Hej dziewczyny piszę do Was bo mam totalny mętlik w głowie ![]()
Tydzień temu zostawił mnie mój narzeczony. Byliśmy razem 8 lat ( w tym 5 letni związek na odległość i 3 lata wspólnego mieszkania). On był moim pierwszym facetem a ja jego pierwszą kobietą. Ostatnio kompletnie się między nami nie układało.. Dla niego najważniejsi byli znajomi z pracy (których notabene nigdy nie poznałam bo jak twierdził to nie towarzystwo dla mnie), coraz częściej nie wracał na noc do domu, imprezował z nimi, a we mnie mimo, że nigdy nie miałam nic przeciwko temu,żeby miał własne życie towarzyskie narastała coraz większa frustracja, czułam się odstawiona na drugi plan ale chyba nie rozumiał tego..On się bawił, a ja sama spędzałam coraz więcej dni,wieczorów,nocy..Z tego wynikało coraz więcej żali i awantur między nami... Niestety ja jestem typem który jak kocha to na całego (może za mocno..) i jest w stanie wiele wybaczyć..On chyba nie bo decyzję o rozstaniu podjął sam..W zasadzie nie do końca określił jednak jego powód..co więcej sama nie wiem czy mam je traktować jako ostateczne..Z jednej strony kazał mi żyć własnym życiem a nie wyniszczać się nadzieją na jego powrót a z drugiej powiedział, że mnie kocha ale nie wie czy tak jak powinien i chce się o tym przekonać wyprowadzając się na miesiąc -dwa, że jeśli stwierdzi, że nie może beze mnie żyć to jeszcze o mnie zawalczy i wtedy już nigdy nie będę przez niego płakać..;// Oddałam mu zaręczynowy pierścionek stwierdził, że póki co go zachowa (w grudniu się oświadczył po czym w styczniu powiedział mi, że to był błąd i on nie wie co do mnie czuje;/ )..Do tego wszystkiego dezorientowało mnie to, że podczas naszej ostatniej rozmowy się rozpłakał i stwierdził, że całkiem możliwe, że za miesiąc całe to rozstanie mu się cytuję "odwidzi" i zaczął mnie przytulać.. Efekt tego wszystkiego jest taki, że niby się rozstaliśmy, mieszkamy osobno, nie utrzymujemy kontaktu a ja dalej nie wiem na czym stoję i jak głupia kocham a przy zdrowych zmysłach trzyma mnie jeszcze tylko ta nadzieja którą mi pozostawił..
Chyba niedługo wyląduję w wariatkowie
Poradźcie coś bo już sama nie wiem co mam myśleć i robić:( Najgorszy jest fakt,że przyjechałam dla niego do obcego miasta ( ja jestem spod Wrocławia tam też mam rodzinę, a mieszkamy w Gdańsku...) i zostałam tu z tym wszystkim sama..Powiedziałam mu nawet,że chyba będę zmuszona stąd wyjechać bo wiem,że w Gdańsku nie wyleczę się z tego wszystkiego on na to poprosił mnie, żebym przez najbliższe dwa miesiące nie podejmowała żadnych decyzji... Czuję się opuszczona, zdezorientowana i przerażona...Każdy dzień jest dla mnie teraz jak jakaś chora walka o przetrwanie..
Podobne tematy
Okropnie Ci gra chłop na emocjach. To powinno być karalne.
Pewnie Cię już nie kocha i sam jest tym zdziwiony, przecież też się do Ciebie przywiązał przez tyle lat...
3 2015-02-13 13:35:52 Ostatnio edytowany przez takasobiejaS (2015-02-13 13:36:52)
Coz Twoj partner , jest niedojrzaly emocjonalnie.
Pomysl, ze masz szczescie, ze stalo sie to teraz, nie po slubie i z dzieckiem ewdrodze.
Najlepiej by bylo jakbys go, zostawila, zapomniala i zaczela zycie na nowo....ale wiem latwo powiedziec
Pomysl, naprawde chcesz ukladac swoje zycie z nim?....
Zacznij zyc swoim zyciem, wyjdz gdzies, nie siedz, nie mysl o nim.
