netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Niebagatelny problem

17 odpowiedzi3 080 wyświetleńzałożony przez VANGOG, 20.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niebagatelny problem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Niebagatelny problem

Witam wszystkich.

Ostatnią rzeczą jaką chciałem zrobić było dodanie jakiegokolwiek wątku na forum, jednak sytuacja w jakiej się znalazłem zmusiła mnie do tego. Otóż cała historia jest dość długa, dlatego streszczę ją jak się tylko da jednocześnie postaram się aby zawierała ona pełny obraz sytuacji. Zacznijmy od tego, że mam lat 24 zaś moja partnerka 21. Żyjemy od dwóch lat w związku na odległość dodam, że naprawdę sporą odległość (ok.400 km) ze względu na studia. Początek był naprawdę obiecujący mimo przeszkody związanej z dystansem jaki nas dzieli. Większość kontaktu utrzymujemy na zasadzie telefonicznej sms, fb, skype itp. Staram się co najmniej raz w miesiącu do niej pojechać czasem jak się dobrze wszystko ułoży to nawet troszkę częściej. Ostatnio przyjechała do mnie i od razu wydała mi się dziwna niespokojna niezdecydowana nieobecna. Naturalnie zapytałem czy wszystko jest w porządku odpowiedz była taka, że owszem jest wszystko ok. Następnego dnia pojechaliśmy na zakupy wszystko odbywało się super wróciliśmy do domu po czym była kolacja rozmawialiśmy sex itp. W walentynki była bardzo niespokojna pytałem się co się dzieje, taką mam naturę że od razu widzę i nie potrafię przejść obojętnie jeżeli chodzi o moja dziewczynę. Mówiła że tak że martwi się o swoją koleżankę że dzieje się coś z nią złego. Przyjąłem to jako prawdę i dałem za wygraną. Tego samego dnia pojechaliśmy spędzać walentynki do naszej rodzinnej miejscowości impreza itp. Jak to na imprezie trochę wypiliśmy no i zdarzyła się kłótnia. W czasie tej kłótni powiedziała mi że mnie nie kocha. Nie wziąłem tego nie poważnie gdyż pod wpływem alko często tak mówiła po czym tłumaczyła się że robi to na złość. Miedzy innymi ma temperament i jest nieustępliwa jeżeli nawet nie ma racji. Typ człowieka imprezy dosłownie nie można jej zwrócić uwagi bo od razu jest tzw "spina". Dodam również że często się kłóciliśmy o różne rzeczy, chciałem pogadać zwrócić na coś uwagę od razu ochrzan po całości. Wracając do imprezy wyszliśmy rano do niej zadzwoniłem i usłyszałem ze nie wie co do mnie czuje. Szlag mnie na miejscu trafił nie po to pytam drążę martwię się żeby dostać taką informacje. Wróciłem do domu, umówiliśmy się na rozmowę wieczorem. Sprawa nie dawała mi spokoju z tego powodu że nigdy tak nie było. Zrobiłem coś czego się bardzo wstydzę mianowicie sprawdziłem jej korespondencje. Okazało się że nie wie co do mnie czuje, że jest tam ktoś kto z nią rozmawia i być może się w nim zauroczyła oraz że od krótkiego czasu nie pociągam jej fizycznie. Powiem tyle nogi mi się ugięły. Rozmawiałem z nią później powiedziała ze nie wie co jest co się w ogolę dzieje itp. Jednym wyjściem jakie widziałem było jej danie kilku dni do namysłu. Po ustalonym terminie spotkaliśmy się żeby to wyjaśnić. Powiedziała mi że nie chce tego kończyć, że lepszego faceta nie znajdzie bo jestem opiekuńczy, czuły, czuję się ze mną bezpiecznie. Znam te teksty i mnie to nie ruszyło. Jednocześnie powiedziała ze to zauroczenie to pomyłka tylko dobrze jej się z tym kolesiem gadało. Jednocześnie usłyszałem, że prócz pracy którą wykonuje, uczelni domu i jej nie robię nic. Powiedziała że zachowuję się tak jak bym tylko się nią w życiu kierował i nic poza tym jednocześnie dostałem ultimatum że jeżeli jeszcze raz się pokłócimy przez tel to koniec. Fakt faktem kłócimy się dużo i stwierdziłem że z pasuje i będę gadał z nią normalnie. Dziś mija drugi dzień naprawy tego jesteśmy jeszcze w jednym miejscu ale widać że to nie jest to. Nie mówi że kocha a wcześniej co chwile, nie ma ochoty na sex, wymija mnie wzrokiem. Jestem strasznie zakręcony w tym wszystkim zależy mi na tej dziewczynie bo ją kocham i jestem w stanie walczyć ale nie pozwolę z siebie barana robić. Jeżdżę do niej pomagam gadam wspieram kocham robię to co w mojej mocy aby była szczęśliwa bo na to zasługuje. Napisałem to gdyż nie mam z kim pogadać. Mamy wielu znajomych ale właśnie wspólnych.
Z góry przepraszam z ten chaos.
pozdrawiam

