim zachowaniem/stylem bycia możemy przyciągnąć konkretne typy ludzi, ale czy Oni już będąc z nami związku nie zmienią się? Nikt tego nie wie.
Nie dokonuj nadmiernej analizy, bo ona nic nie da. Jednak to czego nauczyły mnie byłe związki to z każdym związkiem SZYBCIEJ "wyłapywałam" różne sygnały (pozytywne/negatywne) świadczące o tym co się w nim dzieje oraz pozwoliły odnaleźć w jakim związku będę szczęśliwsza - moje oczekiwania smile.
Złe jest podejście, że jak dbaliśmy o związek, szanowaliśmy Siebie oraz partnera i byliśmy Sobą, a jednak się nie udało to porażka. To nie porażka to niedopasowanie.

5

Odp: Taka sobie myśl :)

Jasne. Good point Nektarynka smile

6

Odp: Taka sobie myśl :)
NieZnamSiebie napisał/a:

Coraz rzadziej, ale wciąż tu zaglądam. I przerażam się za każdym razem bardziej.
Nie wiem, nie bywam na innych forach, nie czytuję.
Z tego akurat wynika, że jeśli było się w związku/w małżeństwie, jeśli się je skopało, to już raczej nie ma szans na ułożenie sobie życia z kim innym....no bo nawet jeśli się kogoś znajdzie, to ten ktoś i tak cię zdradzi i odejdzie lub też ty, jeśli w przeszłości zdradzałaś/-eś, zrobisz to ponownie.
Tłumaczę sobie, że to AKURAT takie forum i ludziom się układa jednak....no a że sie układa, to najzwyczajniej w świecie po forach  nie biegają, bo i po co.
Staram się i ja moje wizyty ograniczyć do minimum, bo rysujący się TU obraz sprawia, że chyba przestaję trochę wierzyć w ludzi i pewna nie jestem, czy w przyszłości, jeśli kogoś spotkam, nie będę z tyłu głowy miała wszystkich tych naleciałości, wszyskich rad, przestróg, historii.
Kurcze, chyba faktycznie muszę znaleźć coś ekwiwalentnego, zacząć prostować to, co gdzieś tam z tyłu głowy, bo kiepsko się widzę w przyszłości.

Każde z nas miało lub ma swoje przejścia.
Co komu i jak się układa w związku, niezależnie od treści wypowiedzi na forum jest subiektywnym spojrzeniem na własną sytuację, niejednokrotnie odbiegającym od obiektywnej oceny własnego postępowania, czy poczynań partnera.
Poza tym, te kilka tysięcy osób to jeszcze nie cała populacja Polaków tu i na emigracji.
Nikt z nas, forumowiczek i forumowiczów, NieZnamSiebie, nie ma monopolu na niegodziwość lub prawość, traumę i szczęście, a tym bardziej na jedyną rację w tym, co pisze.
Ja do tej pory nie założyłem własnego tematu, choć jestew z Wami już ósmy miesiąc.
Nie miałem odwagi.
Obdzieliłem jednak fragmentami swojej historii wiele wątków.
Nie miałem zamiaru zabiegać o pomoc i rady, choć moje życie znacznie odbiega od sielanki.
To, co piszę od siebie opieram na swoim doświadczeniu życiowym. To zaś, co tu czytam traktuję jednak z rezerwą.
Nie zakłóca mi to snu, ani nie wpływa na mój nastrój.
Wiem bowiem, że pozornie mały problem (sądząc z treści, pozbawionej przecież emocji towarzyszących żywej relacji), w istocie, dla autora może być kwestią "być albo nie być".
Bywa jednak często odwrotnie.
Myślę więc, NieZnamSiebie, że i Ty winnaś traktować te wszystkie historie, jak również rady forumowiczów, z pewną dozą rezerwy.

Ostatnio również zrobiłem sobie przerwę na Forum, co prawda, ale tylko dlatego, że po pierwszej fascynacji kobiecym portalem, odczułem zwykłe znużenie.

Jesteś w dołku, bo porażki życiowej nie można wymazać ze świadomości ot, tak.
Jednak porażki są również po to, by późniejszy sukces smakował lepiej.
Tak spojrzyj na siebie i - choć z rezerwą, smile, przyjmij to za dobrą monetę.