W zadnym wypadku nie dzwon, nie pisz, nie narzucaj sie jemu.... To tylko go odepchnie. Daj mu zatesknic, pokaz, ze zyjesz, ze jestes uśmiechnięta.
4 2015-02-13 13:41:13 Ostatnio edytowany przez Kasiula160 (2015-02-13 13:49:52)
Staram się naprawdę... ale chyba to zbyt świeża dla mnie sprawa...Wciąż nie mogę w to wszystko uwierzyć
Miewam dni kiedy myślę sobie, że spoko jestem fajną dziewczyną dam sobie bez niego radę, ale miewam i takie jak dziś gdzie zastanawiam się czym sobie na to wszystko zasłużyłam i jak mam dalej żyć
Dodatkowo to jego gadanie jaka to jestem cudowna i wogóle.. że to on jest ten gorszy... boże teksty rodem z amerykańskiego filmu dla nastolatków...Cudowna ale chyba jednak za mało cudowna..;( Najgorsze jest to że czym bym się nie zajęła on po chwili zaprząta moje myśli od nowa..kocham go nie umiem przestać nie wiem czy chcę przestać
.... Dodam jeszcze jeden istotny fakt nawiązując do jego imprez itp. Jesteśmy równolatkami ja mam 26 lat i on też. Podczas gdy ja w liceum szalałam i bawiłam się, on spędzał czas sam przed komputerem..Teraz są tego efekty.. Z opóźnieniem zachciało mu się odzyskiwać utraconą młodość jak to powiedział.. Podczas gdy ja myślę o ustatkowaniu on chce się bawić....
5 2015-02-13 13:49:47 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-02-13 13:53:38)
Koleś tratuję Cię prawdopodobnie jako plan ratunkowy, gdyby mu coś nie wyszło. A pewnie już starał by mu coś wykiełkowało na boku i pewnie się doczekał. Wraz z dyspozycjami od innej, że spróbuje z nim, ale jak rozstanie się z poprzednią.
Nie jest pewien czy mu się spodoba z nową, więc... jesteś na awaryjnym torze.
Co zrobić powinnaś? Na pewno nie trwać w Gdańsku jak Ci tam źle. Ogólnie nigdy nie rób tak, kiedy to powoduje, że stajesz się nieszczęśliwa. Pokaż kolesiowi jaki jest niedojrzały i sama za niego podejmij decyzję. Tym ruchem dasz mu największego prztyczka w nos.
6 2015-02-13 14:01:35 Ostatnio edytowany przez Kasiula160 (2015-02-13 14:02:31)
Z jednej strony racja, jednak szkoda mi dobrej pracy którą tu mam.. jeśli wrócę do domu wszystko będę musiała zacząć od nowa a tam niestety perspektyw za dobrych nie ma... no chyba, że w samym Wrocławiu, ale znalezienie pracy też pewnie trochę by mi zajęło.. Z drugiej strony tutaj wszystko mi go przypomina....
Kasiu ... podzielam zdanie Clinta.
Zachowanie Twojego ex-narzeczonego, wygląda jak klasyczny przypadek kiedy mężczyzna ma inną.
Ale ze nie jest jej do końca pewien teraz, to chce trzymać Cię w pobliżu, gdyby mu się z tamtą nie udało, to wtedy będzie mógł wrócić do Ciebie.
To taki typowy przypadek zostawiania za sobą otwartej furtki ...
Nie bój się wprowadzania zmian w swoim życiu - los i tak je wymusi, bo życie nie znosi pustki ...
8 2015-02-13 14:16:47 Ostatnio edytowany przez Kasiula160 (2015-02-13 14:21:42)
Twierdził, że nikogo nie ma i nigdy mnie nie zdradził...choć w sumie po tym wszystkim może jestem durna, że mu wierzę
Nie wiem jak mam sobie z tym wszystkim poradzić... Najgrosza jest ta obojętność z jego strony, zero kontaktu, nie zapyta nawet w jednym głupim smsie jak ja się czuję czy coś takiego... po tylu latach... czuję się jak odstawiona na półkę zabawka ![]()
Kasiula160, a gdyby powiedział, że Cię zdradza i zapytał, że jak mu nie wyjdzie z nową, to czy może do Ciebie wrócić, to byś się zgodziła? Sądzę, że nie. On być może także.