2

Odp: Niebagatelny problem

Milion razy podobne sprawy były omawiane na forum - nie będziecie razem. Dziewczyna szuka bardziej męskiego partnera, z konkretną pasją, który nie skacze wokół niej non-stop, który przez to kręci ją i psychicznie i fizycznie. Ty stałeś się dla niej niemęski i nie da się tego odkręcić, bo nie zamienisz się nagle w brutala pasjonującego się motocyklami. Możecie być świetnymi znajomymi, ale partnerstwa i związku z tego absolutnie nie będzie.

Oczywiście nie oznacza to, że faceci tacy jak ty nie mają szans na poznanie dziewczyny, bo oczywiście mają, tylko musisz trafić na taką, której wersja "jesteś dla mnie całym światem moja księżniczko" odpowiada.

Jeżeli chcesz to możesz dalej być koło tej aktualnej dziewczyny, będziesz fajnym zapychaczem dopóki nie znajdzie samca alfa, którego szuka. Takie ma prawo.

3

Odp: Niebagatelny problem

Analizując Twoją odpowiedz jestem w stanie stwierdzić tylko, że kobiety w lwiej części szukają tego brutalnego mężczyzny, że liczy się dla nich pewna doza niepewności, po części chamstwa ze strony owych Panów oraz zachowanie traktujące kobietę odgórnie. Może jestem jakiś dziwny ale według mnie kobiecie należy się przede wszystkim zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, żeby wiedziały że mogą na tego swojego faceta liczyć, na to że ich nie zostawi nie poleci za inną bo to jest po części zachowanie tego elementu alfa. Wydaje mi się że to nas odróżnia od zwierząt, że używamy swojej inteligencji do interakcji między sobą. Osobiście posiadam wiele pasji sytuację mam taką, że nie koniecznie mam je kiedy realizować jak narazie  nie uważam się za miękką kluchę bo potrafię postanowić na swoim odwrócić się wyjść w pewnych momentach sprawić, aby była trochę zazdrosna, odgryźć się oraz zachować trochę egoistycznie. Nie biegam dookoła niej jak jakiś pies dookoła swego Pana, zachowuje dystans i szacunek do własnej osoby. W stosunku do swojej dziewczyny nigdy nie zachowam się jak pół mózg, który sypnie jej paroma epitetami przy znajomych czy na osobności, uderzy czy zrobi inne świństwo dlatego, że jest ważna, że ją kocham i nie dam jej nikomu skrzywdzić. Czym jest ten samiec alfa ? Bo dla mnie to tylko wymysł zakompleksionych facetów którzy mają problem ze swoim ego i chcą tę kobietę podporządkować sobie jednocześnie myśląc, że z tego powodu będzie robić jej się mokro.

4

Odp: Niebagatelny problem

Po co byc z kims na sile? Widzisz w tym jakis sens na przyszlosc? Moim zdaniem powinienes zerwac w 100% i problem bedzie z glowy.

5

Odp: Niebagatelny problem

VANGOG
Dobrze to podsumowałeś. Nareszcie, bo już mam dość czytania na tym forum postów o różnicy między samcem alfa a miękką kluchą. Taki samiec alfa to nic innego jak zakompleksiony chłopiec, który wymyślił sobie sposoby, jak w oczach innych mężczyzn, kobiet i dla siebie samego zgrywać męskiego.
Coś takiego jak miękka klucha również występuje i nie jest pociągające.
W dodatku obie formy istnieją w wersji męskiej i żeńskiej.