7

Odp: Taka sobie myśl :)

Ale to jest właśnie życie. Zawsze są problemy. Nie ma związków idealnych i nigdy nie było. Póki Cię to nie spotkało to się tym nie interesowałaś przez własne doświadczenie szukałaś takiego a nie innego forum i znalazłaś. Jak byś chciała poszukać czegoś na pokrzepienie serca wystarczy to sobie wygooglać big_smile A czy będziemy popełniać dalej te same błędy to tylko zależy od nas samych. Nic w życiu nie  dzieje się bez powodu, każde doświadczenie uczy i mądrość polega na tym żeby wyciągać wnioski. I na innych działach tego forum jest optymizm trzeba tylko poszperać:)

8 Ostatnio edytowany przez starr (2015-03-08 21:33:38)

Odp: Taka sobie myśl :)
NieZnamSiebie napisał/a:

Coraz rzadziej, ale wciąż tu zaglądam.

Daje się zauważyć, ale każdy ma jakąś swoja granicę. Wchodzi tu w jakimś celu, a kiedy to osiągnie, odchodzi. Tak jak nikt nikogo nie zmusza do wejścia, zalogowania i opisania swojego problemu, tak nikt nie zmusi do opuszczenia, poza rażącymi naruszeniami regulaminu.

NieZnamSiebie napisał/a:

I przerażam się za każdym razem bardziej.
Nie wiem, nie bywam na innych forach, nie czytuję.
Z tego akurat wynika, że jeśli było się w związku/w małżeństwie, jeśli się je skopało, to już raczej nie ma szans na ułożenie sobie życia z kim innym....no bo nawet jeśli się kogoś znajdzie, to ten ktoś i tak cię zdradzi i odejdzie lub też ty, jeśli w przeszłości zdradzałaś/-eś, zrobisz to ponownie.

Pamiętam początki moje na tym forum, jeszcze nie byłem zalogowany, a Twoja odpowiedź do nazbyt napastliwego komentarza skusiła mnie do przeczytania wszystkich Twoich wpisów... była taka bardzo spolegliwa...:
- "zdradziłam, empatia przyszła zbyt późno, chciałabym żeby ułożył sobie szczęśliwe życie z inną kobietą, nie mogę patrzeć jak się z tym wszystkim męczy" - to był wydźwięk jednego z wpisów.
Czyli znasz przynajmniej już jedną sytuację, która do zdrady doprowadza, Znasz jej efekty dla siebie i dla Twojego stałego partnera/męża. Nauczyło Ciebie to czegoś? No właśnie, do tego jest forum - podziel się doświadczeniem.
Zacytuję tu Aurorę Borealis z innego wątku: "Jedni przychodzą tu na terapię, inni na sympozjum" ale cel jest jeden - uzyskanie odpowiedzi na pytania i poznanie jej sensu.
Jakie było Twoje pytanie? i czy odpowiedź Ciebie usatysfakcjonowała?

NieZnamSiebie napisał/a:

Tłumaczę sobie, że to AKURAT takie forum i ludziom się układa jednak....no a że się układa, to najzwyczajniej w świecie po forach  nie biegają, bo i po co.

Wszyscy chcą dzielić się swoim nieszczęściem, ale własne szczęście ma się tylko dla siebie

NieZnamSiebie napisał/a:

Staram się i ja moje wizyty ograniczyć do minimum, bo rysujący się TU obraz sprawia, że chyba przestaję trochę wierzyć w ludzi i pewna nie jestem, czy w przyszłości, jeśli kogoś spotkam, nie będę z tyłu głowy miała wszystkich tych naleciałości, wszyskich rad, przestróg, historii.
Kurcze, chyba faktycznie muszę znaleźć coś ekwiwalentnego, zacząć prostować to, co gdzieś tam z tyłu głowy, bo kiepsko się widzę w przyszłości.

Nie jest wielką sztuką uczyć się na własnych doświadczeniach. Sztuka jest uczyć się na doświadczeniach innych. A to co zostaje "z tyłu głowy" to zwykła życiowa mądrość. Chcesz się jej pozbyć? Twoja wola...