On był moim pierwszym facetem a ja jego pierwszą kobietą. Ostatnio kompletnie się między nami nie układało.. Dla niego najważniejsi byli znajomi z pracy (których notabene nigdy nie poznałam bo jak twierdził to nie towarzystwo dla mnie), coraz częściej nie wracał na noc do domu, imprezował z nimi,
Dodatkowo to jego gadanie jaka to jestem cudowna i wogóle.. że to on jest ten gorszy... ... Dodam jeszcze jeden istotny fakt nawiązując do jego imprez itp.
Z opóźnieniem zachciało mu się odzyskiwać utraconą młodość jak to powiedział..
Jak dla mnie jest inna na horyzoncie
Twierdził, że nikogo nie ma i nigdy mnie nie zdradził...
Zostawia sobie otwartą furtkę do ewentualnego powrotu
11 2015-02-13 14:35:48 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-02-13 14:36:06)
albo nawet INNE na horyzoncie, nie wyszalał się za młodu- teraz szaleje.
Twierdził, że nikogo nie ma i nigdy mnie nie zdradził...
To to chyba slyszal kazdy/kazda zdradzony/a, lacznie ze mna. Sorry Kasiula, ale tak to niestety wyglada.
Chyba wszyscy macie rację
Może to jego gadanie o kochaniu to jedne wielkie brednie... Bo jak można kogoś kochać i postępować z nim w tak egoistyczny sposób... Zostawić na pastwę losu, nie interesować się nim zupełnie... Chyba po prostu desperacko trzymam się myśli, że on wróci i nie chce przyjąć do wiadomości gorzkiej prawdy...
Kasiula160 napisał/a:Twierdził, że nikogo nie ma i nigdy mnie nie zdradził...
To to chyba slyszal kazdy/kazda zdradzony/a, lacznie ze mna. Sorry Kasiula, ale tak to niestety wyglada.
Przeciez nie jest idiota, nie powie ci hej poznalem inna, po co???
Przeciez tak ma cie e zapasie, jakby mu nie wyszlo.
Poczytaj setki watkow, wielu zdradzajacych nawet jak przedstawisz im dowod, będa sie wypierac . To jest standard.
Przykro się czyta, ale też się skłaniam do takiej oceny sytuacji, że on ma inną lub kogoś na oku. Nie wie przy tym co czyni i jaką Tobie krzywdę robi. Jeszcze każe Ci czekać w Gdansku, aż on się zdecyduje... to przecież okrutne. Na pewno wie, jak się tam samotna czujesz i że po rozstaniu potrzebujesz wsparcia bliskich. Chyba myśli tylko o sobie.
Ty masz trwać w zawieszeniu przez dwa miesiące, aż on się zdecyduje. ![]()
Witam cie.Niewesola sytuacja.Facet sam nie wie czego chce....Wystawia Twoja wytrzymalosc na probe-on chce"urlopu'od zwiazku,a jak cos szykuje sobie mozliwosc powrotu....Za nic ma Twoje uczucia.czy gdyby wrocil bylabys w stanie byc z nim po czyms takim?Pzdr.
Chyba wszyscy macie rację
Może to jego gadanie o kochaniu to jedne wielkie brednie... Bo jak można kogoś kochać i postępować z nim w tak egoistyczny sposób... Zostawić na pastwę losu, nie interesować się nim zupełnie... Chyba po prostu desperacko trzymam się myśli, że on wróci i nie chce przyjąć do wiadomości gorzkiej prawdy...
"Kocham dopóki mi z tobą wygodnie
Dopóki nie spotkam nikogo innego
Dopóki mi się nie znudzisz"
Wszyscy macie rację. W jego zachowaniu nie ma krzty miłości.A przecież o miłości się nie mówi tylko się ją okazuje. W końcu nastąpiło we mnie jakieś "olśnienie" i spadły mi z oczu klapki. Zrywam z nim wszelkie kontakty. Postaram się sobie poradzić, muszę być silna.
dobrze że przejrzałaś na oczy, powodzenia!
