Cześć,
Nie będę pisać, że tu nie zaglądam bo czasami wchodzę i czytam co macie do "powiedzenia" i jakie problemy was otaczają.
Obecnie siedzę w pokoju, mam spuchnięte oczy od płaczu i zastanawiam się co ja tutaj jeszcze robię...
Mieszkamy razem rok.a jesteśmy razem 5 lat. On zarabia dobrze a ja te 1200 zł też wyciągnę. Jednak problem kasy nas nie dotyczy.
Mamy fajne mieszkanie, oboje mamy samochody i ogólnie życie wydaje się płynąć spoko.
Ogólnie moje życie kręci się wokół niego. Zauważyłam to dopiero niedawno, po pierwszej akcji jaką odwalił.
Wystarczy, że powiem coś nie tak jak on by chciał i się zaczynie... mówi, że go wku.rwiam dosłownie. wręcz ryczy jak to wypowiada. Że jestem histeryczką bo ja automatycznie wybucham płaczem jak tak do mnie mówi. Nikt nigdy tak się do mnie nie zwracał. Jak ja bym chciała się czymś podzielić z nim co opowiedzieć np o moich studiach to mówi, że studia są do dupy, że tym papierkiem sobie dupe moge podetrzeć i że studiuję na pokaz i dla rodziny...
A rodziny to w ogóle nie akceptuje mojej. Mam na prawdę fajnych rodziców, bardzo ich kocham i np w ogóle do nich nie chodzimy razem. Tylko na wigilii byliśmy bo ja już postawiłam ultimatum, że jak nie pójdziemy to ja nie idę do jego rodziny. to się zgodził.. Do jego rodziców chodzimy często, czy na obiad czy tak po prostu. A jak powiem o swoich to nie bo on ma pracę to tamto, albo otwarcie powie, że nie chce iść. Ja chodzę do rodziców sama, czuje się z tym źle. Ja ich bardzo kocham i mnie się wydaje, że narzeczeństwo bo jesteśmy zaręczeni powinno wyglądać zupełnie inaczej.
Kolejny problem to to, że ja nie mam znajomych, nie możemy wyjść z moimi bo to nie jego towarzystwo to są dzieci. Różnica między nami to 5 lat. A z jego często się widujemy.
On ma tak wysokie mniemanie o sobie, że ja mam niskie poczucie wartości. Nic mi nie brakuje, na powodzenie nie mogę narzekać.
Nie umiem wam napisać tego co czuję i jak to dokładnie wygląda. Ale ja nie potrafię wyjść z domu, spakować się i powiedzieć sobie i jemu dość.
On teraz siedzi w drugim pokoju i coś ogląda śmieje się, a ja siedzę i płaczę. Po tym jak na mnie nawrzeszczał.
Proszę pomóżcie. Wiem, że jak bym powiedziała to rodzicom, to tatę by chyba rozerwało z nerwów. Wiem, że rodzice staną za mną i wiem, że mi pomogą.
Ale ja się boję, nie wiem w sumie czego. Może tego,że ja go kocham. i nie umiem tego zrobić. Bo jutro będzie już normalnie , zrobi nawet kolację czy obiad. czy będzie jak gdyby nogdy nic. ja wiem,żę to do czasu. ale ja nie umiem odejść.
Powiedźcie jak sobie z tym poradzić, albo jak się przygotować, jak mam wyzwolić w sobie tą silą wolę,że gdy zaś coś się takiego stanie to wstanę i wyjdę. On wie że ja tego nie zrobię, a ja wiem że też nie podołam.
już się zaczynam motać w tym co piszę, ale no nie umiem.