9 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-09 17:46:00)

Odp: Taka sobie myśl :)

Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z rzeszy "zdradzających" próbował na tym forum sięgnąć do przyczyn zdrady i próbował szukać odpowiedzi o przyczyny i skutki zdrady zaczynając od zrozumienia cierpienia swojego partnera jak i przyczyn tkwiących we własnej osobie. Choćby z tego powodu, że zabierasz się do tego (nieważne czy wszystko robisz dobrze) ale od jedynej właściwej strony uważam, że (1) to co pisałaś ma sens dla osób w podobnej sytuacji (2) ma sens dla osób zdradzonych pokazując JAKĄŚ szansę na naprawienie związku, czy ogólny kierunek postępowania (3) daje też szansę tobie na odkręcenie tej sytuacji.

Jeśli szukasz wzorów pozytywnych to tu znajdziesz ich niewiele. Paradoksalnie - jeśli mówimy o internecie, takie wzory napotykałem np. w wypowiedziach ludzi na forach.... budujących domy. Gdy mężczyźni i kobiety wspominali niekiedy o uczuciu do partnerów, których podziwiali za inicjatywę, niezłomność umiejętność rozwiązywania problemów. W zdjęciach kobiet pokazujących przygotowane do Wigilii stoły... po raz  pierwszy w tych domach nakryte. W tej dbałości o szczegół, detal ujawniało się mnóstwo uczuć - rodzinnych, do partnera. Uczuć wyrażanych na codzień, przy każdej okazji. Ujawniały się w opowieściach o ogrodach o które dba się po to aby stworzyć przestrzeń do wspólnego życia. Widziałem ogromny i nieprzerwany wysiłek dwojga ludzi KREUJĄCYCH dla siebie i dzieci świat w którym chcą czuć się dobrze. DOM jest właśnie probierzem wszystkiego - zwłaszcza gdy rozumiemy go głębiej niż kupę pustaków ceramicznych. I gdy ci ludzie dyskutowali o instalacjach elektrycznych, parkietach, urządzaniu pokoju dla dzieci - ja choć wszedłem tam w celach technicznych nagle zacząłem widzieć DRUGIE dno tych dyskusji. Nie wyrażone wprost i explicite ale obecne.

ZŁO jest banalne i proste. Zniszczyć DOM można jednym łatwym do uchwycenia czynem - choćby zapaleniem zapałki. Dobro - "budowa domu" -wymaga codziennego nieprzerwanego wysiłku podejmowanego z motywacji uczuciowych. Nigdzie tego nie uczą, bo trzeba by uczyć wszystkiego od nowa i naraz.

10

Odp: Taka sobie myśl :)

NieZnamSiebie,

"Poznałam" Cię w wątku niejakiego Gamble'a ;-))). To był jeden Twój post, wystrzelony w przestrzeń z siłą pocisku, który ustawił mnie w pozycji "Baczność!" i który zapamiętałam. Ja jestem bardzo cienka w analizach, kiepska w "doradztwie", w klarownym widzeniu spraw takimi, jakie one są, ale zatrzymuję się chętnie nad tym, co spośród wielu strun tej harfy, którą jest wnętrze człowieka, wybiera nagle tę jedną, wyjątkową i jej brzmienia słucha. Jesteś tą struną NieZnamSiebie ;-)

Trudno polemizować z Twoimi odczuciami wyrażonymi w założonym wczoraj wątku. Wydaje się, że w przeciwieństwie do mnie nie znalazłaś na tym Forum pokrzepienia ani zgubionej w życiowej zawierusze cząstki siebie.  Nie wiem, czy to nie nazbyt osobiste, ale chciałabym wiedzieć w jakim stanie ducha jesteś teraz. Co wydarzyło się w Twoim życiu od pierwszego zamieszczonego tu wpisu w 2013 roku? Jaką drogę przeszłaś? Co ten czas zmienił w Tobie i w Twoim "zewnętrzu"? Jaki jest bilans licząc od "godziny zero" do dziś? W jakim momencie się znajdujesz Ty, jako Osoba i czy to wszystko nie wpływa przypadkiem na sposób Twojego patrzenia na ludzi, świat, sens życia?