Hej dziewczyny piszę do Was bo mam totalny mętlik w głowie
Tydzień temu zostawił mnie mój narzeczony. Byliśmy razem 8 lat ( w tym 5 letni związek na odległość i 3 lata wspólnego mieszkania). On był moim pierwszym facetem a ja jego pierwszą kobietą. Ostatnio kompletnie się między nami nie układało.. Dla niego najważniejsi byli znajomi z pracy (których notabene nigdy nie poznałam bo jak twierdził to nie towarzystwo dla mnie), coraz częściej nie wracał na noc do domu, imprezował z nimi, a we mnie mimo, że nigdy nie miałam nic przeciwko temu,żeby miał własne życie towarzyskie narastała coraz większa frustracja, czułam się odstawiona na drugi plan ale chyba nie rozumiał tego..On się bawił, a ja sama spędzałam coraz więcej dni,wieczorów,nocy..Z tego wynikało coraz więcej żali i awantur między nami... Niestety ja jestem typem który jak kocha to na całego (może za mocno..) i jest w stanie wiele wybaczyć..On chyba nie bo decyzję o rozstaniu podjął sam..W zasadzie nie do końca określił jednak jego powód..co więcej sama nie wiem czy mam je traktować jako ostateczne..Z jednej strony kazał mi żyć własnym życiem a nie wyniszczać się nadzieją na jego powrót a z drugiej powiedział, że mnie kocha ale nie wie czy tak jak powinien i chce się o tym przekonać wyprowadzając się na miesiąc -dwa, że jeśli stwierdzi, że nie może beze mnie żyć to jeszcze o mnie zawalczy i wtedy już nigdy nie będę przez niego płakać..;// Oddałam mu zaręczynowy pierścionek stwierdził, że póki co go zachowa (w grudniu się oświadczył po czym w styczniu powiedział mi, że to był błąd i on nie wie co do mnie czuje;/ )..Do tego wszystkiego dezorientowało mnie to, że podczas naszej ostatniej rozmowy się rozpłakał i stwierdził, że całkiem możliwe, że za miesiąc całe to rozstanie mu się cytuję "odwidzi" i zaczął mnie przytulać.. Efekt tego wszystkiego jest taki, że niby się rozstaliśmy, mieszkamy osobno, nie utrzymujemy kontaktu a ja dalej nie wiem na czym stoję i jak głupia kocham a przy zdrowych zmysłach trzyma mnie jeszcze tylko ta nadzieja którą mi pozostawił..Chyba niedługo wyląduję w wariatkowie
Poradźcie coś bo już sama nie wiem co mam myśleć i robić:( Najgorszy jest fakt,że przyjechałam dla niego do obcego miasta ( ja jestem spod Wrocławia tam też mam rodzinę, a mieszkamy w Gdańsku...) i zostałam tu z tym wszystkim sama..Powiedziałam mu nawet,że chyba będę zmuszona stąd wyjechać bo wiem,że w Gdańsku nie wyleczę się z tego wszystkiego on na to poprosił mnie, żebym przez najbliższe dwa miesiące nie podejmowała żadnych decyzji... Czuję się opuszczona, zdezorientowana i przerażona...Każdy dzień jest dla mnie teraz jak jakaś chora walka o przetrwanie..
