Witajcie!
Piszę do Was z moim problemem, ponieważ mam mętlik w głowie i nie wiem, czy coś jest ze mną nie tak.
Rok temu rozstałam się z pierwszym chłopakiem, którego wydawało mi się, że bardzo kocham, pomimo jego toksyczności.
3 tygodnie temu poznałam Hiszpana, erasmusa. Dobrze się dogadujemy, ale... no właśnie. Nie czuję nic. Zawsze przy jakiegoś rodzaju znajomościach tworzyłam scenariusze w głowie, pojawiały się jakieś nadzieje dot. przyszłości, tu? Zero.
Nie wiem, czy po prostu czara niepowodzeń osiągnęła maksymalny poziom, czy wynika to z faktu, że on jest erasmusem i nie pozwalam sobie na wiarę, że to może mieć większy sens.
Nigdy nie ufałam facetom. Mój ojciec, wszyscy inni zawsze mnie ranili.
Martwi mnie brak tego wszystkiego, co przeżywałam wcześniej w innych tego typu relacjach. Moi znajomi twierdzą, że po prostu zniknęła moja naiwność, ale... źle się teraz z tym czuję. Zwłaszcza, że nie wyobrażam sobie uprawiać seksu z kimś, kogo nie kocham, do kogo nie żywię większych uczuć.