Podam Ci przykład: 11 lat temu podczas wakacji, w zupełnie niewinnej sytuacji, w zabawie, złamałam nogę. Złamanie okazało się na tyle poważne, że 10 tygodni spędziłam w ciężkim, niewygodnym gipsie, od palców po pachwinę, mimo, iż złamanie wystąpiło tylko w okolicach stawu skokowego. Nie było też pewności, czy mimo to, nie będzie potrzebna operacja. Potem jeszcze 8 tygodni powrotu do pełnej sprawności, odrzucenia kul, uporania się z atrofią. Dlaczego Ci o tym piszę? Bo, gdy znalazłam się w domu, gdy musiałam nauczyć się z "tym" żyć: chodzić do sklepu, "na spacer" po skwerku, odkryłam, że świat jest pełen ludzi z problemami w poruszaniu się! Oto osoby "unieruchomione", które dotąd sporadycznie widywałam na ulicach, nagle jakby się multiplikowały na moich oczach! Były dosłownie wszędzie!

Czy nie jest przypadkiem tak, że będąc "kontuzjowaną" tak postrzegasz rzeczywistość? Że problem nie jest w tym, iż wchodzisz na "AKURAT takie forum" - jak piszesz, tylko w tym, że właśnie taka jest Twoja optyka spojrzenia i na tego typu zagadnieniach polaryzujesz uwagę? Nie mając, póki co dostępu do radości obserwowania JAK ludzie podnoszą się z upadków, JAK kurują swe złamania, JAK "rehabilitują" uszkodzone "tkanki duszy", koncentrujesz się stale na tym CO im jest, i dlatego to Forum jest dla Ciebie konglomeratem ludzkiego cierpienia i beznadziei i obawiasz się, iż wszystkie opisywane tu historie pozostawią w Twej pamięci trwały ślad?

11

Odp: Taka sobie myśl :)
starr napisał/a:

Zacytuję tu Aurorę Borealis z innego wątku: "Jedni przychodzą tu na terapię, inni na sympozjum" ale cel jest jeden - uzyskanie odpowiedzi na pytania i poznanie jej sensu.

Starr,

Bycie "cytowaną" przez Pana to zaszczyt. :-)

12 Ostatnio edytowany przez starr (2015-03-11 02:24:33)

Odp: Taka sobie myśl :)
aurora borealis napisał/a:
starr napisał/a:

Zacytuję tu Aurorę Borealis z innego wątku: "Jedni przychodzą tu na terapię, inni na sympozjum" ale cel jest jeden - uzyskanie odpowiedzi na pytania i poznanie jej sensu.

Starr,
Bycie "cytowaną" przez Pana to zaszczyt. :-)

Dziękuję, dla mnie zaszczytem jest to, że moje wypociny są przez Panią dostrzeżone smile

13

Odp: Taka sobie myśl :)

:-)))

Ja tu siedzę po nocach i wszystko archiwizuję ;-)))

14

Odp: Taka sobie myśl :)