Autorko. Pytanie powinno brzmieć kiedy otwierasz szampana bo koles sam odszedł z układu a nie związku a o milosci...to nawet nie ma co mowic. Bylas traktowana jak szmata tylko nie rozumiem dlaczego się na to zgadzalas? Żeby być z kims? Z tego co znam zycie to facet miał nie tyle znajomych co kochanki. A czemu odszedł? Bo w końcu gdzie się zaczepil u jakiejś na dluzej. Tak się zastanawiam ze Ty chyba jesteś nie z tego swiata, jesteś przykładem jakies osoby, która mimo ze wie ze nie powinna się zgadzać nawet na jedno wyjście (nawet jedno takie wyjście, noc poza domem, może być powodem orzeczenia rozwodu z czyjejsc winy) to mimo ze czulas ze jest nie tak stale się na to zgadzalas. Na brak szacunku, na pomiatanie. Moim zdaniem powinnas się zastanowić w imie czego się zgadzalas bo na pewno nie milosci (milosc wymaga szacunku do samego siebie a nie niszczenia siebie). Szokuje mnie to, ze wogle moglo dojść do takiej sytuacji przez dluzszy czas. Wiesz wiele już sam przezylem, wiele przeczytałem, wiele pisałem ale powiem Ci ze TAK OGROMNEJ BEZCZELNOSCI I MANIPULACJI JAKA STOSUJE Twój facet w stosunku do Ciebie to prawie się nie spotyka ponieważ u ludzi rosnie samoswiadomosc wymagan. Jak chcesz to pisz. Na pewno odpowiem.
maniek_z_maniek, problem polegał na tym, że ja zawsze byłam tą stroną bardziej zaangażowaną. Zawsze chciałam, żeby było mu ze mną jak najlepiej bo go naprawdę szczerze kochałam, a on.. nie wiem? Teraz już nie wiem. Chyba w tym wszystkim zatraciłam trochę swoją osobę. Zadałam sobie dzisiaj pytanie "Halo gdzie w tym wszystkim jestem ja?". Gdzie są moje uczucia, to czego ja chcę czy też nie chcę. Nie mogę pozwolić by ktoś taki po tym jak zachował się jak zwykła świnia dyktował mi jeszcze jakieś warunki.. Nie będzie żadnych powrotów. Drzwi są zamknięte. Dziękuję za ten kubeł zimnej wody. Chyba było mi to potrzebne.
maniek_z_maniek, problem polegał na tym, że ja zawsze byłam tą stroną bardziej zaangażowaną. Zawsze chciałam, żeby było mu ze mną jak najlepiej bo go naprawdę szczerze kochałam, a on.. nie wiem? Teraz już nie wiem. Chyba w tym wszystkim zatraciłam trochę swoją osobę. Zadałam sobie dzisiaj pytanie "Halo gdzie w tym wszystkim jestem ja?". Gdzie są moje uczucia, to czego ja chcę czy też nie chcę. Nie mogę pozwolić by ktoś taki po tym jak zachował się jak zwykła świnia dyktował mi jeszcze jakieś warunki.. Nie będzie żadnych powrotów. Drzwi są zamknięte. Dziękuję za ten kubeł zimnej wody. Chyba było mi to potrzebne.
Kasiu!Ale slodko napisalas...Drzwi sa zamkniete-podobalo mi sie.Pewnie ,ze najwazniejsza w Twoim zyciu jestes Ty.Siebie samych mamy do konca zycia.Inni przychodza,odchodza...Uklad,w ktorym nie ma Ciebie,nie ma najmniejszego sensu.Rownowaga ,harmonia to podstawa w zwiazku.Pzdr.
SKU*WYSYN i tyle w temacie.
I co zamierzasz? Dalej wegetować w Gdańsku licząc na to, że mu się odwidzi i na wypadek jakby zechciał wrócić, albo wpaść na seksik to żebyś była pod ręką? Czekasz na niego jak pies, tracąc godność i jednocześnie szacunek w jego oczach. Traktuje Cię przedmiotowo bo dajesz się tak traktować. I NIE LICZ NA ŻADEN POWRÓT kiedy zachowujesz się jak zagubiona tępa strzała.
Myślisz, że po co on się wyprowadził i zrobił sobie przerwę? Nie wiesz? Powiem Ci: dla innej panny. Poznał inną, pewnie na jakiejś imprezie, zauroczył się i chce spróbować z nią, a Ciebie trzyma sobie jako opcję awaryjną. Historia stara jak świat, pełno tu takich, poczytaj sobie.
RADA: Spakuj wszystkie manatki i wracaj do domu. Bez słowa, bez żadnych "tylko się z nim pożegnam, tak długo byliśmy razem" NIE. Zero kontaktu, pakujesz rzeczy i już Cię nie ma.
