Witam wszystkich.
Ostatnią rzeczą jaką chciałem zrobić było dodanie jakiegokolwiek wątku na forum, jednak sytuacja w jakiej się znalazłem zmusiła mnie do tego. Otóż cała historia jest dość długa, dlatego streszczę ją jak się tylko da jednocześnie postaram się aby zawierała ona pełny obraz sytuacji. Zacznijmy od tego, że mam lat 24 zaś moja partnerka 21. Żyjemy od dwóch lat w związku na odległość dodam, że naprawdę sporą odległość (ok.400 km) ze względu na studia. Początek był naprawdę obiecujący mimo przeszkody związanej z dystansem jaki nas dzieli. Większość kontaktu utrzymujemy na zasadzie telefonicznej sms, fb, skype itp. Staram się co najmniej raz w miesiącu do niej pojechać czasem jak się dobrze wszystko ułoży to nawet troszkę częściej. Ostatnio przyjechała do mnie i od razu wydała mi się dziwna niespokojna niezdecydowana nieobecna. Naturalnie zapytałem czy wszystko jest w porządku odpowiedz była taka, że owszem jest wszystko ok. Następnego dnia pojechaliśmy na zakupy wszystko odbywało się super wróciliśmy do domu po czym była kolacja rozmawialiśmy sex itp. W walentynki była bardzo niespokojna pytałem się co się dzieje, taką mam naturę że od razu widzę i nie potrafię przejść obojętnie jeżeli chodzi o moja dziewczynę. Mówiła że tak że martwi się o swoją koleżankę że dzieje się coś z nią złego. Przyjąłem to jako prawdę i dałem za wygraną. Tego samego dnia pojechaliśmy spędzać walentynki do naszej rodzinnej miejscowości impreza itp. Jak to na imprezie trochę wypiliśmy no i zdarzyła się kłótnia. W czasie tej kłótni powiedziała mi że mnie nie kocha. Nie wziąłem tego nie poważnie gdyż pod wpływem alko często tak mówiła po czym tłumaczyła się że robi to na złość. Miedzy innymi ma temperament i jest nieustępliwa jeżeli nawet nie ma racji. Typ człowieka imprezy dosłownie nie można jej zwrócić uwagi bo od razu jest tzw "spina". Dodam również że często się kłóciliśmy o różne rzeczy, chciałem pogadać zwrócić na coś uwagę od razu ochrzan po całości. Wracając do imprezy wyszliśmy rano do niej zadzwoniłem i usłyszałem ze nie wie co do mnie czuje. Szlag mnie na miejscu trafił nie po to pytam drążę martwię się żeby dostać taką informacje. Wróciłem do domu, umówiliśmy się na rozmowę wieczorem. Sprawa nie dawała mi spokoju z tego powodu że nigdy tak nie było. Zrobiłem coś czego się bardzo wstydzę mianowicie sprawdziłem jej korespondencje. Okazało się że nie wie co do mnie czuje, że jest tam ktoś kto z nią rozmawia i być może się w nim zauroczyła oraz że od krótkiego czasu nie pociągam jej fizycznie. Powiem tyle nogi mi się ugięły. Rozmawiałem z nią później powiedziała ze nie wie co jest co się w ogolę dzieje itp. Jednym wyjściem jakie widziałem było jej danie kilku dni do namysłu. Po ustalonym terminie spotkaliśmy się żeby to wyjaśnić. Powiedziała mi że nie chce tego kończyć, że lepszego faceta nie znajdzie bo jestem opiekuńczy, czuły, czuję się ze mną bezpiecznie. Znam te teksty i mnie to nie ruszyło. Jednocześnie powiedziała ze to zauroczenie to pomyłka tylko dobrze jej się z tym kolesiem gadało. Jednocześnie usłyszałem, że prócz pracy którą wykonuje, uczelni domu i jej nie robię nic. Powiedziała że zachowuję się tak jak bym tylko się nią w życiu kierował i nic poza tym jednocześnie dostałem ultimatum że jeżeli jeszcze raz się pokłócimy przez tel to koniec. Fakt faktem kłócimy się dużo i stwierdziłem że z pasuje i będę gadał z nią normalnie. Dziś mija drugi dzień naprawy tego jesteśmy jeszcze w jednym miejscu ale widać że to nie jest to. Nie mówi że kocha a wcześniej co chwile, nie ma ochoty na sex, wymija mnie wzrokiem. Jestem strasznie zakręcony w tym wszystkim zależy mi na tej dziewczynie bo ją kocham i jestem w stanie walczyć ale nie pozwolę z siebie barana robić. Jeżdżę do niej pomagam gadam wspieram kocham robię to co w mojej mocy aby była szczęśliwa bo na to zasługuje. Napisałem to gdyż nie mam z kim pogadać. Mamy wielu znajomych ale właśnie wspólnych.
Z góry przepraszam z ten chaos.
pozdrawiam