Dużo mądrych odpowiedzi... Aż zastanawiałem się, czy ma sens wpisywać tu cokolwiek, bo nic nowego nie dodam.
Ja także na Forum zawitałem jakiś czas ("kosmiczny") temu, bo minęło już kilka lat od mojego pierwszego postu. Ale pomimo udzielania sie w wielu wątkach (tak, ale wyjaśnienie tego można znaleźć w moich innych wpisach), poznawania bardzo wielu historii i "ścierania się" - nie miałem chyba nigdy odczuć jak Autorka wątku. Lekturę traktowałem jako odsłonę innego spojrzenia na - wydawać by sie mogło - jednoznaczne dotychczas zagadnienia. Poznając niekiedy karkołomne teorie czy priorytety zachodziłem w głowę: no jak tak mozna? Ale mozna. I nie tylko tak... Poznawanie tych problemów, wątpliwości szargajacych innymi uczyłem się rozumieć "inności", czegoś, co tak często negatywnie wpływa na relacje między ludźmi - brak porozumienia. I mimo wszystko, mimo emocji, pomimo niekiedy i irytacji - uczyło mnie to rezerwy i dystansu do własnych problemów, większego dystansu i szerszego spojrzenia na własne życie.
Chyba nigdy nie odczułem "ciężaru" i jakiegoś cienia na moje postrzeganie świata. Moze jestem za mało ...wrażliwym? Faktem jest, ze spotkałem sie juz z róznymi opiniami ze strony pojawiających tu sie osób. Owszem, zapewne dla wielu to zanurzenie sie w ludzkich historiach (tak często ciągnących w dół) jest znacznym obciążeniem i wyzwaniem, po którym trudno niezmienionym powrócić do swojego świata. Mnie to też zmieniało - byłem "bogatszy" o refleksje...
Rozmowy, wymiana spostrzeżeń, próby znalezienia porozumienia działały na mnie jak swoista terapia, jakiś "katalizator", dzięki któremu jakby ...nieświadomie sam potrafiłem uporać się z własnymi wątpliwościami. Pisząc prościej: poznając problemy innych i ich myślenie - szerzej otwierałem oczy na niektóre zagadnienia.
I chyba w taki sposób wypadałoby podejść do zjawiska Forum.

15

Odp: Taka sobie myśl :)

smile :*

16 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-03-13 00:15:11)

Odp: Taka sobie myśl :)
Excop napisał/a:

Jesteś w dołku, bo porażki życiowej nie można wymazać ze świadomości ot, tak.
Jednak porażki są również po to, by późniejszy sukces smakował lepiej.
Tak spojrzyj na siebie i - choć z rezerwą, smile, przyjmij to za dobrą monetę.

I to jest to właśnie, Excop. Bo raz mi się wydaje, że już to wszystko przerobione, innym razem mam wrażenie, że już nic nigdy mi się w życiu nie uda.

lilianna90 napisał/a:

A czy będziemy popełniać dalej te same błędy to tylko zależy od nas samych. Nic w życiu nie  dzieje się bez powodu, każde doświadczenie uczy i mądrość polega na tym żeby wyciągać wnioski. I na innych działach tego forum jest optymizm trzeba tylko poszperać:)

Jasne.Obok mnóstwa złych rzeczy robię kupę dobrych. Bo jak kiepski ze mnie partner do życia, tak godny zaufania człowiek w innych sprawach.
Czy jako partner się zmienię? Kurcze, mam  nadzieję, bo takiej świadomości jak teraz, nie miałam jeszcze nigdy. Obawiam się jedynie trochę, że pójdę za daleko w naprawianiu tego, co spieprzyłam i absolutnie nie będę się przejmować tym, w co lub ku czemu popycham siebie.
I nie wszyscy rozumieją mój tok myślenia. Wciąż we mnie dużo emocji, ale i wiele więcej niż kiedykolwiek logiki.

starr napisał/a:

Czyli znasz przynajmniej już jedną sytuację, która do zdrady doprowadza, Znasz jej efekty dla siebie i dla Twojego stałego partnera/męża. Nauczyło Ciebie to czegoś?

Tak naprawdę życie zweryfikuje, czy tak jest, czy się nauczyłam i wyciągnęłam wnioski. Bo teraz mówię: "owszem", ale kto wie jak będzie, kiedy znajdę się w pewnych sytuacjach.

starr napisał/a:

Nie jest wielką sztuką uczyć się na własnych doświadczeniach. Sztuka jest uczyć się na doświadczeniach innych. A to co zostaje "z tyłu głowy" to zwykła życiowa mądrość. Chcesz się jej pozbyć? Twoja wola...