Jeśli jeszcze nie dotarło to powtarzam: po 8 latach związku koleś MA CIĘ W DUPIE, nie zależy mu na Tobie i teraz pewnie kiedy to piszę (piątek wieczór), pewnie rucha inną pannę. TYLE BYŁ WART DLA NIEGO WASZ ZWIĄZEK. Pakuj doopę w troki i wracaj do domu. Daję Ci 100% pewności, że życie Ci się wspaniale ułoży, to taka domena brutalnie skrzywdzonych w związku osób. Zobaczysz.
Nie trzeba koniecznie się wyprowadzać jak się ma dobrą pracę. Zawsze można zmienić mieszkanie i dzielnicę, żeby nie chodzić codziennie tymi samymi ulicami.
25 2015-02-14 07:12:32 Ostatnio edytowany przez Oliwka73 (2015-02-14 07:19:04)
Kasiu ... podzielam zdanie Clinta.
Zachowanie Twojego ex-narzeczonego, wygląda jak klasyczny przypadek kiedy mężczyzna ma inną.
Ale ze nie jest jej do końca pewien teraz, to chce trzymać Cię w pobliżu, gdyby mu się z tamtą nie udało, to wtedy będzie mógł wrócić do Ciebie.
To taki typowy przypadek zostawiania za sobą otwartej furtki ...Nie bój się wprowadzania zmian w swoim życiu - los i tak je wymusi, bo życie nie znosi pustki ...
W związku z tym, że nie mogę niestety spać
, wypowiem się w tej sprawie.
To co zacytowałam powyżej (wypowiedź IsaBelli) to samo przeszło mi przez myśl. Po za tym ja też kiedyś dawno za szczenięcych lat miałam taką samą sytuację, kiedy to mój chłopak prosił mnie, żeby jeszcze dała mu czas(miałam już dosyć, że on kręci na dwie strony) i żebym była taka "wyrozumiała", bo sam jeszcze nie wie z którą chce być.
Mój były to był chociaż szczery. A może Twój facet też zdobędzie się na szczerość ? Po 8 latach ta szczerość Ci się należy!
Jego podejście i traktowanie Ciebie jest takie jakby Cię nic nie bolało. Źle to o nim świadczy. Może jednak się otrząśnij, tupnij nogą i zacznij sobie na nowo układać życcie ale już nie z nim.
Bo czy on wie i czy on się teraz interesuje jak Ty się czujesz, jak bardzo cierpisz?
Ja wtedy,głupia. starałam się być wyrozumiała i czekałam co on zadecyduje. Głupia byłam, bo on sobie poszedł, rzucił mnie. A ja czułam się jak nic niewarta i porzucona jakaś tam rzecz. Więcej tak nigdy się nie zachowałam przy kolejnych związkach. Fakt byłam młoda i niedoświadczona. Była to dla mnie jednak nauczka. Ale niezłą "wyrwę" w mojej psychice mi zrobiła.
Co mogłabym Ci poradzić?
Zezłośc się na niego.
Pokaż mu, że Cię tym wkurzył. Nie czekaj biernie co on "książę" postanowi. Nie wiem co inni ci radzili, bo raczej nie wczytałam się w posty powyżej. Ale ja to bym sie pożądnie wkurzyła!!!!!!! Pozwól sobie na to.
I zacznij od nowa.
Niestety ja jestem typem który jak kocha to na całego (może za mocno..) i jest w stanie wiele wybaczyć..On chyba nie bo decyzję o rozstaniu podjął sam..W zasadzie nie do końca określił jednak jego powód..co więcej sama nie wiem czy mam je traktować jako ostateczne..
Oczywiście, że masz traktować jako ostateczne. To manipulator i kłamca. Tu się zaręcza, po miesiącu już nie jest pewny.... zachowa pierścionek....
Swoimi słowami wodzi cię za nos, robi w bambuko, daje Ci wyraźnie do zrozumienie "MOŻE WRÓCĘ>>> CZEKAJ" Robi tak, bo wie że jesteś miękka, wie , że może sobie na to pozwolić.
Chcesz żyć z człowiekiem , który jest niestabilny emocjonalnie, i cię wykorzystuje?
