netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

5 odpowiedzi2 211 wyświetleńzałożony przez Hector, 03.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez Hector (2015-03-03 16:02:11)

Temat: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Witam.

Przyznam szczerze,że sam jestem zaskoczony,że zdecydowałem sie szukać porad na forum kobiecym smile Zaczynam jednak rozumieć,że stoje w swoim małżeństwie pod murem,którego nie jestem w stanie pokonać ani obejść.Postaram sie w miare sensownie opowiedzieć co i jak - bedzie to niezmiernie skomplikowane.

Znamy sie od 15 lat - małżeństwem jesteśmy od 10.Jak chyba w każdym mieliśmy swoje wzloty i upadki.Pierwszy poważny kryzys mieliśmy 3 lata temu.Wydawało sie,że po jego zażegnaniu nasz związek zaczął funkcjonować znacznie lepiej.Teraz mam coraz wieksze wątpliwości czy tak faktycznie jest i czy warto to ciągnąć dalej.

Niecałe 2 lata temu umarł mój ojciec - zabił go alkohol,a raczej uzależnienie z którym nie potrafił wygrać.Przez długi czas nie potrafiłem sie pogodzić z tym,że nie zrobiłem wszystkiego żeby go uratować.Niezauważalnie dla mnie zacząłem sie pogrążać - jak to nazwałem po czasie - w "odmetach szaleństwa".W końcu na prośbe żony zdecydowałem sie na terapie i faktycznie trafiłem na znakomitego psychologa,który pomógł mi wyjść na prostą i wrócić do świata żywych.Na ostatnim spotkaniu rozmawialiśmy na temat moich planów i tego jak układa sie moje małżeństwo i jak bardzo zależy mi na mojej żonie.Pamietam jednak dokładnie to uczucie jakbym okłamywał samego siebie i terapeute mówiąc o miłości.Im wiecej czasu mijało tym bardziej zdawałem sobie sprawe,że coś jest nie tak.

Od tamtego dnia mineło pół roku.Według mojej żony mimo,że kłócimy sie coraz cześciej o byle głupote - wszystko jest nadal w prządku.Coraz cześciej wole sie wycofać i nic nie mówić,bo o poważnej rozmowie nie ma co marzyć - "znowu wyolbrzymiasz" to ulubiony tekst mojej żony,kiedy próbuje zwrócić jej uwage,że to nie jest tylko kolejna sprzeczka,a wyraźny sygnał,że nie potrafimy sie dogadać nawet w najprostszych sprawach.Przerabialiśmy ten schemat już kilka lat temu i wtedy prawie zakończyło sie to rozpadem małżeństwa.Teraz czuje,że brak w naszym związku uczucia - przynajmniej z mojej strony,aby walczyć o swoją drugą połówke.Zaczynam być przekonany,że to co nas łączy to typowe przyzwyczajenie i nic poza tym.

Faktycznie z mojej strony wieje ostatnio chłodem - mam duże opory w okazywaniu uczuć i potrzeby bliskości.A raczej gdy to robie to mam wrażenie jakbym sie zmuszał.Coś w rodzaju rytuału czy obowiązku.Mówi sie,że dzieci są zwierciadłem naszych dusz - czasami jakbym widział swojego ojca i matke,którzy połowe swojego małżeństwa tkwili w przedziwnym impasie miedzy nienawiścią,a miłością zanim sie rozwiedli.U nas nie ma tej nienawiści,ale dostrzegam coraz bardziej zachowania,które widziałem u ojca,który potrafił być "nieobecny" duchem przez dni,a czasami tygodnie.Od dziecka pamietam,że rodzice walczyli ze sobą i jednym z ich argumentów było to,że powinni byli sie rozwieść zaraz po ślubie.Zastanawiam sie czy ja nie podążam dokładnie śladami swojego ojca.

Sam nie wiem jak to możliwe,ale seks przestał praktycznie istnieć.To moja wina,bo przyzwyczaiłem przez lata małżeństwa żone do tego,że byłem tym,który zawsze proponował i urozmaicał świat doznań.Jakiś czas temu kiedy zaproponowałem żeby ona przejeła "stery" - chociaż co pewien czas.Niestety okazało sie,że bez mojej inicjatywy nic z tego nie bedzie.Teraz mamy taką sytuacje,że kochamy sie raz na miesiąc i jest to raczej odrabianie "pańszczyzny" z mojej strony - powiedzmy,że nie wzbudza już we mnie radości tekst w stylu "mam ochote na seks" Nie mam co udawać,ale czuje sie dokładnie tak jakbym stał sie seksualnie oziebły.Zawsze uważałem,że to nie jest możliwe u zdrowego meżczyzny i fizjologii nie da sie oszukać.A jednak bardzo sie myliłem,bo seks jest ostatnią rzeczą,która mnie interesuje.Ktoś mógłby powiedzieć,że zawsze są inne kobiety - owszem były,ale dzień w którym złożyłem przysiege małżeńską stał sie dniem w którym przyrzekłem jej dotrzymać.Tak samo jej tej,którą złożyłem Ojczyźnie i zawsze jej dotrzymam.Problem w tym,że zaczynam patrzeć na siebie jak na kogoś chorego - równie dobrze mógłbym zostać mnichem i nie miałbym żadnych kłopotów z zachowaniem czystości myśli smile A biorąc pod uwage rzeczy,które kiedyś robiłem brzmi to jak science-fiction.