Mhm. Jasne....sztuką też jest dać się nie zwariować i zachować zdrowe spojrzenie na wszystkie historie...nie kumulować ich w jedną wielką kulę nieszczęść i obrzydlistwa tego świata. No a łatwo. Łatwo jeśli nie ma się przeciwwagi, łatwo jeśli samemu ma się nie fajne doświadczenia z przeszłości.
Ale tak. Myślę że wcześniej czy później i z tym sobie poradzę.
Być może będę potrzebowała jakiejś fachowej pomocy tongue Nie ukrywam, że tak może być, ale jeśli to ma przynieść pozytywy, no to czemu nie smile

EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z rzeszy "zdradzających" próbował na tym forum sięgnąć do przyczyn zdrady i próbował szukać odpowiedzi o przyczyny i skutki zdrady zaczynając od zrozumienia cierpienia swojego partnera jak i przyczyn tkwiących we własnej osobie. Choćby z tego powodu, że zabierasz się do tego (nieważne czy wszystko robisz dobrze) ale od jedynej właściwej strony uważam, że (1) to co pisałaś ma sens dla osób w podobnej sytuacji (2) ma sens dla osób zdradzonych pokazując JAKĄŚ szansę na naprawienie związku, czy ogólny kierunek postępowania (3) daje też szansę tobie na odkręcenie tej sytuacji.

Nigdy nie zrozumiemy cierpienia osoby zdradzonej, jeśli sami zdradzeni nie zostaniemy. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia. Ty bólu rodzenia dzieci też nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, choćbyś głowił się latami. Jasne, będziesz miał pewnien obraz, ale póki nie sprawdzisz empirycznie, to o kant dupy te twoje wyobrażenia rozbić.
Co do pierwsze, poruszonej przez Ciebie kwestii....hm...we wspomnianym właśnie przez Aurorę wątku odpowiedziałam na kilka pytań. Może i jednozdaniowo, może bardzo oszczędnie, ale na tamten czas właśnie tyle, na ile byłam zdolna. Zresztą, co tu więcej dodać? Rozkładać na czynniki pierwsze? Poddać psychoanalizie, bo A NUŻ ma to podłoże w czymś, czego się w ogóle nie spodziewasz?
Pewnie i ma to sens tam, gdzie ludzie nie są pewni przyczyn...ja pewna jestem...

Btw, ja nie naprawiam związku. Mojego związku nie ma. Ale staram się postępować tak, żeby mój jm nie musiał się marwtić o to, że zawalę tu czy tam, no bo mamy kilka wspólnych spraw w życiu.

aurora borealis napisał/a:

Nie wiem, czy to nie nazbyt osobiste, ale chciałabym wiedzieć w jakim stanie ducha jesteś teraz. Co wydarzyło się w Twoim życiu od pierwszego zamieszczonego tu wpisu w 2013 roku? Jaką drogę przeszłaś? Co ten czas zmienił w Tobie i w Twoim "zewnętrzu"? Jaki jest bilans licząc od "godziny zero" do dziś? W jakim momencie się znajdujesz Ty, jako Osoba i czy to wszystko nie wpływa przypadkiem na sposób Twojego patrzenia na ludzi, świat, sens życia?

Oj Aurora tongue Zastrzeliłaś:)
Bo ja właśnie staram się nie pisać o tym, co i jak.
Pokrótce....rozstaliśmy się.
Oboje próbujemy poskładać i poukładać nasze życia.
Nie nienawidzimy się lub też inaczej: On mnie nie nienawidzi. Mówi, że na koniec zachowałam klasę smile
Mocno się wyciszyłam, dużo myślę i analizuję.
Co do naszych relacji, staram się, by były dokładnie takie, jakimi On chce je widzieć. I nie, to nie stanowi dla mnie żadnego problemu, nie kosztuje mnie to absolutnie nic, bo to i tak niewiele w prównaniu z tym, jaka dla Niego przez te wszystkie lata byłam.
Jasne, to na pewno jest rodzaj odkupienia win, jestem tego świadoma. I tak, czuję się dzięki temu lepiej.
Mój jm nie zawsze i nie do końca rozumie moje działania, mam tylko nadzieję że gdzieś tam ma świadomość, że wszystko jest dla Jego dobra.
Co jeszcze? Mówię prawdę :)Sporo mnie ona ostatnio kosztowała, ale doszłam do wniosku, że za dużo było kłamstwa w moim życiu i dość już.
I byłam z siebie cholernie dumna smile
Aurora, na moje postrzeganie życia mocno wpływa kwestia wiary w przysłowiową karmę smile
Jakoś wierzyć mi się nie chce, że wszystko się poukłada po tym wszystkim.
Taaa, zmieniam wiele rzeczy wokół, niestety nad moim pesymistycznym nastawieniem i brakiem wiary w samą siebie muszę bardzo mocno popracować.

