Witam...niewiem od czego zaczac wiem ze pewnie wiekszosci to nie bedzie interesowało i nawet nic nie odpisza ale coz zaryzukuje...wiec tak zaczne od tego ze jestem 4 lata mezatka od 3 lat staralismy sie dziecko ale ja nie o tym...mój mąż od samego poczatku był o mnie chorobliwie zazdrosny gdy wychodziłam zkolezankami robił chore sceny nawet o kolezanki wkrecał sobie ze go zdradzam ale za kazdym razem udawadniałam mu ze jest dla mnie wszytskim z etylko on sie liczy i ze nie moze byc zazdrosny o kolezanki bo mam prawo do prywatnosci i spotkac sie z nimi...potem odpuscil troszke potem po nie udanych staraniach z miesiaca na miesiac coraz wieksze rozczarowanie kłutnie zal...w Listopadzie 2014 podjełam decyzje ze odchodze ze dłuzej tak nie potrafie ale okazało sie ze zaszłam w ciaze dałąm mu szanse miałąm nadzieje ze sie zmieni ze dziecko go zmieni bylismy tacy szczesliwi do czasu gdy zaczełam miec bolesne bóle brzucha okazało sie ze poroniłąm w 5 tygodniu był to dla nas ogromny ból zamknełam sie w sobie nie potrafiłam sobie z tym pogodzic gdy juz prawie doszłam do siebie okazało sie ze po dwóch miesiacach znowu poroniłam w drugim tyg ze nosiłam w sobie marfty płod przez 3 tyg kolejny cioc kolejny ból płacz zal do samej siebie z eto moja wina nie potrafiłam znalesc sensownego wytłumaczenia...potem dostałąm sms z bramki sms ze jestem zła zona ze nawet nie potrafie dac mezowi dziecka ze nawet nie potrafie ciazy dotrzymac tak mi ten sms wszedł w głowe ze cos do mnie dotarło potem problemy z tesciowa zaczeła sie wtracac potem mi powiedziała ze dobrze sie stało ze tego dziecka nie bedzie...zrozumiałąm ze tak miało byc ze to jakis znac kłutnie z mezem powiedziałm dosc ze niechce juz takiego zycia ciagłych pretensji zali wszystko co złe to jabardzo kocham meza ale nie jestem szczesliwa juz nie jestem to wszystko co sie wydarzyło za duzo siemi na ta głowe zwaliło naraz...postanowiłąm ze sie rozstaniemy najpierw upił sie ale na drugi dzien przyszedł i mi powiedział ze to wszytsko rozumie ale niechce mnie stracic ppowiedziałąm ze ja tak dłuzej nie potrafie zyc ze mam dosc dusze sie w tym małrzenstwie teraz szukam mieszkania do wynajecia...mimo ze jest to dla mnie cholernie trudne ciezkie i boli to sie rozstajemy...niechce kiedys załowac ze czegos nie zrobiłąm zeby byc szczesliwa...wiem ze pewnie nikogo moja historia nie zainteresowałą ale moze jednka ktos cos napisze cos doradzi w kazdym razie czekam....pozdrawiam
Podobne tematy
Czego właściwie oczekujesz?
Dobrze robisz moim zdaniem. Za duże bagno, za dużo gówna, za dużo wszystkiego. Nie jesteś szczęśliwa, odetnij się, zacznij żyć na nowo. Będzie ciężko, ale poradzisz sobie. To, co przeżyłaś teraz, wzmocni Cię, nabierzesz spokoju, który przyjdzie z czasem. Powodzenia.
A powiedz? Czy Ty zrobilas cos, zeby ten zwiazek zmienil sie na lepsze?? Probowalas ratowac malzenstwo? Ja bym na waszym miejscu sprobowala ostatni raz, ale z terapia malzenska...
Niestety czarno to widzę...