Tuż przed śmiercią ojca odszedł mój bliski kuzyn - najbliższy.Był dla mnie jak brat,którego niestety nigdy nie miałem.Kiedyś próbowałem rozmawiać z żoną na temat życia/śmierci - nie na zasadzie monologu,a dyskusji.Za każdym razem miałem wrażenie jakbyśmy rozmawiali w dwóch różnych jezykach,nie rozumiejąc sie nawzajem.Z drugiej strony może też za dużo wymagam od niej?Kiedy sie poznaliśmy wiedziałem,że jest z rodziny w której praktycznie nie czyta sie książek.Powiedzmy,że preferowano u niej odbiór wiedzy wizualno - dźwiekowy.Myślałem,że przez tyle lat związku uda mi sie to zmienić i poprzez wspólne czytanie książek bedziemy potrafili rozmawiać na tematy troche ambitniejsze niż to co ostatnio działo sie w pracy lub podobne.Niestety chyba poniosłem porażke w tej misji,bo mimo,że żona lubi czytać to nie przekłada sie to na "nocne Polaków rozmowy" Jakby to powiedział znachor wiejski "widziały gały co brały".I chyba takich właśnie rozmów mi brakuje w związku - nie czułości,nie zapewnień "kochasz mnie jeszcze?",ani tym bardziej seksu.

Drogie kobiety,które macie zapewne wiecej doświadczenia niż facet jaskiniowiec - czy po tylu latach związku i niejednej rozmowie nadal warto walczyć mimo,że z roku na rok coraz wiecej wątpliwości  sie pojawia?Czy też powinienem powiedzieć szczerze,że tej miłości,która była kiedyś już nie ma?Wiem,że moja żona kocha mnie całym sercem - tym bardziej cieżko jest odpowidać jej "taaaaa oczywiście,że Cie kocham po co pytasz?"..........

Co moge dodać jeszcze?Jestem abstynentem,nie pale,nie ćpam - swoje w życiu już zabalowałem i nie byłem świety.Jak każdy facet bywam marudny,oschły i upierdliwy.Mam manie perfekcjonisty i nie umiem przegrywać.Z wiekiem stałem sie chorobliwie nieufny co do ludzi,ale to raczej każdy z nas przechodzi.Potrafie wleźć do jaskini na wiele dni i siedzieć z moim wnerwionym smokiem przy ognisku czekając tylko na to żeby kogoś spalić na popiół smile

Pozdrawiam.

2

Odp: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Hector, powiem Ci tak...
Ty widzisz problem, według żony wszystko jest ok. W takim układzie nic nie zdziałasz. Nawet gdybyś zebrał się na wielkie chęci.
Może wspólna terapia coś zdziała. Żona musiałaby się w końcu dowiedzieć "co jest nie tak". Jak inaczej ma dojrzeć problem?
Nie ważne czy to Twój problem, jej czy też wspólny. Problem jest i sam nie zniknie.

3

Odp: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Ja jestem w związku 22 lata . Po ślubie 20 . Moim zdaniem zadaj sam sobie pytanie czy kochasz ? Odpowiedź na to pytanie powinna być motorem do dalszego działania . Uczciwość w związku ważna i myślę , że uczciwie jest porozmawiać z żoną gdy sam poznasz odpowiedź czy to miłość czy obowiązek . Nie ma sensu męczyć się z obowiązku . Jeśli jednak to miłość to warto poświęcić wiele dla ratowania związku . Powodzenia !

4

Odp: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Dziwne ze przede wszystkim problemem jest to ze sam sobie stawiasz bariery, których w rzeczywistosci nie ma.

Oczywiście nie rozumiem sytuacji z Twoim ojcem, ponieważ każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za siebie, wiec z samego tego faktu winika ze odpowiedzialny za sytuacje ojca nie byles w zadnym stopniu i to co było, było wyrazem jego woli, chyba ze nie umiesz się pogodzić z tym, ze ktoś może mieć swoja wlasna wole a Ty nie jesteś na to w żaden sposób w stanie wplynac, chyba ze przez przymus.

Poza tym, skoro byles związany z kuzynem, nie wstydz Ci trochę ze teraz jak on patrzy na Ciebie, zaczales prowadzic niekonstruktywne zycie.

Poped, u Ciebie mogą być przyczyny nie tylko psychiczne ale fizyczne, schorzenia naczyniowe, brak higieny zycia w postaci ruchu, sportu, odpowiedniego odżywiania się, wagi, zdrowia.

Kwestie z zona to jakies oczekiwania, które sa niespełnione. Kobieta rzeczywiście potrzebuje zainteresowania ale tez wsparcia, pomocy a podobno gra wstępna rozpoczyna się już od rana.