6

Odp: Niebagatelny problem

Według mnie znaczącym elementem tej sytuacji jest ta odległość. Nie potrafię od tak powiedzieć, że to koniec a w szczególności po tym co w ten związek włożyłem i co on dla mnie znaczy. Mowa o wkładzie psychologicznym, fizycznym oraz wieloma innymi rzeczami, które poświęciłem i w dalszym ciągu poświęcam. Dziewczyna w tym momencie mówi, że kocha, że jest już ok. Nie dam się tak szybko zwieść z drogi. To jest to co ja chce usłyszeć, ale za tym muszą iść i czyny. Na razie będę czynnym obserwatorem dopóki mogę. Jak wyjedzie z powrotem na studia i ja również a sytuacja się chociaż trochę nie poprawi będzie to raczej ciężkie do zrealizowania. Zależy mi na niej ale faktem jest, że przeszkodą jest jej charakter. Ciężki, zadziorny, czasami nie do zrozumienia, ten upór który jest bez sensu byle by nie przyznać racji, a właśnie taka jest w stosunku do każdego.

7 Ostatnio edytowany przez kow-nor (2015-02-20 11:45:55)

Odp: Niebagatelny problem
cb napisał/a:

VANGOG
Dobrze to podsumowałeś. Nareszcie, bo już mam dość czytania na tym forum postów o różnicy między samcem alfa a miękką kluchą. Taki samiec alfa to nic innego jak zakompleksiony chłopiec, który wymyślił sobie sposoby, jak w oczach innych mężczyzn, kobiet i dla siebie samego zgrywać męskiego.
Coś takiego jak miękka klucha również występuje i nie jest pociągające.
W dodatku obie formy istnieją w wersji męskiej i żeńskiej.

I tu się zgadzam. Opinia "samiec Alfa" jest wyjątkowo nadużywaną formą, jaka przynależna jest jedynie - moim zdaniem - mężczyźnie z charyzmą, charakterem i zasadami. Byle facecik mający niby męską pasję (skoki na spadochronie, motocykle czy inne jeżdżenie rowerem po górach bez trzymanki) nie jest żadnym "Alfą". Nazbyt to jest upraszczane i tworzy obraz twardziela z kogoś często "plastelinowatego", o zainteresowaniach czy pasjach ...rekompensujących jego niedostatek tzw. męskości (nie w dosłownym rozumieniu bynajmniej, ale w takim jak wyżej opisałem).
Foxterier nazbyt chyba ubarwił całość i dorobił wybujałą ideologie do czegoś chyba bardziej prozaicznego: ta dziewczyna jest nazbyt jeszcze młoda i niedoświadczona, by wiedzieć, co ważne w życiu i co zasługuje na uwagę czy cenienie. Z opisu całości sytuacji wygląda mi bardziej na to, ze ta dziewczyna zachłysnęła się "nowym" życiem i towarzystwem, zauroczyła (inaczej nazwać tego nie sposób) jakimś "przyjacielem", nowym znajomym, a Ty, Autorze poszedłeś w odstawkę. Jedynie fakt, ze ma wyrzuty sumienia i - znając Ciebie - ma świadomość, że tak Cię krzywdzi ...nie umie jednoznacznie tego nazwać i zerwać z Tobą. Wiadomo, ze to boli i napawa Cię wieloma pytaniami, które zazwyczaj pozostają bez odpowiedzi.
Jak sam widzisz, tu na Forum bez liku podobnych problemów i sytuacji osób znajdujących się w identycznym położeniu: druga osoba wyjeżdża, relacje się ochładzają, wciąż niby razem, ale za plecami jest już ktoś trzeci, ..."lepszy" (zdaniem tej osoby). I związki się sypią, a tym szybciej im mniej doświadczona i dojrzała to osoba. A ta zaangażowana i ufająca osoba ....chodzi po ścianach i zastanawia się: "co zrobiłem źle?"
W Twoim, Autorze położeniu widzę analogię do wspomnianych przypadków i z przykrością stwierdzam, że pójdziesz w ślady tamtych - w odstawkę. To niestety cena za dojrzałość, za nabywanie doświadczenia, za przyszłą mądrość i umiejętność radzenia sobie z życiowymi katastrofami. To być może pierwsza w Twoim życiu, ale będą i kolejne. Za każdym jednak razem będziesz silniejszy, twardszy i szybciej wstaniesz na nogi. Zaręczam.
Co możesz teraz zrobić?
Maniek udzielił prawidłowej rady: zerwij całkowicie kontakt. Raz - pozbędziesz się w stosunkowo krótkim czasie bodźców, które mogłyby Cię wciąż trzymać w miejscu, rozterce, żalu i niepewności (szybciej się "ogarniesz"), dwa - robiąc tak uświadomisz tej dziewczynie, że cenisz się i szmatą nie będziesz, że skoro tak niewiele znaczysz już dla niej - "nic na siłę". Może to nią wstrząśnie i ocuci z tego amoku, choć wątpliwe... Być może za jakiś czas sama przyzna, że "pogubiła się i żałuje", ale wówczas Ty prawdopodobnie będziesz już szczęśliwym człowiekiem na innym etapie życie, dzięki innej - ceniącej Cię jako człowieka, szanującej i prawdziwie kochającej - dziewczynie.
Tego Ci życzę obok życzeń wytrwałości i siły...