Powinnaś zerwać kontakt, wyprowadzić się i najlepiej wyjechać. Taki człowiek to najgorsze co może się trafić. Trudno uwierzyć, że takie gnojki po ziemi chodzą.
On Cię nie kocha i mu na Tobie nie zależy. Uciekaj. Trzymaj się.
Kasia, doskonale cię rozumiem . Ja wczoraj ,o ironio dzień przed dniem zakochanych, rozstałam się z moim partnerem. Też mi powiedział że mnie kocha nawet bardzo ale byC ze mną nie może. Byliśmy ze sobą prawie rok. na początku bałam się zaangażować w ten związek bo miałam przykre doświadczenia. To On pokazał mi że może być inaczej. Zabiegał, kochał okazywał to jak mu zależy. Gdy się zaangażowałam zaczęło się psuć. Ale cały czas powtarzał że bardzo kocha i co? I zawsze kończy się tak samo.
Myślę że niektórzy faceci tacy po prostu są. Niedojrzali emocjonalnie, sami nie wiedzą do końca czego chcą od kobiety, od związku. Widzą tylko siebie i nic więcej poza czubek swojego nosa. Nie wiem jak to przetrwam. Ale wiem że dam radę i Ty też dasz radę. To kwestia czasu. Po prostu trzeba to przepłakać i tyle. Ja bym się nie wyprowadzała z miasta. Masz dobrą pracę. Zajmij się nią narazie. Dbaj o siebie, może zmień fryzurę. Zrób dla siebie coś co sprawi Ci przyjemność. Nie odsuwaj się od koleżanek. Bądź tam gdzie jest wesoło. Ja tak poradziłam sobie po poprzednich przejściach. Ale dzisiejszy dzień i jutro pewnie i tak przepłaczę a w poniedziałek praca i będzie z dnia na dzien lepiej. Choć wiem że JEGO i tak trudno mi będzie zapomnieć.
28 2015-02-14 13:42:47 Ostatnio edytowany przez Kasiula160 (2015-02-14 13:46:11)
Ja po prostu nie umiem pogodzić się z tym jak on mnie potraktował.. bez skrupułów bez liczenia się ze mną i tym co czuję. Zamotał mi w głowie tak, że sama już nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem. Czuję się naprawdę wykończona psychicznie i to chyba boli najbardziej, że ukochana osoba potrafi postąpić tak podle. Jest mi bardzo ciężko ale postanowiłam, że tak łatwo się nie poddam. Zostanę w Gdańsku, nie chcę rzucać z dnia na dzień dobrej pracy, urwałam z nim kontakty zblokowałam na FB, zmieniłam numer telefonu, wyprowadziłam się do zupełnie innej dzielnicy, może jak Bóg da nigdy więcej go nie spotkam a nawet jak spotkam to mam nadzieję, że zapomnę na tyle, że już go nie zauważę w tłumie.. Od października chcę wrócić na studia, chcę w końcu zacząć żyć dla siebie. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam kogoś kto doceni uczucie którym potrafię obdarzyć i dla kogo to ja będę na pierwszym miejscu.
Ja po prostu nie umiem pogodzić się z tym jak on mnie potraktował.. bez skrupułów bez liczenia się ze mną i tym co czuję.
...urwałam z nim kontakty zblokowałam na FB, zmieniłam numer telefonu, wyprowadziłam się do zupełnie innej dzielnicy, może jak Bóg da nigdy więcej go nie spotkam a nawet jak spotkam to mam nadzieję, że zapomnę na tyle, że już go nie zauważę w tłumie...chcę w końcu zacząć żyć dla siebie. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam kogoś kto doceni uczucie którym potrafię obdarzyć i dla kogo to ja będę na pierwszym miejscu.