XCL napisał/a:

Pisząc prościej: poznając problemy innych i ich myślenie - szerzej otwierałem oczy na niektóre zagadnienia.
I chyba w taki sposób wypadałoby podejść do zjawiska Forum.

XCL pewnie, że masz rację. Nie wiem natomiast jaka jest Twoja historia...bo też jaka historia , tak człowiek wybiórczo podchodzi do tematów. Owszem, nalezy wszystko trakotwać jako dobrą naukę, jako wzbogacenie sie o pewną wiedzę, ale jeśli  jest się podatnym, przede wszystkim właśnie przez poczucie wyrządzonej krzywdy, przez umacnianie w sobie przekonania, że jest drugiej kategorii człowiekiem, no to sam widzisz....dokładnie tak, jak powiedziałeś...nie jesteś aż tak emocjonalny smile

Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Wiem, że wiele z nich wyciągnę...:)

17 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-03-17 03:29:17)

Odp: Taka sobie myśl :)
NieZnamSiebie napisał/a:

[...]
Co do naszych relacji, staram się, by były dokładnie takie, jakimi On chce je widzieć. I nie, to nie stanowi dla mnie żadnego problemu, nie kosztuje mnie to absolutnie nic, bo to i tak niewiele w prównaniu z tym, jaka dla Niego przez te wszystkie lata byłam.
Jasne, to na pewno jest rodzaj odkupienia win, jestem tego świadoma. I tak, czuję się dzięki temu lepiej.
Mój jm nie zawsze i nie do końca rozumie moje działania, mam tylko nadzieję że gdzieś tam ma świadomość, że wszystko jest dla Jego dobra.

A gdybyś zaczęła działać trochę inaczej? Nie starając się mu wynagrodzić krzywd, ale zwyczajnie żyć, ofiarowując to, co masz najlepszego w sobie lub do swojej dyspozycji?
Zwolniłabyś się przynajmniej z odgadywania tego, czego On pragnie i realizacji, których jak wspominasz On czasami i tak nie rozumie, a które są rzekomo dla Jego dobra.

Mogłabyś Go wówczas czymś zaskoczyć...
Byłabyś sobą...
Generowałabyś radość, a nie tylko odkupienie win...

NieZnamSiebie napisał/a:

Aurora, na moje postrzeganie życia mocno wpływa kwestia wiary w przysłowiową karmę smile
Jakoś wierzyć mi się nie chce, że wszystko się poukłada po tym wszystkim.
Taaa, zmieniam wiele rzeczy wokół, niestety nad moim pesymistycznym nastawieniem i brakiem wiary w samą siebie muszę bardzo mocno popracować.

A przeszło Ci kiedyś przez myśl, że wszystko to już zostało Ci zabrane? Cały ten "brud" i"wstyd"? Czy jesteś w stanie w to uwierzyć?

Ja tam w karmę nie wierzę. Bo na logikę mi wychodzi, że gdybym w nią wierzyła, to suma moich własnych win oraz przewinień moich przodków (jestem jedynaczką, więc się nie mam nawet nią z kim podzielić) powinna mnie więc powalić. Zatem w moim przypadku, nie pozostawałoby nic innego, jak popełnić samobójstwo. Nie zrobię tego. Za bardzo lubię Mundiale, świeże daktyle i piosenki autorskie, aby pozbawić się tych przyjemności ;-)

Uszy do góry, NieZnamSiebie!
Zamknęłaś drzwi?
Otwórz okno. Najlepiej na oścież.
;-)))

Powodzenia!

18

Odp: Taka sobie myśl :)

Powiem ci ze wszystko przeczytalem i podzielam również po czesci to co napisalas. Jedyne co chcialbym dodac to to ze daj sobie szanse sie pokochac bo komus zamkniesz drzwi. Moze ja kiedys zapukam. Nie zmieniaj sie bo sie zawiodlas bo teraz to popularne ale jak sie zmienisz bedziesz bez serca jak tamci co dali nam czerwona kartke. Uszy do gory życze ci szczescia ;-)

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Taka sobie myśl :)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026