8 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-02-20 12:13:45)

Odp: Niebagatelny problem

Jak dla mnie jestescie jeszcze za młodzi na  jakiś związek do konca dni. Dzieli was potęzna odległość 400 km to w tak młodym wieku naprawde kawał przestrzeni. Zapewne ją kochasz ale z perspektywy czasu wiem że takich miłosci przezyjesz jeszcze jedną lub nawet wiecej:). Warto dac sobie wolne od siebie. Takie zabawy w pary małzenskie na lata to niebezpieczna zabawa, która w wielu ptrzypadkach doprowadza do wypalenia. Kazdy nowy związek wprowadzi w twoje zycie nowe doświadczenia, na ich bazie kiedyś zbudujesz piękne małżenstwo o ile dojrzejesz i poznasz dojrzałą emocjonalnie kobietę ;;)
Tego ci życze z całego serca smile

9

Odp: Niebagatelny problem

Nie ma nic na siłę, ona pewnie chce odejść ale się przyzwyczaiła i  trochę jej trudno. Jak się kłócicie to chyba nie pasujecie do siebie. Nie wyobrażam sobie być z kimś i ciągle się kłócić co to za związek.

10

Odp: Niebagatelny problem
Qrsywa napisał/a:

Jak dla mnie jestescie jeszcze za młodzi na  jakiś związek do konca dni. Dzieli was potęzna odległość 400 km to w tak młodym wieku naprawde kawał przestrzeni. Zapewne ją kochasz ale z perspektywy czasu wiem że takich miłosci przezyjesz jeszcze jedną lub nawet wiecej:). Warto dac sobie wolne od siebie. Takie zabawy w pary małzenskie na lata to niebezpieczna zabawa, która w wielu ptrzypadkach doprowadza do wypalenia. Kazdy nowy związek wprowadzi w twoje zycie nowe doświadczenia, na ich bazie kiedyś zbudujesz piękne małżenstwo o ile dojrzejesz i poznasz dojrzałą emocjonalnie kobietę ;;)
Tego ci życze z całego serca smile

Sama mam 24 lata i jakoś nie sądzę, żebym była za młoda na stwierdzenie czy chce być z kimś do końca dni.

11 Ostatnio edytowany przez kow-nor (2015-02-20 14:16:24)

Odp: Niebagatelny problem
Karmel24 napisał/a:
Qrsywa napisał/a:

Jak dla mnie jestescie jeszcze za młodzi na  jakiś związek do konca dni....

Sama mam 24 lata i jakoś nie sądzę, żebym była za młoda na stwierdzenie czy chce być z kimś do końca dni.

Qrsywie raczej - tak mniemam - inna myśl przyświecała przy pisaniu o zbyt młodym wieku. To nie jest już dosłownie kwestia wieku w znaczeniu przeżytych lat, a bardziej dojrzałości psychicznej, pewnych nabytych doświadczeń, wykształtowanej osobowości i skrystalizowanych priorytetów, ale nie na zasadzie - jak zazwyczaj u tych młodych latami bywa - chcę i wydaje mi się. Wystarczy poszperać tu na Forum by znaleźć analogiczne przykłady ludzi "młodych" wiekiem (dopiero co rozpoczęte dorosłe życie...) potrafiących dojrzale "znaleźć się" w związku i umiejących "być z kimś" na uczciwych, lojalnych zasadach. Można też spotkać osoby, które pomimo wieku ponad 40, 50 lat - wciąż są niedojrzałymi i niezdolnymi psychicznie do związku chłopcami i dziewczynkami... Ja mając 21 lat rzuciłem się od razu na "głęboką wodę" i stworzyłem kilkunastoletni, udany związek... Ale znam też osoby, które mając lat ponad trzydzieści, czterdzieści i więcej - są wciąż mentalnie małymi dziećmi pod maminą spódnicą...
Czytając historię Autora odnoszę wrażenie, że on jest już dojrzałym do związku młodym człowiekiem, ale ona wciąż małą dziewczynką. I jeszcze jedno: to też nie jest kwestia: wydaje mi się, że chcę... Bo często rzeczywistość weryfikuje to nasze "wydaje mi się..." i uświadamia czy to nam (bolesne olśnienie), czy naszym partnerom (jak w niniejszym wątku choćby), że jeszcze tylko nam się wydawało... Bywa. Większości tych, co wchodzą w związki by po chwili się z nich "wymiksować" ...bo - też jest święcie przekonanych, że są już dorośli, że chcą, że potrafią... Jednak często po chwili rzeczywistość brutalnie obnaża fakt, iż tylko to było jedynie "wydawanie się, że...".