Skoro z zona jesteście mentalnie rozbierzni to jedynie co radze to znaleźć wspólne zainteresowania, np. tematy, kwiaty (ogrod), spędzanie czasu, rozwijanie tez własnych zainteresowan, rozmowy mogą być na liscie dyskusyjnej (tematycznej), można tez rozwijać swoje inne zainteresowania.

Bez nic nie robienia nie da się. Realizacje na roznych płaszczyznach zycia, innych, napedza energie na innych, drugich. Im więcej się robi, im więcej zainteresowan, tym więcej energii i czasu na realizacje ich. No. ja mam obecnie 5 takich tematow a sprawy miedzy- ludzkie jako pochodna moich wcześniejszych zainteresowan, jest tylko jedny z nich. Dzieki takiemu umocowaniu jest i stalosc, i chec robienia innych rzeczy. Co więcej np. ochote do pracy mam ostatnio dzięki temu ze mogę realizować jedno z moich hobby, mogę np. o tym myslec w chwilach przerwy, po drodzem itp.

Brakuje tez może porównania, do skutkow np. obecnej sytuacji, do swiadomosci o konieczności podejmowania wysiłku a nie przyjmowania tego jak jest, wszystkiego jak jest, bo samo się nie zrobi.

Kryzysy sa w malzenstwie zawsze ale można to naprawić. Czy jest cos co obojgu wam by sprawilo jakas przyjemność, jakiś wyjazd.

Jeśli chcesz być sam, to bądź. Stocz się jak ojciec i bądź takim samym przykładem dla kolejnego pokolenia jaki sam miałeś. Moim zdaniem masz prawo być jakiś czas w dolku, ale dziś będziesz miał wybor. Być mezczyzna lub baba. To Twój wlasny wybor. Dlatego przed nim uciekasz.

Ja np. ostatnio kupiłem dzialke, zaczalem spotykać innych ludzi (tych z pracy mam już po dziurki w nosie), poza tym w czym się obracam obecnie, uprawiam tez ogrod przy domu, spędzam czas z dziecmi, itp. Można nawet isc na spacer byle sobie nie narzucać czegos. Zapisz się na basen, tam tez można spotkać nowych ludzi.

Z zona powinieneś raz w tygodniu gdzies wychodzić. Chyba ze Cie nie stać, to wtedy postaraj się żeby było stać.

5

Odp: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

A wolisz być sam niż w tym małżeństwie?

6

Odp: 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Hector,

Pytanie, czy Twoje życie Ci się znudziło czy po prostu faktycznie dojrzałeś do decyzji, że chcesz być w życiu sam.

W przypadku nr 1, który może wynikać z faktu, że po prostu pewne schematy w Twoim życiu po 15 latach się wytarły możesz potrzebować czasu, odmiany w postaci np. samotnej podróży na Syberię. Terapii też. Dla mnie wieje kryzysem wieku średniego. Jak się nagle zaczyna rozumieć, że nic wiecznie nie trwa i życie jest kruche. W tle możliwy stan depresyjny... Uzgodnij to tylko z żoną. Skoro Cię kocha, to pewnie będzie wolała dać Ci tyle tej wolności i trochę czasu niż czekać, aż postanowisz sprawdzić potencjał dyskusyjny jakiejś doktorantki. Alternatywnie przeczytaj dokładnie post Mańka i przemyśl, czy sam sobie faktycznie nie stawiasz ograniczeń. Walczyć nie musisz. Być może jak nadasz nowy kierunek, to ona się dostosuje. Oczywiście w granicach możliwości ( zwłaszcza jak macie dzieci, to się zona nie skoncentruje wyłącznie na Tobie).

W przypadku nr 2 zostań faktycznie mnichem. Najlepiej w jakimś zgromadzeniu o ukierunkowaniu filozoficznym. Będziesz miał święty spokój od wszystkiego i pożądany rozwój intelektualny. Myślę, że zona łatwiej się z tym pogodzi niż gdybyś odszedł do innej, zadbaj tylko o finansowe zabezpieczenie jej i dzieci.

P.S.1 - Maniek, dzięki za ten post. Fakt że są faceci z takim podejściem jak Twoje napawa mnie optymizmem. 

P.S. 2 - A propos nocnych rozmów Polaków - czy jesteś pewien, że gdyby żona była tym intelektualnym typem, jakiego potrzeba do nocnych rozmów Polaków, to naprawdę byłbyś szczęśliwszy. Pasowałoby Ci gdyby Twoja żona mówiła "Kochanie, posprzątaj kibel, Twoja mama przyjeżdża, a ja muszę tutaj jeszcze Senekę skończyć". Albo "Na obiad w tym tygodniu tylko pizza, bo muszę skończyć historię poezji średniowiecznej w Portugalii. Może zdążę wyprać przed Klanem. Wiesz, jest to świetne studium trendów społecznych w Polsce, nie mogę przegapić". Inna sprawa, że do dyskusji filozoficznych można sobie kolegów znaleźć...

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » 15 lat mineło jak jeden dzień.....dokąd teraz?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026