Studiuję na drugim roku. Mieszkam na stancji wraz z dwiema koleżankami z technikum. One studiują razem to samo, ja wybrałam inny kierunek. Niestety źle mi się z nimi mieszka... Już na pierwszym roku po zakończeniu pierwszego semestru coś było "nie tak." Powoli zaczynałyśmy tracić kontakt, inne towarzystwo, inni znajomi, a przede wszystkim inne tematy, moje życie i trudniejsze studia znacznie różnią się od ich lajtowego kierunku, gdzie same stwierdzają, że nic nie mają. Mogą więc sobie pozwolić na nie robienie niczego, na swoich ploteczkach i spotkaniach ze znajomymi, gdzie ja muszę czasem po prostu się pouczyć. A w okresie sesji to już w ogóle...
Czuję się jak idiotka i kujon zamknięta w pokoju kiedy one śmieją się i bawią tuż za ścianą... Czuję się okropnie. Czuję się gorsza, mniej atrakcyjna przy nich. Kiedyś bliskie przyjaciółki, dzisiaj zupełnie obce osoby. I nie chodzi tu tylko o samą naukę - ogólnie niby jest ok, niby wszystko w porządku, ale zapanowała między nami totalna przepaść. Zaczęłam się ich nawet wstydzić, nie czuję się po prostu swobodnie... Sztywne rozmowy, moja niepewność, a także ze zdenerwowania i chęci nawiązania dialogu, gadanie przeze mnie totalnych głupot. Mam wrażenie, że nie szanują mnie tak jak kiedyś. Nic razem nie robimy. Nie wiem co się stało...
Przekłada się to negatywnie na poczucie mojej wartości. Z zazdrością patrzę jak ludzie zwyczajnie zaprzyjaźniają się, stają bliskimi ludźmi. A ja jestem pod tym kątem sama. Zaczęłam stronić od środowiska. Najchętniej siedziałabym w domu, poświęcała się studiom i wychodziła jedynie na siłownie i zakupy. Bez innych, bez myślenia o tym co oni sobie o mnie pomyślą. Staram się tego nie ukazywać światu, ale w środku jestem zdesperowanym kłębkiem rozpaczy.