12

Odp: Niebagatelny problem

Ja nie mówię, że trzeba być dresem interesującym się piłką nożną i lejącym swoje dziewczyny żeby być "macho" i mieć powodzenie, nie o takiego samca alfa mi chodzi. Generalnie problem jest w tym, że jesteście młodzi - niedawno było się dzieckiem, nie mieliście czasu na ukształtowanie siebie, nie wiecie czego szukacie, co lubicie, czego pragniecie, wasze patrzenie na życie składało się do tej pory tylko z wyobrażeń, ideałów i waszej chęci tego jak to życie miałoby wyglądać, ale to wszystko zostaje dostosowane do realiów przez rzeczywistość i trudy dorosłego życia.

Dlatego dużo związków nawiązanych w młodości (przed 20 lub w okolicach) rozpada się, gdyż dojrzewamy psychicznie i wiemy, że szukamy czegoś innego, poznajemy siebie lepiej. Nie chodzi o to, że nie kochamy bądź nigdy nie kochaliśmy aktualnego partnera. Kochaliśmy go w taki sposób, jaki wówczas to pojmowaliśmy.

Po rozstaniu mamy czas na pracę nad sobą, pojawia się praca która nas rozwija, mamy możliwość i warunki na rozwijanie pasji. Chłopcy romantycy z myśleniem "chcę dziewczynę, będę dla niej wszystkim i ona będzie dla mnie wszystkim, damy sobie wszystko, będziemy się głaskać po wsze czasy i nic nie złamie naszej miłości" zostają zahartowani - dalej mają duszę romantyka, ale nie jest to takie naiwne, dziecięce spojrzenie na te sprawy. Nie ma już takiego ciśnienia na związek jak dawniej, nie ma płaczu "mam 20 lat i nigdy nie miałem dziewczyny, a chcę wielką miłość". Pojawia się wiele punktów zaczepienia, wiele filarów, na których opieramy swoje życie - rzadko już się zdarza żeby oprzeć swoje życie tylko na partnerze/partnerce, czyli nie ma sytuacji pod tytułem "nie mam przyjaciół, nie mam zainteresowań, miałem tylko jego/ją, tak kochałem, inwestowałem, dbałem, a teraz jestem z niczym".

Ale żeby dojść do takiego stanu trzeba albo dać sobie możliwość dojrzewania w związku (wtedy te nawiązane w wieku nastoletnim mają szansę przetrwać), albo rozwijać to po rozstaniu.

Oczywiście nie jest to jakaś prawda objawiona, to tylko moje spojrzenie na tę sprawę z którą można (a i nawet powinno się) polemizować wink

13

Odp: Niebagatelny problem
Foxterier napisał/a:

...tylko moje spojrzenie na tę sprawę z którą można (a i nawet powinno się) polemizować wink

Mimo zastrzeżenia, że "powinno się polemizować" - ja jakoś nie umiem na siłę znaleźć argumentów stojących z Twoimi słowami w sprzeczności ...bo mam takie samo zdanie... big_smile