I tego Ci życzę i chyba wszyscy pozostali... Sama widzisz jak jednogłośnie piszą w Twoim wątku - nie da się takiej sytuacji inaczej interpretować. Nie będę się tu rozpisywać i wyrażać własnej oceny, bo raz - już sama zaczęłaś robić to, co należy, dwa - powieliłbym tylko większość wcześniejszych słów od innych. Twoje decyzje (pozostanie na miejscu, ale z przeprowadzką, jakieś zmiany, zerwanie kontaktów itp.) dowodzą Twojej dojrzałości - to budujące i dające nadzieję, że staniesz na nogi i będziesz szczęśliwą kobietą. Wcześniej czytając Twoje słowa odniosłem chwilowe wrażenie, iż cechuje Cię syndrom KKZB (kobiet kochających za bardzo) - bo Twoja tolerancja ewidentnie niedopuszczalnych zachowań tego chłopaka to nasuwała... Ale to było chwilowe odczucie, szybko wyparte przez świadomość, że jesteś myślącą kobietą.
Tak trzymaj!
A w razie wątpliwości i chwilowych załamań powtarzaj sobie w myślach - jak mantrę - słowa z sygnatury jednego z forumowiczów: "nie czyń priorytetem kogoś, kto ma cię tylko za opcję"...
Dzięki za ten wątek i te odpowiedzi- jestem kołem ratunkowym dla pewnego dupka żołędnego w tym momencie i brakowału mi instynktu samozachowawczego by powiedzieć "nie". Jego czarujący głos zawsze mnie zwodzi.
Kolejna historia (powyższa) potwierdza tylko że nie warto. Nie warto autorko być kołem zapasowym. Będzie zajebiście trudno powrócić do rzeczywistości i zacząć cieszyć sie życiem w pojedynkę. Będzie cholernie trudno. Ale jak się zaweźmiesz, postarasz, przetrawisz sobie pewnw sprawy to się uda.
Ja po prostu nie umiem pogodzić się z tym jak on mnie potraktował.. bez skrupułów bez liczenia się ze mną i tym co czuję. Zamotał mi w głowie tak, że sama już nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem. Czuję się naprawdę wykończona psychicznie i to chyba boli najbardziej, że ukochana osoba potrafi postąpić tak podle. Jest mi bardzo ciężko ale postanowiłam, że tak łatwo się nie poddam. Zostanę w Gdańsku, nie chcę rzucać z dnia na dzień dobrej pracy, urwałam z nim kontakty zblokowałam na FB, zmieniłam numer telefonu, wyprowadziłam się do zupełnie innej dzielnicy, może jak Bóg da nigdy więcej go nie spotkam a nawet jak spotkam to mam nadzieję, że zapomnę na tyle, że już go nie zauważę w tłumie.. Od października chcę wrócić na studia, chcę w końcu zacząć żyć dla siebie. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam kogoś kto doceni uczucie którym potrafię obdarzyć i dla kogo to ja będę na pierwszym miejscu.
W takim razie powodzenia. Rozstanie z narzeczonym to nie koniec świata, a nawet rzekłabym, że początek nowego świata, świata bez niego, prawdziwego świata, w którym wszystko widzisz realnie, a nie przez pryzmat swojego królewicza. Też jestem po rozstaniu z narzeczonym, tyle, że u mnie minęło w tym roku 4 lata. Na początku nie mogłam oddychać, dusiłam się od płaczu i histerii, ale z każdym dniem wszystko stawało się łatwiejsze, w końcu przyszedł dzień, że byłam zdziwiona wszystkim co widziałam na oczy, jakbym pojawiła się na świecie od nowa, on już mi niczego nie przysłaniał i wszystko wyglądało inaczej, było jakby bardziej kolorowe i intensywne. Wtedy zrozumiałam, że dobrze się stało bo byłam uzależniona od niego i dużo na tym straciłam.
a ja zacytuje napis, który widziałam na jakimś murze, uwaga, są brzydkie słowa, (ze specjalną dedykacją dla autorki) FCUK EVERYTHING THAT DOSENT MAKE YOU HAPPY
Rozstanie z narzeczonym to nie koniec świata, a nawet rzekłabym, że początek nowego świata, świata bez niego, prawdziwego świata, w którym wszystko widzisz realnie, a nie przez pryzmat swojego królewicza. ..................... Wtedy zrozumiałam, że dobrze się stało bo byłam uzależniona od niego i dużo na tym straciłam.
Pięknie powiedziane.....