14

Odp: Niebagatelny problem

Po sobie wiem, że jestem w stanie stworzyć związek, ktory jest w pewien sposob swoistym odzwierciedleniem tego co tak naprawde powinno być ważne.  Wszelkie opinie na temat mojej osoby mojej dojrzalosci sa przypuszczeniem. Zawsze odstawalem od ogólnego zarysu zawsze kierowałem sie rozsądkiem i zawsze dobrem mojej drugiej połówki. Patrząc na te wszystkie związki czasem się zastanawiam czy ten swiat jest chory czy to ja odstaje od schematu który mnie otacza. Dzis jechalem do pracy podjechalem do mojej dziewczyny wyszla do mnie rzucila sie na szyję przytulala rozmawiala z takim błyskiem w oku. Z dnia na dzien jestem w coraz to wiekszej dziurze nie wiem co jej siedzi w glowie co myśli ciężko ją rozgrysc. We wtorek wraca na studia i wtedy sie wszystko roztrzygnie. Ja wyszedłem tylko z zalozenia ze nie bede sie z nia kłócić bo to bez sensu wole zeby miala podstawy zeby powiedziec ze  cos jednak bylo robione w tym kierunku aby to naprawic. Jest to bardzo wartościowy czlowiek ale i bardzo zagubiony. A moim błędem z kolei jest to ze bardzo sie przywiazuje i to ze poświęcam sie temu. Osobiscie ta odległość nie stanowi dla mnie problemu w sensie zeby pojechac odwiedzić mam na tyle mobilna prace ktora mi to umożliwia. Jest ciezko ale jeszcze pol roku i bedziemy razem blisko. Kwestia czasu i w tym momencie jej decyzji.

15

Odp: Niebagatelny problem

moze to nie bedzie mile ,co Ci napisze.Niestety jest tak,ze kazdy ma prawo kochac i nie kochac.Ona tez.uwazam,ze powinienes sie z tym pogodzic,a nie spekulowac np,czy ona pozniej cie jeszcze pokocha albo czy to jest chwilowe.Nie mozna przeciez kochac na zawolanie .Pzdr.

16

Odp: Niebagatelny problem

Najlepszym wyjściem z obecnej sytuacji dla Ciebie, Autorze będzie ...pozostawienie spraw już własnemu biegowi... Bez rozpaczy, wątpliwości, bez oczekiwań. Ot, spróbuj ...stanąć obok tego wszystkiego i tylko patrz jak nurt poniesie to, co dotychczas było dla Ciebie cenne. Nic innego nie zdziałasz, a jakiekolwiek próby czy dotarcia do niej, wyjaśnień, pytań bądź obietnic - mogą jedynie pogrążyć wszystko. Zachowuj się jakby nic się nie stało, a co dalej będzie - cóż, to już czas pokaże...

17

Odp: Niebagatelny problem

Witam. Wszystko jest już jasne. Moja dziewczyna mnie zdradziła z młodszym kolesiem od niej (tylko pocałunek) jasne. Dowiedziałem się o tym wczoraj. Już teraz wiem skąd całe to zachowanie i nieszczerość w rozmowie. Związek jest już zakończony, nie wybaczę zdrady. Z jednej strony wielka szkoda, zawód i rozczarowanie, a z drugiej osiągnięcie w końcu jakiegoś elementu spokoju. Dziękuję Wam za odpowiedzi i pomoc. Jestem wolnym człowiekiem i teraz muszę ustalić sobie cele i według nich działać. Nauczyło mnie to jednego abym nie był zbyt dobry i nie oddawał wszystkiego co mam. Boli ale to sprawi, że będę silniejszy. Jeżeli chodzi o nią to jest mi jej szkoda. Idzie na dno jak TITANIC. Mam nadzieję, że się obudzi z tego letargu bo inaczej zginie.

Pozdrawiam Wszystkich

18

Odp: Niebagatelny problem

Nie zrobiłeś żadnego 'błędu'. Kochać kogoś i próbować dociekać co jest grane nie świadczy o byciu pantoflem.
ale jeśli ona ma 21 lat to akurat w moim odczuciu nie jest wiek na bycie razem "do grobowej deski", tj. bez sprawdzenia innych opcji.. Niestety, ale wiążąc się w takim wieku trzeba być szaleńczo zakochanym ze wzajemnością, by to mogło się udać. Tu tego 'ze wzajemnością' zabrakło.

Nie uważam tez żebyś starał się za bardzo. Nie płaszczyłeś się, ani nie straciłeś godności - to ważne i na duży plus dla Ciebie. Fajnie, że nie zamierzasz nic dalej z tym już robić. Ograniczasz straty. Mądrze smile

Wiem, że teraz brzmi to jak jakiś banał i wydaje się mało wiarygodne, ale poznasz kogoś..może nie za pół roku, ale za rok, dwa.. Jak poukładasz sobie w głowie to i owo i zrobisz w niej na tego kogoś miejsce.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niebagatelny problem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026